Bowie miał to do siebie, że mógł pozwolić sobie na całkowity luz i bycie nieodpowiedzialnym i uroczo zainteresowanym wszystkim po trochu, albo niczym w ogóle, w zależności od nastroju. Jego fascynacja zapalała się szybko i płonęła jasno, ale gasła również spektakularnie i zazwyczaj nic po sobie nie zostawiała. O dziwo, mimo to, utrzymał kilka relacji międzyludzkich, nawet jeżeli pozostawiały wiele do życzenia, ale z zainteresowaniami konkretnymi dziedzinami nauki, sztuki, czy innymi hobby było naprawdę krucho. Muzyka 一 oczywiście, że tak 一 była jedyną stałą w jego życiu, towarzysząc mu w zasadzie jeszcze przed narodzinami i nigdy nie odpuszczała, nawet jeżeli czasami działała mu na nerwy.
Chociaż ostatnio nie tylko ona.
Od niedawna miał jednak, według spontanicznego planu, zacząć od nowa cieszyć się życiem, czyli w zasadzie dalej robić to, co chciał, tylko nie czyniąc sobie jakichś durnych wyrzutów, kiedy tylko spadał mu trochę nastrój. Być może od tygodnia zaczął sobie ten nastrój dosyć często sztucznie podnosić, ale dzisiaj jeszcze nie zdarzyło mu się to ani razu i odrobinę zawdzięczał to Milo, który był tego absolutnie nieświadomy. No i prawdopodobnie się tego nie dowie, bo Bowie nie dojrzał jeszcze do tak głębokich i szczerych rozmów, szczególnie z osobami, które dopiero co poznał.
Nawet matce trudno było wyciągnąć z niego ostatnio coś więcej, poza krótkimi pomrukami, a ta kobieta nie tylko wytrzymała z nim dwadzieścia trzy lata, ale jeszcze miała dar plotkarski i potrafiła ludźmi tak zakręcić, że podczas przypadkowego spotkania w galerii handlowej poznawała rodzinne historie z wielu pokoleń.
Bowie potrzebował rozrywki, potrzebował czegoś nowego, nieważne czy miało to być zainteresowanie jakąś osobą, rzeczą, wydarzeniem czy nowym hobby. Chciał być w ruchu, zająć swoje myśli maksymalnie i skierować je na coś, czym nie były jego niezałatwione sprawy. Generalnie potrzebował poczuć się lepiej, więc wszystko, co podniosłoby mu samopoczucie było na wagę złota. Kiedy tylko zobaczył profil Milo na Instagramie i obejrzał kilka jego ostatnich wpisów, już wiedział, że właśnie to mogłoby zająć go nawet na kilka dni, może nawet tygodni, to by dopiero było szalone.
Nie chodziło tylko o sprzęt, bo małych lokali podobnych do
Simply Fix It pewnie było na pęczki 一 chodziło o to, że Milo budził w nich duszę, poprzez swoje opowieści i to, jak o nie dbał. Jego sprzęt był dużo atrakcyjniejszy od sprzętu po drugiej stronie ulicy i mogły to być rzeczy w dokładnie takim samym stanie, a i tak ciągnęłoby go do tego, czym opiekował się dopiero co poznany młody sprzedawca. Jego zapał dawał temu wszystkiego jakiegoś rodzaju przyciągające światło.
Kiedy wpadł do środka, nawet nie zwracając większej uwagi na dzwonek, który obwieścił ochoczo jego przybycie, utkwił wzrok w pogrążonym w pracy chłopaku, a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Obejrzał się na drzwi, kiedy padły słowa o kartce i zawrócił na pięcie, aby spełnić prośbę, nawet tym rozbawiony. Przekręcił wywieszkę i zerknął jeszcze na zewnątrz, czy nikt nie zmierza tu przypadkiem na sam koniec, ale nikogo takiego nie zauważył.
一
Świetnie, a więc jestem akurat na czas, aby nigdy zaraz nie wrócić razem z tobą 一 zauważył, zanim nie rozgościł się w warsztacie, kręcąc się, jakby dopiero co naładował baterię. W zasadzie było w tym sporo prawdy, skoro przespał prawie cały dzień. Zapach był charakterystyczny, ale nie przeszkadzał mu. W zasadzie uważał go za całkiem ciekawy, może dlatego, że bardzo rzadko bywał w takich miejscach i uznał to za ciekawą odmianę. Zazwyczaj obracał się wśród ciężkich perfum i dymu papierosowego. Było też gorąco, ale to w sumie nic nowego. U siebie miał klimatyzację, ale jeszcze za tym nie zatęsknił, bo wolał nie tkwić zbyt długo sam i chociaż w nocy przynajmniej pochłonęła go gra, to póki co nie miał ochoty na powtórkę z rozrywki. Pewnie szybko by mu się znudziło. Co za długo, to niezdrowo.
Na pytanie o ojca, przekręcił powoli głowę i uśmiechnął się lekko, mierząc Milo jeszcze bardziej zainteresowanym spojrzeniem. Przyglądał mu się tak przez chwilę, po czym skinął głową, prostując się.
一
Można tak powiedzieć. Jest muzykiem 一 odparł, nie wdając się w szczegóły, bo nie przywykł do tego, aby się tym chwalić. Jeżeli ktoś wiedział, to po prostu wiedział. A jeżeli nie, to pewnie i tak by go to aż tak bardzo nie interesowało. Zdecydowanie wolałby mówić o swojej twórczości, ale to może kiedyś, w odpowiedniej chwili, o ile taka się im przytrafi. 一
Fan starych gier też 一 dodał i zaśmiał się krótko, ale szczerze, przenosząc zaraz wzrok na drzwi, za którymi zamajaczyła wścibska postać starej baby. Uśmiechał się szeroko, ukazując białe zęby, słuchając do tego reakcji Milo. Zerkał to na niego, to na kobietę przed lokalem. Znowu się zaśmiał, ostatecznie wbijając spojrzenie błyszczących z rozbawienia oczu w twarz chłopaka.
一
Co jej powiedziałeś? 一 zapytał wyraźnie ciekawy co tak rozwścieczyło chyba-klientkę, że aż kazała mu się pieprzyć. Przesunął językiem po dalej uśmiechniętych wargach i gdy padło pytanie, nagle przypomniał sobie o tym, co mu przyniósł.
一
Właśnie! Mam dla ciebie coś. Znaczy… Wziąłem go, żeby mieć jakiś pretekst, ale nie jestem zbyt dobry w udawaniu, więc… Po prostu sam zobacz 一 mówił, podrywając się i szybkim krokiem zmierzając do swojego plecaka. Sięgnął po czarny materiał, rozsunął go i wyjął ze środka aparat fotograficzny
Leica M10. Obrócił go w dłoniach i wyciągnął w stronę Rivery. 一
Chyba jest w całkiem dobrym stanie. Możesz go nawet zatrzymać, mi się raczej nie przyda 一 mówił, wzruszając lekko ramionami, ale za to z pogodną miną, zachęcając tym samym, aby chłopak wziął do niego sprzęt i sobie obejrzał. Może nie było to nic super imponującego, ale znawca od razu dostrzegłby, że to aparat z limitowanej edycji.
Milo Rivera