-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Chciała jednak spróbować i to pomimo wszelkich przeciwwskazań, które związane były w dużej mierze z tym, że musieli ze sobą współpracować. Na chwilę obecną nie stanowiło to dla niej problemu, mało tego, po pierwszych przebojach okazało się nad wyraz łatwe, ponieważ oni mimo wszelkich przeciwności odnaleźli wspólny język.
To odkrycie było na tyle przyjemne, iż Bronte nie chciała zaprzepaścić go za sprawą własnej głupoty. Wiedziała jednak, że potrafiła być impulsywna i nierzadko kierowała się sercem, zamiast wsłuchać się w to, co do powiedzenia miał rozum. Tym razem starała się jakoś to wszystko wyważyć, dzięki czemu nie rzuciła się na głęboką wodę od razu, tym samym ryzykując, że po raz kolejny się przejedzie. Podeszła do tej znajomości z głową, ale mimo to zrodziła się w niej obawa o to, że przez przypadek zawiodą.
Nie taka niesłuszna, skoro już na samym początku ona zdołała pokazać mu się ze złej strony. Żałowała tego, ponieważ naprawdę nie chciała, aby Shepherd pomyślał sobie, że jej na nim nie zależało. Naprawdę go polubiła i to właśnie ze względu na to w ostatnim czasie była tak wycofana, tylko częściowo pozwalając na to, aby ich randki nie odbywały się przez jej zmieszanie. Po części odpowiadała za to również p r e m e d y t a c j a wywołana chęcią uchronienia go przed ewentualnym rykoszetem.
Dziś to właśnie za sprawą Maxa obiecała sobie, że nie będzie się tym przejmować. Nie chciała snuć czarnych scenariuszy i skupiać się wyłącznie na tym, co mogło pójść nie tak, bo przecież nigdy taka nie była. Zwykle skupiała się głównie na tym, co dobre, a między ich dwójką było tego przecież całkiem sporo. Lubili się, czuli względem siebie pociąg i powinni dać temu szansę się rozwinąć.
O to właśnie zamierzała zadbać, choć to nie z tego powodu zaprosiła go dzisiaj do swojego mieszkania, którego drzwi właśnie przed nimi otworzyła. Przekroczyła jego próg i zrzuciła ze stóp buty, które nieźle dały jej dzisiaj w kość. Dopiero po tym zerknęła kątem oka na Shepherda.
— Jeśli masz ochotę, naprawdę możemy coś zamówić — odezwała się, czekając chwilę, aż sam będzie gotów ruszyć razem z nią w głąb mieszkania, w którym panował drobny chaos. — Powinnam prawdopodobnie uprzedzić cię, że jestem bałaganiarą. Mogłabym udawać, że to dlatego, że nie spodziewałam się dzisiaj gości, ale… — wzruszyła lekko ramionami. Nigdy nie była szczególnie p o r z ą d n i c k a, ponieważ wychodziła z założenia, że miała ciekawsze rzeczy do roboty, niż codzienne porządkowanie tego, co kolejnego dnia i tak miała wyciągnąć z szafki.
Nie była na szczęście jedną z tych osób, które miały w mieszkaniu porozrzucane resztki jedzenia i brudne skarpetki. Tak źle z nią nie było.
— Mogę też zaproponować ci zaszycie się przed telewizorem pod kocem i z kubkiem ciepłej herbaty, ale powinieneś wiedzieć, że raczej nie będę miała tu piżamy w twoim rozmiarze — dodała, podczas gdy na jej usta wkradł się uśmiech. Spędzenie ze sobą wieczora w tak prostych okolicznościach mogło naprawdę dobrze im zrobić.
