23 y/o
For good luck!
187 cm
To skomplikowane
Awatar użytkownika
My shadow's the only one that walks beside me
Sometimes I wish someone out there will find me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracji
postać
autor

Obrazek

#01



Najtrudniej zacząć od zera. Elwood trochę tak się czuł, kiedy po trudnych tygodniach nagrywania ich najnowszego kawałka nadszedł czas żeby rozpocząć rozmowy o autorskim klipie. Gdyby się nad tym zastanowić, mogło być gorzej. Kreatywnych artystów im nie brakowało. Takich z odpowiednim sprzętem oraz doświadczeniem również. Wymyślenie konceptu należało jednak do nich, do kapeli i .. w tym celu właśnie spotkali się dziś w Poor Romeo. Ot taka burza mózgów przy piwku. Chłopacy podobno zaprosili też jakąś tancerkę, która miała im pomóc. I nie, nie chodziło o zaplanowanie choreografii dla zespołu. Oni nie parali się tańcem. Chyba lepiej, jak zostawią to jej. Szczególnie, że utwór nazywał się 'Dreamgirl'.

Madry sporo maczał w nim palce. Razem z wokalistą skleili melodię, a potem tekst. Obaj mieli na kontach dość świeże rozstania, więc słowa pisały się same. Nie był to kawałek lekki, jednak ich zdaniem miał potencjał. Na co? Dostanie się do lokalnej radiostacji, może kilkaset tysięcy wyświetleń na Youtube. Jak mawiała ciotka, mierz siły na zamiary. Elwood nie miał złudzeń. Szanse na zostanie gwiazdą rocka miał minimalnie większe niż na zostanie prezydentem Kanady. Całe szczęście jego ego znosiło to całkiem nieźle.

Tymczasem kilka piw potem w budce w rogu rozgorzała artystyczna debata kreatywna. Dużo wrzasków oraz wymachiwania rękami. Całkiem nie styl bruneta. Nawet nie wychwycił o co spierała się reszta. Po prostu w spokoju sączył białą pianę, zwiedzając zakamarki własnego umysłu. Dreamgirl. Może powinni podejść do tematu dosłownie i pójść w koncept snu? Mężczyzna śniący o wymarzonej kobiecie. Łóżko. Ciemny pokój. Tylko co dalej? Marzenie zamieniające się ostatecznie w koszmar? To brzmiało jak jakiś pomysł.

Znudzony Madry w końcu wychylił się zza oparcia ich budki, akurat na tyle by skrzyżować wzrok ze zmierzającą w ich stronę blondynką.

- O której miała być tancerka?
- rzucił do reszty.


Diana Carissoni
Ostatnio zmieniony ndz sty 25, 2026 10:02 am przez Elwood Madry, łącznie zmieniany 1 raz.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Stasz
nie czytaj mi w myślach
24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002.
Powrót z zimowej wycieczki zwiastował dla Diany nieuchronny rzut w wir pracy. Powrót do stałej rutyny niekoniecznie jej się uśmiechał, natomiast parę dodatkowych tasków na horyzoncie złagodziło nieco jej nudofobię. Fobię przed nudą, żeby nie pomieszać z czymś innym. Szczególnie ciekawiła ją absolutna nowość w postaci współpracy z muzykami, z którymi dotychczas nie miała styczności. Zostali jej jednak poleceni przez zaufaną, dobrze znaną jej osobę, a to absolutnie jej wystarczało. Przynajmniej na sam początek, by przystać na pomoc, zanim faktycznie przejdą wspólnie do rzeczy. A pieniądze? Dla Diany to nie grało roli. Zdarzały się jej już współprace, gdzie kolaborowała z innymi za symboliczną kwotę lub postawiony obiad. Albo coś w podobnym stylu. Też zależało to od tego, jak duży miał być jej wkład w całość pracy.
Z tego co otrzymała zawczasu przygotowała jakieś drobne, wstępne propozycje. Bez usłyszenia utworu też niewiele mogła zdziałać, ale całą resztę mieli dogadać na spotkaniu w Poor Romeo, na które właśnie zmierzała. Też wolała się upewnić w oczekiwaniach muzyków, ich planach na teledysk i tym podobnych. To miała być współpraca, a nie praca na gotowym. Carissoni nie była fanką tego drugiego, przez co też czuła się zdecydowanie pewniej, mając w głowie perspektywę dogadania wszystkiego na spokojnie.
Jak tylko weszła do lokalu, od razu uderzył w nią przytłumiony dźwięk tradycyjnego, knajpowego zgiełku, na szczęście nie robiący na niej większego wrażenia. Swobodnym krokiem przemierzyła część lokalu, rozglądając się za opisanymi jej osobami, jednocześnie próbując sobie przypomnieć jak najwięcej detali przytoczonych jej przez znajomą, zresztą nie tylko. W pewnym momencie, podchodząc do jednego ze żwawszych pod względem rozmów stolików, jej spojrzenie skrzyżowało się z ciemnowłosym, młodym mężczyzną, który zdecydowanie pasował do przekazanego jej opisu. Mogła nie słyszeć pytania, nie będąc jeszcze tak blisko stolika i słysząc nieustanny szmer w tle, natomiast była niemalże prawie że pewna, że trafiła w dobre miejsce.
Ale spytać nie zaszkodzi.
Przepraszam, czy to z wami byłam umówiona na spotkanie? Nazywam się Diana. Carissoni. — przywitała się, od razu też przedstawiając się za pomocą imienia, a po krótkiej chwili również dodając do tego nazwisko. Czuła się trochę dziwnie, ale za każdym razem miała podobnie. Nie lubiła się witać ani przedstawiać pierwsza, nawet jeśli nie miała większych kłopotów z nawiązywaniem relacji. Prowokowało to u niej jakieś dziwne flashbacki, które wiązały się z pierwszymi zajęciami na studiach. W stylu „niech każdy po kolei teraz się przedstawi i powie, jakie jest jego hobby”. Chyba dla każdego był to tak zwany awkward moment.

