-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I chyba Pilar pomyślał o tym samym, bo zaraz kopnęła w siedzenie z przodu, aż Madox wbił mocniej palce w jej udo. Przymknął na moment powieki, bo tylko czekał na to, aż ona zaraz powie, że ma Toureta i może znowu wylądują w pierwszej klasie. Ale Stewart postawiła na nerwicę. Nerwicę swoją droga miała też chyba ta staruszka przed nimi, bo jej oczy to ciskały w ich stronę gromy. Odchrząknął jeszcze zanim odezwała się babka.
- Jestem lekarzem, moja narzeczona ma zdiagnozowane zaburzenia lękowe, to reakcja na przeciążenie, ale mamy sytuację pod kontrolą - powiedział spokojnie, bo on to przecież jak nie weterynarz, to lekarz, albo świr. Dzisiaj lekarz.
Tylko, że starucha albo nie uwierzyła, albo po prostu była jakimś zaciętym katolem i zaraz zaczęła ich straszyć kościołem. Aż Noriega uniósł jedną brew, spojrzał na stewardesę, a ona już otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, chyba tym razem do starej, tylko wtedy Pilar wypaliła z tym egzorcyzmem, a Madox aż się spiął, żeby nie parsknąć, mogła to poczuć, jak mu się kurwa każdy mięsień spina. Westchnął ciężko.
- Próbujemy wszystkiego... Mamusia... Teściowa jest bardzo wierząca - wyjaśnił smutno. Znowu zerknął na stewardessę, tym razem chyba ona łykała wszystko jak pelikan, ale nie stara baba. Bo tamta zaszalała jeszcze bardziej i wyciągnęła jakiś wielki, drewniany krzyż, który wyglądał jakby nim...
Tak jak stwierdziła Pilar, wyglądał jak narzędzie, którego Van Helsing używał do walki z demonami. Może była jakimś samozwańczym egzorcystą? I chociaż Noriega w pierwszej chwili był trochę w szoku i te ręce zabrał z ud Stewart, wiec ona bez problemu mu się wyszarpnęła, to zaraz już znowu łapał ją w pasie i ściągał do siebie na kolana.
- Cálmate, cariño - spokojnie kochanie, rzucił, ale widział, że ani starucha, ani stewardessa i tak tego nie zrozumiały - dodatkowe bodźce nasilają objawy, ona po prostu potrzebuje trochę przestrzeni - znowu starał się mówić spokojnie, z ciemnymi tęczówkami zawieszonym na twarzy stewardesy.
Dziewczyna westchnęła ciężko.
- Tak, moja siostra też ma nerwicę... Bardzo trudno jej się podróżuje, tyle różnych bodźców dookoła - spojrzała z wyrzutem na babkę, która odmówiła już chyba wszystkie zdrowaśki i coś się zarzekała, że to nie nerwica tylko opętanie, a Madox kłamie jak z nut. I Noriega nawet już otworzył usta, chciał coś powiedzieć, ale wtedy do przodu wystąpiła stewardesa podpierając ręce na bokach.
- Trochę empatii proszę Pani - fuknęła - zapraszam Panią ze mną, nasze linie nie tolerują mowy nienawiści, Canada Air to porządne linie lotnicze, które starają się zapewnić wszystkim pasażerom godne warunki podróży - wyrecytowała.
I może nawet coś by z tego było, a oni mieli by chwilę świętego spokoju, ale zaraz wstała blondynka, która siedziała ze staruszką, oparła się o swój fotel i wyjrzała w ich kierunku. Najpierw jej niebieskie oczy zatrzymały się na Pilar, ale zaraz już patrzyła trochę bezczelnie na Madoxa. Też odchrząknęła.
- Ja również jestem lekarzem psychiatrii... - zaczęła poważnie, a Madox aż zmrużył oczy, bo mu się nie chciało wierzyć - moja babcia cierpi na Alzheimera, etap umiarkowany urojenia... - stewardesa nabrała w płuca powietrze. Noriega też to zrobił, no bo jednak się nie spodziewał, że ktoś tu z nim będzie walczył jego bronią. A może ona rzeczywiście była psychiatrą?
