-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
To możesz się do tego przyznać, nie ma tutaj nikogo innego. Wiem, że jesteś typem faceta, który zawsze bierze, ale twoja reputacja nie ucierpi na tym jeśli chociaż raz w życiu pozwolisz sobie chcieć. Słowa Madison odbijały się echem w jego głowie i przez chwilę po prostu jej się przyglądał, nie bardzo wiedząc, jak to ugryźć. Przejechał nawet językiem po swoich wargach, jakby to miało kupić mu więcej czasu na odpowiedź. Pozwolić sobie chcieć. Brzmiało jak cholerna pułapka. Przez chwilę bił się z myślą, by rzucić jakimś tanim, cynicznym tekstem i obrócić to w żart, ale jej spojrzenie mu na to nie pozwoliło. Słowa Maddie go po prostu zirytowały, bo trafiły w czuły punkt. Przecież brał. Zawsze brał to, na co miał ochotę - pieniądze z ringu, alkohol, kobiety, które były tylko krótkim przystankiem. Jednak było to mechaniczne zaspokajanie głodu, żeby system się nie zawiesił. A chcieć... to było coś zupełnie innego. To było dopuszczenie do siebie myśli, że głód może nie zniknąć po jednej nocy, i że może potrzebować akurat jej, a nie jakiejkolwiek innej. A tu już przestawał polegać na sobie i zaczynał polegać na niej. Było to zbyt niebezpieczne i obecnie postrzegał to bardziej jak słabość niż siłę.
- Jest różnica między braniem a chceniem, Mads - odezwał się w końcu, a jego spojrzenie stało się tak intensywne, że aż zachmurzone. - Branie jest proste. Bierzesz, używasz i zapominasz. Ale kiedy zaczynasz „chcieć”, wtedy dajesz tej drugiej osobie broń do ręki.
Zacisnął dłonie na jej biodrach, palcami wbijając się w materiał jej szortów.
- Ale skoro tak bardzo chcesz, żebym zaryzykował... to proszę bardzo. Tak, Madison. Chcę cię. Bardzo. Chcę cię tak, że od trzech dni nie potrafię myśleć o niczym innym, a to mnie, kurwa, wkurwia niemiłosiernie - dokończył, wdychając zapach jej skóry.
Między nami nigdy nie będzie czegoś takiego jak "sens". Alex poczuł, jak pod skórą zaczyna wzbierać w nim fala czystego poirytowania. Serio? Właśnie teraz, kiedy siedziała na nim, a on ledwo panował nad rękami, postanowiła rzucić mu w twarz taką tanią, pesymistyczną gadkę? Jego wzrok pociemniał, a mięśnie szczęki napięły się tak mocno, że niemal słyszał zgrzytanie zębów. To nie była jeszcze wściekłość, ale ten rodzaj frustracji, który czujesz, gdy wszystko idzie nie tak, a ty nie masz na to żadnego wpływu. Drażniło go to, że Madison tak łatwo ubrała ich relację w definicję, jakby chciała... zbudować między nimi bezpieczny dystans, żeby przypadkiem nie zrobiło się zbyt poważnie.
- „Nigdy”, co? Odważnie, Lennox, jak na kogoś, kto siedzi mi na kolanach i drży pod moimi palcami - wychrypiał, a w jego głosie nie było już ani śladu żartu. - Gówno mnie obchodzi, jak to sobie nazwiesz w tej swojej ślicznej głowie, żeby poczuć się bezpieczniej - pochylił się jeszcze centymetr tak, że czuł ciepło jej oddechu na swoich poranionych ustach. - Nie wiem, co to jest i szczerze mówiąc, jebać definicję. Nie obchodzi mnie, czy to będzie trwać noc, czy rok. Jesteś tutaj ze mną i nie uciekasz, więc przestań pieprzyć.
Odetchnął głęboko i policzył w myślach do dziesięciu. Jeden. Jego dłoń, która do tej pory mocno zaciskała się na jej biodrze, rozluźniła się. Dwa. Przesunął kciukiem po delikatnym materiale jej szortów, a potem przesunął palce na jej nagie udo. Trzy. Gładził je powoli, niemal leniwie, jakby chciał ją tym gestem uspokoić, a może po prostu sam potrzebował tego kontaktu, żeby nie zwariować. Cztery. Patrzył na nią przez chwilę w milczeniu, a zachmurzone spojrzenie powoli łagodniało, ustępując miejsca czemuś, co u Alexandra Halla było najbliższe pokorze. Pięć. Sześć. Siedem. Osiem. Czuł, jak jego serce, które jeszcze przed chwilą biło jak szalone, powoli zwalniało. Dziewięć. Skupił się na cieple jej skóry pod swoimi palcami, próbując wymazać z pamięci to jej zdanie o braku sensu. Dziesięć. Otworzył oczy, które przez ułamek sekundy trzymał przymknięte, i wypuścił resztkę powietrza z płuc.
Wiem to, ale przypominam, że dalej czeka Cię kara za głupie i pochopne decyzje związane z sylwestrem.
- Kara, co? - mruknął, a w jego głosie nie było już warkotu. - Brzmi groźnie. Szczególnie w twoim wykonaniu, Lennox.
Trochę ją bagatelizował? Pewnie tak. Czy słusznie? Zobaczymy.
Podoba mi się dźwięk mojego imienia w Twoich ustach. Gdy przechyliła głowę na bok i uroczo się uśmiechnęła, nie mógł nie odwzajemnić uśmiechu. Ten widok działał na niego kojąco, co było wręcz absurdalne, biorąc pod uwagę, że siedzieli w samym środku emocjonalnego pola minowego.
- Madison... - powtórzył to imię, tym razem znacznie ciszej, niemal smakując każdą sylabę na języku. Przesunął dłonią w górę, gładząc kciukiem delikatną skórę na jej talii. - Chyba zamierzam przedawkować to lekarstwo.
Jak powiedział - tak zrobił. Cichy jęk, który wydobył się z ust Lennox, zadziałał na niego jak płachta na byka. Pogłębił pocałunek, wsuwając język między jej wargi i przejmując całkowitą kontrolę nad ich rytmem. Każde jej westchnienie sprawiało, że krew pulsowała mu w żyłach, a oddech stawał się coraz bardziej urywany, niespokojny i ciężki. Czuł pod palcami gorąco jej ciała i to, jak instynktownie go szukała biodrami, co rozpalało go aż do granic wytrzymałości. Nie zamierzał pozostawać jej dłużny. Jego dłonie zaczęły pewnie i zachłannie błądzić po jej ciele. Jedna ręka przesunęła się wyżej, badając palcami wcięcie w talii, by po chwili powędrować śmiało w górę, wzdłuż jej boku. Nie spieszył się, rozkoszując się każdym centymetrem jej rozgrzanej skóry. Gdy jego dłoń zahaczyła o bok jej piersi, poczuł, jak Madison gwałtownie wciąga powietrze, a on niemal syknął z satysfakcji, czując pod palcami szybkie bicie jej serca. Druga dłoń wciąż tkwiła wplątana w jej jasne włosy, kontrolując kąt, pod jakim ona go całowała, podczas gdy kciukiem delikatnie gładził jej policzek.
Gdy poczuł jej dłonie pod koszulką, przesuwające się po jego brzuchu, mięśnie Alexa napięły się mimowolnie. Pozwolił jej na ten ruch, choć wiedział, co kryje się pod materiałem. Kiedy z wprawą zaczęła pozbywać się jego koszulki, niechętnie oderwał dłonie od jej ciała i uniósł ramiona. Dopiero gdy poczuł jej opuszki palców na fioletowo-sinych śladach na żebrach, poczuł, jak atmosfera drastycznie się zmienia. Jej dotyk był tak delikatny, że niemal parzył i... był przeciwieństwem ciosów, które te ślady zostawiły. Alex patrzył na jej twarz, widząc, jak pożądanie w jej oczach ustępuje miejsca szokowi, a potem tej cholernej trosce, której tak bardzo chciał uniknąć. Wypuścił głośno powietrze, czując, jak adrenalina powoli opada, zostawiając po sobie tępy ból w boku i narastające poczucie, że właśnie stracił kontrolę nad tą sytuacją. Kurwa. Odchylił głowę do tyłu, opierając ją o oparcie kanapy i przymknął na moment oczy. W boksie nazywali to „momentem po nokaucie” - kiedy jeszcze nie czujesz bólu, ale już wiesz, że leżysz na deskach.
Co to jest? I jak mi powiesz, że siniaki to Cię walnę.
- Siniaki - rzucił jej na przekór, cedząc to słowo z niemal bezczelnym spokojem, ignorując jej wcześniejszy zakaz i szykując się na cios, na wszelki wypadek. Ton głosu miał spokojny, wręcz niepasujący do tej absurdalnej sytuacji. Serio, nie chciał o tym gadać. Nie chciał tego żalu w jej oczach, bo sprawiał, że czuł się słaby - a tego nienawidził najbardziej na świecie. Siedział tam, na tej jej jasnej kanapie, bez koszulki i całkowicie wystawiony na jej wzrok. Choć atmosfera nagle zrobiła się ciężka przez te widoczne ślady na jego ciele, Alex ani myślał puszczać Madison ze swoich kolan. Dalej czuł to samo pieprzone pożądanie, które buzowało w nim od wejścia, a jej bliskość tylko dolewała oliwy do ognia. Dla niego to, jak wyglądał, nie było żadną wielką sprawą - był bokserem, a ring to nie... rurki z kremem. Każdy fioletowy ślad na żebrach był po prostu częścią jego roboty i ceną za to, że to on na koniec mógł unieść ramię w zwycięskim geście. Uniósł lekko brodę i spojrzał na nią z tą swoją typową, arogancką pewnością siebie, która miała uciąć jakiekolwiek użalanie się nad nim. - Skutki uboczne bycia bokserem. Wiedziałaś o tym, prawda? Więc nie patrz tak na mnie, Lennox - i cyk, szybki powrót do nazwiska. - Tego dnia pechowo skończył mi się lód.
