ODPOWIEDZ
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
I have the social energy of a raccoon on Xanax, the commitment instincts of a housecat, and the emotional range of a teaspoon.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Cudownie nieświadom atrakcji jakie omijały go w tym czasie, Milo wybierał choinkę bez pośpiechu, kręcąc się między drzewkami, zgrzytając zębami, gdy ktoś z pozostałych niezdecydowanych taranował go przez nieuwagę albo deptał idąc na ślepo do przodu. W tym samym czasie próbował na oko określić jaką wysokość miał salon Estelli.
Odpowiedź przestała go jednak interesować w miarę szybko gdy zdał sobie sprawę, że nawet gdyby cholernie chciał, nie byłby w stanie unieść - ani donieść - prawie dwumetrowego drzewka.
Podobały mu się świerki, których zapach kojarzył mu się nieodzownie ze świętami, o ostrych igłach i intensywnie zielonym wybarwieniu, więc trzymał się głównie tej części placu handlowego gdzie stało ich najwięcej. Raz tylko, może dwa, przystanął na moment i kichnął w rękaw zastanawiając się, czy czasem nie złapał jakiegoś paskudnego przeziębienia.


Estella odetchnęła z ulgą, gdy chłodzone w lodówce ciasto osiągnęło właściwą konsystencję. Dość miękkie, by móc je rozwałkować, wystarczająco twarde, żeby nie rozlać się na blasze. W osobnej misce odpoczywała zasypka przygotowana z drobnego cukru i cynamonu, w której wszystkie powykrawane i upieczone ciastka lądowały jeszcze zanim ostygły.
Muszą być jeszcze gorące kiedy je obtaczasz. Inaczej się nie przyklei, a Milo najbardziej lubi jak są całe w cukrze 一 instruowała krok po kroku, z wprawą zdejmując wciąż rozgrzane ciastka z blachy, tak, jakby temperatura zupełnie nie robiła jej różnicy. 一 A te twoje bułeczki to kiedy do wyjęcia?
Wciąż podpatrywała nieufnie na kanadyjskie wymysły kulinarne Gauthiera, ale po wczorajszym winie z którego nie zostało zbyt wiele była o wiele bardziej skora do pozwolenia mu na odrobinę więcej. Wychodziła również z założenia, że skoro już gościli zewnętrzny akcent w postaci Kanadyjczyka, równie dobrze mogli na tym skorzystać i sprawdzić jak podchodzili do gotowania.

Podobno to twoja pierwsza wizyta w Stanach. To prawda? Jak ci się u nas podoba? 一 zagadnęła, gdy kolejna partia ciastek, okrąglutki tuzin, wylądowała w misce ze słodkim pyłem. Drobinki cukru i cynamon oblepiały każdą kruchą, grubo ciosaną gwiazdkę sprawiając, że wyglądały jakby oprószył je szron.
Diego zgodnie z zapowiedzią nie niepokoił ich więcej swoją obecnością, zaszył się w warsztacie i tylko od czasu do czasu wpadał do mieszkania, wzdychał głośno i słyszalnie aż przy stolnicy, przeskakiwał po kilka stopni na zaimprowizowanych schodach na poddasze i znów zbiegał jakby ktoś gonił go dysząc mu w kark. Wykonał w ten sposób około czterech pełnych kursów nie odzywając się słowem, zbyt zajęty własnymi sprawami by zaglądać do kuchni.
Dopiero kiedy kwadrans po ostatniej przebieżce przez klatkę schodową w wykonaniu Camareny Milo przelał się przez drzwi wejściowe z największym świerkiem jaki dał radę unieść (sięgającym zaledwie do połowy wysokości salonu, jak się miało wkrótce okazać). Wniósł do mieszkania zapach igliwia, gorzkawy i żywiczny, terpenowy i kojarzący się z kalafonią, której tak często używał podczas lutowania.

