Zerknął na Cassie, kiedy starsza Marshall zatykała jej uszy, ale zaraz niebieskie tęczówki zawiesił na Cherry, na jej brązowych, błyszczących oczach.
-
Nie martw się Cherry, moja rura jest odpowiednio zaopiekowana - powiedział ciszej, pochylając się nieco w jej kierunku, tak, żeby nie tylko Cassie ich nie usłyszała. W końcu byli na poważnej licytacji. Opadł plecami na oparcie swojego krzesła, gdy Cherry puściła uszy dziewczynki, chociaż kiedy ta pisnęła, że
umawiali się na randki, to przekręcił się odrobinę w kierunku Charity, poprawiając nogę na nodze.
-
Prawie zostałem twoim szwagrem Cassie - rzucił Wyatt, bez skrępowania. Bo chyba trochę chciał dogryźć Cherry, biorąc pod uwagę fakt, że tak szybko zaprzeczyła. Tak łatwo. Na kolejne słowa Charity wywrócił oczami.
Może to rzeczywiście powinna być jej sprawa? Co wiedziała o nich jej siostra, a co nie. Ale Galen po prostu nie lubił jakiś niedomówień, a podejrzewał, że wszyscy Marshallowie mają go za dupka, który złamał Cherry serce. A to bardzo ciekawe... kto komu je złamał?
Na milion kawałeczków.
Potem też nie mógł się powstrzymać, żeby nie rzucić tym
gównianym żartem, a kiedy Cassie powtórzyła po nim, znowu parsknął śmiechem. Przekleństwa z ust dziecka zawsze brzmiały jakoś tak... zabawnie. Chociaż Cherry chyba zupełnie to nie bawiło. Rzeczywiście nudziara...
Kiedy Cassie licytowała, a Charity Marshall zawiesiła spojrzenie na telefonie, to te jego niebieskie oczy cały czas wpatrywały się w jej przejętą twarz. Miał jej dużo rzeczy za złe. Nie podlegało to żadnej wątpliwości, ale kiedyś ją przecież kochał.
Dopiero pisk Cassie, kiedy wygrała licytację zwrócił na nią jego uwagę. Wzruszył ramionami.
-
Nie wiem... Jak Cherry się zgodzi - rzucił trochę obojętnie, ale zaraz się uśmiechnął na to jej proszę, strzelił oczami w sufit -
chyba nie będę umiał ci odmówić - Cherry też nigdy nie umiał. W ogóle Galen może i grał wielkiego pana prezesa, pana i władcę, ale prawda jest taka, że wystarczyło jedno spojrzenie w te brązowe, piękne oczy... Cassie.
Licytował biżuterię, nawet liczył trochę na to, że Marshall podbije stawkę, ale ona się ociągała, na szczęście jakaś blondynka kilka rzędów za ich plecami szła w zaparte. Wyatt nawet się na nią obejrzał, nawet na moment jej niebieskie tęczówki spotkały się z tymi jego, równie błękitnymi.
Potem Cassie zaczęła kraść całe show i przez chwilę Wyatt nie wiedział co ma zrobić, raz patrzył na młodą, zaraz na Cherry.
-
Urodziny? - powtórzył po dziewczynce. Zagapił się. Blondynka za ich plecami już to miała... Ale w ostatniej chwili podniósł tabliczkę. A kobieta odpuściła, kupił tą biżuterię za kilkadziesiąt tysięcy, diamenty i złoto, robiona na jakieś specjalne zamówienie w Dubaju. Brzmiało mu to dobrze.
Właściwie Wyatt miał już się zbierać, wydał już trochę pieniędzy, resztę wpłaci jako darczyńca, czy coś. Poprawił marynarkę i miał się żegnać, ale wtedy zaczęła się ta kolejna licytacja. Może nawet by w to nie wszedł, bo w sumie mógł sobie sam taką przyjemność opłacić, ale kiedy Cherry uniosła tabliczkę, to on podniósł jedną brew.
-
Nie wiedziałem, że kręci cię szybka jazda Cherry - mruknął i podniósł tabliczkę zaraz za nią. A kiedy ktoś ich przebił, a prowadzący dodał, że w pakiecie z rozgrzewką z najbardziej gorącymi kobietami z zespołu Ferrari, to Wyatt znowu zerknął z ukosa na starszą Marshall.
-
I kobiety też... - Galen znowu podniósł tabliczkę. Zamierzał ją przebić, nie patrząc już wcale na kwotę.
Musiał to wygrać...
Ładnie to podbili z Cherry, zdecydowanie wyżej niż to wszystko było warte, więc w pewnym momencie organizator się z kimś tam naradził i ogłosił, że licytacja dotyczy dwóch takich wejściówek. I Galen w tym momencie odpuścił.
Wygrała Marshall, a na sali nawet rozległy się krótkie brawa, bo kwota była naprawdę pokaźna.
-
Gratuluję - odezwał się Wyatt, też zaklaskał, bardziej z grzeczności, niż ze szczerego podziwu, bo przecież on odpuścił trochę specjalnie. Specjalnie też zaraz pochylił się w kierunku Cherry.
-
Jakbyś nie miała z kimś iść, bo jakiś... hm hydraulik byłby zajęty, to masz mój numer Cherry - niebieskie tęczówki na moment spoczęły na jej pięknych, brązowych oczach, ale zaraz spuścił je na Cassie. Zaczepił ją odgarniając jej z policzka jakiś niesforny kosmyk włosów.
-
Muszę już iść Cassie, ale mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy... niedługo - dziewczynka coś tam jeszcze pisnęła, że nie, że gdzie, ale Wyatt wzruszył ramionami -
mam trochę pracy wiesz - wyjaśnił, a później to już wstawał z miejsca zapinając marynarkę. Puścił dziewczynce oczko.
-
Na razie Cassie - Cherry skinął tylko głową, ze spojrzeniem utkwionym w jej ciemnych, dużych oczach -
Cherry - rzucił, a potem wyminął je i ruszył do wyjścia. Zanim jeszcze opuścił licytację, zabrał ze sobą komplet biżuterii, który wylicytował, ściągali go ze sceny, kiedy te inne jeszcze trwały, bo Galen o to poprosił. Poprosił też, żeby ten piknik na koniach, który wylicytował przekazali Charity Marshall.
koniec
Cherry Marshall