32 y/o
For good luck!
187 cm
Piercer, handpoke w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Don't say a prayer for me now,
Save it 'til the morning after
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor



𝔖𝔬 𝔩𝔢𝔱'𝔰 𝔠𝔲𝔱 𝔱𝔥𝔢 𝔠𝔬𝔫𝔳𝔢𝔯𝔰𝔞𝔱𝔦𝔬𝔫 𝔞𝔫𝔡 𝔤𝔢𝔱 𝔬𝔲𝔱 𝔣𝔬𝔯 𝔞 𝔟𝔦𝔱

⛧☾༺♰༻☽⛧

Vita bez wątpliwości była piękną, młodą kobietą. Odkąd tylko po raz pierwszy emanujące bezdenną pustką spojrzenie Swerdlove spoczęło na jej dziewczęcej, delikatnej twarzy, jej obraz wydawał się niemalże wypalić w jego pamięci. Zupełnie jak obraz, zbyt długo wyświetlany na starym, kineskopowym telewizorze. Niestety jednak Ian nie miał wobec niej żadnych planów, którymi mógłby podzielić się dumnie z jej rodzicami przy niedzielnym obiadku. Oczywiście, że miał bardzo konkretny plan, przez który zaproponował jej, by w temacie kolczyka pojawiła się akurat u niego w mieszkaniu... to, że mu odmówiła, dało mu poniekąd sygnał, że ta potrzeba była w tym wypadku jednostronna. Wbrew temu, co zaprezentowała mu podczas ich pierwszego spotkania. Może faktycznie chciała wyłącznie wykonać kolczyk? Może to miało być zwykłe, biznesowe spotkanie, a nie żadna próba bardzo konkretnego flirtu i niekonkretna propozycja odnośnie... nieco innych działań, które nie wymagają urządzenia do piercingu i kolczyka? Tak, Ian miał zawsze ogromny problem z odczytaniem kobiecych intencji, ale teraz, ku jego rozczarowaniu, przekaz wydawał się jasny- faktycznie chciała tylko kolczyk.
No i ewidentnie obalić z nim butelkę rumu...
On z kolei liczył na coś więcej, niż tylko usługa. Miał cichą nadzieję, że po odrobinie dodatkowego czasu spędzonego ze sobą, uda mu się wreszcie zanurzyć w jej słodyczy i zbesztać, zbrudzić, stłamsić jej niewinność. Miał przedziwne myśli i... pragnienia związane z tą nowo poznaną dziewczyną. Takie, których dawno nie przeżywał, a za które czuł coś na pograniczu zażenowania. Był typem raczej korzystającym z okazji, a nie ja prowokującym. Cholera... czyżby powoli, z biegiem czasu, przekształcał się w starego oblecha, który ślinił się do słodkich dziewczyneczek? Tego samego, którymi tak mocno gardził?
Przygasił światła po ostatniej klientce, odkażając fotel, na którym dokonywał swoich usług. Kobieta przed wyjściem zachwycała się wzorem, który wbił jej pod skórę, obiecując, że powróci tutaj z bandą koleżanek z okazji urodzin jednej z nich... Tsaa... ostatnie, czego potrzebował to szajka rozdartych pind proszących o to, by wszczepić im pod skórę pod uchem malutkiego, słodkiego delfinka... Mimo wszystko grzecznie zaprosił ją i poradził, by skontaktowała się z nim przez instagrama w celu ustalenia kolejnej wizyty. Nie mógł być wybredny, jeżeli chciał mieć co jeść i wciągnąć nosem, prawda? Był w studio sam- wszyscy inni artyści zdążyli już wyjść i zakończyć swoje zmiany, a on... Cóż, zabawa Swerdlove dopiero się zaczęła.
-Cześć.- rzucił, gdy nareszcie do pomieszczenia, wraz z zimnym powietrzem, wtoczyła się oczekiwana przez niego postać. Posłał jej nic nieznaczący uśmiech i odpinając przypięte do szlufki od spodni klucze, zamknął drzwi. Zaciągnął zasłony, by ciekawskie oczy nie dochodziły tego, co działy się w środku i powoli zbliżył się do swojej klientki.- Nie rozmyśliłaś się.- to bardziej zabrzmiało jak stwierdzenie, zupełnie nieoczekujące komentarza, ale... Kąciki jego ust uniosły się lekko w słabym uśmiechu. Grymasie, który na jego twarzy wydawał się być wręcz czymś nienaturalnym. Totalną abominacją.-Jesteś pewna swojej decyzji? Może chciałabyś zacząć od jakiegoś innego miejsca, żeby wiedzieć czego się spodziewać? To bardzo unerwione miejsce i goi się co najmniej pół roku.- jego ton był dziwnie profesjonalny, jakby totalnie zapomniał o tym, jaka była druga przyczyna ich spotkania... dosłownie chwilę potem otworzył jedną z ciemnych, industrialnych szafeczek i wyjął z niej dwie szklanki, dając jej tym razem do zrozumienia, że swoje plany co do dzisiejszego wieczoru podtrzymuje. Zaraz potem wyciągnął ze swojego czarnego, szmacianego plecaka na wpół upitą flaszkę ciemnego rumu. Uznał, że weźmie ją w razie, gdyby miała się rozmyślić.- Masz zgodę rodziców, kruszynko?- zażartował z tym zawadiackim uśmieszkiem, prychając pod nosem rozbawiony ze swojego własnego żartu.
Stawiając szklanki na biurku, na którym miał w zwyczaju przygotowywać wzory, oparł się o nie pośladkiem i ukręcił szkłu kark. Biżuteria, w którą był ubrany, zaćwierkała melodyjnie przy tym szybkim i niemalże teatralnym geście gościnności. Uzupełnił trunkiem obie szklanki i jedną z nich wyciągnął w jej kierunku. Dopiero teraz pozwolił sobie zmierzyć ją całą wzrokiem i wcale się z tym gestem nie śpieszył. O nie. Obserwował jej krągłości w rytm Disintegration grającego cicho w tle. Podziwiał. każdy. jej. cal.

naughty bartender
Ostatnio zmieniony pt sty 30, 2026 7:32 pm przez Ian Swerdlove, łącznie zmieniany 7 razy.
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
26 y/o
For good luck!
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#02 It's better that I see it through your eyes

