ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
173 cm
rzuciła pracę w NGO żeby sprzedawać książki i rysować
Awatar użytkownika
I needed to be somewhere different. Maybe I needed to be someone different, too.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

003.
So much to say but I don't speak
Pchnęła drzwi do knajpy i weszła do środka, odruchowo otrzepując buty ze śniegu. Przyzwyczajona do raczej łagodnych zim w Seattle zdążyła prawie zapomnieć, jak to wyglądało w Toronto. Ciepła czapka była teraz nieodłącznym elementem jej zimowego stroju; jak tylko ją ściągnęła, przesunęła dłonią po i tak poczochranych włosach. Gdy podeszła kelnerka, Mars powiedziała, że robiła rezerwację i została zaprowadzona dokładnie tam, dokąd chciała. Dwuosobowy stolik we wnęce dawał prywatność i oddzielał gości trochę od głównej sali, gdzie zazwyczaj było dość gwarno i głośno.
Była pierwsza. Oczywiście, zadbała o to, pojawiając się na miejscu dobre piętnaście minut przed umówionym czasem. Nie chciała dopuścić do tego, że mogłaby się spóźnić, tak jakby to z marszu miało zadziałać na jej niekorzyść. A ostatnio przecież takie przypadki jej się zdarzały. A to wracała do domu z poczuciem, że na pewno nie zakręciła tego cholernego kranu, a to pół godziny szukała przeklętego miejsca parkingowego. Na szczęście tego dnia los jej sprzyjał.
W oczekiwaniu na Blair poprosiła tylko o szklankę wody i wychyliła się delikatnie, by rozejrzeć po knajpie, na tyle na ile mogła ze swojego miejsca. Wystrój trochę się zmienił w przeciągu tych kilkunastu lat, odkąd zaczęła tu przychodzić, ale wciąż czuła klimat tego miejsca, nawet jeśli trochę przytłumiony przez stres, który jej towarzyszył. Nie do końca wiedziała, czego się spodziewać po dzisiejszym spotkaniu, choć wiedziała, co musi zrobić ze swojej strony. Czuła się podle. Blair była jedną z najbliższych jej osób, a ona odcięła się od niej, jakby ich przyjaźń nic nie znaczyła. Nie wiedziała, czy przyjaciółka jej to wybaczy, ale przecież musiała spróbować jakoś to naprostować. I tak zbyt długo zwlekała. Nie dlatego, że nie chciała się spotkać. Po prostu było jej wstyd. Kiedy usłyszała zbliżające się kroki, siłą powstrzymała się, by nie poderwać się z miejsca, by przytulić na powitanie Blair, jak to miała w zwyczaju. Nie była pewna, czy Mayfield sobie tego życzy, musiała być na nią wściekła, czemu Marseille wcale się nie dziwiła.
Cześć – powiedziała, uśmiechając się. – Dzięki, że zgodziłaś się ze mną spotkać. – Naprawdę się cieszyła, bo przecież nie mogła brać tego za pewnik. Byłoby to szczególnie nie w porządku wobec tego, jak sama się zachowała. Przesunęła w stronę dziewczyny jedną z dwóch kart, bo kątem oka widziała, że kelnerka zerka w ich stronę, pewnie gotowa niedługo przyjść po zamówienie. – Milion lat nie jadłam ich pizzy. – Pewnie ostatni raz jeszcze przed wyjazdem na studia, wtedy kiedy tak często tutaj wpadały. Choć żołądek miała tak ściśnięty, że wcale nie była pewna, czy coś przełknie. – Właściwie byłam trochę zaskoczona, że to miejsce dalej stoi, teraz już pewnie rządzi nim ten przystojny syn tamtego właściciela, pamiętasz go? – Powinna przejść do rzeczy, ale nie potrafiła, tak jakby coś ją zablokowało na amen. Łatwiej było gadać o nieistotnych kwestiach, aczkolwiek było to tylko odsuwanie nieuchronnego.

Blair Mayfield
gall anonim
chcę grać z człowiekiem, nie sztuczną inteligencją; poza tym nie znikaj bez słowa i nie narzucaj, co moja postać ma myśleć i robić, a na pewno się dogadamy
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

003.

