37 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
'Cause I'm the serpent, I'm the flame, the mortal world is scared to say my name.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
  Widział w niej perfekcyjną partnerkę, która idealnie domykała jego wizję seksu. Ktoś powiedziałby, że po prostu daje się rżnąć, niczym bezwolna kukła, a on widział w tym odpowiedź na wszystko, czego szukał. I widział więcej, niż kukłę, bo dawała mu więcej niż cokolwiek, zwykła kukła, czy ktokolwiek, którakolwiek z partnerek, które miał. Spełniała jego zmysłową fantazję, która pieściła jego umysł. I była w idealnym miejscu – zawsze. Nie tylko dlatego, że tak ją układał. Dlatego, że reagowała całym ciałem i bez cienia fałszu. Reagowała intensywnie, hipnotyzująco. W taki sposób, że nawet on był tym zafascynowany i nie potrafił odmówić sobie odczuwanej satysfakcji.
  Każde uderzenie niosło więcej siły. Rozkładał to też na mechaniczne czynniki, aby precyzyjnie móc każdorazowo uderzyć w jej rdzeń. Tym samym wypełniając przestrzeń słodką symfonią ich oddechów trzasku skóry, splecioną z każdym melodycznym stęknięciem. Dla niego to było piękne. Cierpienie, które zadawał, a które było przyjemnością.
  Jej słowa potraktował jako sygnał. Niczego nie zmienił, ani nie przesunął się, słysząc, że znalazł punkt, który należało pielęgnować. Zamiast tego dał jej więcej siły, nic więcej. A przez to – więcej siebie. Gdy wyskamlała jego imię, jego umysł na moment sięgnął zmysłowej ekstazy, choć cieleśnie pozostawał w tym samym punkcie, w tym samym miejscu, co wcześniej.
  Słysząc, a przede wszystkim, czując na sobie że szczytuje, uderzył w nią jeszcze kilka razy, pomimo jej zaciśniętych tkanek i pomimo oporu, jakie stawiało jej spięte ciało. Zatrzymał się w końcu, trzymając ją pewnie. Przechwycił jej niemal bezwładne ciało, otaczając ciasno w pasie. Drugą ręką otoczył ją pod biustem, sięgając do jej szyi.
  Dał jej kilka oddechów, jednocześnie wciąż czując niespożyte napięcie w sobie. Docisnął ją mocniej do siebie, odnajdując wargami płatek jej ucha.
  — Nie wypuszczę cię, Navi — powiedział. Nie była to słodka, romantyczna obietnica. Pod samym tonem, w jaki to wypowiedział, kryło się coś znacznie mroczniejszego. Podskórnie niosło to sens groźby, zasnutej w ładnej konfiguracji słów. Przesunął się z nią na tyle, by mógł odwrócić ją i posadzić na blacie biurka. Pochylił się nad nią na tyle, by móc kolejny swój oddech rozbić na jej twarzy. — Non ti lascerò andare finché il tuo corpo non reagirà come voglio io — dodał twardo.
  Nie musiała rozumieć całego zdania, aby zrozumieć jego sens. Chciał, aby jej ciało reagowało dokładnie tak, jak zaplanował. Aby straciła absolutnie kontakt z rzeczywistością, ze swoją cielesną powłoką i szczytowała dla niego po raz kolejny. Eksplodowała dla niego tak, jak powinna. Niekontrolowanie wylała się na niego, nie mogąc już dłużej tego powstrzymywać. Aby sięgnęła całkowicie, absolutnie pierwotnej materii.
  Nie dał jej zbyt wiele czasu na odpoczynek. Nie dał jej uciśniętym tkankom czasu na odbudowę. Naparł na nią, aby przylgnęła plecami do blatu.
  — Tieniti forte… sarà un bel casino — odezwał się, niskim tonem, podchwytując jej nogi, kiedy sam przechylał się nad nią. Złożył ją niemal jak scyzoryk, napierając na nią mocno. Jej dłonie ułożył strategicznie przy krawędzi biurka, zaciskając je na niej. Scałował niedbale jedną z jej kostek, a później wszedł w nią raz kolejny. Nie zwracając uwagi na błagalny opór jej wnętrza.
  Navi znała ich hasło. Sama je ustaliła, dawno temu. Do tego czasu zamierzał robić wszystko to, na co miał ochotę.
