23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
I have the social energy of a raccoon on Xanax, the commitment instincts of a housecat, and the emotional range of a teaspoon.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Cudownie nieświadom atrakcji jakie omijały go w tym czasie, Milo wybierał choinkę bez pośpiechu, kręcąc się między drzewkami, zgrzytając zębami, gdy ktoś z pozostałych niezdecydowanych taranował go przez nieuwagę albo deptał idąc na ślepo do przodu. W tym samym czasie próbował na oko określić jaką wysokość miał salon Estelli.
Odpowiedź przestała go jednak interesować w miarę szybko gdy zdał sobie sprawę, że nawet gdyby cholernie chciał, nie byłby w stanie unieść - ani donieść - prawie dwumetrowego drzewka.
Podobały mu się świerki, których zapach kojarzył mu się nieodzownie ze świętami, o ostrych igłach i intensywnie zielonym wybarwieniu, więc trzymał się głównie tej części placu handlowego gdzie stało ich najwięcej. Raz tylko, może dwa, przystanął na moment i kichnął w rękaw zastanawiając się, czy czasem nie złapał jakiegoś paskudnego przeziębienia.


Estella odetchnęła z ulgą, gdy chłodzone w lodówce ciasto osiągnęło właściwą konsystencję. Dość miękkie, by móc je rozwałkować, wystarczająco twarde, żeby nie rozlać się na blasze. W osobnej misce odpoczywała zasypka przygotowana z drobnego cukru i cynamonu, w której wszystkie powykrawane i upieczone ciastka lądowały jeszcze zanim ostygły.
Muszą być jeszcze gorące kiedy je obtaczasz. Inaczej się nie przyklei, a Milo najbardziej lubi jak są całe w cukrze 一 instruowała krok po kroku, z wprawą zdejmując wciąż rozgrzane ciastka z blachy, tak, jakby temperatura zupełnie nie robiła jej różnicy. 一 A te twoje bułeczki to kiedy do wyjęcia?
Wciąż podpatrywała nieufnie na kanadyjskie wymysły kulinarne Gauthiera, ale po wczorajszym winie z którego nie zostało zbyt wiele była o wiele bardziej skora do pozwolenia mu na odrobinę więcej. Wychodziła również z założenia, że skoro już gościli zewnętrzny akcent w postaci Kanadyjczyka, równie dobrze mogli na tym skorzystać i sprawdzić jak podchodzili do gotowania.

Podobno to twoja pierwsza wizyta w Stanach. To prawda? Jak ci się u nas podoba? 一 zagadnęła, gdy kolejna partia ciastek, okrąglutki tuzin, wylądowała w misce ze słodkim pyłem. Drobinki cukru i cynamon oblepiały każdą kruchą, grubo ciosaną gwiazdkę sprawiając, że wyglądały jakby oprószył je szron.
Diego zgodnie z zapowiedzią nie niepokoił ich więcej swoją obecnością, zaszył się w warsztacie i tylko od czasu do czasu wpadał do mieszkania, wzdychał głośno i słyszalnie aż przy stolnicy, przeskakiwał po kilka stopni na zaimprowizowanych schodach na poddasze i znów zbiegał jakby ktoś gonił go dysząc mu w kark. Wykonał w ten sposób około czterech pełnych kursów nie odzywając się słowem, zbyt zajęty własnymi sprawami by zaglądać do kuchni.
Dopiero kiedy kwadrans po ostatniej przebieżce przez klatkę schodową w wykonaniu Camareny Milo przelał się przez drzwi wejściowe z największym świerkiem jaki dał radę unieść (sięgającym zaledwie do połowy wysokości salonu, jak się miało wkrótce okazać). Wniósł do mieszkania zapach igliwia, gorzkawy i żywiczny, terpenowy i kojarzący się z kalafonią, której tak często używał podczas lutowania.

W przyszłym roku nie idę sam 一 zaanonsował się, gdy zgrzany, z drobnicą igiełek we włosach potarganych tak, jakby to drzewko ciągnęło przez ulicę jego, a nie na odwrót. Omiótł spojrzeniem stolnicę, włączony piekarnik, Estellę znów zaglądającą do filiżanki z kolejną dolewką kawy i wreszcie Dylana, stojącego pośrodku tego kuchennego chaosu, z ręcznikiem przerzuconym nonszalancko przez ramię - wyglądał jak żywcem wyrwany z jakiegoś programu kulinarnego łączącego miłość do wypieków oraz atrakcyjnych mężczyzn - i ze smugą mąki na miodowym swetrze.
Na znajomy widok po raz drugi tego dnia Milo poczuł, jak coś przewraca mu się w żołądku i jedyne co mógł z tym zrobić, to pogapić się jak sroka w gnat nie wiedząc co z tym fantem zrobić. Nadal.
Chwilę później uznał, że nie zaszkodzi mu również sprawdzić w jakiej kondycji znajdowały się ciastka.

Można już? 一 zapytał niecierpliwie, łakomie podpatrując na te stygnące na kratce. 一 Ciepłe też mogą być, hmm?
Powiedz mu, że to na wieczór, i to góra dwa, może trzy. Reszta na święta 一 fuknęła w stronę Dylana pani Flores najwidoczniej uznając, że on znacznie lepiej przekaże mu tę informację.
Rivera usłyszał jednak jednym uchem i spochmurniał, momentalnie obracając głowę w kierunku Gauthiera. Jego twarz przybrała wyraz czynnego żalu i głębokiego rozczarowania niesprawiedliwością jaka go dotknęła, więc przynajmniej podszedł wywęszyć więcej cynamonu. Traf chciał, że najintensywniej czuł go na Dylanie, więc w pewnej chwili po prostu bezmyślnie stanął mu za plecami i przycisnął policzek między jego łopatkami, cały ciężar swojego ciała opierając już tylko o niego. Obyło się bez romantycznych objęć, jakie kobiety w pewnym wieku lubiły odnajdywać w swoich dramatach romantycznych, Milo po prostu sterczał jak wrośnięty w podłogę i wdychał głęboko wszystko to, co pachniało mu domem. To, że znajdowało się to dokładnie na wysokości barków Dylana to już inna sprawa.