Trudno było ją rozgryźć, zwłaszcza, że dziewczyna założyła już za ucho jasne włosy mówiąc do babci coś po rosyjsku, Madox nie do końca wiedział co. Jakieś spokojnie, już dobrze i coś jeszcze czego kompletnie nie zrozumiał. Może jakiś psychiatryczny żargon?
Babka zaczęła się modlić, rzeczywiście po rusku ściskając w palcach krzyż tak mocno, że pobielały jej knykcie.
Stewardesa za to widać było, że myśli intensywnie, co ma zrobić, co powiedzieć. Madox chciał się nawet odezwać, tylko, że pierwsza wtrąciła się blondynka.
- Myślę, że musi nas Pani rozsadzić, dla dobra ogółu, żeby ta podróż przebiegła bez zarzutów... Może macie jakieś miejsca w pierwszej klasie? - Noriega znowu spojrzał na blondynkę, bo co to było? Trafiła kosa na kamień? Czy co?
Zaraz jednak pokiwał głową.
- Zgadzam się - stewardessa najpierw chciała powiedzieć coś jeszcze, ale zaraz kiwnęła głową, że to sprawdzi, no przecież nie będzie się kłóciła z DWÓJKĄ lekarzy. Poszła sobie, a Madox mocniej ścisnął Pilar, za to blondynka jeszcze rzuciła im bezczelne spojrzenie i usiadła na swoim miejscu. Dobra... była.
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie dość, że nie potrafili się dogadać, bo przecież byli pokłóceni, mieli w sobie wiele żalu, to jeszcze wszystko dookoła najzwyczajniej w świecie się sypało. Pierwsze jebana Karen, która jak zwykle zasiała więcej zamętu niż pożytku — chyba najwięcej do tej pory, bo przecież prawie Pilar z nim zerwała — to jeszcze teraz jakaś walnięta babka, która okazała się zawodowym egzorcystą.
Co by się stało, gdyby Madox nie ściągnął Pilar z powrotem na kolana? Ano pewnie tupecik starej baby wylądowałby w rękach Stewart, bo była gotowa na rękoczyny. Całe szczęście nic takiego się nie stało, chociaż kiedy usłyszała to spokojnie, kochanie, to automatycznie sprzedała Noriedze solidne uderzenie prosto w klatkę piersiową. Czy się przejął? Zapewne niekoniecznie, bo już zaraz nawijał, że jest lekarzem. Aż Stewart spojrzała na niego jak na wariata.
Pierwsze sam był chory, w drodze powrotnej z Medellin był weterynarzem, a teraz nagle lekarzem? Kurwa, aż strach było myśleć kim będzie, gdy będą już wracali z tego Meksyku. Dobrze, że nie było tutaj przy nich Karen, bo jeszcze by podważyła jego słowa, jeśli pamiętała ich poprzedni lot. Nowa stewardessa za to zdawała się wszystko łapać jak pelikan, a Pilar choć wciąż zła na niego — grała jak jej zagrał. Nawet zaczęła udawać, że ma jakieś duszności, kiedy nawijał, że łapała lęki przy sytuacjach stresujących.
Tylko zaraz okazało się, że podróżująca z babcią młoda kobieta, również była solidnym graczem i zaraz zaczęła argumentować zachowanie swojej babuszki, sugerując pracownicy lotu, że któreś z nich powinno wylądować w pierwszej klasie.
Aż Pilar spojrzała na Noriegę w niemałym zdziwieniu, bo to że oni walili tego typu przekręty, to wydawała się być już norma, ale że ktoś jeszcze? Może gdyby nie ta niemiła sytuacja sprzed chwili, to nawet by się zakumplowali? Niestety takiej opcji już nie było na stole, bo kobieta zaraz posłała im mordercze spojrzenie i usiadła z powrotem na swoim miejscu.
— Déjame ir, por favor — Puść mnie, poprosiła, bo skoro było już po całej szopce i czekali na werdykt linii lotniczych komu uda się przycebulić na miejscach w pierwszej klasie, Pilar już mogła spokojnie zejść z jego kolan.
Z tego wszystkiego nawet zapomniała, że wszystko zaczęło się od tego, że miała iść najebać Karen, dlatego kiedy Noriega zwolnił uścisk Stewart wstała i zajęła miejsce przy oknie.