Lgnęła do niego. Niczym ćma do ognia. Wiedziała, że może się zranić… że może się to na niej odbić w sposób tak radykalny, że nie będzie pewna, czy jeszcze kiedykolwiek się pozbiera. Ale… fakt, że nie potrafiła go rozgryźć, uderzał ją prosto w ego. Ludzie przecież mają wylewną naturę. Wystarczy zapytać ich o cokolwiek w pół-zainteresowany sposób i nagle mówią ci wszystko. Ba! Nie raz zdarzyło jej się, że jakiś klient rzucił jej swoje hasło do konta bankowego, jakby to była nazwa ulubionego drinka. „A bo Vita, widzisz, ja używam tego samego hasła frędzel1245 do wszystkiego! Nie mam głowy do takich bzdet! Nikt tego nie odgadnie, ha!” - Na samą myśl przewróciła oczami i miała ochotę pacnąć się otwartą dłonią w czoło. Oczywiście, że nie sprawdziła, czy to faktycznie było jego hasło - mimo tej wścibskiej natury była ciepłą, czułą osobą. Niewinną, można by powiedzieć. Lubiła kokietować i flirtować, ale od lat nie miała z nikim bliższej relacji. Owszem, zdarzały się one night standy, ale też nie regularnie. Wolała, kiedy podziwia się ją z daleka. Wolała, kiedy to ona rozdaje karty… żeby zobaczyć, czy będzie miała full house przeciwko drugiej osobie.
Z Ianem jednak było na odwrót. Czuła się, jakby rzucał jej wyzwanie samym spojrzeniem. Każdym unikaniem odpowiedzi. Każdym ruchem, który mówił...spróbuj mnie rozgryźć, jeśli potrafisz. - Po prostu był… inny. Decyzja o przekłuciu sutka była cholernym impulsem. Czymś, o czym kiedyś myślała raz po raz, ale nigdy nie sądziła, że się odważy. I nawet teraz nie była pewna, czy będzie w stanie naprawdę zrobić ten kolczyk. Swoją drogą… wiedziała, że kiedy dojdzie co do czego, jakoś da radę. Choćby tylko po to, żeby mu pokazać, że jest silną i niezależną kobietą.

Po tym, jak zasnęła na kanapie w salonie, wczołgała się do łazienki, ogarnęła się, a potem czekała jak kołek, aż wybije godzina zamknięcia lokalu, w którym pracował. To, że nie ruszyła godzinę wcześniej, było czystą kalkulacją. Nie dlatego, że jej nie zależało - tylko dlatego, że nie chciała, żeby pomyślał, że zależało aż tak bardzo. A zależało. Chciała znowu poczuć ten specyficzny zapach, który ze sobą nosił… perfumy zmieszane z papierosami i czymś jeszcze? Chciała się wpatrywać w te zielone oczy podszyte czarną kredką. Chciała zobaczyć… jak tym razem będzie się przy niej zachowywał. Za zamkniętymi drzwiami.
Jakieś czterdzieści pięć minut po zamknięciu weszła do salonu. - No cześć, kostek - uśmiechnęła się szeroko, specjalnie zaczepnie już na wejściu. - Ależ skąd! Moim największym marzeniem było zrobić sobie pierwszy kolczyk u tak atrakcyjnego piercera… i w dodatku u mojego nowego ulubionego klienta - powachlowała się teatralnie i parsknęła pod nosem. Zmarszczyła nos, wsłuchując się w jego sugestie przebicia czegoś innego. Oparła się o fotel, przysunęła palce do brody i zrobiła minę, jakby rozważała jego propozycję bardzo poważnie. - Hmmm… - mruknęła pod nosem. Po chwili uniosła wzrok. - Nie. Jestem pewna. - Zsunęła z siebie biały futerkowy płaszczyk, odwiesiła go na wieszak, a torbę z butelką obiecanego rumu… zawiesiła obok, zostawiając ją w formie „nagrody”, którą i tak przekazałaby dopiero po wykonanej usłudze. Przyjechała taksówką, żeby nie zmarznąć i nie wyglądać jak zmarznięty Jack Nicholson z mema, ale za to ubrała się… cholernie kuso. Nie w celu przespania się z nim. Nie. Bardziej po to, żeby wybadać, czy sam widok mu się spodoba.
Parsknęła śmiechem, przyglądając się mu, przejęła od niego szklankę i upiła trochę rumu. Zmarszczyła nos, kiedy alkohol spłynął po gardle, paląc ją delikatnie. Odstawiła szklankę na stolik i bezczelnie dała sobie sekundę, żeby mu się przyjrzeć. Wyglądał jeszcze lepiej niż ostatnio. Przełknęła ślinę.- Co do zgody… - zaczęła nieśmiało. Podeszła bliżej, zostawiając między nimi może dwa kroki dystansu. Przesunęła opuszkami palców po ramiączkach sukienki i zsunęła jedno z nich delikatnie, odkrywając nagi dekolt. Sukienka była mocno dopasowana w talii, więc miała pewność, że nie zsunie się na ziemię. Uśmiechnęła się zadziornie wpatrując się w jego oczy. - Wydaje mi się, że jest wypisana… gdzieś… - Przejechała palcem po swojej nagiej skórze, powoli. - …o, tutaj.

