Relacje Maxa były do tej pory dość powierzchowne. Gdy był u szczytu swojej kariery lubił się zabawić. Często aż za bardzo. Lubił kobiety, lubił używki, a w Hollywood nie było trudno o osoby, które lubiły obie te rzeczy. Jego małżeństwo było częściowo z przypadku. Jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, nie szukał sobie nikogo na stałe. Poznał po prostu fajną dziewczynę, czuł do niej coś więcej i w pewnym momencie pomyślał, że dlaczego nie? Dlaczego by się nie ożenić? To było proste. W swoim życiu dość często się mijali, nie spędzali ze sobą tak wiele czasu. Oboje cholernie zabiegani. Na papierze związek idealny, lecz z czasem jego małżonka zaczęła pragnąć czegoś więcej. Czegoś, czego nie mógł jej dać. Używki, kariera, jego życie w końcu implodowało.
Dlatego tym razem podchodził do tej relacji zupełnie inaczej. Na spokojnie. Chciał naprawdę poznać Bronte zanim jakiś szalony pomysł przyjdzie mu do głowy. Wydawało mu się, że jest już na tyle dorosły by budować to wszystko świadomie i z głową. Próbował, chociaż ona nie ułatwiała mu tego ubierając się w tak odważne kreacje. Już raz pokonał swoje demony. Stawił czoła używkom i wygrał. Jednak z nią... Nie miał absolutnej pewności. Nie po tym jak smaczne były jej usta i jak coraz ciężej było się od nich oderwać.
-
Zazdrośnik? Nie powiem, że nie. - wzruszył ramionami spoglądając na nią bez większego wstydu -
Nie taki żeby nie pozwolić Ci gdzieś, albo w czymś wyjść, ale... Jak będziesz za dobrze wyglądać chętnie to sobie odbiję gdy będziemy sami. - uśmiechnął się do niej zaczepnie zanim zamknął jej usta w kolejnym pocałunku.
Podobało mu się to jak na niego reagowała. Wychwycił to jak mocniej wciągnęła powietrze. Mruknął nawet zadowolony w jej usta gdy zawiesiła na nim swoje ręce. Wcale nie chciał odsuwać się od niej nawet o milimetr. Trudno też było zatrzymać swoją dłoń by nie zeszła jeszcze niżej razem z tym suwakiem. Wystarczyło tak niewiele. Czuł, że gdyby złapał za cienki materiał i zsunął go z jej ramion niekoniecznie by protestowała. Pragnął jej. Tak cholernie jej pragnął.
-
Chcę zrobić o wiele więcej Bronte. - wyszeptał niskim tonem w jej usta wcale nie ukrywając swoich uczuć.
W tym momencie była tak cholernie pociągająca. Widząc jak podtrzymuje sukienkę na swoim biuście poczuł jak zalewa go fala przyjemnego ciepła. Może nawet trochę się zarumienił. Wiedział, że zapamięta sobie ten obrazek na długo. W tym wydaniu, tej kreacji wyglądała po prostu nieziemsko. Musiał przywołać wszystkie wytrenowane mechanizmy z czasów swoich nałogów by rzeczywiście nie nakłaniać jej do przekroczenia kolejnej granicy. Nie chciał pędzić, lecz ciało wiedziało doskonale, czego pragnęło. Na szczęście ostudziła nieco jego zapał. Mógł się tylko niewinnie uśmiechnąć odprowadzając ją wzrokiem do sypialni, której lokacje też sobie na wszelki wypadek zapamiętał.
Gdy zniknęła już z pola widzenia głośno westchnął spuszczając z siebie powietrze. Zostanie tutaj na noc będzie cholernie niebezpieczne. Może wcale nie powinien? To wszystko było trudniejsze niż myślał. Przeszedł w końcu do kuchni, to zawsze mu pomagało. Zajęcie się czymś innym. Wyjął sobie patelnię, znalazł trochę masła, chleb, ser. To wszystko nie były składniki, z którymi gotowałby na co dzień, ale wiedział, że da radę coś z tego zrobić. Jednak obraz jej w tej sukience? Znów wrócił na główny plan sprawiając, że pierwszą kromkę po prostu przypalił, więc szybko wylądowała w koszu. Na chwilę przykucnął opierając się o blat.
-
Skup się Max, skup się... - mruknął sam do siebie biorąc kilka szybszych wdechów by w końcu podnieść się i wziąć do roboty.
-
Wolisz mnie oglądać tutaj niż w pracy? - obrócił się do niej przez ramię z wesołym, rozbawionym uśmiechem.
Musiał stwierdzić, że w domowym wydaniu nie była w ogóle mniej atrakcyjna. Cieszył się natomiast, że niespecjalnie się odstawiła. Nie utrudniała mu tego zadania, za co był cholernie wdzięczny.
Zdziwiła go następnym gestem. Gdy tylko objęła go w pasie poczuł jak jego serce zwalnia. Ogarnia go po prostu spokój. Nie pamiętał kiedy ostatnim razem jakaś kobieta to zrobiła. Pochylił nawet nieco głowę w jej stronę pragnąc więcej jej bliskości. W tej chwili nie miał ochoty jej rozebrać. W tej chwili chciał ją mieć. Jako kobietę. Swoją kobietę.
-
Mmm... Jak chcesz mnie oznaczyć musisz to zrobić trochę mocniej. - mruknął zadowolony czując jej zęby na swojej szyi -
Następnym razem wpadniesz do mnie. Wtedy pokażę Ci, co to znaczy gotować. - puścił jej oczko doskonale wiedząc, że ma się czym popisać.
Przewrócił tosty na patelni przez chwilę przyglądając się im z bliska pochylając nad patelnią. Wykroił mały, kwadratowy kawałek chleba podsmażając go na szybko z dwóch stron. Podszedł bliżej wciskając się między jej nogi i zbliżając kawałek tosta do jej ust.
-
To co chciałabyś dziś obejrzeć? - przelotnie spojrzał jeszcze na patelnie zanim powrócił do niej wzrokiem mając zarówno ją jak i ich posiłek w zasięgu rąk.
Bronte Rosenthal-Murray