34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że Madox musiał się bawić w Matkę Teresę Koktajli, bo jakby to chodziło o obrzydliwe kanapki to by się może wcale nie przejął, ale drinki? Mimo, że Guilia i Matteo byli trochę bezwstydni, to nie zasłużyli sobie na ohydne drinki, no a przecież to był taki jego konik. Jego zajawka, te drinki. Ostatnio coraz częściej stawał za barem i robił jakieś nowe koktajle, jakieś specjalne menu, nawet to lubił. Było to lepsze niż siedzenie w podziemiach klubu z gangusami. Mniej stresujące. Chociaż ostatnio i tak życie w podziemiach Emptiness toczyło się bardziej bez niego. Ale i tak czasem musiał tam zajrzeć, żeby wszyscy wiedzieli, kto tam jednak rządzi. W klubie.
- Pięć minut - rzucił tylko do Pilar, i musnął palcami jej talię, zanim przeszedł na drugą stronę lady i wziął się za drinka. Jak on sobie go robił, to Guilia wpatrywała się w niego jak w jakiś piękny obrazek, opierając się o ladę obok, z tym listkiem mięty przeklejonym do czoła. Może dlatego, że miał rozpiętą koszulę, a po klacie wciąż spływały mu jakieś krople tego ohydnego drinka? Albo może dlatego, że po prostu znał się na tym co robił? Matteo za to zagadywał Pilar, Madox ich słuchał, bo wyspa nie była aż tak wielka, chociaż ciemne tęczówki wpatrzone były w ten duży nóż, który trzymał z dłoni.
Kiedy Stewart powiedziała to, że pracuje w marketingu, to tylko na nią zerknął, na moment. Jako pies to nawet potrafiła się zareklamować, więc może coś w tym było. Jeden kącik jego ust drgnął do góry, kiedy powiedziała to, że on jest barmanem, a na ten entuzjazm ze strony Guili zareagował puszczeniem jej oczka. No jak to barmani mieli w zwyczaju. Szefowie klubów też zresztą.
Niby Guilia przysuwała się do niego coraz bliżej, kiedy kończył tego drinka, ale Madox i tak cały czas słuchał tej wymiany zdań między Matteo i Pilar, nie zwracając za bardzo uwagi na blondynkę, a kiedy tamten powiedział, że pokazałby jej coś na górze, to ten duży nóż, którym kroił jeszcze limonki do ozdoby, wbił z hukiem w deskę, na sztorc. Oboje na niego spojrzeli. Ale o to mu właśnie chodziło.
- Non so tu, Matteo, ma io sono fottutamente geloso della mia donna e preferirei che la lasciassi in pace - powiedział dość spokojnie, po włosku, a Matteo prychnął i zaraz spojrzał na niego jakoś krzywo. Za to Guilia westchnęła głośno znowu upijając drinka i oblizując pełne wargi, ze spojrzeniem utkwionym w Madoxie. Może jeszcze doszło by między nimi do jakiejś wymiany zdań, bo Matteo już wstał od lady, ale Stewart w porę zareagowała i już mówiła to, że muszą iść.
Dał się pociągnąć Pilar za fraki, a na odchodne jeszcze, w drzwiach, machnął parce przy kuchennej wyspie. Włoch wciąż patrzył na niego spod przymrużonych powiek i Madox nawet przez chwilę chciał mu pokazać środkowy palec, ale Pilar już go wyciągała za rękę z domu. Było nieco chłodniej niż wcześniej, ale i tak wiatr był przyjemnie ciepły.
Właściwie Madoxowi było wszystko jedno kto będzie prowadził, ale kiedy rzuciła mu kluczyki to złapał je i nawet zakręcił na palcu. Naprawdę chciał sobie tutaj pojeździć. Zupełnie inne drogi niż w Toronto, w ogóle inna kultura jazdy.
- Ohydny, jak rzygi wymieszane z alkoholem - rzucił zaraz w ogóle niekulturalnie, w odpowiedzi na jej pytanie o drinka, wieszając się na drzwiach samochodu, ale zaraz też wsiadał do środka. Zapiął pas i odpalił auto, rozłożył też dach, żeby może nie rzucali się aż tak bardzo w oczy? Chociaż w czerwonym Jeepie? I tak będą. Ale Madox przecież zawsze się rzucał. Chociaz i tak tutaj bardziej wtapiali się oboje w tłum.
Wyciągnął telefon, zerknął na wyświetlacz, a zaraz go jej dał, on przy okazji jeszcze poprawił nawiew i lusterka.
- No i świetnie - powiedział, kiedy już wytaczał tego Jeepa z podjazdu. Miał zamiar go przycisnąć, o tej porze drogi były już bardziej puste, a zresztą jechali za miasto. Rzeczywiście docisnął gazu, więc automatycznie bardziej skupił się na drodze, chociaż kiedy Pilar powiedziała o tej knajpie z tacosami, to zaraz zerknął na nią z ukosa.
- Brzmi zajebiście, zjem ich dziesięć... - zaczął, ale ona wtedy wyszła z tą alternatywą, że mogą zjeść jak będą wracać. Na chwilę się zawahał, bo jednak wciąż chciał mieć to już z głowy. Sprawdzić to, co tak go gryzło, co nie dawało mu spokoju, ale z drugiej, już wcześniej stwierdzili, że są głodni, a na myśl o tacosach to aż zaburczało mu w brzuchu. Kiedy oni ostatnio coś jedli? W samolocie, wieki temu. I skoro mogli stanąć, żeby zrobić Matteo i Guili drinki, to mogli też się zatrzymać na tacosy.
- Nie no, zjedzmy teraz, muszę czymś zabić ten ohydny posmak - nawet zacmokał dwa razy i wywalił język, wciąż czuł na nim tego drinka włoszki, aż go autentycznie wzdrygnęło, kiedy o tym pomyślał, że można zrobić coś tak okropnego. Zaraz zerknął w kierunku Stewart, bo akurat już jechali taką mniej uczęszczaną drogą, gdzieś poza Acapulco.
- Tylko mi powiedz gdzie ta knajpa - nawet się schylił, żeby przybliżyć sobie nawigację i tam ją zlokalizować. Bo przecież dwadzieścia kilometrów, przy tej narwanej jeździe to tyle co nic.
No i rzeczywiście zaraz już byli w Taco Cartel, Madoxowi się ta nazwa nawet podobała.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała pojęcia, co powiedział do Matteo, jednak sądząc po ich minach nie było to nic w stylu nie krępujcie się, idź jej pokazać, co chciałeś. Raczej coś przeciwnego, biorąc pod uwagę pionowo wbity nóż w deskę do krojenia, jakby miał reprezentować łeb Matteo, jak posunie się za daleko. Tylko Matteo nic sobie z tego nie robił, bo zaraz kiedy Pilar wstawała z hokera, to przejechał po jej plecach dłonią. Spojrzała na niego przelotnie, lekko się krzywiąc. Dalej miała problem z cudzym dotykiem na własnej skórze, a ten Madoxa znała już na pamięć. Nie było jednak czasu się nad tym rozwodzić, bo przecież musieli jechać.
Zostawili więc ich z drinkami i ruszyli do auta. Pilar zaśmiała się głośno, kiedy Noriega oznajmił, że drink, który zrobiła GIulia smakował jak rzygi. Zajebiście. I jakoś nagle już wcale nie żałowała, że finalnie nie spróbowała tej jej brei.
Twój nie był najgorszy — rzuciła zaczepnie, przyglądając mu się przelotnie. Nie był zły, po prostu Pilar nie była jakąś wielką fanką Mojito. Madox robił świetne drinki i ten w dzbanku również był zajebisty, ale przecież nie będzie wiecznie łechtać jego ego, które i tak już latało bardzo wysoko nad ziemią.
