27 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie tak, że głowy nie używał wcale. Po prostu nigdy nie prosił o pozwolenie, by brać od życia to, na co akurat miał ochotę. Był wolnym duchem, choć pewnie większość ludzi nazwałaby go niebezpiecznym sukinsynem. Nauczył się prostego schematu - świat niczego nie dawał ci w prezencie, a jeśli chciałeś coś mieć, musiałeś wywalczyć to sobie sam, a potem zacisnąć to w pięści tak mocno, by nikt nie próbował ci tego odbierać. Nie znał kompromisów i nie rozumiał słowa "później". Być może właśnie dlatego tak bardzo fascynowała go Lennox. Była wyzwaniem, którego nie dało się powalić na deski jednym ciosem i trzeba było się porządnie postarać, żeby rozbić ten jej cholerny mur i dostać się do tego, co ukrywała pod maską niedostępnej księżniczki. W świecie, w którym wszystko było na wyciągnięcie ręki, ona stawała się nagrodą, na którą musiałeś zapracować. A Alex doskonale wiedział, że im dłużej musiałeś zaciskać zęby, czekając na swoją kolej, i im więcej krwi i potu kosztował cię każdy krok w stronę celu, tym lepiej on smakował na samym końcu. Cierpliwość nigdy nie była jego mocną stroną, ale dla niej był gotów do poświęceń. Każde ich spotkanie, każde przeciągłe spojrzenie, każda wspólna minuta, a nawet sekunda - podsycały jego głód, który powoli stawał się niemal niemożliwy do opanowania.
To możesz się do tego przyznać, nie ma tutaj nikogo innego. Wiem, że jesteś typem faceta, który zawsze bierze, ale twoja reputacja nie ucierpi na tym jeśli chociaż raz w życiu pozwolisz sobie chcieć. Słowa Madison odbijały się echem w jego głowie i przez chwilę po prostu jej się przyglądał, nie bardzo wiedząc, jak to ugryźć. Przejechał nawet językiem po swoich wargach, jakby to miało kupić mu więcej czasu na odpowiedź. Pozwolić sobie chcieć. Brzmiało jak cholerna pułapka. Przez chwilę bił się z myślą, by rzucić jakimś tanim, cynicznym tekstem i obrócić to w żart, ale jej spojrzenie mu na to nie pozwoliło. Słowa Maddie go po prostu zirytowały, bo trafiły w czuły punkt. Przecież brał. Zawsze brał to, na co miał ochotę - pieniądze z ringu, alkohol, kobiety, które były tylko krótkim przystankiem. Jednak było to mechaniczne zaspokajanie głodu, żeby system się nie zawiesił. A chcieć... to było coś zupełnie innego. To było dopuszczenie do siebie myśli, że głód może nie zniknąć po jednej nocy, i że może potrzebować akurat jej, a nie jakiejkolwiek innej. A tu już przestawał polegać na sobie i zaczynał polegać na niej. Było to zbyt niebezpieczne i obecnie postrzegał to bardziej jak słabość niż siłę.
- Jest różnica między braniem a chceniem, Mads - odezwał się w końcu, a jego spojrzenie stało się tak intensywne, że aż zachmurzone. - Branie jest proste. Bierzesz, używasz i zapominasz. Ale kiedy zaczynasz „chcieć”, wtedy dajesz tej drugiej osobie broń do ręki.
Zacisnął dłonie na jej biodrach, palcami wbijając się w materiał jej szortów.
- Ale skoro tak bardzo chcesz, żebym zaryzykował... to proszę bardzo. Tak, Madison. Chcę cię. Bardzo. Chcę cię tak, że od trzech dni nie potrafię myśleć o niczym innym, a to mnie, kurwa, wkurwia niemiłosiernie - dokończył, wdychając zapach jej skóry.
Między nami nigdy nie będzie czegoś takiego jak "sens". Alex poczuł, jak pod skórą zaczyna wzbierać w nim fala czystego poirytowania. Serio? Właśnie teraz, kiedy siedziała na nim, a on ledwo panował nad rękami, postanowiła rzucić mu w twarz taką tanią, pesymistyczną gadkę? Jego wzrok pociemniał, a mięśnie szczęki napięły się tak mocno, że niemal słyszał zgrzytanie zębów. To nie była jeszcze wściekłość, ale ten rodzaj frustracji, który czujesz, gdy wszystko idzie nie tak, a ty nie masz na to żadnego wpływu. Drażniło go to, że Madison tak łatwo ubrała ich relację w definicję, jakby chciała... zbudować między nimi bezpieczny dystans, żeby przypadkiem nie zrobiło się zbyt poważnie.
- „Nigdy”, co? Odważnie, Lennox, jak na kogoś, kto siedzi mi na kolanach i drży pod moimi palcami - wychrypiał, a w jego głosie nie było już ani śladu żartu. - Gówno mnie obchodzi, jak to sobie nazwiesz w tej swojej ślicznej głowie, żeby poczuć się bezpieczniej - pochylił się jeszcze centymetr tak, że czuł ciepło jej oddechu na swoich poranionych ustach. - Nie wiem, co to jest i szczerze mówiąc, jebać definicję. Nie obchodzi mnie, czy to będzie trwać noc, czy rok. Jesteś tutaj ze mną i nie uciekasz, więc przestań pieprzyć.
Odetchnął głęboko i policzył w myślach do dziesięciu. Jeden. Jego dłoń, która do tej pory mocno zaciskała się na jej biodrze, rozluźniła się. Dwa. Przesunął kciukiem po delikatnym materiale jej szortów, a potem przesunął palce na jej nagie udo. Trzy. Gładził je powoli, niemal leniwie, jakby chciał ją tym gestem uspokoić, a może po prostu sam potrzebował tego kontaktu, żeby nie zwariować. Cztery. Patrzył na nią przez chwilę w milczeniu, a zachmurzone spojrzenie powoli łagodniało, ustępując miejsca czemuś, co u Alexandra Halla było najbliższe pokorze. Pięć. Sześć. Siedem. Osiem. Czuł, jak jego serce, które jeszcze przed chwilą biło jak szalone, powoli zwalniało. Dziewięć. Skupił się na cieple jej skóry pod swoimi palcami, próbując wymazać z pamięci to jej zdanie o braku sensu. Dziesięć. Otworzył oczy, które przez ułamek sekundy trzymał przymknięte, i wypuścił resztkę powietrza z płuc.
Wiem to, ale przypominam, że dalej czeka Cię kara za głupie i pochopne decyzje związane z sylwestrem.
- Kara, co? - mruknął, a w jego głosie nie było już warkotu. - Brzmi groźnie. Szczególnie w twoim wykonaniu, Lennox.
Trochę ją bagatelizował? Pewnie tak. Czy słusznie? Zobaczymy.
Podoba mi się dźwięk mojego imienia w Twoich ustach. Gdy przechyliła głowę na bok i uroczo się uśmiechnęła, nie mógł nie odwzajemnić uśmiechu. Ten widok działał na niego kojąco, co było wręcz absurdalne, biorąc pod uwagę, że siedzieli w samym środku emocjonalnego pola minowego.
- Madison... - powtórzył to imię, tym razem znacznie ciszej, niemal smakując każdą sylabę na języku. Przesunął dłonią w górę, gładząc kciukiem delikatną skórę na jej talii. - Chyba zamierzam przedawkować to lekarstwo.
Jak powiedział - tak zrobił. Cichy jęk, który wydobył się z ust Lennox, zadziałał na niego jak płachta na byka. Pogłębił pocałunek, wsuwając język między jej wargi i przejmując całkowitą kontrolę nad ich rytmem. Każde jej westchnienie sprawiało, że krew pulsowała mu w żyłach, a oddech stawał się coraz bardziej urywany, niespokojny i ciężki. Czuł pod palcami gorąco jej ciała i to, jak instynktownie go szukała biodrami, co rozpalało go aż do granic wytrzymałości. Nie zamierzał pozostawać jej dłużny. Jego dłonie zaczęły pewnie i zachłannie błądzić po jej ciele. Jedna ręka przesunęła się wyżej, badając palcami wcięcie w talii, by po chwili powędrować śmiało w górę, wzdłuż jej boku. Nie spieszył się, rozkoszując się każdym centymetrem jej rozgrzanej skóry. Gdy jego dłoń zahaczyła o bok jej piersi, poczuł, jak Madison gwałtownie wciąga powietrze, a on niemal syknął z satysfakcji, czując pod palcami szybkie bicie jej serca. Druga dłoń wciąż tkwiła wplątana w jej jasne włosy, kontrolując kąt, pod jakim ona go całowała, podczas gdy kciukiem delikatnie gładził jej policzek.