Elwood Madry
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
23 y/o
For good luck!
187 cm
To skomplikowane
Awatar użytkownika
My shadow's the only one that walks beside me
Sometimes I wish someone out there will find me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracji
postać
autor

...


Świeżutki artystyczny projekt to zawsze była ekscytująca sprawa, nawet jeśli dla blondynki miałby być tylko odskocznią od nudy. Elwood sam posiadał sporo różnych hobby, więc zrozumiałby doskonale tą potrzebę zajęcia zarówno rąk jak i głowy. Tym lepiej, że nie szukali jedynie tancerki, a prawdziwej dyrektorki kreatywnej. O tańcu Madry oraz jego kumple wiedzieli mniej więcej tyle, że salsa to nie tylko pomidorowy dodatek do meksykańskiej kuchni, a rumba to coś więcej niż świadomy zamiatacz podłogi. Możliwe, że chłopak widział też kilka odcinków kanadyjskiego 'Tańca z Gwiazdami' kiedy mieszkał z ciotką. Kobieta bardzo lubiła zapychać sobie głowę tymi tasiemcami wypełniającymi czas antenowy pomiędzy jedną reklamą, a drugą. Performerki z ulizanymi na żel włosami i kolesie w rozłożystych cekinowych koszulach to raczej nie był styl, którego poszukiwało Broken Society. Oby tylko nie trafiła im się taka pomarańczowa cizia z uśmiechem białym jak z reklamy Colgate.

Gdyby Woody nie spóźnił się na spotkanie z kolegami, wiedziałby, że współpracę zamierzali nawiązać z instruktorką hip-hopu. Ten gatunek zaś pozostawał znacznie bliższy ich sercom. Cała zgraja wychowała się w końcu w Rexdale - dzielnicy bloków socjalnych i skupisk imigrantów. Madry odnalazł się tam zaskakująco dobrze. Właściwie to uwielbiał ten kulturowy rozgardiasz oraz to, że w Toronto nigdy nie mógł narzekać na nudę. Może nawet był nieco uzależniony od adrenaliny? Występy na żywo na scenie, nocne nielegalne wrzuty graffiti, skakanie po dachach. To wszystko sprawiało, że krew szybciej płynęła mu w żyłach. W takich momentach czuł, że żyje naprawdę.

Ciekawe, czy właśnie taki opis przekazali Dianie ich 'łącznicy'. A może było to coś w stylu 'szukaj grupki, która wygląda jakby mogli albo zawinąć Ci portfel albo sprzedać dragi'?. Elwood nie obraziłby się za żadną z tych opcji, choć jego zdaniem słowa 'wysoki, tajemniczy brunet' opisywały go nieco lepiej.
Tak czy siak gwiazda ich wieczoru dobiła do ciasnej loży, a Woody wstał i wrzasnął na resztę by dać dziewczynie jakąkolwiek szansę na przebicie. Nie da się ukryć, że byli zgrają głośną oraz dość kiepsko wychowaną. Brunet już wiedział, iż będzie się musiał sporo nagimnastykować by blondynka nie uciekła stąd przy pierwszej lepszej okazji.