O tej porze dnia drogi już nie były tak załadowane samochodami. Droga szła im całkiem sprawnie, więc faktycznie te dwadzieścia kilometrów to wcale nie była druga trasa, szczególnie, że Noriega gazował, jakby prowadził co najmniej karetkę i musiał uratować jakieś życie. Całe szczęście prowadził znośnie, dlatego Stewart nawet słowem nie skomentowała tej jego szalonej jazdy. Niech się chłopak pobawi, bo w Toronto z pewnością by nie przeszło. Albo tak by przeszło, że potem Pilar musiałaby interweniować i pod stołem to wyjaśniać z drogówką. No chyba, że Eliot, bo przecież jak się od niedawna okazuje, był jego bardziej zaufanym psem niż sama Pilar. Nie chciała jednak teraz o tym myśleć. Nie dzisiaj, kiedy mieli na głowie już wystarczająco dużo problemów. Musiała jakoś przełknąć te krążące i przychodzące nagle myśli i zepchnąć na dalszy plan.
— Pokazuje że za czterysta metrów będzie zjazd — poprawiła się na fotelu, spuszczając wzrok na nawigacje. — O tam — pokazała palcem w odpowiednim kierunku i zaraz obserwowała, jak Noriega włącza kierunkowskaz. O proszę, chociaż tyle z przepisów.
Taco Cartel nie było wielką restauracją — kilka pojedynczych stolików i o wiele więcej na zewnątrz. Każdy z nich zaopatrzony w wielki parasol, który chronił od słońca i podajnikiem na serwetki. Przy większości z nich siedziało kilka rodzinek z dziećmi, grupki znajomych, a nawet jakieś pojedyncze osoby. Nim Pilar zdążyła nawet odpiąć pas, od samego tego widoku aż zaburczało jej w brzuchu. Tylko wcale nie jakoś cicho, a tak głośno, że aż przebiło warkot silnika. Spojrzała na Noriegę.
Może ja też zjem z dziesięć — prychnęła i wyszła z auta, zatrzaskując za sobą drzwi. Poczekała aż obejdzie samochód dookoła i dopiero ramię w ramię ruszyli do środka. — A może dwadzieścia? — chociaż w tym przypadku nawet Pilar nie dałaby sobie z tym rady. Z drugiej strony, jeśli by tak wziąć pod uwagę jak rzadko oni jedli na tych swoich wyjazdach, rozważnym byłoby zapchać się na zapas. Gorzej jak nie mogłaby się potem ruszyć. A chuj, najwyżej Madox by ją wziął na ręce.
Kiedy weszli do środka od razu skierowała się do lady, zadzierając głowę na wielką, podświetlaną tablicę z tysiącem różnych smaków tacosów. Popatrzyła chwile na to, a zaraz potem na Madoxa, bo może i Pilar potrafiła podejmować krytyczne dla życia decyzje, ale jeśli chodziło o jedzenie, to zawsze po prostu chciała wszystko, czego ostatnim idealnym przykładem było jej zamówienie w burgerowni. Riczi i Flora przecież jeszcze to po nich zjadali, a i tak zostało. Szczególnie tych deserków, których wzięła chyba z piętnaście. Tu nie chciała robić tego błędu.
Nie wiem, co chce — jęknęła, muskając go w przedramię. — Chcę wszystko — dodała zgodnie z prawdą, a drobna brunetka za ladą aż prychnęła śmiechem.
To może zestaw degustacyjny? — zaproponowała i zaraz pokazywała im na papierowym menu pozycję, która składała się z piętnastu tacosów, każdy w innym smaku, dzięki czemu można było wszystkiego spróbować bez zamawiania pełnych porcji po trzy.
Pilar od razu oznajmiła, że bierzemy, nawet nie czekając na reakcje Madoxa. Do tego zgarnęli jeszcze jakieś picie i zaraz siedzieli na zewnątrz z trzema tackami, bo jednak okazało się że nawet to marne piętnaście to jest w chuj dużo i ledwo mieściło się na stole.
Jezu, zajebiste — wgryzła się w pierwszy lepszy i naprawdę nie wiedziała, czy to było takie dobre, czy może Pilar taka głodna, ale zaraz pochłonęła jeszcze jednego, oczywiście prawie się przy tym upierdalająć, bo kiedy podniosła spojrzenie na Noriegę, to brodę już miała całą w sosie jak jakieś małe dziecko, które dopiero co się uczy jeść. Dopiero przy czwartym nieco zwolniła, przy okazji powoli odpływając myślami gdzieś do Marisol.
Nigdy nie mówiła ci skąd wzięła się w Kolumbi? — zaczęła temat gdzieś pomiędzy ich licznymi rozmowami o niczym specjalnym. — A chociaż jak się poznali z twoim ojcem? — dopytała. Mogło go to nie interesować, ale takie rzeczy często przewijały się przy jakiś rodzinnych stołach, a przecież oni w Medellin to kochali rodzinnie ucztować.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze, że Madox nie widział tego gestu Matteo, bo chyba by mu w końcu jebnął. Jak jeszcze nie przeszkadzało mu, że się zabawiali z Guilią we wspólnym salonie na kanapie, czy na basenie, czy na ich oknie, tak w tym momencie Matteo pozwalał sobie na trochę za dużo. Ale Noriega był zaaferowany tym drinkiem, bo według niego to on był zajebisty, nawet lepszy niż w Emptiness bo jednak cytrusy były świeże, no i ta mięta, zbierana przez jakieś meksykańskie gospodynie prosto z ogródka, tak sobie to wyobrażał Madox.
A Pilar mu mówi, że nienajgorszy...
Wywrócił tylko oczami, ale już nic nie powiedział, jutro zrobi jej inny, kupi owoce na jakimś targu i może coś ze świeżym mango?
Jeśli... oczywiście nic się nie spierdoli po drodze i jutro będą mieli na takie rzeczy czas, i humor przede wszystkim.
W końcu to nie była taka zwykła wycieczka krajoznawcza, to nawet nie był wypad na tacosy, bo jechali tam, żeby sprawdzić trop, sprawdzić czy jego matka żyje. Znowu.
Słyszał ją, że ten zjazd będzie za czterysta metrów, ale się zamyślił, puścił kierunkowskaz, ale wszedł w zakręt trochę gwałtowniej niż powinien, wznosząc w powietrze tumany kurzu... Dobrze, że ten przyjemny, letni wiatr poniósł je... gdzieś w pizdu, a nie na te stoliki ustawione przed lokalem.
- Sorry - mruknął, kiedy nimi trochę szarpnęło, gdy wbił w podłogę hamulec parkując przed knajpą. Ale Madox zawsze prowadził dość ekspresywnie, nawet w Toronto, każdy kto wsiadał z nim do auta zaraz zapinał pas... No chyba, że jechał po raz pierwszy. William za pierwszym razem wylądował na szybie, bo nie zapiął pasa.
- Możesz dwadzieścia, ja stawiam - od razu się określił, żeby nie robiła znowu jakiś numerów, że ona płaci. Biorąc pod uwagę fakt, że Madox ostatnio... trochę zarobił. Poza klubem. To na tej wycieczce mogli poszaleć.
Objął ją ramieniem opierając nadgarstek na jej nagiej skórze. W środku było parno, ale przede wszystkim to unosiły się te zapachy z kuchni, które sprawiły, że teraz to Noriedze zaburczało głośno w brzuchu. A kiedy stanęli przy ladzie, to Madox wybrał od razu, coś na ostro, dużo sera i dużo mięsa, wiec na to Pilar nie wiem co chcę, już miał jej zasugerować pozycję. Ale później to chcę wszystko sprawiło, że przesunął spojrzeniem po całym menu. Jedli by to pewnie przez trzy dni, ale chuj.
Już miał zamawiać wszystko, ale dziewczyna za ladą zaproponowała ten zestaw degustacyjny. Brzmiało dobrze.