Siedemdziesiąt dwie godziny. Najpierw lód, żeby obkurczyć naczynia. Potem ciepły kompres, żeby rozbujać krążenie, a na koniec maść z heparyną, żeby szybciej zeszło. Standard. Znał tę instrukcję na pamięć, jak pacierz. Przerabiał to po każdej walce i po każdym mocniejszym sparingu. Ciało było dla niego maszyną - a maszyny czasem się psuły. Jedyne, co go teraz naprawdę irytowało, to fakt, że Maddie musiała na to patrzeć. I to, że tamtego wieczoru był zbyt wypruty, by zadbać o siebie tak, jak należy. Wypuścił głośno powietrze przez zęby, widząc, jak pożądanie w oczach blondynki definitywnie zgasło, ustępując miejsca całej gamie tych... pozostałych emocji, które zaczynały go dusić. Madison wciąż siedziała na jego udach, ale czuł, że emocjonalnie właśnie odsunęła się o kilometry. Atmosfera, która jeszcze przed chwilą parzyła ich od środka, teraz stała się gęsta od niezadanych jeszcze pytań. Świetnie.
Maddie Lennox
-
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Słuchała jego słów w milczeniu, obserwowała jego twarz.
Doskonale wiedziała o co mu chodzi, ona była typem człowieka, który swego czasu chciał "chcieć", szczególnie przy ostatnim facecie, wtedy nieświadomie dała mu naładowaną broń, a on strzelił...
Podejrzewała jednak, że Alex nigdy nikomu nie dał tej "broni", że nigdy nie pragnął "chcieć". I z jednej strony była to cholernie bezpieczna opcja, ale z drugiej strony trochę przykro się o tym myślało. Że chłopak nigdy nie miał kogoś dla którego warto zaryzykować.
Z zamyśleń wyrwały ją dopiero męskie palce, które zacisnęły się na jej biodrach. Na twarz blondynki wkradł się delikatny uśmiech.
- Ciekawe czy mówisz to szczerze czy na zasadzie "a niech się baba odczepi" - odezwała się niemalże od razu, a ton jej głosu był rozbawiony. Momentami naprawdę nie umiała utrzymać powagi, a też zawsze musiała dowalić kolejnym tekstem. Nawet przez sekundę przeszło jej przez głowę myśl taka, że gada tak aby ją zaliczyć. Co było bardzo prawdopodobne, ale jakoś za bardzo jej to nie przeszkadzało.
Znów czuła zmianę jego nastawienia, bijące od niego wibrację wcale nie przypominały tych sprzed kilku chwil. Zirytowanie Hall'a można z łatwością wyczuć w powietrzu, momentalnie jego gęstość w pokoju dramatycznie się zmieniła. Była zdziwiona, zaskoczona tym i szybko do niej dotarło, że jej słowa w jakiś dziwny sposób go dotknęły. Nie odezwała się, nie ze strachu przed nim, po prostu czekała na to co powie. Ton głosu miał poważny, nie drgnęła kiedy się zbliżył. Słysząc ostatnie słowo na jej usta wkradł się łobuzerski uśmiech.
- Pieprzyć to dopiero mam zamiar. - szepnęła uwodzicielsko, nad resztą jego słów się nie rozwodziła bo nie chciała przyznawać mu racji. O wiele bezpieczniej czuła się trzymając dystans, chociaż przeczyła sama sobie, bo siedziała na jego kolanach i to jej ciało zdradzało jak bardzo ta bliskość jej się podoba. O wiele lepiej chyba podobała by się jej myśl, że nie będzie ich łączyć nic innego tylko dobra zabawa, w każdym tego słowa znaczeniu. Niestety świadomie czy nie świadomie zbliżali się do siebie coraz bardziej, Maddie widziała jak jej mur powoli zaczynał pękać i to ją w cholerę przerażało.
- Nie jestem tylko ładną buzią, Hall. - rzuciła i znów mógł to traktować jako ostrzeżenie, a może bardziej jako obietnicę? Miała zamiar dać mu tą karę, ale na swoich własnych zasadach, na swoich warunkach i w najmniej wygodnym dla niego momencie.
Kolejna porcja dziwnych uczuć zalała jej ciało kiedy z uśmiechem wymówił jej imię, nie przeszkadzało jej to, że zwracał się do niej po nazwisku, miało to jakiś swój pazur, ale jej pełne imię w jego ustach...odbijało się echem w jej głowie, mogłaby się do tego przyzwyczaić.
- Uważaj bo łatwo się uzależnić. - zdążyła tylko dodać zanim wepchnął swój język do jej ust, poddała się całkowicie temu wszystkiemu. Czekała na ten moment od chwili kiedy ich usta spotkały się po raz pierwszy w sylwestrową noc na środku pustego parkietu w zamkniętym barze.
W każdym miejscu, w którym chociaż jego palce delikatnie dotknęły jej skóry czuła gorąco, jakby ktoś podpalał ją zapalniczką, tylko zamiast ostrego bólu czuła niebezpieczne podniecenie, które rosło z każdą kolejną sekundą. Z braku oddechu, pocałunku i jego dłoni błądzących po jej ciele kręciło jej się strasznie w głowie, z jakiś czas wydawała z siebie dźwięki przypominające mruczenie zadowolonej z pieszczoty kotki i tak właśnie było. Chciała czuć go więcej, bardziej i intensywniej, czuła się jak narkoman, który dawno nie miał działki. Trzy dni..wytrzymała tylko głupie trzy dni, wystarczyła tylko jego bliskość aby przepadła jak jakaś głupia nastolatka.
Potem nagle wszystko zniknęło, bańka pękła i uderzyła w nią szara rzeczywistość. Siniaki, które widziała na ciele Alexa całkowicie odebrały jej chęci dalszej zabawy. W dalszym ciągu opuszkami palców wodziła po jego ciele, nie robiła tego mocno bo bała się, że zrobi mu krzywdę.
- Zabawne. - fuknęła trochę poirytowana tym jego bezczelnym zachowaniem, powinna go walnąć, ale nie umiała podnieść na niego ręki, chociaż korciło ją aby pięścią zetrzeć mu ten uśmiech z twarzy, ale nie było sensu. Nie daj boże uszkodziła by mu nos albo znów usta i znów będzie musiała się bawić w pielęgniarkę.
Spojrzała na niego i słuchała tego co do niej mówił, zmarszczyła delikatnie nos i milczała, zatrzymała też swoją dłoń na jego ciele tuż pod żebrami.
- Naprawdę uważasz mnie za taką głupią? - te pytanie było pełne wyrzutu, nie miała zamiaru nawet czekać na jego odpowiedź i wzrokiem wróciła do jego klatki piersiowej, palcem przeciągnęła po ciepłej skórze w miejscu, w którym dostrzegła odciski knykci.
- Od kiedy bokserzy biją się bez rękawic? Przecież doskonalę widzę, że to nie są ślady po nich, a gołej pięści. - zapytała i docisnęła opuszki swoich palców do jego skóry, może nie jakoś cholernie mocno, ale na tyle aby poczuł o jakim miejscu mówi. Nie lubiła jak ktoś robił z niej idiotkę, może była blondynką, ale nie była wcale taka głupia. Miała oczy i widziała, nie urodziła się wczoraj aby nie odróżnić siniaków od siebie, miała przecież starszych braci, którzy czasem wdawali się w bójki.
- Masz jakieś kłopoty? Potrzebujesz pomocy? - zapytała, a jej głos złagodniał, tak samo jak spojrzenie, które zatrzymała na jego twarzy. W dalszym ciągu nie przyszło jej do głowy, że to wszystko było winą nielegalnych walk, że Alex bierze w nich udział. Szybciej uwierzy w to, że ktoś go ściga za kasę, że przespał się z nie tą laską co powinien, że sam pierwszy zaczął.
Całe szczęście, że siedziała na jego kolanach, tym razem nie ucieknie od odpowiedzi. Chociaż co ona się okłamuje, jak będzie chciał spierdolić to zrzuci ją z łatwością i wyjście i tyle będzie z rozmowy.
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Wypuścił głośno powietrze, czując, jak jego własna irytacja powoli zaczynała przegrywać z przyciąganiem, którego nie chciał ignorować. Znowu złożył pocałunek na jej szyi. Jeden, drugi. Trzeci tuż za uchem. Czwarty na policzku. Oczywiście, że nie była tylko ładną buzią. Gdyby tak było, już dawno by o niej zapomniał. Była zagadką, której nie potrafił rozwiązać, i wyzwaniem, którego nie mógł odpuścić. Zachowywała się zupełnie inaczej niż każda inna dziewczyna, z którą kiedykolwiek się spotykał. Nie mógł jej rozgryźć, bo nie podawała mu rozwiązania na tacy. Nie miękły jej kolana na jego widok. Wręcz przeciwnie - ona stała twardo na ziemi, nawet jeśli ta ziemia była polem minowym. Ta jej niezależność, to ciągłe sprawdzanie, na ile on sobie może pozwolić, kręciło go bardziej niż jakikolwiek nokaut na ringu. Inne laski po jednym takim spojrzeniu były gotowe na wszystko, a Maddie? Maddie była niewzruszona niczym skała.
- Wiesz, co jest w tobie najgorsze, Mads? - mruknął prosto w jej ucho, a jego dłoń zaczęła powolną wędrówkę w górę, pod krawędź jej bluzki, znów szukając kontaktu z nagą skórą. - To, że wcale nie potrzebujesz mojego ratunku. I to, że wiesz dokładnie, jak sprawić, bym to ja potrzebował ciebie. To cholernie nie fair grać tak z kimś, kto nie lubi przegrywać.
Uśmiechnął się pod nosem, czując pod palcami jej przyspieszone tętno. To był jedyny dowód na to, że jednak nie była taką "zimną suką", za jaką chciała uchodzić. Ta mała, pulsująca pod skórą prawda była dla niego cenniejsza niż wszystkie jej pyskówki razem wzięte. Jarało go to, jak na niego reagowała - ten miks oporu i pożądania, który sprawiał, że każdy centymetr jej skóry zdawał się parzyć. Kiedy składał niecierpliwe pocałunki na jej ustach, nie było w tym nic z delikatności. Były głodne i zaborcze. Chciał, żeby Maddie całkowicie straciła kontrolę i zatraciła się w tym, co się między działo. Tak się jednak nie stało. Chwilę później wszystko zniknęło. Bańka pękła, a on poczuł, jak jej dłonie zastygły na jego ciele w zupełnie inny sposób. Zacisnął szczęki, gdy jej palce docisnęły się do miejsca pod żebrami, gdzie skóra wciąż była fioletowa i tkliwa. Nienawidził tego. Nienawidził być "rozgryzanym" i nienawidził, gdy ktoś patrzył na niego z politowaniem, a ten jej nagle złagodniały głos był gorszy niż seria ciosów na wątrobę.