hot piercer guy
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
32 y/o
For good luck!
187 cm
Piercer, handpoke w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Don't say a prayer for me now,
Save it 'til the morning after
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Wyglądała jak cholerna śnieżynka, spadająca z zimowego nieba w pochmurny, bożonarodzeniowy dzień. Jak cholerna kreska dorwana po całym sądzie ostatecznym zwanym zespołem odstawienia. Jak pieprzone ucieleśnienie wiary, nadziei i miłości. Bielutki opłatek kładziony na języku przez katolickiego księdza podczas ceremonii mszalnej. Te cholerne krzyżyki na jego szyi, założone jedynie w celach estetycznych, wydawały się zacząć go niemalże piec, jakby czerpały z niej energię i starały się zwalczyć w nim całe zło. Wyglądała w tym swoim płaszczyku i sukieneczce, jakby przyszła zmywać z niego wszystkie grzechy, odpuszczać je, wraz z tym grzechem pierworodnym. Jego ostatnia szansa na pełne odkupienie. Po prostu na nią patrzył czując, jakby ktoś próbował podgrzać jego zimne i osamotnione serce. Jakby nieznana mu siła podjęła ostatnią szansę na to, by wyprowadzić go jeszcze na ludzi. Zrobić z niego prawowitego obywatela społeczeństwa, ze stabilną pracą, bez nałogów, ze szczęśliwą małżonką i różowiutką świnką wyrzuconą po dziewięciu miesiącach przez nią właśnie. Po raz pierwszy od wielu lat nie powiedział nic, jednak nie dlatego, że tak wybrał... po prostu zabrakło mu słów, czuł się parszywie onieśmielony. Jakby ktoś postawił przed nim lustro i pokazał mu, jak fatalnym przypadkiem był. Że nie czekała go żadna przyszłość. Tylko kilka nowych, krótkich wspomnień, które miały zakończyć się wraz z jedną, zbyt dużą dawką środków odurzających.
Wszystko, co mówiła, przychodziło jej z taką lekkością... jakby te słowa, rozgrzewające coraz mocniej jego trzewia, nic nie znaczyły. Komplementowała go, nazywała swoim, posyłała spojrzenia tymi szczenięcymi ślepkami, niemalże skacząc przed nim i ganiając własny ogon. Brakowało jeszcze tylko, żeby skakała mu do twarzy starając się złożyć na niej mokre pocałunki. Złapał za szklankę, a drugą rękę wcisnął od niechcenia w spodnie, koncentrując spojrzenie na jej słowa. Przez chwilę wyglądał tak, jakby nie usłyszał jej słów i widział tylko te teatralne gesty, z biedą, ale widział.
Otworzył usta, by nareszcie coś powiedzieć, ale postanowiła te słowa dramatycznie upchnąć mu swoim jaśniutkim kozaczkiem w gardle. Jego usta pozostały otwarte, chodź przymknęły się nieco. Żar buchnął w jego ciele mocniej, bardziej chaotycznie i niebezpiecznie. Przekroczyła granicę, której nie powinna. Poczuł się zupełnie tak, jakby bestia trzymana na łańcuchach, sam pierdolony diabeł, zerwał się i rzucił w pęd. W grzeszny, bezdenny wir. Wir, którego samym środkiem było rozszarpanie jej drobnego, nagiego ciałka. Była blisko, zbyt blisko, jego ciało podziałało jak magnes w reakcji na przeciwny biegun... domagało się, by do niej przylgnąć. Chciał schować jej jędrną, bladą pierś w swojej dłoni, schylić się do niej i...
Mimowolnie zacisnął mocno szczękę, jego twarz stała się przez to zdecydowanie bardziej surowa. Coś w emeraldowych oczach zgasło, by narodzić się na nowo. Tym razem było jednak ciemniejsze, bardziej głodne, bardziej wściekłe, niepowstrzymane. Zazgrzytał zębami, patrząc jej prosto w oczy tak, jakby miał zamiar zaraz rozszarpać jej pierś i wykąpać się w jej szkarłatnym źródełku.
Uniósł najpierw bez słowa i wlał w gardło alkohol, jakby miał mu pomóc w wypłukaniu słów, które ugrzęzły mu w gardle.

-Co ty odpierdalasz. - rzucił chłodno, krótko, patrząc na nią karcąco i nawet nie drgnął. Jakby bał się ,że jakikolwiek ruch z jego strony pociągnie za sobą całą sekwencję innych gestów, nad którymi nie będzie potrafił już zapanować.- Nie prosiłem cię jeszcze o to.- przypomniał nie rezygnując z tej surowości i znów sięgnął po butelkę. Uzupełnił szkło. Chciał powiedzieć więcej, zarzucić jej, że go prowokowała, złapać za gardło i napluć z pogardą w twarz... ale tego nie zrobił.- Przekuwanie sutka to nie wstęp do pierdolonego pornola, Vita. Gdybym chciał go obadać, powiedziałbym ci o tym.- wstał w taki sposób, że zmuszona była cofnąć się o krok. Patrzył na nią przez chwilę z góry, w ciszy i nawet jej nie dotknął. Jakby to czyste ciało było wodą święconą, a on był pierdolonym wampirem.
Dopiero po chwili odwrócił się do niej plecami, schylił się i wyjął z szuflady biurka formularz i długopis. Rzucił go na blat niedbale i wrócił do swojej poprzedniej pozycji, podnosząc do ust szklankę z rumem. Wziął kolejnego łyka.
-Przeczytaj i podpisz.- fuknął wbijając spojrzenie w jej niewinne ślepia.- Horyzontalny czy wertykalny?- spytał o techniczne aspekty przekłucia, jak gdyby nigdy nic.

slutty bartender
Ostatnio zmieniony pt sty 30, 2026 8:31 pm przez Ian Swerdlove, łącznie zmieniany 1 raz.
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
26 y/o
For good luck!
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie poznawała siebie. Tego pociągu, który odczuwała do faceta, którego widziała wcześniej przez zaledwie godzinę z kawałkiem. Czuła się jak nastolatka, która wyhaczyła z całego liceum tego jednego chłopaka… tego, który się nie socjalizował, który był tajemniczy i sprawiał, że miało się ochotę do niego podejść, zbliżyć się, dotknąć… i nie myśleć o konsekwencjach. Nigdy nie odwalała takich rzeczy, jakie robiła teraz. Może w jakimś sensie chciała mu udowodnić, że nie jest nudna. Że można się z nią dobrze bawić. Spędzić czas. On wyglądał jak ktoś, kto zna znaczenie dobrej zabawy. A ona? Poza tym, że świetnie rysowała i pracowała za barem… wydawało jej się, że nie ma w sobie nic ciekawego. Była szarą myszką, zamkniętą w sobie i w swoich uczuciach, bo nie chciała oddać nikomu choćby kawałka serca. Bała się, że zostanie skruszona na małe kawałeczki i wyrzucona do śmietnika jak resztki po czyjejś imprezie.
Widziała, jak się jej przygląda. Zdawała sobie sprawę, że nie należy do najgorzej prezentujących się kobiet. I nawet jeśli na zewnątrz próbowała grać tę najbardziej pewną siebie wersję siebie… to on ją onieśmielał. W pewnym sensie. A w dodatku... była na jego terenie. Dosłownie weszła do paszczy lwa. Do jego jaskini. Tylko że… ona się nie bała. Bo co mogło się stać? Robiła wszystko, co wydawało jej się, że mu się spodoba. Że trafi mu w gust. Że go wciągnie. Dlatego właśnie postanowiła go jeszcze trochę podroczyć. Zsunęła to cholerne ramiączko… gest, który chwilę później okazał się jej biletem do piekła.