- No i zajebiście. To taki zestaw i napoje, i raz tamte na ostro, a macie coś na słodko? - Madox kiedy był głodny, to też wcale nie umiał zrobić takiego zamówienia z głową. Więc zaraz siedzieli przy zastawionym stole, a Madox zaczął od jakiegoś lodowego szejka, który dostali jako coś na słodko, aż mruknął, bo był pyszny, zimny i idealnie zabijał smak tego paskudnego drinka Guili.
W końcu sięgnął po tacosa, tego ostrego, oczywiście, że sos mu już skapnął po brodzie i po klacie, dobrze, że nie zapiął jeszcze tej koszuli, no i dobrze, że w porę zareagował i się rozkraczył, i zamiast na spodniach, to wylądował miedzy jego nogami. On to naprawdę powinien nosić ze sobą jakiś sliniak, bo zawsze się upaćkał jak dziecko.
Zjadł już chyba pięć różnych i były zajebiste, a kiedy sięgnął po następny, to aż się skrzywił, odłożył go gdzieś na bok.
- O kurwa, jakaś ryba... - aż musiał sobie zapić colą, bo Madox po prostu nie przepadał za rybą. Zjadł ją czasem, jak musiał udawać pełną kulturę na jakieś fancy kolacji, pozachwycać się owocami morza, czy łososiem, ale nie był ich fanem. Może nie ten sam poziom co wątróbka, ale jednak jak miał do wyboru coś innego, to wolał inne.
Ale zamiast sięgnąć po następny, to on znowu zajął się szejkiem, kiedy Pilar zapytała go o matkę. Zamyślił się.
- Nie. Moja matka w ogóle o sobie nie opowiadała - podniósł na nią spojrzenie znad papierowego kubka, bo on też w zasadzie nie opowiadał przecież o sobie. Akurat to miał najwidoczniej po niej, dużo rzeczy miał po niej, chociaż tego do siebie nie dopuszczał, bo to całe zamiłowanie i smykałkę do aktorstwa i zmyślania też.
- Wiesz jak byłem mały to mi opowiadała, że była księżniczką, i porwał ją z zamku zły smok, no i że księżniczka chciała od niego uciec, ale dał jej najpiękniejszy na świecie prezent i postanowiła z nim zostać. Takie kurwa pierdoły dla dzieci - ale czy na pewno? Im dłużej Madox o tym myślał tym bardziej wydawało mu się, że smoka z tej opowieści też znał. Odłożył kubek na stolik i oparł na nim łokieć.
- Nie wiem, ale kiedyś słyszałem jak ciotka mówiła do ojca, że niepotrzebnie ją tutaj przywiózł, do Medellin, ale to było jak chcieliśmy z Ticiano zapierdolić z kuchni butelkę z domowym winem, i nas przyłapali i pogonili - bardziej pamiętał takie rzeczy, jak bawił się z Tio, odkrywał dzikie Medellin. Zdecydowanie mniej rodzinnych historii, a już zwłaszcza tych, które dotyczyły jego rodziców. Bo oni przecież cały czas toczyli miedzy sobą wojnę. Ojciec wiecznie był zły, szalony, narwany. Matka wystraszona, dużo się modliła, jeszcze więcej płakała, a przede wszystkim to odpływała we własnym świecie niespełnionej aktorki. To nie były miłe rodzinne wspomnienia, historie, które poruszało się przy rodzinnym ucztowaniu. Wręcz przeciwnie Marisol na takich przyjęciach zawsze była cicha, a ojciec Madoxa za to bardzo głośny, bardzo wyrazisty.
- Ja myślałem, że ona była po prostu z innego miasta, czy coś, nigdy nie podejrzewałem, że nie pochodziła z Kolumbii, a jak kiedyś zapytałem o dziadków, to powiedziała, że nie żyją, nie ciągnąłem tematu, u ojca w domu i tak mieliśmy... Trzech dziadków i dwie babcie, to była jakaś dalsza rodzina, ale mówiliśmy na nich abue i tych od strony matki mi nie brakowało - a zresztą ona i tak zawsze urywała temat, a Madox wtedy też miał inne priorytety, zupełnie. Jako dzieciak chciał się po prostu bawić z kuzynami. A później to już przecież bawił się w gangsterkę, a od matki odsunął jeszcze bardziej.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tacosy faktycznie były zajebiste. Świetne, serio. Pewnie jedne z lepszych, jakie jadła. Miało to w sobie dużo sensu i logiki, bo przecież to właśnie Meksyk był tworem tego typu jedzenia, a nia Kanada, gdzie zazwyczaj je smakowała. Nie była pewna, ile dokładnie ich wsunęła, ale z pewnością dużo. Kilka nawet podkradła Madoxowi, kiedy mówił, że któryś jest pyszny, to zaraz nachylała się nad stołem kradła mu gryza, chociaż on też nie pozostawał jej dłużny, kiedy to Stewart aż uszy trzęsły się od połączenia smaków, a on kosił jej ostatni kawałek.
Wyglądali w tym wszystkim trochę jak dzieci, które szarpały się o jedzenie. Ale takie nieco starsze dzieci, bo potem Pilar nawet ściągnęła sos z jego nagiej klaty. Co prawda w pierwszej kolejności chciała to zrobić językiem, jednak biorąc pod uwagę ilość ludzi dookoła i dzielący ich stół, finalnie zrobiła to palcem. I tak było s m a c z n e.
Przestało być smacznie dopiero, kiedy znalazł się jakiś tacos z rybą. Pilar nie miała nic do ryb, jadała czasami nawet sushi, kiedy Beck przyniósł zestaw na komisariat, ale też była to jej ulubiona kuchnia. Spojrzała na kawałek, który Madox odstawił na bok.
W takim razie też go nie chce — cmoknęła, odsuwając go dalej. — Bo jeszcze potem nie będziesz chciał mnie całować — rzuciła z udawanym przejęciem, jakby faktycznie to była aktualnie najważniejsza rzecz na całym świecie. Mogłaby być, gdyby to były normalne wakacje. Normalne zmartwienia, dwójki ludzi, która przyjechała odpocząć. Ale przecież ich żadna z tych rzeczy się nawet nie tyczyła. Bo zamiast wylegiwać się na plaży, oni byli właśnie w drodze sprawdzić, czy kobieta, która w teorii miała być w prosektorium, jednak nie jest cała i zdrowa w jakimś małym miejscu zaraz za Acapulco.
Odstawiła kawałek z szarpaną wołowiną, kiedy zaczął opowiadać o mamie. Wytarła ręce o uda, bo kurwa po co w chusteczkę i nachyliła się delikatnie nad stołem, by dać mu swoją pełną uwagę.
Historia o księżniczce, która została zamknięta w niewoli przez złego smoka na pierwszy rzut oka wydawała sie całkiem normalna — coś co matka opowiadałaby swojemu dziecku do poszuki, chociaż jakby się nad tym dłużej zastanowić, to faktycznie dało się doczytać w tym jakiegoś głębszego sensu i przekazu. W końcu ten wspaniały prezent to przecież mógł być Madox.
Stewart nie rozumiała matczynej miłości. Jasne, zdawała sobie z niej sprawę, widziała ją nie raz na własne oczy, ale nigdy nie stała nawet blisko podobnych uczuć. Widziała setki kobiet, które pozostawały ze swoim oprawcą ze względu na dzieci czy wiarę w to, że kiedyś będzie dobrze. Ileż to razy sama Stewart próbowała im przemówić do rozumu, oczywiście bez żadnego skutku. Bo nie rozumiała. I może o to w tym chodziło. Tak jak kilka tygodni temu kompletnie nie rozumiała decyzji Marie, żeby wciąż wychodzić za Ticiano po tym, co jej zrobił. Z miłości. Teraz rozumiała to już trochę bardziej. Chociaż nawet w przypadku Madoxa, tak wieloletnich zdrad by mu nie wybaczyła. To wiedziała na pewno.
