+18 jeszcze nie seksy, ale może już niektórych gorszyć, sorry
A czy on tak naprawdę chciał, żeby dała mu ten spokój? Chyba nie, nie kiedy patrzył w te jej duże, piękne, brązowe oczy, jakieś takie zacięte. Uwielbiał w niej ten upór.
Ale przecież on też umiał być uparty, zazwyczaj. Bo dzisiaj nie umiał wcale, nawet chwili się nie zawahał, nie zastanowił, kiedy całował ją zachłannie, jakby nie widzieli się wieki, a to zaledwie kilka godzin. Ale może ta cała szopka u Daltona tak na niego zadziałała? Albo to po prostu ona? Jej gorące, pełne wargi, i te oczy. I ten zapach, którym teraz oddychał, i mógłby to robić już zawsze.
-
En el escritorio del comandante? -
na biurku komendatna?, powtórzył prosto w jej usta, zerkając na dół, na to biurko, pierdolonego komendanta. Dlaczego go dzisiaj nie było w robocie? Jakby był, to Madox może już siedziałby w aucie? A tak to siedział na tym biurku, a tak to oddychał ciężko i zastanawiał się w jakiej pozycji ją będzie brał, na tym biurku komendanta.
Przejebane.
Ciemne tęczówki znowu zatrzymały się na jej pięknej twarzy, sięgnął ręką do jej policzka, żeby zgarnąć z niego jej czarne włosy
kudły.
-
Pilar, todavía tengo mucho trabajo por hacer -
Pilar mam jeszcze tyle roboty, próbował jeszcze, ale co z tego, kiedy pod palcami czuła, że on już był gotowy na nią, a nie na rundkę do klubu. Mógł się jeszcze zapierać, ale ciało już wybrało za niego. Już chyba nie było opcji, żeby stąd wyszedł.
A może była?
Odchylił do tyłu głowę, przed chwilą dostawał zjebe, że nie powinien się z nią spoufalać, a on co robił? A ona co robiła? Ale przecież sam powiedział Eliotowi, że ma to w dupie, ma na to wyjebane. Może nawet powinien ją przelecieć na złość Eliotowi, na tym biurku komendanta?
Nie na złość, ale z czystej pierdolonej tęsknoty za nią? Albo z tego, że ona go tak pociągała? Tak go kręciła, że w środku żołądek mu się wiązał w supeł, kiedy on walczył z tym, co powinien, a tym co chciał. Bo jej chciał. Ale powinien wracać do klubu.
-
Mostrar cuanto -
pokaż jak bardzo, no kurwa nie, nie to miał przecież powiedzieć. Próbował się jeszcze zreflektować, jeszcze walczyć, tym
spierdalam, ale to była kurewsko nierówna walka. Bo on nigdy nie potrafił jej sobie odmówić, się jej oprzeć, wystarczyło jedno spojrzenie w jej piękne, błyszczące oczy, wystarczył jeden jej gwałtowny gest. Bo ta jej
dzikość przecież pociągała go najbardziej.
-
Do klubu... hermosa - no tak, miał spierdalać do klubu. Ale niby jak, kiedy ona już dobierała się do zamka jego spodni, aż spuścił na moment wzrok na jej dłoń, ale zaraz podniósł ciemne tęczówki na jej
piękną twarz, tak śliczną, że on też odpuszczał od razu, jak ten pierdolony zamek. Łamał się, i oddech też mu się łamał, grzązł w piersi, z jakiegoś takiego niedoczekania, z tego, że on jeszcze cały czas próbował się jej oprzeć.
Na próżno.
-
Nic, nieważne, Eliot może sobie pogadać do dupy - pięknie i kulturalnie jej odpowiedział, jak zwykle. A kiedy jej dłoń wylądowała na jego nabrzmiałej już, tak bardzo jej spragnionej męskości, to z gardła wyrwało mu się mocne westchnienie.
-
Nie, pojebie mnie... - kolejne taktowne stwierdzenie, ale to akurat też była szczera prawda. Bo jak zaraz nie będzie w niej, to może go tutaj
popierdolić -
dobra, raz, szybko... - gadał w jej pełne usta, kradnąc z nich pocałunki, szybkie, gwałtowne, między kolejnymi słowami, a palcami już sięgnął do jej paska, już go odpinał, siłował się z zapięciem, bo jej suwak nie był taki
ustępliwy -
zdecydowanie wolę jak nosisz sukienki... - nawijał, ale też jego wargi ciągle szukały tych jej, a oczy błądziły po jej obłędnej twarzy -
musisz wziąć do Meksyku dużo sukienek... - dopiero ten Meksyk go odrobinę sprowadził na ziemię, ale już odpiął jej spodnie, już zsuwał je z jej bioder ukazując bieliznę. Spuścił na nią wzrok i odchylił się do tyłu, żeby spojrzeć na nią z dystansu.
-
Pilar jutro lecimy do Meksyku, a ja jeszcze mam tyle... - nie dokończył, bo w dupie już miał te wszystkie obowiązki, kiedy ona go miała całego w garści, kiedy jej dłoń sunęła po jego naprężonej męskości -
ja pierdole... - w głowie miał jeden wielki chaos, na jednej szali to co powinien, obowiązki, a na drugiej ona, ona, ona. No i ciekawe co w tym momencie było dla niego ważniejsze?
Zawsze ona. Jej gorące, pełne wargi, te jej zjawiskowe oczy, i jej palce, które czuł na sobie. Szarpnął w dół jej spodnie, razem z majtkami, nawet nie poświęcając im zbytniej uwagi, no bo nie było na to czasu. A zresztą Madox jakoś nigdy za specjalnie nie umiał się rozczulać nad kobiecą bielizną, bo mu po prostu
przeszkadzała.
Nawet się nie zapowiedział, nawet jej nie uprzedził, tylko kiedy stanęła przed nim naga od pasa w dół, to wdarł się między jej rozgrzane uda ręką, wsadził w nią dwa palce, może trochę nazbyt gwałtownie, bo jęknęła, ale stłumił to w swoich rozgrzanych wargach. Zresztą sama to zaczęła, znała go, wiedziała, że on się długo nie da kusić. Była już mokra, i chyba tak bardzo go spragniona, jak on jej.
Zawsze tak samo, po równo,
do szaleństwa.
Pilar Stewart