Max Shepherd
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Nie miał pojęcia jak to się potoczy dzisiaj ani na dłuższą metę między nimi, ale zdecydowanie chciał się o tym przekonać. Chciał skupić się na budowaniu tej relacji od strony emocjonalnej, lecz w tej sukience zdecydowanie mu tego nie ułatwiała. Już wchodząc po schodach pozwolił sobie na kilka dłuższych spojrzeń przez prześwitujący materiał, a gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi jej apartamentu musiał walczyć ze swoim instynktem by znów ją pocałować, skoro mieli się teraz zupełnie na wyłączność. Nie było szansy by dzisiaj ktoś mógł im przeszkodzić. Nie tego dnia i nie o takiej godzinie. Każdy był zajęty swoim świętowaniem. Oni wybrali swoją metodę na celebrowanie, jakby nie patrzeć, drugiej randki.
- Już próbujesz wymigać się od gotowania? Nie fajnie Bronte, nie fajnie... - pokręcił głową z rozbawionym uśmiechem ściągając buty i podążając za nią w głąb mieszkania rozglądając się przy okazji ciekawy wystroju - Wychowałem się na farmie w Montanie. Naprawdę trochę kurzu mi nie straszne. - zapewnił ją wchodząc za nią do salonu.
Nawet nie rozglądał się za bałaganem. Nie miało dla niego najmniejszego znaczenia czy stały tutaj jakieś brudne kubki, czy gdzieś stało tak zwane krzesło wstydu na którym kończyły wszystkie ubrania, które niby nie są jeszcze wystarczająco brudne żeby je wyprać, ale też nie wystarczająco czyste by ponownie je założyć. Jego wzrok był w tym momencie skupiony na blondynce, a myśli na tym by jakoś trzymać mimo wszystko ręce przy sobie.
- Mhhmm... Już próbujesz mnie przyzwyczaić do tej kanapy? - zażartował z tym zadziornym uśmiechem - Słuchaj, martwiłbym się gdybyś z jakiegoś powodu miała piżamę w moim rozmiarze. Żadna wersja tego skąd ją masz pewnie nie przypadłaby mi do gustu. - zaśmiał się cicho przegrywając w końcu swoją walkę i podchodząc nieco bliżej.
- Może w takim razie połączymy te dwa pomysły? Ja wezmę się za te tosty, a Ty, jeśli chcesz pójdziesz przebrać się w coś wygodniejszego i przygotujesz gniazdko na kanapie? - zaproponował wbrew sobie bo wygląda w tej sukience naprawdę bosko - Jednak zanim ją zdejmiesz...
Uśmiechnął się do niej zaczepnie zanim sięgnął jej szyi, przesunął dłoń powoli na jej kark i przyciągając do siebie po prostu namiętnie i zachłannie pocałował. Przylgnął swoim ciałem do jej kładąc dłoń w dole jej pleców nie pozwalając jej nigdzie uciec. Przynajmniej przez te kilkanaście sekund kiedy nie dawał jej wytchnienia, a dłoń powoli przesuwała się po jej plecach by w końcu rozpiąć zapięcie sukienki. Nie na tyle by z niej spadła, a jedynie by trochę jej pomóc.
- Żebym mógł powiedzieć, że ściągnąłem z Ciebie tę sukienkę. - wyszeptał w jej usta jeszcze zaczepnie skubiąc jej dolną wargę swoimi zębami zanim się od niej odsunął patrząc na nią pożądliwie. - Chciałem też jeszcze raz pocałować Cię w tej sukience. Świetnie wyglądasz. - uśmiechnął się do niej ściągając swoją marynarkę i przewieszając ją przez oparcie kanapy.
Chyba nie będzie miała mu tego za złe skoro jest bałaganiarą, jak sama się nazwała.
- Dużo sera, bardzo dużo sera czy poziom zawałowy? - zapytał podwijając rękawy swojej koszuli i przechodząc obok niej musnął jeszcze zaczepnie jej biodro swoją dłonią za chwilę odnajdując jej kuchnię.