Dostanę cokolwiek? Przyniosłem choinkę 一 poskarżył się lub pochwalił, w zależności od punktu widzenia.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
24 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brak dodatkowych przeszkód i rozproszeń pozwolił, by robota ponownie ruszyła pełną parą i niedługo później seria blach z wypiekami wylądowała w piekarniku. Włącznie ze skromnym elementem z jego własnego domu rodzinnego, piekącym się między jedną z drugą blachą ciastek Estelli.
- Za kilka minut, potrzebują trochę dłużej - odparł na pytanie, spoglądając pobieżnie na wiszący na ścianie zegar, po czym wrócił do bojowego zadania obtaczania ciastek dokładnie tak, jak lubił to Milo. Mimo tego, że kobieta uparcie nie pamiętała jego imienia i ciężko było stwierdzić na ile odpuściła sobie próby zeswatania swojego podopiecznego z córką sąsiadki, podczas tej małej sesji cukierniczej zyskał od niej więcej, niż mógłby się spodziewać. Obejmowało to zarówno informacje o kwestiach, jakich sam Rivera nigdy z nim nie poruszył, jak i swoistą aprobatę jego obecności w ich przestrzeni. Dorzucenie do tego przepisu na ciastka z dokładnymi instrukcjami jak trafić w gusta mężczyzny, właśnie wnoszącego przez drzwi wejściowe świerk, było niezaprzeczalnym bonusem.
Już sam dźwięk znajomych kroków w przedpokoju zdawał się zdejmować z ramion Dylana odrobinę spięcia, którego obecności nie był świadomy, a pojawienie się w drzwiach roztrzepanej czupryny przeplatanej igliwiem rozświetliło jego twarz w uśmiechu.
- Bo w tym choinka skopała ci tyłek, mon amour? - upewnił się, zerkając z rozbawieniem na jego włosy i z powrotem, do zaczerwienionych ze zmęczenia policzków. Chyba tylko obecność pani Flores powstrzymywała go przed ruszeniem się z miejsca i przywitaniem go w nieco odmienny sposób. To, i dłonie zanurzone po nadgarstki w misce ze słodką posypką.
Zdążył otworzyć usta w chęci potwierdzenia, jako że we własnym odczuciu robili te ciastka specjalnie dla niego, po czym zamknął je pospiesznie, gdy dostał odmienne wytyczne. Spojrzał kolejno na Milo, Estellę i znowu na Milo, posyłając mu bezradny uśmiech i wzruszenie ramionami, jako że domyślał się, że ten doskonale usłyszał przekaz. Przy okazji zauważył, że zasady na temat świątecznego jedzenia nie różniły się szczególnie między domami znajdującymi się nawet o tysiące kilometrów od siebie. Nie znaczyło to jednak, że nie był w stanie ich odrobinie nagiąć. Korzystając z długich lat doszkalania sztuczek karcianych, po obtoczeniu następnych ciastek podłożył je w dłoni tak, by jedno wylądowało na kratce do ostygnięcia, a drugie ukradkiem zaoferował opartemu o swoje plecy mężczyźnie w jednym płynnym ruchu.
- Słyszałeś panią domu, mam związane ręce - odparł na głos, uznając, że w tym wypadku małe kłamstwo było warte zachodu. Zwłaszcza, że faktycznie przyniósł tę nieszczęsną choinkę i zdawało się, jakby własnoręcznie wytaszczył ją z piekła. - Chyba nie chcemy powtórki z rozrywki, hm? - rzucił drobną aluzję na temat jego historii z tymi konkretnymi ciastkami, z nieukrywanym rozbawieniem korzystając od razu z nowej wiedzy podarowanej mu przez kobietę zajętą dopijaniem swojej kawy. - Ale jak wyjmiesz mi blaszkę z cynamonkami z piekarnika to możesz w nagrodę sprawdzić czy wyszły. Tylko jak już przestygną. I ostrożnie, nie oparz się - dodał, uznając, że w tym wypadku ma trochę więcej do powiedzenia w temacie dystrybucji smakołyków. Co prawda nie były to faktyczne cynamonki, jednak jako jedyna osoba w towarzystwie, będąca w stanie zrozumieć ich nazwę, wolał posiłkować się skrótami myślowymi.
Obecność Milo zdawała się ściągać z niego resztę nerwów, jakie zebrał podczas pozostania sam na sam z panią Flores i Diego, z twarzy nie znikał mu uśmiech, a każdy ruch przychodził mu bardziej naturalnie i płynnie, pomimo dodatkowego ciężaru między łopatkami. Czy raczej - dzięki niemu.