Myślisz, że tym najpiękniejszym prezentem na świecie mogłeś być ty? — spytała w końcu, bawiąc się kawałkiem papieru, w który zawinięty był jeden z tacosów. — Wiesz, że nie zostawiła twojego ojca wcześniej, bo urodziłeś im się ty? Chociaż z drugiej strony mogła cię stamtąd po prostu zabrać, nie? Czy nie mogła? — zadawała te wszystkie pytania z kilku powodów. Po pierwsze, bo chciała o wiele lepiej zrozumieć całą sprawę i ustalić sobie w głowie jakiś profil psychologiczny jego matki, ale też z czystej ciekawości. Pilar uwielbiała, kiedy mówił o sobie. Kiedy opowiadał o swoim życiu, a ona mogła dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Wszystko chciała o nim wiedzieć. Szczerze ją to interesowało.
Gdyby była z innego miasta, pewnie w końcu byś poznał jakąś jej rodzinę — zauważyła, zgarniając kubek z szejkiem i upijając łyk. — A jeśli faktycznie była z Meksyku, to by wyjaśniało, czemu nigdy nie miałeś okazji. Chociaż to i tak dziwne, że nie mówiła nic więcej. Może miała coś do ukrycia? — wzruszyła ramionami. Nawet nie oczekiwała od niego odpowiedzi, po prostu myślała na głos, analizowała. Wydawało się jej to dziwne, że Madox nawet nie wiedział, czy jego matka miała rodzeństwo. Bo tu nie chodziło o jakieś wielkie drzewo genealogiczne ale chociaż takie podstawowe informacje. Aż Stewart zaczęła się zastanawiać, czy faktycznie jego matka miała na imię Marisol. Może to ona przylatując do Kolumbii przyjęła cudzą tożsamość? Głową ją zaczynała boleć od tego nadmiaru niewiadomych. Musieli to w końcu wyjaśnić.
Jedziemy? — spytała po chwili, zerując lemoniadę. Całe się przy tym pokrzywiła na twarzy, bo była cholernie kwaśna. — Pójdę zagadać o jakieś pudełko na wynos — bo oczywiście nie zjedli wszystkiego. Zostało im kilka pojedynczych sztuk, a wielka szkoda gdyby się zmarnowało. No może oprócz tego jednego z rybą. Ten kawałek akurat mógł się pierdolić.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- To nawet ryba by tego nie sprawiła - rzucił od razu i mrugnął do niej jednym okiem. Może wątróbka... Ale to też pewnie musiałby sprawę przemyśleć. Czy jednak Pilar nie była więcej warta niż jego kurewska niechęć do tego dania. Była.
Może nawet by jej to powiedział, podyskutowali by sobie o tym co lubili, a czego nie, bo chociaż jakieś tam pojęcie już może mieli, to takie przyziemne rozmówki były dla nich rzadkie. Ale czy to źle? Ich relacja opierała się na tym, że cały czas coś się działo, wiec te chwile normalności, kiedy mogli usiąść razem przy śniadaniu, albo poleżeć w łóżku zanim zasną, po całym męczącym dniu, łapali też bardzo intensywnie. Ich cała relacja była intensywna... Inna.
Do tego stopnia, że Madox teraz siedział przed nią i opowiadała jej historie ze swojego dzieciństwa, a nigdy tego nie robił. On nawet przed samym sobą starał się te rzeczy wyprzeć, w ogóle ich nie rozgrzebywać. A teraz w tym grzebał, a teraz to roztrząsał i cały czas o tym myślał. O księżniczce, którą zły smok ukradł z jej zamku w Meksyku i przywiózł do Kolumbii.
Kurwa.
Zamyślił się, ale z tego stanu wyrwały go słowa Stewart i chociaż w pierwszej chwili, kiedy to powiedziała, że on mógł być tym najpiękniejszym prezentem na świecie, to po plecach przeszedł mu jakiś dziwny, nieprzyjemny dreszcz, to zaraz uśmiechnął się do niej nieco krzywo.
- A nie mógłbym być? - uniósł jedną brew, ale zaraz odchylił się do tyłu przytrzymując ławki i aż syknął, opadł obiema łokciami na stolik - myślę, że nie mogła Pilar... - zmarszczył nos. I przez chwilę zastanawiał się czy kontynuować, ale przecież Pilar już i tak wiedziała dużo. Zresztą on z nią zawsze był kompletnie szczery. Nabrał powietrze w płuca i pochylił się nad stolikiem.
- Ona za dużo wiedziała i jakby próbowała odejść to mój ojciec by ją... - ściszył jeszcze bardziej głos - zabił, więc ona przed tym całym cyrkiem ze ślubem, może dlatego, że myślała, że ja zaczynam już nowe życie? Wiesz z Rosą. Wydała go, miała dowody, policja zrobiła najazd, zamknęli go, a ona wtedy spakowała te ukryte pieniądze i uciekła, zanim on zdążył cokolwiek zrobić - im więcej o tym myślał tym bardziej dochodził do wniosku, że matka mogła trwać przy jego ojcu ze względu na niego...
ale przecież kurwa, zostawiła go tam w tej Kolumbii bez słowa, wiedziała, że wszystko spadnie na niego. Spadło i gdyby nie ślub z Rosą, to może nawet by go tam wtedy... też by się go pozbyli, ale to miało być wydarzenie, ten ślub, no a później on jakoś uprosił ciotki, obiecał, że wszystko spłaci, kiedy już nosił się z zamiarem wyjazdu. Do Kanady. To był całkiem dobry moment, żeby uciec.
Znowu się zastanowił, niby jego rodzina w Kolumbii była pokaźna, ale w zasadzie było też kilka takich osób na doczepkę, jak ten sąsiad ich ciotki, który wiecznie u niej siedział, jak jego matka. Ludzie, którzy nie mieli nikogo, i nikt w to nie wnikał. A Madox tylko się zastanawiał dlaczego jego matka ciągle się buntuje, dlaczego też nie mogła tak bardzo wsiąknąć w tę wspaniałą rodzinę...
Przesunął dłonią po twarzy, zrzucając w brody jakiś kawałek tacosa. Może jego matka rzeczywiście miała więcej do ukrycia niż wszystkim by się wydawało? A na pewno więcej niż on myślał. Teraz też znowu fiksował się na tych wspomnieniach, starając się coś jeszcze przywołać i dopiero to jedziemy, sprawiło, że zerwał się z miejsca.
- Okej - rzucił tylko, kiedy Pilar powiedziała o tych pudełkach. A kiedy poszła to ogarnąć, to dokończył jeszcze swojego szejka, nawet wytarł serwetkami syf, który zrobili, no bo jednak on też nie lubił, jak w jego klubie goście robili rozpierdol.
Zapakowali się z powrotem do auta, do celu zostało im jakieś piętnaście minut jazdy. Madox jeszcze po drodze obejrzał się na Stewart.
- Pilar... - zaczął, a nawet odrobinę zwolnił, żeby odwrócić się do niej - to może być trochę... niebezpieczne, jeśli ja ci powiem, że masz coś odpuścić, to odpuść, dobra? - no przecież już znał ją na tyle, że wiedziała, że ona nie odpuszcza, a jednak... czasami trzeba było po prostu dać sobie z czymś spokój, Madox już się tego nauczył, na własnej skórze. Chociaż prawda jest taka, że jeśli chodziło o nią, to sam nie potrafił odpuścić. Tak jak było z Nickiem Daltonem.
Nawet nie zauważyli, że są już na miejscu, ale oznajmiła im to dobitnie nawigacja. Punkt docelowy znajduje się po prawej stronie.
Szkoda tylko, że ten punkt docelowy otoczony był grubym, wysokim murem, a po prawej stronie mieli ogromną, metalową bramę z ozdobnymi, metalowymi różami i jakimś napisem nad wjazdem Quien llega en paz, se va en paz - kto przychodzi w pokoju, odchodzi w pokoju.
Madox nie zatrzymał się, przejechał obok, a mur ciągnął się i ciągnął, ale jakoś za bardzo nie był tym zaskoczony. W Kolumbii hacjenda ciotki Catheriny wyglądała podobnie, oni właśnie z takiego muru rzucali z Tio niedojrzałym mango w przechodniów. Zaparkował ulicę dalej. Postukał palcami w kierownicę.