  Uderzył w nią głęboko, jedną ręką znów sięgając asekuracyjnie do przeciwległej krawędzi biurka. Drugą przesunął po jej wilgotnej skórze, tycząc szlak między jej piersiami w stronę jej szyi. Zacisnął na niej palce, czując jej pulsującą tętnicę pod swoimi opuszkami. I niezapowiedzianie przyspieszył, tym razem szturmem w nią uderzając, niemal żerując na jej rozdrażnionych tkankach.
  Gdy druga z jego dłoni dołączyła do tej, która przytrzymywała mebel od drugiej strony, ciężko było mówić o zwykłym seksie. Intensywność, z jaką w nią wpadał, sprawiła, że pomieszczenie dość szybko wypełniło się nie tylko jej urywanym oddechem, ale też jego. Jego drżącym od satysfakcji pomrukami.
  Przez cały czas nie spuszczał z niej spojrzenia, choć jego oczy już dawno zasnuły się mgłą. Karmił się jej widokiem; jej absolutnym poddaniem, swoją własną kontrolą. Była idealna, a w takiej konfiguracji wręcz perfekcyjna.
  — Lasciati andare. Ci penso io — mruknął gładko, zadziwiająco stabilnie, dociskając się do niej jeszcze mocniej.

Navi Yun
pies (dc: canine.west)
ja jestem trigger
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
właścicielka tworzącej się restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
+18
Pieprzenie się z nim przekraczało wszelkie granice przyzwoitości i przyjemności. Na co dzień mogła być najbardziej elegancką kobietą w okolicy. Mogła być też najłagodniejsza i najlepiej wychowana. Uprzejma, ułożona i z klasą, ale kiedy przychodziło co do czego i podniecenie zaczęło przez nią przemawiać w momencie, gdy się do niej zbliżał, wszystko się zmieniało. Na wierzch wychodziła całe ukryte zepsucie, bezwstydność i rozwiązłość. Wulgarnie chciała wszystkiego, co mógł jej dać. W każdy możliwy sposób, zwłaszcza taki, który tworzył jego całego.
Nigdy nie prosiła, aby się hamował. Tylko brała go całego.
Nie wypuszczę cię, Navi.
Ton jego głosu rozbrzmiał w jej czaszce. Przez jej ciało przeszedł kolejny dreszcz. Ten, który informował o niebezpieczeństwie, a jednocześnie ekscytacji. Bo wiedziała, że Giovanni nie jest człowiekiem romantycznych obietnic, które chwytają za serce. Był Diabłem, a nie pieprzonym Romeo.
A to pociągało o wiele bardziej.
Nie wypuszczaj — wysapała ledwo słyszalnie, wyraźnie zmęczona tym intensywnym wysiłkiem oraz poprzednimi orgazmami, które silnie spinały każdą komórkę w jej ciele. Zwłaszcza, że każdy kolejny szczyt był mocniejszy od poprzedniego.
Usiadła na blacie biurka, czując jak jej ciało wydaje się być niczym z waty. Wiedziała, że to jeszcze nie koniec. Mimo cięższego oddechu i serca, które obijało się o jej żebra, miała nadzieję na to, że do niej wróci. W końcu nie mógł od niej odejść, samemu nie kończąc. Mimo, że dał jej wiele, to nie odczuwałaby satysfakcji, gdyby z nią nie doszedł. Egoistycznie chciała poczuć te ostatnie, sfrustrowane ruchy jego bioder na sobie. Pragnęła, aby pochwycił ją w ten zaborczy, kontrolujący sposób, gdy był blisko końca i pieprzył ją jakby jutra miało nie być. Jakby od tego miało zależeć jego własne życie.
Z jakiegoś powodu to był najlepszy moment. Najbardziej bolesny, podniecający i jednocześnie cholernie satysfakcjonujący. Na skraju absolutnie każdej granicy.
Przylgnęła posłusznie plecami do blatu, gdy tylko na nią naparł, pozwalając ułożyć się dokładnie jak chciał. Przycisnęła nogi do swojego ciała, a serce raz jeszcze mocno zabiło w podekscytowaniu. Całkowicie była zdana na niego. Całkowicie mu też ufała. Może to było zgubne, wręcz masochistyczne, a jednak w temacie seksu poddawała mu się bez najmniejszego słowa sprzeciwu, zgadzając się na wszystko co oferował.