- Nigdy nie uważałem cię za głupią, Maddie. Wręcz przeciwnie, to twoja inteligencja jest tutaj największym problemem - mruknął w odpowiedzi i westchnął ciężko. Przez chwilę patrzył na jej dłoń na swojej klatce piersiowej, czując, jak jego mur, który przed chwilą kruszał pod wpływem namiętności, nagle odbudowuje się ze zdwojoną siłą. Nie mógł jej powiedzieć prawdy o nielegalnych walkach. Nie Maddie. To nie był świat dla kogoś takiego jak ona. - Bokserzy biją się bez rękawic wtedy, kiedy sparing wymyka się spod kontroli, Mads - skłamał gładko, choć wiedział, że to kłamstwo jest szyte grubymi nićmi. - Czasem emocje biorą górę nad techniką. Nie rób ze mnie ofiary losu, bo to ostatnia rzecz, jakiej od ciebie chcę.
Jego dłonie, które wcześniej błądziły pod jej bluzką, teraz zsunęły się na jej uda, ale nie ściskały ich już tak zaborczo. Masz jakieś kłopoty? Potrzebujesz pomocy? Te pytania uderzyły w jego męskie ego bardziej niż mógł przypuszczać.
- Słońce, sam sprzątam bałagan, który narobię - rzekł, patrząc prosto w jej ciemne, zmartwione oczy. - Wyglądam ci na faceta, który nie potrafi o siebie zadbać?
Lekko odsunął jej dłoń od swoich żeber, choć wciąż trzymał ją na swoich kolanach. Nie chciał, żeby uciekła, ale nie chciał też, żeby drążyła dalej. To była granica, której nikt nie miał prawa przekraczać. Wypuścił głośno powietrze, czując, jak całe napięcie z niego uchodzi, zostawiając po sobie tylko głębokie zmęczenie. Lex nie potrafił długo utrzymywać tej lodowatej bariery, kiedy siedziała tak blisko, a jej troska - choć irytująca dla jego ego - była aż nadto szczera. Barki mu opadły, a spojrzenie nieco złagodniało. Zmiękł, choć sam przed sobą nie chciałby się do tego przyznać. Przeniósł dłoń z jej uda na ramię i zaczął je powoli, uspokajająco gładzić, kciukiem kreśląc leniwe kółka na jej skórze.
- Maddie... - zaczął ciszej, bardziej miękko. - Naprawdę chcesz teraz o tym rozmawiać? Chcesz poświęcić tę noc na analizowanie moich siniaków i robienie mi przesłuchania, którego i tak nie wygrasz?
Uniósł nieco kącik ust w półuśmiechu, który tym razem nie był kpiarski, a raczej intymny i nieco proszący. Przyciągnął ją odrobinę bliżej, tak by poczuła bijące od niego ciepło, i przeniósł wzrok na jej usta, jakby chciał jej przypomnieć, co przerwała swoim pytaniem.
- Siedzisz mi na kolanach, jest środek nocy, a my mamy dla siebie czas, którego oboje potrzebowaliśmy od kilku dni - mruknął, nachylając się do jej ucha, by musnąć je wargami. Zatrzymał dłoń na jej karku, delikatnie wplatając palce w jej włosy. Czekał na jej ruch, dając jej wybór, ale jednocześnie robiąc wszystko, by pokusa powrotu do tego, co działo się wcześniej, była nie do odparcia. Zaczął składać palące pocałunki wzdłuż linii jej żuchwy, zmierzając powoli w stronę kącika ust, ale nie całując ich jeszcze. - Może po prostu przestaniesz tyle myśleć, Madison? - wychrypiał prosto w jej usta. Skoro już zdobył tę cenną informację, że używanie jej pełnego imienia działało na nią jak nic innego, nie zamierzał z tego rezygnować.
Maddie Lennox
-
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Chciała otworzyć usta, powiedzieć, że to miał być tylko żart - nie udany - ale jednak żart. Zamiast tego kolejny raz zamilkła, a Alex pokazał jej jak bardzo był pełen sprzeczności i tego wszystkiego. Raz potrafił ją odsunąć na dystans, za chwilę jednak chciał aby się do niego zbliżyła. Irytowała się, nie wiedziała czy na niego za to wszystko czy na siebie, że gubiła się jak dziecko we mgle.
- Skoro nie potrafiłeś przez trzy dni nie myśleć o niczym innym niż o mnie to nie wkurzaj się, że sprawdzam czy to cokolwiek znaczy. - odparła spokojnie, nie mogąc wpaść na coś bardziej kreatywnego, nawet jakby chciała to nie znalazłaby żartu czy czegoś innego aby jakoś obronić się przed jego słowami. Znów chwycił ją za kark tym samym blokując jej jakąkolwiek drogę ucieczki, nie mogła nawet odwrócić wzroku, nie pozostało jej nic innego jak patrzeć na jego twarz.
- I to niby ja cytuje mądre przysłowia, a tutaj proszę... Mam konkurencje. - rzuciła wywracając oczami. Znów miał cholerną rację, a ona była zbyt dumna aby to przyznać. Przerażało ją też to, że Hall czytał z niej jak z otwartej księgi, robiła się przy nim słabsza, wystarczyła jego bliskość, dotyk dłoni czy jego usta na jej skórze. On też sobie doskonale zdawał sprawę z tego jak on działał na nią i wykorzystywał to. Nigdy wcześniej na to nie pozwalała, nie umiała odpowiedzieć skąd u niej taka zmiana i słabość.
Nie umiała zapanować nad głośnym westchnieniem, które wyrwało się z jej gardła w momencie kiedy jego usta zaczęły wędrówkę od jej ucha, przez policzek i do kącika ust. Była tak bardzo uległa, wyłączała myślenie i skupiała się tylko na tych przyjemnościach, na tych krótkich momentach. I to był jej pierwszy i największy błąd chociaż sama jeszcze tego nie rozumiała.
- Hmmmm... - wymruczała cicho spod przymkniętych delikatnie powiek, na szczęście na odpowiedź nie musiała długo czekać, a i jej treść sprawiła, że blondynka delikatnie się uśmiechnęła. Otworzyła leniwe oczy spoglądając w jego oczy z małymi iskierkami.
- Najwyższa pora nauczyć się przegrywać, słońce. Z resztą, nikt nie mówił jakie są zasady tej gry. - odezwała się tonem niewiniątka wzruszając delikatnie ramionami. W środku niemalże skakała jak dziecko, przyznał się do słabości, przyznał, że jej potrzebuje nie określił jednak w jaki sposób jej potrzebuje. Nie wiedziała czy chodziło tylko i wyłącznie o bliskość czy może to jak on czuje się przy niej, ale na te pytania jeszcze będzie czas.
Widziała to, widziała tą satysfakcję na jego twarzy kiedy jej własne ciało ją zdradzało, nie ważne co by teraz powiedziała albo co pomyślała, jej rozgrzana skóra, zaróżowione policzki czy przyśpieszone tętno pod opuszkami jego palców... To wszystko ją odsłaniało i nawet jakby chciała nie umiała udawać.
Lennox nigdy nie spojrzałaby na Alexa z politowaniem, nawet do głowy jej to nie wpadło. Po prostu...martwiła się, tak.
Prychnęła głośno w odpowiedzi na jego słowa, przeczył sam sobie.
- Okej, może nie uważasz mnie za głupią, ale taką chcesz ze mnie zrobić. - czuła, że powoli zaczynała się gotować w środku, nie lubiła jak ktoś robił z niej jakąś wariatkę, nie lubiła też kiedy ktoś poważne problemy sprowadzał do takich typu: zgubiłem portfel, a Lex właśnie to robił. Nie powinien też decydować za nią czy coś jest dla niej czy nie, nie dbała w tym wszystkim o siebie.
Kiedy wyciągnął ręce spod jej koszulki blondynka poczuła jakiś dziwny chłód, taki, który wywołał ciarki na jej karku.
- Powtórz to jeszcze raz, ale z jeszcze większym przekonaniem bo jakoś nie wierzę Ci w to co próbujesz mi wcisnąć. Nie robię z Ciebie ofiary losu, nawet o tym nie pomyślałam. - naprawdę się starała mówić spokojnie, ale miała wrażenie, że każde słowo które wypowiadała drżało i to nie z przyjemności tylko ze zdenerwowania. Krew w jej żyłach buzowała nie przez jego ciepłe ręce, a przez ciśnienie.
- Możesz na chwilę schować to wielkie ego do kieszeni? Po prostu się martwię, okej. - westchnęła patrząc mu prosto w oczy, przyznała się, ale wiedziała, że w tej sytuacji chyba mało go to będzie obchodzić. Faceci tacy byli, kiedy kobieta zaczynała się martwić to tym włączał się jakiś tryb alfa i udawali, że są niezniszczalni, a każda próba pomocy to obraza majestatu. Sama kiedyś była podobna, uważała, że nikogo nie potrzebuje, że radzi sobie sama, a tutaj proszę, w ostatniej chwili ktoś ściągnął ją znad przepaści.
Odsunął jej dłonie ze swojego ciała, poczuła ukłucie gdzieś w klatce piersiowej, niby nic nie znaczący gest, a ona odebrała to jako pewnego oczami odtrącenie. Domyślała się, że temat jest może dla niego trudny, ale właśnie po to ktoś mądry wymyślił coś takiego jak rozmowy. Wcześniej czy później musiało dojść do takiej, a że wszystkie okoliczności złączyły się w jedno...
Wiedziała co robił, ta ręka na jej ramieniu, gładzenie go, to wszystko miało sprawić aby przestała wiercić mu dziurę w brzuchu, tak samo jak to przyciągnięcie jej bliżej siebie. Tymi gestami zamiast ją uspokoić to podkręcał ją jeszcze bardziej i to w złym znaczeniu tego słowa. Może i w sylwestra się dała bo była pijana i bardziej uległa, ale nie teraz kiedy myślała trzeźwo. Wykorzystywał to wszystko... Czuła się jak oblana benzyną, a on stał z zapaloną zapałką zbyt blisko niej.
- Tak, dokładnie, chcę rozmawiać. Bo kiedy zaczyna robić się niewygodnie dla Ciebie to robisz wszystko abym tylko zatraciła się w przyjemnej chwili, a Ty wtedy nie musisz odpowiadać. - po tonie jej głosu łatwo było wywnioskować, że cały żar jaki w sobie miała zniknął na rzecz wściekłości, która tylko czeka na moment kulminacyjnego wybuchu.