Milo Rivera
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
I have the social energy of a raccoon on Xanax, the commitment instincts of a housecat, and the emotional range of a teaspoon.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Estella zdawała się mimo wszystko nie być aż tak bezduszna za jaką uparcie próbowała uchodzić. Kiedy Milo przetoczył się przez kuchnię jak małe tornado wraz z zapachem całego zagonka iglaków i swoim niezadowoleniem - dziecinnym, choć zdecydowanie wiarygodnym - po prostu odwróciła wzrok uznając, że zupełnym przypadkiem musiała ją ominąć jakaś sklejona strona w magazynie dla pań domu, których sterta leżała pod oknem. Wszystkie krzyżówki zostały rozwiązane dawno temu, ale kiedy miało się tak zaawansowane problemy z pamięcią łatwo było czerpać radość z czytania tego samego artykułu o robótkach ręcznych i ich wzorach tak, jakby to był pierwszy raz.
Zawiedziony Rivera bujał się natomiast w miejscu z czołem wetkniętym w plecy Gauthiera, obmyślał strategię, przeżuwał gorycz zdrady, ale przestał gdy tylko zauważył oczywisty brak konsekwencji i raz jeszcze zachwycił się magią jego sprawnych rąk. Ciasteczko zniknęło bez słowa, pospiesznie schrupane na raz, by pani Flores przypadkiem nie zauważyła małego obejścia od zasad.
Nie masz pojęcia do czego zdolni są ludzie, którzy przychodzą po drzewko dwa dni przed wigilią 一 poskarżył się prosto w sweter, jakby to jemu właśnie się spowiadał. 一 Zostałem podeptany, dwa razy dźgnięty gałązką w oko, typ chciał mnie policzyć dwa razy, bo nie pamiętał, że już płaciłem, a jakiś buc przyjebał się...
Ekhem.
...przyczepił się na parkingu, że on chce to moje kupić i nie mogłem go spławić. Chciałem być grzeczny, bo nie wiem jak ja bym zniósł brak skarpet pod choinką.
W tym roku będą szaliki. 一 Estella od niechcenia przewróciła stronę w swojej gazecie. 一 O ile będziecie się sprawować.
Milo parsknął Dylanowi prosto w plecy, ucieszony, wciąż węsząc za cynamonem i tym szczególnym zapachem, którego z pewnością nie było gdy to on nosił ten sweter. Dopiero gdy Gauthier sam wywołał temat poprzedniej świątecznej tragedii Rivera najpierw mruknął coś bez zrozumienia nie wiedząc do czego w tym momencie się odnosili. Chwilę później zdębiał i sądząc po dźwięku jaki wydał, z rozpędu połknął kilka słów, którymi chciał się podzielić.

Powiedziałaś mu?! 一 Gwałtownie obrócił głowę i spojrzał z rozżaleniem na nieczułą na te dramaty Estellę. 一 Wszystko? To, że zjadłem całą... i że później rzygałem przez... qué chido! 一 fuknął z lekka urażony. Odkleił się od Gauthiera i poszedł szukać pocieszenia w blasze cynamonek, do której nie założył nawet rękawic. Po prostu podwinął rękawy bluzy i ściągnął rozgrzaną blachę na zlew, a palcem, który ucierpiał w procesie chwycił się szybko za płatek ucha. Domowe metody działały najskuteczniej, wiadomo.
Czując, że jego prywatność i tak została pogwałcona pod nieobecność, Milo narzucił sobie na głowę kaptur bluzy i zaciągnął ściągacze w nagłej potrzebie wyalienowania się na parę minut. Nie przeszkodziło mu to natomiast w zgarnięciu zasłużonej, gorącej cynamonki do jakiej dobrał się wbrew instrukcjom Dylana zanim jeszcze ostygła.
Ciasto było delikatne, nie pożałowano cynamonu, wyczuwalny maślany posmak omal nie wyciągnął z niego fortelem zadowolonego, zdławionego jęku zadowolenia. Udało mu się uniknąć kolejnej dawki wstydu kolejnym kęsem zagłuszającym dźwięk.

