ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
173 cm
rzuciła pracę w NGO żeby sprzedawać książki i rysować
Awatar użytkownika
I needed to be somewhere different. Maybe I needed to be someone different, too.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002.
Just one more line.
Drzwi do sali otworzyły się z hukiem i nieco rozczochrana, a na pewno zziajana, Marseille wpadła do środka, zwracając na siebie uwagę nie tylko prowadzącego, ale również prawdopodobnie innych kursantów. Na jej policzki wstąpiły delikatne rumieńce. Nigdy nie lubiła bycia w centrum uwagi, nic więc dziwnego, że poczuła się trochę głupio z tymi wszystkimi spojrzeniami, utkwionymi w niej. Kiedyś nie lubiła się też spóźniać, od dziecka uczona tego, żeby zawsze szanować czas swój i innych. Wielokrotnie bywała gdzieś wcześniej, byleby tylko uniknąć ryzyka tego, że coś niespodziewanego mogłoby stanąć jej na drodze i przez to straciłaby cenne minuty. Nauka, która towarzyszyła jej przez prawie trzydzieści lat życia nie będzie pewnie taka łatwa do wyplenienia. Tym razem poszło o miejsce parkingowe. Mars zazwyczaj parkowała na terenie kampusu, ale dziś chyba w którejś jego części musiał odbywać się jakiś wykład albo inne ważne wydarzenie, ponieważ dosłownie nigdzie nie było miejsca. Zanim cokolwiek znalazła, było już późno, a ona miała jeszcze sporą trasę do pokonania. A przecież nienawidziła biegać.
Przepraszam! – wyrzuciła z siebie i rozejrzała się, chcąc czym prędzej zająć miejsce, podczas gdy prowadzący podjął temat, który wcześniej urwał, kiedy wbiegła do środka. Tam, gdzie zazwyczaj siadywała było już dziś zajęte, ale zobaczyła, że z tyłu pozostawało jedno wolne stanowisko. Mars ruszyła w jego kierunku, balansując, by nie nadepnąć na niczyją własność, a na podłodze leżały różne rzeczy. W końcu opadła na stołek, wciąż oddychając trochę ciężko, po tej niespodziewanej aktywności fizycznej. Położyła na podłodze torbę. Chociaż mieli na kursie zapewnione przybory to i tak lubiła mieć ze sobą własne ołówki, czasem się przydawały, gdy starała się o bardziej miękką linię, wtedy taki wyrobiony ołów nieco lepiej działał.
Rozejrzała się po sali, ludzie znów skupili się na swoich kartkach, niektórzy już zaczęli coś na nich rysować, a Marseille zerknęła na zegarek. Wyrobiła się wprawdzie w kwadransie studenckim, ale ominęło ją najwyraźniej istotne wprowadzenie.
Hej – odezwała się cicho, wychylając lekko w kierunku mężczyzny, który siedział najbliżej niej. – Co dzisiaj rysujemy? – spytała, spoglądając na niego z niemą prośbą o pomoc. Kojarzyła go oczywiście z poprzednim spotkań, ale jeszcze nie mieli okazji rozmawiać. Właściwie dotychczas Mars nie rozmawiała tu z nikim oprócz prowadzącego.