Bronte Rosenthal-Murray
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zmiany, które zachodziły w niej w ostatnim czasie były więc dość zaskakujące nawet dla samej Bronte, która nie do końca umiała się w tym odnaleźć. Z jednej strony naprawdę nie chciała popełnić błędu, aby w ten sposób nie ryzykować, że ich znajomość rozpadnie się jeszcze przed tym, zanim na dobre zdołała się rozwinąć, jednak utrzymanie jej już teraz wydawało się niesamowicie trudne.
Wiedziała jednak, że była to zasługa w dużej mierze jej roztargnienia, a także problemów, które pojawiły się na jej drodze niezależnie od niej. I które czym prędzej musiała rozwiązać, może nie angażując się w nie tak bardzo, jak początkowo próbowała? Cokolwiek działo się w życiu jej dawnego znajomego, nie było przecież jej sprawą. Nie mogła ściągać na siebie odpowiedzialności, która mogłaby sprawić, że jej codzienność wywróci się do góry nogami, ponieważ wcale na to nie zasługiwała.
Miała natomiast prawo do tego, aby zawalczyć o własne szczęście. I to chciała zrobić w towarzystwie Maxa.
Nie przestraszyła się szczególnie jego komentarza, choć za jego sprawą uniosła dłonie ku górze w obronnym geście. Mina niewiniątka, która mieszała się z rozbawieniem, sugerowała natomiast, że gotowanie po jej stronie nie było czymś, na co Shepherd powinien realnie liczyć. No chyba, że chciał przekonać się o tym, że nawet wodę dało się przypalić. Wówczas stanowiła idealny egzemplarz do takiego eksperymentu.
— Chcesz przez to powiedzieć, że jesteś typem zazdrośnika? — oczywistym jest, że musiała złapać go za te słówka, które szczególnie przypadły jej do gustu. I które odrobinę ją zainteresowały, jednocześnie sprawiając, że sama także zaczęła zastanawiać się nad tym, jak zareagowałaby, gdyby w jego towarzystwie kręcić zaczęła się jakaś inna kobieta. Prędko doszła do wniosku, że nie spodobałoby jej się to, gdyby okazała się szczególnie atrakcyjna.
Prawdopodobnie dlatego, że wbrew temu, co próbowała pokazać, Bronte wcale nie była aż tak pewna siebie.
A jednak jej ego szybowało w górę, kiedy obserwowała to, jak na nią reagował. Udało mu się zaskoczyć ją tym nagłym ruchem, dokładnie tak, jak zrobił to wtedy, kiedy pocałował ją w windzie. W ten sposób sprawił, że jego bliskość wydawała się jeszcze przyjemniejsza, a Bronte musiała wciągnąć głębiej powietrze, by zapanować nad własną reakcją.
Odpowiadało jej to, że przyciągnął ją bliżej siebie i nie stronił od fizycznego kontaktu, dlatego sama pozwoliła sobie na ułożenie dłoni na jego klatce piersiowej. Stopniowo przesunęła je zresztą wyżej, mając zamiar go objąć, wydając z siebie też cichy pomruk zadowolenia spowodowany tym, jak jego dłoń przesuwała się po jej plecach wraz z rozsuwanym zamkiem.
— Rób tak dalej, a będę w stanie myśleć tylko o tym, jak bardzo chciałabym, żebyś naprawdę to zrobił — przyznała, nie od razu się od niego odsuwając. Przez krótką chwilę zastanawiała się bowiem nad tym, czy przypadkiem nie powinna pozwolić sobie na ten moment słabości. Z łatwością mogła przecież ponownie przyciągnąć go bliżej siebie, zamknąć jego usta w pocałunku, a później też pozwolić sobie na przyjemność, jaką byłoby pozbawienie go ubrań, w których dziś wyglądał tak pociągająco.
Ale przecież pośpiech to nigdy nie było dobre rozwiązanie.
Z myślą o tym cofnęła się o krok, choć zaczepny uśmiech nie zniknął z jej ust, kiedy przedramieniem przytrzymała materiał sukienki na biuście, aby przypadkiem zbyt mocno go nie odsłonił. — Ale dzisiaj tylko gotujemy — zadeklarowała, celując w niego palcem wskazującym. Miała jednak wrażenie, że była to jedna z tych granic, względem których nie mogła być pewna, czy rzeczywiście zdoła się ich trzymać.
Koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę i obróciła się przez ramię, zanim zniknęła za drzwiami prowadzącymi do sypialni. — Bardzo dużo sera? — wybrała jedną z opcji, później na moment zostawiając Shepherda samego. Dla własnej wygody rzeczywiście musiała zrezygnować ze spędzenia wieczoru w tej sukience, choć miała wrażenie, że znalezienie w szafie czegoś, w czym prezentowałaby się bardzo dobrze, ale jednocześnie nie mówiłaby, że nadmiernie się starała, graniczyło z cudem. Chwyciła w końcu jakąś bluzkę oraz spodnie, a później poprawiła jeszcze włosy, by po kilku minutach dołączyć do Shepherda w kuchni.
— Pasuje ci to otoczenie — skomentowała, zmierzając w jego stronę. Zdecydowała się przystanąć za nim i objąć go w pasie, aby przez jego ramię przyjrzeć się temu, czym właśnie zajmował się na blacie. Pozwoliła sobie również zaczepnie przygryźć skórę na jego szyi. — Jeśli masz dla mnie gotować, chyba naprawdę będę zapraszać cię częściej — dodała, w końcu uwalniając go ze swoich objęć. Zrobiła to po to, aby chwilę później usadowić się na kuchennym blacie nieopodal.
Gdyby zagonił ją do roboty, mogła mu pomóc, choć powinien przecież wiedzieć, że w kuchni posiadała raczej dwie lewe ręce.
Max Shepherd
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Dlatego tym razem podchodził do tej relacji zupełnie inaczej. Na spokojnie. Chciał naprawdę poznać Bronte zanim jakiś szalony pomysł przyjdzie mu do głowy. Wydawało mu się, że jest już na tyle dorosły by budować to wszystko świadomie i z głową. Próbował, chociaż ona nie ułatwiała mu tego ubierając się w tak odważne kreacje. Już raz pokonał swoje demony. Stawił czoła używkom i wygrał. Jednak z nią... Nie miał absolutnej pewności. Nie po tym jak smaczne były jej usta i jak coraz ciężej było się od nich oderwać.
- Zazdrośnik? Nie powiem, że nie. - wzruszył ramionami spoglądając na nią bez większego wstydu - Nie taki żeby nie pozwolić Ci gdzieś, albo w czymś wyjść, ale... Jak będziesz za dobrze wyglądać chętnie to sobie odbiję gdy będziemy sami. - uśmiechnął się do niej zaczepnie zanim zamknął jej usta w kolejnym pocałunku.
Podobało mu się to jak na niego reagowała. Wychwycił to jak mocniej wciągnęła powietrze. Mruknął nawet zadowolony w jej usta gdy zawiesiła na nim swoje ręce. Wcale nie chciał odsuwać się od niej nawet o milimetr. Trudno też było zatrzymać swoją dłoń by nie zeszła jeszcze niżej razem z tym suwakiem. Wystarczyło tak niewiele. Czuł, że gdyby złapał za cienki materiał i zsunął go z jej ramion niekoniecznie by protestowała. Pragnął jej. Tak cholernie jej pragnął.
- Chcę zrobić o wiele więcej Bronte. - wyszeptał niskim tonem w jej usta wcale nie ukrywając swoich uczuć.
W tym momencie była tak cholernie pociągająca. Widząc jak podtrzymuje sukienkę na swoim biuście poczuł jak zalewa go fala przyjemnego ciepła. Może nawet trochę się zarumienił. Wiedział, że zapamięta sobie ten obrazek na długo. W tym wydaniu, tej kreacji wyglądała po prostu nieziemsko. Musiał przywołać wszystkie wytrenowane mechanizmy z czasów swoich nałogów by rzeczywiście nie nakłaniać jej do przekroczenia kolejnej granicy. Nie chciał pędzić, lecz ciało wiedziało doskonale, czego pragnęło. Na szczęście ostudziła nieco jego zapał. Mógł się tylko niewinnie uśmiechnąć odprowadzając ją wzrokiem do sypialni, której lokacje też sobie na wszelki wypadek zapamiętał.
