25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#002
Czy choćby przez chwilę przeszło mu przez myśl, że niezapowiedziane wizyty u kogoś przestały być uważane za kompletnie naturalne zjawisko mniej więcej w tym samym momencie, gdy w powszechnym użyciu zaczęły być telefony komórkowe?
Być może.
Niespecjalnie jednak zamierzał się tym przejmować. Zresztą, na swoje usprawiedliwienie mógłby stwierdzić, że przecież wysłał wcześniej Ericowi wiadomość. Jakieś pół godziny przed tym, zanim uznał, że zamiast czekać na odpowiedź, mógł się przecież do niego przejść. Bo jednak cierpliwość nigdy nie należała do jego najmocniejszych stron – i raczej nic nie wskazywało na to, by miało się to kiedykolwiek zmienić.
A jeśli Stones nie zamierzał przyjmować niezapowiedzianych gości… najpewniej powinien pomyśleć o zmianie adresu. Przeprowadzka do innej dzielnicy powinna w jakimś stopniu pomóc i skutkować choćby tym, że Dante mógłby w takim wypadku dojść do wniosku, że tak samo jak nie chciało mu się czekać na odpowiedź zbyt długo, tak samo nie chciało mu się fatygować na drugi koniec miasta. Choć pewnie i tak nie wykluczałoby to ryzyka całkowicie…
Lepiej żebyś był w domu, Stones, nie zamierzam sobie odmrażać tyłka na darmo… – oznajmił drzwiom, kiedy już dotarł pod te odpowiednie i zapukał. Mniej więcej pół sekundy przed tym, zanim zdecydował, że również tym razem nie zamierza czekać i że nie ma przecież absolutnie nic niewłaściwego w bezceremonialnym wpakowaniu się komuś do domu. Bez zbędnego zastanowienia nacisnął klamkę, z nieznacznym tylko zaskoczeniem przyjmując fakt, że drzwi były otwarte.
I naucz się zamykać drzwi – rzucił tym razem w przestrzeń, na moment zatrzymując się tuż za progiem i kalkulując, w którą stronę powinien się skierować. – Wiesz, że w całym tym okołoświątecznym dzieleniu się dobrem niekoniecznie chodzi akurat o to, żeby zapraszać do siebie włamywaczy z całej okolicy i pozwalać im na wyniesienie połowy domu…?
Przynajmniej zamiast kręcić się po cudzym domu, odczekał tych kilka chwil na jakąkolwiek odpowiedź, by ostatecznie pójść tam, skąd miałby dotrzeć do niego głos Erica. O ile ci wspomniani włamywacze nie zdążyli go już odwiedzić i nie okazali się przy okazji jakimiś chorymi psycholami, którzy mieliby przy okazji pozbyć się ewentualnych świadków włamania. W takim wypadku Dante musiałby poszukać sobie nowego kumpla…
Odpisywać na wiadomości też mógłbyś się nauczyć – rzucił jeszcze, choć zdecydowanie więcej było w tym rozbawienia niż jakichkolwiek pretensji. Zwłaszcza, że wypowiadając te słowa, uniósł jednocześnie rękę, dokonując wymownej prezentacji przyniesionej ze sobą whisky. Przynajmniej więc nikt nie mógł zarzucić mu, że nie tylko pakował się do kogoś nieproszony, ale w dodatku przychodził z pustymi rękoma. Najwyraźniej chociaż pod tym względem jakieś szczątkowe wychowanie nie zawiodło aż tak bardzo…

Eric Stones
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
24 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
junior software engineer at AG Industries
Awatar użytkownika
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

#18

Poprzedni wieczór nie różnił się jakoś szczególnie od... kilku? Może już nawet kilkunastu poprzednich, a ponieważ następnego dnia nie szedł do pracy, popił... trochę więcej niż normalnie. Pamiętał tylko, że wracał taksówką, walczył z zamkiem bo miał problem z włożeniem klucza i ostatecznie zasnął na kanapie (nie, nie przebrał się ani nie ściągnął ciuchów) w salonie - bo do sypialni miał zbyt daleko (dokładniej były to następne drzwi). Śniło mu się, że leżał sobie na plaży w Hiszpanii lub Brazylii (ostatecznie Meksyku), jednocześnie gadając z jakimiś ludźmi. Po jakimś czasie, plaża zmieniła się w kasyno, a obok niego siedziały bardzo ładne panie. Grał w ruletkę i los mu nie sprzyjał, dlatego nim się obejrzał, został przy stole sam, a kilka sekund później, stał przed budynkiem bez ubrań. Miał ochotę krzyczeć, lecz nie mógł. Zaczął więc walić pięściami o drzwi, lecz nagle drzwi zmieniły się w człowieka. Dopiero po chwili zrozumiał, że bije... kogoś z kim pracował. I kto był wyżej od niego. Obudził się, gdy druga strona postanowiła mu oddać. Dotknął swojej twarzy i dotarło do niego, że bolał go policzek. Sam nie był pewien, czy to od upadku, przywaleniu w latarnię czy może z kimś się bił. Westchnął, czując ból głowy, światłowstręt i chęci by wypić wodę. Zaczął więc od rolet, zasłaniając każde okno w salonie, a następnie poszedł po butelkę wody, tabletki przeciwbólowe i okulary przeciwsłoneczne - w międzyczasie, odwiedził także łazienkę, bo jeszcze trochę i mogłoby dojść do katastrofy, której wstydziłby się chyba do końca swoich dni.