Skłamałby gdyby stwierdziła, że dzisiejszy dzień jej nie stresował. Ostatni tydzień był istnym urwaniem głowy i nie zapowiadało się, żeby i w tym miało być inaczej. Siedziała na cotygodniowym spotkaniu zarządu i patrzyła niecierpliwie na zegarek. Nie lubiła przeciągania tematów, a dzisiaj szanownemu zarządowi rozmawiało się nad wyraz dobrze. Szkoda, że było tak zawsze, gdy miała plany i się spieszyła. Z dwojga złego cieszyła się, że Mars nie umówiła się z nią konkretnie na godzinę, którą podała. Miała pół godziny zapasu i zadziałało to na jej korzyść, przynajmniej nie musiała pisać, że się spóźni. Nienawidziła przyjeżdżać po czasie i plułaby sobie w brodę, zwłaszcza że było to spotkanie po latach. Zaparkowała pod restauracją, która przywoływała wiele miłych wspomnień; to tutaj najczęściej przychodziły, gdy chciały wyjść na miasto. Było to ich główne miejsce obgadywania tematów, największych burz mózgów, ale jednocześnie tłusta pizza niejednokrotnie poprawiała im humor. Przyjechała na czas, nawet kilka minut wcześniej i na wejściu poinformowała obsługę, że jest już z kimś umówiona. Dostała informację, że pani Newton już jest na miejscu, za co kiwnęła w podziękowaniu głową, kierując się do ich stolika. Już kawałek dalej widziała rudą, znajomą czuprynę i nie umiała powstrzymać oddechu ulgi, mimo że jej żołądek nadal zawiązany był w stresowy supeł. Odcięcie się Marseille było nagłe i Blair nie potrafiła wytłumaczyć tego w racjonalny sposób. Szukała kontaktu, jednak młodsza przyjaciółka przestała jej odpowiadać, a ona od ich wspólnych znajomych wiedziała tylko tyle, że żyje. Ta informacja musiała jej wystarczyć, bo nie miała innego dojścia i źródła, żeby dowiedzieć się, co poszło nie tak. Zaczęła analizować ich ostatnie rozmowy — może czymś ją zraniła? Może powiedziała coś nieodpowiedniego? Im dłużej myślała, tym zaczynała wymyślać i nadinterpretowywać, aż w końcu czuła, że musi postawić wysoki mur między jej obecnym życiem a myśleniem o przyjaźni sprzed lat. To nie była jej decyzja i niewątpliwie ją to zabolało, jednak nie mogła tego aż tak roztrząsać, chociażby ze względu na jej psychikę.
Teraz coś w niej pękło. To wewnętrzne uczucie ulgi sprawiło, że miała ochotę ją wyściskać, jednak sama Newton nie poczyniła pierwszego kroku. Może nie powinna? W końcu nie wiedziała co się stało, że nagle zerwała z nią kontakt.
— Hej, Mars — przywitała się, odpowiadając jej tym samym, miłym uśmiechem i zdjęła swój płaszcz oraz szal, odkładając go na na pobliski wieszak. Usiadła na przeciwko dziewczyny, od razu nawiązując z nią kontakt wzrokowy. — Nie dałabym rady odmówić — stwierdziła zgodnie z prawdą. Mogła być na nią zła, mogła strasznie wkurzać się na całą tę sytuację, ale nie odmówiłaby jej spotkania; bo może coś się stało, a może po prostu zżerałaby ją ciekawość, gdyby postąpiła inaczej. Przysunęła w swoim kierunku kartę, tylko na chwilę spuszczając na nią swoje spojrzenie, bo bardziej niż jedzenie interesowało ją to, co miała do powiedzenia dziewczyna. — Zgadzam się, prawdopodobnie ostatni raz byłam tutaj z tobą — stwierdziła, przez chwilę zastanawiając się, czy po drodze mogła mieć okazję, żeby tutaj zajść. Najprawdopodobniej nie i robiła to z czystego sentymentu, bo w końcu to było ich miejsce. Spojrzała na nią niedowierzając, że tak łatwo mówiła o błahostkach; zupełnie jakby nie widziały się kilka dni, a nie kilka miesięcy. — Marsie… — zdrobniła jej imię, jak to miała w zwyczaju i westchnęła cicho, zaraz kiwając głową. — Ciężko byłoby zapomnieć, skoro robiłaś wszystko, byle tu na niego wpaść — dodała z lekkim rozbawieniem. Były to miłe wspomnienia, wzbudzały w niej lekką nostalgię, choć teraz wolałaby wiedzieć, do czego dążyło to spotkanie. Nie lubiła niejasności, a teraz, gdzieś wewnątrz siebie, czuła się zakłopotana. — Na co masz ochotę? — zapytała, przyjmując, że to nie ona powinna zaczynać poważny temat. Może Mars nie była na to gotowa? Zganiła się w głowie za te myśli; czas na analizę ich znajomości już dawno minął.