Gdy zniknęła już z pola widzenia głośno westchnął spuszczając z siebie powietrze. Zostanie tutaj na noc będzie cholernie niebezpieczne. Może wcale nie powinien? To wszystko było trudniejsze niż myślał. Przeszedł w końcu do kuchni, to zawsze mu pomagało. Zajęcie się czymś innym. Wyjął sobie patelnię, znalazł trochę masła, chleb, ser. To wszystko nie były składniki, z którymi gotowałby na co dzień, ale wiedział, że da radę coś z tego zrobić. Jednak obraz jej w tej sukience? Znów wrócił na główny plan sprawiając, że pierwszą kromkę po prostu przypalił, więc szybko wylądowała w koszu. Na chwilę przykucnął opierając się o blat.
- Skup się Max, skup się... - mruknął sam do siebie biorąc kilka szybszych wdechów by w końcu podnieść się i wziąć do roboty.
- Wolisz mnie oglądać tutaj niż w pracy? - obrócił się do niej przez ramię z wesołym, rozbawionym uśmiechem.
Musiał stwierdzić, że w domowym wydaniu nie była w ogóle mniej atrakcyjna. Cieszył się natomiast, że niespecjalnie się odstawiła. Nie utrudniała mu tego zadania, za co był cholernie wdzięczny.
Zdziwiła go następnym gestem. Gdy tylko objęła go w pasie poczuł jak jego serce zwalnia. Ogarnia go po prostu spokój. Nie pamiętał kiedy ostatnim razem jakaś kobieta to zrobiła. Pochylił nawet nieco głowę w jej stronę pragnąc więcej jej bliskości. W tej chwili nie miał ochoty jej rozebrać. W tej chwili chciał ją mieć. Jako kobietę. Swoją kobietę.
- Mmm... Jak chcesz mnie oznaczyć musisz to zrobić trochę mocniej. - mruknął zadowolony czując jej zęby na swojej szyi - Następnym razem wpadniesz do mnie. Wtedy pokażę Ci, co to znaczy gotować. - puścił jej oczko doskonale wiedząc, że ma się czym popisać.
Przewrócił tosty na patelni przez chwilę przyglądając się im z bliska pochylając nad patelnią. Wykroił mały, kwadratowy kawałek chleba podsmażając go na szybko z dwóch stron. Podszedł bliżej wciskając się między jej nogi i zbliżając kawałek tosta do jej ust.
- To co chciałabyś dziś obejrzeć? - przelotnie spojrzał jeszcze na patelnie zanim powrócił do niej wzrokiem mając zarówno ją jak i ich posiłek w zasięgu rąk.
Bronte Rosenthal-Murray
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bronte także nie miała najlepszego doświadczenia z dotychczasowymi związkami. Zdarzały się oczywiście takie, które wspominała dość m i ł o, jednak z tyłu jej głowy wciąż tkwiła myśl, że ostatecznie każdy z nich zakończył się fiaskiem. I to wcale nie takim małym, skoro miała za sobą nawet dość huczny rozwód, którym zwieńczone zostało bardzo krótkie małżeństwo.
Nie miała najlepszych doświadczeń, zatem oczywistym wydawało się to, że tym razem również będzie popełniała błędy. Nie łudziła się nawet, że będzie inaczej, choć mimo to starała się podejść do tego z głową. Pierwszą zasadą miał być brak pośpiechu, choć i o to było wyjątkowo ciężko, kiedy jej bliskość cały czas zaprzątała jej głowę.
