Zawsze chciał o nią dbać. Tylko nie zawsze wychodziło to tak, jak planował. Wiele razy po drodze spierdalał kilka kroków, podejmował niewłaściwe decyzje czy działał zbyt egoistycznie, ale kiedy przychodziło do tematu seksu, to było to coś, gdzie wiedział co robić. Tu się nie gubił. Wiele razy jednak się hamował. Soojin była we wszystkim nowa. Chciał ją dopiero stopniowo wprowadzić do wielu różnych obszarów. Pokazać jej jak powinno i może zbliżenie wyglądać. Chciał, aby się poznała. Poznała swoje ciało, a także to co lubi, gdzie lubi i jak lubi. Wiedziała o sobie coraz więcej, podobnie jak on o niej. Nigdy jednak niczego nie forsował.
Wystarczył jeden zły ruch, jedna zła fantazja, aby cofnąć się kilka kroków do tyłu.
A on był trochę spaczony. Może nie jak niektórzy, ale nie można było oczekiwać, że nie miał dziwnych fiksacji oraz upodobań. Kto jak kto, ale jemu do normalnego związku było daleko, nie mówiąc już o normalnych partnerkach. O ile te wszystkie przypadkowe dziewczyny można było jakkolwiek nazwać partnerkami.
Dlatego on też się w pewnym sensie uczył. Jak działać bardziej subtelnie, na wiele różnych, sensualnych sposobów, jak prawdziwy kochanek, a nie jebany dres z klubu.
Nie mógł jednak ukryć, że to wolniejsze, bardziej zmysłowe tempo i działania na niego nie wpływały, bo po twardości jego męskości dało się łatwo stwierdzić, że podniecony był… bardzo.
Czuł jak jedna z jej rąk zaczyna ślizgać się po jego ciele w momencie, gdy w oczekiwaniu na odpowiedź, obcałowywał linię jej szczęki. Kącik ust mu drgnął wyżej, gdy wyczuł jak na niego napiera, nie będąc jej dłużny. Docisnął się do niej w kroku, ocierając wyraźniej w momencie jak wypowiedziała jego imię. To spowodowało elektryczny impuls, który przebiegał po jego grzbiecie, tym intensywniej, im bliżej strategicznego miejsca się znajdowała.
Wciągnął mocniej powietrze do płuc, chwytając fałd jej skóry na szyi między zęby, w momencie gdy wyczuł jej dłoń na swoim twardym od podniecenia przyrodzeniu.
—
Skąd przekonanie, że nie lubię właśnie tego? — wymruczał ciężej w jej skórę, pozwalając jej się masować. Krew zaczęła mu wrzeć, bo chociaż, nie ukrywajmy, wiele razy już ktoś miał go w garści, to sam fakt, że tym razem była to ona… potęgowało wszystkie odczucia.
Z jakiegoś powodu jej drobna dłoń robiła o wiele lepszą robotę niż ktokolwiek inny.
Kącik ust mu się uniósł na jej prośbę. Prychnął rozbawiony, podnosząc głowę co by móc na nią spojrzeć tym swoim przyciemnionym od podniecenia spojrzeniem. Nie spodziewał się, że tego właśnie będzie chciała. Urodziło to jednak w nim sporą satysfakcję… oraz całą masę różnych scenariuszy na które właśnie dawała mu przyzwolenie.
—
Księżniczko, ty nie wiesz o co prosisz… — westchnął ciężej, gdy jej ręka wciąż się nim zajmowała, w pełni egoistycznie jej na to pozwalając, bo było mu przy tym bardzo, bardzo dobrze. Jednocześnie jednak musiał z całych sił walczyć z tym, aby nie zerżnąć jej już teraz. Mało łagodnie i delikatnie, zupełnie inaczej niż do tej pory.
Przybliżył swoją mordę do jej ucha, owiewając jego płatek gorącym oddechem.
—
Bo jeśli wezmę cię jak chcę, to obudzimy nie tylko ten dom — wymruczał w obietnicy, a może bardziej groźbie. Nie byli w końcu sami, a on miał wiele pomysłów, przez które nawet w kneblu nie byłaby dostatecznie cicho, by nie obudzić domowników. —
Ale mogę dać ci przedsmak tego, co ci zrobię, jak już będziemy całkiem sami — dodał, sięgając stanowczo do jej nadgarstka, aby go zatrzymać. Wyciągnął jej rękę ze swoich spodni i ostatni raz pocałował ją w usta. Głęboko, mocno, jakby w niemej zapowiedzi tego, co ma nadejść.
I zanim się zorientowała, przewrócił ją na brzuch. Jednym, zwinnym ruchem. Schwycił ją za biodra i uniósł, by się odpowiednio wypięła, twarz wciąż mając przy materacu. Sięgnął dłonią do jej karku, powoli przesuwając nią po linii jej kręgosłupa, aż do pośladków. Przeciągnął palcami między jej pośladkami, aż do wilgotnego wejścia. Rozsunął jej nogi szeroko, gdy drugą rozpinał swoje spodnie. Sprawnie się ich pozbył wraz z bielizną, bo nie były już mu potrzebne.
Drugą ręką docisnął ją za kark do materaca, pierwszą wracając do jej wyeksponowanego, mokrego wejścia. Bez uprzedzenia wsadził w nią trzy palce, od pierwszych chwil już zaczynając ruszać się zdecydowanie za szybko i zdecydowanie za mocno, jak na to, że mieli pozostać jak najciszej. Zwłaszcza, że szybko po pokoju rozszedł się charakterystyczny dźwięk palcowania, w momencie jak mocniej dociskał ją za kark do łóżka.
I nie zwalniał, ani nie osłabiał ruchów nadgarstka, dopóki nie uznał, że jest blisko końca. Dopiero wtedy wyciągnął swoje mokre od jej podniecenia palce, aby na ich miejsce wsadzić swoją męskość. Od razu, do samego końca. Jednym, mocnym ruchem, przez który na moment go odcięło.
Schwycił ją za szyję, aby ją na chwilę podnieść, by jego morda mogła znaleźć się przy jej uchu.
—
Jak coś będzie dla ciebie za dużo, wystarczy, że powiesz „stop”, rozumiesz? — wyszeptał, ucałowując jej płatek. I gdy tylko usłyszał potwierdzenie, ponownie rzucił ją na materac, aby przycisnąć ją do niego za kark. Wtedy też zaczął się w niej ruszać. Nie spokojnie i powoli, jak zwykle, tylko zaczął w nią uderzać rytmicznie, szybko, ale na tyle, aby nie tracić przy tym na mocy, gdy w nią wpadał. Drugą dłoń ułożył na jej przedramieniu za które schwycił, by ją sobie odpowiednio przytrzymać w pozycji. To miał być i tak przedsmak, ale może już po nim stwierdzi, że jej się nie podoba.
Lepiej teraz, niż jak gdy wszystko zajdzie za daleko, a on pokaże jak bardzo jest spaczony.
Raina Bouchard