Z pozoru wyglądał, jakby mu się podobało to, co widzi. Miała wrażenie, że nacisnęła wszystkie guziki, które miały w nim odpalić żądzę i podniecenie… ale kilka sekund później jego spojrzenie, jeszcze przed momentem gorące i ciężkie, przemieniło się w coś ciemniejszego. Coś, co sprawiło, że poczuła, jak włoski stają jej dęba, a gęsia skórka przemyka po ramieniu z prędkością światła. Uniósł głos. Zbeształ ją za to, co zrobiła. Szok, strach i zażenowanie zadudniły jej w sercu. Automatycznie się spięła, wciągnęła ramiączko z powrotem na ramię, poczuła ścisk w gardle i to okropne uczucie, kiedy wiesz, że zaraz zbierze cię na płacz. Tylko że ona nie chciała przy nim płakać. Przygryzła policzek od środka, próbując powstrzymać łzy. Spojrzała w dół, wzięła głęboki oddech i nie potrafiła się zebrać, żeby spojrzeć mu prosto w oczy. Nie spodziewała się tego. Wszystkie scenariusze, które odegrała w głowie przed tamtym zalotnym, lekko erotycznym gestem, nie zawierały wybuchu złości z jego strony. - Nie próbowałam robić z tobą żadnego pornola. - wyrzuciła w końcu, a potem dodała ciszej, jakby sama siebie nie poznawała, - I tak byś zobaczył tę część ciała nago… - Westchnęła i odsunęła się do tyłu, opierając ciało o siedzenie. - Chciałam się powygłupiać. Jestem pewna, że widziałeś więcej intymnych części ciała, niż ja mogłabym sobie wyobrazić, więc… nie rozumiem tej reakcji. - Zmarszczyła brwi, sfrustrowana całą sytuacją. Trzymała w dłoniach formularz i cała ochota na kolczyk zupełnie z niej uleciała. Właściwie… nie była pewna, czy teraz w ogóle jest w stanie to zrobić. - Już chyba przeszła mnie ochota na ten kolczyk. - westchnęła, wstając. Podeszła do niego i wręczyła mu formularz, jakby oddawała nie tylko papier, ale i cały ten impuls, całą tę pewność siebie, którą jeszcze chwilę temu ze sobą prezentowała. - Może zamiast tego skuszę się na jakiś tatuaż…

Odwróciła się i sięgnęła po księgę z wzorami. Rozsiadła się głębiej w fotelu, otworzyła ją i zaczęła przeglądać projekty.. naprawdę świetne, trzeba było mu to oddać. - No ładnie ci to idzie… - mruknęła niby do niego, ale tak naprawdę do siebie, jakby próbowała rozładować napięcie, którym została porażona kilka minut wcześniej.- Ale mogłabym ci pokazać parę sztuczek w tym temacie. Jeśli chodzi o szkice... - Po chwili uniosła wzrok i spojrzała na niego prosto. - Aż tak bardzo cię irytuję? - zapytała wprost. - Jeżeli ci przeszkadzam, albo zachowuję się w sposób, którego nie będziesz w stanie zaakceptować… to mogę stąd wyjść i już się nie pojawić.- Uśmiechnęła się szeroko, skanując jego twarz, a potem jego ubiór.. jakby próbowała znaleźć odpowiedź nie w jego słowach, tylko w tym, co robi z ciałem. Z oddechem. Z rękami.

Oczywiście, że nie chciała wychodzić.
Oczywiście, że chciała spędzić z nim więcej czasu.
Oczywiście, że chciała wzbudzić w nim jeszcze więcej emocji.
Ale musiała mieć pewność.
Że tak naprawdę… podoba mu się jej obecność.