- Hej Diana, jak leci? Jestem Elwood, basista - pewnie wyciągnął w jej stronę dłoń, zaraz potem przedstawiając w podobny sposób resztę kapeli. Widząc, że po dłuższej chwili chłopaki nadal nie przesuwają się by ustąpić gościowi miejsca, kopnął ich pod stołem dla lepszej motywacji.

- Dzięki, że zgodziłaś się z nami spotkać. Czego byś się napiła? - tu on sam cofnął się w głąb loży, oferując blondynce siedzisko obok siebie, na wylocie. Tak wydawało się najbezpieczniej dla każdej ze stron.


Diana Carissoni
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Stasz
nie czytaj mi w myślach
24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Do sztywnego, ballroomowego klimatu komuś takiemu jak Diana było bardzo daleko. Zaczęła co prawda od baletu, który również nie był blisko hip-hopowi czy innym pokrewnym gatunkom, natomiast żonglowanie kilkoma dziedzinami tanecznymi nie było niczym dziwnym u osoby wykonującej taniec zawodowo. Z tańcem towarzyskim miała natomiast niewiele wspólnego. Oczywiście mówiąc o klasycznej definicji tych dwóch słów, bo grupowe układy były niemalże codziennością wśród jej stałej rotacji. W tym czuła się też najlepiej, więc promowała swoje umiejętności w takiej właśnie części tanecznego fachu, pomijając te, które niekoniecznie pasowały do jej własnego „ja”. Szczerze powiedziawszy, gdyby ktoś ją kiedyś spytał o to, czy wystąpiłaby w takim „Tańcu z Gwiazdami” najpewniej by taką osobę wyśmiała. Kompletnie nie widziałaby się w takim miejscu.
Klimaty uliczne, bardziej przyziemne były natomiast tym, co najbardziej za nią przemawiało. W dodatku tak mocno, że zdecydowała się odstąpić od baletu – eleganckiego, może nie przesadnie wypełnionego kiczem i sztuczną opalenizną, ale również dalekiego od mocniejszych brzmień wcześniej wspomnianego hip-hopu. Wiązało się to poniekąd z jej niechęcią do nudy. W tym klimacie zawsze było coś, co nadawało wszystkiego odpowiedniego dreszczyku, pokazując coś stale od nowej strony. Balet nie dawał jej tego w aż takim stopniu, a przynajmniej tak musiała myśleć, skoro zdecydowała się na jakąś zmianę.
Nieznana jej jeszcze grupka zdecydowanie wzbudziła jej zainteresowanie, choć raczej w tym lepszym sensie. Nie przeszkadzało jej to chaotyczne, może nieco szorstkie zachowanie, które być może zostało jej przedstawione razem z innymi informacji na temat grupki. W jej oczach to była właściwie norma, przynajmniej z pozycji osoby z zewnątrz. Nie każda grupa była absolutnie nastawiona na przygarnięcie kogoś z otwartymi ramionami czy całowanie po stopach od samego początku. Ona miała być jedynie pomocą, która przez jeden moment będzie uczestnikiem rozmowy i wtrąci swoje trzy grosze w swoim fachu. Dobrze o tym wiedziała. Była natomiast wdzięczna, że jedna osoba z grupy zdawała się wyjść jej naprzeciw na tyle, by jej obecność i znaczenie mogły zostać jasno zaznaczone. Nic więcej, póki co, nie było jej potrzebne.
Cześć, cześć. Super was wszystkich poznać. — najpierw uścisnęła dłoń Elwooda, obdarzając go sympatycznym uśmiechem, a potem z pozostałymi uczyniła to samo. Może niekoniecznie każdy chciał jej uścisnąć dłoń, więc wtedy pozostała jedynie przy uśmiechu i krótkim skinieniu głowy. Nie była osobą, której zależało na przesadnej kurtuazji, więc nie przeszkadzało jej to w żadnym stopniu.
To ja dziękuję za zaproszenie! Niech będzie woda póki co. — odpowiedziała, jednocześnie mamrotając podziękowania za wydzielenie jej miejsca, które też bezzwłocznie zajęła. Z sekundy na sekundę czuła rosnące podekscytowanie tą chaotyczną grupą, gdzieś w głębi widząc też tę cząstkę, która nieco hamowała jej entuzjazm. Zawsze tak było przy nowych twarzach, natomiast Carissoni dość szybko potrafiła się przystosować. Miała nadzieję, że i tym razem pójdzie im szybko i sprawnie w tej kwestii.