Marseille Newton
29 y/o
For good luck!
173 cm
rzuciła pracę w NGO żeby sprzedawać książki i rysować
Awatar użytkownika
I needed to be somewhere different. Maybe I needed to be someone different, too.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od powrotu do Toronto, co nastąpiło pod koniec listopada, Marseille naturalnie myślała o Blair. Była w końcu jej najlepszą przyjaciółką. Staż ich przyjaźni był długi, ale nie to było najważniejsze – znacznie bardziej istotna była więź, która nie osłabła z biegiem lat, choć każda z nich przecież ruszyła swoją drogą. Rok przed Newton, to Blair wyjechała z rodzinnego miasta do Bostonu, a gdy Marseille skończyła szkołę poniekąd poszła w jej ślady, tylko wybrała zgoła inny kierunek – Seattle. Wyjechała na studia, mimo wszystko licząc się z tym, że raczej tu nie wróci. Toronto jak każde inne duże miasto, dawało równie duże perspektywy, ale jej zależało na tym, by znaleźć się daleko od rodziców. Nie dlatego, że ich nie kochała. Może właśnie przez to wolała być daleko. Zazwyczaj nie mówili tego wprost, ale Marseille czuła, że byli trochę zawiedzeni jej wyborem ścieżki życiowej. Miłością ich rodziców była nauka, to ona zawsze stawała na pierwszym miejscu w ich domu i oboje chyba liczyli na to, że córka wybierze podobną drogę. Że będzie robiła te wszystkie ważne rzeczy, odkryje nowy, przełomowy lek albo chociaż nowe ciało niebieskie w galaktyce. Nic takiego jednak nie nastąpiło, a rudowłosa czuła, że dla ich relacji ta rozłąka będzie po prostu lepsza.
Ale życie nie potoczyło się tak jak planowała. Wcale a wcale.
A teraz to już i tak nie miało znaczenia.
Ale miałabyś do tego pełne prawo, obie to wiemy. Nie mogłabym mieć pretensji – powiedziała w odniesieniu do zgody Blair na to spotkanie. Chciała, by Mayfield wiedziała, że nie ma z jej strony fałszu w tym sformułowaniu. Znała Blair, czuła, że się zgodzi, co nie zmieniało faktu, że inny scenariusz musiałaby po prostu zaakceptować. W końcu to ona urwała kontakt, to ona przestała pisać wiadomości, a potem nawet na nie odpowiadać. To ona spieprzyła sprawę dokumentnie.
Winna - przyznała z łagodnym uśmiechem na wspomnienia o chłopaku, który wtedy tylko pomagał ojcu przy prowadzeniu biznesu. Strasznie jej się podobał. Był starszy, wytatuowany, a Marseille zawsze wodziła za nim maślanymi oczami. – Ciekawe, czy dalej jest taki przystojny, czy się zapuścił i ma teraz brzuszek piwny, jak jego ojciec – głośno się zastanawiała, chyba tylko po to, żeby coś mówić. Poprzedni właściciel obiektywnie może i nie był taki zły, ale w oczach tamtej Marseille – nastolatki – był przede wszystkim stary. Opuściła wzrok na kartę, chwilę ją studiując.