A fdzie hest Dieho? 一 wyseplenił z pełnymi ustami, z jako-takiej uprzejmości zakrywając twarz przedramieniem. Nie zauważył Camareny ani w przedpokoju ani w kuchni, co wydało mu się nienaturalne zważywszy na jego ugruntowaną rolę pomagiera Estelli przy organizacji wszystkich większych eventów.
Ślęczy nad czymś w warsztacie. Może zabrał się za stół, prosiłam go od dwóch tygodni. I nie gadaj dopóki nie przełkniesz, bo napytasz sobie problemu.
Nie mam problemu z przełykaniem! 一 palnął automatycznie, zanim jego rozum dobił się do głosu wraz z bardzo konkretnym wspomnieniem, które kompletnie temu przeczyło. W milczeniu posłał Dylanowi długie, zniechęcające do podnoszenia tej kwestii na głos spojrzenie, choć z upudrowanymi cukrem ustami i plamką cynamonu na czubku nosa nie wyglądał jak ktoś, kogo należało traktować poważnie. Mimo to przekaz, jaki parował z każdej komórki jego ciała brzmiał jasno i czytelnie: Jedno słowo, a zmienię ci ustawienia fabryczne w telefonie.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
24 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przytoczone historie z choinkowego marketu bez dwóch zdań wyjaśniały dlaczego Rivera wsiąkł bez znaku życia na tak długi czas i dopiero teraz Dylan zaczął w pełni pojmować jak łatwe zadanie trafiło mu się z porównaniu z tym, przez co przechodził jego partner. Już pomijając jego własne zainteresowania i umiejętności, wolał siedzieć w kuchni z kubkiem gorącej czekolady i gadatliwą Estellą, niż przepychać się łokciami między tłumami zestresowanymi nadchodzącą Gwiazdką i własnym brakiem planowania z wyprzedzeniem.
- Jak aniołki, pani Flores - zapewnił od razu, nawet jeśli szczerze wątpił, by miał być włączony w tę konkretną tradycję świąteczną. Mimo wszystko był tam na doczepkę i nie oczekiwał traktowania jak część tej małej rodzinki z wyboru.
- Czyli nikogo nie pogryzłeś? Dobra robota - pochwalił jego zdolność utrzymania samokontroli podczas sytuacji bardzo stresowej, z oczywistym podszyciem humoru, chociaż miał przeczucie, że w ostateczności jego zęby jak najbardziej mogłyby pójść w ruch dla świętego spokoju. - Oczy całe? - dopytał jeszcze, jako że ze wszystkiego ta jedna informacja wydawała się dość martwiąca, zwłaszcza że nie miał go w zasięgu wzroku by sprawdzić to na własną rękę. Z kolei dramatyzm wywołany dzielonymi po kryjomu sekretami wyciągnął z Gauthiera słabo wytłumiony śmiech, przykrywający nawet chęć zbesztania go za branie w ręce gorącej blaszki pomimo bezpośredniego upomnienia. Przewrócił oczami i dokończył obtaczać ostatnie kilka ciastek ze świeżo upieczonej partii.
- O rzyganiu właściwie nie słyszałem, jak chcesz dodać jeszcze jakieś detale to bardzo chętnie posłucham - zachęcił, strzepując nadmiar cukru z palców i wciskając się w przestrzeń tuż obok schowanego do skorupy Milo by dostać się do zlewu. Korzystając ze swojego zaufanego ręcznika, przesunął rozgrzaną blachę i zrobił sobie dość miejsca by umyć palce z resztek cukru z cynamonem po skończonej robocie. I chociaż to nie on był w trakcie przedwczesnego podjadania wypieków, niespodziewanie dwuznaczny komentarz przydusił go zupełnie jak źle przełknięty kawałek ciasta. Zachłysnął się własną śliną, odkaszlnął i spróbował ukryć swoje rozradowanie w pięści, dopiero po fakcie podnosząc wzrok na mężczyznę aktywnie grożącego mu bez użycia słów.
- Ale z trafianiem do ust już tak - odparł, wyciągając rękę by zgarnąć kciukiem grudkę cynamonu z czubka jego nosa i zlizać ją z opuszki palca, nie przerywając z nim kontaktu wzrokowego. Cały czas kąciki ust podskakiwały mu w słabo opanowanym rozbawieniu, chociaż nie zamierzał drążyć tematu. Przynajmniej nie teraz.
- Mamy tu coś jeszcze w planach? - zwrócił się już do Estelli, sprawnie przerzucając resztę wypieków z blaszki na wystawioną kratkę. Personalnie uznawał robotę za wykonaną, ze wszystkimi partiami ciastek, minus jedno podkradzione bokiem, stygnącymi wesoło na boku, jednak nie miał całkowitej pewności czy kobieta nie miała dla niego jeszcze jakichś bojowych zadań. Cała kuchnia pachniała cynamonem, masłem i lekko duszącą słodyczą, gdy zabrał się za robienie względnych porządków na blatach użytkowych, czyszczenie stolnicy i znoszenie użytych naczyń do zlewu.
- Ja myję, ty wycierasz? - rzucił w stronę Milo w zestawie z czystym ręcznikiem wygrzebanym z szuflady, nie dając mu nawet okazji na odpowiedź. Poprawił obsuwające się na łokciach rękawy i wrócił do zlewu w przekonaniu, że im szybciej to ogarną, tym więcej czasu będą mieli dla siebie. Z mydlinami na dłoniach, przy szumie wody i brzęku obijających się o siebie sztućców, zaczął podświadomie nucić melodię wydobywającą się z radio, chociaż za nic nie mógł sobie przypomnieć skąd ją znał.

Milo Rivera
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
I have the social energy of a raccoon on Xanax, the commitment instincts of a housecat, and the emotional range of a teaspoon.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Milo był typowym introwertykiem, a każda społeczna interakcja - lub choćby samo jej wyobrażenie - na ogół wywoływała rozdrażnienie, niechęć i łagodny ból głowy. W gorszych przypadkach Rivera stawał się pasywno-agresywny, w wyjątkowych już tylko agresywny, szczególnie gdy nachodziło się to z okresami ogólnego przytłoczenia, niedospania i żmudnego obowiązku myślenia za innych. Nie pro publico bono oczywiście, po prostu czasami ze względu na własny komfort i ewentualne konsekwencje ludzkiej głupoty, które mogłyby dotknąć go jakimś rykoszetem decydował się na wystąpienie przed szereg i wzięcia spraw we własne ręce.
Problem pojawiał się wówczas, gdy na otoczenie nie miał żadnego wpływu, a otaczający go tłum baranów posiadał przewagę liczebną oraz poczucie szeroko pojętej misji, w tym wypadku świątecznej.
Całe 一 odpowiedział jak echo, markotnie, bo nadal odrobinę się boczył. Poza tym przebywanie wśród rozkrzyczanej hołoty wydrenowało jego zaangażowanie au general, więc skupił się na produkowaniu krótkich, czytelnych komunikatów.
Jedynie zgromił Gauthiera kolejnym umiarkowanie entuzjastycznym spojrzeniem i splótł przedramiona na piersi w międzynarodowym geście oznaczającym przejście do defensywy.