Właśnie popijał drugą tabletkę, gdy usłyszał znajmy głos. To miało być.... o chusteczka! pomyślał, krztusząc się, bo faktycznie, na dzisiaj przypadało spotkanie z przyjacielem.
- Tu.... jestem. - powiedział, starając by wybrzmiało to z jego ust na tyle głośno, na ile tylko mógł, między kaszlnięciami. Normalnie byłby dobrym gospodarzem i sam wyszedł by powitać gościa, lecz słysząc o telefonie, zaczął myśleć, gdzie aktualnie mógł się znajdować. Sprawdził kieszenie spodni Nie ma. Zsunął swój odwłok z kanapy i sięgnął do kurtki. Nie ma. W międzyczasie, zakrztuszenie przeszło.
- Ja... nie wiem gdzie zostawiłem telefon. - wyjaśnił, chcąc tym sposobem wytłumaczyć brak responsywności.
- Nalać Ci od razu czy schłodzić? W ogóle chcesz coś zjeść? - spytał a oczy mu pod okularami zaświeciły, gdy zauważył butelkę alkoholu.
Nie pamiętając zawartości lodówki, poszedł ją sprawdzić i tam go zobaczył.
- Ej, nie uwierzysz gdzie zostawiłem telefon. - odparł, parskając krótkim śmiechem, bo nieco go to nawet rozbawiło - mniej bawiła go zbita szybka na dole ekranu i rozładowana bateria. Zaraz po sprawdzeniu lodówki, otworzył szafkę, gdzie trzymał przekąski oraz zupki instant. Wyciągnął z niej chipsy paprykowe oraz krakersy, a następnie zaniósł na stolik w salonie. Przy okazji też podpiął telefon do ładowania. Gestem wskazał przyjacielowi, by śmiało się częstował.
- No, to co tam u Ciebie? - zapytał jak gdyby nigdy nic z uśmiechem na twarzy. Tak jakby wcale nie miał kaca. Ani sinego policzka.

Dante Levasseur
OIIA OIIA
do ustalenia/dogadania
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miał zdecydowanie zbyt duże osobiste doświadczenie z podobnymi sytuacjami, by móc nie zorientować się stosunkowo szybko w tym, z czego wynikał raczej dość kiepski stan kumpla. Półmrok panujący w pomieszczeniu, do którego pokierował go słaby głos mówił sam za siebie. Podobnie jak okulary przeciwsłoneczne na twarzy Erica – sińca i opuchliznę można było chwilowo przemilczeć – oraz ogólny obraz żałości, jaki sobą prezentował.
Najpewniej go przepiłeś, zdarza się najlepszym – chwilowo jednak wszelkie oznaki jakiegokolwiek współczucia musiały zamknąć się w wymownie uniesionych na moment brwiach oraz rozbawionym tonie wypowiedzi. Tego drugiego zresztą nawet nie zamierzał próbować w jakiś sposób maskować. W końcu… kac mógł być przecież zjawiskiem całkiem zabawnym. Jeśli męczył kogoś innego.
Za kogo ty mnie masz, Stones? Nie przynosiłbym ci przecież ciepłego alkoholu… – tym bardziej, że temperatura na zewnątrz również sprzyjała utrzymaniu zawartości butelki schłodzoną. I chociaż pewnie w zastanych okolicznościach Dante powinien wykazać się choćby odrobiną rozsądku i odwieść Erica od otwierania tej nieszczęsnej whisky, to… nie, podobnego rodzaju przedświąteczne cuda nie mogły mieć tutaj miejsca. Nawet, jeśli Levasseur – również z autopsji – doskonale wiedział, jak fatalne skutki miewały zwykle próby leczenia kaca kolejnymi porcjami alkoholu. Zamiast jednak wygłaszać jakieś absurdalne sugestie, że może jednak w obecnej sytuacji powinni poprzestać na kulturalnej herbatce – wątpliwe, by coś podobnego w ogóle przeszło mu przez gardło – rozsiadł się po prostu na kanapie. Krótkim parsknięciem skwitował odnalezienie przez Erica telefonu, by w kolejnej chwili dość sceptycznym spojrzeniem uraczyć zarówno jego, jak i przyniesione przez niego przekąski.
A można byłoby oczekiwać, że skoro pytasz o jedzenie, masz w zanadrzu przynajmniej dwudaniowy obiad… – choć oczywiście o podobne absurdy nie posądzał go ani przez sekundę, nie oznaczało to wcale, że wygłoszoną żartobliwym tonem uszczypliwość miałby sobie tak po prostu odpuścić. Z drugiej strony – chipsami również nie zamierzał gardzić, bez większej zachęty sięgając po ich garść.