Pewnie ich pizza to już nie to samo, ale i tak chętnie spróbuję. Jesteś samochodem? Jeśli nie, może napijemy się czegoś mocniejszego? – zaproponowała, co już samo w sobie mogło sugerować, że być może potrzebuje czegoś na odwagę. Niezależnie od decyzji Blair, swoimi wyborami mogły się podzielić z kelnerką, które widząc, że przeglądają menu, podeszła do nich z karteczką, gotowa na przyjęcie zamówienia.
Gdy kobieta odeszła, Marseille zebrała się w sobie.
Jestem w Toronto od dwóch miesięcy. Chciałam odezwać się wcześniej, naprawdę, ale wiedziałam, że jeśli to zrobię, to muszę postawić na szczerość i chyba nie byłam na to gotowa – powiedziała na jednym wydechu, nie uciekając wzrokiem. Uśmiechnęła się blado. – Ale najpierw mi powiedz, u ciebie wszystko w porządku? – Naprawdę miała nadzieję, że to właśnie usłyszy, bo zawsze chciała dla Mayfield jak najlepiej, chciała, żeby jej się układało.

Blair Mayfield
gall anonim
chcę grać z człowiekiem, nie sztuczną inteligencją; poza tym nie znikaj bez słowa i nie narzucaj, co moja postać ma myśleć i robić, a na pewno się dogadamy
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Blair zawsze z podziwem obserwowała, gdy ludzie w jej bliskim otoczeniu stawiali na swoim. Lubiła ludzi konkretnych, sama niejednokrotnie wolała przejąć kontrolę nad sytuacją, choć jej sprawy rodzinne… były tego kompletnym przeciwieństwem. Od dziecka była skierowana w jedną stronę, jeden zawód, mimo że jej rodzice sumiennie zaprzeczali, że wyszło to naturalnie i poczuła ich dryg. Nie kwestionowała tego, bo w jej wspomnieniach nie umiała przypomnieć sobie chwili, w której byłaby przymuszona do zajęć plastycznych, odwiedzin w firmie czy jakiegoś pomniejszego oglądania pracy jej ojca. Nie zmienia to jednak faktu, że jej rodzice lubili rządzić swoimi dziećmi i skoro jedno zbuntowało się, wypinając się na ich oczekiwania, to cała fala uderzyła w nią. A ona — mimo że czasami miała tego naprawdę dosyć — to wysłuchiwała kolejnych rzeczy; przyjmowała kolejne oczekiwania, kolejne pomysły i narzucane scenariusze. Takie było jej życie, jej codzienność, akceptowała to; a jednocześnie zadawała sobie pytanie, co by było gdyby w końcu odpowiedziała nie.
Marseille była powiewem świeżość w jej codziennej rutynie, głównie przez to, że nie widziały się naprawdę dawno. Pomijając ich chwilową przerwę, ciężko było o częste spotkania, gdy mieszkało się po dwóch różnych stronach kontynentu. Nie wszystko da się dojrzeć podczas rozmowy przez kamerkę czy wymianę wiadomości, skoro to twarz zawsze zdradzała najwięcej.
Zawsze był wybór — mogła się nie zgodzić albo kompletnie zignorować jej wiadomość. Czy byłaby w stanie to zrobić, skoro znały się przez większość swojego życia? Mayfield za bardzo ceniła swoich bliskich, aby móc to zrobić. W tym całym trudnym świecie dbała o relację, na których zależało jej najbardziej. Newton zdecydowanie zaliczała się do tego grona, mimo że Blair nie do końca rozumiała ich sytuację. Ominęły ją najważniejsze szczegóły, które z pewnością i dla niej nie będą łatwe.