Wolałbym wrócić do Toronto pieszo niż... daj spokój.
Właśnie zauważył, że sam się z rozpędu wkopał, a wymowne milczenie Estelli zdawało się brzmieć jak „To nie ja, to ty”. Całe szczęście pani Flores była równie błyskotliwa w temacie dwuznaczności co sam Milo, więc krótka wymiana spojrzeń i pozornie luźno rzuconych zaczepek ominęła jej uważność, czego nie można było powiedzieć o Riverze.
Z preclem własnych przed ramion w roli bariery oddzielającej go od reszty towarzystwa spojrzał Dylanowi prosto w oczy, twardo, jeszcze przez krótką chwilę wierząc, że nie jest to ponad jego siły. W zbroi z za dużej bluzy i hełmie w formie kaptura czuł się niezniszczalny... prawie. Obrażenia były dotkliwe trafne, a zagrywka do jakiej uciekł się Gauthier wyjątkowo podchwytliwa, granicząca z jawnym oszustwem i niesprawiedliwością. Milo mógł co najwyżej z rosnącym przerażeniem w oczach stać jak kołek i patrzeć na zbliżającą się dłoń, irytująco zadowolony z siebie uśmiech na twarzy mężczyzny i tylko cmoknął cicho z jawnym oburzeniem, gdy ten kciukiem okradł go z barw wojennych.
A potem nastąpiła sugestywność, wobec której Milo był kurewsko bezbronny, skuteczna i dopingująca jego serce do wyskoczenia przez gardło. Nie wiedział, czy bardziej miał ochotę strzelić go patelnią przez łeb czy chwycić za ten swój-nieswój sweter, wmodelować w oszroniony mąką i cynamonem rachityczny blat i wyssać mu duszę przez usta. Ewentualnie przez coś innego, był w nieokreślonym stanie.

Ty myjesz, ja wycieram 一 przytaknął odwracając wreszcie spojrzenie, gdy intensywność kontaktu wzrokowego urosła do rangi niemal telepatycznej. Podwinął sobie rękawy nad łokcie, przepchnął go zaraz biodrem przy zlewie mamrocząc, że Dylan zajął za dużo miejsca i złapał ręcznik w locie czekając na pierwszy talerz, miskę, czy cóż jeszcze w zanadrzu miały dla niego kuchenne obowiązki. Skoro Estella wciąż nie odniosła się do pytania o pozostałe bojowe zadania i przyssała się do magazynu, który czytała zapewne po raz dziesiąty, ale znów o tym zapomniała, Milo nie zamierzał się dopominać i uznał, że popołudnie mieli wolne.
Osuszanie naczyń okazało się zaskakująco relaksującym zajęciem.
Dylan kołysząc się przy zlewie wypłukiwał resztki ciasta i ich śniadania, zeskrobywał pozostałości jedzenia z widelców i łyżek roztaczając wokół siebie chemiczny zapach mydlin. Nucił coś, Milo zauważył to dopiero w połowie, gdy odbierał od niego śliską blaszkę i zastanawiał się jak do niej podejść skoro jego ręcznik był mokry i przestał spełniać swoją rolę.

Jesteśmy dzisiaj w dobrym humorze 一 zauważył, nawet na niego nie patrząc. Szło im płynnie, zwłaszcza, gdy Rivera rzucił w końcu byle jak przemoczoną szmatę na kaloryfer i wygrzebał z szuflady kolejną. 一 To świetnie, bo mamy w planach cegielnię. Nadal zainteresowany?