Wygląda na to, że nie aż tak ciekawie jak u ciebie – rozbawionym parsknięciem skwitował obraz nędzy i rozpaczy, jaki wciąż uosabiał sobą Eric. – Jak już chlejesz gdzieś beze mnie i dajesz sobie obić mordę, to przynajmniej upewnij się następnym razem, że ktoś to nagra. Taki widok nie może się marnować.
Tyle więc byłoby, jeśli chodziło o taktowne przemilczenie stanu twarzy przyjaciela. Ale przecież można było spodziewać się, że nie pozostanie to zbyt długo bez adekwatnego komentarza. Podobnie zresztą jak całokształt aktualnego stanu Erica. Nawet jeśli miałoby to oznaczać, że ten niestety nie miał póki co doczekać się odpowiedzi na postawione pytanie.
Więc… poza tym, że każda okazja może być dobra, to ta była jakaś szczególna? – nie przypominał sobie, żeby w ostatnich dniach przegapił na przykład urodziny Stonesa, jego własne dopiero się zbliżały – i chyba raczej powinien w nich osobiście uczestniczyć… – prawdopodobnie istniał więc jakiś inny powód, dla którego Eric postanowił doprowadzić się do tego żałosnego stanu. I być może warto było go poznać. Choćby po to, by zdecydować, czy w dalszym ciągu powinien raczyć go pełnymi współczucia uszczypliwościami, czy może jednak wykazać się jakąś odrobiną empatii…

Eric Stones
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
24 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
junior software engineer at AG Industries
Awatar użytkownika
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

W sumie, Eric w takim stanie byłby wręcz znakomitym strachem na wróble. Jeszcze jakby wydawał dźwięki takie, jakie wydawał, gdy lądował na kanapie, to już w ogóle. Kaszel, sapnięcia, westchnienia – cała alkoholowa symfonia. Jedyne, z czym by sobie nie poradził, to stanie przez pewien czas w jednej pozycji. Każdy ruch był wyzwaniem, każdy gest wymagał wysiłku.
- Ej, weź wypluj te słowa. - powiedział Eric, uderzając Dante w ramię - choć coś mu podpowiadało, że przyjaciel mógł mieć rację. Westchnął głośno i przeczesał dłonią włosy, próbując sobie przypomnieć cokolwiek, co było związane oraz mogło go naprowadzić na trop i pomóc w odnalezieniu zguby.
- I to się szanuje Levasseur. - odparł, machając palcem wskazującym. No cóż, jeśli to był dzień by zwalczyć klin klinem... to Stones był na to gotowy. Najwyżej następny dzień przeleży albo prześpi. W sumie wiem co powinienem był wczoraj kupić... przypomniał sobie nagle, bo kilka dni temu, połknął ostatnią tabletkę na kaca. I jasne, następnego dnia kupił nowe opakowanie, lecz mu prawdopodobnie wypadło gdy szedł albo przy płaceniu za hot doga w osiedlowym sklepie (bo w tej samej kieszonce miał portfel, lecz nie kojarzył, by usłyszał charakterystyczny dźwięk, gdy coś ląduje na podłodze - gdyby usłyszał, to na pewno zareagowałby. Może ten kto znalazł, też miał kaca, dlatego nie postanowił ich zwrócić. pomyślał, bo przecież było to możliwe.
- Mogę mieć... znaczy może nie dwa dania ale taką pizzę to bym wszamał. A Ty? Pizza? Kebab? Burger? - spytał, sięgając po krakersy, które zaraz sobie wsadził do buzi. Naprawdę naszła go strraszna ochota na pizzę z szynką i pieczarkami lub serową.
- Lub zawsze mogę nam zalać zupki instant. Mam... głównie rameny ostre i może ze dwa o smaku carbonary. - odparł zgodnie z prawdą - pamiętał, bo kilka chwil wcześniej otwierał szafkę gdzie trzymał przekąski, a obok nich znajdowały się właśnie wspomniane instant rameny. W sumie, ponieważ Eric odczuwał powoli coraz to większy głód, istniało spore prawdopodobieństwo, iż zaleje te zupki.
Stones zmrużył oczy, lecz nie trwało to długo.
- No tak i najlepiej żebym sprawdzał potem, czy wszystko się nagrało, nie? - odparł pół żartem pół serio, wyobrażając sobie taką scenę, w której ma dochodzić do bójki, lecz nagle Eric podchodzi do każdego widza i każe wyciągnąć telefon, a potem sprawdza materiał.
- Wyczuwam, że bardzo mi współczujesz stary. - dodał, posyłając przyjacielowi ironiczny uśmiech.
Usłyszawszy pytanie o powód szaleństwa ostatniej nocy, Eric wziął parę chipsów, jakby chciał tym powiedzieć coś w stylu szkoda gadać.
- Mam wrażenie Dante, jakbym grał w jakimś zjebanym dramacie. Laska do której zacząłem coś czuć, olewa mnie i już raczej nigdy więcej się nie zobaczymy, w pracy popełniłem wpadkę, po której myślałem, że pora szukać nowej pracy ale na szczęście zbyt szybko zacząłem wymyślać czarne scenariusze. No i w ogóle mam wrażenie, że przynajmniej będąc pijanym mam na wszystko wyjebane. - wyjaśnił zgodnie z tym, co i jak uważał.