Uśmiechnęła się z lekkim rozbawieniem na przyznanie się Mars. To miejsce miało również wiele dobrych wspomnień i oczami wyobraźni była w stanie widzieć sceny z przeszłości, kiedy jej przyjaciółka starała się robić wszystko, by zaskarbić uwagę syna właściciela. Może i on próbował się jej przypodobać? W końcu był tu naprawdę często. — Jeśli przejął biznes po ojcu, to może gdzieś go tu wypatrzymy — zasugerowała, rozglądając się po pomieszczeniu pierwszy raz, odkąd tu weszła. Wcześniej była zainteresowana jedną osobą, teraz przyjrzała się restauracji, która teoretycznie nie zmieniła się wiele, a jednak była odnowiona. Dalej utrzymywała taki sam wystrój, ustawienie stolików się nie zmieniło — było to pocieszające, bo w pędzącej codzienności, chociaż coś zachowywało się tak, jak kiedyś.
— Trzeba ocenić, jak bardzo zmieniło się to miejsce — rzuciła, przenosząc z powrotem wzrok na dziewczynę, odnosząc się do jej słów o pizzy. Może smak pozostał bez zmian? — Możemy napić się czegoś mocniejszego. — Kiwnęła głową, mimo wszystko ciesząc się, że została tu przywieziona, dzięki temu powrót to nie był problem, choć i w tym przypadku ogarnęłaby to bez problemu. W końcu jeśli nie kierowca, to zadzwoniłaby po narzeczonego.
Zamówiły swoje dania i napoje, po czym Blair przeniosła na Mars uważne spojrzenie, zastanawiając się, czy będzie ciągnąć jakiś błahy temat, czy przejdzie do konkretów. Jestem w Toronto od dwóch miesięcy. Już na samym początku uniosła lekko brwi, ale nie wyglądała na złą. Tym bardziej, że późniejsze słowa dały jej do myślenia i czuła zaciskający się stres w jej brzuchu. Jaka szczerość? Na co miałaby być gotowa? Czuła się nieco oszołomiona, jednak kiwnęłą głową na jej pytanie. — U mnie wszystko w porządku. Powiedziałabym, że po staremu — odpowiedziała dość krótko. Nie była w stanie opowiadać jej teraz o swoim życiu sprzed pół roku, o ślubnej presji ze strony rodziców i stresu, jaki jej towarzyszy. To nie była rozmowa na teraz, skoro pozostawiła ją z napiętym tematem. — Niepokoisz mnie, Mars. Na co musiałaś się tak przygotowywać i co się stało, że tak z dnia na dzień po prostu się odcięłaś? — zapytała, nie chcąc przedłużać. Nie chciała też wywierać na niej presji, ale skoro powiedziała A, to trzeba było powiedzieć B. — Mimo że nie rozmawiałyśmy tak długo, to nic się nie zmieniło. Możesz mi powiedzieć wszystko co leży ci na sercu i o nic się nie obawiać — dodała, chcąc okazać jej maksymalne wsparcie w temacie, który najwidoczniej był dla niej trudny. Chciała, żeby wiedziała, że nie była na nią zła — bardziej zbita z tropu i skonfundowana, ale nie zła. Zwłaszcza jeśli po jej całej posturze była w stanie dostrzec stres. Coś było nie tak.

Marseille Newton
29 y/o
For good luck!
173 cm
rzuciła pracę w NGO żeby sprzedawać książki i rysować
Awatar użytkownika
I needed to be somewhere different. Maybe I needed to be someone different, too.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Marseille od zawsze wiedziała, że nauka jest dla jej rodziców najważniejsza, co było już teraz zwykłym stwierdzeniem faktu, nie niosącym za sobą zbyt wielu emocji, choć na różnych etapach jej życia ta świadomość była dla niej trudna. Od dziecka była przyzwyczajona do tego, że rodzice – każde z nich – żyli trochę w swoich światach, w dodatku takich, które rzadko miały się okazję ze sobą spotykać. Czasem podejrzewała, że stało się to tylko raz, czego konsekwencją była ona. Niby wszyscy żyli razem, ale mimo wszystko osobno. Miała szczęście, że jej dziadkowie byli blisko, że dbali o to, żeby rozwijała się z poczuciem, że jest chciana i kochana. Rodzice też ją kochali, nie wątpiła w to, ale raczej taką miłością trudną, surową. Czasem miała wrażenie, że próbowali patrzeć na nią jak na swój kolejny projekt badawczy, a nie osobę z krwi i kości.