Elwood Madry
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
23 y/o
For good luck!
187 cm
To skomplikowane
Awatar użytkownika
My shadow's the only one that walks beside me
Sometimes I wish someone out there will find me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracji
postać
autor

Balet. To akurat kojarzyło mu się głównie z facetami w rajtuzach. Spektakle, teatr, muzyka klasyczna, całkiem inny świat, daleki i odległy. Dziewczyna, która przedstawiła im się jako Diana, zdawała sie kryć gdzieś w sobie ten pierwiastek. Czy Elwoodowi to przeszkadzało? Nie, wręcz uważał to za atut blondynki. Przeciwieństwa się w końcu przyciągają, co w następstwie prowadzi do zderzenia, w wyniku którego powstają twórcze pomysły. Madry liczył, że tak się właśnie stanie. Nadal jednak było ważne, aby odnaleźli z blondynką jakiś wspólny język. Tę część, zdawało się, będzie musiał wziąć w pełni na siebie. Klasyka. Reszta przyjdzie na gotowe, zapewne oferując głównie krytykę. No nic, przez lata znajomości Broken Society wypracowało metody na takie sytuacje. Jakie? Głosowanie. Było ich pięciu, dlatego nie groził im nigdy impas. No chyba, że przydzielą głos Dianie.

W sumie, jak Woody o tym myślał, pewnie warto było ustalić z nią czego oczekuje po ich współpracy. Na pewno nie kokosów, to wydawało się oczywiste. Sławy raczej też nie. Dobra, znów zapędził się ze swoją analizą. Motywy Carissoni, które skłoniły ją do tej współpracy, nie miały aż takie znaczenia. Powinni być raczej wdzięczni, że zgodziła się z nimi spotkać. Od dziewczyny mogło to wymagać sporo odwagi, żeby tak ustawiać się z piątką nieznajomych.

Jeśli wypadli szorstko, nie było to celowe. Broken Society składało się po prostu z bandy indywidualistów, których umiejętność skupienia uwagi malała proporcjonalnie do wypitego alkoholu. Elwood był pewny, że kilku z nich potrzebowało tego piwa na odwagę mając przed sobą wizje spotkania z przedstawicielką płci pięknej. Gdy na nich zerknął, wyglądali jakby nadal szukali języka w gębie. Reszta przywitała się w miarę normalnie. Tych stremowanych Madry poprosił o skoczenie do baru po wodę. Może po szybkiej fajce staną się bardziej rozmowni.

- To może opowiesz kilka słów o sobie? - przejście od razu do interesów zdawało się nietaktowne. Do tego nawet przez myśl mu nie przeszło, że Diana mogłaby nie chcieć być w centrum uwagi. Była przecież performerką. Elwood sądził, że daje jej okazję by pochwalić się swoimi dotychczasowymi dokonaniami. Miała jego pełną uwagę oraz wsparcie w postaci uśmiechu. W końcu to Kanada, nie Polska. Tu ludzie się do uśmiechają.