- Ale no nic, w końcu świat nie kończy się na jednej lasce, nie? - dodał nagle, bo choć sprawa z Mią wciąż go w jakimś stopniu bolała, to powoli zaczynał się z tym godzić. Nikogo na siłę nie będę szukał. Bo nie zajmował się szukaniem ludzi. Nie miał tego wpisanego w swoim CV - pracował w innym zawodzie.


Dante Levasseur
OIIA OIIA
do ustalenia/dogadania
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mając przed oczami kogoś w stanie równie tragicznym jak aktualnie Eric, prawdopodobnie powinno się przynajmniej przez moment pomyśleć o tym, że zapijanie kaca było w jego przypadku jedną z najgorszych decyzji, jakie mógłby podjąć. Na nieszczęście Stonesa, Dante był jednak jedną z ostatnich osób, którym podobnie rozsądny pomysł mógłby wpaść do głowy. Tym bardziej, że przyniesiona whisky nie mogła się przecież zmarnować. Bo to wcale nie tak, że równie dobrze można byłoby odstawić ją na inną, być może nieco lepszą okazję – która prędzej czy później i tak powinna nadejść. Nie biorąc jednak pod uwagę tego niedorzecznego rozwiązania, Levasseur podniósł się na moment, by z kuchni przynieść odpowiednie – albo przynajmniej najbliższe odpowiednich – szklanki. Przynajmniej uwzględnił to, że wysłanie po nie Erica mogłoby zakończyć się jego bolesnym zgonem gdzieś pomiędzy kuchnią i salonem. A ponieważ z ciałem wypadałoby później coś zrobić – zakopywanie w zamarzniętej ziemi na pewno nie byłoby łatwym zadaniem – i jeszcze przekonująco wyprzeć się swojego udziału w tym nieszczęśliwym wypadku, lepiej było nie ryzykować.
Choć pewnie za równie ryzykowne posunięcie można byłoby uznać rozlanie alkoholu do szklanek i podsunięcie jednej z nich przyjacielowi. Ale tego już widocznie Dante nie uwzględnił w swoich przewidywaniach.
Pizza. W przeciwieństwie do tych twoich ramenów w proszku przynajmniej brzmi dobrze – wybór był raczej dość oczywisty. Chociaż jednocześnie trudno byłoby dziwić się Ericowi, którego kac najwyraźniej osiągnął już etap przemożnej chęci na cokolwiek. Przy czym im mniej jadalne to cokolwiek miałoby być, tym lepiej.
Krótkim śmiechem skwitował natomiast kolejny komentarz, odnoszący się do ewentualnego nagrania. Jednocześnie nie mogło zabraknąć przytaknięcia, jakby rzeczywiście takie podejście do sprawy było tym całkowicie normalnym i wymaganym.
I to najlepiej z kilku perspektyw, żeby dało się później wybrać najlepsze ujęcie. Wierzę, że następnym razem uda ci się tego dopilnować – pewnie zresztą wcale nie było aż tak bardzo niemożliwe, by znajdując się w odpowiednio nietrzeźwym stanie, Stones mógł sobie tę radę rzeczywiście przypomnieć przy okazji jakiejś pijackiej bójki i zechcieć się do niej zastosować. Pomijając potencjalnie komiczny aspekt takiej sytuacji… mimo wszystko Dante powinien chyba jednak zapamiętać, żeby następnym razem wyjść upodlić się razem z nim. Żeby w razie czego przynajmniej spróbować powstrzymać kumpla przed pogorszeniem sytuacji.
Chociaż… znacznie bardziej prawdopodobny byłby efekt odwrotny…
I nawet jeśli do tej pory faktycznie trudno byłoby posądzać go o jakiekolwiek przejawy współczucia wobec skacowanego przyjaciela, jego dłuższej wypowiedzi wysłuchał już bez zbędnych złośliwości. Za to z lekko ściągniętymi brwiami i pozwalając sobie na pociągnięcie kilku łyków alkoholu, zanim zdecydował się jakoś – nieco już poważniej niż do tej pory – odpowiedzieć.
No jasne, że się nie kończy – wzruszył ramionami, jakby tym samym chciał podkreślić, że było to tak oczywiste, że aż nie było sensu wypowiadać tego na głos. – Tym bardziej skoro cię olewa i macie się więcej nie zobaczyć, to po co się nią w ogóle przejmować? To raczej nie brzmi, jakby wcześniej miało być między wami cokolwiek więcej… Ani jakby było warte wykańczania się przez kaca.
Chwilowo nie odniósł się do wątku związanego z niedoszłą utratą pracy. Wyglądało na to, że ten kryzys faktycznie póki co został zażegnany, a poza tym… Dante raczej nie zaliczał się do grona osób, które powinny wypowiadać się na temat odpowiedzialnego podejścia do pracy – temu zdecydowanie nie dałoby się zaprzeczyć. Z drugiej strony… o zdrowych związkach pewnie też nie powinien się zbyt szeroko wypowiadać, raczej nie mając w nich zbyt wielkiego doświadczenia. Jego własny absolutnie się do takich nie zaliczał i co do tego również nie powinien mieć wątpliwości nikt, kto nieco lepiej znał jego i Ivy.