Wciąż była na niego zła. Oczywiście, że nie przeszło jej po kilku śmiesznych sytuacjach i całym tym zamieszaniu, chociaż było już nieco bardziej spokojna. Zeszło z niej trochę ciśnienia do tego stopnia, że schowała do plecaka słuchawki, gotowa z nim może porozmawiać.
Nim jednak to się stało, w przejściu pojawiła się ciemnowłosa Stewardessa, a jej spojrzenie w pierwszej kolejności zawiesiło się na twarzy Noriegi, dopiero potem tej drugiej lekarki, która też pewnie wcale nie była lekarką. Podeszła bliżej, wyprostowała się i odchrząknęła, by cała czwórka zwróciła na nią uwagę.
— Po konsultacji z resztą załogi jesteśmy w stanie przenieść jedną parę do innej sekcji — poprawiła sobie kołnierzyk i znowu przeleciała wzrokiem po wszystkich twarzach. — Proponujemy Pańswu tą ofertę, biorąc pod uwagę, że pani z pewnością potrzebuje ciszy przy napadach lękowych, a tam z pewnością panuje odpowiedni poziom wyciszenia. Mam nadzieję, że to rozwiąże ten… konflikt — oznajmiła i Pilar aż musiała zagryźć policzek od środka, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Oni to kurwa mieli szczęście. Trzeci lot z rzędu do pierwszej klasy? Pojebane.
Ale przecież nie będą się z babą kłócić, więc zaraz grzecznie podziękowali i zaczęli zbierać swoje rzeczy, a Pilar przy wychodzeniu jeszcze zajebała w fotel babuszki, podczas gdy Madox złapał kontakt wzrokowy z pseudo lekarką. Jeden zero dla Noriegii? Na to wyglądało. Przeszli z kobietą wzdłuż kadłubu i zaraz siedzieli na nowiutkich fotelach. Nie różniły się szalenie bardzo od tych w biznes klasie, ale jednak był ten element premium. Chociażby w postaci szampana, który zaraz został im podany.
Pilar oczywiście przysiadła sobie przy oknie i jeszcze raz podziękowała kobiecie, przy okazji rozglądając się, czy nie było tu gdzieś przypadkiem Karen. Na jej szczęście nie. Wyzerowała kieliszek praktycznie od razu i oparła głowę o poduchę wzdychając głośno.
Bo koniec chaosu dookoła również wiązał się z tym, że oni w końcu mogli — a nawet powinni — wrócić do temu sprzed tej całej afery i Pilar nie była pewna, czy to w ogóle miało jakikolwiek sens. Jednak z drugiej strony co innego mieli zrobić? Nie gadać ze sobą? Udawać, że to jego przepraszam załatwiało całą sprawę? Chciała to z nim przegadać, ale z drugiej strony nie wiedziała za bardzo jak, kiedy ich zdania w tym temacie różniły się od siebie tak diametralnie.
Milczała przez chwila dłuższych chwil, próbowała to wszystko jakoś ułożyć sobie w głowie, tylko za nic nie mogła się skupić, bo cały czas czuła tuż obok jego zapach, słyszała jak głośno oddychał i jeszcze ta jego ręką z wytatuowaną różyczką, która wolno opadała na niewielkim stoliku, który ich od siebie dzielił. Złapała więcej powietrza w płuca.
— Dobra — rzuciła w końcu i poprawiła się na fotelu. Podniosła tyłek i usiadła bokiem tak, by móc na niego patrzeć, opierając plecy o ścianę samolotu. — Chcesz rozmawiać? A więc rozmawiajmy — tylko nawet jak to powiedziała, to już od razu poczuła jak jej ciało znowu zalewa fala irytacji. Doskonale zdawała sobie sprawę, że on w ciągu dwudziestu czterech godzin wcale nie zmienił zdania i wciąż zapewne nie miał zamiaru jej nic powiedzieć. Musieli znaleźć w tym wszystkim jakimś kompromis, jeśli w ogóle chcieli się dogadać. — Chcę wiedzieć dlaczego nie możesz mi powiedzieć — postawiła pierwszy warunek, osadzając ciemne spojrzenie na jego obłędnie czekoladowych oczach. — Tylko nie żadne bo nie i po prostu nie mogę. Chce usłyszeć prawdziwy powód, dla którego nie możesz tego zrobić — wyjaśniła. Jej ton wciąż był podenerwowany i ostry. Nie chciała słuchać wymówek. Nawet była gotowa pozwolić mu zachować to w tajemnicy, ale pierwsze musiała zrozumieć dlaczego.