Gdy poczuł jej dłonie pod koszulką, przesuwające się po jego brzuchu, mięśnie Alexa napięły się mimowolnie. Pozwolił jej na ten ruch, choć wiedział, co kryje się pod materiałem. Kiedy z wprawą zaczęła pozbywać się jego koszulki, niechętnie oderwał dłonie od jej ciała i uniósł ramiona. Dopiero gdy poczuł jej opuszki palców na fioletowo-sinych śladach na żebrach, poczuł, jak atmosfera drastycznie się zmienia. Jej dotyk był tak delikatny, że niemal parzył i... był przeciwieństwem ciosów, które te ślady zostawiły. Alex patrzył na jej twarz, widząc, jak pożądanie w jej oczach ustępuje miejsca szokowi, a potem tej cholernej trosce, której tak bardzo chciał uniknąć. Wypuścił głośno powietrze, czując, jak adrenalina powoli opada, zostawiając po sobie tępy ból w boku i narastające poczucie, że właśnie stracił kontrolę nad tą sytuacją. Kurwa. Odchylił głowę do tyłu, opierając ją o oparcie kanapy i przymknął na moment oczy. W boksie nazywali to „momentem po nokaucie” - kiedy jeszcze nie czujesz bólu, ale już wiesz, że leżysz na deskach.
Co to jest? I jak mi powiesz, że siniaki to Cię walnę.
- Siniaki - rzucił jej na przekór, cedząc to słowo z niemal bezczelnym spokojem, ignorując jej wcześniejszy zakaz i szykując się na cios, na wszelki wypadek. Ton głosu miał spokojny, wręcz niepasujący do tej absurdalnej sytuacji. Serio, nie chciał o tym gadać. Nie chciał tego żalu w jej oczach, bo sprawiał, że czuł się słaby - a tego nienawidził najbardziej na świecie. Siedział tam, na tej jej jasnej kanapie, bez koszulki i całkowicie wystawiony na jej wzrok. Choć atmosfera nagle zrobiła się ciężka przez te widoczne ślady na jego ciele, Alex ani myślał puszczać Madison ze swoich kolan. Dalej czuł to samo pieprzone pożądanie, które buzowało w nim od wejścia, a jej bliskość tylko dolewała oliwy do ognia. Dla niego to, jak wyglądał, nie było żadną wielką sprawą - był bokserem, a ring to nie... rurki z kremem. Każdy fioletowy ślad na żebrach był po prostu częścią jego roboty i ceną za to, że to on na koniec mógł unieść ramię w zwycięskim geście. Uniósł lekko brodę i spojrzał na nią z tą swoją typową, arogancką pewnością siebie, która miała uciąć jakiekolwiek użalanie się nad nim. - Skutki uboczne bycia bokserem. Wiedziałaś o tym, prawda? Więc nie patrz tak na mnie, Lennox - i cyk, szybki powrót do nazwiska. - Tego dnia pechowo skończył mi się lód.
Siedemdziesiąt dwie godziny. Najpierw lód, żeby obkurczyć naczynia. Potem ciepły kompres, żeby rozbujać krążenie, a na koniec maść z heparyną, żeby szybciej zeszło. Standard. Znał tę instrukcję na pamięć, jak pacierz. Przerabiał to po każdej walce i po każdym mocniejszym sparingu. Ciało było dla niego maszyną - a maszyny czasem się psuły. Jedyne, co go teraz naprawdę irytowało, to fakt, że Maddie musiała na to patrzeć. I to, że tamtego wieczoru był zbyt wypruty, by zadbać o siebie tak, jak należy. Wypuścił głośno powietrze przez zęby, widząc, jak pożądanie w oczach blondynki definitywnie zgasło, ustępując miejsca całej gamie tych... pozostałych emocji, które zaczynały go dusić. Madison wciąż siedziała na jego udach, ale czuł, że emocjonalnie właśnie odsunęła się o kilometry. Atmosfera, która jeszcze przed chwilą parzyła ich od środka, teraz stała się gęsta od niezadanych jeszcze pytań. Świetnie.

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Chowanie za grubym murem wydawało jej się zdecydowanie łatwiejsze niż stawianie czoła niektórym rzeczą. Mało kogo dopuszczała do siebie, szczególnie jeśli chodzi o facetów, z nimi miała krótką zasadę: poderwać, zaliczyć i najzwyczajniej w świecie zapomnieć. Całe te uczucia i zaangażowanie nie wychodziły jej na dobre, bo dziwnym trafem kiedy to robiła to cierpiała jako jedyna. Wszyscy uważają ją za zimną sukę, którą mało co obchodzi, była pyskata i pewna siebie, gryzła i atakowała pierwsza, ale była też człowiekiem, który przyjmował na siebie ciosy, wiadome było, że przy którymś z kolei po prostu padnie na deski. A ona nie lubiła upadać, nie lubiła czuć się źle bo nie umiała radzić sobie z emocjami, które wtedy się pojawiają, w takich sytuacjach ucieka do czegoś co zna i w czym czuje się dobrze: alkohol i imprezy, a to przysparza jej jeszcze większych problemów. Traci kontrolę, znów staje na linii i balansuje sprawdzając jak długo wytrzyma. Nie chce tego powtarzać, nigdy już więcej...
Słuchała jego słów w milczeniu, obserwowała jego twarz.
Doskonale wiedziała o co mu chodzi, ona była typem człowieka, który swego czasu chciał "chcieć", szczególnie przy ostatnim facecie, wtedy nieświadomie dała mu naładowaną broń, a on strzelił...
Podejrzewała jednak, że Alex nigdy nikomu nie dał tej "broni", że nigdy nie pragnął "chcieć". I z jednej strony była to cholernie bezpieczna opcja, ale z drugiej strony trochę przykro się o tym myślało. Że chłopak nigdy nie miał kogoś dla którego warto zaryzykować.
Z zamyśleń wyrwały ją dopiero męskie palce, które zacisnęły się na jej biodrach. Na twarz blondynki wkradł się delikatny uśmiech.
- Ciekawe czy mówisz to szczerze czy na zasadzie "a niech się baba odczepi" - odezwała się niemalże od razu, a ton jej głosu był rozbawiony. Momentami naprawdę nie umiała utrzymać powagi, a też zawsze musiała dowalić kolejnym tekstem. Nawet przez sekundę przeszło jej przez głowę myśl taka, że gada tak aby ją zaliczyć. Co było bardzo prawdopodobne, ale jakoś za bardzo jej to nie przeszkadzało.
Znów czuła zmianę jego nastawienia, bijące od niego wibrację wcale nie przypominały tych sprzed kilku chwil. Zirytowanie Hall'a można z łatwością wyczuć w powietrzu, momentalnie jego gęstość w pokoju dramatycznie się zmieniła. Była zdziwiona, zaskoczona tym i szybko do niej dotarło, że jej słowa w jakiś dziwny sposób go dotknęły. Nie odezwała się, nie ze strachu przed nim, po prostu czekała na to co powie. Ton głosu miał poważny, nie drgnęła kiedy się zbliżył. Słysząc ostatnie słowo na jej usta wkradł się łobuzerski uśmiech.
- Pieprzyć to dopiero mam zamiar. - szepnęła uwodzicielsko, nad resztą jego słów się nie rozwodziła bo nie chciała przyznawać mu racji. O wiele bezpieczniej czuła się trzymając dystans, chociaż przeczyła sama sobie, bo siedziała na jego kolanach i to jej ciało zdradzało jak bardzo ta bliskość jej się podoba. O wiele lepiej chyba podobała by się jej myśl, że nie będzie ich łączyć nic innego tylko dobra zabawa, w każdym tego słowa znaczeniu. Niestety świadomie czy nie świadomie zbliżali się do siebie coraz bardziej, Maddie widziała jak jej mur powoli zaczynał pękać i to ją w cholerę przerażało.
