Wywrócił tylko tymi ciemnymi ślepiami, bo chyba wiedziała o jakich rzeczach rozmawiała z Karen, a przynajmniej według niego, no to powinna wiedzieć. Nie musiał jej chyba tego tłumaczyć.
Za to ona zaraz tłumaczyła mu to,
co mu tak coraz lepiej wychodzi. I on też patrzył teraz jej prosto w oczy spod na wpół przymrużonych powiek. Bo to przecież ona chciała
zostawić jego, zerwać z nim. A jemu zarzucała
zostawianie jej, już miał jej znowu ryknąć, że co to za hipokryzja, ale słuchał jej dalej. W sumie teraz też miał ochotę wyjść, żeby jednak więcej już jej nie słuchać. Ale znowu mu potem zarzuci, że on wychodzi, kiedy robi się niewygodnie.
Zdecydowanie niewygodnie to mu było na tym fotelu, bo on się tak kręcił jak jakiś chory, na jedną i na drugą stronę, aż w końcu jej to powiedział. Zapytał o to, co go tak gryzło pod skórą,
czy z nim zerwie.
Czy spodziewał się takiej reakcji? Może trochę, może na taką czekał? Żeby mu zaprzeczyła i powiedziała właśnie to, że
co on pierdoli. Zmarszczył brwi, a te ciemne oczy utkwił w jej, pięknych, brązowych, w których widział to jej zdziwienie, a może niedowierzanie? Więc zaraz postanowił jej to wyjaśnić, że Karen mu tak powiedziała. I to może nawet nie tak, że on uwierzył Karen, bo przecież... znał Pilar. Tylko, że no po co jakaś randomowa Karen miałaby go okłamywać? Zresztą on nigdy nie wiedział czego ma się po Stewart spodziewać, mógł
wszystkiego, nawet tego, że mu zrobi jakieś kolejne awantury w samolocie, a potem stwierdzi, że ona wraca...
No nie, tego by chyba nie zrobiła.
A może by zrobiła, żeby wyciągnąć z niego jakieś informacje? Żeby mu zrobić na złość? Wczoraj na komendzie bardzo mu zrobiła.
Pilar to akurat była zdolna do rzeczy wielkich i to akurat Madox wiedział, że z nią... wszystko była
intensywne. Wszystko było mocne. Uczucia którymi się darzyli przecież też zawsze były gwałtowne, ta ich
miłość nad życie. Ten gorący namiętny seks i te kłótnie, równie ogniste.
Nabrał powietrze w płuca wraz z jej następnymi słowami, ale może on naprawdę zdurniał, że w ogóle wziął pod uwagę słowa Karen? No nie wierzył w nie przecież, ale zasiały w nim ziarno wątpliwości. Jakieś takie dziwne schizy.
Rozłożył ręce, a te ciemne tęczówki spoczęły na jej ustach, z których wyrzucała te wszystkie słowa.
-
A skąd ja mam wiedzieć? Nie wiem, może kobiety gadają o takich rzeczach - no bo skoro takie artykuły pojawiały się w prasie dla kobiet, to może one się spotykały co piątek na drinku i sobie dyskutowały o tym? Madox nie wiedział, nie oglądał jakiegoś Seksu w wielkim mieście. Chociaż mógł sobie to wyobrazić... może niekoniecznie z udziałem Pilar, ale taka Peach, albo Cherry na pewno rozmawiały o takich rzeczach z koleżankami.
Pokręcił głową, na to co powiedziała później, no bo nie wierzył Karen. Trochę...
Musiał jej dopytać, bo Madox to jednak nie był szczególnie domyślny, a ona się od wczoraj do niego nie odezwała. Wczoraj to się gniewała o to, że jej nie mógł powiedzieć co robił u Eliota, ale przecież dzisiaj już mogła o inne, nowe rzeczy, a wcale mu nie powiedziała o co.
-
Nie pomyślałem tak... - rzucił, ale przecież trochę pomyślał, no ale czy ona też by się nie uniosła, gdyby nagle przyszedł tu jakiś jego kolega i jej powiedział, że Madox chce z nią zerwać, a do tego oni by byli pokłóceni? Tylko, że Karen nie była jej koleżanką...
-
To w ogóle nie tak... - chciał się jeszcze tłumaczyć, że przecież ją znał, że przecież jej nie uwierzył, tej Karen, ale musiał to wyjaśnić z nią.
Tylko ona w następnej chwili już zrywała się z fotela, zanim Noriega zdążył to odpowiednio ułożyć w głowie. Bo mu jednak ulżyło, że nie chciała z nim zerwać, emocje opadły, ale teraz musiał jej tak to powiedzieć, żeby znowu tego nie spierdolić. Nie chciał znowu się kłócić. Puścić też jej wcale nie zamierzał i kiedy zaczęła się przez niego przeciskać, to sięgnął ręką, żeby zagrodzić jej drogę.
-
Loca - rzucił, a później to już objął ją w pasie drugą ręką, wystawił nogę tak, żeby jej ją podłożyć kiedy ją szarpnął mocno do siebie, czy chciała, czy nie, to wylądowała u niego na kolanach -
tak właśnie myślałem, że Karen jest jebnięta i tak gada - powiedział, a ciemne tęczówki spoczęły na jej pięknych, brązowych oczach. Oparł rękę mocniej na jej udzie przytrzymując ją, kiedy się szarpnęła, a później ugryzł ją w ramię.
-
Dobrze o tobie myślę, cały czas o tobie myślę, i się zastanawiam jak cię przeprosić za wczoraj - znowu na nią spojrzał, ale zaraz pochylił się nad jej piersią zaciągając znajomym zapachem jej perfum -
nie chcę, żebyś się na mnie złościła... - mruknął przytulając się do niej -
no i nie chcę, żebyś ze mną zerwała - podniósł twarz, żeby znowu odszukać spojrzeniem jej piękne, czekoladowe oczy. Trzymał ją mocno, no bo przecież ją znał. Mogłaby iść do Karen, wiedział to. Ale czy mu tak łatwo wybaczy, to nie wiedział wcale, więc zaraz dodał.
-
Przepraszam - za wczoraj? A może za całokształt, że się dał podpuścić Karen na przykład? No i że ją zostawiał, wczoraj, dzisiaj, kiedy robiło się niewygodnie -
za wszystko...
Pilar Stewart