W przyszłym roku nie idę sam 一 zaanonsował się, gdy zgrzany, z drobnicą igiełek we włosach potarganych tak, jakby to drzewko ciągnęło przez ulicę jego, a nie na odwrót. Omiótł spojrzeniem stolnicę, włączony piekarnik, Estellę znów zaglądającą do filiżanki z kolejną dolewką kawy i wreszcie Dylana, stojącego pośrodku tego kuchennego chaosu, z ręcznikiem przerzuconym nonszalancko przez ramię - wyglądał jak żywcem wyrwany z jakiegoś programu kulinarnego łączącego miłość do wypieków oraz atrakcyjnych mężczyzn - i ze smugą mąki na miodowym swetrze.
Na znajomy widok po raz drugi tego dnia Milo poczuł, jak coś przewraca mu się w żołądku i jedyne co mógł z tym zrobić, to pogapić się jak sroka w gnat nie wiedząc co z tym fantem zrobić. Nadal.
Chwilę później uznał, że nie zaszkodzi mu również sprawdzić w jakiej kondycji znajdowały się ciastka.

Można już? 一 zapytał niecierpliwie, łakomie podpatrując na te stygnące na kratce. 一 Ciepłe też mogą być, hmm?
Powiedz mu, że to na wieczór, i to góra dwa, może trzy. Reszta na święta 一 fuknęła w stronę Dylana pani Flores najwidoczniej uznając, że on znacznie lepiej przekaże mu tę informację.
Rivera usłyszał jednak jednym uchem i spochmurniał, momentalnie obracając głowę w kierunku Gauthiera. Jego twarz przybrała wyraz czynnego żalu i głębokiego rozczarowania niesprawiedliwością jaka go dotknęła, więc przynajmniej podszedł wywęszyć więcej cynamonu. Traf chciał, że najintensywniej czuł go na Dylanie, więc w pewnej chwili po prostu bezmyślnie stanął mu za plecami i przycisnął policzek między jego łopatkami, cały ciężar swojego ciała opierając już tylko o niego. Obyło się bez romantycznych objęć, jakie kobiety w pewnym wieku lubiły odnajdywać w swoich dramatach romantycznych, Milo po prostu sterczał jak wrośnięty w podłogę i wdychał głęboko wszystko to, co pachniało mu domem. To, że znajdowało się to dokładnie na wysokości barków Dylana to już inna sprawa.