— A i jeszcze jedno — odezwała się znowu. — Chcę żebyś popatrzył mi w oczy i obiecał, że to mnie nie dotyczy — drugi warunek. Zdawała sobie sprawę, że powiedział to już wczoraj, to ciebie nie dotyczy, Pilar, ale wtedy nastroje były o wiele bardziej bojowe, a ręce… odbierały nieco rozumu pracując w sobie nawzajem. Dlatego potrzebowała, żeby ją w tym zapewnił. Żeby jej obiecał. Bo przecież w takiej sytuacji chyba by jej nie skłamał?
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Długo jednak się nad tym nie rozczulał, bo zaraz kiedy stewardesa zniknęła, to on znowu utkwił spojrzenie w Stewart, puścił ją nawet, skoro go poprosiła, ale zaraz pochylił się w jej kierunku.
- Pilar... - znowu zaczynał, tylko oczywiście znowu nie dane mu było dokończyć, bo wróciła brunetka i poinformowała ich, że znowu, tak, po raz trzeci, wygrali przeniesienie do pierwszej klasy, i po co on dopłacał w ogóle za te bilety? Mogli na lotnisku coś odwalić i może by polecieli za darmo? No... Madox prawie poleciał na posterunek.
Kiedy opuszczali swoje fotele, to Noriega nawet jeszcze zerknął na blondynkę, która była zła. Ale kto by nie był? Prawie jej się udało. Jakby nie dostali tych miejsc w pierwszej klasie, to on by to pociągnął pewnie dalej, a ona się poddała. Trochę go zawiodła. Ale zresztą, nie miał za bardzo głowy, żeby myśleć o jakiś blondynkach, bo on już po drodze do tej pierwszej klasy, kiedy szli przejściem, znowu próbował zagadać Stewart, tylko najpierw ktoś wlazł między nich, a potem jeszcze stewardesa zaczęła im tłumaczyć jak działają te rozkładane, masujące fotele, jakby nie wiedzieli.
Madox zabrał ze sobą te orzeszki, które dostał od Karen, wiec kiedy już siedzieli, to wreszcie je odpakował, nawet chciał dać je Pilar, ale ona wtedy wychyliła akurat swój kieliszek z szampanem. On upił łyk i zjadł może trzy orzeszki, bo jednak znowu zapadła miedzy nimi ta irytująca cisza, gdy oni tylko dziękowali tej stewardesie, albo Stewart kręciła głową, że nie chce orzeszków.
Nawet zamierzał znowu się odezwać, tylko tym razem Pilar była pierwsza. I chociaż w pierwszej chwili się uśmiechnął, że w końcu do niego przemówiła, pochylił się nawet w jej kierunku, a ta wytatuowana dłoń, z różyczką, opadła na jej nogę, to na jej kolejne słowa się skrzywił. Chciał z nią rozmawiać. Ale co jej miał powiedzieć na to chcę wiedzieć dlaczego nie możesz mi powiedzieć, wbił spojrzenie gdzieś w stolik przed nimi i nawet zabrał rękę, wziął jeszcze kilka orzeszków i włożył je sobie do ust, zaczął je przeżuwać, bo musiał się chwilę zastanowić.
Zwłaszcza, że te jej kolejne słowa oznaczały jedno, że on się tak łatwo nie wykręci, nie zbyje jej czymś byle jakim.
Przełknął orzeszki i odłożył opakowanie na stolik. Podrapał się po zarośniętym policzku.
- No bo... - zaczął - nie mogę ci zdradzać szczegółów śledztwa, przecież Ty też byś mi nie zdradzała - tylko, że ona mu zdradzała, otwarcie rozmawiała z nim o tej sprawie z kontenerami. Nabrał mocno powietrze w płuca i spuścił głowę. Nie wiedział jak ma jej to powiedzieć, co ma jej powiedzieć. To on już wolał rozmawiać o tym zerwaniu. Albo udawać, że ma nerwicę, wszystko wolał od tego. Bo po prostu nie wiedział.