Diana Carissoni
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Stasz
nie czytaj mi w myślach
24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla Diany balet wydawał się być już całkiem zamierzchłym czasem, do którego wracała od czasu do czasu, robiąc to tylko coraz rzadziej z biegiem lat. Może dlatego, że daleko jej było do eleganckiej, poukładanej kobiety, będąc właściwie jej czystym przeciwieństwem. Ale przecież nie każdy od razu trafiał w to, do czego pasował niczym brakujący element w układance. Równie dobrze faktycznie było w niej coś, co jednocześnie łączyło ją z tym światem, choć ona sama nie dostrzegała tego gołym okiem i to dlatego miała taki, a nie inny początek. Wszystko mogło mieć sens lub nie mieć go wcale, ale skoro była to raczej przeszłość, Dianie nawet nie zaprzątało to głowy.
Tak samo było w przypadku rozwiązania kwestii zapłaty, która nie przeszła jej nawet przez myśl od początku rozmowy z grupą. Najpierw miała im pomóc, a potem będą myśleć, jak jej podziękują. To był klasyczny styl działania Carissoni, może nieco naiwny, choć jedynie pozornie. Gdyby ktoś spróbował ją wykorzystać, potrafiłaby wyciągnąć konsekwencje. Natomiast wolała się do tego nie uciekać, preferując z wymienną życzliwość i chęć pomocy. Przy odrobinie szacunku cena za taką przysługę nie miała już aż takiego znaczenia.
Mimo wszystko Diana, siedząc pośród tej zróżnicowanej grupki, starała się zachować uprzejmie i serdecznie, jak to zwykle miała w zwyczaju. Na jej ustach błąkał się niewielki, ale sympatyczny uśmiech. Gdy natomiast wyczuwała dość pokaźne spięcie, starała się na taką osobę nie patrzeć zbyt długo, nie chcąc niepotrzebnie wzmagać stresu. Nie każdy był duszą towarzystwa i dla niej było to absolutnie w porządku.
Jasne. W kwestii tanecznej... Tańczę od małego, zaczynałam od baletu, natomiast teraz preferuję nieco inne formy. — zrobiła pauzę, nie chcąc zrzucać na nich wszystkiego na raz. Pewnie i tak mało ich to obchodziło, liczyło się głównie jej doświadczenie w tańcu profesjonalnym. Dla niej było to zatem przedstawienie się w formie zawodowej, nie prywatnej. — Jak pewnie wiecie, jest to między innymi hip-hop, ale ogółem dobrze odnajduję się w różnych formach tańca nowoczesnego. Jazz-funk, coś w ten deseń. Nic sztywnego, ale też nie przesadzając w drugą stronę. — tu wzruszyła ramionami, również robiąc krótką przerwę. — Jestem też po studiach, i tanecznych, i związanych z choreografią. Moje umiejętności też są dostępne na moim tiktoku, nie wiem czy mieliście okazję sobie zerknąć. — tak zwieńczyła swoją wypowiedź, nie chcąc brzmieć ani zbyt profesjonalnie, ani zbyt luźno. Miała nadzieję, że tym samym nie przegięła, choć wskaźnik stresu nieco poszybował u niej w górę z momentem, gdy poproszono ją o te parę słów na swój temat.

Elwood Madry
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
23 y/o
For good luck!
187 cm
To skomplikowane
Awatar użytkownika
My shadow's the only one that walks beside me
Sometimes I wish someone out there will find me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracji
postać
autor

Taki układ im pasował, bo wykorzystać to mogli co najwyżej pomysły Diany. Byli nadal młodzi, dosyć niedojrzali. Nie mieli agenta, więc byli zdanie na siebie. Poprzednie współprace? Brak, no chyba, że zaliczyć występy w barach, na domówkach albo nielegalnych zgromadzeniach. Dzikie koncerty w opuszczonych budynkach, lesie albo latem, nad brzegiem wody. Prawdziwy underground. Jeśli Elwood nie brał w podobnych wydarzeniach udziału jako członek Broken Society, z chłopakami i tak wpadali wypić kilka piwek i namazać coś sprayem. Carissoni pewnie bardziej zainteresowaliby obecni tam b-boye, kręcący się na głowie na prowizorycznych scenach z palet i kartonu. Jeśli tylko przekona do siebie swoich nowych kolaborantów, zagwarantują jej dostęp do tego półświatka. Na początek może jednak z personalną obstawą, bo z tymi wyważonymi zdaniami oraz kulturą osobistą blondynka mogłaby zostać tam uznana za osobę z 'zewnątrz'.

Madry? On akurat też potrafił sklecić złożone zdanie. Fakt, że prawie nie ukończył szkoły, ale to nie przeszkadzało mu w rozwijaniu się i pochłanianiu lektur. Do tego potajemnie obcował ze sztuką, tą bardziej wzniosłą. Miał więcej głębi niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Po prostu jeszcze nie trafił na osobę, z którą chciałby poruszać takie tematy. Konwersacje prowadził raczej ze sztalugą, czasem fasadą budynku albo świeżo odmalowanym murem. Jego prace przemawiały do każdego, kto tylko chciał posłuchać. Piosenki. One też.