- Nie jestem tylko ładną buzią, Hall. - rzuciła i znów mógł to traktować jako ostrzeżenie, a może bardziej jako obietnicę? Miała zamiar dać mu tą karę, ale na swoich własnych zasadach, na swoich warunkach i w najmniej wygodnym dla niego momencie.
Kolejna porcja dziwnych uczuć zalała jej ciało kiedy z uśmiechem wymówił jej imię, nie przeszkadzało jej to, że zwracał się do niej po nazwisku, miało to jakiś swój pazur, ale jej pełne imię w jego ustach...odbijało się echem w jej głowie, mogłaby się do tego przyzwyczaić.
- Uważaj bo łatwo się uzależnić. - zdążyła tylko dodać zanim wepchnął swój język do jej ust, poddała się całkowicie temu wszystkiemu. Czekała na ten moment od chwili kiedy ich usta spotkały się po raz pierwszy w sylwestrową noc na środku pustego parkietu w zamkniętym barze.
W każdym miejscu, w którym chociaż jego palce delikatnie dotknęły jej skóry czuła gorąco, jakby ktoś podpalał ją zapalniczką, tylko zamiast ostrego bólu czuła niebezpieczne podniecenie, które rosło z każdą kolejną sekundą. Z braku oddechu, pocałunku i jego dłoni błądzących po jej ciele kręciło jej się strasznie w głowie, z jakiś czas wydawała z siebie dźwięki przypominające mruczenie zadowolonej z pieszczoty kotki i tak właśnie było. Chciała czuć go więcej, bardziej i intensywniej, czuła się jak narkoman, który dawno nie miał działki. Trzy dni..wytrzymała tylko głupie trzy dni, wystarczyła tylko jego bliskość aby przepadła jak jakaś głupia nastolatka.
Potem nagle wszystko zniknęło, bańka pękła i uderzyła w nią szara rzeczywistość. Siniaki, które widziała na ciele Alexa całkowicie odebrały jej chęci dalszej zabawy. W dalszym ciągu opuszkami palców wodziła po jego ciele, nie robiła tego mocno bo bała się, że zrobi mu krzywdę.
- Zabawne. - fuknęła trochę poirytowana tym jego bezczelnym zachowaniem, powinna go walnąć, ale nie umiała podnieść na niego ręki, chociaż korciło ją aby pięścią zetrzeć mu ten uśmiech z twarzy, ale nie było sensu. Nie daj boże uszkodziła by mu nos albo znów usta i znów będzie musiała się bawić w pielęgniarkę.
Spojrzała na niego i słuchała tego co do niej mówił, zmarszczyła delikatnie nos i milczała, zatrzymała też swoją dłoń na jego ciele tuż pod żebrami.
- Naprawdę uważasz mnie za taką głupią? - te pytanie było pełne wyrzutu, nie miała zamiaru nawet czekać na jego odpowiedź i wzrokiem wróciła do jego klatki piersiowej, palcem przeciągnęła po ciepłej skórze w miejscu, w którym dostrzegła odciski knykci.
- Od kiedy bokserzy biją się bez rękawic? Przecież doskonalę widzę, że to nie są ślady po nich, a gołej pięści. - zapytała i docisnęła opuszki swoich palców do jego skóry, może nie jakoś cholernie mocno, ale na tyle aby poczuł o jakim miejscu mówi. Nie lubiła jak ktoś robił z niej idiotkę, może była blondynką, ale nie była wcale taka głupia. Miała oczy i widziała, nie urodziła się wczoraj aby nie odróżnić siniaków od siebie, miała przecież starszych braci, którzy czasem wdawali się w bójki.
- Masz jakieś kłopoty? Potrzebujesz pomocy? - zapytała, a jej głos złagodniał, tak samo jak spojrzenie, które zatrzymała na jego twarzy. W dalszym ciągu nie przyszło jej do głowy, że to wszystko było winą nielegalnych walk, że Alex bierze w nich udział. Szybciej uwierzy w to, że ktoś go ściga za kasę, że przespał się z nie tą laską co powinien, że sam pierwszy zaczął.
Całe szczęście, że siedziała na jego kolanach, tym razem nie ucieknie od odpowiedzi. Chociaż co ona się okłamuje, jak będzie chciał spierdolić to zrzuci ją z łatwością i wyjście i tyle będzie z rozmowy.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

U Alexa ten mur nie był zbudowany z ciszy czy unikania ludzi. Wręcz przeciwnie - zbudował go z arogancji, głośnego śmiechu, bokserskich uników i jednorazowych relacji, które kończyły się szybciej, niż zaczynały. Jego murem było to, że nigdy nie pozwalał nikomu podejść na dystans, z którego mógłby dostać cios prosto w serce. Na ringu wiedział, jak blokować uderzenia, ale w życiu? W życiu po prostu nie wchodził do walki, w której stawką było coś więcej niż dobra zabawa. Dlatego Maddie była tak cholernie wyjątkowa. Dosłownie podał jej swoje serce na tacy, a ona dalej uciekała do tanich odzywek, którym daleko było do jakichkolwiek deklaracji. Ciekawe czy mówisz to szczerze, czy na zasadzie "a niech się baba odczepi". Serio...? - Na odczepne? - rzucił pod nosem, nie unikając jej wzroku. - Przez trzy dni łaziłem po ścianach i nie mogłem się na niczym skupić, bo jak tylko zamykałem oczy, to widziałem ciebie, a ty się zastanawiasz, czy mówię to, żebyś się odczepiła? - A prawda była taka, że Maddie nie chciała się chociażby przyczepić, nieważne jak bardzo próbował. Puścił jej biodra, ale tylko po to, by jedną ręką złapać ją za kark i zmusić, by nie uciekała wzrokiem. Był teraz blisko, za blisko. Pieprzyć to dopiero mam zamiar. Widział ten jej łobuzerski uśmiech, słyszał ten szept, który miał go wytrącić z równowagi i sprowadzić wszystko do poziomu fizycznej gry. I, cholera, prawie mu się to spodobało. Prawie. Przesunął kciukiem po jej żuchwie, a jego wzrok na moment spoczął na jej ustach, po czym znów wrócił do jej oczu. Widział w nich to przerażenie, o którym Maddie nie chciała głośno powiedzieć - widział pękający mur. - Pieprzyć to będziesz mogła zacząć, jak skończę do ciebie mówić, Madison - mruknął nisko, nie dając się tak łatwo spławić jej kokieterii. - Wiem, że bezpieczniej czujesz się w tej swojej roli "niegrzecznej dziewczynki", która chce tylko dobrej zabawy - kontynuował. - Możemy udawać, że to tylko "zabawa", jeśli dzięki temu łatwiej ci będzie zasnąć. Ale nie mierz mnie swoją miarą. Jeśli mówię, że cię chcę, to nie po to, żebyś tylko przyznała mi rację, tylko dlatego, że tak, do cholery, jest.
Wypuścił głośno powietrze, czując, jak jego własna irytacja powoli zaczynała przegrywać z przyciąganiem, którego nie chciał ignorować. Znowu złożył pocałunek na jej szyi. Jeden, drugi. Trzeci tuż za uchem. Czwarty na policzku. Oczywiście, że nie była tylko ładną buzią. Gdyby tak było, już dawno by o niej zapomniał. Była zagadką, której nie potrafił rozwiązać, i wyzwaniem, którego nie mógł odpuścić. Zachowywała się zupełnie inaczej niż każda inna dziewczyna, z którą kiedykolwiek się spotykał. Nie mógł jej rozgryźć, bo nie podawała mu rozwiązania na tacy. Nie miękły jej kolana na jego widok. Wręcz przeciwnie - ona stała twardo na ziemi, nawet jeśli ta ziemia była polem minowym. Ta jej niezależność, to ciągłe sprawdzanie, na ile on sobie może pozwolić, kręciło go bardziej niż jakikolwiek nokaut na ringu. Inne laski po jednym takim spojrzeniu były gotowe na wszystko, a Maddie? Maddie była niewzruszona niczym skała.