- Jeśli nie chcesz abym pytała to bądź ze mną szczery i nie rób ze mnie laski, która ma nie myśleć i tylko ładnie reagować na Twoje ręce, nie jestem jak te wszystkie co znasz. - dodała i swoją ręką złapała za jego nadgarstek, dość mocno i pociągnęła go w taki sposób aby swoją dłoń wyplątał z jej włosów.
- Wiesz co jest w Tobie najbardziej wkurwiające? Że dajesz mi wybór, a jednocześnie robisz wszystko abym wybrała dokładnie to czego Ty chcesz. - nie robiły na niej wrażenie pocałunki, które składał na jej twarzy, cała magia zniknęła, a teraz wiedziała, że robił to aby zakończyć temat, aby odwrócić jej uwagę.
I w końcu rzucił tą jedną zapałkę podpalając ją całą, Maddie płonęła jak pochodnia, ale ze wściekłości. Słysząc słowa o tym, że ma nie myśleć...ja pierdole za kogo on się ma. Nabrała powietrze w płuca nie skupiając się na jego ustach, które były tak blisko niej. Odsunęła się od niego i zsunęła się z jego kolan, nie odsunęła się jednak daleko, dalej była blisko, dosłownie na wyciągnięcie ręki. Zrobił to bo nie chciała aby jego dotyk miał na nią wpływ. Nie teraz, nie w tej chwili.
- I co? Tak to teraz będzie wyglądać? Za każdym razem, przy każdej trudnej rozmowie? Rzucisz tekst abym nie myślała i myślisz, że posłucham? - uniosła brew patrząc na niego z góry, może i stała nad nim jak jakiś kat, ale miała to gdzieś. Nadepnął jej na odcisk. Nie lubiła kiedy ktoś ją tak traktował.
- I nie waż się używać mojego pełnego imienia w czasie kłótni aby mnie zmiękczyć, bo to cios poniżej pasa, a bokserzy chyba mają jakieś zasady, nie? - nie żałowała ani jednego słowa wypowiedzianego w jego kierunku. Nie pozwoliła sobie na takie traktowanie, nawet jeśli wcześniejsze dziewczyny nie miały nic przeciwko Maddie nie była jak one. Nie wystarczyły jej czułe słowka, dotyk i pocałunki. Była uparta i teraz Lex zobaczy jak bardzo.
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Zasady są dla tych, którzy boją się improwizacji - wychrypiał i zacisnął dłonie na jej biodrach, przyciągając ją do siebie, jakby fizycznie chciał odzyskać tę dominację, którą odebrała mu słowami. - Jeśli ja mam uczyć się przegrywać, to ty musisz nauczyć się, co robię z ludźmi, którzy zmuszają mnie do kapitulacji.
Czuł pod palcami jej galopujące tętno i widział rumieńce na jej policzkach. To był dla niego ostateczny dowód, że nie odebrała mu resztek władzy, bo ciało Mads mówiło "tak", nawet jeśli rozum zaczynał stawiać opór. Tak naprawdę dopóki Maddie reagowała na jego dotyk, czuł się bezpiecznie na swoim terytorium.
- Lennox... Serio? Gdybym uważał cię za głupią, nie marnowałbym na ciebie tyle czasu, zrozum to w końcu - rzekł dość miękko. Dalej na nim siedziała, a jej uda dalej oplatały jego biodra. Jedynie atmosferę chuj strzelił. Patrzył na nią z dołu, czując się uwięziony między własną potrzebą dominacji a faktem, że Maddie Lennox właśnie przestała grać w jego grę. Powoli wyczuwał, że Maddie zaczynała gotować się od środka. Przegiął? Przekroczył jej granicę? Powtórz to jeszcze raz, ale z jeszcze większym przekonaniem, bo jakoś nie wierzę Ci w to, co próbujesz mi wcisnąć. Nie robię z Ciebie ofiary losu, nawet o tym nie pomyślałam. Nie wierzyła mu. Maddie Lennox właśnie wymykała się z jego rąk. Zacisnął zęby, walcząc z impulsem, by znów ją dotknąć i by fizycznością zagłuszyć tę logiczną i bolesną argumentację. Fakt, że drżała ze zdenerwowania, a nie z pożądania, sprawiał, że czuł się jak chuj. Możesz na chwilę schować to wielkie ego do kieszeni? Po prostu się martwię, okej. Nie wiedział, co powinien jej odpowiedzieć. Westchnął ciężko. Czuł pustkę w głowie. Spuścił wzrok. - Nienawidzę litości, Mads - uciął krótko, nie patrząc jej w oczy, bo wiedział, że gdyby tylko w nie spojrzał, pękłby. Wiedział, że jeśli teraz podniósłby wzrok, gdyby choć na moment napotkał to brązowe, przeszywające spojrzenie, to całe udawanie twardziela poszłoby się jebać. A w tej chwili nie bardzo mógł sobie na to pozwolić. - Twoje martwienie sprawia, że czuję się jak problem - dodał jeszcze. - Moje ego to nie jest coś, co mogę zdjąć jak brudną koszulkę tylko dlatego, że masz na to ochotę - kontynuował. A potem stracił cierpliwość. A może stracił ją dopiero w momencie, gdy złapała go za nadgarstek i wyplątała jego palce ze swoich włosów, a on nie stawiał oporu? A może w momencie, w którym powiedziała, że kiedy zaczyna robić się niewygodnie dla niego to robił wszystko, żeby zatraciła się w przyjemnej chwili? Nie wiedział. Zaczynał czuć gniew pod skórą. Nie mógł już tego znieść, jak punkt po punkcie wypominała mu... to wszystko, co się między nimi teraz działo.
- Więc o to ci chodzi? Że próbuję cię zatracić w przyjemności, żebyś przestała myśleć? - wyrzucił z siebie. - A co, jeśli to jedyny sposób, jaki znam, żebyś na chwilę przestała mnie analizować? Myślisz, że to dla mnie takie łatwe siedzieć tu i słuchać, jak nazywasz mnie manipulatorem, bo nie potrafię ubrać w słowa tego, co dzieje się w mojej głowie?
Gdy zsunęła się z jego kolan, nie mógł powstrzymać się od wywrócenia oczami. To była zwykła reakcja obronna - dalej próbował zbagatelizować sytuację, która już dawno wymknęła się z jego rąk. Postanowił wykorzystać ten moment i sam poderwał się z kanapy, stając przodem do niej. Nie chciał dłużej siedzieć na dupie i czuć się jak na przesłuchaniu.
- Wkurwia cię, że robię wszystko, byś wybrała to, co ja chcę? - powtórzył jej słowa, a w jego głosie pobrzmiewała niebezpieczna nuta. - A może po prostu wkurza cię to, że ta bliskość fizyczna to jedyny język, w którym nie muszę kłamać? Że kiedy cię dotykam, to nie muszę układać w głowie tych wszystkich mądrych zdań, których ode mnie wymagasz? - dokończył i odwrócił wzrok, po czym zrobił trzy kroki w stronę tego jebanego panoramicznego okna, przez które widział rozgwieżdżone niebo Toronto. Obiema dłońmi przejechał powoli po swoich włosach. Czuł, że powinien wyjść. Powinien po prostu chwycić kurtkę, trzasnąć drzwiami i zniknąć, zanim powie o jedno słowo za dużo, którego nie dałoby się już cofnąć, ale... kurwa, nie chciał jej zostawiać. Warknął przeciągle pod nosem, dźwiękiem pełnym frustracji, który stłumił w zaciśniętym gardle. Gwałtownie odwrócił się na pięcie i utkwił wzrok w blondynce. - Proszę bardzo, Madison. Oto szczerość - rzucił pod nosem. Czuł narastający w nim konflikt wewnętrzny. Z jednej strony miał ochotę wykrzyczeć jej w twarz wszystko, co w nim gniło, a z drugiej... pragnął rzucić się na nią, przycisnąć do ściany i uciszyć jej usta swoimi w najbardziej pierwotny sposób. Tylko po to, by przestała mówić te wszystkie trafne, bolące rzeczy. - Pytasz, czy tak to będzie wyglądać? - dodał znowu. - Może i tak. Bo wolę, żebyś była na mnie wściekła, niż żebyś zaczęła czuć do mnie to swoje pieprzone współczucie - znów na nią spojrzał. Stała przy tej kanapie i była tak cholernie seksowna, tak cholernie... rozpraszająca... Podszedł do niej. Górował nad nią, a gęsta cisza między nimi aż wibrowała od niewyładowanej agresji i pożądania. Patrzył na nią z góry, zaciskając szczękę tak mocno, że czuł ból w skroniach. To, jak stała - pewna siebie, wściekła i nieustępliwa - sprawiało, że tracił resztki samokontroli. - Wkurza cię moje „Madison”? - wyrzucił z siebie przekornie. - Używam twojego pełnego imienia, bo lubię patrzeć, jak przez ułamek sekundy tracisz tę swoją pieprzoną pewność siebie.
Zrobił jeszcze jeden krok, zmuszając ją do odchylenia głowy do tyłu, by mogła utrzymać z nim kontakt wzrokowy.
- Chcesz zasad? Chcesz, żebym grał czysto? - uśmiechnął się krzywo, a jego wzrok na moment spoczął na jej ustach, zanim wrócił do jej oczu. - W boksie nie ma zasad, gdy walczysz o przetrwanie. A właśnie tak się z tobą teraz czuję. Więc tak, będę cię zagłuszać dotykiem, Madison. Tak, będę sterować tą rozmową tak, jak mi się podoba. I tak, wolę, żebyś mnie uderzyła, niż żebyś się nade mną litowała - kontynuował. Był już tak blisko niej, że znów czuł na swojej nagiej klatce piersiowej jej szybki oddech. Pochylił się nieco, by zrównać ich twarze, nie spuszczając wzroku z jej oczu. - Wolę, kiedy wyrywasz moją dłoń ze swoich włosów i patrzysz na mnie tak, jakbyś chciała mnie rozszarpać - jego oddech znów stał się cięższy i głębszy. Miał ochotę ją pocałować, brutalnie i bez pytania, tylko po to, by udowodnić sobie, że wciąż miał nad nią tę jedną, fizyczną przewagę, ale nie zrobił tego. Zamiast tego patrzył jej prosto w oczy z twardym uporem. - Bo to jest prawdziwe, Mads. Ta wściekłość... ona jest dla mnie jasna. I ją rozumiem. Chciałaś szczerości, to ją masz.