- Brzmi to imponująco, więc na pewno trafiliśmy w odpowiednie ręce - zapewnił Elwood, jak tylko Diana skończyła mówić. Jazz, funk, hip-hop. Dziewczyna zdecydowanie prezentowała szerokie portfolio. Reszta też mu przytaknęła, a po chwili znalazła się szklanka z wodą. Wysłany po nią perkusista zdobył się nawet na niepewny uśmiech, podając ją blondynce. Akcja oswajania zespołu z kobietą szła wybornie, a kolejnym co trafiło w jej dłonie był czarny telefon Madry'ego z otwartym TikTokiem - Daj sobie follow, to będziemy w kontakcie - zrobił to gładko, z pewnością nie pierwszy raz. W tym wąskim gronie miał opinię największego żigolaka. Musiał się nawet nieco do Diany przysunąć, żeby przełączyć na ekranie notatnik z tekstem gdy skończyła - To nasza piosenka, 'Dreamgirl'. Opowiada o rozstaniu i tęsknocie. Trochę już rozmyślałem nad teledyskiem i moim zdaniem warto byłoby wykorzystać motyw ciem, dokładniej to..

- Woody znowu gada o ćmach.
- Powiedział ćmy?
-Tak, na pewno. Słyszałem.
-Woody, słuchaj, rozmawialiśmy już o tym..
- Hej, no ale wysłuchajcie mnie do końca, nawet nie wiecie co chciałem powiedzieć..

Dalsza dyskusja zawrzała bez udziału Diany. Jakby Broken Society na moment zapomniało o jej towarzystwie. Wyglądało to tak, jakby reszta członków usiłowała coś z Madrym wyjaśnić.


Diana Carissoni
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Stasz
nie czytaj mi w myślach
24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Każdy od czegoś zaczynał, a nie zawsze początki wiązały się z wyborem dotyczącym współprac z profesjonalistami. Diana, co prawda, tańczyła profesjonalnie od wielu lat, ale posiadała świadomość o różnych środowiskach. Tańcząc takie gatunki jak hip-hop, nie mogła się też całkowicie „odciąć” od tego drugiego, bardziej przyziemnego świata. Szczerze powiedziawszy, czuła się zawsze niczym zawieszona gdzieś pomiędzy tym poważnym, chłodnym i profesjonalnym środowiskiem powiązanym z baletem, a tym całkowicie podziemnym światem, z którym miała styczność ledwie parę razy. Nigdy tak naprawdę nie było to doświadczenie z prawdziwego zdarzenia, choć zawsze intrygowało ją to, jak to tam wszystko wygląda. Nie pogardziłaby zatem możliwością wejścia w tę bańkę, nawet jeśli byłoby to jedynie chwilowe.
Nie zawsze ukończenie szkoły wiązało się z poziomem rozmowy czy większym intelektem. Ile to osób porzuciło szkoły, a ich opinie były często dość oryginalne i często zmuszające do wewnętrznych przemyśleń. Dlatego nie warto było się na kogoś zamykać, bo zawsze można było coś ciekawego z tego uzyskać.
Z pewnością nie będziecie zawiedzeni. — mruknęła w odpowiedzi. Przyjęła szklankę od perkusisty, nagradzając go delikatnym, ale pełnym wdzięczności uśmiechem i odpowiednim słowem w ramach podzięki. Upiwszy parę niewielkich łyków, od razu skierowała swój wzrok na telefon Elwooda. Wzięła go do ręki dopiero po odstawieniu szklanki na stolik, by przypadkiem nie wylać nic na elektronikę. Wtedy też bezproblemowo odnalazła swój profil i kliknęła follow, wedle prośby, w finale oddając mu telefon.
Opisu piosenki wysłuchała we wstępnej ciszy, nawet nie mając czasu na reakcję, gdy koledzy z zespołu zaczęli się odzywać. Gdy rozgrzała się dyskusja, Diana z początku nie przerywała swojego milczenia, nie chcąc wtrącać się bezpodstawnie. Dość prędko dostrzegła jednak, że pomysł, który potencjalnie mógł być całkiem ciekawy, nie został do końca wyjaśniony. Może oni wiedzieli o co chodziło, ale ona natomiast niekoniecznie. Być może ta informacja przydałaby się jej do choreografii.
Przepraszam, że przerywam. — wtrąciła nagle pewnym głosem, nie chcąc dać się z miejsca stłamsić i zaginąć w dyskusji. — Ciekawi mnie temat z tymi ćmami i z chęcią dowiedziałabym się więcej. — skoro oczekiwali od niej pomocy, powinni jej to chociaż pokrótce wyjaśnić, nawet jeśli ostatecznie nie planowali tego umieścić w teledysku. Każda potencjalna myśl była ważna, bo mogła przybliżyć ją do kontekstu piosenki i jak przekazać ją widowni w sposób nie do końca domyślny.