- Wiesz, co jest w tobie najgorsze, Mads? - mruknął prosto w jej ucho, a jego dłoń zaczęła powolną wędrówkę w górę, pod krawędź jej bluzki, znów szukając kontaktu z nagą skórą. - To, że wcale nie potrzebujesz mojego ratunku. I to, że wiesz dokładnie, jak sprawić, bym to ja potrzebował ciebie. To cholernie nie fair grać tak z kimś, kto nie lubi przegrywać.
Uśmiechnął się pod nosem, czując pod palcami jej przyspieszone tętno. To był jedyny dowód na to, że jednak nie była taką "zimną suką", za jaką chciała uchodzić. Ta mała, pulsująca pod skórą prawda była dla niego cenniejsza niż wszystkie jej pyskówki razem wzięte. Jarało go to, jak na niego reagowała - ten miks oporu i pożądania, który sprawiał, że każdy centymetr jej skóry zdawał się parzyć. Kiedy składał niecierpliwe pocałunki na jej ustach, nie było w tym nic z delikatności. Były głodne i zaborcze. Chciał, żeby Maddie całkowicie straciła kontrolę i zatraciła się w tym, co się między działo. Tak się jednak nie stało. Chwilę później wszystko zniknęło. Bańka pękła, a on poczuł, jak jej dłonie zastygły na jego ciele w zupełnie inny sposób. Zacisnął szczęki, gdy jej palce docisnęły się do miejsca pod żebrami, gdzie skóra wciąż była fioletowa i tkliwa. Nienawidził tego. Nienawidził być "rozgryzanym" i nienawidził, gdy ktoś patrzył na niego z politowaniem, a ten jej nagle złagodniały głos był gorszy niż seria ciosów na wątrobę.
- Nigdy nie uważałem cię za głupią, Maddie. Wręcz przeciwnie, to twoja inteligencja jest tutaj największym problemem - mruknął w odpowiedzi i westchnął ciężko. Przez chwilę patrzył na jej dłoń na swojej klatce piersiowej, czując, jak jego mur, który przed chwilą kruszał pod wpływem namiętności, nagle odbudowuje się ze zdwojoną siłą. Nie mógł jej powiedzieć prawdy o nielegalnych walkach. Nie Maddie. To nie był świat dla kogoś takiego jak ona. - Bokserzy biją się bez rękawic wtedy, kiedy sparing wymyka się spod kontroli, Mads - skłamał gładko, choć wiedział, że to kłamstwo jest szyte grubymi nićmi. - Czasem emocje biorą górę nad techniką. Nie rób ze mnie ofiary losu, bo to ostatnia rzecz, jakiej od ciebie chcę.
Jego dłonie, które wcześniej błądziły pod jej bluzką, teraz zsunęły się na jej uda, ale nie ściskały ich już tak zaborczo. Masz jakieś kłopoty? Potrzebujesz pomocy? Te pytania uderzyły w jego męskie ego bardziej niż mógł przypuszczać.
- Słońce, sam sprzątam bałagan, który narobię - rzekł, patrząc prosto w jej ciemne, zmartwione oczy. - Wyglądam ci na faceta, który nie potrafi o siebie zadbać?
Lekko odsunął jej dłoń od swoich żeber, choć wciąż trzymał ją na swoich kolanach. Nie chciał, żeby uciekła, ale nie chciał też, żeby drążyła dalej. To była granica, której nikt nie miał prawa przekraczać. Wypuścił głośno powietrze, czując, jak całe napięcie z niego uchodzi, zostawiając po sobie tylko głębokie zmęczenie. Lex nie potrafił długo utrzymywać tej lodowatej bariery, kiedy siedziała tak blisko, a jej troska - choć irytująca dla jego ego - była aż nadto szczera. Barki mu opadły, a spojrzenie nieco złagodniało. Zmiękł, choć sam przed sobą nie chciałby się do tego przyznać. Przeniósł dłoń z jej uda na ramię i zaczął je powoli, uspokajająco gładzić, kciukiem kreśląc leniwe kółka na jej skórze.
- Maddie... - zaczął ciszej, bardziej miękko. - Naprawdę chcesz teraz o tym rozmawiać? Chcesz poświęcić tę noc na analizowanie moich siniaków i robienie mi przesłuchania, którego i tak nie wygrasz?
Uniósł nieco kącik ust w półuśmiechu, który tym razem nie był kpiarski, a raczej intymny i nieco proszący. Przyciągnął ją odrobinę bliżej, tak by poczuła bijące od niego ciepło, i przeniósł wzrok na jej usta, jakby chciał jej przypomnieć, co przerwała swoim pytaniem.
- Siedzisz mi na kolanach, jest środek nocy, a my mamy dla siebie czas, którego oboje potrzebowaliśmy od kilku dni - mruknął, nachylając się do jej ucha, by musnąć je wargami. Zatrzymał dłoń na jej karku, delikatnie wplatając palce w jej włosy. Czekał na jej ruch, dając jej wybór, ale jednocześnie robiąc wszystko, by pokusa powrotu do tego, co działo się wcześniej, była nie do odparcia. Zaczął składać palące pocałunki wzdłuż linii jej żuchwy, zmierzając powoli w stronę kącika ust, ale nie całując ich jeszcze. - Może po prostu przestaniesz tyle myśleć, Madison? - wychrypiał prosto w jej usta. Skoro już zdobył tę cenną informację, że używanie jej pełnego imienia działało na nią jak nic innego, nie zamierzał z tego rezygnować.

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Była realistką, nie lubiła niespodzianek i zawsze spodziewała się po ludziach najgorszego, ale tylko dlatego, że czasami liczyła na to, że miło się zaskoczy. Trudno jej też było pozbyć się nawyków jakie zdobyła przez lata, uderzała pierwsza aby samej uniknąć ciosu. Dlatego nie dostrzegła tego, że Alex podał jej swoje serce na tacy, Maddie była dziewczyną, która zamiast słów doceniała czyny. Niestety była na tyle ślepa (a może ostrożna w tym wszystkim?), że nie dostrzegła tego wszystkiego. Po prostu...
Chciała otworzyć usta, powiedzieć, że to miał być tylko żart - nie udany - ale jednak żart. Zamiast tego kolejny raz zamilkła, a Alex pokazał jej jak bardzo był pełen sprzeczności i tego wszystkiego. Raz potrafił ją odsunąć na dystans, za chwilę jednak chciał aby się do niego zbliżyła. Irytowała się, nie wiedziała czy na niego za to wszystko czy na siebie, że gubiła się jak dziecko we mgle.
- Skoro nie potrafiłeś przez trzy dni nie myśleć o niczym innym niż o mnie to nie wkurzaj się, że sprawdzam czy to cokolwiek znaczy. - odparła spokojnie, nie mogąc wpaść na coś bardziej kreatywnego, nawet jakby chciała to nie znalazłaby żartu czy czegoś innego aby jakoś obronić się przed jego słowami. Znów chwycił ją za kark tym samym blokując jej jakąkolwiek drogę ucieczki, nie mogła nawet odwrócić wzroku, nie pozostało jej nic innego jak patrzeć na jego twarz.
- I to niby ja cytuje mądre przysłowia, a tutaj proszę... Mam konkurencje. - rzuciła wywracając oczami. Znów miał cholerną rację, a ona była zbyt dumna aby to przyznać. Przerażało ją też to, że Hall czytał z niej jak z otwartej księgi, robiła się przy nim słabsza, wystarczyła jego bliskość, dotyk dłoni czy jego usta na jej skórze. On też sobie doskonale zdawał sprawę z tego jak on działał na nią i wykorzystywał to. Nigdy wcześniej na to nie pozwalała, nie umiała odpowiedzieć skąd u niej taka zmiana i słabość.
Nie umiała zapanować nad głośnym westchnieniem, które wyrwało się z jej gardła w momencie kiedy jego usta zaczęły wędrówkę od jej ucha, przez policzek i do kącika ust. Była tak bardzo uległa, wyłączała myślenie i skupiała się tylko na tych przyjemnościach, na tych krótkich momentach. I to był jej pierwszy i największy błąd chociaż sama jeszcze tego nie rozumiała.
