Może powinnaś ze mną pojechać?
Może powinnam?
Ty być więcej skorzystała, niż ja i Kristin.
Ja bym skorzystała?
Czy my byśmy skorzystali?
Nie powinnam. Totalnie nie powinnam.
Już zapomniała, jak wiatr źle im w Kaliforni zawiał, a słowa obcego typka wyrzuciły ją z butów. Jak coś, co wcześniej nawet myśli jej nie zaprzątało, teraz powraca jak bumerang — choć uparcie wypiera, odsuwa, nie myśli, ignoruje, a i tak, co jakiś czas — tak jak teraz — uderza ją myśl, że
nie powinna, tak bardzo chcieć tam lecieć, z naciskiem na to, że
z nim lecieć. Nie powinna tak cieszyć się na myśl o tym, ani tak bardzo tego analizować.
Gdzie te czasy i wspólne wyjazdy, podczas których niczego nie analizowała? Po prostu pakowała się, leciała, a na miejscu wyrywali towarzystwo nie zważając na siebie. Czemu tego nagle nie ma? Skąd te przewlekłe głupie myśli i wielowarstwowe analizy? Nagle z niepohamowanego entuzjazmu nic nie zostało. Spojrzała na Piotrka kiedy to ekscytacja ustępowała miejsce lękowi, a alkohol opanował już do tego stopnia jej organizm, że nie była w stanie ukryć swoich odczuć z danej chwili. Pozostawało wierzyć w to, że i on jest zbyt pijany, by następnego dnia to rozpamiętywać.
— Chciałabym — kurwa, nie nie to miałaś powiedzieć. Miałaś powiedzieć NIE, powinieneś jechać z Kristin.
— Nie powinnam — nie, kurde, też nie to. Wendy, weź się w garść.
— W sensie, wiesz w pracy dużo teraz się dzieje — ta jelitówki, grypy, dzieci, faktycznie straszne.
— Dopiero co miałam urlop — na starym roku, co ty pieprzysz. —
Nie mogę tak latać tu i tam — ściema jak się patrzy, a że pijana była to ściemniać nie potrafiła. Jak widać walczyła dzielnie, żeby tylko on nie widział. Co najlepiej zrobić, żeby odciągnąć uwagę od siebie? A nagrać głosówkę do znajomych, zrobić zdjęcie i tak też uczyniła. Następnego dnia będzie tego żałowała, ale teraz…

Ejjjj ekipo!!! Chilly outttttt . Nie wysylajcie polcji ani wojska pls. Jestem z Piotruuuniem. Takkkk tym wielkim hokeeista co niby „nie mial czasu” a tearz trzyma mi kebaba i pilnuje zebym nie padla w zaspe. Jstem bezpieczna jak w szwajcarskim swjfie. Pizga zlem i zimnem ale jest sssuper hiper. Nie szukajcie mnei, on mnie wlasnie odholowuje do bazy. Kocham was najbardziej na swiecieeee!!!!
— Bo mnie odholujesz, w sensie odprowadzisz prawda? — zapytała, kiedy prawie zabiła się przepadając, a on ją złapał. Ciepła była ta noc jak na minusową temperaturę, śnieg i porę. Doprawdy, ciepła. I co z tego, że właśnie szli do jej mieszkania, ona musiała zapytać, upewnić się, że samej jej tu nie zostawi, nawet jeśli pół godziny teraz nawet nie rozważała spotkania z nim, a powrót planowała samotnie. Taksówką - bo szybciej, a teraz jakby chciała, by czas zwolnił, kiedy mijali kolejne przecznice i dochodzili do jej mieszkania pieszo.
— John to był cały cringowy i nie wiem czemu wcześniej słowem się na ten temat nie odezwałeś — marszcząc nos spojrzała na niego niezadowolona.
— Ja od razu ci mówię, jak coś mi nie pasuje — w końcu tak bardzo jej na nim zależy, że nie powinien umawiać się z byle kim, prawda?
Gówno prawda. Nie prawda, bo na Kristin mogłaby napisać pewnie wiele podpunktów argumentujących, że to nie jest
to, ale on wydawał się szczęśliwy, a miłość może być ślepa — podobno, tak mówi ten program na netflixie, więc mu wytykać nie będzie.
— A ten wyjazd do Kalifornii to go strasznie w dupe po wszystkim uwierał, więc możliwe, że nie zrozumiał — oznajmiła mocniej łapiąc się za ramię Petera, bo znów prawie wywinęła orła na śliskiej nawierzchni. Po Winnie można było już poznać, że jest poważnie upojona alkoholem, bo niekiedy niewyraźnie mówiła, ale przeważnie to plotła wszystko, co jej ślina na język przyniesie. Jak chociażby z tym mieszkaniem.
— Bardzo fajne, trochę większe niż moje… na tej samej klatce, prawie że drzwi w drzwi — tak jakby największą zaletą dla nich było mieszkanie tak blisko niej. Co tam informacja o liczbie pokoi, toalet i innych kluczowych kwestii.
— Niedawno odnawiane — zaznaczyła puszczając jego rękę tylko po to, by przeszukać kieszeń swojej kurtki.
— O ile się nie mylę zabrałam z klubu napój — mówiła czując pod palcami butelkę, które w tej puchowej czeluści się zagubiła. —
O! — krzyknęła na znak, że znalazła.
— Oooooo? — dodała już poważnie zadziwiona.
— No mam coś mocniejszego jednak, ale chyba też się nada? Będzie na pół — mała małpka pełna wódki, tego im brakowało. Odkręcając podała mu butelkę, jednocześnie wgryzając się w resztki swojego kebaba, którego chciała już mieć z głowy i dopychała w siebie na siłę. Jeszcze ostatni gryz i też wyrzuciła swoje opakowanie, a później przejęła od niego buteleczkę i upiła co jej.
— A teraz trochę przyspieszmy, bo zamarzam! — oznajmiła łapiąc go znów pod ramię i małymi szybkimi krokami starała się pędzić do jej mieszkania. Jeszcze tylko dwie uliczki, teraz jedna i już za tamtym rogiem… już prawie są.
Peter Blythe