Czekał na jej ruch i na jakikolwiek cios - słowny lub fizyczny - bo w świecie, który znał, tylko ból był gwarancją autentyczności. Jednak patrząc w jej rozgniewane oczy, czuł chorą satysfakcję - bo w końcu, po raz pierwszy od bardzo dawna, nie musiał niczego udawać.
Maddie Lennox
-
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Nigdy nie chciała być dla niego wrogiem czy przeciwnikiem, raczej zależało jej na tym aby być jego partnerką w zbrodni, kimś kto będzie obok zawsze, on miał być Clydem, a Mads jego słodką Bonnie.
Jego pytanie totalnie wybiło ją z rytmu, przez kilka sekund wstrzymała oddech.
- Nie wiem. - rzuciła, a jej głos pierwszy raz zabrzmiał tak bardzo niepewnie. Inaczej...na początku myślała, że przyszedł tutaj w jednym celu: dokończyć to co przerwali w barze. Bo nie ma co się oszukiwać, to zbliżenie wisiało w powietrzu, kiedy patrzyli na siebie albo kiedy ich dłonie się spotykały, iskry leciały i nic nie mogło tego zatrzymać. Nawet przez sekundę w jej głowie nie pojawiła się myśl, że przyszedł tutaj dla niej aby tylko ją zobaczyć bo najzwyczajniej w świecie brakowało mu jej widoki. Nawet kiedy powiedział jej to prosto z mostu to uznała, że jest to jego kolejna jakaś zagrywka. No sorry, ale Maddie znała Alexa z innej strony, nie takiej uczuciowej. Patrząc jednak na to dokąd zmierza to rozmowa coraz bardziej przypuszczała, że jedyne uczucia jakie chłopak zna to tylko te najgorsze i nieprzyjemne.
- Grozisz mi? Czy mam to traktować jako ostrzeżenie? - zapytała unosząc brew w górę. Jeśli chciał aby odpuściła to wybrał naprawdę zły kierunek, bo ona nie odpuszczała, a jak ktoś ją ostrzegał to i tak robiła swoje dalej. Była uparta i nie bała się konsekwencji swoich czynów czy słów, w przeciwieństwie do Alexa umiała sobie z tym poradzić - fak faktem na fatalny sposób, ale jakiś miała, tak.
Jego kolejne słowa wcale jej nie uspokoiły, wręcz przeciwnie, totalnie nie rozumiał o co jej chodziło. Dla niego to nie było nic takiego, dla niej to była wielka sprawa, dobrze, że jeszcze nie dodał typowego męskiego tekstu wy baby zawsze wszystko wyolbrzymianie bo wtedy faktycznie miałby zaszczyt obejrzeć jej taras, ale tylko przez chwilę bo wypchała by go za tą cholerną barierkę bez mrugnięcia okiem.
- Przepraszam bardzo, ale kiedy mówię to w swojej głowie słyszysz tylko brzęczenie? ROBISZ ZE MNIE GŁUPIĄ, Hall. Czyżby podczas tej bójki ktoś ostro przywalił Ci w głowę? - irytacja w jej głosie nie znikała, wściekłość rosła z każdą kolejną sekundą, a ona coraz bardziej nie umiała sobie z tym radzić. Nawet te jego westchnięcie sprawiało, że gotowała się jak czajnik zostawiony na gazie samemu sobie.
Widziała jego reakcję i domyślała się, że jej odpowiedź wcale go nie zadowoliła, zacisnął zęby z irytacji, że nie kupiła jego głupiej bajki. I jak ona miała się nie wkurzać? Najpierw mówi, że nie uważa jej za głupią, a tutaj wciska jej jakieś kłamstwa licząc, że ona to łyknie jak młody pelikan. Urodziła się w nocy, ale nie dzisiejszej i nie tak łatwo było ją oszukać, to ona tutaj miała Oskara za kłamstwa.
Zacisnęła swoje drobne dłonie w pięści, paznokcie wbijała we wewnętrzną stronę swojej dłoni licząc na to, że ból jakoś pomoże jej z tym gniewem. Nigdy w życiu nie czuła takiego wkurwienia, bo to już ten poziom.
- Nie lituję się nad Tobą. - rzekła poważnie, nie chciała tego robić przecież nie była typem takiej osoby. Najzwyczajniej w świecie się martwiła, jeśli on nie odróżniał litości od troski to naprawdę mają problem, który wypadałoby rozwiązać już na samym początku. Bo inaczej...kiepsko to wszystko widzę. Tym razem to z jej ust wyszło ciężkie, ale to naprawdę ciężkie westchnienie. Głowa zaczynała ją boleć od ciśnienia.
- Ja nie zamierzam przestać się martwić dlatego, że Ty nie umiesz sobie z tym poradzić. A co do bycia problemem, przecież sam chciałeś być nim dla mnie i teraz to też zaczyna Ci przeszkadzać. - naprawdę gubiła się w tym wszystkim, jeszcze w nowy rok opisywał jej jakie to ma szczęście, że on jest jej problemem, że ten problem naprawdę polubi i będzie chciała więcej. Teraz nagle zmienia zdanie, boże może on w poprzednim życiu był babą, która nie umie się zdecydować? Pewnie tak. Eh.. czemu życie nie jest łatwe? A wiem, dlatego aby nudno nie było.
- Jak mam przestać analizować wszystko kiedy co chwilę zmieniasz zdanie? Raz chcesz abym była blisko, a kiedy już jestem i zaczyna się robić niebezpiecznie odrzucasz mnie. Jak to nie umiesz ubrać w słowa? Jeszcze kilka minut temu umiałeś powiedzieć jak to bardzo mnie pragniesz i.... - nagle zamilkła, poczuła ukłucie w okolicy serca, jakby ktoś wbił jej tam jakąś igłę. Przez kilka sekund patrzyła gdzieś w przestrzeń, jakby szukała czegoś co właśnie zgubiła. Dopiero po chwili przeniosła na niego swoje spojrzenie.
- Łatwiej jest Ci powiedzieć jak bardzo Cię kręcę niż podzielić się ze mną jedną ze swoich skomplikowanych myśli. - nie było to pytanie, było to raczej stwierdzenie oczywistego faktu. Pokręciła głową z niedowierzaniem na swoje własne słowa, który pełne były prawdy. Nienawidziła mieć racji, w sensie lubiła, ale nie w takich sytuacjach.
Nie cofnęła się nawet o krok kiedy podniósł się z kanapy i stanął tuż na przeciwko niej, nie miała zamiaru uciekać. Chciała mu dać dobry przykład.
- Tak, strasznie mnie to wkurwia! Jedyne czego od Ciebie oczekuje to tylko albo aż szczerość, w dupie mam mądre zdania. Relacja nie polega tylko na bliskości, to też rozmowa, której wyobraź sobie czasem też oczekuje. - starała się być spokojna, naprawdę. Kiedy odwrócił się do niej plecami czuła się całkowicie zlekceważona, ale dalej nie drgnęła chociaż miała ochotę złapać go za ramię, wbić w nie swoje idealnie spiłowane paznokcie i zmusić aby na nią spojrzał. Słyszała warknięcie, które nie zwiastowało niczego dobrego. Minęła sekunda, druga i kilka kolejnych aż w końcu się odwrócił.
No w końcu!
- A nie pomyślałeś o tym, że MARTWIĘ SIĘ dlatego, że w jakiś pokręcony sposób mi na Tobie zależy? - zapytała rezygnując już z tłumaczenia tego, że wcale nie patrzyła na niego ze współczuciem czy litością, w tym temacie miała wrażenie, że gada jak do ściany i szkoda jej już śliny na pokazanie o co jej chodzi.
Nieświadomie wstrzymała oddech kiedy się zbliżył, swoimi oczami zatrzymała się na jego szczęce, którą zaciskał, doskonale widziała jak ta część jego twarzy się napina, aż poczuła jak bolą ją jej własne zęby. Czuła ciarki przechodzące po ciele, nie odpowiedziała na te słowa, bo bała się, że głos będzie jej drżał ze zdenerwowania. Znów zacisnęła dłonie w pięści kiedy znów się zbliżył, w dalszym ciągu się nie odsunęła. Odchyliła głowę delikatnie do tyłu aby spojrzeć na jego twarz, na której dostrzegała złość.
Poczuła jakby właśnie dostała od niego w twarz. Naprawdę tak się czuł? Walczył o przetrwanie? Robiło jej się słabo, głowa bolała coraz mocniej, a krew zbyt szybko buzowała w jej żyłach. Zacisnęła dłonie w pięści jeszcze mocniej. Musiała przełknąć ślinę bo czuła wielki kamień, który stał jej w gardle, a jego bliskość wcale jej nie pomagała.
- I myślisz, że ja się na to wszystko zgodzę? Powinnam wywalić Cię za drzwi skoro przebywanie ze mną jest jak walka o przetrwanie. - warknęła czując jak zagotowana krew dopływa jej do twarzy, dałaby sobie rękę uciąć, że jej policzki robią się prawie fioletowe ze wściekłości. Z każdym innym facetem tak właśnie by postąpiła, chwyciła za ucho, dała kopa w dupę i pokazała gdzie są drzwi, ale nie umiała tak postąpić z Alexem. Bo wiedziała, że tym czynem ułatwiłaby mu tylko ucieczkę. Jeśli już miał wyjść to z własnej woli nie z jej pomocą.
- Ale nie mam zamiaru Ci tego wszystkiego ułatwiać, tak samo jak nie mam zamiaru Cię uderzyć chociaż mam na to wielką ochotę i zasługujesz na to. - wycedziła przez zaciśnięte zęby, spoglądając w jego oczy. Był tak blisko, czuła jak gorąc bije od jego nagiej klatki piersiowej, którą znów miała ochotę dotknąć. Jednak to wszystko nie miało już znaczenia, liczyły się tylko jego słowa, którymi nieświadomie, a może i świadomie ją ranił.
- Bo to jest prawdziwe... - powtórzyła jego słowa i zatrzymała się aby nabrać w płuca powietrza, tego, które pachniało jego rozgrzaną skórą, perfumami i dymem papierosowym. Następnie wypuściła je z cichym świstem i uniosła podbródek wyżej chcąc mu pokazać, że dalej jest pewna siebie chociaż jej pięści drżały niesamowicie.