- Hmmmm... - wymruczała cicho spod przymkniętych delikatnie powiek, na szczęście na odpowiedź nie musiała długo czekać, a i jej treść sprawiła, że blondynka delikatnie się uśmiechnęła. Otworzyła leniwe oczy spoglądając w jego oczy z małymi iskierkami.
- Najwyższa pora nauczyć się przegrywać, słońce. Z resztą, nikt nie mówił jakie są zasady tej gry. - odezwała się tonem niewiniątka wzruszając delikatnie ramionami. W środku niemalże skakała jak dziecko, przyznał się do słabości, przyznał, że jej potrzebuje nie określił jednak w jaki sposób jej potrzebuje. Nie wiedziała czy chodziło tylko i wyłącznie o bliskość czy może to jak on czuje się przy niej, ale na te pytania jeszcze będzie czas.
Widziała to, widziała tą satysfakcję na jego twarzy kiedy jej własne ciało ją zdradzało, nie ważne co by teraz powiedziała albo co pomyślała, jej rozgrzana skóra, zaróżowione policzki czy przyśpieszone tętno pod opuszkami jego palców... To wszystko ją odsłaniało i nawet jakby chciała nie umiała udawać.
Lennox nigdy nie spojrzałaby na Alexa z politowaniem, nawet do głowy jej to nie wpadło. Po prostu...martwiła się, tak.
Prychnęła głośno w odpowiedzi na jego słowa, przeczył sam sobie.
- Okej, może nie uważasz mnie za głupią, ale taką chcesz ze mnie zrobić. - czuła, że powoli zaczynała się gotować w środku, nie lubiła jak ktoś robił z niej jakąś wariatkę, nie lubiła też kiedy ktoś poważne problemy sprowadzał do takich typu: zgubiłem portfel, a Lex właśnie to robił. Nie powinien też decydować za nią czy coś jest dla niej czy nie, nie dbała w tym wszystkim o siebie.
Kiedy wyciągnął ręce spod jej koszulki blondynka poczuła jakiś dziwny chłód, taki, który wywołał ciarki na jej karku.
- Powtórz to jeszcze raz, ale z jeszcze większym przekonaniem bo jakoś nie wierzę Ci w to co próbujesz mi wcisnąć. Nie robię z Ciebie ofiary losu, nawet o tym nie pomyślałam. - naprawdę się starała mówić spokojnie, ale miała wrażenie, że każde słowo które wypowiadała drżało i to nie z przyjemności tylko ze zdenerwowania. Krew w jej żyłach buzowała nie przez jego ciepłe ręce, a przez ciśnienie.
- Możesz na chwilę schować to wielkie ego do kieszeni? Po prostu się martwię, okej. - westchnęła patrząc mu prosto w oczy, przyznała się, ale wiedziała, że w tej sytuacji chyba mało go to będzie obchodzić. Faceci tacy byli, kiedy kobieta zaczynała się martwić to tym włączał się jakiś tryb alfa i udawali, że są niezniszczalni, a każda próba pomocy to obraza majestatu. Sama kiedyś była podobna, uważała, że nikogo nie potrzebuje, że radzi sobie sama, a tutaj proszę, w ostatniej chwili ktoś ściągnął ją znad przepaści.
Odsunął jej dłonie ze swojego ciała, poczuła ukłucie gdzieś w klatce piersiowej, niby nic nie znaczący gest, a ona odebrała to jako pewnego oczami odtrącenie. Domyślała się, że temat jest może dla niego trudny, ale właśnie po to ktoś mądry wymyślił coś takiego jak rozmowy. Wcześniej czy później musiało dojść do takiej, a że wszystkie okoliczności złączyły się w jedno...
Wiedziała co robił, ta ręka na jej ramieniu, gładzenie go, to wszystko miało sprawić aby przestała wiercić mu dziurę w brzuchu, tak samo jak to przyciągnięcie jej bliżej siebie. Tymi gestami zamiast ją uspokoić to podkręcał ją jeszcze bardziej i to w złym znaczeniu tego słowa. Może i w sylwestra się dała bo była pijana i bardziej uległa, ale nie teraz kiedy myślała trzeźwo. Wykorzystywał to wszystko... Czuła się jak oblana benzyną, a on stał z zapaloną zapałką zbyt blisko niej.
- Tak, dokładnie, chcę rozmawiać. Bo kiedy zaczyna robić się niewygodnie dla Ciebie to robisz wszystko abym tylko zatraciła się w przyjemnej chwili, a Ty wtedy nie musisz odpowiadać. - po tonie jej głosu łatwo było wywnioskować, że cały żar jaki w sobie miała zniknął na rzecz wściekłości, która tylko czeka na moment kulminacyjnego wybuchu.
- Jeśli nie chcesz abym pytała to bądź ze mną szczery i nie rób ze mnie laski, która ma nie myśleć i tylko ładnie reagować na Twoje ręce, nie jestem jak te wszystkie co znasz. - dodała i swoją ręką złapała za jego nadgarstek, dość mocno i pociągnęła go w taki sposób aby swoją dłoń wyplątał z jej włosów.
- Wiesz co jest w Tobie najbardziej wkurwiające? Że dajesz mi wybór, a jednocześnie robisz wszystko abym wybrała dokładnie to czego Ty chcesz. - nie robiły na niej wrażenie pocałunki, które składał na jej twarzy, cała magia zniknęła, a teraz wiedziała, że robił to aby zakończyć temat, aby odwrócić jej uwagę.
I w końcu rzucił tą jedną zapałkę podpalając ją całą, Maddie płonęła jak pochodnia, ale ze wściekłości. Słysząc słowa o tym, że ma nie myśleć...ja pierdole za kogo on się ma. Nabrała powietrze w płuca nie skupiając się na jego ustach, które były tak blisko niej. Odsunęła się od niego i zsunęła się z jego kolan, nie odsunęła się jednak daleko, dalej była blisko, dosłownie na wyciągnięcie ręki. Zrobił to bo nie chciała aby jego dotyk miał na nią wpływ. Nie teraz, nie w tej chwili.
- I co? Tak to teraz będzie wyglądać? Za każdym razem, przy każdej trudnej rozmowie? Rzucisz tekst abym nie myślała i myślisz, że posłucham? - uniosła brew patrząc na niego z góry, może i stała nad nim jak jakiś kat, ale miała to gdzieś. Nadepnął jej na odcisk. Nie lubiła kiedy ktoś ją tak traktował.