- Dobra, skoro już tutaj przyjechaliśmy... - zaczął i odwrócił się do Stewart. Madox sam nie wiedział czego się tutaj spodziewał, ale nie wykluczał też takiej opcji, że jednak jego matka pochodziła z trochę podobnej rodziny, jak jego ojciec. Nie był za bardzo zaskoczony.
- To spróbuje tam wejść - oznajmił. Bo na pewno nie miał już teraz zamiaru odbić się od tej metalowej klamki i wrócić do Acapulco.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciężko było go oglądać, kiedy mówił o tym wszystkim. O tym jak jego własna matka miała nóż na gardle przez całe życie. Jak była zamknięta w pięknym, malowniczym Medellin bez możliwości ucieczki, jak to wszystko zmusiło ją do tego, by ukraść pieniądze u ciebie, a tym samym zostawić za sobą ten najpiękniejszy prezent w postaci jedynego dziecka, które pewnie kochała całym sercem. Musiała go kochać. Co do tego Pilar nie miała możliwości. Bo przecież Madoxa nie dało się nie kochać. Miał dobre serce i tak wiele do zaoferowania. A skoro postawiła ucieczkę nad jego, może faktycznie była to dla niej kwestia życia lub śmierci. Albo wcale nie i Pilar dorabiała sobie ładną historię do zwykłego skurwysyństwa.
Mieli się jednak tego wszystkiego dowiedzieć już niedługo, kiedy zaczęli się zbierać z restauracji. Pilar skoczyła jeszcze na szybko po opakowanie na wynos, a kiedy wróciła spakowała pozostałe Tacosy i pomogła Madoxowi sprzątać. Robili niesamowity bałagan, ale przynajmniej po sobie sprzątali.
Rzuciła torbę na tyle siedzenie, kiedy już znaleźli się w samochodzie i zapięła pasy. Został im już mały odcinek drogi do pokonania, co coraz bardziej dało się czuć również między nimi. Atmosfera zgęstniała. Skończyły się miłe, przyziemne rozmowy o całowaniu i rybach. Kawałek jechali w ciszy, każdy zamknięty we własnych myślach, w tym Pilar, która stworzyła już tak niezliczoną ilość potencjalnych scenariuszy w głowie, że aż złapała w płuca więcej powietrza.
I wtedy Madox się odezwał, wyrywając ją z zamyśleń. Spojrzała na niego praktycznie od razu, słysząc swoje imię, a zaraz ta jej ładna buzia ułożyła się w grymas. Po części wiedziała, że miał rację, że powinna się go słuchać, a z drugiej… przecież ona kurwa nie umiała odpuszczać.
Nie mogę ci tego obiecać — opowiedziała praktycznie od razu, łapiąc jego ciemne spojrzenie. Zdawała sobie sprawę, że nie podoba mu się ta odpowiedź, ale czego on oczekiwał? Że będzie stać z boku i się mu przyglądać? Westchnęła głośno. — Mogę się postarać, ale kurwa, Madox, nie pozwolę ci tam wejść samemu — bo to chyba też musieli sobie wyjaśnić. Nie miała zamiaru zostawać z tyłu. Byli w tym razem od samego początku i tak powinno zostać. Niezależnie od przeciwności.
A te przeciwności zdawały się pojawić już od samego początku, kiedy w końcu dojechali na miejsce, a tam zastał ich wielki mur otaczający hacjendę.
Wyglądała uważnie przed okno, szukając jakiegoś punktu zaczepienia, próbując dostrzec cokolwiek, jednak na marne. Chata była otoczona ze wszystkich stron. Jedynym sensownym wejściem była metalowa brama. Nie dało się też nic zobaczyć, co dokładnie było w środku.
Z chwilą w której Madox zatrzymał samochód, Pilar praktycznie od razu odpięła pasy. Już miała zamiar łapać za klamkę i wysiadać, kiedy Noriega oznajmił że idzie spróbować tam wejść. Odwróciła się w jego kierunku.
Poczekaj — złapała go za koszulkę, która po części została jej w palcach i zsunęła się z jego ramienia. — Po pierwsze to zapnij to — rzuciła, kręcąc głową. Szedł sprawdzić, czy była tam jego matka, a nie na wybieg mody. Nie musiał paradować z gołą klatą, szczególnie, że nie wiadomo, co tam zastaną. A przecież nie było nic gorszego niż odstające elementy garderoby przy ewentualnej walce, za które ktoś mógł złapać. — Po drugie, jaki masz plan? Co zamierzasz zrobić? — spytała, przyglądając mu się uważnie. — Co, po prostu przeskoczysz przez płot i włamiesz się do środka? I co potem? — nie brzmiało to za dobrze. A przynajmniej mało przyjaźnie, biorąc pod uwagę, że przecież przychodzili w pokoju. Z drugiej strony po prostu zadzwonić tam i spytać o Marisol też raczej nie wchodziło w grę, biorąc pod uwagę, że głośno było teraz o jej śmierci. Oparła na moment głowę o oparcie i złapała kilka głębszych oddechów.
Nie lepiej pierwsze spróbować wejść drzwiami? — spojrzała na niego przelotnie, a zaraz potem odwróciła się do tyłu i zgarnęła pudełko na wynos z tacosami z logiem restauracji. — A jakby tak podać się za dostawcę? Ktoś na pewno wyjdzie ci otworzyć.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- To zostajesz w aucie - warknął na nią może trochę ostrzej niż powinien? Ale... on po prostu nie chciał, żeby ona znowu przez niego ryzykowała, tak jak z Rosą, kiedy prawie...
No kurwa nie, i tyle.
Wbił w nią ciemne tęczówki, kiedy zaraz oznajmiła mu, że nic z tego, że nie pozwoli mu tam wejść samemu, przez moment autentycznie żałował, że nie przyjechał tu sam. Aż odchylił do tyłu głowę, a ręką walnął w kierownicę. Może by się kłócił, starał się przeforsować swoje racje, ale to była Pilar. Wiedział, że nie ma szans.
- Zawsze jedna osoba musi stać na czatach, w razie czego... - próbował jeszcze, ale prawda jest taka, że Madox po prostu zawsze działał w pojedynkę, czasem z kimś, ale rzadko zostawiał jakąś czujkę.
Chociaż może pod tym grubym murem rzeczywiście powinni kogoś postawić? Stewart, bezpiecznie w samochodzie.
Dlatego oznajmił jej spokojnie, że idzie. Sam. Ale zanim zdążył się ruszyć, to ona już łapała go za koszulę... i ją z niego ściągała.
- Wiem... - mruknął i rzeczywiście wziął się za zapinanie guzików, miał to zrobić wcześniej, ale cały czas coś mu przeszkadzało, i tak łaził jakby był na wakacjach, ale w sumie... trochę był. Co prawda teraz mniej pod tą hacjendą strzeżoną ze wszystkich stron murem, ale może się okazać, że wcale tam nie było jego matki i wtedy sobie wrócą spokojnie do Acapulco...
Na jej pytanie uniósł na nią spojrzenie z tych guzików, które wciąż trzymał w palcach.
- No... będę improwizował - jak zwykle. Madox nie planował, on szedł na żywioł, improwizował, budował historie na poczekaniu. Całe życie to robił, no i trzeba mu przyznać, że był w tym nienajgorszy, skoro jeszcze nikt go nie odjebał za kłamstwo. Zamyślił się na moment i spuścił spojrzenie na ostatni guzik, zapiął go.
- Myślisz, że przez płot? A jak mają psy? Albo ktoś chodzi po ogrodzie? - podrapał się po potylicy myśląc nad tym. Chyba włamanie nie było najlepszym pomysłem, nie do takiej chaty. Bo jeśli by go złapali to podejrzewał, że nawet nie odstawili by go na policję, tylko połamali.