Co konkretnie było przyczyną tego płaczu?
Czy ta reakcja przyniosła pożądany efekt?
Jak oceniasz swój dzisiejszy nastrój w skali od jednego do dziesięciu?
Chyba naprawdę wierzyli wówczas, że siedmiolatka potrafi spokojnie i obiektywnie ocenić poziom swojej frustracji po wypłakiwaniu oczu za ulubioną maskotką, która któregoś dnia po prostu zapadła się pod ziemię.
I pewnie po trosze liczyli na to, że ona również podąży w swoim życiu tą samą ścieżką – wierna nauce. Ale to nigdy nie była do końca jej droga.
Chociaż teraz miała też wątpliwości, na ile życie, które teoretycznie zbudowała na własnych zasadach, było rzeczywiście jej. Długo myślała, że jest szczęśliwa – no, może to było duże słowo. Ale zadowolona i spełniona – tak. Nie czuła się jak zamknięta w klatce, lubiła swoją pracę, była w udanym jak jej się wydawało związku, planowała ślub. Ale gdyby tak było to tamta sytuacja nie sprawiłaby przecież, że nagle zaczęła się czuć obco we własnym życiu. W pracy, w domu – jakby nigdzie nie pasowała. I nigdy nie nauczona dzielenia się swoimi emocjami, nie potrafiła o tym mówić. Spróbowała raz i to rozwaliło jej związek.
A teraz chciała spróbować ponownie.
Korzystając z tego, że kelnerka jeszcze nie wróciła z zamówieniem, więc nikt im nie przeszkadzał, Marseille postanowiła przynajmniej zacząć, bo może tak będzie łatwiej, może wystarczyło tych kilka pierwszych słów, żeby jakoś poszło.
Odetchnęła głęboko, kiedy przyjaciółka zapewniła, że u niej wszystko w porządku. Nie chciała teraz drążyć, czy aby na pewno to szczere słowa, bo jakkolwiek egoistycznie to nie brzmiało, podejrzewała, że gdyby skupiła się na czymś innym, stchórzyłaby przy własnym wyznaniu.
Dobra, po prostu spróbuję to powiedzieć – zadecydowała bardziej chyba do siebie niż do Blair, przecierając dłońmi twarz w nerwowym odruchu. – Chyba ci kiedyś wspominałam, że na poprzednie urodziny dostałam voucher na sesję zdjęciową. – Wydawało jej się, że rozmawiały o tym, że rodzice i siostra jej narzeczonego zrzucili się na ten prezent, za co była im wdzięczna, bo zawsze chciała się wybrać na taką profesjonalną sesję, ale jakoś nigdy nie było okazji. Znaleźli fotografa z dobrymi opiniami i nawet Marseille pamiętała rozmowę ze swoją niedoszłą szwagierką, że jeśli będzie w porządku, to może warto byłoby go zapytać o ofertę ślubną. – Gdzieś w połowie roku poszłam na tą sesję. Umówiliśmy się bliżej wieczora, poszłam sama, Milesowi wtedy wypadła jakaś delegacja. Ten facet – fotograf, wydawał się naprawdę w porządku. Nawet zaproponował mi coś do picia. – Jej głos zadrżał, chyba wyraźnie dając znać, że dochodzi do tej mniej przyjemnej części historii. Nie od razu podjęła wątek, głównie dlatego, że pojawiła się kelnerka, która przyniosła ich zamówienie. Marseille nawet nie spojrzała na pizzę, ale od razu sięgnęła po drinka i upiła dość dużego łyka. Nie pomogło. – Myślę, że wydarzyło się wtedy coś, czego nie chciałam – powiedziała, unosząc spojrzenie na przyjaciółkę, jakby badała jej reakcję. Z jednej strony nie miała powodów zakładać, że Mayfield będzie ją oceniała, a z drugiej przecież to samo myślała, kiedy zwierzała się z tego byłemu narzeczonemu. A wtedy okropnie się pomyliła.