- I nie waż się używać mojego pełnego imienia w czasie kłótni aby mnie zmiękczyć, bo to cios poniżej pasa, a bokserzy chyba mają jakieś zasady, nie? - nie żałowała ani jednego słowa wypowiedzianego w jego kierunku. Nie pozwoliła sobie na takie traktowanie, nawet jeśli wcześniejsze dziewczyny nie miały nic przeciwko Maddie nie była jak one. Nie wystarczyły jej czułe słowka, dotyk i pocałunki. Była uparta i teraz Lex zobaczy jak bardzo.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedział, że fundował jej emocjonalny rollercoaster. Raz był tak blisko, że czuł na swoich ustach jej oddech, a ledwie sekundę później, gdy tylko chciała dowiedzieć się o nim czegoś więcej... włączał hamulec. Tak, to było niestabilne, toksyczne i męczące, doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Jednak on nie potrafił inaczej. Od lat trzymał ludzi na dystans, bo naprawdę nie mógł inaczej - im mniej ktokolwiek o nim wiedział, tym mniejsze istniało prawdopodobieństwo, że mógłby go zranić. Jednak... każda próba odsunięcia Maddie kończyła się tak, że pragnął jej dwa razy mocniej, jakby walczył między potrzebą samotności a głodem jej dotyku. Teraz nie potrafił niczego wyczytać z jej spojrzenia. Nie wiedział, czy widziała w nim faceta, który przed chwilą wyznał jej, że o niej marzy, czy może dupka, który próbował uciszyć ją pocałunkiem. A w tym wszystkim Lennox nie była od niego lepsza. Każde jej spojrzenie pełne mieszaniny troski i bezczelności sprawiały, że tracił grunt pod nogami. Raz wydawała się jedyną osobą, której mógł zaufać, by chwilę później stać się najgroźniejszym przeciwnikiem, gdy zaledwie poszukiwała prawdy. Ten mętlik sprawiał, że czuł się jak szaleniec. Przyciągał ją, bo rozpaczliwie potrzebował jej ciepła, a potem odpychał, bo przerażało go, jak bardzo stała się dla niego ważna. A potem to powiedziała. Sprawdzam, czy cokolwiek to znaczy. Nie spodziewał się tak prostej odpowiedzi. Był gotowy na bezczelność, sarkazm i mur, przez który dalej nie potrafił się przebić, ale nie był przygotowany na udowadnianie swoich słów. Gdy przewróciła oczami, przygryzł policzek od środka. Nie potrafił jej rozgryźć, mimo że... cholera, przecież nie mówiła do niego po chińsku. Wpatrywał się w nią, a w jego głowie huczało od sprzecznych sygnałów. Chciał ją uciszyć i przycisnąć do siebie tak mocno, żeby brakło jej tchu na jakiekolwiek pytania, ale jednocześnie czuł ten chory, masochistyczny podziw dla jej nieustępliwości. Nie była jak te wszystkie dziewczyny, które spotykał wcześniej. One nie drążyły. Maddie natomiast patrzyła mu prosto w oczy i czekała na konkrety. - Myślisz, że gdyby to nic nie znaczyło, to wciąż bym tu siedział? - wydusił z siebie w końcu cicho, kontynuując tę bitwę na spojrzenia, którą rozpoczęła. - Myślisz, że dlaczego tu nadal jestem, Maddie? - pytanie zawisło w powietrzu. Poczuł, jak mięśnie jego ramion spinają się pod wpływem tego wyznania. Lennox była aktualnie jedynym wyzwaniem w jego życiu, obok którego nie potrafił przejść obojętnie. Każda inna dziewczyna przy Maddie była dla niego tylko tłem. To przy Maddie czuł potrzebę, żeby wspiąć się na szczyt swoich możliwości, a ta ciągła walka o dominację go nakręcała. No i uwielbiał ten moment, gdy cały świat dookoła znikał i zostawała tylko ona - uległa, z przymkniętymi powiekami, całkowicie zdana na jego dotyk. Uwielbiał tę władzę, mimo że trwała zdecydowanie zbyt krótko, bo Maddie nie byłaby sobą, gdyby nie zaczęła dyskutować w najmniej oczekiwanym momencie. Najwyższa pora nauczyć się przegrywać, słońce. Z resztą, nikt nie mówił jakie są zasady tej gry.
- Zasady są dla tych, którzy boją się improwizacji - wychrypiał i zacisnął dłonie na jej biodrach, przyciągając ją do siebie, jakby fizycznie chciał odzyskać tę dominację, którą odebrała mu słowami. - Jeśli ja mam uczyć się przegrywać, to ty musisz nauczyć się, co robię z ludźmi, którzy zmuszają mnie do kapitulacji.
Czuł pod palcami jej galopujące tętno i widział rumieńce na jej policzkach. To był dla niego ostateczny dowód, że nie odebrała mu resztek władzy, bo ciało Mads mówiło "tak", nawet jeśli rozum zaczynał stawiać opór. Tak naprawdę dopóki Maddie reagowała na jego dotyk, czuł się bezpiecznie na swoim terytorium.
- Lennox... Serio? Gdybym uważał cię za głupią, nie marnowałbym na ciebie tyle czasu, zrozum to w końcu - rzekł dość miękko. Dalej na nim siedziała, a jej uda dalej oplatały jego biodra. Jedynie atmosferę chuj strzelił. Patrzył na nią z dołu, czując się uwięziony między własną potrzebą dominacji a faktem, że Maddie Lennox właśnie przestała grać w jego grę. Powoli wyczuwał, że Maddie zaczynała gotować się od środka. Przegiął? Przekroczył jej granicę? Powtórz to jeszcze raz, ale z jeszcze większym przekonaniem, bo jakoś nie wierzę Ci w to, co próbujesz mi wcisnąć. Nie robię z Ciebie ofiary losu, nawet o tym nie pomyślałam. Nie wierzyła mu. Maddie Lennox właśnie wymykała się z jego rąk. Zacisnął zęby, walcząc z impulsem, by znów ją dotknąć i by fizycznością zagłuszyć tę logiczną i bolesną argumentację. Fakt, że drżała ze zdenerwowania, a nie z pożądania, sprawiał, że czuł się jak chuj. Możesz na chwilę schować to wielkie ego do kieszeni? Po prostu się martwię, okej. Nie wiedział, co powinien jej odpowiedzieć. Westchnął ciężko. Czuł pustkę w głowie. Spuścił wzrok. - Nienawidzę litości, Mads - uciął krótko, nie patrząc jej w oczy, bo wiedział, że gdyby tylko w nie spojrzał, pękłby. Wiedział, że jeśli teraz podniósłby wzrok, gdyby choć na moment napotkał to brązowe, przeszywające spojrzenie, to całe udawanie twardziela poszłoby się jebać. A w tej chwili nie bardzo mógł sobie na to pozwolić. - Twoje martwienie sprawia, że czuję się jak problem - dodał jeszcze. - Moje ego to nie jest coś, co mogę zdjąć jak brudną koszulkę tylko dlatego, że masz na to ochotę - kontynuował. A potem stracił cierpliwość. A może stracił ją dopiero w momencie, gdy złapała go za nadgarstek i wyplątała jego palce ze swoich włosów, a on nie stawiał oporu? A może w momencie, w którym powiedziała, że kiedy zaczyna robić się niewygodnie dla niego to robił wszystko, żeby zatraciła się w przyjemnej chwili? Nie wiedział. Zaczynał czuć gniew pod skórą. Nie mógł już tego znieść, jak punkt po punkcie wypominała mu... to wszystko, co się między nimi teraz działo.
- Więc o to ci chodzi? Że próbuję cię zatracić w przyjemności, żebyś przestała myśleć? - wyrzucił z siebie. - A co, jeśli to jedyny sposób, jaki znam, żebyś na chwilę przestała mnie analizować? Myślisz, że to dla mnie takie łatwe siedzieć tu i słuchać, jak nazywasz mnie manipulatorem, bo nie potrafię ubrać w słowa tego, co dzieje się w mojej głowie?
Gdy zsunęła się z jego kolan, nie mógł powstrzymać się od wywrócenia oczami. To była zwykła reakcja obronna - dalej próbował zbagatelizować sytuację, która już dawno wymknęła się z jego rąk. Postanowił wykorzystać ten moment i sam poderwał się z kanapy, stając przodem do niej. Nie chciał dłużej siedzieć na dupie i czuć się jak na przesłuchaniu.
- Wkurwia cię, że robię wszystko, byś wybrała to, co ja chcę? - powtórzył jej słowa, a w jego głosie pobrzmiewała niebezpieczna nuta. - A może po prostu wkurza cię to, że ta bliskość fizyczna to jedyny język, w którym nie muszę kłamać? Że kiedy cię dotykam, to nie muszę układać w głowie tych wszystkich mądrych zdań, których ode mnie wymagasz? - dokończył i odwrócił wzrok, po czym zrobił trzy kroki w stronę tego jebanego panoramicznego okna, przez które widział rozgwieżdżone niebo Toronto. Obiema dłońmi przejechał powoli po swoich włosach. Czuł, że powinien wyjść. Powinien po prostu chwycić kurtkę, trzasnąć drzwiami i zniknąć, zanim powie o jedno słowo za dużo, którego nie dałoby się już cofnąć, ale... kurwa, nie chciał jej zostawiać. Warknął przeciągle pod nosem, dźwiękiem pełnym frustracji, który stłumił w zaciśniętym gardle. Gwałtownie odwrócił się na pięcie i utkwił wzrok w blondynce. - Proszę bardzo, Madison. Oto szczerość - rzucił pod nosem. Czuł narastający w nim konflikt wewnętrzny. Z jednej strony miał ochotę wykrzyczeć jej w twarz wszystko, co w nim gniło, a z drugiej... pragnął rzucić się na nią, przycisnąć do ściany i uciszyć jej usta swoimi w najbardziej pierwotny sposób. Tylko po to, by przestała mówić te wszystkie trafne, bolące rzeczy. - Pytasz, czy tak to będzie wyglądać? - dodał znowu. - Może i tak. Bo wolę, żebyś była na mnie wściekła, niż żebyś zaczęła czuć do mnie to swoje pieprzone współczucie - znów na nią spojrzał. Stała przy tej kanapie i była tak cholernie seksowna, tak cholernie... rozpraszająca... Podszedł do niej. Górował nad nią, a gęsta cisza między nimi aż wibrowała od niewyładowanej agresji i pożądania. Patrzył na nią z góry, zaciskając szczękę tak mocno, że czuł ból w skroniach. To, jak stała - pewna siebie, wściekła i nieustępliwa - sprawiało, że tracił resztki samokontroli. - Wkurza cię moje „Madison”? - wyrzucił z siebie przekornie. - Używam twojego pełnego imienia, bo lubię patrzeć, jak przez ułamek sekundy tracisz tę swoją pieprzoną pewność siebie.