Dostanę cokolwiek? Przyniosłem choinkę 一 poskarżył się lub pochwalił, w zależności od punktu widzenia.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
24 y/o
Welkom in Canada
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Til now, I always got by on my own
I never really cared until I met you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brak dodatkowych przeszkód i rozproszeń pozwolił, by robota ponownie ruszyła pełną parą i niedługo później seria blach z wypiekami wylądowała w piekarniku. Włącznie ze skromnym elementem z jego własnego domu rodzinnego, piekącym się między jedną z drugą blachą ciastek Estelli.
- Za kilka minut, potrzebują trochę dłużej - odparł na pytanie, spoglądając pobieżnie na wiszący na ścianie zegar, po czym wrócił do bojowego zadania obtaczania ciastek dokładnie tak, jak lubił to Milo. Mimo tego, że kobieta uparcie nie pamiętała jego imienia i ciężko było stwierdzić na ile odpuściła sobie próby zeswatania swojego podopiecznego z córką sąsiadki, podczas tej małej sesji cukierniczej zyskał od niej więcej, niż mógłby się spodziewać. Obejmowało to zarówno informacje o kwestiach, jakich sam Rivera nigdy z nim nie poruszył, jak i swoistą aprobatę jego obecności w ich przestrzeni. Dorzucenie do tego przepisu na ciastka z dokładnymi instrukcjami jak trafić w gusta mężczyzny, właśnie wnoszącego przez drzwi wejściowe świerk, było niezaprzeczalnym bonusem.
Już sam dźwięk znajomych kroków w przedpokoju zdawał się zdejmować z ramion Dylana odrobinę spięcia, którego obecności nie był świadomy, a pojawienie się w drzwiach roztrzepanej czupryny przeplatanej igliwiem rozświetliło jego twarz w uśmiechu.
- Bo w tym choinka skopała ci tyłek, mon amour? - upewnił się, zerkając z rozbawieniem na jego włosy i z powrotem, do zaczerwienionych ze zmęczenia policzków. Chyba tylko obecność pani Flores powstrzymywała go przed ruszeniem się z miejsca i przywitaniem go w nieco odmienny sposób. To, i dłonie zanurzone po nadgarstki w misce ze słodką posypką.
Zdążył otworzyć usta w chęci potwierdzenia, jako że we własnym odczuciu robili te ciastka specjalnie dla niego, po czym zamknął je pospiesznie, gdy dostał odmienne wytyczne. Spojrzał kolejno na Milo, Estellę i znowu na Milo, posyłając mu bezradny uśmiech i wzruszenie ramionami, jako że domyślał się, że ten doskonale usłyszał przekaz. Przy okazji zauważył, że zasady na temat świątecznego jedzenia nie różniły się szczególnie między domami znajdującymi się nawet o tysiące kilometrów od siebie. Nie znaczyło to jednak, że nie był w stanie ich odrobinie nagiąć. Korzystając z długich lat doszkalania sztuczek karcianych, po obtoczeniu następnych ciastek podłożył je w dłoni tak, by jedno wylądowało na kratce do ostygnięcia, a drugie ukradkiem zaoferował opartemu o swoje plecy mężczyźnie w jednym płynnym ruchu.
- Słyszałeś panią domu, mam związane ręce - odparł na głos, uznając, że w tym wypadku małe kłamstwo było warte zachodu. Zwłaszcza, że faktycznie przyniósł tę nieszczęsną choinkę i zdawało się, jakby własnoręcznie wytaszczył ją z piekła. - Chyba nie chcemy powtórki z rozrywki, hm? - rzucił drobną aluzję na temat jego historii z tymi konkretnymi ciastkami, z nieukrywanym rozbawieniem korzystając od razu z nowej wiedzy podarowanej mu przez kobietę zajętą dopijaniem swojej kawy. - Ale jak wyjmiesz mi blaszkę z cynamonkami z piekarnika to możesz w nagrodę sprawdzić czy wyszły. Tylko jak już przestygną. I ostrożnie, nie oparz się - dodał, uznając, że w tym wypadku ma trochę więcej do powiedzenia w temacie dystrybucji smakołyków. Co prawda nie były to faktyczne cynamonki, jednak jako jedyna osoba w towarzystwie, będąca w stanie zrozumieć ich nazwę, wolał posiłkować się skrótami myślowymi.
Obecność Milo zdawała się ściągać z niego resztę nerwów, jakie zebrał podczas pozostania sam na sam z panią Flores i Diego, z twarzy nie znikał mu uśmiech, a każdy ruch przychodził mu bardziej naturalnie i płynnie, pomimo dodatkowego ciężaru między łopatkami. Czy raczej - dzięki niemu.