Blair Mayfield
gall anonim
chcę grać z człowiekiem, nie sztuczną inteligencją; poza tym nie znikaj bez słowa i nie narzucaj, co moja postać ma myśleć i robić, a na pewno się dogadamy
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Trudna miłość rodzicielska była przekleństwem każdego dziecka, które na to natrafiło. Nigdy do końca nie można było stwierdzić, co było złe, a co dobre, gdy wychowywało się w otoczeniu, które z jednej strony było środowiskiem naturalnym, a z drugiej późniejsze życie pokazywało, że u innych jednak było inaczej. Blair z pewnością byłoby ciężej, gdyby przypadło jej spędzać więcej czasu z rodzicami, w końcu duży, jak i nie największy, wkład w jej dzieciństwo miała jej niania. Dziadek zmarł przedwcześnie, babcia zawinęła się niedługo po nim, a państwo Mayfield byli pochłonięci odbudową firmy, którą dostał w spadku jej ojciec. Wkład w ich rozwój dotyczył nauki, szukania zainteresowań i nakierowania na jedną przyszłość, co po latach nazywa bezczelną manipulacją; choć nie wyszła na tym źle. Nie czułaby się dobrze, gdyby miała do nich pretensje. Czy była szczęśliwa? A czy ktokolwiek potrafił bez zająknięcia powiedzieć definicję szczęścia? Żyło jej się dobrze, choć zawsze można było się dopatrzeć czegoś, co mogłoby być lepsze.
Siedziała jak na szpilkach, wyczekując tego, co Mars chciała jej opowiedzieć. Dobrze, że nie zarzuciła tematem już w smsie, bo do czasu spotkania, Blair stworzyłaby milion scenariuszy — zarówno tych dobrych, jak i złych. Choć teraz, siedząc naprzeciwko niej i widząc stres, który zjadał Newton, skreśliłaby ze swojej listy wszystko co pozytywne. Miała wrażenie, że zaczynała współdzielić z nią te negatywne emocje, odbierała od niej to zdenerwowanie i w głębi serca niecierpliwiła się. Nie było w tym nic dziwnego, skoro swego czasu były ze sobą naprawdę blisko. Niektórych relacji nie dało się ot tak przekreślić.
— Tak, pamiętam. Cieszyłaś się z tego prezentu — przytaknęła, patrząc na nią podejrzliwie. Prezenty, które mogły pozwolić na zrealizowanie swoich marzeń, zawsze były najlepsze. W pewnym momencie Blair doznała olśnienia i krótki przebłysk uświadomił jej, że nigdy nie widziała rezultatów tej sesji. Ba, w tym okresie ich kontakt osłabł, a nawet w pewnym momencie kompletnie zniknął. Kolejne słowa nieco ją zamurowały, bo historia zaczynała brzmieć jak te wszystkie przestrogi, o których słyszało się nie raz i nie dwa; jak te wszystkie okropne historie kobiet, które dopiero po latach były w stanie zwierzyć się, że mężczyzna, który pojawił się na ich drodze, okazał się kompletnym zwyrolem. Nie była w stanie opuścić z niej spojrzenia. Nie chciała jej osaczać, ale próbowała doszukać się choć jednej mimiki, która uspokoiłaby ją i odsunęła od niej najgorszy scenariusz, który właśnie pojawił się w jej głowie. — Myślisz? — powtórzyła za nią i poczuła nieprzyjemny dreszcz, prawie jakby oglądała horror. — Czyli nie pamiętasz tamtego wieczoru? — zapytała w najbardziej delikatny sposób, jaki przyszedł jej na poczekaniu do głowy. Nie chciała od razu wysuwać oskarżeń, nie chciała narzucać tych brutalnych słów. Kompletnie nie interesowało ją to, co przyszło na stół, bo doszukiwała się w jej spojrzeniu choć małego potwierdzenia tego, że nie doszło do najgorszego; że nie została wykorzystana i to jeszcze będąc całkowicie bezbronną.

Marseille Newton
29 y/o
For good luck!
