Każde uderzenie niosło więcej siły. Rozkładał to też na mechaniczne czynniki, aby precyzyjnie móc każdorazowo uderzyć w jej rdzeń. Tym samym wypełniając przestrzeń słodką symfonią ich oddechów trzasku skóry, splecioną z każdym melodycznym stęknięciem. Dla niego to było piękne. Cierpienie, które zadawał, a które było przyjemnością.
Jej słowa potraktował jako sygnał. Niczego nie zmienił, ani nie przesunął się, słysząc, że znalazł punkt, który należało pielęgnować. Zamiast tego dał jej więcej siły, nic więcej. A przez to – więcej siebie. Gdy wyskamlała jego imię, jego umysł na moment sięgnął zmysłowej ekstazy, choć cieleśnie pozostawał w tym samym punkcie, w tym samym miejscu, co wcześniej.
Słysząc, a przede wszystkim, czując na sobie że szczytuje, uderzył w nią jeszcze kilka razy, pomimo jej zaciśniętych tkanek i pomimo oporu, jakie stawiało jej spięte ciało. Zatrzymał się w końcu, trzymając ją pewnie. Przechwycił jej niemal bezwładne ciało, otaczając ciasno w pasie. Drugą ręką otoczył ją pod biustem, sięgając do jej szyi.
Dał jej kilka oddechów, jednocześnie wciąż czując niespożyte napięcie w sobie. Docisnął ją mocniej do siebie, odnajdując wargami płatek jej ucha.
— Nie wypuszczę cię, Navi — powiedział. Nie była to słodka, romantyczna obietnica. Pod samym tonem, w jaki to wypowiedział, kryło się coś znacznie mroczniejszego. Podskórnie niosło to sens groźby, zasnutej w ładnej konfiguracji słów. Przesunął się z nią na tyle, by mógł odwrócić ją i posadzić na blacie biurka. Pochylił się nad nią na tyle, by móc kolejny swój oddech rozbić na jej twarzy. — Non ti lascerò andare finché il tuo corpo non reagirà come voglio io — dodał twardo.
Nie musiała rozumieć całego zdania, aby zrozumieć jego sens. Chciał, aby jej ciało reagowało dokładnie tak, jak zaplanował. Aby straciła absolutnie kontakt z rzeczywistością, ze swoją cielesną powłoką i szczytowała dla niego po raz kolejny. Eksplodowała dla niego tak, jak powinna. Niekontrolowanie wylała się na niego, nie mogąc już dłużej tego powstrzymywać. Aby sięgnęła całkowicie, absolutnie pierwotnej materii.
Nie dał jej zbyt wiele czasu na odpoczynek. Nie dał jej uciśniętym tkankom czasu na odbudowę. Naparł na nią, aby przylgnęła plecami do blatu.
— Tieniti forte… sarà un bel casino — odezwał się, niskim tonem, podchwytując jej nogi, kiedy sam przechylał się nad nią. Złożył ją niemal jak scyzoryk, napierając na nią mocno. Jej dłonie ułożył strategicznie przy krawędzi biurka, zaciskając je na niej. Scałował niedbale jedną z jej kostek, a później wszedł w nią raz kolejny. Nie zwracając uwagi na błagalny opór jej wnętrza.
Navi znała ich hasło. Sama je ustaliła, dawno temu. Do tego czasu zamierzał robić wszystko to, na co miał ochotę.
Uderzył w nią głęboko, jedną ręką znów sięgając asekuracyjnie do przeciwległej krawędzi biurka. Drugą przesunął po jej wilgotnej skórze, tycząc szlak między jej piersiami w stronę jej szyi. Zacisnął na niej palce, czując jej pulsującą tętnicę pod swoimi opuszkami. I niezapowiedzianie przyspieszył, tym razem szturmem w nią uderzając, niemal żerując na jej rozdrażnionych tkankach.
Gdy druga z jego dłoni dołączyła do tej, która przytrzymywała mebel od drugiej strony, ciężko było mówić o zwykłym seksie. Intensywność, z jaką w nią wpadał, sprawiła, że pomieszczenie dość szybko wypełniło się nie tylko jej urywanym oddechem, ale też jego. Jego drżącym od satysfakcji pomrukami.
Przez cały czas nie spuszczał z niej spojrzenia, choć jego oczy już dawno zasnuły się mgłą. Karmił się jej widokiem; jej absolutnym poddaniem, swoją własną kontrolą. Była idealna, a w takiej konfiguracji wręcz perfekcyjna.
— Lasciati andare. Ci penso io — mruknął gładko, zadziwiająco stabilnie, dociskając się do niej jeszcze mocniej.
Navi Yun