Zrozumiała jego ostrzeżenie na które mimowolnie jej serce się skurczyło.
Zacisnęła palce na krawędzi biurka, mocno się jej chwytając. W ostatniej chwili, zanim na nowo wszedł w jej obrzmiałe, mocno zaciśnięte od poprzedniego orgazmu wnętrze. Wciągnęła mocno powietrze w płuca, odruchowo wyginając plecy w delikatny łuk. Miała wrażenie, że z każdym kolejnym razem jak w niej był, czuła go jeszcze lepiej i wyraźniej. Że każdy centymetr jego sporych rozmiarów męskości ociera się o nią ostrzej niż wcześniej.
Zadarła wyżej brodę, czując jak jego dłoń wędruje do jej wilgotnej od potu szyi, chwilę przed tym, jak całkowicie nie zaczął rozdzierać jej od środka. Doskonale czuła każde mocne i szybkie uderzenie. Czuła, jaką siłę wkładał w każde pchnięcie bioder, bo gdyby nie trzymał biurka, to zapewne prędko znaleźliby się pod przeciwległą ścianą. Niekontrolowane pojękiwania przemieszane z urwanymi, krótkimi oddechami wykradały się spomiędzy jej warg, kiedy wciskał się w nią raz za razem.
Całkowicie odchodziła od zmysłów. Żadne słowa nie potrafiły uformować się w jej głowie. W pełni odcięta od świata zewnętrznego, rozpływała się jedynie nad masą bodźców i odczuć, które w tej chwili odczuwała. Ból, satysfakcja, przyjemność, głód, rozpalenie. A gdy jej oddech przeplatał się z tym jego, a jej jęki rozkoszy z jego pomrukami satysfakcji… miała wrażenie, że wszystko odczuwane jest jeszcze lepiej.
Było idealnie, chociaż musiało z boku wyglądać… jak znęcanie.
Z zamkniętymi oczami oddawała się wszystkiemu. Pozwalając mu się pieprzyć w ten cudownie obsesyjny, bestialski wręcz sposób, który tak uwielbiała. Tylko w jego wykonaniu.
Giovanni, błagam — wyjęczała, pomiędzy kolejnymi mocniejszymi uderzeniami, które odbierały jej dech. To nie była prośba, aby przestał, chociaż jej ciało wyraźnie było obolałe i zmęczone. To była prośba, aby nie przestawał.
Zakochała się w Diable i chciała go w całej swojej okazałości. Z każdym przekleństwem i piekielną odsłoną jaką miał w rękawie doskonale skrojonego garnituru.

Giovanni Salvatore
37 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
'Cause I'm the serpent, I'm the flame, the mortal world is scared to say my name.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
  Przy seksie ludzie pokazywali stronę, o którą nierzadko by ich nie podejrzewano. W jego przypadku było podobnie – choć był dominujący z charakteru, to zwykle robił to bardzo subtelnie i bez użycia siły. Nie manifestował głośno swojej władzy, ale ją miał. Gdy przychodziło do zbliżenia, każdy jego atom był czymś, co wręcz żądało głośno kontroli. Co pokazywało, że musi ją mieć, ma i za nic nie odda. Było to kontrastowe dla jego codzienności i równoważyło się subtelność i finezję w jego zagraniach z tą nieczystą i brutalną kontrolą.
  Nigdy pewnie nie sądził, że trafi na kogoś, przy kim pogodzi jedno i drugie. Ale nigdy też nie szukał, świadomie wybierając samotność, do pewnego etapu przekonany, że partnerka jedynie zaburzy równowagę w jego uporządkowanym umyśle. Navi, do tego pory, wprowadziła tam huragan, który wpadł i swoją siłą przestawił stary porządek, nadając sens nowemu. Sprowadzonemu do jedności.
  Teraz też fizycznej.
  Chciał sprowadzić ją do tak pierwotnej postaci, jakiej jeszcze u siebie nie widziała. Chciał wyzwolić w niej reakcje, które były nieczyste, odległe od niej, wręcz prymitywne, ale przez to tak bardzo satysfakcjonujące Chciał sprawdzić jej granice i przesunąć je, za każdym razem, jeszcze dalej. Więc uderzał w nią, raz za razem, z taką precyzją, jak gdyby każdy ruch był przez niego zaplanowany. Nawet on musiał przyznać, jak obłędnie rozkosznym uczuciem było poczucie, jak jej zmęczone, słabe tkanki wciąż oplatają się na jego przyrodzeniu i zaciskają. Rezonu przez to nie tracił, ale fizycznie czuł. Czuł, jak pompuje to w niego, za każdym razem, kolejną falę ciśnienia.