173 cm
rzuciła pracę w NGO żeby sprzedawać książki i rysować
Awatar użytkownika
I needed to be somewhere different. Maybe I needed to be someone different, too.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Toronto, być może jak każde duże miasto, zmieniało się szybko i dynamicznie. Marsie się tu urodziła i wychowała, znała dobrze ruchliwe ulice, wysokie bloki, parki, w których spędzała czas po szkole, jeśli akurat nie wracała do domu, by uczyć się do najbliższego sprawdzianu. Ale kiedy wróciła tu po dekadzie przerwy, czuła się, jakby to było zupełnie inne miejsce. Sklepy, w których kiedyś robiła zakupy, zostały zastąpione przez inne albo stały puste. Ulubiony park tak się rozbudował, że Marseille nie mogła znaleźć swojego ulubionego spotu.
Nawet to miejsce – od razu było czuć upływ czasu. Zostały pewne rzeczy, elementy, które nawiązywały do poprzedniego wystroju, tak jak układ stolików, ale od razu było wiadomo, że mnóstwo się zmieniło. Że minęło wiele lat, nim ostatni raz wpadły tu po szkole. Nic nie stało w miejscu, wszystko się zmieniało. W mniejszym lub większym stopniu.
Marseille poczuła, że przestała za tym nadążać. Tak jakby tamtego wieczoru straciła własną siłę napędową. Wszystko, co było dotychczas ważne w jej życiu, po prostu przestała mieć znaczenie. Praca już nie była taką, w której czuła, że robi istotne rzeczy. Coraz częściej dostrzegała biurokrację i sabotaże, które sprawiały, że nikt nie podejmował ważnych decyzji, które mogłyby realnie odmienić czyjś los. Rozmowy, które toczyły się za zamkniętymi drzwiami, były zupełnie innego od tego, co potem padało w przestrzeni publicznej. Nawet jej długoletni związek okazał się po prostu wydmuszką, która została zgnieciona przy najmniejszym problemie.
Marseille zerknęła na pizzę, ale miała żołądek tak związany w supeł, że nie sądziła, by była w stanie w tym momencie cokolwiek przełknąć.
Uważnie obserwowała Blair, bo chyba po prostu bała się, że mogłaby zobaczyć u niej to samo, co zobaczyła u Milesa, kiedy w końcu po miesiącach milczenia, postanowiła wyznać mu prawdę – nieufność, złość i co najgorsze rozczarowanie. Był rozczarowany nią i tym, co według niego zrobiła. A przecież to ona miała prawo do rozczarowania.
Ale nic z tego nie zobaczyła u Blair i chyba to też dodało jej odwagi.
Nie bardzo. Musiał urwać mi się film. Ale – wzięła głęboki oddech, przygotowując się wewnętrznie do tego, co jeszcze chce powiedzieć – obudziłam się dopiero następnego dnia w motelu, dobry kawałek od jego studia. Byłam ubrana, ale jeśli to nie on mnie odurzył, to po co ta szopka z motelem? – Na początku próbowała sobie to jakoś tłumaczyć, racjonalizować, ale za każdym razem ostatecznie dochodziła do wniosku, że to wszystko nie ma sensu. Coś musiało się wydarzyć w tym studio, choć Marseille z całego serca życzyłaby sobie, żeby było inaczej. Ale przecież była realistką. – Trudno mi było po tym funkcjonować, nie umiałam rozmawiać z ludźmi – przyznała po chwili, w ten sposób chcą jej wyjaśnić, dlaczego tak raptownie urwała kontakt. – Kiedy powiedziałam Milesowi, nie uwierzył mi i oskarżył o zdradę – dodała gorzko, bo czuła, że może o tym powiedzieć Blair. Wszyscy inni zawsze uważali jej byłego narzeczonego za ideał i tak.

Blair Mayfield
gall anonim
chcę grać z człowiekiem, nie sztuczną inteligencją; poza tym nie znikaj bez słowa i nie narzucaj, co moja postać ma myśleć i robić, a na pewno się dogadamy
ODPOWIEDZ

Wróć do „Bar Poet”