- Czyli co, tęsknota, którą czułeś przez ostatnie trzy dni, to co mówiłeś tamtej nocy na dachu i w klubie to wszystko było kłamstwem? - uniosła brew w górę patrząc na jego twarz, wściekłość zmalała, czuła jak opuszcza jej ciało na rzecz czegoś innego...dziwnego bólu w okolicy serca, tego samego co przed kilkoma minutami. Jej twarz pozostała jednak poważna, w końcu przypomniała sobie dlaczego nikogo do siebie nie dopuszczała. Właśnie przez takie sytuacje. Znów za bardzo się odsłoniła, a ktoś to wykorzystał przeciwko niej.
- Rozumiesz tylko wściekłość, okej niech tak będzie. Jestem wściekła, jestem wkurwiona dlatego, że pozwoliłam Ci się dotknąć. Że pozwoliłam Ci się do mnie zbliżyć, że odsłoniłam się przed Tobą i pokazałam swoją słabość. - wyliczała sycząc jak jakaś podła żmija, tym razem to ona zrobiła krok w jego stronę i swoją klatką piersiową zetknęła się z tą jego.
- Jesteś najgorszym problemem w moim życiu, którego za cholerę nie mogę się pozbyć. - była poważna, śmiertelnie poważna, patrzyła mu w oczy bez żadnych emocji. Skoro rozumiał tylko złe emocje, złość i stwierdził, że przebywanie z nią to walka o przetrwanie to da mu dokładnie to czego chciał.
- Gdybym tamtej nocy na dachu wiedziała co przyniesie mi ten problem... - zatrzymała się czując jak jej własne wnętrzności drżą, znów przełknęła silne, wyglądała trochę tak jakby walczyła ze sobą czy powiedzieć to co miała na myśli.
- Bez zastanowienia skoczyła bym z niego. - wyznała i w tej samej sekundzie poczuła ból w brzuchu, jakby otrzymała cios, tak silny, że o mało co nie zwalił jej z nóg. Dobrze, że umiała utrzymać równowagę.
Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jego słowa mogą go zranić - ją raniły cholernie, ale nie żałowała tego co powiedziała, no może trochę żałować będzie, ale nie w tym momencie. Teraz skupiała się na tym aby Alexander Hall poczuł jej ciosy, nie w fizycznej formie, a raczej słownej. Liczyła na to, że chociaż jedno z tych zdań albo słów go zranią. Stała przed nim, mógł poczuć na swojej klatce piersiowej jej własne serce, które biło zdecydowanie zbyt szybko, ale nie z podniecenia czy przyjemności, biło tak szybko ze wściekłości i beznadziejności.
Tym razem to ona czekała, na to co powie albo zrobi, patrzyła w jego oczy starając się uspokoić własny oddech i gonitwę myśli. Czuła jak jej ciało się spięło jak struna, on również mógł to poczuć, tak jakby wszystkie mięśnie czekały na cios, ten fizyczny.
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie wiesz? Skoro nie wiesz, to czemu jeszcze mnie stąd nie wypieprzyłaś? - odparł. Wkurwiało go, że próbowała go wpisać w jakikolwiek schemat. Pewnie myślała, że przyszedł tutaj, bo szukał seksu i adrenaliny - no cóż, miała rację, tego właśnie szukał - ale sam przed sobą nie chciał przyznać, że przyszedł tu też dlatego, że tylko ona potrafiła uciszyć ten ciągły szum w jego głowie. Jednak nie dziwił się jej, sam zapracował sobie na taką opinię. Przez chwilę czuł się jak pierdolony bohater powieści - chciał ją mieć, a nie mógł jej mieć. Dlaczego? Po pierwsze, nie wierzyła mu. Po drugie, nie powinien. Po trzecie, chyba nie potrafił już dłużej jej przekonywać. Ta cała szarpanina i to ciągłe udowadnianie, że jest lepszy, niż ona myślała - albo gorszy, niż sam przypuszczał - po prostu go wykańczało. Jej krzyk przeciął duszne powietrze mieszkania, a on zamiast się cofnąć, poczuł dziwną, masochistyczną ulgę. Przynajmniej teraz była prawdziwa. Przynajmniej teraz nie bawiła się w psychologa, tylko była tą samą zadziorną dziewczyną zza baru, która nie dawała sobie w kaszę dmuchać. Jednak dopiero teraz zaczął się zastanawiać, czy właśnie tego chciał.
- Brzęczenie? Nie, Mads. Słyszę każde twoje słowo, tylko że ty nie rozumiesz, że ja nie robię z ciebie głupiej. Ja po prostu nie daję ci tego, co chcesz usłyszeć! - odparował, podnosząc głos, by przebić się przez jej irytację. - I tak, jest to ostrzeżenie, licz się z tym, że zostaniesz tu ze mną do samego końca, bez względu na to, jak brudny on będzie.
Znów zacisnął szczękę, a w jego spojrzeniu błysnęła duma, która zawsze pchała go w stronę kłopotów. Widział jej zaciśnięte pięści - wyglądało na to, że mogło być intensywnie albo wcale. Oboje przekroczyli granicę i wyglądało na to, że nie było już powrotu do uprzejmych pogaduszek przy barze.
- Masz rację, chciałem być twoim problemem. Chciałem, żebyś o mnie myślała i chciała więcej, ale miałaś się trzymać z daleka od moich problemów - uciął, a w jego głosie pojawił się chłód. - To są dwie różne rzeczy, Lennox. Czym innym jest to, co dzieje się między nami, a czym innym ten syf, w który próbujesz teraz wsadzić ręce - wskazał dłonią na przestrzeń między nimi, jakby chciał podkreślić napięcie, które niemal iskrzyło w powietrzu. Pokręcił głową, a w jego oczach pojawił się ten niebezpieczny błysk, który zwiastował, że zaraz rozszarpie jej logikę na strzępy. - Widzisz, co robisz? To jest właśnie twój największy problem, Maddie - zaczął, starając się ze wszystkich sił, aby stłumić wściekłość. - Ja mówię ci prosto w twarz, że cię pragnę. Tłumaczę ci czarno na białym, jak jest, a ty i tak wiesz lepiej. Musisz dorobić do tego własną teorię, dopisać sobie trzecią wersję wydarzeń i wmówić nam obojgu, że to jakaś skomplikowana gra psychologiczna.
A nie pomyślałeś o tym, że MARTWIĘ SIĘ dlatego, że w jakiś pokręcony sposób mi na Tobie zależy?
Po słowie zależy w pomieszczeniu zapadła cisza, która była niemal fizycznie bolesna. Zamiast jednak zmięknąć, Alex zareagował tak, jak każde ranne zwierzę zapędzone w róg - zaatakował jeszcze mocniej. Kompletnie nie wiedział, jak przyjąć to wyznanie w środku kłótni.
- Skoro tak bardzo ci zależy, to dlaczego robisz wszystko, żeby mnie jeszcze bardziej wkurwić? - warknął, budując wokół siebie mur. Powinnam wywalić Cię za drzwi skoro przebywanie ze mną jest jak walka o przetrwanie. Rzucił jej wyzwanie samym spojrzeniem. - To na co jeszcze czekasz? - wychrypiał. - Wywal mnie.
Zacisnął dłonie, lustrując ją wzrokiem. Patrzył na jej pełne wściekłości oczy, na zaciśnięte, pełne usta i na zmarszczone brwi. Znów poczuł, jak adrenalina zaczęła mieszać się z pożądaniem i odbierać mu resztki rozsądku, które mu pozostały. Nie miał zamiaru wychodzić - chciał, żeby go wywaliła i pokazała mu, gdzie było jego miejsce.
- Nie ułatwiasz mi niczego, fakt. Utrudniasz wszystko tak, że przestaję rozpoznawać samego siebie - wychrypiał, pochylając się nad nią tak nisko, że ich usta dzieliły milimetry. Jej uparta pewność siebie, mimo drżących dłoni, była dla niego czymś kompletnie niezrozumiałym, a jednocześnie hipnotyzującym. Prawda była taka, że gdyby Maddie nie była Maddie, już dawno by wyszedł, zapewne po pierwszym pytaniu o te jebane siniaki, od których wszystko się zaczęło. Czyli co, tęsknota, którą czułeś przez ostatnie trzy dni, to co mówiłeś tamtej nocy na dachu i w klubie to wszystko było kłamstwem? Alex poczuł, jak po jej pytaniu cała ta agresywna pewność siebie z niego wyparowała, zostawiając po sobie tylko suchą, nieprzyjemną pustkę. Patrzył na jej uniesiony podbródek i drżące pięści, i po raz pierwszy tego wieczoru poczuł się jak tchórz, którym w głębi duszy był za każdym razem, gdy próbował ją odepchnąć. - Widzisz? O to mi chodziło, gdy mówiłem, że ty zawsze wiesz lepiej. Ja mówię, że cię pragnę, a ty wyciągasz te wszystkie momenty, w których byłem blisko, i używasz ich, żeby pokazać mi, jak bardzo jestem... niespójny. I masz rację. Jestem rozdarty między tym, żeby cię tu zatrzymać, a tym, żeby kazać ci spierdalać dla twojego własnego dobra.
Znów przeczesał dłonią włosy - musiał coś zrobić z tymi rękami, skoro nie mógł dotknąć Maddie, ani nie mógł w coś przywalić. Zrobił krok w tył, jakby nagle jej bliskość zaczęła go fizycznie parzyć, odbierając mu zdolność do racjonalnego myślenia. Wyglądał na bardzo zmęczonego tą dyskusją. Stał nieruchomo, pozwalając jej na ten monolog. Każde słowo, które do niego kierowała, bolało, to fakt. Jestem wściekła, jestem wkurwiona dlatego, że pozwoliłam Ci się dotknąć. Że pozwoliłam Ci się do mnie zbliżyć, że odsłoniłam się przed Tobą i pokazałam swoją słabość. Każde było jak jebany sztylet wbity prosto w jego serce. Jesteś najgorszym problemem w moim życiu, którego za cholerę nie mogę się pozbyć. - Więc tak to ma wyglądać? - wychrypiał. - Chciałaś mnie zranić? Gratulacje, Mads. Trafiłaś idealnie - podsumował. Gdybym tamtej nocy na dachu wiedziała co przyniesie mi ten problem... Bez zastanowienia skoczyła bym z niego. To był cios poniżej pasa. - Mówisz, że skoczyłabyś z tego dachu, żeby mnie nie poznać... na szczęście, jestem tak wielkim egoistą, że i tak nie potrafię żałować ani jednej sekundy spędzonej z tobą - wyznał, a w jego oczach pojawił się błysk autentycznego, nieprzefiltrowanego bólu. Nagle wyciągnął dłonie z kieszeni. Przez ułamek sekundy wyglądało to tak, jakby chciał ją złapać za ramiona i potrząsnąć nią, albo po prostu przyciągnąć do siebie, by uciszyć to szalone bicie jej serca, które czuł na własnej skórze, ale zatrzymał się. Jego palce tylko drgnęły w powietrzu, centymetry od jej ciała, jakby nagle stracił prawo do jakiegokolwiek dotyku. Opuścił ręce wzdłuż ciała, tracąc całą swoją dominującą posturę. Stał tak przez chwilę, wypruty z jakikolwiek emocji, a po chwili po prostu pokręcił głową i machnął ręką. - Idę. Mam dość.