  Słuchał przy tym tej cudownej melodii, jaka wyślizgiwała się spomiędzy jej rozchylonych warg. Nie kazał jej niczego zmieniać, nie kazał być głośniej, bo tak była hipnotyzująco naturalna. Była czymś, czego szukał i czego pragnął. Pozwalał, by każde westchnienie werżnęło się w jego umysł niczym sztylet, a każdy ciężki oddech osiadał gładko na nim. Choć to wszystko dalekie było od pięknej, wyuzdanej symfonii.
  Usłyszał, jak między tymi dźwiękami, prześlizguje się coś jeszcze. Jej głos, złożony w błaganie. Wiedziała, co zrobić, aby satysfakcja zagrała w jego myślach. Uśmiechnął się minimalnie, z aprobatą.
  Uderzył w nią mocniej, na chwilę zwalniając, a potem uderzył w nią jeszcze raz.
  — Wytrzymasz jeszcze trochę, Amore — mruknął nisko, chropowatym głosem w płatek jej ucha. Postanawiał to za nią. I wiedział, że wytrzyma. To i jeszcze więcej, jeśli będzie trzeba. — A potem dasz mi to, czego chcę — dodał twardo. Sprowadzając ją do tak prymitywnych poziomów oczekiwał jednego. Aby doszła, głębiej i inaczej niż wcześniej. Aby go dosłownie zalała sobą i tym, co w niej budował. Postawił to sobie za punkt całego swojego honoru i postanowił, że nie wypuści jej, dopóki mu tego nie da. W innym wypadku zarżnie ją na śmierć, a byłby do tego zdolny.
  Powiedział, że jej nie wypuści. A ona przecież na to przystała.
  Zaczepił nielekko zębami o płatek jej ucha, by uderzyć w nią jeszcze raz, a później znów. Wyprostował się po chwili na tyle, by móc nabrać tempa, a także przytrzymać biurko obiema już rękami, przechodząc do kolejnego ataku.
  Z trzaskiem zderzał się swoim ciałem z jej ciałem, spotykając ich skóry ze sobą. Intensywnie penetrował ją swoim wciąż nabrzmiałym, niezmordowanym przyrodzeniem, nabudowując w niej i sobie rozkoszne ciśnienie, które prędzej czy później będzie musiało eksplodować. Na własnym wyposażeniu miał jeszcze palce i język, więc poradzi sobie ze ziszczeniem postanowienia.
  W końcu nigdy nie składał obietnic, których nie mógłby dotrzymać. A w zasadzie – nigdy nie składał obietnic, tak jak mówił. Obietnice miały być dla tych, którzy zostawiali sobie miejsce na porażkę. On ustanowił cel.

Navi Yun
pies (dc: canine.west)
ja jestem trigger
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
właścicielka tworzącej się restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
+18
Dopiero przy Giovannim poznała co tak naprawdę sprawiało jej przyjemność. Przy nim też poznała swoje własne, ciemne strony, które wychodziły za każdym razem, jak tylko się do siebie zbliżali w ten magnetyczny, niebezpieczny sposób. Wcześniej nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo seks może być przyjemny. Jak orgazm mógł zwalać z nóg. Jak ciśnienie mogło być rozpierające i męczące. Te wszystkie odczucia w pewnym momencie stały się wręcz uzależniające. Chciała ich doznawać częściej. I stała się zachłanna na więcej.
A wiedziała, że nigdzie indziej nie dostanie tego, czego chce.
Jej były mąż był wręcz żenujący, nawet jeśli sam siebie zwykł nazywać bogiem seksu.
Całkiem odchodziła od zmysłów. Każda komórka jej ciała odczuwała to, jak ją pieprzył. Poddawała mu się z każdym pchnięciem, nie będąc też w stanie się jakkolwiek stawiać. Zwyczajnie pozwoliła pochłonąć się rozkoszy płynącej z każdego brutalnego uderzenia, które ją rozpierało. Czując w tej pozycji doskonale każdy centymetr, jaki się w niej zanurzał raz za razem.