William N. Patel
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
chcę grać z człowiekiem, nie sztuczną inteligencją; poza tym nie znikaj bez słowa i nie narzucaj, co moja postać ma myśleć i robić, a na pewno się dogadamy
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Niby słucham prowadzącego, ale koleś ma tak potwornie nudny głos, że oczy same mi się zamykają. Nie to, żeby nie mówił ciekawie, gdzieś w jego głosie czaiła się dosyć wyraźna nutka pasjonata, ale wciąż - ton był tak monotonny, że z powodzeniem mógłby zapowiadać pociągi. Czuję, że moje powieki robią się coraz cięższe i dopiero głośny huk drzwi sprawia, że otwieram szeroko ślepia, wpatrując się w dziewczynę. Poprawiam się na siedzisku, wodząc za nią spojrzeniem, bo zmierza w moim kierunku. Nogą przesuwam swoje rzeczy pod krzesło, żeby się czasem na potknęła, bo trochę się tu porozwalałem - gdzieś z wnętrza torby wysypują się krzyżówki i jakaś gruba książka, potem się tym zajmę. Posyłam koleżance delikatny uśmiech i kiwam głową na znak, że może usiąść. Wcześniej nie mieliśmy okazji porozmawiać, co dziwne, bo ja z kolei gadałem tutaj ze wszystkimi - już po pierwszych zajęciach okazało się, że rysunek nie jest moją gałęzią sztuki i chociaż kochałem malarstwo, a obrazy naprawdę potrafiły mnie wzruszyć, to sam dużo lepiej odnajdywałem się w świecie dźwięków. Przychodziłem więc głównie po to, żeby zająć sobie czas i dla towarzystwa. Przyglądam się jej z zaciekawieniem, kiedy zajmuje miejsce tuż obok - Cześć - witam się - Portrety - rzucam, a zaraz zabieram się za tłumaczenie - Mamy się podobierać w pary, będziemy rysować siebie nawzajem - rozglądam się po sali, większość ma już swojego modela, otacza nas szuranie krzeseł i ciche rozmowy, chociaż prowadzący kontynuuje swój wywód. Ja już go średnio słucham - Będziemy razem? - proponuję, wracając do niej wzrokiem, wbijam w nią swoje ciemne, brązowe oczy - Wiedziałaś, że kiedyś ludzie domalowywali sobie drogie ubrania i biżuterię, żeby zaznaczyć swój status? Nie chodziło o prawdę, tylko wiesz, żeby się pokazać - pytam, bo to wyłapałem gdzieś w monotonnym monologu prowadzącego i chciałem zabłysnąć. W sumie ciekawe, teraz raczej działało to w drugą stronę, jeśli ktoś decydował się na portret to liczył, że ujrzy tam siebie, trochę więcej emocji, trochę mniej materialności, przynajmniej tak mi się wydawało - A, William - przedstawiam się jeszcze, wyciągając do niej rękę. Mieliśmy okazję, żeby się wreszcie poznać, ostatecznie następne trzy godziny spędzimy patrząc sobie w oczy. Prawie że romantycznie.

Marseille Newton
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
29 y/o
For good luck!
173 cm
rzuciła pracę w NGO żeby sprzedawać książki i rysować
Awatar użytkownika
I needed to be somewhere different. Maybe I needed to be someone different, too.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała niestety tej naturalnej umiejętności zagadywania do każdego i podtrzymywania small talków. Często zatopiona we własnych myślach jak tylko kończyły się zajęcia podrywała się ze swojego miejsca i wypadała na zewnątrz, nawet nie zwracając uwagi na to, że większość kursantów wymienia między sobą jakieś uwagi. Dotychczasowe prace też raczej sprzyjały temu, że każdy był poniekąd zajęty sam sobą, ale to najwyraźniej miało się to zmienić.
Całe szczęście, że nie znów martwą naturę – odetchnęła z ulgą, słysząc, że tematem dzisiejszego spotkania są portrety. Może też powinna skupić się na tym, co w międzyczasie tłumaczył jeszcze prowadzący, ale właściwie jakie to miało znaczenie? To była sztuka, trudno było źle wykonać jakieś zadanie. – Nuda. Ile można rysować koszyk z owocami? – zapytała trochę retorycznie, a trochę licząc, że może jej rozmówca ma podobne zdanie na ten temat. Marseille lubiła rysować różne rzeczy. Ludzi – to oczywiste, choć ci byli trudni. Te wszystkie detale i szczegóły, bez których przecież konkretne osoby nie mogły istnieć, a które czasem i dziesięć razy nie udawało się przenieść na papier. Przyrodę, jej piękno i to, że ciągle się zmieniała. Sytuacje, których obserwatorem była w codziennym życiu. Martwą naturę najmniej, bo z samego założenia ta kompozycja była jakoś zaplanowana, ustalona. Statyczna, trochę jak jej dotychczasowe życie.