Eric Stones
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
24 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
junior software engineer at AG Industries
Awatar użytkownika
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Eric skinął głową i wstukał na telefonie adres strony jednej z ulubionych pizzerii, które dowoziły zamówienia pod same drzwi jego mieszkania. Kliknął menu i wręczył przyjacielowi telefon, by czynił honory i wybrał tę pizzę, na którą miał ochotę - bo Stones nie chciał potem słuchać, że wybrał jakąś niedobrą.
- Proszę nie gardzić ramenami w proszku. - pogroził palcem przyjecielowi, podstawiając go przed oczy przyjaciela tak, by dobrze widział tę groźbę. - Poza tym, czasami wystarczy dodać parę składników i masz wrażenie, jakbyś jadł ramen z prawdziwej, pięciogwiazdkowej restauracji. - powiedział oburzonym tonem, ponieważ jasne, wszystkie zupki instant były... niezbyt zdrowe, to mimo wszystko była wersja budżetowa, a w dodatku nie spędzało się w kuchni stu lat, tylko kilka minut. Eric nie miał czasu na gotowanie, bo to bardzo zapracowany leniwy człowiek był i jeśli mógł gdzieś zaoszczędzić trochę czasu, to zazwyczaj było to gotowanie - dlatego najczęściej albo jadał zupki instant, albo kupował jakieś gotowce typu pizza, lasagne'a lub zamawiał bądź jeździł do knajpy.
- Jasne, zatrudnię gościa, który będzie za mną łaził z dronem, by uchwycać takie perełki. Chyba, że Ty byś chciał mieć dodatkową robotę. - odparł, wyobrażając sobie, jak ktoś łazi za nim jak cień tylko po to, by uwiecznić jakąś sytuację, którą potem można byłoby pokazać znajomym. Oczywiście gdyby Dante chciał to i jego Eric mógł zatrudnić - pewnie nawet sypnąłby mu za to groszem lub dwoma - taki hojny by był.
- Jeszcze by mi sodówka odbiła, bo zacząłbym się czuć jak aktor, za którym ciągle łazi kamera. - dodał nagle. Drugim skojarzeniem było bycie turystą, który nagrywał wszystko co mijał, by na koniec skleić piękny film krajoznawczy. Od razu też przypomniał sobie turystów z Chin, którzy zawsze mieli przy sobie aparaty i cykali zdjęcia wszystkiemu, a nawet niektórym ludziom.
Zaraz jednak nie było mu do śmiechu, ponieważ zaczął opowiadać o swoim marnym losie i szczerze powiedziawszy, był wdzięczny przyjacielowi za to, że go wysłuchał. W sumie to już dwie osoby wiedziały usłyszały co go spotkało i pewnie gdy sobie to uświadomi, będzie miał ochotę walnąć się w czoło, aczkolwiek na razie, wolał unikać wszelkich uderzeń w głowę.
- Dzięki. - rzucił, posyłając w kierunku Dante lekki uśmiech. Potwierdzenie na jego poprzednie pytanie zadziałało pokrzepiająco i motywująco. Dlatego nawet wyprostował się i wziął łyka drina. Małego łyka, bo chyba wolał nie próbować od razu opróżniać całej szklanki, gdyż mogłoby to mieć niezbyt dobre zakończenie.
- Mądrze gadasz stary. - stwierdził Stones, klepiąc przyjaciela po ramieniu. - Tylko kurwa, czemu tak trudno jest zapomnieć... o tyle dobrze, że czas idzie do przodu, to jest szansa, że wspomnienia będą blakły i zostaną zastąpione nowymi. - stwierdził, bo przecież nie raz musiał się ogarniać. Nie pierwszy raz zależało mu bardziej niż powinno.
- A może powinienem stąd wyjechać... jakiś city brak czy coś. - bo czemu nie? Niektórzy jego znajomi latali gdzieś co miesiąc. A on miał na swojej (wyimaginowanej) liście kilka miejsc, które chciałby odwiedzić. A jak nie, to zawsze mógł polecieć na Litwę lub do Korei. Dziadkowie na pewno by się ucieszyli.

Dante Levasseur
OIIA OIIA
do ustalenia/dogadania
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jasne… – oczywiście, że zabrzmiało to mniej jak potwierdzenie, a raczej jak najważniejsze, że sam w to wierzysz. Może i nie był wielkim fanem przesadnie zdrowego jedzenia – czemu zresztą doskonale odpowiadał jego styl życia, daleki raczej od czegokolwiek zdrowego, ale… wszelkiej maści zupki w proszku zdecydowanie wpisywały się w kategorię produktów niekoniecznie nadających się do spożycia, jeśli akurat nie miało się do czynienia z naprawdę kryzysową sytuacją. A i nawet w takich przypadkach zamówienie czegoś gotowego wydawało się być po stokroć lepszą opcją. I co prawda mógłby przyznać kumplowi rację w kwestii postrzegania gotowania jako zwykłej straty czasu – nawet jeśli przy tych niezbyt licznych przypadkach mógł pokazać, że wychodziło mu to całkiem nie najgorzej – ale wciąż… po to ktoś wymyślił dostawę jedzenia, żeby ułatwiać sobie życie w ten właśnie sposób.