king of darkness
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
32 y/o
For good luck!
187 cm
Piercer, handpoke w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Don't say a prayer for me now,
Save it 'til the morning after
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Jego mięśnie rozluźniły się dopiero w momencie, gdy Vita przywróciła granicę, którą jeszcze chwilę temu sama przekroczyła. Spojrzał na ramiączko, które wylądowało w odpowiednim miejscu, czując przedziwną mieszankę rozczarowania i ulgi. Był niezadowolony, bo pokazała mu skrawek swojego edeńskiego ciała. Dosłownie wyciągnęła zakazany owoc, wzięła gryza, podsunęła mu pod nos... A on wytrącił je z jej ręki twierdząc, że najadł się już czerstwymi sucharami. W momencie, gdy złapał się na tym, że jego spojrzenie zaczepiło się o sutek zadarty delikatnie pod materiałem tej kurewsko słodkiej sukienki, warknął ledwie słyszalnie i znów wlał sobie alkohol w gardło. Powtórzył ten sam gest, który zrobił chwilę wcześniej i... przyniósł równie marny skutek. Na dobrą sprawę, to po jakiego chuja on w ogóle się hamował? Co dawało mu trzymanie rąk przy sobie? Jedynie rosła w nim seksualna frustracja. Wyparcie sprawiało, że jego potrzeby mnożyły się jak grzyby po deszczu, a ręce niemalże fizycznie drżały spragnione dotyku jej, zapewne, gładkiej i ciepłej skóry. Przeczesał dłonią włosy, starając się być przy tym najbardziej nonszalancki, jak tylko potrafił, ale coś się z niego wyślizgiwało. Ten cholerny wąż, potrzeba kąpieli w grzechu coraz bardziej go zdradzała. Kamienny posąg skruszał, brakowało tylko drobnego bodźca, by cała fasada w sekundę z niego opadła.
I to go właśnie kurewsko przerażało.
Jego głowę zalały wspomnienia, które zawsze konsekwentnie unikał. Zobaczył biel i ciepło, w przeszłości. Uroczy uśmiech i długie, rozwiane, blond włosy. Wyobraźnia przyniosła mu zapach skóry dziewczyny, która przyszła do niego skuszona jego nieprzystępnością... Oniryczne wspomnienie było dosłowną kalką tego, co przeżywał teraz po raz kolejny. Z tym, że potem tamta odeszła. Wydarła coś z niego, podtrzymując krążącą pośród rówieśników legendę o pokrace żyjącej w ciemnej grocie. Obśmiała wszystkie cechy, których tak bardzo się wstydził, które każdego innego dnia ukrywał. Które ten jeden, jedyny raz, skuszony obietnicą zapomnienia i beztroskiego szczęścia, przed kimś wyjawił. Coś w nim wtedy umarło. Zapadło się samo w siebie i nie powróciło już nigdy. Takiej samej fascynacji i chuci nie poczuł w takim samym stopniu ANI RAZU... aż do teraz. Bo Vita wydawała się być inna. Coraz częściej łapał się na tym, że widział ją jako swoje symetryczne odbicie. Ian sam stworzył sobie we własnej głowie jej wersję, zanim zdążył dobrze ją poznać. Była pełna ciepła, energii i tej niewymuszonej uprzejmości. Była uczynna, troskliwa i piękna. Jego absolutne przeciwieństwo.
Zacisnął dłoń na biurku, kiedy się odezwała, czując rosnąca w nim frustracje. Doskonale zdawał sobie sprawę, że sam wystawił się na ostrzał zachowując się w ten sposób. Całe szczęście dziewczyna była jednak zaabsorbowana swoją żenadą tak bardzo, że najwidoczniej nie dostrzegła tego, że Swerdlove najzwyczajniej w świecie wkurwił się nie na to, że jej pożądał, ale na to... że próbował jej nie skrzywdzić. A przecież tak cholernie chciał jej posmakować. Wgryźć się w ten owoc. Zużyć go. Wyrzucić ogryzek i ruszyć dalej. Nie odpowiedział więc, podążając za nią jedynie wzrokiem, znów uzupełniając swoją szklankę rumem. Zupełnie tak, jakby to nie był alkohol, a on właśnie się zwyczajnie nawadniał.
Przyjął posępnie milczącą postawę nawet w momencie, kiedy komentowała jego szkice. Za bardzo skupił się na próbie protestu przeciw swoim wewnętrznym sprzecznościom. Za bardzo starał się przekonać samego siebie, że powinien teraz ruszyć do barmaneczki i zedrzeć z niej tę świeżość, radość i niewinność. Rozszarpać ją jak pierdolone zwierzę i pozwolić losowi przejąć stery. Mógłby nawet pójść siedzieć. Tylko niech się, cholera, ruszy z miejsca!
-Co.-wyrzucił z siebie krótko, jakby ktoś obudził go w środku nocy i kazał podać kody nuklearne. Kody, których kurwa nawet nie znał! Mimo wszystko słuchał jej dalszego wywodu. Złamał swoją myślącą i pozornie niewzruszoną postawę drapiąc się w skroń.- Vita, kurwa, jestem ćpunem i to tym najgorszego sortu. Ciągle o tym zapominasz. To nie jest słodki tekst na bycie mrocznym księciem ciemności, tylko faktyczne ostrzeżenie.- mruknął wreszcie, jakby starał się przypomnieć jej tabliczkę mnożenia. Dawno nie miał takiego słowotoku, ewidentnie przekroczył swój osobisty limit słów per capita.- W sumie, to wiesz co? Zrobię coś, czego nie robię często i powiem ci prawdę.- odkleił się od biurka i pomaszerował do niej szybko, jakby nerwowo, jakby miał wobec niej złe zamiary. Bo miał! Tak bardzo chciał ją...- Wkurwiam się właśnie sam na siebie, że jeszcze cię nie przeleciałem, bo myślę o tym odkąd tylko po raz pierwszy się do mnie uśmiechałaś.-złapał brutalnie jej podbródek, zatapiając palce w jej żuchwie. Patrzył na nią zupełnie tak, jakby go rozwścieczyła.- Chcę cię wykorzystać i porzucić, żeby odciąć od ciebie jakoś swoje myśli... ale nie mogę. Chciałem cię upić, albo dorzucić ci coś do drinka i wykorzystać. To nie ty, to ja. There, happy?
Puścił jej podbródek, jakby odrzucił coś, co go poparzyło i wsunął dłoń do kieszeni... zupełnie tak, jakby chciał schować po kryjomu jej ciepło dla siebie na później.

naive little thing
Ostatnio zmieniony pt sty 30, 2026 8:31 pm przez Ian Swerdlove, łącznie zmieniany 1 raz.
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
26 y/o
For good luck!
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Siłą rzeczy.. może i swoją naturą… wierzyła, a przynajmniej próbowała wierzyć, że w każdym człowieku jest dobro i zło. A które z nich przejmie nad nami władzę, zależy nie tylko od tego, co nam życie wrzuci pod nogi, ale też od tego, jak potrafimy sobie radzić z rzeczywistością i wszystkim, co nas otacza. Ian był na pozór księciem ciemności - takim, który przenika przez ciało jak duch i trzyma się ofiary tylko po to, żeby przejąć jej duszę. A jednak… gdzieś w tych szmaragdowych ślepiach widziała coś samotnego. Coś pięknego. Coś, co chciała odkryć sama… na swoich zasadach. Tylko że życie nie działa tak, że wszystko dostajesz z łatwością.

No i tego miała się właśnie dowiedzieć tego wieczoru.

Zlękła się, kiedy nagle usłyszała jego głos. Dziwnie przeszło jej przez myśl, że zaraz znowu się na nią wkurwi. Nie była strachliwa z natury, ale on przestawił jej w głowie kilka śrubek - tych, które jeszcze chwilę temu dawały jej wręcz paradoksalne poczucie bezpieczeństwa. Teraz czuła, jakby cokolwiek powie, miało się odbić o jakąś niewidzialną ścianę i wrócić do niej w formie kary. Zacisnęła palce na księdze wypełnionej jego wzorami, tak mocno, że miała wrażenie, iż opuszki zaraz wtopią się w papier. Pamiętała, co powiedział tamtym razem. Pamiętała. I zdawała sobie sprawę, że jest… ćpunem, jak to ujął. Wiedziała, że nie powinna tu być. Wiedziała, że każda minuta spędzona z nim robi coś z każdą materią jej ciała. Że jakaś niewyjaśniona siła ciągnie ją do niego, mimo że powinna trzymać się od niego jak najdalej. Bo przecież zawsze trzymała się z daleka od ludzi takich jak on. Tylko że tamci wyglądali „jak tamci” od razu. Ci z najniższej półki społecznej - przynajmniej według świata. Chwiejący się, na pół przytomni, naćpani opioidami, próbujący niby zasnąć, a niby wciąż utrzymać ten pierdolony haj, który trzymał ich przy życiu. On.. wygłądał… inaczej.