- To dotyczy policji... - spojrzał na nią, ciemne tęczówki zawiesił na jej pięknych, czekoladowych oczach - i mnie... Eliot mi zabronił. To są rzeczy utajnione - no bo były, z tym akurat jej nie kłamał wcale, akurat na tej sprawie była ta czerwona pieczątka z napisem ściśle tajne. Nie powinien o tym mówić, nie mógł o tym mówić. Tylko czy to jej wystarczy?
Nie był tego taki pewny.
Na jej kolejne słowa aż wywrócił tymi ciemnymi ślepiami. Dotyczyło jej? Czy nie dotyczyło jednak?
Podniósł spojrzenie na jej piękne, brązowe oczy.
- Nie dotyczy sprawy z Daltonem - rzucił trochę beznamiętnie, liczył, że to ją zadowoli. Ale za dobrze ją znał. No i prawda jest taka, że jej dotyczyło, ze względu na niego właściwie, ale dotyczyło jej kurewsko. Nawet... o nią się chyba najbardziej tutaj rozchodziło.
Teraz to on podniósł kieliszek z szampanem, żeby wypić go do dna, a zaraz nawet zaczepił jakąś stewardessę i poprosił o cuba libre. Dwa. Drugie dla Pilar.
Pochylił się delikatnie w jej kierunku, a jego ręka znowu wylądowała miękko na jej kolanie, ciemne tęczówki odszukały jej obłędne, czekoladowe oczy.
- Pilar, to chodzi o... pracę. Nie mogę mówić o niektórych rzeczach związanych z pracą, rozumiesz to? - trochę liczył, że zrozumie, przecież sama wiedziała, co to jest tajemnica śledztwa. A ta jego to nawet była może jeszcze bardziej konkretna.
- Ale... jedno ci mogę powiedzieć, że nie musisz się tym przejmować, ja to załatwię - chciał to załatwić. Nie tak jak te dziesięć lat temu, czego później żałował. Zupełnie inaczej. Chociaż to też wiedział, że nie będzie proste. To w ogóle nie było proste i Madox wcale nie umiał sam znaleźć na to jakiegoś dobrego rozwiązania. No i kogo on miał się w tym temacie poradzić? Jej nie mógł. Zdanie Eliota znał. Kto mu został? Evina albo Haddie. Podejrzewał, że ta pierwsza go po prostu zbyje, a druga... też się spodziewał co by mu powiedziała.
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Z drugiej strony, co innego mieli zrobić? Mieli chodzić nadąsani przez cały wyjazd? To może faktycznie już lepiej by było kupić bilety powrotne na drugi dzień, zidentyfikować ciało i lecieć do razu na lotnisko, bo co to za wakacje, kiedy nie potrafili nawet rozmawiać ze sobą bez podnoszenia głosu? Z pewnością jakieś chujowe, dlatego Pilar w końcu zdecydowała się nieco odpuścić. Nagiąć swoje wymagania i warunki, żeby spotkali się gdzieś pośrodku.
Tylko jak narazie to pośrodku wcale kurwa na środku nie było, kiedy Madox zaczął w końcu mówić. Słuchała go uważnie, chociaż słowa, które opuszczały jego usta wcale jej nie satysfakcjonowały. Bo to czym ją karmił, to było dokładnie to, czego ona od niego nie chciała; zdania pokroju bo nie.