Było to trochę tak, jakby Max doskonale wiedział co zrobić, czy powiedzieć, aby jeszcze bardziej go zapragnęła.
— Teraz już nie wiem czy odwodzisz mnie od tego pomysłu, czy jednak zachęcasz — zażartowała, choć ochota do żartów minęła jej kompletnie, kiedy zamknął jej usta w pocałunku. Nie potrafiła tego wyjaśnić, ale z jakiegoś powodu potrafił sprawić, że świat wokół niej kompletnie się zatrzymywał. Przez tę krótką chwilę skupiła się tylko na ich dwójce, całkowicie zapominając o tym, co wcześniej jej doskwierało.
Nic dziwnego, że tak bardzo do niego lgnęła, skoro przy nim czuła ten przyjemny spokój, który momentami mieszał się z ekscytacją. Dziś doświadczała mieszanki tych uczuć, choć kiedy po powrocie wtuliła się w niego, dominowała przede wszystkim ta przyjemna błogość. Nie martwiła się już nawet tym, o czym przyszło im rozmawiać na krótko po nagraniu programu. Miała bowiem wrażenie, że teraz dawali idealne świadectwo tego, że pomimo wszelkich przeciwwskazań mają spore szanse na to, aby jednak wyjść na prostą.
— To takie zaskakujące? — odbiła piłeczkę, jeszcze przez chwilę delektując się tym, jak się w niego wtuliła. Nie przeszkadzało jej to, że miała go obok w pracy, choć nie mieli też żadnej gwarancji względem tego, jak wyglądać to będzie w przyszłości. A choć w ostatnim czasie Bronte pokazywała coś przeciwnego, to jednak ich znajomość była na tyle świeża, iż mogli znajdować się na tym etapie, kiedy jak najczęściej chciało się mieć do czynienia z tą drugą osobą.
Bronte nie miałby więc nic przeciwko, gdyby Shepherd zaczął zaglądać tu częściej. Nie miałaby nic przeciwko, gdyby w ogóle zaczął tu zaglądać, co dzisiejszą wizytą mógł zapoczątkować. Nie bez powodu dawała mu do zrozumienia, że chciała go tu widywać. Jeśli to miało wywalić, musieli zacząć częściej widywać się na neutralnym gruncie.
— Czyli cię to kręci? — zapytała, po czym raz jeszcze delikatnie skubnęła jego skórę. Nie mocno, najwyraźniej wcale nie zamierzając pozostawić po sobie śladu. Jeszcze nie teraz. — Mhm. Uznam to za zaproszenie — skomentowała, kiedy była już w drodze do miejsca, na którym chwilę później się usadowiła. Miała stąd całkiem dobry punkt obserwacyjny, choć ten stał się jeszcze lepszy, kiedy Max ponownie się do niej zbliżył.
Mógł zaobserwować wówczas, jak na jej usta wkradł się pogodny uśmiech, bynajmniej nie wywołany tym, że przyniósł ze sobą jedzenie. Nie zwlekała z dobraniem się do niego, ponieważ tym, co chciała zatrzymać przy sobie na dłużej, był Shepherd. — Film? — zapytała, wychylając się lekko w jego stronę. Nie odmówiła sobie również tego, aby zapleść dłonie za jego szyją. Chyba jednak miała trochę utrudniać mu dalsze pilnowanie tostów. — Mogę obejrzeć cokolwiek, chociaż wolałabym uniknąć melodramatów i kina familijnego. Lepiej, żebyś nie oglądał mnie w rozmazanym makijażu — skomentowała, poruszając przy tym zaczepnie brwiami. Wtedy też skorzystała z tego, jak blisko się znajdował i przelotnie musnęła jego usta własnymi.
— Możemy też obejrzeć coś twojego. Będę mogła wtedy szturchać cię przez cały film i chwalić się tym, że całowałam tego faceta — dodała ciut przekornie, podczas gdy grymas na jej twarzy jeszcze się poszerzył. Naprawdę była zdania, że miała się czym chwalić.