Zrobił jeszcze jeden krok, zmuszając ją do odchylenia głowy do tyłu, by mogła utrzymać z nim kontakt wzrokowy.
- Chcesz zasad? Chcesz, żebym grał czysto? - uśmiechnął się krzywo, a jego wzrok na moment spoczął na jej ustach, zanim wrócił do jej oczu. - W boksie nie ma zasad, gdy walczysz o przetrwanie. A właśnie tak się z tobą teraz czuję. Więc tak, będę cię zagłuszać dotykiem, Madison. Tak, będę sterować tą rozmową tak, jak mi się podoba. I tak, wolę, żebyś mnie uderzyła, niż żebyś się nade mną litowała - kontynuował. Był już tak blisko niej, że znów czuł na swojej nagiej klatce piersiowej jej szybki oddech. Pochylił się nieco, by zrównać ich twarze, nie spuszczając wzroku z jej oczu. - Wolę, kiedy wyrywasz moją dłoń ze swoich włosów i patrzysz na mnie tak, jakbyś chciała mnie rozszarpać - jego oddech znów stał się cięższy i głębszy. Miał ochotę ją pocałować, brutalnie i bez pytania, tylko po to, by udowodnić sobie, że wciąż miał nad nią tę jedną, fizyczną przewagę, ale nie zrobił tego. Zamiast tego patrzył jej prosto w oczy z twardym uporem. - Bo to jest prawdziwe, Mads. Ta wściekłość... ona jest dla mnie jasna. I ją rozumiem. Chciałaś szczerości, to ją masz.
Czekał na jej ruch i na jakikolwiek cios - słowny lub fizyczny - bo w świecie, który znał, tylko ból był gwarancją autentyczności. Jednak patrząc w jej rozgniewane oczy, czuł chorą satysfakcję - bo w końcu, po raz pierwszy od bardzo dawna, nie musiał niczego udawać.

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Łatwiej było nienawidzić, odpychać i ranić niż pozwolić komukolwiek się do siebie zbliżyć. Blondynka to rozumiała, nawet nie miał pojęcia jak bardzo. Problem był tylko jeden: teraz ją odrzucał, ona zdecydowała się zostać, ale kiedyś przyjdzie taki dzień, taki moment, że kiedy odrzuci ją po raz kolejny ona odejdzie, daleko i na zawsze. Bo też miała swoje granice, nie miała zamiaru robić z siebie wariatki czy może jakiejś zdesperowanej dziewczyny. Maddie nigdy się nie poddawała, szczególnie jeśli chodzi o relacje z kimś na kim jej zależy, ale wiedziała też kiedy trzeba było odpuścić.
Nigdy nie chciała być dla niego wrogiem czy przeciwnikiem, raczej zależało jej na tym aby być jego partnerką w zbrodni, kimś kto będzie obok zawsze, on miał być Clydem, a Mads jego słodką Bonnie.
Jego pytanie totalnie wybiło ją z rytmu, przez kilka sekund wstrzymała oddech.
- Nie wiem. - rzuciła, a jej głos pierwszy raz zabrzmiał tak bardzo niepewnie. Inaczej...na początku myślała, że przyszedł tutaj w jednym celu: dokończyć to co przerwali w barze. Bo nie ma co się oszukiwać, to zbliżenie wisiało w powietrzu, kiedy patrzyli na siebie albo kiedy ich dłonie się spotykały, iskry leciały i nic nie mogło tego zatrzymać. Nawet przez sekundę w jej głowie nie pojawiła się myśl, że przyszedł tutaj dla niej aby tylko ją zobaczyć bo najzwyczajniej w świecie brakowało mu jej widoki. Nawet kiedy powiedział jej to prosto z mostu to uznała, że jest to jego kolejna jakaś zagrywka. No sorry, ale Maddie znała Alexa z innej strony, nie takiej uczuciowej. Patrząc jednak na to dokąd zmierza to rozmowa coraz bardziej przypuszczała, że jedyne uczucia jakie chłopak zna to tylko te najgorsze i nieprzyjemne.
- Grozisz mi? Czy mam to traktować jako ostrzeżenie? - zapytała unosząc brew w górę. Jeśli chciał aby odpuściła to wybrał naprawdę zły kierunek, bo ona nie odpuszczała, a jak ktoś ją ostrzegał to i tak robiła swoje dalej. Była uparta i nie bała się konsekwencji swoich czynów czy słów, w przeciwieństwie do Alexa umiała sobie z tym poradzić - fak faktem na fatalny sposób, ale jakiś miała, tak.
Jego kolejne słowa wcale jej nie uspokoiły, wręcz przeciwnie, totalnie nie rozumiał o co jej chodziło. Dla niego to nie było nic takiego, dla niej to była wielka sprawa, dobrze, że jeszcze nie dodał typowego męskiego tekstu wy baby zawsze wszystko wyolbrzymianie bo wtedy faktycznie miałby zaszczyt obejrzeć jej taras, ale tylko przez chwilę bo wypchała by go za tą cholerną barierkę bez mrugnięcia okiem.
- Przepraszam bardzo, ale kiedy mówię to w swojej głowie słyszysz tylko brzęczenie? ROBISZ ZE MNIE GŁUPIĄ, Hall. Czyżby podczas tej bójki ktoś ostro przywalił Ci w głowę? - irytacja w jej głosie nie znikała, wściekłość rosła z każdą kolejną sekundą, a ona coraz bardziej nie umiała sobie z tym radzić. Nawet te jego westchnięcie sprawiało, że gotowała się jak czajnik zostawiony na gazie samemu sobie.
Widziała jego reakcję i domyślała się, że jej odpowiedź wcale go nie zadowoliła, zacisnął zęby z irytacji, że nie kupiła jego głupiej bajki. I jak ona miała się nie wkurzać? Najpierw mówi, że nie uważa jej za głupią, a tutaj wciska jej jakieś kłamstwa licząc, że ona to łyknie jak młody pelikan. Urodziła się w nocy, ale nie dzisiejszej i nie tak łatwo było ją oszukać, to ona tutaj miała Oskara za kłamstwa.
Zacisnęła swoje drobne dłonie w pięści, paznokcie wbijała we wewnętrzną stronę swojej dłoni licząc na to, że ból jakoś pomoże jej z tym gniewem. Nigdy w życiu nie czuła takiego wkurwienia, bo to już ten poziom.
- Nie lituję się nad Tobą. - rzekła poważnie, nie chciała tego robić przecież nie była typem takiej osoby. Najzwyczajniej w świecie się martwiła, jeśli on nie odróżniał litości od troski to naprawdę mają problem, który wypadałoby rozwiązać już na samym początku. Bo inaczej...kiepsko to wszystko widzę. Tym razem to z jej ust wyszło ciężkie, ale to naprawdę ciężkie westchnienie. Głowa zaczynała ją boleć od ciśnienia.
- Ja nie zamierzam przestać się martwić dlatego, że Ty nie umiesz sobie z tym poradzić. A co do bycia problemem, przecież sam chciałeś być nim dla mnie i teraz to też zaczyna Ci przeszkadzać. - naprawdę gubiła się w tym wszystkim, jeszcze w nowy rok opisywał jej jakie to ma szczęście, że on jest jej problemem, że ten problem naprawdę polubi i będzie chciała więcej. Teraz nagle zmienia zdanie, boże może on w poprzednim życiu był babą, która nie umie się zdecydować? Pewnie tak. Eh.. czemu życie nie jest łatwe? A wiem, dlatego aby nudno nie było.