Właściwie to on myślał o tym, że zadzwoni do tej bramy i po prostu to powie, że szuka Marisol, a potem będzie improwizował, bo zależy czy go wpuszczą, czy nie. Ale to też może nie był najlepszy pomysł, zwłaszcza, że nie wiadomo co to za adres, jego matki, czy nie...
Westchnął ciężko i obrzucił spojrzeniem wnętrze samochodu, a jego wzrok zatrzymał się na tych torbach z Taco Kartel, co mieli z tyłu. Tylko, że Pilar już po nie sięgała, a on w pierwszej chwili wywrócił oczami, bo to było czasem aż straszne, że ona tak jakby mu czytała w myślach. Ale zaraz się do niej uśmiechnął i skinął głową.
- Myślę, że to będzie dobry punkt zaczepienia - stwierdził, a potem nawet przechylił się przez siedzenie, żeby jeszcze zgarnąć z tylnej kanapy czapkę z daszkiem, którą dostali z wypożyczalni samochodów i wcisnąć ją sobie na głowę. W razie gdyby miała otwierać mu Marisol i poznała jego gębę, chociaż pewnie by nie poznała, po tylu latach, zwłaszcza, że on troszeczkę... zarósł.
Przejrzał się jeszcze w lusterku i przejechał palcami po policzkach poprawiając brodę, jak to Madox, który idzie na akcję. Schylił się do niej po te torby, ale zawiesił się kilka centymetrów od jej pełnych, gorących warg, tak, że mogła czuć na nich jego szybki oddech. Ciemne tęczówki wbił w jej piękne, czekoladowe oczy.
- Jak mi się uda, to zostawię ci otwarte... ale jak mi się nie uda, to czekasz - powiedział poważnie, a później już złapał za te torby i wysiadł z auta. Poczekał jeszcze na nią, a kiedy stanęła obok niego przy samochodzie, to musiał jeszcze raz odwrócić się w jej kierunku.
- Pilar, tylko na spokojnie... - nawet jej pokazał ręką, że spokojnie - calma - odwrócił się jeszcze do niej idąc tyłem. A później to już wszystko toczyło się szybciutko.
Madox stanął przed bramą i zadzwonił domofonem, od razu mieli go na kamerce, wiedział to, przysunął się do niej prezentując daszek od czapki.
A później to już zależy, czy Stewart stała na tyle blisko, żeby go słyszeć, czy dalej, bo jeśli dalej, to widziała tylko jak on się tam miota, a jeśli bliżej to mogła słyszeć całą tą scenkę. Najpierw pokazał torby z jedzeniem.
- Cześć Taco Kartel, mam wasze zamówienie... - jakiś szum, a później głosy, że oni nic nie zamawiali. Madox sięgnął po telefon, zerknął na niego.
- Jak nie? Jak mam tutaj ten adres - nawet go powtórzył - weź stary, bo stygnie, a ja jeszcze mam dwa dowozy na tej ulicy - oczywiście się jakoś obruszył, patrzył na zegarek, przestąpił z nogi na nogę. Głos znowu powiedział, że niczego nie zamawiali.
- Lopez zamawiał... Na nazwisko Lopez - zawsze jest jakiś Lopez, u nich w klubie też był. chociaż prawda jest taka, że Madox po prostu zaryzykował. Ale zaraz usłyszał jakieś rozmowy w tle.
- Ej ty kurwa, Lopez to zamawiał? - Nie wiem... - A gdzie on jest? - Poszedł się wysrać. - No to pewnie jak przyjdzie to będzie głodny, hehe… - Dobra wpuść go, bo nas zajebie, jak go odeślemy.
Furtka otworzyła się z tym charakterystyczny dźwiękiem zwalnianego zamka. A Madox przechodząc przez nią, potknął się...
- Ja jebię - wyrwało mu się, ale zaraz pomachał do kamery, że jest okej. A tak naprawdę, to on sobie w tej bramie ładnie chciał zaklinować kamień, który ustawił sobie pod butem, żeby zamek nie zaskoczył z powrotem, kiedy ona się za nim zamknie. Miał nadzieję, że mu się udało, ale przecież nawet tego nie sprawdzał, ruszył do drzwi...
Na podwórku rzeczywiście były psy, ale w tej chwili zamknięte, chociaż dało się słyszeć ich ujadanie, a w wielkim domu w hiszpańskim stylu jakieś poruszenie, kiedy ruszył dalej przed siebie przez wielki, piękny ogród porośnięty agawami i... różami?

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba cię kurwa pojebało — rzuciła, podnosząc głos. Dawno mu tego nie mówiła. Całe kilka dni. Świetnie mu szło, ale z tym tekstem, że Pilar zostaje w aucie to do reszty się mu poprzewracało w głowie. — Nie ma nawet takiej opcji, Noriega — i nawet skończyło się już czuła carino, tylko po nazwisku. Ale to wszystko dlatego, że Pilar nie nawidziłą, kiedy ją tak od siebie opdychał. Nie była przyzwyczajona do braku kontroli i jeszcze jak była w stanie włóczyć się za nim jak cień, tak za żadne skarby nie miała zamiaru siedzieć bezczynnie w aucie, kiedy on będzie próbował się włamać do środka.
A co jeśli potrzebowałby pomocy?
Co jeśli coś by się wyjebało?
Nie no, nie było nawet takiej opcji. Wyjdzie z tego auta niezależnie od tego, co on jej powie. I Madox chyba też o tym wiedział, że przecież ona tak łatwo nie odpuści, bo zaraz westchnął głośno i przywalił głową o operacje. Dla Pilar był to jasny sygnał podkreślenia jego kapitulacji w tej sprawie. Nie przegada jej. Nie było takiego argumentu, żeby ją tu zatrzymał.
Poczekała grzecznie aż zapnie koszulę, a zaraz podała mu te pudełka z Taco Kartel. Skinęła głową, kiedy złapał za czapkę. To był dobry pomysł. Im mniej było mu widać twarz tym lepiej.
Poczekaj — rzuciła i przysunęła się do niego na moment, by poprawić mu włosy, które wystawały mu spod czapki. Nie był to jakiś wielki mus, bo przecież nikt, nawet Marisol nie wiedziała o jego blond kudłach, ale jak już szedł do ludzi, to niech się jakoś prezentuje. A może Pilar po prostu chciała go jeszcze na moment przetrzymać? Te kilka uderzeń serca pod tak głupim pretekstem jak poprawa włosów przy czapce. — Teraz jest git — oznajmiła odsuwając się na swoje miejsce. Tylko zaraz to on się do niej przysunął, niwelując dzielący ich dystans. Złapała więcej powietrza w płuca i przyjrzała mu się uważnie, przewracając oczami na to całe jak mi się uda zostawić furtkę otwartą to wejdziesz, jak nie to czekasz w samochodzie. Ta, na pewno.
To lepiej żeby ci się udało — mruknęła od razu w odpowiedzi. — Bo inaczej znajdę inne wejście. A wtedy nie ręcze za siebie — dodała poważnie. Bo naprawdę, Pilar już wolała bić się z kimś na gołe pięści, niż siedzieć bezczynnie w aucie. Chyba by ją autentycznie do reszty popierdoliło. I to w tym najgorszym możliwym znaczeniu tego słowa.
Obserwowała uważnie, jak Madox wychodzi z samochodu, a zaraz potem i ona się z niego ulotniła. Oparła się o maskę i przewróciła oczami, kiedy powiedział jej, że miała być spokojna. W pierwszej chwili chciała jej pokazać swoje piękne… środkowe palce. Finalnie jednak skinęła głową. A nim Noriega jeszcze przeszedł na drugą stronę to Pilar zerwała się z miejsca.