Zaczął się krzątać po salonie, zbierając swoje rzeczy - telefon, który wypadł mu z kieszeni, i zapalniczkę, którą znalazł na kanapie. Wziął do ręki kurtkę, ale dalej nie znalazł swojej koszulki. Nie chciał zostawiać u niej swojej koszulki. - Gdzie ta pierdolona koszulka? - mruknął pod nosem. Zapewne żadne z nich nie zauważyło, że w całym tym zamieszaniu, koszulka wylądowała za kanapą. - W dupie mam tę koszulkę! - warknął po chwili. Chuj, wyjdzie bez koszulki. Skierował swoje kroki do przedpokoju, nawet na nią nie patrząc. Odnalazł swoje buty, oparł się o ścianę i zaczął je sznurować na swoich stopach. Po chwili jednak wyprostował się gwałtownie i w końcu na nią spojrzał. - Tylko nie waż się więcej mówić, że ci zależy, Madison - wychrypiał, z jednym butem zawiązanym na nodze. - Bo kiedy komuś zależy, nie szuka najczulszego miejsca tylko po to, by wbić tam nóż.
Wrócił do sznurowania drugiego buta, ale ręce mu trzęsły z wkurwienia i chuj z tego wyszedł trochę.
Maddie Lennox
-
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Bo chciałam się dowiedzieć. - krótka i rzeczowa odpowiedź, ale bardzo szczera. Chciała poznać jego zamiary, chciała dowiedzieć się co tutaj tak naprawdę robił. Wielu ludzi w jej życiu ją oszukało, wykorzystało i kłamało aby dostać to co chcą, była po prostu przewrażliwiona. Z resztą nie czytała w myślach, nie była jasnowidzem to skąd mogła wiedzieć, że przyszedł tutaj też dlatego, że w jakimś stopniu ona umie uspokoić jego gonitwę myśli? Nie powiedział jej tego! I o to jej chodzi w całym tym beznadziejnym dramacie aby rozmawiali, nie ważne jak, ważne aby skutecznie i bez awantur, ale jak widać tego muszą się chyba nauczyć.
- Chcę usłyszeć tylko prawdę, czy to aż tak wiele? - zapytała, a jego podniesiony ton nie robił na niej wrażenia, nie on pierwszy i nie on ostatni na nią krzyczy. Nie wiedział tylko, że Maddie jak na babę przystało miała dwa języki i jej głos potrafił być zdecydowanie wyższy.
- Jeśli chcesz żebym się Ciebie bała to musisz się postarać, bo na obecny moment nie robi to na mnie żadnego wrażenia i dupie mam Twoje ostrzeżenia. - warknęła patrząc na jego twarz, znów zacisnęła usta w wąską kreskę, była zirytowana jego dumą, którą dojrzała w ciemnych oczach. Byli jak dwa wilki, żadne z nich nie miało zamiaru odpuszczać i może to był ich kolejny problem.
- I Twoim zdaniem jak ma to wszystko wyglądać? Hm? No śmiało, podziel się ze mną swoją zajebistą wizją. Dzisiaj to jest rozcięta warga i siniaki, jutro będzie złamana ręka, a pewnego dnia zadzwonisz do mnie ze szpitala. I mam się nie przejmować? Nie martwić? - uniosła brew w górę obserwując go. - Ja tam nie widzę różnicy, bo cały jak Ty to mówisz syf jest częścią Ciebie, nie chcę tylko dobra, ale całość. Całego Ciebie. - nawet podczas kłótni potrafiła mu powiedzieć czego pragnie, nawet w sytuacji, w której swoimi słowami w jakiś dziwny sposób ją krzywdzi. Taka była prawda, chciała go całego, z całą ta ciemnością i problemami jakie ma, nie ważne jak poważne by były i jak bardzo jej się nie będą podobać. Maddie nie lubiła pół środków, skoro mówią a muszą powiedzieć też i b, tak to działa, przynajmniej powinno, w jej świecie tak działa.
- To są tylko słowa, nawet jakbyś miał mi to napisać na papierze, nic to nie znaczy jeśli za tym wszystkim nie idą czyny. - odparła niemalże natychmiast wzruszając delikatnie ramionami. Owszem, cieszyła się, że otwarcie mówi, że ją pragnie, ale to były tylko słowa. Co z tego, że jej to uświadomił skoro jego czyny mówią zupełnie coś innego? Jak można kogoś chcieć, a jednocześnie go odpychać kiedy znajduje się zbyt blisko. No kurwa, nie można mieć ciastka i zjeść ciastka, nie.
Słyszała jego ton głosu, to warczenie powinno być dla niej ostrzeżeniem, że zaczyna igrać z ogniem, niestety Lennox jak to ona, zamiast się wycofać szła dalej dodatkowo trzymając w dłoni zapaloną zapałkę.
- Nie wiem jak to wygląda w Twoim świecie, Hall, ale w moim kiedy na kimś nam zależy to martwimy się, chcemy pomóc bo Twój problem jest moim problemem. Teraz Cię wkurwiam? Nie znasz mnie, kochanie bo jeśli chciałabym Cię wkurwić to uwierz mi, zrobiłabym to. - tym razem to jej ton brzmiał ostrzegawczo, myślał, że jest jedyną złą postacią w tej chwili? Maddie również potrafiła pokazać pazury, tylko w przeciwieństwie do niego ona nie bała się ich użyć, o czym przekonał się kilka chwil później.
- Nie, nie wywalę Cię. - odparła krótko, nie chciała go wywalać, nie chciała aby wychodził z drugiej strony chciała mu pozostawić wybór, jeśli wyjdzie to z własnej woli, a nie przez nią. Wyjście oznaczało ucieczkę, a ona tak jak wspomniała wcześniej, nie miała zamiaru mu niczego ułatwiać.
Otwierała usta aby odpowiedzieć na kolejny stała, ale zrobił coś czego nie chciała
Ona nie była od ułatwiania, nikt, a szczególnie sama Maddie nie obiecywała mu łatwego życia, a tym bardziej relacji. Chciała mu pokazać, że życie nie jest tylko czarno białe, że relacja między dwojgiem ludzi to coś więcej niż fizyczna bliskość, że to również rozmowa, dzielenie się problemami, uśmiechem i chujowym dniem. Z resztą...co to byłaby za przyjemność gdyby wszystko przychodziło łatwo i bez wysiłku.
- Jak mam ich nie wyciągać skoro raz trzymasz mnie blisko, a potem odrzucasz? Nie jestem pieprzoną zabawką, którą możesz się bawić dopiero kiedy Ci się to podoba, a potem wyrzucić w kąt bo zrobiła coś co Ci nie odpowiada. - była zmęczona całą tą rozmową, która tak naprawdę zmierzała do nikąd, ani on ani ona nie mieli zamiaru odpuszczać, każde z nich widziało to wszystko inaczej, każde z nich miało inne zdanie i za cholerę nie potrafili znaleźć kompromisu. Inaczej...żadne z nich na ten kompromis iść nie chciało. Bo to oznaczało poddanie się tej drugiej osobie.
Odsunął się od niej, robiąc ten krok w tył sprawił, że Mads poczuła jakby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody i momentalnie zgasił ten płomień wściekłości, który w sobie rozpaliła. Stała jednak twardo, z pewnością siebie wymalowaną na twarzy.
Zraniła go, cholernie go zraniła i nie czuła się z tym tak wspaniale jak myślała, że będzie. Chciała mu pokazać, że ona też ma pazury, że umie uderzyć tam gdzie zaboli, że była nie tylko ładną buzią, ale babą z charakterem. Czy przesadziła? Kurwa, oczywiście, że tak. Czy tego żałowała? Na obecny moment nie.
- Nie tylko Ty umiesz ranić słowami i nie zaczynaj walki z kimś bez wcześniejszego oszacowania swojego położenia. - bo może i nie miała rękawic, może nie znała zasad boksu, ale umiała walczyć. Jak zwykle zrobiła to po swojemu: destrukcyjnie. W tym właśnie momencie, tymi właśnie słowami spaliła to coś co między nimi się pojawiło. Jeśli wcześniej próbowała zburzyć mur ciemnowłosego teraz sprawiła, że postawił go na nowo, jeszcze większy i jeszcze grubszy.
I jego następne słowa wystarczyły aby Lennox sama siebie mentalnie uderzyła w twarz. Widząc ból w jego oczach...chciała odwrócić wzrok, nie mogła na to patrzeć, ale zastygła jak posąg. Żałowała, teraz w tej chwili żałowała wszystkiego co powiedziała. Jak zwykle, najpierw mówiła dopiero potem myślała. Przez kilka chwil naprawdę chciała go skrzywdzić, chciała aby poczuł coś innego niż złość, chciała mu pokazać, że ona też umiała. Tylko nie przewidziała konsekwencji własnych słów.
- Będziesz żałował, może nie teraz, ale za jakiś czas na pewno. - wyznała starając się ze wszystkich sił utrzymać swój własny głos w ryzach. Kiedy emocje opadną znienawidzi ją, będzie żałował, że tylko zmarnował na nią czas.
Wstrzymała powietrze kiedy wyciągnął dłonie z kieszeni i je uniósł, nie wiedziała jakie miał zamiary i chyba dowiadywać się nie chciała, odetchnęła dopiero kiedy je opuścił. To nie tak, że bała się, że zrobi jej fizyczną krzywdę...po prostu...taka była reakcja organizmu. Tyle.
Przez pierwsze kilka chwil się nie odzywała, odwróciła się w jego stronę i obserwowała jak krząta się po jej mieszkaniu, jak w pośpiechu szuka swoich rzeczy byleby wyjść jak najszybciej, byle zniknęła mu z oczu. Zrobiła kilka kroków do przodu i oparła się o framugę drzwi prowadzących do korytarza.