Nie kontrolowała żadnych odruchów ciała, dając się ponieść przyjemności i podnieceniu, które raz kolejny zaczęło uciskać mocniej jej podbrzusze. Nigdy wcześniej jej ciało nie było tak wymęczone po kilkukrotnych orgazmach. Nigdy wcześniej nie miała czegoś… tak intensywnego. Z każdym kolejnym orgazmem, było ciężej o ponowne uniesienie, ale jak się okazywało, Giovanni doskonale wiedział jak ją rżnąć, aby jej ciało poddało się ponownie rosnącemu ciśnieniu.
I musiała przyznać, było to obłędne uczucie.
Naprzemienne urwane oddechy, westchnięcia i jęki opuszczały jej gardło, kiedy czuła jak mocno uderzał jej ciało, drażniąc przyjemnie to, co już błagało o chwilę wytchnienia. Tą samą chwilę, która nie nadchodziła. I z jakiegoś powodu, mimo zdrowemu rozsądkowi, nie chciała, aby przestawał. Jej błagalny ton niósł za sobą to przesłanie.
Jego głos, który rozbrzmiał w jej umyśle w odpowiedzi, jedynie bardziej ją podniecił, co skutkowało urwanym jęknięciem, gdy mocno w nią uderzył. Może była to groźba, ale ona była łasa na to pierwotne, ostre traktowanie. Mógł się z nią pieprzyć całą noc, mogła nie móc potem chodzić ze zmęczenia, a i tak nie miałaby go dość. Chciała mu się oddawać. Wiedziała, że wytrzyma cokolwiek postanowi.
Zwłaszcza, że chciała przyjąć każdą pieszczotę, jaką zamierzał jej dać.
Chociaż „pieszczota” to raczej słabe określenie na to, co z nią robił.
Mocno zacisnęła palce na granicy biurka, którego się tak kurczliwie trzymała, jak wyczuła zęby na płatku własnego ucha, a potem silne uderzenie, które poczuła w swoim rdzeniu. Boleśnie, doszczętnie. Potem znowu. Zagryzła dolną wargę na tyle mocno, że zdawała się wyczuć na języku własną krew.
Wtedy się wyprostował i przyspieszył, a ona zwyczajnie mu się poddała, czując jak się na nią nabija raz za razem. Jak jego przyrodzenie rozbija się o jej zmęczone, nabrzmiałe tkanki, jak wciska się głęboko i mocno, powodując, że ma ochotę wcisnąć się w to cholerne biurko, na którym się znajdowała.
Kurwa, tak — przekleństwo wyrwało się jej z kolejnym jękiem, gdy odchodziła od zmysłów. Pieprzył ją dokładnie tak, jak powinien. Tak jak chciała. Bez zahamowań, tak, aby czuła wszystko wyraźnie.
Przy nim wychodziła z niej wyuzdana, bezwstydna dziwka. Zupełne przeciwieństwo kobiety, którą była na codzień. Niemoralna, perwersyjna osoba, która chciała zwierzęcego, brutalnego rżnięcia, a nie łagodnego traktowania. Tylko, że nawet w takim traktowaniu musiała być odpowiednia finezja, którą Salvatore opanował do perfekcji, budując napięcie dookoła jak nikt inny.
Nie przestawaj — wyjęczała błagalnie, czując jak blisko jest kolejnego, rozbrajającego szczytu.
Zaskamlała głośno niewiele później, gdy, tym razem, silniejszy orgazm rozbił się po jej ciele, spinając wszystkie mięśnie. Ciężki wydech zatrzymał się w jej gardle i ruszył dopiero, gdy przypomniała sobie jak oddychać. Jej ciało drżało od wysiłku, targane spazmami szczytu, który na chwilę odebrał jej także wizję i kontakt ze światem zewnętrznym.

Giovanni Salvatore
37 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
'Cause I'm the serpent, I'm the flame, the mortal world is scared to say my name.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
   Jakkolwiek bezdusznie to nie brzmiało – to siebie stawiał na pierwszym miejscu. Zawsze. Nie tylko w codzienności, ale też w seksie. Dużym plusem było to, że jego potrzeby zdawały się idealnie odpowiadać i zgrywać się z tym, czego chciała doznać Navi. Chodziło zawsze o jego satysfakcję, ale sposób jaki jej szukał, współgrał z zadowalaniem partnerki. Szukał potwierdzenia, że jest bezwzględnie skuteczny, jest dobry i że to, co zaplanował, po prostu zostanie zrealizowane. Podniecała go skuteczność i to, jak dobrze potrafił rozpracować cudze potrzeby i cudze ciało. Niemniej zawsze chodziło o niego, przyjemność Navi tak naprawdę była tylko miłym skutkiem ubocznym.