Vita nigdy niczego nie brała. Na imprezach i w pracy nie raz widziała, jak ktoś wciąga biały proszek, jak ktoś wstrzykuje w siebie śmiertelną substancję tylko po to, żeby czuć. Nie myślała o tych ludziach gorzej. Po prostu… nie chciała tego samego. Nie wiedziała, czy potrafiłaby potem spojrzeć w lustro i się rozpoznać. A przez ostatnie lata jej własne odbicie i tak przyprawiało ją o dreszcze. Tak bardzo próbowała być szczęśliwa, że aż wmawiała to sobie na siłę, ale kiedy stawała przed lustrem i próbowała się uśmiechnąć do tej twarzy, mogłaby przysiąc, że po drugiej stronie widzi smutek. Rozczarowanie. Coś nie do odczarowania. Więc może to dlatego tak ją do niego ciągnęło? Bo myślała, że przy nim poczuje się lepiej ze sobą? Albo… bo coś w środku mówiło jej, że nieważne, jak intensywna, długa czy krótka będzie ta znajomość… coś się w niej zmieni.
Nie odzywała się. Po prostu słuchała go uważnie, dalej lekko spięta. Kiedy ruszył w jej stronę, odłożyła książkę obok i nawet nie wiedząc czemu, chwyciła się boków fotela… jakby w ramach samoobrony. Jakby musiała mieć coś, od czego się odbije. Jakby musiała mieć plan B…. kopnąć go, uciec, krzyczeć… cokolwiek. Milion myśli przeszło jej przez głowę. A ona tylko zamarła, uchylając usta, wydobywając z siebie ciche stęknięcie, kiedy chwycił jej podbródek w palce. Wpatrywała się w jego oczy intensywnie - widząc, jak źrenice z każdym słowem robią się większe. Przełknęła ślinę i zacisnęła dłonie na fotelu jeszcze mocniej. Co ty tu jeszcze robisz, Vita? Uciekaj. Koleś ci powiedział, że chce cię wykorzystać. Naćpać. Zwiewaj!

Jej świadomość wręcz na nią wrzeszczała, próbowała wbić jej do głowy, że to już czas. Że trzeba się ewakuować. Że instynkt i to dziwne uczucie w sercu… mogą być mylne. - Ja… - wydusiła drżącym głosem. - Ja muszę już iść. - Wyskoczyła z fotela tak szybko, jakby ją coś poparzyło. Szturchnęła go ramieniem, chwyciła płaszcz i zarzuciła go na siebie w pośpiechu. Wyciągnęła butelkę rumu i położyła ją na fotelu, a pięćdziesiąt dolarów, które miała pod ręką, wyjęła i zostawiła na blacie za nim. - To za zostanie po godzinach pracy. - Nawet na niego nie spojrzała. Zarzuciła torbę na ramię i wyszła szybkim krokiem na zewnątrz. Zrobiła kilka kroków, oparła dłoń o mur budynku, a drugą przycisnęła do klatki piersiowej, oddychając głęboko. - Fuck… - wydusiła, próbując przeanalizować, co się tam właśnie odwaliło. Najgorsze było to, że… ona nadal chciała się do niego zbliżyć. I to nie był ten klasyczny, naiwny „I can fix him” moment. Na jakiś spierdolony sposób ona myślała, że to on może naprawić... . Nawet jeśli najpierw rozsypie ją na maciupkie kawałeczki, które potem będzie musiała składać jak klocki lego… bez instrukcji.
Wyprostowała się i ruszyła szybkim tempem z powrotem do lokalu, z którego kilka minut wcześniej uciekła. Otworzyła drzwi i wparowała do środka z impetem. Zobaczyła go przy fotelu, w miejscu, gdzie go zostawiła, więc podeszła do niego szybkim krokiem, uniosła palec w górę i powiedziała głośno, stanowczo, - Ani słowa. - Stanęła przed nim, uniosła głowę, żeby móc na niego spojrzeć. Czuła, jak twarz jej czerwienieje od zimna i tych nagłych skoków adrenaliny. - Bądź ćpunem. - rzuciła. - Tym najgorszego sortu. - Wsunęła kosmyk włosów za ucho, próbując się uspokoić tym małym gestem. - Skąd ta pewność, że to ja cię nie wykorzystam, Ian? - Jej głos zrobił się cichszy. - Może moja klątwa rozgości się w twoim ciele i zacznie żyć własnym życiem, eh? - Specjalnie nawiązała do Tomie i fabuły mangi, by wiedział, że troszkę we własnym czasie o tym poczytała. Wysunęła dłonie i wplotła je w jego włosy. Stanęła na palcach, przysuwając się do niego. - Niech każde z nas martwi się o własne serce, hm? - Zbliżyła usta do jego ucha powoli i wyszeptała, - Deal?

ćpun najgorszego sortu
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
32 y/o
For good luck!
187 cm
Piercer, handpoke w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Don't say a prayer for me now,
Save it 'til the morning after
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Kiedy spojrzała na niego tym rozedrganym wzrokiem, poczuł się, jakby po długim czasie nieustannej podróży dotarł wreszcie do domu. Ten lęk, strach, przerażenie, oburzenie i w pewnym sensie obrzydzenie były tym, co nie było mu obce. Czymś, co mógł obserwować już w swoim życiu tyle razy, że nie potrafił tego pomylić. Nareszcie osiągnął to, co przez cały czas starał się w niej obudzić. Poczuł tą bezpiecznie znajomą gorycz, która trochę wewnętrznie go uspokoiła. Bo przecież jej terror był czymś, co dla niego miało niemalże nostalgiczny wymiar.
Tylko dlaczego poczuł nagle coś, co można by zrównać z poczuciem winy?
Zacisnął wolną dłoń w pięść, wbijając sobie paznokcie w wewnętrzną część ręki. Zupełnie tak, jakby ten ukryty gest miał zakotwiczyć go na dobre w tej goryczy i charakterystycznej dla niego nieprzystępności. Tylko, że ta pieprzona kotwica wydawała się nie być do niczego przytwierdzona. Poszła na dno, ginąc w głębinach wyrzutów sumienia, które nagromadziły się bez ostrzeżenia. No świetnie, ćpun z poczuciem winy. Ostatnie, czego tego świat potrzebował.
Mimo wszystko odetchnął z pewną ulgą, kiedy wyszła. Zniknęła jak dżin, który spełnił ostatnie, trzecie życzenie i schował się z powrotem w lampie- tym razem bez możliwości kolejnego wywleczenia go na zewnątrz. Zwilżył językiem wargi, które jakoś dziwnie uschły mu od nadmiaru ciepła, które emanował i zastygł na chwilę, jakby musiał sobie wszystko w głowie na spokojnie poukładać. Wydarzyło się za dużo, za mocno, za szybko. Poczuł przez tę chwilę za dużo, zbyt niebezpiecznie. Musiał sobie przypomnieć kim jest, jakie jest jego miejsce w tym obrzydliwym obrazku społeczności zamieszkującej Toronto. Swerdlove musiał przez krótką chwilę przypomnieć sobie, gdzie jest jego miejsce, by przekonać samego siebie, że wszystko to co zrobił i powiedział były słuszne. Tylko na to zasługiwał.

