ODPOWIEDZ
28 y/o
Welkom in Canada
161 cm
pogodynka i prezenterka śniadaniówki w cbc toronto
Awatar użytkownika
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej relacja z Maxem była na tyle świeża, iż niczego nie mogła być w związku z nią p e w n a. Być może nawet własnych uczuć, bo chociaż darzyła go sympatią i czuła względem niego pociąg, nie potrafiła jeszcze sklasyfikować tych odczuć, jako coś poważniejszego.
Chciała jednak spróbować i to pomimo wszelkich przeciwwskazań, które związane były w dużej mierze z tym, że musieli ze sobą współpracować. Na chwilę obecną nie stanowiło to dla niej problemu, mało tego, po pierwszych przebojach okazało się nad wyraz łatwe, ponieważ oni mimo wszelkich przeciwności odnaleźli wspólny język.
To odkrycie było na tyle przyjemne, iż Bronte nie chciała zaprzepaścić go za sprawą własnej głupoty. Wiedziała jednak, że potrafiła być impulsywna i nierzadko kierowała się sercem, zamiast wsłuchać się w to, co do powiedzenia miał rozum. Tym razem starała się jakoś to wszystko wyważyć, dzięki czemu nie rzuciła się na głęboką wodę od razu, tym samym ryzykując, że po raz kolejny się przejedzie. Podeszła do tej znajomości z głową, ale mimo to zrodziła się w niej obawa o to, że przez przypadek zawiodą.
Nie taka niesłuszna, skoro już na samym początku ona zdołała pokazać mu się ze złej strony. Żałowała tego, ponieważ naprawdę nie chciała, aby Shepherd pomyślał sobie, że jej na nim nie zależało. Naprawdę go polubiła i to właśnie ze względu na to w ostatnim czasie była tak wycofana, tylko częściowo pozwalając na to, aby ich randki nie odbywały się przez jej zmieszanie. Po części odpowiadała za to również p r e m e d y t a c j a wywołana chęcią uchronienia go przed ewentualnym rykoszetem.
Dziś to właśnie za sprawą Maxa obiecała sobie, że nie będzie się tym przejmować. Nie chciała snuć czarnych scenariuszy i skupiać się wyłącznie na tym, co mogło pójść nie tak, bo przecież nigdy taka nie była. Zwykle skupiała się głównie na tym, co dobre, a między ich dwójką było tego przecież całkiem sporo. Lubili się, czuli względem siebie pociąg i powinni dać temu szansę się rozwinąć.
O to właśnie zamierzała zadbać, choć to nie z tego powodu zaprosiła go dzisiaj do swojego mieszkania, którego drzwi właśnie przed nimi otworzyła. Przekroczyła jego próg i zrzuciła ze stóp buty, które nieźle dały jej dzisiaj w kość. Dopiero po tym zerknęła kątem oka na Shepherda.
Jeśli masz ochotę, naprawdę możemy coś zamówić — odezwała się, czekając chwilę, aż sam będzie gotów ruszyć razem z nią w głąb mieszkania, w którym panował drobny chaos. — Powinnam prawdopodobnie uprzedzić cię, że jestem bałaganiarą. Mogłabym udawać, że to dlatego, że nie spodziewałam się dzisiaj gości, ale… — wzruszyła lekko ramionami. Nigdy nie była szczególnie p o r z ą d n i c k a, ponieważ wychodziła z założenia, że miała ciekawsze rzeczy do roboty, niż codzienne porządkowanie tego, co kolejnego dnia i tak miała wyciągnąć z szafki.
Nie była na szczęście jedną z tych osób, które miały w mieszkaniu porozrzucane resztki jedzenia i brudne skarpetki. Tak źle z nią nie było.
Mogę też zaproponować ci zaszycie się przed telewizorem pod kocem i z kubkiem ciepłej herbaty, ale powinieneś wiedzieć, że raczej nie będę miała tu piżamy w twoim rozmiarze — dodała, podczas gdy na jej usta wkradł się uśmiech. Spędzenie ze sobą wieczora w tak prostych okolicznościach mogło naprawdę dobrze im zrobić.