Milo Rivera
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
I have the social energy of a raccoon on Xanax, the commitment instincts of a housecat, and the emotional range of a teaspoon.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Estella zdawała się mimo wszystko nie być aż tak bezduszna za jaką uparcie próbowała uchodzić. Kiedy Milo przetoczył się przez kuchnię jak małe tornado wraz z zapachem całego zagonka iglaków i swoim niezadowoleniem - dziecinnym, choć zdecydowanie wiarygodnym - po prostu odwróciła wzrok uznając, że zupełnym przypadkiem musiała ją ominąć jakaś sklejona strona w magazynie dla pań domu, których sterta leżała pod oknem. Wszystkie krzyżówki zostały rozwiązane dawno temu, ale kiedy miało się tak zaawansowane problemy z pamięcią łatwo było czerpać radość z czytania tego samego artykułu o robótkach ręcznych i ich wzorach tak, jakby to był pierwszy raz.
Zawiedziony Rivera bujał się natomiast w miejscu z czołem wetkniętym w plecy Gauthiera, obmyślał strategię, przeżuwał gorycz zdrady, ale przestał gdy tylko zauważył oczywisty brak konsekwencji i raz jeszcze zachwycił się magią jego sprawnych rąk. Ciasteczko zniknęło bez słowa, pospiesznie schrupane na raz, by pani Flores przypadkiem nie zauważyła małego obejścia od zasad.
Nie masz pojęcia do czego zdolni są ludzie, którzy przychodzą po drzewko dwa dni przed wigilią 一 poskarżył się prosto w sweter, jakby to jemu właśnie się spowiadał. 一 Zostałem podeptany, dwa razy dźgnięty gałązką w oko, typ chciał mnie policzyć dwa razy, bo nie pamiętał, że już płaciłem, a jakiś buc przyjebał się...
Ekhem.
...przyczepił się na parkingu, że on chce to moje kupić i nie mogłem go spławić. Chciałem być grzeczny, bo nie wiem jak ja bym zniósł brak skarpet pod choinką.
W tym roku będą szaliki. 一 Estella od niechcenia przewróciła stronę w swojej gazecie. 一 O ile będziecie się sprawować.
Milo parsknął Dylanowi prosto w plecy, ucieszony, wciąż węsząc za cynamonem i tym szczególnym zapachem, którego z pewnością nie było gdy to on nosił ten sweter. Dopiero gdy Gauthier sam wywołał temat poprzedniej świątecznej tragedii Rivera najpierw mruknął coś bez zrozumienia nie wiedząc do czego w tym momencie się odnosili. Chwilę później zdębiał i sądząc po dźwięku jaki wydał, z rozpędu połknął kilka słów, którymi chciał się podzielić.

Powiedziałaś mu?! 一 Gwałtownie obrócił głowę i spojrzał z rozżaleniem na nieczułą na te dramaty Estellę. 一 Wszystko? To, że zjadłem całą... i że później rzygałem przez... qué chido! 一 fuknął z lekka urażony. Odkleił się od Gauthiera i poszedł szukać pocieszenia w blasze cynamonek, do której nie założył nawet rękawic. Po prostu podwinął rękawy bluzy i ściągnął rozgrzaną blachę na zlew, a palcem, który ucierpiał w procesie chwycił się szybko za płatek ucha. Domowe metody działały najskuteczniej, wiadomo.
Czując, że jego prywatność i tak została pogwałcona pod nieobecność, Milo narzucił sobie na głowę kaptur bluzy i zaciągnął ściągacze w nagłej potrzebie wyalienowania się na parę minut. Nie przeszkodziło mu to natomiast w zgarnięciu zasłużonej, gorącej cynamonki do jakiej dobrał się wbrew instrukcjom Dylana zanim jeszcze ostygła.
Ciasto było delikatne, nie pożałowano cynamonu, wyczuwalny maślany posmak omal nie wyciągnął z niego fortelem zadowolonego, zdławionego jęku zadowolenia. Udało mu się uniknąć kolejnej dawki wstydu kolejnym kęsem zagłuszającym dźwięk.

A fdzie hest Dieho? 一 wyseplenił z pełnymi ustami, z jako-takiej uprzejmości zakrywając twarz przedramieniem. Nie zauważył Camareny ani w przedpokoju ani w kuchni, co wydało mu się nienaturalne zważywszy na jego ugruntowaną rolę pomagiera Estelli przy organizacji wszystkich większych eventów.
Ślęczy nad czymś w warsztacie. Może zabrał się za stół, prosiłam go od dwóch tygodni. I nie gadaj dopóki nie przełkniesz, bo napytasz sobie problemu.
Nie mam problemu z przełykaniem! 一 palnął automatycznie, zanim jego rozum dobił się do głosu wraz z bardzo konkretnym wspomnieniem, które kompletnie temu przeczyło. W milczeniu posłał Dylanowi długie, zniechęcające do podnoszenia tej kwestii na głos spojrzenie, choć z upudrowanymi cukrem ustami i plamką cynamonu na czubku nosa nie wyglądał jak ktoś, kogo należało traktować poważnie. Mimo to przekaz, jaki parował z każdej komórki jego ciała brzmiał jasno i czytelnie: Jedno słowo, a zmienię ci ustawienia fabryczne w telefonie.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”