Tylko ten cholerny posmak niezadowolenia uczepił się gdzieś końca jego języka, uniemożliwiając przełknięcie śliny.

Wypełniwszy płuca głębokim wdechem przypomniał sobie, że przez całe to zamieszanie związane z gorączką, jaką była w jego ciele Vita, zapomniał zupełnie przyjąć dziś coś, co zdecydowanie poprawiłoby jego humor. Może inaczej- nie tyle poprawiło humor, co otępiłoby jego zmysły, uciszyło myśli kłębiące się duszno w jego głowie, niczym para w silniku napędzającym stary model pociągu. Już miał pokierować się w stronę swojego plecaka, kiedy poczuł na sobie przeciąg.
Wróciła. Jasna cholera, co za nieodpowiedzialna dziewucha.

Nie odezwał się ani słowem- ale nie dlatego, że to na nim wymusiła, on po prostu zwyczajnie wolał milczeć. To, że rozpaplał się chwilę temu jak bohater antyczny postawiony pośrodku sceny, było wyłącznie wyjątkiem potwierdzającym istnienie tej reguły. Starał się nie okazywać żadnych emocji, jednak zaczynał pękać gdzieś w, jak dotąd, ciasnych szwach swojej duszy. Pruł się i rozsypywał, nie mogąc utrzymać spleśniałych ziaren swojego własnego charakteru w szmacianym worku, którym niewątpliwie był on sam. Parsknął więc słysząc jej słowa i spojrzał gdzieś bok, nie mogąc dłużej utrzymać swojego przenikliwego spojrzenia. Dobry boże, co ona z nim robiła.
Powrócił do niej dopiero w momencie, kiedy już się zamknęła, zaciskając palce na jego włosach. Uniósł dłoń i zacisnął ją mocno na jej nadgarstku. Jakby dawał jej zaledwie próbkę własnej siły. Tak bardzo irytowała go tą swoją nieugiętością. A już szczególnie działał mu na nerwy fakt, że podgrzewając go nad ogniem własnego serca sprawiała, że zaczynał się powoli uginać.
Musiał coś zrobić, szybko, dla własnego, wewnętrznego spokoju. Żeby udowodnić sobie, że dalej był tym, za kogo się miał. Zwykłym śmieciem.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


soul killer
Ostatnio zmieniony pt sty 30, 2026 8:31 pm przez Ian Swerdlove, łącznie zmieniany 1 raz.
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
26 y/o
For good luck!
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciepło rozchodziło się po jej klatce piersiowej z każdym oddechem, spojrzeniem, słowem wypowiedzianym w jego kierunku. Samozachowawczość… bezpieczeństwo, kontrola, ta cała prewencja - wyleciała jej z głowy jak niedopałek z palców. Kierowała się organem, który teoretycznie służy tylko do pompowania krwi, a jednak… nie potrafiła tego zwalczyć. Tego głupiego poczucia, że może w jakiś przedziwny sposób odnajdą drogę do innej przyszłości. Nie tej, którą przydzielił im los w momencie narodzin - tylko tej, którą sami wezmą w ręce i ukują, jak kowale własnego przeznaczenia. Przez ostatnie lata miała wrażenie, że całkiem nieźle jej to wychodzi. A potem spotkała jego i nagle coś w środku… w kościach, pod skórą, w oddechu - powiedziało jej brutalnie, że to całe „normalne” życie, przeżywane dzień po dniu w standardowy sposób… wcale nie daje jej szczęścia.
I nie chodziło o to, że chciała się naćpać. Broń boże. Chodziło o to, że widziała w nim coś. Coś, co pchało jej myśli w kierunku, że może znalazła swoją osobę w kimś, kto tak naprawdę nikogo nie potrzebuje. Czy to była głupota? Potrzeba zbliżenia się do kogoś? A może tylko pragnienie poczucia czegoś więcej niż tej samej życiowej bezdenności? Nie była pewna. Była pewna tylko tego, co działo się tu i teraz. Chciała mu pokazać, że może być sobą w jej towarzystwie. Że skoro już wie, kim jest… nie będzie musiał się hamować.

Ale Ian po raz kolejny ją zaskoczył.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


druggie
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
32 y/o
For good luck!
187 cm
Piercer, handpoke w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Don't say a prayer for me now,
Save it 'til the morning after
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

I znów zamilkł. Zrobił jedynie kilka kroków w stronę biurka i zgarnął z niej butelkę z rumem. Tym razem nie nalał go sobie w szklankę. Przesunął się beznamiętnie w kierunku kanapy, na której zasiadł z impetem, przywdziewając znowu tą swoją milczącą, zimną i skamieniałą fasadę. Zupełnie tak, jakby nie skruszała przed chwilą na moment, obnażając przy tym prawdziwe, wyjątkowo miękkie, pokryte grubą pierzynką pleśni z lęków, wnętrze. To, jak bardzo na niego naciskała, pozwoliło mu myśleć, że może sama przeszła przez coś podobnego, co on? Może nie miała nikogo, kogo mogła nazwać przyjacielem? Stąd ta próba udomowienia lokalnego ćpuna?
Pociągnął z butelki sporego łyka, a następnie wytarł wierzchnią częścią dłoni to, co przy zachłannym geście zebrało mu się w kącikach.
-I jak ty to sobie wyobrażasz.- słowa wyprzedziły mu w tym momencie myśli. Ale było to coś, co faktycznie go zastanawiało. Będzie udawała, że to wszystko nie miało miejsca? Że wcale jej nie naubliżał i nie naruszył jej prywatnej przestrzeni swoim obrzydliwym zachowaniem?- I czemu jesteś taką, kurwa, desperatką, że sprzątasz śmieci z ulicy?- znów odszczeknął, jak rozwścieczony kundel na pordzewiałym łańcuchu. Taki, który nigdy nie zaznał domowego ciepła i jedyne co znał, to twardą rękę i wzgardę. Mimo wszystko nie przegnał jej, bo... Nie chciał, żeby poszła? Czy to o to właśnie w tym wszystkim chodziło?
Jak gdyby nigdy nic wyjął papierosa i odpalił go, mając głęboko w dupie, czy nasmrodzi w lokalu, czy nie. Najwyżej dobrze tutaj wywietrzy, zanim wyjdzie. Z paczki wyjął również drugiego papierosa. Rzucił go jej pod nogi, razem z zapalniczką, niby to z pogardą. Nieźle jest gardzić kimś częstując go drugim z czterech ostatnich papierosów... Ale Ian niestety taki był. Każdy najmniejszy gest, który mógłby zostać użyty przeciwko niemu, z automatu starał się przekształcić w atak. Bronił się, jak pierdolony dzieciak. Jakby wcale nie dorósł. Jakby dalej mieszkał w nim chłopak, który wiecznie musiał udowadniać światu, że coś znaczy...