   Ale skoro to działało, skoro oboje byli zadowoleni, to czemu miałoby to być złe?
   Podobało mu się, jak wyciągał z niej to, czego nie pokazywała na co dzień. W codzienności Navi była dobrze ułożoną, estetyczną, schludną i cichą kobietą. Teraz odpowiadała mu czymś, co nie wynikało z ułożenia czy nawet zakorzenionych traumą schematów. Odpowiadała mu pierwotnie, naturalnie i bez filtra.
   Czyli tak, jak lubił.
   Niczego nie zmieniał, im bardziej wiła się pod nim. Strategicznie zachował to, co wyrywało jej z gardła głośniejsze reakcje. To, co wyrywało z jej płuc słowa, których na co dzień nie słyszał od niej – których nie spodziewał się, aby ześlizgnęły się z jej pięknych ust. I to było to, co go właśnie interesowało. Ta pierwotność w czystej formie.
   Jego ciało reagowało. Musiało. Z każdym uderzeniem, z każdym zanurzeniem w jej ciasne wnętrze czuł, jak jego kręgosłup spina elektryczny impuls. Również czuł budujące się w nim leniwie ciśnie, które im większe było, tym układało się bardziej we frustrację. Nie taką, której nie mógł kontrolować, która miałaby wziąć górę nad jego ruchami. Ale taką, której nie potrafił zignorować.
   Jego oddech wyraźnie przyspieszył, a spomiędzy warg ześlizgiwało się nie tylko powietrze, które wyrzucał z płuc, ale także pojedyncze pomruki; wyraz jego zadowolenia i coś, czego nie zamierzał tłamsić w sobie.
   Jej prośba była punktem na drodze do jego własnego spełnienia. Zahaczył myślą o wyskamlane przez nią słowa, niczego nie zmieniając. Zamierzając doprowadzić ją prosto na sam szczyt, tak jak tego potrzebowała. I tak jak o to błagała.
   W tym samym, intensywnym rytmie, z tą samą mocą, uderzał w nią, zanurzając się w jej tkankach. Do momentu, aż nie spięła się pod nim – dla niego był to jasny sygnał, że mógł już absolutnie wszystko. I kiedy spazmy targały jeszcze jej filigranową sylwetką, on zaatakował ją znacznie mocniej i jeszcze szybciej, przytrzymując ją na miejscu brutalnie i bezwzględnie, aby mimo własnego przestymulowania nie wymknęła mu się. Chodziło w końcu teraz, jak i wcześniej, o niego.
   Zatrzymał się, gdy czuł jak ciśnienie w nim sięgnęło kresu, a jego nerwy wypełnia słodkie, rozbrajające uczucie spełnienia. Osłabione, usatysfakcjonowane, przeciągłe stęknięcie opuściło jego gardło, gdy czuł, jak jego rozkosz, w gorącej, płynnej formie, wypełnia jej wnętrze. Zacisnął mocniej palce, walcząc z nadchodzącym uczuciem bezbronności, które zastąpiło ekstazę. Drżenie własnych dłoni zamaskował mocniejszym naciskiem w palcach;
   Przesunął spojrzeniem po niej, odnotowując jeden fakt – wciąż wyglądała dla niego hipnotyzująco estetycznie. Ze zmierzwionymi włosami, z delikatnie zaczerwienioną skórą na szyi, z intensywniej zaróżowionymi punktami, w których chwytał ją ze znacznie mniejszym wyczuciem. Wciąż mu się podobała, nawet gdy patrzył na nią przez pryzmat osiągniętego już orgazmu.
   To było nowe, satysfakcjonujące. Coś, czego wcześniej u siebie nie zauważał. Nie próbował też tego niczemu przyporządkować, a po prostu pozwolił być.
   Wysunął się z niej, gdy całe ciśnienie wyczuwalnie zeszło z jego przyrodzenia, a potem podciągnął jej sylwetkę tak, aby posadzić na biurku. Ujął jej żuchwę, z charakterystyczną dla siebie stanowczością.