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
24 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rozpychanie się przy zlewie zarobiło Milo oberwanie flotą drobnych kropelek otrzepanych z palców Dylana, który ostatecznie dostosował się do wyznaczonego sobie miejsca i zabrał się za robotę. Wychodziło na to, że mieli mieć resztę dnia dla siebie i, chociaż niewątpliwie towarzystwo Estelli zaczynało przypadać mu do gustu, nie zamierzał się guzdrać i niepotrzebnie przedłużać. Działali więc jak dobrze naoliwiona maszyna, większość czasu bez słowa, ze stałym podkładem muzycznym ze strony ustawionej na antycznym odbiorniku stacji, oraz szumem wody i stukaniem naczyń dokładającymi się do ambientu. Od kiedy Milo wrócił ze swojej małej eskapady, Dylanowi ciężko było zetrzeć z ust uśmiech i najwidoczniej nie uszło to uwadze największego prowodyra.
- Hm? A, tak, gonienie cię do roboty to moja ulubiona rozrywka - odparł i stuknął go łokciem w bok podczas przekazywania mu świeżo wyskrobanej z zastygłego ciasta miski. - I co to w ogóle za pytanie? Oczywiście, że chcę z tobą łamać prawo - potwierdził, przewracając oczami jakby rezygnacja z planów nie była dla niego realną opcją. Właściwie trochę tak było, ciężko było mu wyobrazić sobie sytuację, w której nie byłby zainteresowany pójściem z nim bóg wie gdzie by robić bóg wie co. Potrafił wisieć mu nad głową nawet kiedy sam Rivera miał inne zajęcia i aktywnie go ignorował, a na koniec stwierdzić, że doskonale spędzili czas i muszą to kiedyś powtórzyć. A poza faktem, że był w stanie czepiać się go jak guma do żucia przyklejona do podeszwy, dochodziła jeszcze czysta ciekawość jak Milo spędzał czas kilka lat wcześniej. Całe to włamywanie się do opuszczonego budynku było jedynie dodatkowym elementem rozrywkowym.
- Piknik? - zasugerował po chwili mielenia w głowie opcji na wieczór, pozwalając by w głos wkradł mu się entuzjazm. - Nie jakiś wielki. Skoro idziemy oglądać gwiazdy możemy zgarnąć jakiś koc, coś do picia... może kilka ciastek..? - rzucił, przeciągając ostatnią propozycję w małym teście czy pani domu w ogóle ich w tym momencie słuchała, czy była zbyt zajęta swoim artykułem w gazecie. Sądząc po wcześniejszym, całkowitym zignorowaniu go, sądziłby, że jest zbyt zaabsorbowana lekturą, ale miał zbyt wiele nauczycielek grających w tę grę aż za dobrze, tylko by wciąć się w rozmowę w najmniej oczekiwanym momencie, więc był na to wyczulony. - Jak u was z zanieczyszczeniem świetlnym w okolicy? Nie skupiłem się wczoraj - przyznał, przekazując kolejny kubek i zabierając się za ostatni talerz pozostawiony w zlewie po śniadaniu. Poprzedniej nocy był odrobinę zbyt zajęty pilnowaniem by Milo nie wlazł w żadną latarnię uliczną, trzymaniem własnej równowagi, oraz trawieniem resztek irytacji na Diego, by oglądać gwiazdy po drodze z wizyty w barze. Może to i lepiej, teraz przynajmniej na spokojnie będzie miał okazję sprawdzić na ile kalifornijskie niebo różniło się od tego, które znał z Kanady. W ostatnim czasie nie miał dobrej okazji na wyrwanie się z miasta z teleskopem, jednak w cieplejsze miesiące zdarzało mu się regularnie wyjeżdżać na jakieś pobliskie wniesienie i spędzać noc pod gwiazdami. Teraz bez dwóch zdań zamierzał zabierać ze sobą Milo, nawet jeśli ten miał cały wyjazd narzekać na obniżoną temperaturę. Skoro już wiedział z jakim klimatem konkurowało Toronto, nie zamierzał się łudzić, że ten mały gremlin kiedykolwiek będzie szczerze zadowolony.
Po przekazaniu mu ostatniego naczynia, przemył na szybko zlew i zakręcił wodę, po czym wytarł dłonie w brzeg swetra, przy okazji wilgotnymi palcami zmywając z materiału resztki mąki. Przeszedł w bok i zatrzymał się za mężczyzną kończącym wycieranie, opierając dłoń na jego biodrze, podczas gdy drugą wyciągał mu suchy talerz z ręki i uprzejmie pomagał z odłożeniem go na miejsce w górnej szafce.
- Dobra robota, mon chéri, zasłużyłeś na nagrodę, ale tylko jak wyprzedzisz mnie na górę - mruknął przy jego uchu z uśmiechem tańczącym na ustach, po czym stuknął nosem jego skroń i wycofał się o krok. W przelocie podziękował Estelli za złote rady podczas wspólnego pieczenia i wybył z kuchni by udać się na poddasze.

Milo Rivera
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
I have the social energy of a raccoon on Xanax, the commitment instincts of a housecat, and the emotional range of a teaspoon.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Pomysł z piknikiem chodził mu po prawdzie po głowie od jakiegoś czasu. W jego pamięci wciąż istniało wspomnienie dachu, na którym można się było ukryć z kocem i zabrać przy okazji kilka kanapek (lub ciastek, które na Milo robiły o wiele większe wrażenie) w asyście małego termosu z herbatą. Nie wiedział natomiast jak obecnie wyglądały wyższe piętra opuszczonej cegielni ani czy w czasie jego nieobecności nie został zainstalowany monitoring. Ostatnim czego by chciał było narażenie Dylana na spontaniczny sprint w obawie o życie, z psami ujadającymi za plecami i faktycznym ryzykiem nadpisania sobie kartoteki. Zwłaszcza, że Gauthier był w Stanach wyłącznie turystą.
Nie wiem jak z tym... zanieczyszczeniem świetlnym, ale widok jest całkiem przyzwoity. Mam tylko nadzieję, że wziąłeś wygodne buty.
Nie był w stanie patrzeć na niego długo, gdy kręcił się i prężył przy zlewie w jego swetrze. Z jakiegoś umykającego jego zrozumieniu powodu ta konfiguracja wywoływała w nim dziwne, zupełnie nowe poruszenie.
Estella nie odezwała się znad swojej gazety, mruknęła jedynie nie do końca wiadomo do kogo i w jakim celu. Równie dobrze mogła prowadzić jakiś monolog wewnętrzny albo dyskutować z gazetą oraz kącikiem złotych porad.
Ostatni talerz wylądował na swoim miejscu, uszczerbiony kubek niedostatecznie dopieszczony ręcznikiem wciąż ociekał, ale Milo nie był zainteresowany. Próbował przywołać w pamięci i rozrysować na nowo plan wszystkich trzech pięter cegielni, wraz z tymi fragmentami, co do których bezpieczeństwa już parę lat temu miał słuszne zastrzeżenia. Wschodnie skrzydło było wówczas w najgorszym stanie, zbutwiałe, przegnite drewno stanowiące szkielet sypało się pod naciskiem buta, podłoga pracowała przy każdym kroku grożąc zawaleniem. Nie byłby zaskoczony gdyby wieczorem odkryli, że kompletnie się zapadło.
W tej sytuacji zostawała im droga przez główne lobby lub przez zachodnią stronę kompleksu. Sęk w tym, że obie opcje wymagały odrobiny gimnastyki i pomimo, że Dylan zdawał radzić sobie bez zarzutu przy porannym joggingu, tak Rivera nie był w stanie wywróżyć jak zapatrywał się na kwestie karkołomnych wspinaczek po wątpliwej stabilności konstrukcjach, skoki lub improwizacje gdy grunt zaczynał się dosłownie sypać pod nogami lub kruszyć w rękach.