Wybór pizzy nie był zbyt skomplikowaną operacją – wystarczyło przecież, żeby jakieś ananasy i inne idiotyzmy trzymały się od niej z daleka – toteż wyklikanie odpowiedniego zamówienia zajęło ledwie chwilę i telefon można było beztrosko odrzucić na kanapę.
Może i zadaję się z tobą głównie po to, żeby wypominać ci wszystkie durne akcje, ale do ich uwieczniania musisz znaleźć sobie kogoś innego. Nie mogę zajmować się wszystkim – odpowiedział ze śmiechem, jakoś tak kompletnie ignorując przy tym fakt, że w gruncie rzeczy… to zdecydowanie nie Stones miał w tym dwuosobowym gronie przewagę pod względem jakichkolwiek durnych akcji. Jeśli nie liczyć oczywiście wmówienia mu tych kilkanaście lat temu, że w Kanadzie absolutnie normalnym i powszechnie stosowanym pozdrowieniem w stosunku do podstarzałej sąsiadki było nazwanie jej starą kurwą. Niestety, od tego czasu angielski Erica zdążył się znacząco poprawić i podobne zagrywki nie miały już większych szans na powodzenie.
Powiedz mi coś, czego jeszcze nie wiem – co prawda zestawienie z nim stwierdzenia, że mądrze gadał w większości przypadków musiało być tak bardzo chybione, jak to tylko było możliwe. Ale… tym razem może i rzeczywiście miał nawet nieco racji. A przynajmniej wyglądało na to, że sam nie miał co do tego większych wątpliwości.
Tak samo, jak najwyraźniej nie miał wątpliwości co do pomysłu, który pojawił się w jego głowie w kolejnej chwili. Być może pod wpływem dalszych słów przyjaciela, a może jednak była to kwestia kolejnych łyków alkoholu.
No dobra, city break to nie będzie, ale… masz czas do przyjazdu pizzy, żeby zacząć wyglądać trochę bardziej jak człowiek. Albo przynajmniej trochę mniej budzić chęć dzwonienia po karawan na twój widok – oznajmił, ewentualnej odmowy lub protestów raczej nie biorąc pod uwagę. – Dobijanie się klinem w domu raczej ci nie pomoże.
Więc widocznie lepsze miało być dobicie go wśród innych ludzi. Bo ewidentnie taki właśnie sens wybrzmiewał ze słów Dantego. To znaczy… mniej więcej. Wyjście do ludzi faktycznie było przewidziane w programie, dobijanie kumpla już niekoniecznie. Choć oczywiście nigdy nie można było być pewnym tego, jak wydarzenia się potoczą…
Swoją drogą… co odwaliłeś w pracy? – temat mimo wszystko musiał wrócić. Choćby przez zwykłą ciekawość, z którą Dante jakoś nigdy nie zamierzał zbytnio walczyć.

Eric Stones
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
24 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
junior software engineer at AG Industries
Awatar użytkownika
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- No. - akceptował to jasne i wolał je usłyszeć, niż kontynuowanie gardzenia zupką w proszku.
- Ej, a energoli też nie pijesz? - spytał, bo chyba w odmętach pamięci umknęła mu ta informacja, a pytał, ponieważ napoje energetyczne również były niezdrowe, a jednak sporo osób je piło (Eric też, szczególnie gdy zostawał dłużej w pracy lub chciało mu się spać po obiedzie).
Bardzo dobrze, że w kwestii związanej z dodatkami na pizzy się zgadzali, bo Eric chyba by się zdenerwował, gdyby po otwarciu pudełka, zobaczyłby żółte kawałki, które nie byłyby kawałkami kukurydzy, tylko ananasa - Stones od zawsze nie akceptował takiego połączenia. Dla niego ananas totalnie nie pasował do pizzy.
- No wiesz co? Jak możesz odrzucić taką FANTASTYCZNĄ ofertę? - westchnął i pokręcił głową, krzyżując dłonie na piersiach - choć może z drugiej strony to i lepiej, że Dante nie zgłaszał się na ochotnika, by łazić za Ericiem i wszystko uwieczniać. Jeszcze powstałaby ściana wstydu, która byłaby mu przypominać co jakiś czas. Wystarczyło, że na instagramie miał zapisane archiwalne nagrania, na których np. udawał dżdżownicę albo zaliczył upadek podczas biegu, ponieważ poślizgnął się na mokrej podłodze.
- Okej. Nie wiem czy wiesz, ale rekiny są starsze od drzew. Pierwsze rekiny pojawiły się ponad 400 milionów lat temu, a pierwsze drzewa około 350 milionów lat temu. - powiedział, biorąc słowa Dante dosłownie. Czy go zaskoczył? Nie miał pojęcia. I doskonale wiedział, że ta ciekawostka nijak się miała do życiowych spraw, ale może właśnie w tamtej chwili potrzebne było rzucenie takiej głupoty, skoro obaj przeżywali różne… kryzysy i rozterki.