Max Shepherd
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
39 y/o
For good luck!
186 cm
Producent CBC Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Po tym jak w ostatnich tygodniach wyglądała ich relacja nie sądził, że będzie tę datę spędzać akurat z nią. Jednak skoro już nadarzyła im się taka okazja i mieli okazję wyjaśnić sobie to dlaczego nie mieli dla siebie ostatnio czasu grzechem byłoby nie skorzystać. Już kilka razy podwoził ją do mieszkania, aczkolwiek jak się chwilę nad tym zastanowił chyba nigdy nie był w środku. Zaskakująco dobrze szło im do tej pory utrzymywanie tej relacji czysto profesjonalnej chociaż Max już od dłuższego czasu zmagał się z rosnącymi w jej stronę uczuciami.
Nie miał pojęcia jak to się potoczy dzisiaj ani na dłuższą metę między nimi, ale zdecydowanie chciał się o tym przekonać. Chciał skupić się na budowaniu tej relacji od strony emocjonalnej, lecz w tej sukience zdecydowanie mu tego nie ułatwiała. Już wchodząc po schodach pozwolił sobie na kilka dłuższych spojrzeń przez prześwitujący materiał, a gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi jej apartamentu musiał walczyć ze swoim instynktem by znów ją pocałować, skoro mieli się teraz zupełnie na wyłączność. Nie było szansy by dzisiaj ktoś mógł im przeszkodzić. Nie tego dnia i nie o takiej godzinie. Każdy był zajęty swoim świętowaniem. Oni wybrali swoją metodę na celebrowanie, jakby nie patrzeć, drugiej randki.
- Już próbujesz wymigać się od gotowania? Nie fajnie Bronte, nie fajnie... - pokręcił głową z rozbawionym uśmiechem ściągając buty i podążając za nią w głąb mieszkania rozglądając się przy okazji ciekawy wystroju - Wychowałem się na farmie w Montanie. Naprawdę trochę kurzu mi nie straszne. - zapewnił ją wchodząc za nią do salonu.
Nawet nie rozglądał się za bałaganem. Nie miało dla niego najmniejszego znaczenia czy stały tutaj jakieś brudne kubki, czy gdzieś stało tak zwane krzesło wstydu na którym kończyły wszystkie ubrania, które niby nie są jeszcze wystarczająco brudne żeby je wyprać, ale też nie wystarczająco czyste by ponownie je założyć. Jego wzrok był w tym momencie skupiony na blondynce, a myśli na tym by jakoś trzymać mimo wszystko ręce przy sobie.
- Mhhmm... Już próbujesz mnie przyzwyczaić do tej kanapy? - zażartował z tym zadziornym uśmiechem - Słuchaj, martwiłbym się gdybyś z jakiegoś powodu miała piżamę w moim rozmiarze. Żadna wersja tego skąd ją masz pewnie nie przypadłaby mi do gustu. - zaśmiał się cicho przegrywając w końcu swoją walkę i podchodząc nieco bliżej.
- Może w takim razie połączymy te dwa pomysły? Ja wezmę się za te tosty, a Ty, jeśli chcesz pójdziesz przebrać się w coś wygodniejszego i przygotujesz gniazdko na kanapie? - zaproponował wbrew sobie bo wygląda w tej sukience naprawdę bosko - Jednak zanim ją zdejmiesz...
Uśmiechnął się do niej zaczepnie zanim sięgnął jej szyi, przesunął dłoń powoli na jej kark i przyciągając do siebie po prostu namiętnie i zachłannie pocałował. Przylgnął swoim ciałem do jej kładąc dłoń w dole jej pleców nie pozwalając jej nigdzie uciec. Przynajmniej przez te kilkanaście sekund kiedy nie dawał jej wytchnienia, a dłoń powoli przesuwała się po jej plecach by w końcu rozpiąć zapięcie sukienki. Nie na tyle by z niej spadła, a jedynie by trochę jej pomóc.
- Żebym mógł powiedzieć, że ściągnąłem z Ciebie tę sukienkę. - wyszeptał w jej usta jeszcze zaczepnie skubiąc jej dolną wargę swoimi zębami zanim się od niej odsunął patrząc na nią pożądliwie. - Chciałem też jeszcze raz pocałować Cię w tej sukience. Świetnie wyglądasz. - uśmiechnął się do niej ściągając swoją marynarkę i przewieszając ją przez oparcie kanapy.
Chyba nie będzie miała mu tego za złe skoro jest bałaganiarą, jak sama się nazwała.
- Dużo sera, bardzo dużo sera czy poziom zawałowy? - zapytał podwijając rękawy swojej koszuli i przechodząc obok niej musnął jeszcze zaczepnie jej biodro swoją dłonią za chwilę odnajdując jej kuchnię.

Bronte Rosenthal-Murray
ODPOWIEDZ

Wróć do „#5”