Ej — rzuciła, prawie krzycząc jego imię. Na szczęście ugryzła się w język w ostatniej chwili. — Rzuć mi kluczyki — wystawiła rękę do przodu. Skoro to on wchodził do środka i istniała szansa, że Pilar będzie musiała tu zostać, lepiej będzie gdyby to ona miała klucze, gdyby trzeba było szybko spierdalać. Złapała je w powietrzu, a zaraz potem dała na sam wierzch w środku torebki, by były łatwo dostępne.
Poczekała chwilę, a potem przeszła na drugą stronę ulicy i kiedy Madox już produkował się przed kamerką, ona oparła się o murek kilka metrów dalej, podnosząc własny telefon i udając, że coś na nim sprawdza. Potem nawet poniosła go do ucha i coś poudawała, że gdzieś dzwoni, w międzyczasie ciągle przysłuchując się rozmowie sprzed bramy.
Serce zabiło jej mocniej, kiedy kilku facetów zaczęło się przekomarzać o Lopeza. Kurwa ile ich tam było? Może powinni do tego podejść jakoś inaczej? Wejść tam faktycznie w dwójkę? Przez krótki moment miała taką myśl, żeby jednak złapać Madoxa za fraki i go stamtąd wyciągnąć zanim wszedł do środka. Tych w środku było zdecydowanie więcej. Tylko nim Pilar cokolwiek zrobiła, on już potykał się w przejściu i zaraz zniknął z pola widzenia.
Kurwa.
Kurwa.
Kurwa.
Westchnęła głośno, rozglądając się dookoła. Ulica była pusta, chociaż zza muru było słychać donośne szczekanie. Faktycznie zapowiadało się, że mogło być niebezpiecznie. Tylko co, to miało niby ją przed czymkolwiek powstrzymać, szczególnie, że on już wszedł do środka?
Oczywiście, że nie.
Dlatego zaraz sama odbiła się od chłodnego muru i ruszyła do bramki. Była uchylona, więc Stewart weszła bez problemu i skierowała się do wejścia. Trzeba było jednak darować sobie tą sukienkę.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Poczekał jeszcze kiedy poprawiała mu włosy, zezując na jej ręce, nawet przez chwilę patrzył na nią spod na wpół przymrużonych powiek, pochylił się do niej i chciał złączyć swoje wargi z tymi jej pełnymi, gorącymi ustami w krótkim pocałunku, ale to może by było za ckliwe? Zresztą to by było jak przypieczętowanie jakiejś misji, która rzeczywiście mogłaby się potoczyć groźnie? Misji samobójczej? Albo jakieś przynajmniej zagrażającej życiu?
A on przecież szedł tam tylko sprawdzić. To nic takiego. Zobaczy czy jest tam Marisol, a może wcale nie ma, więc zaraz będą wracać...
Na pewno tak będzie.
- A założyłaś majtki jak chcesz skakać przez mur? - zerknął na nią z ukosa, ale się uśmiechnął, a już po chwili szedł do tej furtki. Zastanawiał się czy zostawić ją otwartą, ale za dobrze ją znał, rzeczywiście gotowa byłaby się wspinać na ogrodzenie, wiec on już sobie po drodze przygotował ten kanciasty kamyk. Jeszcze się do niej odwrócił, rzucił jej kluczyki. Miał coś nawet powiedzieć, ale finalnie to tego nie zrobił. Produkował się przy furtce, a chwilę później wszedł do środka.
Szybko przeszedł brukowanym chodnikiem pod drzwi wejściowe, ani razu się nie obejrzał, chociaż przecież zastanawiał się, czy ona jednak ruszy za nim.
Na pewno ruszyła.
Stanął przed tymi wielkimi, podwójnymi, drewnianymi drzwiami i nacisnął na dzwonek. Zabujał się na piętach w przód i w tył zanim ktoś mu otworzył, rzucił spojrzeniem po ogrodzie, a już po chwili wchodził do środka.
Hol był wielkości jego mieszkania, jasny, z ogromnymi marmurowymi schodami i żyrandolem z jakiś kryształków, na Madoxie może nie robił aż takiego wrażenia, ale na jakimś dostawcy żarcia przecież mógł, więc rozejrzał się dookoła z rozdziawioną gębą, właściwie po prostu robiąc jakiekolwiek rozeznanie. Drzwi kurwa, wszędzie drzwi, pozamykane i tylko te schody...
Ale na górze, na tarasie mignęła mu jakaś postać, na pewno kobieca. Marisol? Esmeralda?
Zanim jednak zdążył ruszyć się z miejsca, to już z tych jednych drzwi wychodziło w jego kierunku dwóch rosłych facetów, jeden był wyższy od niego, jeden tęższy, ale obaj mieli mordy jakby wyszli z więzienia, albo brali udział w jakiś ulicznych walkach. A na grzbietach czarne, luźne marynarki. Noriega wiedział co to znaczy... mieli pod nimi broń. Czyli to nie była zwykłe wystawna chata. Na pewno nie.
Madox wystąpił do przodu i już wciskał w rękę jednego z gangusów tę torbę z Taco Cartel.
- No to będzie dwadzieścia sześć czterdzieści osiem, Lopez mówił, że da odliczone - rzucił zaraz. A facecie popatrzyli po sobie.
- Dwadzieścia sześć czterdzieści osiem, co to za dziwna kwota? - zapytał jeden jakoś podejrzliwie. Może nie byli tacy głupi, jak Noriega zawsze zakładał, ale on też nie był.
- No nabiłem Lopezowi zniżkę pracowniczą, tak wiecie po ziomalsku i mu obcięło czterdzieści pięć procent, i taka cena wyszła - powiedział wzruszając ramionami. Mężczyźni znowu popatrzyli po sobie, ale jeden skinął głową.
- Lopez to zawsze musi przyżydzić. Dobra, idę po kasę - stwierdził i wycofał się z powrotem w te drzwi. A Madox został sam z grubaskiem. Znowu się rozejrzał dookoła.
- Fajna chata - mruknął, ale gość nie był zbyt rozmowny. Noriega przestąpił z nogi na nogę, ale zaraz jakoś tak się skrzywił i złapał za brzuch.
- O kurwa... niepotrzebnie jadłem to taco z rybą, chyba jakaś nieświeża... - zaczął i znowu się skrzywił i znowu złapał za brzuch - stary nie macie tu gdzieś kibla, bo zaraz się zesram... - gość zmarszczył brwi i znowu spojrzał na niego podejrzliwie, ale wtedy żołądek Noriegi jak na zawołanie wydał z siebie jakiś dziwny dźwięk. Madox sam się trochę zdziwił, ale poklepał po brzuchu i westchnął ciężko. Miał nadzieję, że to nie była naprawdę nieświeża ryba, a tylko po prostu za bardzo się objadł i coś mu się tam układało. Ale facet już spojrzał na niego nieco mniej srogo.
- Dobra, tędy... - rzucił, a już zaraz weszli w jakieś inne drzwi, przed nimi rozciągał się długi korytarz ukryty w półmroku. Zatrzymali się przed... trzecimi, bo Madox szybko policzył, z kolei drzwiami.
- Tutaj, ale szybko - mruknął facet.
- Dzięki stary, dwie minuty... - Madox wszedł do środka, tylko co mu to dało?
Usiadł na zamkniętym kiblu i wyjął telefon, szybko napisał smsa do Stewart.
M.
weszłaś?
w środku dwóch kolesi ze spluwami
jestem w kiblu
na górze była jakaś kobieta
uważaj
Wiadomość...
Rozejrzał się po łazience, nic nadzwyczajnego, chociaż... kiedy stanął przy umywalce, od razu uderzył go znajomy zapach.
Kurwa...
Nie czuł go tyle lat, ale znał go doskonale. Jakieś perfumy, które miały w sobie tą pierdoloną różę. Pociągnął nosem i odwrócił się, na wieszaku przy drzwiach wisiała kobieca marynarka, to ona pachniała intensywnie. Madox sięgnął do kieszeni, w jednej z nich znalazł chusteczkę i zwinięty w nią kryształek...
Koks?
