Bogaty, rozpuszczony dupek.
Właściwie Internet i te wszystkie magazyny plotkarskie stworzyły dość płytki obraz Galena, nieprawdaż? Tylko czy to do końca była prawda? Czy on naprawdę był takim dupkiem? Bogactwa nie można było mu odmówić, obnosił się z tym na każdym kroku, ale gdy tylko mógł to te pieniądze przeznaczał też na szczytne cele. Po prostu tabloidy wolały pisać o tym, że kupił sobie nowe Porsche, niż, że wpłacił kilka milionów na biedne dzieci. No bo przecież tak działała prasa, a Galen nawet mimo tego, że może i był dupkiem, to się z tym nie obnosił, chociaż przecież spece z PR nie raz mu mówili, że powinien częściej o tym mówić, może nawet w każdym wywiadzie. Ale Wyatt nie lubił wywiadów i właściwie rzadko ich udzielał i mówił tylko to, co musiał. Co innego jeśli chodzi o zdjęcia, do tych pozował wyjątkowo często, tak jak na przykład ostatnio te kilka fotografii na których pokazuje paparazzim środkowy palec. Ach, fotografowie go uwielbiali!
No cóż, Cierra będzie się musiała przekonać na własnej skórze. Czy rzeczywiście ma do czynienie z bogatym, rozpieszczonym dupkiem. A przede wszystkim, czy ten bogaty, rozpieszczony, dupek da jej wreszcie jakieś poszlaki, sprawi, że rozwiąże zagadkę, która spędza jej sen z powiek? Jak na dupka przystało na pewno nie pójdzie tak łatwo. A jak w tle są pieniążki i to w tak piekielnej ilości, jak obroty Northexu, to wtedy jest jeszcze trudniej. No i wiadomo Galen Wyatt zawsze stawiał na swoim, zawsze miał to, czego chciał.
A jednak bogaty, rozpuszczony, dupek.
Zmierzył ją spojrzeniem, z góry do dołu, grzeczna bluzka z guziczkiem pod samą szyję, jeszcze grzeczniejsze spodnie, które nawet dobrze nie podkreślały jej walorów, dobrze chociaż, że założyła szpilki, bo gdyby przyszłą w adidasach, to chyba od razu by ją wyprosił.
Od razu czuł, że coś jest nie tak, była za pewna siebie, a to jej spojrzenie zupełnie nie pasowało do kolejnej speszonej kandydatki na asystentkę do spraw organizacyjnych. W ogóle na żadną asystentkę.
Uniósł jedną brew, kiedy powtórzyła jego pytanie, kiedy pozwoliła by ta ciężka cisza zawisła między nimi w powietrzu. Cisza w tym gabinecie nie miała racji bytu.
Powinna już wyrzucać z siebie słowa jak z karabinu maszynowego, już próbować go przekonać, że jest odpowiednią osobą na to stanowisko. A ona błądzi, kręci, wodzi go za nos, z tym swoim pewnym siebie wyrazem twarzy i jakąś dziwną dociekliwością w tych pięknych tęczówkach.
Westchnął ciężko, jakoś tak ze zrezygnowaniem.
-
Kogo? - tym razem to on powtórzył po niej -
ciekawe miejsce? Ciekawe jak cyrk, czy Wielki Kanion? - zapytał, a brew znowu uniosła mu się ku górze, on nie spuścił z niej wzroku, patrzył jak się rozgląda. Jak wodzi spojrzeniem po gabinecie. -
Zagłębić się w firmę... - powtórzył ponownie, a później zacisnął usta w cienką linię. Tyle mu wystarczyło Galen Wyatt nie był głupi, chociaż na ten temat mogły krążyć zgoła inne opinie. Złożył papiery, które jak myślał należały do niej, w równy stosik, a później włożył je do niszczarki. Ups, jakaś Brenda Stone właśnie wylądowała w koszu. Nie miała w CV zdjęcia, a rano mu powiedzieli, że na rozmowę przyjdzie na czternastą, było pięć po.
-
Dobrze Brenda, jeśli w ogóle masz tak na imię... - zaczął jeszcze zanim skończyła, a później wywrócił oczami -
gdyby nie to, że marnujesz mój czas to może nawet byłoby to zabawne. Szef Northex Industries namawiający do pracy w swojej firmie asystentkę. Kabaret? Czy od razu stand up? - on też pochylił się do przodu opierając łokcie na biurku. Patrząc jej prosto w twarz z bardzo bliska, tym razem nawet brew mu nie drgnęła, ani jabłko Adama, zero stresu, po prostu te niebieskie oczy utkwione gdzieś w jej twarzy. W oczach, ale też w podbródku, w wargach, które mogły ją teraz zdradzić.
-
Dziennikarka, czy fotografka? Chciałaś mi zrobić zdjęcie, kiedy będę siedział nad dokumentami? W holu mamy lepsze światło, trzeba było umówić się na sesję. A może szukasz jakiegoś tematu? Jeśli chodzi o brukowce to zdecydowanie wolą pisać o moim życiu prywatnym, niż służbowym. Firma jest trochę nudna, tutaj tylko pieniążki i dobre wyniki - powiedział opierając się o oparcie swojego fotela prezesa. On już skończył.
-
Możesz już szukać prawdy za innymi kulisami - dodał trochę kpiąco, niegrzecznie, a wzrok, który jeszcze przed chwilą przesunął się po jej żuchwie, szyi i każdym jednym guziczku grzecznej bluzeczki spuścił na biurko, na jakieś papiery, po które sięgnął. Które zaczął przekładać, by w końcu je podnieść i się za nimi schować. -
Może z takimi tekstami powinnaś napisać jakąś książkę? Możesz mi przysłać egzemplarz, chętnie go podpiszę, z dzisiejszą datą i adnotacją, że ta rozmowa zmieniła Twoje życie i wskazała drogę - rzucił chwytając za pióro, bajecznie drogie oczywiście, i kreśląc nim coś na papierze. Odkładając je zerknął na drzwi. Chyba już wymowniej nie można było?
-
Żegnam? - a jednak.
Dlaczego jeszcze tu siedziała? Musiała być naprawdę zdeterminowana, a Galen Wyatt nie lubił zdeterminowanych pismaków. Miał nadzieję, że nie będzie robiła scen i nie będzie musiał wzywać ochrony, nie miał dzisiaj na to ochoty.
Cierra Morris