Elwood Madry
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
23 y/o
For good luck!
187 cm
To skomplikowane
Awatar użytkownika
My shadow's the only one that walks beside me
Sometimes I wish someone out there will find me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracji
postać
autor

Nawet jeśli muzyka, styl i ruchy ulicy dotarły z czasem na salony, swoje początki miały w podziemiu. Były formą wyrazu buntu i właśnie to przemawiało do Elwooda najbardziej. Żadnego udawania, tylko brutalne fakty oraz autentyczność. Rap też lubił, jednak to mocniejsze brzmienia pozostawały mu bliższe. Nie potrafił tego wyjaśnić. Gitara skradła mu serce od pierwszego wejrzenia, bass był osobistą preferencją. Gdyby jednak Broken Scociety zamarzyło o nawiązaniu współpracy z kimś od rymów, lista potencjalnych kandydatów była długa. Z ułożeniem choreografii do teledysku było gorzej. Tym bardziej, że do tej roli lepiej nadawała się kobieta. Nie ma co mówić, Diana trochę spadła im z nieba. Ze swoimi intensywnie niebieskimi oczami i długimi włosami w kolorze blond mogła zagrać nie tylko Dreamgirl, ale i anioła. Kreatywność Madry'ego działała aktualnie na najwyższych obrotach.

Ćmy.. to był wrażliwy temat w zespole. Carissoni nie mogła mieć o tym pojęcia. Z resztą, przecież nie ona zaczęła tą rozmowę. Fakty są takie, że opanowany dotychczas Woody widocznie tracił zimną krew. On miał swoje racje, a oni swoje. I wcale nie wspominał o robalach tak często jak reszta twierdziła. Niewdzięczni powinni mu raczej dziękować, że bez żadnych opłat mają dostęp do najróżniejszych gatunków. Głupotą byłoby tego nie wykorzystać. Ćmy to przecież gotyckie motyle.

- Ćmy to, ćmy tamto..

- Ostatnią próbę opuściłeś bo poczwarka wychodziła z kokonu.

- Serio El, powinieneś iść na jakiś odwyk. To nie jest zdrowe.

- G***o wiecie. Sami lepsi nie jesteście. Tylko gracie na kompie albo walicie konia, ja przynajmniej mam jakieś hobby.

- Robale. Zajebiste hobby Stary.

Kolejną ciętą ripostę zablokował głos blondynki, wyłaniający się gdzieś zza pleców chłopaków, którzy w nerwach nieświadomie zaczęli podnosić się ze swoich miejsc. Wszyscy wyglądali na zaskoczonych, co tylko potwierdzało teorię, że po trzech piwach zapomnieli na chwilę o koleżance. A może jednak poszło o to co powiedziała?

- Ha ha, szach mat lamusy! - wykrzyknął Madry, kulturalnie pokazując reszcie kapeli środkowy palec - A Ty Diana, od razu poczułem do Ciebie sympatię. Weszłaś tu i pomyślałem, to musi być bystra babeczka. Siadaj, a ja Ci wszystko opowiem..

- Woody hoduje w domu robale, nadaje im imiona a potem nabija je na szpileczki i suszy. Część trzyma w zamrażarce - wtrącił kwaśno wokalista, Marco. Chyba nie był zadowolony z takiego obrotu spraw. Nie trwało długo, zanim odprawił się od stolika w stronę baru żeby ogarnąć następną kolejkę. Idź, rozchodź to, pomyślał na ten widok Madry, następnie zwracając się do dziewczyny.

- W dużym skrócie ma rację, aczkolwiek preparowanie rozpoczynam dopiero po ich śmierci. Większość żyje 6 do 8 tygodni, ale nie o tym.. - prawie się zapędził, jednak koledzy przy stoliku obserwowali go uważnie - Skoro akcja piosenki dzieje się we śnie, potrzebujemy ciemne tło oraz źródło światła. To się prosi o przebitki i zbliżenia na ćmy. Można by to rozszerzyć na garderobę tancerki, jak w Fighter Christiny Aguilery.

- Zawsze podejrzewałem, że Woody jest homo.