Westchnął, bo nie miał siły się ogarniać ale z drugiej strony, może faktycznie byłoby lepiej, gdyby np. wziął orzeźwiający prysznic.
- A mogę się ogarnąć po zjedzeniu pizzy? - spytał, bo nie wiedział co za różnica, czy pójdzie się ogarnąć teraz, czy później. Westchnął słysząc kolejne słowa przyjaciela i odchylił głowę do tyłu. Jęknął żałośnie, nie chcąc opowiadać o swojej wtopie ale no... pewnie prędzej czy później Eric i tak by mu powiedział.
- Ja… miałem poprawić drobny błąd w jednym z naszych wewnętrznych systemów, ale przez pomyłkę wgrałem poprawkę na główną, działającą wersję, z której korzystają wszyscy, zamiast najpierw przetestować ją na wersji testowej. Potem system na chwilę padł ale koniec końców wszystko udało się cofnąć. - opowiedział zgodnie z tym, co zrobił. O tyle dobrze, że był juniorem, to O tyle dobrze, że był juniorem, to nikt nie oczekiwał od niego perfekcji i większość seniorów potraktowała wpadkę ze zrozumieniem, tłumacząc, że każdy musi przez to przejść. Dzięki temu uniknął większych konsekwencji i choć przez chwilę miał wrażenie, że jego kariera właśnie legła w gruzach, ostatecznie wszystko skończyło się tylko lekkim stresem i żartami.

Dante Levasseur
OIIA OIIA
do ustalenia/dogadania
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jego pytanie pewnie mógłby zakwalifikować do kategorii tych, na które dałoby się odpowiedzieć jedynie prostym czy ja wyglądam, jakby kompletnie mnie popieprzyło? Ale ludziom na kacu wybaczało się przecież więcej. W szczególności, jeśli to więcej dotyczyło całkowicie irracjonalnych pytań. Nawet, jeśli te zakładały jakąś niewytłumaczalną wewnętrzną przemianę i nagłe preferowanie całkowicie zdrowego stylu życia. I pomyśleć, że to tylko przez niechęć do niejadalnych zupek w proszku…
No jasne. Nie ruszam też alkoholu, fajki mnie brzydzą, a od zeszłego tygodnia stawiam tylko na treningi i zdrowe jedzenie – oznajmił więc, wierząc mimo wszystko w to, że nawet w obecnym stanie Stones będzie zdolny wychwycić absurd tej wypowiedzi. W razie gdyby nie był… niemal już pusta szklanka whisky powinna być chyba wystarczającą wskazówką. – Pojebało cię?
Albo dodanie czysto retorycznego pytania. W każdym razie – wskazówek dostał dostatecznie wiele. Jak dotąd Dante pozostawał całkowicie normalny – przynajmniej wedle własnych, mocno pokrzywionych standardów – szczerą niechęcią darząc jedynie te nieszczęsne zupki instant, które trudno byłoby zaliczyć do grona produktów nadających się do jedzenia. I zdecydowanie nie była to kwestia zdrowia. Dokładnie jak z ananasem na pizzy.
Taktownie nie skomentował już za to fantastyczności złożonej mu oferty. Chociaż… trzeba było przyznać – możliwość trwałego uwieczniania możliwych wpadek przyjaciela zamiast zwyczajnego ich zapamiętywania, poniekąd wydawała się kusząca. Wciąż jednak wymagałoby to zbyt dużego zachodu, a umówmy się – za tym akurat Dante za bardzo nie przepadał. Zdecydowanie bardziej preferował te proste rozwiązania. Z wykluczeniem spraw, które na własne życzenie i bez jakiekolwiek potrzeby sam sobie komplikował. Ale to też można było taktownie przemilczeć.
Co…? – przez moment przyglądał mu się po prostu, by następnie parsknąć szczerym śmiechem. Nie dało się ukryć, swoją ciekawostką Eric faktycznie go zaskoczył. Na tyle, by zasłużyć sobie na niemy toast wzniesiony pozostałą w szklance resztką alkoholu. – Mało prawdopodobne, ale pewnie istnieje gdzieś rzeczywistość, w której mógłbyś zrobić z tego swój sprawdzony tekst na podryw…
Chociaż… kto wie, być może wcale nie było to aż tak mało prawdopodobne. Może rzeczywiście Stones powinien tego wypróbować, i to nawet jeszcze tego wieczoru, jeśli miałoby udać się odkleić go od kanapy i faktycznie wyciągnąć do ludzi. Niewykluczone, że mogłoby to nawet jakoś pomóc w jego aktualnej sytuacji, kiedy to zdecydowanie za bardzo przejmował się jakąś dziewczyną, która najwyraźniej nie chciała odwzajemnić jego zainteresowania. A jeśli nie… z pewnością mogłoby stać się to kolejnym niechlubnym – choć na pewno całkiem zabawnym – wspomnieniem do dodania na ścianę wstydu.