Obserwowała go, wodziła wzrokiem po jego spiętych ramionach, drżących ze zdenerwowania dłoniach. Kiedy się wyprostował swoimi oczami odnalazła te jego. Milczała, dłuższą chwilę nawet, cała jej pewność siebie momentalnie uleciała, a w oczach panował tylko smutek wymieszany z poczuciem winy.
- Nie powiem, bo jeśli Tobie by zależało chociaż w najmniejszym stopniu został byś. Tylko po to aby mi pokazać, że to co powiedziałam jest zwyczajną bzdurą, że to co mówię nie jest prawdziwe. - tym razem jej głos był spokojny, nawet bardzo spokojny. Nawet na jej usta wkradł się delikatny, ale smutny uśmiech.
- Idź, nie mam zamiaru Cię zatrzymywać. - wzruszyła delikatnie ramionami brodą wskazując drzwi, które znajdowały się tuż obok ściany o którą się chwilę wcześniej opierał. To była jego decyzja, a ona nie chciała mieć na nią żadnego wpływu.
- To Twoja decyzja. - dodała, kilka chwil patrzyła jeszcze w jego oczy, ale w kolejnej odwróciła głowę. Bo wiedziała, że nie poradzi sobie z widokiem jak wychodzi, nie tylko z tego mieszkania, ale również i z jej życia. A po tym co mu powiedziała nie miała prawa go zatrzymywać. Mleko się rozlało, czasu nie cofnie...będzie musiała z tym żyć, jakoś.
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Też chcę cię całej, Maddie. Myślisz, że nie? - rzucił, a jego głos w końcu stracił tę twardą, defensywną nutę. - Chcę wszystkiego, co masz do zaoferowania, ale jest jedna różnica. Ja chcę twojej całości, bo przy tobie ten cały syf, o który pytasz, po prostu przestaje mieć znaczenie. Jesteś jedyną rzeczą w moim życiu, która nie jest brudna - zatrzymał na niej wzrok, tym razem bez tej całej złości, którą próbował się maskować. - Jeśli pozwolę ci się zbliżyć, wiem, że to spierdolę. Po prostu. A chciałbym mieć chociaż jedno miejsce, do którego mogę wrócić i nie musieć gadać o policji, hajsie albo rozbitych mordach. Chcę mieć ciebie, a nie kolejną osobę, która będzie patrzyła na zegarek, zastanawiając się, czy dzisiaj wrócę w jednym kawałku - westchnął ciężko, czując, że ta szczerość kosztowała go więcej niż niejedna runda na ringu. - Więc tak, chcę cię całą. Ale chcę cię mieć obok tego wszystkiego, a nie w samym środku. I proszę, nie dociekaj. Nie jestem gotowy, żeby ci to wszystko tłumaczyć.
Mówiąc te słowa, był już w przedpokoju, a Maddie... Maddie nie zamierzała być potulną dziewczynką, która grzecznie poczeka w salonie, aż on łaskawie upora się ze swoimi demonami. Pokazała pazury, a on, zamiast się cofnąć, poczuł ten dziwny, chory rodzaj satysfakcji. Przynajmniej w tej kwestii byli do siebie podobni. Żadne z nich nie potrafiło odpuścić. Kiedy oznajmiła, że go nie wywali, ale też nie ułatwi mu ucieczki, Alex poczuł się, jakby zapędziła go w kozi róg. To było gorsze niż awantura - po prostu zmuszała go do konfrontacji. Nie mogła go wywalić, ale on sam też nie potrafił tak po prostu odwrócić się na pięcie i wyjść, bo to oznaczałoby, że faktycznie pęka przed dziewczyną, która jako jedyna miała odwagę spojrzeć mu prosto w oczy i powiedzieć, że ma w dupie jego ostrzeżenia. Zrobił krok w jej stronę, nie po to, by ją zastraszyć, ale by skrócić dystans do momentu, w którym ich oddechy znów zaczęły się mieszać. Patrzył na jej zaciśnięte usta i czuł, jak ta cała złość powoli zmienia się w coś znacznie bardziej męczącego. - Nie uciekam - uciął krótko, a jego głos stał się niebezpiecznie spokojny. - Ale skoro nie chcesz mi niczego ułatwiać, to miej świadomość, że ja też nie zamierzam. Skoro chcesz mnie „całego”, to patrz uważnie, Maddie, bo to, co teraz widzisz, to jest ta lepsza wersja mnie. Ta gorsza sprawiłaby, że sama wyważyłabyś te drzwi, żeby tylko stąd spierdalać.
Zatrzymał wzrok na jej oczach, badając, czy choćby na moment zawaha się po tych słowach. Prawda była taka, że... on sam nie wiedział, ile jeszcze wytrzyma w tej roli faceta, który próbował być dla niej kimś lepszym, niż był w rzeczywistości. Jak mam ich nie wyciągać skoro raz trzymasz mnie blisko, a potem odrzucasz? Nie jestem pieprzoną zabawką, którą możesz się bawić dopiero kiedy Ci się to podoba, a potem wyrzucić w kąt bo zrobiła coś co Ci nie odpowiada. To, co powiedziała, odbiło się od niego jak od ściany. Był już w tym punkcie, w którym słowa przestawały ranić, a zaczynały po prostu męczyć. Miał dosyć tej analizy, tego wyciągania brudów i robienia z niego potwora tylko dlatego, że nie potrafił dopasować się do jej wizji... ich relacji. Schylił się, żeby zawiązać tego jebanego buta, i przez chwilę patrzył tylko na swoje dłonie - te same, które jeszcze niedawno drżały z podniecenia na myśl o niej, a teraz były po prostu sztywne z emocji, których nie chciał już czuć. - Zabawką? - powtórzył beznamiętnie, prostując się i narzucając kurtkę na ramiona. Nawet na nią nie spojrzał. - Gdybyś była dla mnie zabawką, to teraz byśmy się pieprzyli, a ja nie musiałbym wysłuchiwać, jakim to jestem draniem.
Nie tylko Ty umiesz ranić słowami i nie zaczynaj walki z kimś bez wcześniejszego oszacowania swojego położenia. O tak, Alexander przekonał się o tym właśnie nadzwyczaj dobitnie. Dała mu do myślenia tym całym swoim występem. Stał przez chwilę nieruchomo, czując, jak każde jej słowo wbijało mu się pod skórę głębiej niż jakikolwiek cios. Miała rację - nie docenił jej. Myślał, że Maddie to jego bezpieczna przystań, a ona właśnie... podpaliła ten port. Będziesz żałował, może nie teraz, ale za jakiś czas na pewno. Skrzywił się, słysząc te słowa. Znów miała rację. Żałował, że pozwolił jej podejść tak blisko, że dał się sprowokować i że w ogóle zaczął wierzyć, że... mógłby być dla niej właściwym facetem. Nie powiem, bo jeśli Tobie by zależało chociaż w najmniejszym stopniu zostałbyś. Tylko po to aby mi pokazać, że to co powiedziałam jest zwyczajną bzdurą, że to co mówię nie jest prawdziwe. Te słowa zatrzymały go w pół kroku, gdy dłoń już niemal zaciskała się na zimnej klamce. Zabolało. Bardziej niż wszystko inne, co padło wcześniej. To była tania zagrywka, emocjonalny szantaż, na który nie powinien reagować, ale jednocześnie była to jedyna rzecz, która mogła go teraz zmusić do odwrotu. „Gdyby ci zależało”. Ta bzdura pulsowała mu pod skroniami. Chciała dowodu? Chciała, żeby pokazał jej, jak bardzo się myli, myśląc, że jest mu obojętna? Poczuł, jak adrenalina, ta sama, która kazała mu walczyć do ostatniej kropli krwi, znów przejmuje stery. Zamiast nacisnąć klamkę, Alex puścił ją i odwrócił się gwałtownie. Zrobił dwa szybkie kroki w jej stronę, skracając dystans tak gwałtownie, że pewnie ledwo zdążyła nabrać powietrza. Chwycił ją za ramiona i niemal jednym ruchem pchnął w stronę ściany tuż obok drzwi. Nie zrobił tego brutalnie, ale zdecydowanie, więżąc ją między zimnym tynkiem a własnym, rozgrzanym ciałem.
- Myślisz, że to takie proste? Że wystarczy powiedzieć „zostań”, żeby wymazać to wszystko, co właśnie wykrzyczałaś mi w twarz? - wychrypiał prosto w jej usta, a jego wzrok płonął tym samym, niebezpiecznym ogniem, co wcześniej na kanapie.
Nie dał jej odpowiedzieć. Wpił się w jej wargi, uciszając wszelkie argumenty. Ten pocałunek był inny niż poprzednie - był wolny, niewiarygodnie głęboki i pełen napięcia. Smakował krwią z jego rozciętej wargi i goryczą tej całej kłótni, ale jednocześnie był najbardziej szczerym wyznaniem, na jakie mógł się w tej chwili zdobyć. Przyciskał ją do ściany, jakby chciał wtopić ją w siebie, jakby to był jedyny sposób, żeby nie pozwolić jej odejść, mimo że przed chwilą sam chciał uciec. Kiedy w końcu się odsunął, nie puścił jej od razu. Został milimetry od jej twarzy, opierając czoło o jej czoło. Jego oddech był urywany, a serce waliło o żebra jak oszalałe.
- Dokończymy to - szepnął, a jego głos był teraz niski i zachrypnięty, pozbawiony wcześniejszego chłodu. - Ale nie teraz. Nie w takim stanie, bo oboje powiemy o jedno słowo za dużo i naprawdę nie będzie czego zbierać - przesunął kciukiem po jej dolnej wardze. - Obiecuję ci to, Lennox. Wrócę tu i opowiem ci wszystko, czego tak bardzo pragniesz, ale daj mi, kurwa, ochłonąć.
Spojrzał jej w oczy ostatni raz - nie jak wróg, ale jak facet, który właśnie przyznał się do porażki przed samym sobą. Puścił ją, otworzył drzwi i wyszedł, nie oglądając się za siebie, bo nie chciał tego utrudniać jeszcze bardziej. No i miał nadzieję, że na kolejnym spotkaniu będzie skłonna oddać mu jego koszulkę. No chyba że będzie chciała spać z nią pod poduszką.
zt
Maddie Lennox