Max Shepherd
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Z natłoku myśli zrobił to, co okazało się dla niego zbawienne w trakcie problemów z nałogiem. Wziął się po prostu za gotowanie. Dał się temu pochłonąć. Przynajmniej za drugim razem, kiedy potrafił się już na tym skupić. Choć tosty były bardzo proste można je było zrobić lepiej albo najlepiej. On skupiał się na tej ostatniej wersji i o dziwo zupełnie nie przeszkadzało mu towarzystwo w kuchni. Normalnie niespecjalnie potrafił gotować gdy ktoś się przy nim kręcił, lecz mając ją za swoimi plecami wtuloną w niego sprawiało, że wszystko robił jeszcze spokojniej. Pewność własnych ruchów rosła. Wszystko mu wychodziło, nawet jeśli nieco go w tym momencie rozpraszała. Na szczęście w ten dobry sposób.
- Niekoniecznie. Dobrze wyglądam w kuchni. Myślę, że rano jeszcze bardziej Ci się spodobam. - uśmiechnął się do niej i musnął jej policzek swoimi ustami w dość intymnym geście.
Nie miał by też nic przeciwko by widywała go w takich sytuacjach częściej. Czy to u siebie czy u niego. Chociaż chyba jednak wolał u siebie. Chociażby dlatego, że doskonale wiedział, co miał w lodówce i jak zadbać o to by zjadła coś dobrego i zbilansowanego. Tak okazywał swoje zainteresowanie i uczucia. Poprzez jedzenie. To chyba czyniło już z niego jakąś włoską babcię.
- Lubię... - przez chwilę szukał słowa - Do kogoś należeć. - nie widział w tym nic nie męskiego.
Wydawało mu się, że nie ma zbyt wielu bardziej męskich rzeczy niż oddanie się całkowicie jednej kobiecie.
- Takie, z którego tym razem skorzystasz? - posłał jej szeroki i zaczepny uśmiech.
Ton może i był lekko zgryźliwy, ale nie byłby sobą gdyby nie dał jej chociaż takiego małego prztyczka w nos za wystawienie go do wiatru już kilka razy. Niech wie, że trochę go jednak uraziła i choć wybaczył, to jeszcze za wcześnie by całkowicie zapomniał.
- Zdajesz sobie sprawę, że jeśli zostanę na noc to zobaczę Cię nawet bez makijażu? - uśmiechnął się do niej kładąc wolną dłoń u dołu jej pleców i przysuwając ją bliżej do siebie odwzajemniając jej przelotny pocałunek - Przyznaj się, że po prostu chcesz mnie zobaczyć bez koszulki bez zdejmowania ze mnie koszuli. - odwrócił się na chwilę w stronę patelni by zwinnym ruchem przewrócić tosty w locie i nie pozwolić się im spalić.
- Możesz nawet całować tego faceta podczas filmu. - wrócił do niej wzrokiem z zawadiackim uśmiechem - Myślę, że lepiej chwalić się tym, że ten facet od miesięcy próbuje się z Tobą umówić. To nie zdarza się za często. - mruknął prawie w jej usta nachylając się w jej stronę, lecz nie całując jej.
- Sama pójdziesz na kanapę, czy trochę Ci pomóc? - skupił wzrok na jej tęczówkach przesuwając dłoń z jej pleców powoli na biodro i lekko ściskając.
Bronte Rosenthal-Murray
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pospieszyła się wtedy za bardzo. W okamgnieniu zgodziła się zostać żoną mężczyzny, który oczarował ją, ale najwyraźniej okazał się być dla niej nieodpowiedni. Może też chodziło po prostu o to, że pomimo ewentualnego dopasowania narzucili sobie zbyt duże tempo, a moment, w którym podjęli się wspólnego mieszkania, okazał się ostatnim gwoździem do trumny tego związku. Nie chciała powielać tego błędu. Nie chciała przypadkiem zepsuć tego, co zrodziło się między nią a Maxem, dlatego próbowała być ostrożna.