— Nie rób ze mnie idiotki, Madox — poprosiła, grzecznie jak na nią, przyglądając mu się uważnie. — Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Akurat mi nie musisz tłumaczyć, że szczegółów śledztwa się nie rozpowiada. Nie o to cię proszę. Śledztwa trzyma się tajne, żeby ktoś się nie wysprzęglił, ale nie rozmawiam teraz z tobą jak pies z informatorem i wtyką, tylko jak Pilar z Madoxem — zaakcentowała wyraźnie ich imiona. Bo akurat to było dla Stewart kurewsko dużą różnicą. Przecież mieli być oni przeciwko całemu światu, a na razie walczyli z nim osobno. Na własnych biegunach. I jak jeszcze była w stanie zrozumieć i zaakceptować faktu, że nie dowie się co to za sprawa, tak wciąż nie potrafiła zrozumieć czemu on nie chciał jej powiedzieć. W zaciszu mieszkania, gdzie nigdy inny by się o niczym nie dowiedział, gdzie to po prostu zostałoby u niej. — I Pilar chce wiedzieć, dlaczego Madox nie chce jej powiedzieć — może durnie to brzmiało, kiedy mówiła o nich w trzeciej osobie, ale już nie wiedziała, jak mu to wszystko wytłumaczyć. Szczególnie dzisiaj, kiedy on był jakiś rozkojarzony jak przy tej sytuacji z Karen. — Nie ufasz mi? — bo musiał być jakiś powód. Albo jej nie ufał, albo bał się jej reakcji.
Ale przecież jej reakcji nie mógł się bać, skoro wczoraj jasno określił, że nie chodziło o nią. Dokładnie te słowa powiedział tu nie chodzi o ciebie, Pilar. Wiec w czym problem? No tylko dzisiaj, kiedy siedziała zaraz przed nim, kiedy jej ciemne tęczówki były skupione tylko i wyłącznie na nim, przeszywając go na wskroś… już wcale tego nie potwierdził.
Nie dotyczy sprawy z Daltonem.
Zmarszczyła brwi. Żartował sobie z niej?
— Nie o to pytałam — i znowu cisnęło się jej na usta, żeby nie robił z niej idiotki. Kurwa, ona pracowała w policji. Nie była jakąś pierwszą lepszą jego laską, której mógł wciskać taki kit i przekręcać zdania, żeby pasowało. Na własne nieszczęście związał się z kimś, kto takie szczegóły akurat od razu zauważał. — Pytanie brzmiało, czy dotyczy do mnie, a nie Dalt… — przerwała na moment, bo jakoś nie potrafiła tak po prostu wypowiedzieć tego nazwiska. — A nie jego — dodała i odsunęła się od ściany, by pochylić się w jego kierunku. Tylko wtedy on zaczął zamawiać sobie cuba libre i rozmawiać ze stewardessą i Stewart znowu się odsunęła. Zaś kiedy wspomniał, że to praca i że nie może powiedzieć, to tylko przewróciła oczami.
Nigdzie nie zajdą w tej rozmowie.
Nie dogadają się.
Mieli zbyt silne charaktery.
Aż opadła ciężko głową na chłodną ścianę samolotu i zgarnęła kilka głębszych oddechów. Już nawet nie chciało się jej z nim gadać. Chociaż kiedy z jego ust wyleciało to nie musisz się tym przejmować, ja to załatwię, to aż otworzyła energicznie oczy i wbiła w niego spojrzenie.
— Co załatwisz? Czym mam się nie przejmować? Czemu w ogóle miałabym się przejmować twoją sprawą? — przecież ona tylko chciała wiedzieć. Dlaczego z góry zakładał, że się tym przejmie? No i kurwa właśnie takim gadaniem tylko utwierdzał ją w przekonaniu, że tym bardziej powinna się tym zainteresować. Tylko Stewart nie była już wcale pewna, czy ze współpracą z Madoxem. Może powinna jeszcze raz zagadać do Eliota? Może popytać na komisariacie? A może po prostu dorwać się jakoś do jego papierów na biurku po powrocie. Cokolwiek to było, teraz już widziała, że nie miała zamiaru odpuszczać. — A zresztą, przecież i tak mi nie powiesz — prychnęła w odpowiedzi na własne pytania, po czym zrzuciła sobie jego rękę z kolana. A dokładniej po prostu ściągnęła nogi z fotela i nie patrząc już na niego usiadła po prostu przodem. — Do tego musiałbyś mi chociaż trochę ufać — mruknęła pod nosem i zaraz sięgnęła do plecaka po słuchawki, dając mu jasno znać, że kończyła tą rozmowę. Była kompletnie niepotrzebna i do niczego ich nie doprowadziła. Chyba po raz pierwszy nie potrafili rozwiązać konfliktu, więc chyba po prostu będą go musieli jakoś przełknąć? Może nim wylądują emocje nieco opadną?
Madox A. Noriega