- Stul pysk chamie, dorośli rozmawiają.

Diana Carissoni
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Stasz
nie czytaj mi w myślach
24 y/o
For good luck!
165 cm
instruktorka hip-hopu, choreograf w MK Dance Studio
Awatar użytkownika
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Każdy miał jakąś niszę i akurat niszą Carissoni był właśnie taniec. Lubiła muzykę, natomiast nie ze wszystkim miała styczność od małego. Balet baletem, ale to właśnie taniec był czymś, co znała właściwie od podszewki. Środowisko takie czy inne, miała mniej więcej pojęcie co się święci. Cała reszta związana z muzyką była jedynie tematem powierzchownie przez nią lizniętym, przy jednym bardziej, przy innym mniej. Nie miała na przykład zielonego pojęcia, jak tworzy się muzykę od podstaw. Śpiewać śpiewała na karaoke albo w samochodzie z bratem. I to by było na tyle. Ale też nie miała żadnego obowiązku, by wykraczać wiedzą muzyczną poza swój fach. Właściwie to nawet lepiej się czuła w takiej swojej bańce, nie poszerzając jej na siłę. Gdyby chciała się dowiedzieć czegoś więcej, zawsze mogła zasięgnąć porady specjalistów w tej działce. Bez tego świat jej się nie walił.
O wielu rzeczach Diana jeszcze nie miała okazji się przekonać, natomiast ta dość podgrzewająca się wciąż dyskusja pokazywała jej nieco więcej. Z uniesionymi brwiami obserwowała tą wymianę zdań, czując też jak zaczyna się gubić nieco w ćmowym wątku. Na początku sądziła, że to jedynie możliwy theme do piosenki, ale najwidoczniej wchodziło to również na bardziej specyficzny poziom, przynajmniej u Madry’ego. Akurat nic jej do tego w tej kwestii, więc komentarz w tej kwestii sobie odpuściła, natomiast nie zniechęcono jej na tyle, by siedzieć całkowicie cicho. Bez względu na to, jak dziwny by nie był ten motyw.
Choć, widząc wstępną reakcję Elwooda, przez ułamek sekundy pożałowała wtrącenia się. Jego reakcja sprawiła, że aż wybałuszyła oczy pod wpływem szoku, natomiast dość szybko udało jej się powrócić do neutralnej twarzy. Ba, nawet z grzeczności się uśmiechnęła pod wpływem jego słów.
Bardzo mi miło, chętnie posłucham więcej na ten temat. — ucieczka już raczej nie wchodziła w rachubę, więc po prostu przystała na propozycję, w duchu licząc że wszyscy ci panowie trochę wyolbrzymiali sytuację. Jej brwi poszybowały jednak mimowolnie ku górze, gdy przemówił wokalista grupy, widocznie niezadowolony z toku, jaki przybrała ta rozmowa.
Och, to bardzo… ciekawa praktyka. Jakiś eksperyment? — dopytała ze zwyczajnej grzeczności, jak i z faktu że to niekoniecznie brzmiało najlepiej. Ale może chłopak był jakiegoś rodzaju nerdem. Swego czasu ona też przecież takim była. Tyle, że ona miała obsesję na punkcie świata podwodnego.
Tak, pamiętam to ze szkoły. — pokiwała głową, oczywiście odnosząc się do długości życia tych owadów. Dużo takich randomowych faktów zostało jej w głowie, nawet mimo upływu czasu. Nie dodawała natomiast nic więcej, słuchając uważnie słów swojego rozmówcy. Tu znowu uniosła brew, ale tym razem w geście aprobaty. — Oo, szacun za Christinę. Jedna z moich ulubionych wokalistek sprzed lat. — musiała to wtrącić, bo nie byłaby sobą, gdyby to przemilczała. Akurat z jej motywów zdecydowanie wolała generalny zamysł albumu Bionic, ale to już akurat nie było niczym ważnym. — Czyli chcielibyście powiązać ten motyw snu z ćmami? W formie jakiegoś koszmaru czy bardziej pozytywny wydźwięk? — dopytała, bo tu jej ciekawość zrobiła powrót. Prawie natychmiast jednak obróciła się w stronę osoby, która powiedziała coś ze słowem „homo”. Rzuciła temu panu taksujące, oceniające spojrzenie zanim wróciła wzrokiem do Madry’ego.

Elwood Madry
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
ODPOWIEDZ

Wróć do „Poor Romeo”