-
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs outnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dodatkowo, mając tego ranka swojego szefa do pomocy, działali razem jak dobrze naoliwiona maszyna, pozbywając się w zaskakującym tempie kolejki ustawionej pod ladą. W większości byli to stali klienci, którzy wpadali tam niemal codziennie w drodze do pracy. Z przyjemnością ich zagadywała, co zawsze budziło zdumienie wyjątkowego mruka, jakim był Cole. Starała się też zapamiętywać ich zamówienia, co znacznie ułatwiało im pracę.
Około godziny dziewiątej, ruch powoli się zmniejszał i po porannym szale nie było prawie śladu. Dzwonek wiszący u drzwi i zwiastujący nadejście kolejnych klientów, brzęczał teraz znacznie rzadziej. Właśnie w tamtym momencie, próg kawiarni przekroczył Fraser, a Bonnie od razu to zarejestrowała. Przeklinając w myślach, rozejrzała się nerwowo po sali. Ani śladu Sullivana - pewnie zdążył już ulotnić się na tył budynku, by zapalić, bo przecież ciężko było mu wytrzymać choćby godzinę bez peta. Miller, wzdychając tylko cicho, podeszła do lady, by powitać niespodziewanego klienta.
— Dzień dobry. Czym mogę służyć? — spytała, udając oficjalny ton z lekkim uśmiechem.
Cóż, ich relacja była… nieco dziwna. Brunetka przez chwilę zastanawiała się nawet ilu jej byłych kochanków wpadało nadal „ot tak” do niej na kawę, choć odpowiedź była bardzo prosta - jeden. Gavin.
— Co u ciebie? Zgaduję, że znów przypadkiem byłeś w okolicy? — spytała, przechylając lekko głowę i zabrała się zaraz za przygotowanie kawy, nie czekając nawet na odpowiedź w kwestii tego co właściwie miał ochotę wypić.
Nie wiedziała do końca czemu tak okropnie niezręcznie czuła się w jego obecności, czemu tak desperacko szukała wcześniej wzrokiem szefa, by móc wymigać się jakoś cudem od interakcji z Fraserem. Ich romans zaczął się szybko i niespodziewanie… i dokładnie tak samo się zakończył.
Poruszała się niespiesznie, mówiła spokojnie, starając się nie okazywać żadnych śladów zdenerwowania, choć i tak podejrzewała, że on w jakiś tajemniczy sposób to wyczuwał. Czy robił to wszystko specjalnie? Przychodził, by przypadkiem nie zapomniała o jego istnieniu, w dodatku w momentach idealnych, by nie mogła uciec ani schować się za ruchem i hałasem?
Przestała już za nim tęsknić. Jedyne co czuła, to może lekki żal o to jak potoczyły się sprawy między nimi. To jednak niczego nie ułatwiało, bo widok Gavina przyprawiał ją o nieprzyjemny ścisk w żołądku, a rozmowy z nim były nadal cholernie trudne.
To na pewno karma. Nigdy nie powinna była wchodzić do łóżka żonatemu mężczyźnie.
Gavin Fraser
-
And I would fly you to the moon and back
If you′ll be, if you'll be my baby
Got a ticket for a world where we belong
So would you be my baby?
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Chociaż właściwie nie mógł narzekać. Zwłaszcza że ostatnio jego życie przypominało jeden wielki miłosny rollercoaster przez Corę, której szalony charakter nadawał kolorytu jego coraz bardziej tradycyjnemu życiu. Gdyby nie kobieta, to najpewniej dalej zatracałby się w wizji, która podpowiadała mu, że w jego życiu nigdy nie było miejsca na prawdziwą miłość. Czasem nawet zastanawiał się, jak wyglądałoby jego życie, gdyby uczucie do pierwszej kochanki; Bonnie nie skończyło się w tak dramatyczny sposób. Zdarzało mu się nawet wracać myślami do dnia, w którym jego żona nakryła ich razem w sypialni, przez co kobieta postanowiła uciec z jego życia. Co dziwne, nawet nie próbował wtedy zawalczyć o kochankę. Może sam nie wiedział, czy była to prawdziwa miłość, czy jedynie zauroczenie młodą kobietą, która nie tylko była cholernie atrakcyjna, ale też artystycznie uzdolniona; której talent od razu przykuł jego uwagę.
Zdziwił się, kiedy dzisiaj odwołano mu spotkanie, które zawsze należało do tych obowiązkowych. W filmowej branży takie zebrania były jak święto; przymusowe dla wszystkich, a ich odwołanie niemal graniczyło z cudem. Postanowił jednak nie narzekać i będąc blisko kawiarni, w której pracowała jego dawna miłość, zdecydował się wejść i zobaczyć na żywo, jak bardzo się zmieniła. Czasem nawet zdarzało mu się obserwować i śledzić jej działania w Internecie, jednak ciekawość zżerała go na tyle, że postanowił samemu sprawdzić wszystko na własne oczy. Będąc w środku pomieszczenia, od razu zaczął rozglądać się za wolnym miejscem, które na jego szczęście znajdowało się tuż przy ladzie. - Dzień dobry. Poproszę to, co zawsze. Mam nadzieję, że jeszcze pamiętasz - powiedział na powitanie, zostawiając ją z lekkim zakłopotaniem. W końcu od ich ostatniego spotkania minęło już tyle czasu, że nie zdziwiłby się, gdyby kobieta wymazała z pamięci wszystko, co było z nim powiązane, zwłaszcza po tym, jak ją wtedy oszukał.