Niech będzie, nie próbuj mi później zarzucać, że nic dla ciebie nie zrobiłem – stwierdził łaskawie w odpowiedzi na postawione pytanie, przy okazji dopijając swoją whisky i odstawiając szklankę na stolik. W zasadzie… pizza i tak powinna przecież dotrzeć całkiem niedługo, więc wciąż nie dawało to Ericowi zbyt wiele czasu na powrót do żywych. Skoro jednak istniało ryzyko, że w międzyczasie miałby umrzeć z głodu i nie doczekać się ani pizzy, ani tym bardziej wyjścia z domu… może rzeczywiście zasługiwał na tych kilka lub kilkanaście dodatkowych minut.
Czyli po prostu biczujesz się przez coś, co w sumie i tak nie wyszło jakoś tragicznie…? – podsumował krótko to, co właśnie usłyszał. Bo przecież tak to właśnie brzmiało – jak całkiem zwyczajna pomyłka, którą w dodatku udało się bez większego problemu odkręcić. Choć nie wykluczał też tego, że po prostu nie mógł potraktować tego zbyt poważnie przez zbyt małą znajomość zawiłości związanych z pracą kumpla. – Brzmi jak świetny pomysł, oby tak dalej…
Mimo wszystko nie mógł powstrzymać się od tego podszytego lekkim sarkazmem podsumowania. I naprawdę liczył na to, że da to Stonesowi do myślenia. Albo przynajmniej odrobinę pozwoli mu zmienić punkt widzenia, bo aktualny… najwyraźniej nie prowadził go do niczego dobrego.

Eric Stones
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
24 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
junior software engineer at AG Industries
Awatar użytkownika
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Eric przez chwilę złapał mindfucka i patrzył na Dante tak, jakby ten zamiast słów wypowiadał jakieś chemiczne formułki (nie, nie był geniuszem z chemii) i dopiero gdy usłyszał pytanie, wybuchnął śmiechem.
- Weź nie strasz, bo już miałem pytać kim jesteś i co zrobiłeś z moim przyjacielem. - odparł z całkowitą powagą w głosie, samemu nie wiedząc co go rozbawiło bardziej, czy samo pytanie, czy wyraz twarzy Dante, kiedy to pytanie wypowiadał. Mózg Erica jeszcze nie mózgował prawidłowo, więc należało mu wybaczyć wszelkie lagi tj. zawieszenia.
Gdy nie usłyszał już żadnego komentarza ani sugestii do zaproponowanego zawodu uznając, że faktycznie nie jest zainteresowany ofertą - było mu bardzo przykro, o czym świadczył jego wyraz twarzy oraz głośne westchnięcie.
- Myślisz? Ej a w sumie, czemu by nie spróbować w tej rzeczywistości? Jakby, i tak nie mam nic do stracenia, a kto wie, może na jakąś laskę faktycznie by to zadziałało.... niby wszystko jest możliwe, co nie? - nawet była taka piosenka never say never choć pytanie, ile razy musiałby rzucić tym tekstem, by którąś w końcu na ten swój haczyk złapać. Niby ocean był wielki i skoro odwiedzał różne bary, to jakieś tam prawdopodobieństwo poznania kogoś istniało. Tak czy siak, może podczas następnego wyjścia, dla testu oraz sprawdzenia reakcji - o ile nie zapomni - rzuci tym, co przed chwilą powiedział.
- Dzięki Dante. Jesteś kozakiem. - powiedział, szturchając przyjaciela w ramię. Nie żartował, naprawdę był wdzięczny za pozwolenie na to, by mógł najpierw zjeść a potem się ogarnąć - choć znając Eryka, pewnie zostałby nawet jeśli usłyszałby co innego. Był zdecydowanie za bardzo głodny i robił wszystko, byleby o tym głodzie nie myśleć.
- Ech... - westchnął, bo okej, o ile tym razem się udało, to Eric już z góry się nastawiał, że pewnie niebawem znowu coś spartoli.
- Po prostu nie lubię popełniać błędów, o których potem wie praktycznie większość firmy. W dodatku wzrok mojego przełożonego nie sugerował, by była to drobnostka. - dodał zaraz, przypominając sobie wyraz twarzy swojego szefa, który przyszedł do niego (Erica), by mu powiedzieć co zrobił.
- Chyba nikt nie lubi się mylić lub nie dowozić tego co trzeba na czas. - rzucił, choć można było pomyśleć, że mówi to do samego siebie.
Nagle było można usłyszeć dzwonek do drzwi.
- O, to pewnie nasza pizza. - powiedział i wstał czym prędzej, by podbiec do drzwi. Odebrał, podziękował, zamknął za rozwozicielem drzwi, a następnie położył przed sobą (na stoliku) pizzę.
- Ależ pięknie pachnie. Ej, wiesz czy są perfumy o zapachu pizzy lub kebaba? - spytał nagle, całkowicie randomowo, otwierając pudełko i z radością biorąc kawałek, a ponieważ była gorąca, odłożył ją z powrotem do pudełka. Oczywiście zabierze ten odłożony kawałek. Pamiętał który to.

Dante Levasseur
OIIA OIIA
do ustalenia/dogadania
ODPOWIEDZ

Wróć do „#108”