Dopiero kiedy mu wypadł, a chusteczka rozwinęła się na podłodze, to zobaczył na niej sygnowanie, złote E i róża. Pozbierał to i schował do kieszeni spodni.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że miała majtki. A nawet gdyby nie miała majtek, to akurat to byłaby ostatnia rzecz, która powstrzymałaby ją przed tym, żeby wejść do środka, chociażby przez ten wysoki płot. Wiedziała to, bo kiedy udawała, że rozmawia przez telefon, już rozejrzała się po okolicy i wypatrzyła nawet wielkie drzewo, którego grube gałęzie akurat sięgały za mur. Gdyby była taka potrzeba, spokojnie mogłaby po nich wejść na teren hacjendy.
Całe szczęście takiej potrzeby wcale nie było, bo Madox jednak okazał się dobrym agentem i zostawił jej kamień w furtce.
Ruszyła do niej powoli, ostrożnie. Zdawała sobie sprawę, że przecież mieli pewnie podgląd na kamerkę, skoro Noriega pokazywał im coś do domofonu, więc i pewnie dookoła domu też mieli. Musiała uważać.
Odczekała kilka minut, upewniając się, że Madox wszedł już do środka, zakładając, że to właśnie wtedy nikogo nie będzie przy monitoringu i ułożyła spokojnie dłoń ma metalowej róży. Serce jej przyspieszyło. Miała złe przeczucia. Nie wiedzieć czemu w głowie Pilar jeszcze jak tutaj jechali, wyobrażała sobie zwykły, mały domek, do którego drzwi będą mogli po prostu zapukać i zobaczyć, czy otworzy jego matka, a to? To już kurwa na starcie pachniało kłopotami.
Tylko teraz już nie było odwrotu. Madox był w środku, a ona nie miała zamiaru zostawiać go samego. Dlatego zacisnęła telefon w dłoni, a drugą dłonią pchnęła furtkę. Całe szczęście była dobrze naoliwiona, więc nie wydała z siebie żadnego dźwięku.
Zrobiła kilka kroków, rozglądając się uważnie, kiedy jej komórka kilkakrotnie zawibrowała. Zatrzymała się na moment, czytając wiadomości od Noriegi. Spluwy. I to kurwa dwie. Ja pierdole. Świetnie. Wybornie wręcz. Czemu oni zawsze muszą się wpakować w jakieś gówno? Westchnęła głośno i zaraz zabrała się za odpisywanie.
Pilar 🌹
spróbuje wejść tyłem albo bezpośrednio na taras
jak nie, to jakoś odwrócę ich uwagę, żebyś ty mógł spróbować wyjść na piętro
ty też uważaj
kocham cię
Wiadomość...
Mogła sobie darować tą ostatnią wiadomość, ale jakoś nie mogła się powstrzymać. Właśnie dlatego nie mieszało się pracy z przyjemnością, bo kiedy do tego wszystkiego dochodziły uczucia, człowiek miewał momenty zwątpienia i nagle jakoś głupiał. I nawet teraz — Pilar wcale nie myślała o tym, że coś mogło się jej stać, a właśnie, że jemu. Bo to on właśnie był w środku.
Informacja o facetach była ważna, ale ta o kobiecie na piętrze jeszcze bardziej. Widziała taras po drugiej stronie domu, dokładniej to od ogrodu, a wokół niego obszerne drzewa, które swoimi koronami odsłaniały hacjendę od wszelkich sąsiadów. Jedno z nich prawie stykało się z domem. Może jakby się na nie wspięła, to byłaby w stanie się przesunąć na taras, albo przynajmniej zobaczyć kto dokładnie się na nim znajdował. Tylko pierwsze i tak musiała przejść na tyły domu.
Powoli ruszyła chodnikiem, a zaraz potem odbiła w prawo na kamienną ścieżkę w stronę ogrodu. Wzdłuż przejścia ciągnęły się przepiękne krzewy róż. Normalnie pewnie zatrzymałaby się na moment, żeby się nimi zachwycić, jednak teraz nie miała na to czasu. Schyliła się, gdy przechodziła wzdłuż okien, a kiedy znalazła się przy jednej ze ścian zadarła głowę w górę, by przyjrzeć się postaci na tarasie. Problem w tym, że kąt był tak chujowy, że dalej nic nie widziała. Musiałaby się bardziej wychylić… i zaraz faktycznie to zrobiła, tylko nim zdążyła zajrzeć w górę, usłyszała za plecami jakiś męski głos.
¿Qué carajo? Co jest kurwa? Pilar w pierwszej chwili kompletnie zamarła. Zauważyli ją? (dzięki, Zgroza) — ¿Quién eres? Kim jesteś? Warknął facet, podchodząc bliżej. Serce podeszło jej do gardła.
Świetnie.
Więc jednak wariant ze ściąganiem z Madoxa uwagi.
Wzięła głębszy oddech i zacisnęła rękę na telefonie, podczas gdy na twarzy wymalowała najbardziej słodki uśmiech, na jaki tylko było ją stać. Odwróciła się do faceta.
Oh, cześć! — udała zaskoczenie i zaraz sama podeszła bliżej. — To twój dom? Przepraszam ale jak zobaczyłam też róże nie mogłam się powstrzymać, a furtka była otwarta, są tak przepiękne!!! — kwiknęła po angielsku, a facet zmrużył oczy. — Chciałam im zrobić zdjęcie i wysłać mojej kochanej mamusi, ona kocha róże — nawijała jak najęta, starając sie nie pokazać, że dokładnie widziała, jak mężczyzna miał schowaną dłoń pod marynarką.
¿De qué carajo estás hablando? No entiendo nadaCo ty pierdolisz? Nic nie rozumiem, pokręcił głową, kwasząc się na twarzy, chociaż jego wzrok mimowolnie zjechał po ciele Pilar i zatrzymał się dłużej na dekolcie sukienki.
No to co zrobiła?
Oczywiście, że wypięła się jeszcze bardziej. I zachichotała.
Ah kurczę, ja no hablo español — starała się jak tylko mogła, żeby jej akcent brzmiał na najbardziej złamany, jaki tylko się dało. — Ja foto — i wskazała na krzewy. Dopiero wtedy facet chyba zrozumiał, a Pilar wyszczerzyła się jeszcze szerzej — Fiesta? — tym razem wskazała na dom. Facet przez moment przyglądał się jej uważnie, więc zrobiła do tego jeszcze jakieś szybkie ruchy biodrami, jakby faktycznie chciała się wbić do nich na imprezę, co ewidentnie go rozbawiło.
¿Quieres divertirte un poco?Chcesz się zabawić? Spytała, na co Stewart wzruszyła zadowolona ramionami, bo przecież chuja rozumiała, tak? Chociaż zgrywanie słodkiej idiotki wychodziło jej wyjątkowo trudno. — Ty chcieć fiesta? — tym razem on spróbował po angielsku, a Stewart aż podskoczyła z ekscytacji.
Tak!! To znaczy si si — przysunęła się do niego i zaraz wzięła go pod ramię. Specjalnie wybrała to, gdzie trzymał się za spluwę, żeby w końcu je puścił i ją podtrzymał. I faktycznie to zrobił, zaraz prowadząc ją do domu.
Ayy chicos!Ej, chłopaki, krzyknął, kiedy już znaleźli się w środku. — Mira esta hermosa muñeca que nos compré Patrzcie tylko jaką laleczkę nam skołowałem, uśmiechnął się dumnie i zaprowadził ich od razu do salonu. — Él dice que quiere fiestaMówiła, że ma ochotę na imprezę, wyszczerzył zęby, a zaraz do pomieszczenia wszedł jeszcze jeden gość, który zapewne pilnował kibla Madoxa.
Może to nie był idealny scenariusz, ale skoro tak bardzo chciał improwizować, to proszę bardzo. Stewart tylko miała nadzieje, że w miarę szybko uda mu się dostać na górę, podczas gdy ona pozgrywa idiotkę przed bandą goryli.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”