- Bonnie, ależ po co te uszczypliwości? Może masz rację i jest to przypadkowe spotkanie - odparł, posyłając kobiecie jeden z tych lekkich uśmiechów. Po chwili jednak wrócił do swojej klasycznej miny, która rzadko zdradzała jakiekolwiek emocje. - Tym razem jednak pudło. Odwołano mi spotkanie w okolicy… i postanowiłem wpaść, żeby zobaczyć, co u mojej dawnej znajomej - dopowiedział, lekko gryząc się w język. Przez chwilę chodziła mu po głowie myśl, by zakończyć wypowiedź inaczej, jednak ostatecznie nie chciał psuć i tak już ciężkiej atmosfery, która panowała od pierwszych wypowiedzianych słów.
W oczekiwaniu na kawę postanowił wyciągnąć telefon i ku jego zaskoczeniu po krótkiej chwili jego oczom ukazała się strona prezentująca amatorskie obrazy wykonane przez Bonnie. Najbardziej zdziwił się, gdy na samym dole zobaczył opcję zamówienia obrazu na wyłączność, który miałby zostać wykonany przez samą artystkę. Nie czekając długo, wpisał anonimowe dane i, opłacając od razu zamówienie, zaciekawiło go, co się stanie, gdy kobieta zobaczy, że nieznana osoba postanowiła zapłacić za jej talent sumę, która dla wielu młodych artystów była jedynie marzeniem.
Bonnie Miller
-
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs outnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pannę Miller łatwo można było omotać, zamydlić oczy. Była zakochana (a przynajmniej tak jej się wtedy wydawało!) i na tyle naiwna, że wierzyła w to, że mężczyzna zostawi dla niej żonę. Opowiadał jej przecież o tym jaki jest w tym małżeństwie biedny i nieszczęśliwy. Nie szczędził jej też bajeczek o tym, że to przy Bonnie „w końcu czuje że żyje” albo „znów poczuł inspirację”. Sprawiał, że czuła się wyjątkowa - co najmniej tak jakby była dla niego jakąś pieprzoną muzą, dzięki której znowu znalazł sens istnienia.
Gdyby to ją o to zapytano, pewnie miałaby zupełnie odmienne zdanie na temat tego kto komu złamał serce, gdy ich związek nagle się musiał się zakończyć. Musiał, bo przecież Bonnie nie odeszła z własnej woli. Nie odeszła dlatego, że przestało jej zależeć.
Gavin najwyraźniej trzymał się innej wersji zdarzeń.
Wymuszając ponownie lekki uśmiech, skinęła głową w odpowiedzi. Oczywiście, że pamiętała. W końcu zabrała się za przygotowanie napoju nim jeszcze zdążył cokolwiek powiedzieć.
— Jakie uszczypliwości? Nie wiem o czym mówisz — mruknęła, wciskając guziki w ekspresie mocniej niż powinna i zaraz szepnęła do siebie pod nosem — Gdzie ten przeklęty Sullivan?
Na wyjaśnienia Frasera zareagowała głośnym prychnięciem, zupełnie niekontrolowanym i natychmiast odwróciła się znów w jego kierunku.
— Dawnej znajomej — powtórzyła i ponownie nad sobą nie panując, roześmiała się. Jeśli nie chciał psuć atmosfery i pogarszać swojej sytuacji, to niestety nie odniósł sukcesu. Dobór słów, który jemu wydawał się w tamtej chwili bezpieczniejszy i najbardziej stosowny, kobiecie niezbyt się spodobał, a wręcz jeszcze bardziej przeciągnął strunę.
— Co słychać u żony, Gavin? — tak, teraz nie pozostawiła żadnych wątpliwości co do tego, że chciała mu dopiec, bo przecież nie pytała z grzeczności.
Skoro chciał zgrywać znajomych, to proszę bardzo.
Podeszła znów do ekspresu, właściwie tylko po to, by przez chwilę nie musieć na niego patrzeć i utkwiła wzrok w kawie, która zbyt powolnie wypełniała filiżankę. Gdy tylko Cole ponownie znalazł się w jej zasięgu i zauważył wyraz jej twarzy, zmarszczył tylko czoło, nie bardzo rozumiejąc dlaczego promienna jeszcze chwilę temu baristka zrobiła się tak ponura. Zwykle to przecież nad jego głową rozciągały się burzowe chmury. Miller spojrzała przelotnie na klienta przy ladzie, na co szef jedynie kiwnął porozumiewawczo głową i bez słowa zaczął ogarniać stoliki.
Po kilku minutach postawiła gotowy napój przed Fraserem i w końcu sięgnęła do tylnej kieszeni dżinsów, w której chwilę wcześniej zawibrował telefon. Widząc najświeższe powiadomienie, nie mogła powstrzymać uśmiechu, równocześnie czując ulgę. Potem przyszło niedowierzanie, gdy zobaczyła dokładną kwotę jaka wpłynęła od razu na jej konto.
Była taka szczęśliwa! No i oczywiście przekonana, że to jej ciężka praca w końcu się opłaciła. Ktoś w końcu się nią zainteresował! Teraz nic nie mogło jej popsuć humoru. Absolutnie nic ani nikt. Nawet Gavin Fraser.
Gavin Fraser