   — Così sia — odezwał się nisko, chropowato, unosząc nieznacznie swój podbródek. — Da ora in poi sei la mia regina — dodał, wciąż po włosku, unosząc kontrolowanie jeden z kącików ust.

Navi Yun
pies (dc: canine.west)
ja jestem trigger
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
właścicielka tworzącej się restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ten intensywny, brutalny wręcz akt, odrywał ją od rzeczywistości. W doskonały sposób sprawiał, że przyjemność przemieszana z bólem rozlewała się po każdym skrawku jej ciała. Nie obchodziło jej czy wszyscy dookoła uznaliby to za zbyt agresywne. Że nikt o zdrowych zmysłach nie nazwałby tego seksem. Wystarczyło, że dla niej było to wszystkim czego potrzebowała. Sam fakt, że to był on, a także sposób w jaki działał, był niesamowicie satysfakcjonujący i spełniający jej wszystkie zachcianki. Kogo więc obchodziło czy działałby przede wszystkim dla siebie, skoro ona wynosiła z tego to, czego chciała i potrzebowała?
Orgazm za orgazmem, każdy kolejny silniejszy i bardziej przenikliwy od poprzedniego. Czuła jak jej ciało wiotczeje pod wpływem silnych impulsów, spazmów i jego ruchów. Poddawała mu się całkowicie, pozwalając na to, aby działał dokładnie jak chciał, by spełnić też samego siebie. W dalszym ciągu nie była w stanie jakkolwiek chować własnych odruchów i odgłosów, zwłaszcza, gdy już nic go nie powstrzymywało.
Mocno zaciskała palce na skraju biurka, jakby to w jakikolwiek sposób miało pomóc jej odreagowywać to, co z nią robił. Głośniejsze jęki niekontrolowanie opuszczały jej gardło, gdy ją atakował mocniej i szybciej niż wcześniej, powodując, że jej osłabione ciało się pod nim wiło. Czuła jak jej mocno ściśnięte kolejnym orgazmem tkanki są rozrywane, gdy raz za razem się w nią wciskał z jeszcze większą siłą, trzymając ją twardo w jednym miejscu.
W końcu zaskamlała raz jeszcze, gdy wyczuła jak w nią uderza i zatrzymuje, a jego podniecenie spływa po jej wnętrzu. Cała wręcz drżała od pożądania i zmęczenia. Jej ciało było okryte potem, a mięśnie osłabły od wysiłku oraz tego wszystkiego, co jej zafundował. Serce mocno obijało się o jej żebra, a oddech był ciężki, jakby przebiegła maraton.
Wciąż go czuła. W sobie, na sobie. W każdym zaczerwienionym miejscu, gdzie ją mocniej chwytał. Jego zapach przemieszał się z jej własnym, a ciała na moment stopiły w jedno. Jej palce stopniowo rozluźniły się na blacie stołu, gdy to był koniec, starając się w jakikolwiek sposób dojść do siebie. Odnaleźć oddech, uspokoić rozszalałe tętno i zmusić się do najmniejszego ruchu, nawet jeśli mięśnie odmawiały posłuszeństwa, zmęczone aktem, jaki miał miejsce.
Pozwoliła się podciągnąć do siadu, czując jak wiotka wciąż była. Podparła się dłońmi po boku, unosząc brodę, gdy ją schwycił w dłoń. Spojrzała na niego swoimi przyćpanymi od malejącego już podniecenia i wysiłku oczami.
Da ora in poi sei la mia regina.
Nie musiała mieć lat nauki włoskiego, aby to zrozumieć. Wystarczyło jej te kilka miesięcy w trakcie których brała lekcje. I siła z jaką uderzyło ją to zdanie, było równie mocne co orgazm przed chwilą. Jak nie mocniejsze.
Sięgnęła słabą ręką do jego karku, aby przesunąć po wilgotnej od potu skórze kciukiem.
La tua regina — odpowiedziała zmęczonym tonem, nie spuszczając z niego spojrzenia.
Chociaż wciąż nie była biegła we włoskim, to jednak pojedyncze zdania umiała składać. A teraz nic nie stało na przeszkodzie, aby mogła uczyć się dalej. Motywację miała zdecydowanie większą niż wcześniej.

/eot

Giovanni Salvatore
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”