dirt magnet
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
26 y/o
For good luck!
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zapewne zabrzmi to banalnie… ba, nawet parodystycznie, ale spotkanie Iana porównała do spadającej gwiazdy. Do meteorytu. Do czegoś, co nie zdarza się na tle codzienności, a kiedy już się pojawia, potrafi dosłownie odebrać dech, jakby człowieka zaczarowało. Ta energia, którą emanował, była zaraźliwa. Przyciągała ją jak cholerny magnes. I im bardziej myślała o tym, że nie powinna… tym bardziej chciała. Im mocniej on ją od siebie odpychał, tym mocniej chciała mu pokazać, że nie pozwoli sobie na to, żeby ją tak po prostu zrzucił z planszy. Znali się zaledwie dwa dni. Dwa pierdolone dni. A ona czuła w środku, jakby to był ktoś, kto bez mrugnięcia okiem zmieni całą trajektorię jej życia. To był jeden z tych momentów, kiedy czuje się za mocno… tak kurewsko mocno… i jednocześnie nie ma się pojęcia, co z tym zrobić. Co powiedzieć. Jak to ubrać w zdania, które nie brzmią jak obłęd. Brakowało jej słów, choć miała ich w sobie tysiące. Brakowało jej gestów, czynów, których chciała wobec niego dokonać, choć chciała zrobić tak dużo. Brakowało jej… no właśnie. Brakowało. I musiała się przekonać, czy to dziwne coś - to przyciąganie, ta zbieżność losu - dzieje się tylko w jej głowie, czy ten chłopak z baru też to czuje. Musiała to wiedzieć. - Mhm. Mam na imię Vita. I już mógłbyś sobie darować rzucanie tymi obelgami - odpowiedziała, zarzucając ręce na piersi i naburmuszając się na kolejne „miłe” słowa, którymi ją częstował. Tak bardzo chciał jej pokazać jakim ściekiem jest... jak bardzo nie ma w sobie zakamarku dobra... A jednak… czuła to. Miała wrażenie, że pod tym gruzem ubitym ze złości, smutku i goryczy kryje się w nim jakieś dobro. Bo inaczej przecież już dawno by ją wykorzystał. Nie miała żadnej gwarancji, że tego nie zrobi. Igrała tu z ogniem - albo raczej z jakąś ciemną jaskinią, w której było tak cholernie zimno, że zapalona zapałka gasła od samego powietrza.

Kiedy się poruszył, gdzieś w środku podskoczyła jej panika. Wciąż go nie znała. Wciąż nie wiedziała, jak zareaguje. A do tego… uderzyła go. Coś, czego nigdy wcześniej w życiu nie zrobiła. Cała ta złość w niej buzowała - zirytowanie, że nie może się przez niego przebić, że na każdy gest odpowiada defensywą, że rzuca w nią atakami tylko po to, żeby ją poniżyć, zgnieść, znieważyć. I najgorsze było to, że… pomimo tego, że ranił jej uczucia, w tamtym momencie nie przeszkadzało jej to tak, jak powinno. Bo na kim ona miała polegać? Na nikim. Więc czemu wymagała czegokolwiek od jakiegoś losowego typa z kategorii ' najgorszy materiał społeczny'? Nie była pewna. Po prostu miała wrażenie, że przy jego boku - o zgrozo - może w końcu zacznie żyć, a nie tylko odgrywać kogoś w symulatorze życia.

Bo dokładnie tak się czuła.

Przyglądała się mu, kiedy się poruszał. Stała spięta, próbując tak bardzo pokazać mu, że jest niebywale odważna, a jednak cała ta atmosfera wyciągała z niej tę nieprzyjemną nieśmiałość. Przejechała dłonią po włosach, zgarniając je do tyłu, i wymusiła delikatny uśmiech, gdy zbliżyła się do niego. Wyciągnęła butelkę z jego dłoni i upiła łyk rumu. - Nie wiem - odparła po chwili. Wzruszyła ramionami i wzięła kolejny łyk. Zerknęła na niego spod rzęs. - Nigdy nie czułam czegoś takiego… w sensie, takiego zainteresowania drugą osobą. Po prostu… spędzimy czas ze sobą? Nie wiem… - Spuściła wzrok na swoje nagie nogi, jakby tam miała znaleźć odpowiedź. - Dawno nie miałam przyjaciela, kogoś.. nie wiem…. Nie mam pojęcia, na czym to w ogóle polega. - zaczerwieniła się przygryzając delikatnie dolną wargę. Podała mu butelkę z powrotem do rąk, a potem od razu dodała, z wyraźnym naciskiem, - I skończ z tymi określeniami, serio.- Szturchnęła go ramieniem, parskając cichym śmiechem, jakby próbowała rozbroić napięcie między nimi.- To jak? - uniosła brew, uśmiechając się do niego zaczepnie. - Chyba już nie będziesz w stanie zrobić mi dzisiaj niczego, hm? - I w tym wszystkim… tak bardzo chciała się do niego zbliżyć. Zaprzyjaźnić. Zobaczyć, co jest pod tą jego ciemnością. Podobał jej się. Wizualnie…cholernie. Patrząc na niego, miała ochotę podejść bliżej i zatopić swoje usta w jego. Chciała, żeby ją dotykał, żeby ją sobie „przyskarbił”, żeby w końcu poczuła, że jest czyjaś w sposób, który kurewsko uzależnia. Nie potrzebowała uprzejmości. Wystarczała jej szara, mroczna prawda i gesty, które coś znaczyły. Potrzebowała tylko jednej pewności - że on chce. Że nie czuje się zmuszony. Bo najgorsze, co mogło jej się przydarzyć, to świadomość, że ktoś spędza z nią czas na siłę. A to… niestety już nie raz jej się przydarzyło.

someone
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Black Thorn Tattoo & Piercing”