- Jak mam przestać analizować wszystko kiedy co chwilę zmieniasz zdanie? Raz chcesz abym była blisko, a kiedy już jestem i zaczyna się robić niebezpiecznie odrzucasz mnie. Jak to nie umiesz ubrać w słowa? Jeszcze kilka minut temu umiałeś powiedzieć jak to bardzo mnie pragniesz i.... - nagle zamilkła, poczuła ukłucie w okolicy serca, jakby ktoś wbił jej tam jakąś igłę. Przez kilka sekund patrzyła gdzieś w przestrzeń, jakby szukała czegoś co właśnie zgubiła. Dopiero po chwili przeniosła na niego swoje spojrzenie.
- Łatwiej jest Ci powiedzieć jak bardzo Cię kręcę niż podzielić się ze mną jedną ze swoich skomplikowanych myśli. - nie było to pytanie, było to raczej stwierdzenie oczywistego faktu. Pokręciła głową z niedowierzaniem na swoje własne słowa, który pełne były prawdy. Nienawidziła mieć racji, w sensie lubiła, ale nie w takich sytuacjach.
Nie cofnęła się nawet o krok kiedy podniósł się z kanapy i stanął tuż na przeciwko niej, nie miała zamiaru uciekać. Chciała mu dać dobry przykład.
- Tak, strasznie mnie to wkurwia! Jedyne czego od Ciebie oczekuje to tylko albo aż szczerość, w dupie mam mądre zdania. Relacja nie polega tylko na bliskości, to też rozmowa, której wyobraź sobie czasem też oczekuje. - starała się być spokojna, naprawdę. Kiedy odwrócił się do niej plecami czuła się całkowicie zlekceważona, ale dalej nie drgnęła chociaż miała ochotę złapać go za ramię, wbić w nie swoje idealnie spiłowane paznokcie i zmusić aby na nią spojrzał. Słyszała warknięcie, które nie zwiastowało niczego dobrego. Minęła sekunda, druga i kilka kolejnych aż w końcu się odwrócił.
No w końcu!
- A nie pomyślałeś o tym, że MARTWIĘ SIĘ dlatego, że w jakiś pokręcony sposób mi na Tobie zależy? - zapytała rezygnując już z tłumaczenia tego, że wcale nie patrzyła na niego ze współczuciem czy litością, w tym temacie miała wrażenie, że gada jak do ściany i szkoda jej już śliny na pokazanie o co jej chodzi.
Nieświadomie wstrzymała oddech kiedy się zbliżył, swoimi oczami zatrzymała się na jego szczęce, którą zaciskał, doskonale widziała jak ta część jego twarzy się napina, aż poczuła jak bolą ją jej własne zęby. Czuła ciarki przechodzące po ciele, nie odpowiedziała na te słowa, bo bała się, że głos będzie jej drżał ze zdenerwowania. Znów zacisnęła dłonie w pięści kiedy znów się zbliżył, w dalszym ciągu się nie odsunęła. Odchyliła głowę delikatnie do tyłu aby spojrzeć na jego twarz, na której dostrzegała złość.
Poczuła jakby właśnie dostała od niego w twarz. Naprawdę tak się czuł? Walczył o przetrwanie? Robiło jej się słabo, głowa bolała coraz mocniej, a krew zbyt szybko buzowała w jej żyłach. Zacisnęła dłonie w pięści jeszcze mocniej. Musiała przełknąć ślinę bo czuła wielki kamień, który stał jej w gardle, a jego bliskość wcale jej nie pomagała.
- I myślisz, że ja się na to wszystko zgodzę? Powinnam wywalić Cię za drzwi skoro przebywanie ze mną jest jak walka o przetrwanie. - warknęła czując jak zagotowana krew dopływa jej do twarzy, dałaby sobie rękę uciąć, że jej policzki robią się prawie fioletowe ze wściekłości. Z każdym innym facetem tak właśnie by postąpiła, chwyciła za ucho, dała kopa w dupę i pokazała gdzie są drzwi, ale nie umiała tak postąpić z Alexem. Bo wiedziała, że tym czynem ułatwiłaby mu tylko ucieczkę. Jeśli już miał wyjść to z własnej woli nie z jej pomocą.
- Ale nie mam zamiaru Ci tego wszystkiego ułatwiać, tak samo jak nie mam zamiaru Cię uderzyć chociaż mam na to wielką ochotę i zasługujesz na to. - wycedziła przez zaciśnięte zęby, spoglądając w jego oczy. Był tak blisko, czuła jak gorąc bije od jego nagiej klatki piersiowej, którą znów miała ochotę dotknąć. Jednak to wszystko nie miało już znaczenia, liczyły się tylko jego słowa, którymi nieświadomie, a może i świadomie ją ranił.
- Bo to jest prawdziwe... - powtórzyła jego słowa i zatrzymała się aby nabrać w płuca powietrza, tego, które pachniało jego rozgrzaną skórą, perfumami i dymem papierosowym. Następnie wypuściła je z cichym świstem i uniosła podbródek wyżej chcąc mu pokazać, że dalej jest pewna siebie chociaż jej pięści drżały niesamowicie.
- Czyli co, tęsknota, którą czułeś przez ostatnie trzy dni, to co mówiłeś tamtej nocy na dachu i w klubie to wszystko było kłamstwem? - uniosła brew w górę patrząc na jego twarz, wściekłość zmalała, czuła jak opuszcza jej ciało na rzecz czegoś innego...dziwnego bólu w okolicy serca, tego samego co przed kilkoma minutami. Jej twarz pozostała jednak poważna, w końcu przypomniała sobie dlaczego nikogo do siebie nie dopuszczała. Właśnie przez takie sytuacje. Znów za bardzo się odsłoniła, a ktoś to wykorzystał przeciwko niej.
- Rozumiesz tylko wściekłość, okej niech tak będzie. Jestem wściekła, jestem wkurwiona dlatego, że pozwoliłam Ci się dotknąć. Że pozwoliłam Ci się do mnie zbliżyć, że odsłoniłam się przed Tobą i pokazałam swoją słabość. - wyliczała sycząc jak jakaś podła żmija, tym razem to ona zrobiła krok w jego stronę i swoją klatką piersiową zetknęła się z tą jego.
- Jesteś najgorszym problemem w moim życiu, którego za cholerę nie mogę się pozbyć. - była poważna, śmiertelnie poważna, patrzyła mu w oczy bez żadnych emocji. Skoro rozumiał tylko złe emocje, złość i stwierdził, że przebywanie z nią to walka o przetrwanie to da mu dokładnie to czego chciał.
- Gdybym tamtej nocy na dachu wiedziała co przyniesie mi ten problem... - zatrzymała się czując jak jej własne wnętrzności drżą, znów przełknęła silne, wyglądała trochę tak jakby walczyła ze sobą czy powiedzieć to co miała na myśli.
- Bez zastanowienia skoczyła bym z niego. - wyznała i w tej samej sekundzie poczuła ból w brzuchu, jakby otrzymała cios, tak silny, że o mało co nie zwalił jej z nóg. Dobrze, że umiała utrzymać równowagę.
Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jego słowa mogą go zranić - ją raniły cholernie, ale nie żałowała tego co powiedziała, no może trochę żałować będzie, ale nie w tym momencie. Teraz skupiała się na tym aby Alexander Hall poczuł jej ciosy, nie w fizycznej formie, a raczej słownej. Liczyła na to, że chociaż jedno z tych zdań albo słów go zranią. Stała przed nim, mógł poczuć na swojej klatce piersiowej jej własne serce, które biło zdecydowanie zbyt szybko, ale nie z podniecenia czy przyjemności, biło tak szybko ze wściekłości i beznadziejności.
Tym razem to ona czekała, na to co powie albo zrobi, patrzyła w jego oczy starając się uspokoić własny oddech i gonitwę myśli. Czuła jak jej ciało się spięło jak struna, on również mógł to poczuć, tak jakby wszystkie mięśnie czekały na cios, ten fizyczny.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
ODPOWIEDZ

Wróć do „#1”