Nie mogła jednak uciekać w przeciwną skrajność.
Uśmiechnęła się kącikiem ust, jednocześnie dochodząc do wniosku, że mógł mieć rację. Może niekoniecznie w aspekcie oglądania go w kuchni, ale na pewno w kwestii tego, iż jest coś wyjątkowego w tym, kiedy człowiek budzi się w ramionach drugiej osoby. Bronte bez wątpienia pragnęła tego doświadczyć.
— Chcesz przez to powiedzieć, że kiedy ktoś zapyta, mogę nazywać cię s w o i m? — zapytała przekornie, nie pytając chyba wcale na poważnie. Chciała dać temu szansę, ale jednocześnie nie wiedziała, czy mogła przypiąć tej relacji jakąś łatkę. Określanie jej mianem z w i ą z k u brzmiało dość poważnie, może zbyt poważnie dla czegoś, co przecież dopiero się rozpoczynało.
Chyba musieli dać temu trochę więcej czasu.
Zmarszczyła lekko nos, kiedy usłyszała jego późniejszy komentarz, ale nie zamierzała się obrażać. Miała świadomość tego, że trochę sobie jednak zasłużyła, a udawanie, że było inaczej, bynajmniej nie byłoby w porządku. — Skorzystam. Możesz być tego pewien — zadeklarowała, co oznaczało mniej więcej tyle, że musiała w końcu poukładać pozostałe kwestie, włącznie z tą, która dotyczyła jej dawnego znajomego. Być może nie musiała całkowicie wyrzucać go ze swojego życia, ale na pewno powinna ograniczyć to, jak bardzo się tym przejmowała.
Było to o wiele łatwiejsze, kiedy obok miała Shepherda. Bardzo szybko sprawił, że stał się jedyną osobą, na której była w stanie się skupić. Nic dziwnego, że kiedy przyciągnął ją bliżej siebie, na moment zacisnęła zęby na swojej dolnej wardze, znów spoglądając na niego z pożądaniem. — Bez makijażu też wyglądam nieźle — choć własne kompleksy też posiadała. Nie była i d e a ł e m, ale przecież wiedziała, że uchodziła raczej za ładną. — O nie, źle to interpretujesz — oznajmiła, podczas gdy jej dłonie jakby samoistnie powędrowały w kierunku guzika zapiętego na szczycie jego koszuli. Nie odmówiła sobie tego, aby w zaczepny sposób go rozpiąć. — Sama mogłabym się z nią rozprawić — choć tego nie zamierzała zrobić od razu. Po tym jednym guziku wycofała się, choć mimo to spojrzała mu w oczy i poruszyła brwiami w ten zaczepny sposób.
Pozbawienie go koszuli mogło jednak okazać się r y z y k o w n e.
Skrzywiła się nieznacznie, kiedy tak się z nią droczył. Dzieliły ich zaledwie milimetry, a mimo to nie zdecydował się jej pocałować. Nic dziwnego, że Bronte zdecydowała się go wyręczyć, choć nie pozwoliła, żeby ta drobna czułość potrwała długo. — Mam sporo powodów, żeby się chwalić — przyznała, lekko wzruszając przy tym ramionami. Naprawdę uważała go za fajnego faceta. Takiego, którego niejedna panna mogłaby jej zazdrościć.
Objęła go akurat ramionami, kiedy zaoferował pomoc. Na krótką chwilę uciekła spojrzeniem w kierunku kanapy, jednak nad odpowiedzią nie musiała zastanawiać się długo. I tym razem to ona zdecydowała się wymruczeć ją prosto w jego usta. — Przyda mi się pomoc. Tamte buty naprawdę dały mi w kość — kłamstwo, jednak biorąc pod uwagę to, jak przyjemnie było im w swoich ramionach, czy mógł ją za to winić? Chciała wyłącznie, żeby trochę się sobą nacieszyli.
Max Shepherd