W sensie, że... HEJ! Och... 一 Nie zdążył choćby chwycić go za łokieć, Gauthier po prostu teleportował się z kuchni do przedpokoju, podczas gdy on nie zdążył jeszcze nawet rozłożyć mokrego ręcznika na kaloryferze. Milo jedynie prychnął pod nosem - Estella natomiast zmarszczyła nos w nieczytelnej reakcji - i ściągnął sobie kaptur z głowy, żeby przynajmniej widzieć na którym stopniu się wypierdala wbiegając po drabinie.


Do sypialni wpadł zdyszany i niezbyt chętny na kolejne biegi, bo wierzył, że tego jednego dnia i tak wyrobił już swoją tygodniową normę. Z obolałą kostką, którą obtłukł sobie po drodze obrzucił Gauthiera znużonym spojrzeniem, takim z pogranicza „nie mam do ciebie siły” i „czy kiedykolwiek kończy ci się energia?”.
Ale w oczy znów rzucił mu się agresywnie ten znajomy, żółty sweter i zdominował całą jego uwagę. Milo zwilżył w nerwowym odruchu wargi końcem języka, a dłoń którą domykał drzwi była chłodna i zaczynała się nieprzyjemnie pocić. Druga również, tyle że tą mógł wytrzeć dyskretnie w kieszeń bluzy.

Rozumiem, że drugie miejsce nie kwalifikuje mnie już do odebrania nagrody?
Choć Milo miał wyjątkowo kreatywny moment i na poczekaniu był w stanie wskazać co najmniej kilka opcji, którymi nie wzgardziłby w roli pocieszenia.
Bez rozwiązywania sznurówek zzuł trampki i przekopał je na bok, bluzę chwycił za kołnierz i ściągnął przez głowę z małą wpadką w trakcie; koszulka również podjechała mu do góry i Rivera z przyzwyczajenia i dość panicznie pociągnął ją z powrotem w dół.

Mamy trochę czasu do wieczora, nie wiem jak ty, ale ja chyba odeśpię poranek. Nadal nie jestem fanem aktywności przed dziesiątą rano, więc się nie przyzwyczajaj.
Nareszcie pozbył się bluzy i z chaotycznie zelektryzowaną otoczką loków wokół twarzy spojrzał mętnie przed siebie; okno było uchylone, i o tyle o ile doceniał świeże powietrze oraz przyciszony szum niezbyt gwarnej o tej porze ulicy, o tyle zbyt ostre światło nie było jego sprzymierzeńcem.
Drewniana, stojąca roleta odgrodziła go od tej uporczywej, pchającej się w oczy jasności, aczkolwiek potrzebował chwili by ją wyregulować, bo zdążył wyjść z wprawy.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
24 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Opierając się ramieniem o ściankę przy drzwiach, akurat odłamywał ramię małej gwiazdki zgarniętej na wylocie z kuchni w ramach nagrody, kiedy Milo wpadł zziajany do pokoju. Sam oddychał trochę ciężej, głównie przez to, że podczas wbiegania po drabinie wzięło go na chichotanie jak szaleniec, jednak nie był w stanie podzielić nastroju mężczyzny i wyszczerzył zęby w uśmiechu w odpowiedzi na spojrzenie mówiące więcej niż tysiąc słów, po czym wrzucił sobie na język kawałek ciasteczka i skomentował nowy smak pełnym uznania pomrukiem. Tym razem miał to małe złodziejstwo za zasłużoną próbkę dla cukiernika, by sprawdzić finalny efekt ukręcania ciasta w pocie czoła pod dyrygenturą Estelli. Minęły długie lata od kiedy ostatni raz miał okazję podwędzić coś z kuchni korzystając z chwilowej nieuwagi pani domu, jako że aktualnie to on był tym, który dawał dzieciakom łyżką po łapach. Przez to czuł się trochę jakby niespodziewanie cofnął się do beztroski najmłodszych lat życia. Sprzed choroby, separacji, nawet sprzed przeprowadzki, kiedy to babcina szmata zawsze trzymana na wyciągnięcie ręki zmuszała do wyjątkowej kreatywności przedświątecznej.
Zanim zdążył odpowiedzieć na pytanie, już drugi raz tego dnia Dylan dał się rozproszyć podjeżdżającą koszulką oferującą przebłysk karmelowej skóry, skutecznie przyciągającej jego wzrok na ten krótki moment zanim Rivera ponownie się zakrył.
- Jutro będzie łatwiej - odparł na wspomnienie o porannych aktywnościach, właściwie wyłącznie w celu wyciągnięcia z niego jakiejś reakcji, jako że pogodził się z myślą o odpuszczeniu sobie dalszych treningów do końca wyjazdu. Niewątpliwie bawił się doskonale, ciągając Milo po mieście równo ze wschodem słońca w tempie nie do końca spacerowym, jednak doceniał jego poświęcenie dostatecznie by nie przeginać pały. Podążył za nim w głąb pokoju i stanął za jego plecami, przeszkadzając mu w regulowaniu rolety wsunięciem ciekawskiej dłoni pod materiał t-shirtu w tym samym miejscu, jakie chwilę wcześniej prześledził oczami. Pogładził jego bok, kciukiem wodząc po kształcie wyczuwalnego przez skórę żebra.
- Możemy pomyśleć o nagrodzie pocieszenia - mruknął zniżonym tonem, jakby w okolicy znajdowały się nieproszone uszy i chciał zostawić to wyłącznie między nimi. Zaciągając go z dołu do sypialni nie miał konkretnych, niecnych planów, ot od rana nie mieli zbyt wielu okazji na spędzenie czasu sam na sam i wolał skorzystać z pierwszej nadarzającej się szansy zanim pani Flores wpadłaby na kolejne zadanie niecierpiące zwłoki. To, że Milo zdecydował się wyglądać tak, było już poza jego kontrolą. Nieszczególnie przejęty tym, czy mężczyzna skończył swoją okienną misję, czy jeszcze nie, obrócił go za biodra i zrobił krok w przód, nakierowując go plecami na roletę.
- Czekaj, masz kilka...
Przechylając głowę sięgnął w górę, by wyplątać mu z włosów zawieruszone igiełki świerkowe, które nie wydawały się chętne do opuszczenia swojego nowego gniazda. Manewrowanie jedną ręką nie było najłatwiejszym zadaniem, ale cierpliwie usunął jedną po drugiej spomiędzy odstających na wszystkie strony loków. Zdecydowanie wolał zrobić to teraz niż później znajdywać je w łóżku, chociaż wciąż istniała szansa, że dał radę jakieś przegapić. Po rzuceniu ich na podłogę, z pełnym przekonaniem, że kiedyś to posprząta, wytrzepał dłoń o spodnie by pozbyć się ostatniej igły uczepionej jego palca odrobiną żywicy, i podniósł wyżej drugą rękę, w której cały czas trzymał resztkę ciastka. Z wesołymi iskierkami w rozszerzonych źrenicach i łagodnie zmrużonymi od uśmiechu oczami odłamał z gwiazdki przedostatnie ramię, by podnieść je do ust Rivery między kciukiem i palcem wskazującym w ramach niemej oferty.

Milo Rivera
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
I have the social energy of a raccoon on Xanax, the commitment instincts of a housecat, and the emotional range of a teaspoon.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Milo nie musiał odpowiadać mu werbalnie; po sugestii jakoby po dzisiejszym porannym piekle joggingu miały go czekać kolejne, atmosfera zacisnęła się w małym pokoju na poddaszu wokół nich, z ciszą wyrażającą wszystko, co Rivera mógłby mieć mu do przekazania. Nie chciał nawet poruszać tego tematu, czuł się wystarczająco upokorzony po potknięciu o głupi kopczyk ziemi - czy krawężnik, wszystko jedno i kolorowo - i chociaż kanapka z pastą krewetkową pozwoliła mu po części o tym zapomnieć, wciąż nie miał zamiaru tego powtarzać. Jeżeli miał w związku z tym przywiązać Gauthiera do kaloryfera, oficjalnie nie miał oporów.
Jutro żaden z nas nie wstanie przed dziesiątą 一 odpowiedział mu śpiewnie, z czymś więcej niż przekonaniem. On to po prostu wiedział. 一 Więc tak, będzie łatwiej.
Słyszał jego kroki, po latach spędzonych w tym miejscu Milo znał ich dźwięk, ba - potrafił nawet rozpoznać które z luźnych klepek właśnie skrzypiały pod stopami Dylana. Na chwilę wstrzymał oddech, a mięśnie brzucha drgnęły zaskoczone ciekawością obcych palców, nie wpłynęło to jednak na jego próby wyregulowania opornej rolety.
Zazwyczaj dotyk w tych okolicach, gdy już Dylan pozwalał sobie zapuszczać się mu pod koszulkę, łaskotał go i sprawiał, że Rivera prędko opędzał się od niego i w pośpiechu kończył to, czym był w danym momencie zajęty tłumacząc, że ma robotę gdzieś indziej. Tym razem ten sam bodziec wywołał inną reakcję i zamiast się zjeżyć Milo wciągnął gwałtownie powietrze, łódeczka pleców zdradziecko wystawiła go na pastwę kluczącej mu wokół żeber dłoni i musiał przygryźć dolną wargę. Miał spore powody do nieufności względem swojej zdolności kontrolowania dźwięków.

Pocie... a-h-hej! 一 fuknął z paniką w głosie; przy obrocie prawie stracił równowagę i gdyby nie ostatni przebłysk zdrowego rozsądku, chwyciłby za roletę i zapewne runął razem z nią jak długi. 一 Co?
Do ostatniej chwili nie wiedział dlaczego Gauthier zaczął grzebać mu we włosach ani co z nich wyciągał. Sam pewnie nie zwróciłby uwagi na coś tak prozaicznego jak pozostałości choinki na głowie do momentu wejścia pod prysznic. Tym bardziej się zniecierpliwił, jak zawsze kiedy na raz otrzymywał zbyt wiele sygnałów, na jakie na ogół nie wiedział jak reagować nawet gdy przychodziły pojedynczo.
Zerknął tylko znacząco w kierunku materaca, tęsknie i ze zniecierpliwieniem, chcąc położyć się chociaż na kwadrans, zamiast tego sterczał uwięziony między roletą a Dylanem i łaskawie pozwalał wydłubywać sobie sosnowe igliwie z potarganych loków.
Przymknięte do połowy powieki wyglądały jakby mu ciążyły, rzęsy kładły się tak nisko, że łatwo je było pomylić z cieniami, jakie zwykle obkonturowywały mu oczy, w milczącej kapitulacji i jednoczesnej konsternacji. Z tej perspektywy widział dokładnie jak jego własny sweter układał się na Dylanie (zupełnie inaczej niż na nim) i ponownie witał się z tym samym uczuciem jakiego doświadczył chwilę temu piętro niżej w kuchni.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
24 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Milo Rivera
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”