Ale nie musimy się rozbierać? – zażartowała, bo nie sądziła, że prowadzący kazałby ich rysować akty w parach. Jakby jednak w odniesieniu do własnych słów sama zaczęła to robić, ale tylko trochę, bo ściągnęła z ramion marynarkę, którą rzuciła na podłogę obok swoich rzeczy. W sali było ciepło, a ona miała przecież pod spodem bluzkę na ramiączkach. – Jasne, chętnie – zapewniła, bo wydawał się sympatyczny. – O, to trochę jak dzisiejsi influencerzy, oni też udają w internecie, że mają drogie auta, a tak to pewnie są na leasing. Tylko już sobie domalowywać nic nie muszą, bo teraz mają photoshopa. Zawsze mogą sobie dodać to i owo. Albo powiększyć. Tyłki, piersi czy portfele – mówiąc to wzruszyła ramionami. Mimo jej wcześniej dość poważnego życia, jednym z guilty pleasure Marseille było śledzenie różnych dram mniejszych i większych w internecie. Z niektórymi była naprawdę na bieżąco, do czego jednak rzadko się przyznawała. – Marseille – odpowiedziała, potrząsając jego dłonią, a potem lekko się uśmiechnęła, przesuwając trochę swoją sztalugę tak, żeby znaleźć się bardziej naprzeciw niego. I pewnie trochę bliżej. – Lubisz jak zwracają się do ciebie pełną formą imienia, czy masz ulubione zdrobnienia? Will, a może Willy? Jak Willy Wonka. Wiesz, jesteś nawet do niego trochę podobny – przyznała, lekko przechylając głowę, gdy tak mu się przyglądała. Nie chciała, by czas przy zadaniu był dla nich jakiś niekomfortowy na przykład z powodu ciszy, poza tym fajnie było lepiej poznać kogoś, kogo się miało narysować.

William N. Patel
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
chcę grać z człowiekiem, nie sztuczną inteligencją; poza tym nie znikaj bez słowa i nie narzucaj, co moja postać ma myśleć i robić, a na pewno się dogadamy
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Nooo - wzdycham ciężko. Totalnie się zgadzam, martwa natura w ogóle mi nie szła. Łapanie odpowiednich kątów, odległości i wielkości to była dla mnie jakaś abstrakcja, potem światłocienie, nadawanie płaszczyźnie wrażenia faktur i odnajdowanie kolorów w szarości - kompletne szaleństwo. Moje rysunki wyglądały bardzo prymitywnie, a prowadzący podchodził do mnie z lekkim politowaniem, w końcu w opisie wydarzenia napisane było, że kurs jest skierowany do wszystkich, niezależnie czy jesteś mistrzem czy amatorem. Ja byłem kompletnym amatorem, ale przecież każdy mógł tworzyć! Słyszałem, że innym daje prawdziwą korektę, tymczasem przy mnie mówił coś w rodzaju ciekawa symbolika, albo bardzo eeee... kreatywne podejście. Kompletnie nie umiałem odtwarzać natury, więc próbowałem nadrabiać nieco bardziej surrealną wizją. Niemniej miło było tu przychodzić, to był zupełnie inny odbiór sztuki, móc poobcować i porozmawiać z zajawkowiczami, którzy naprawdę znali się na rzeczy. Do tej pory spotykałem się głównie z muzykami - Albo pudełka - wywracam oczami, chociaż dla mnie osobiście narysowanie równego sześcianu, w dodatku w perspektywie było jakieś kompletnie niewykonalne - Nie mówił też, że nie możemy - śmieję się, a ona serio zaczyna się rozbierać i przez chwilę sam nie wiem czy ja też może powinienem? Zdejmuję sweter, bo mam taki rozpinany, ale dziewczyna kończy na marynarce, więc i ja się zatrzymuje i udaję, że też mi było gorąco, trochę wtopa, ale chuj wie czego się spodziewać po artystach? Byłem na jednym performansie gdzie ludzie wyrywali sobie nawzajem włosy - Ciepło tu - rzucam i poprawiam się na krześle - Zrobienie sobie fotki z filtrem to żadna sztuka. Kiedyś jeden gość narysował mnie na molo nad morzem, to dopiero była sztuka - kiwam głową. Miałem wtedy na sobie koszulę w kwiaty i dzwony, a on był pijany i mówił, że byłbym świetnym modelem kubistycznym, potem coś że mam nierealne buty i że jest profesorem na tutejszym uniwersytecie artystycznym. Wierzyłem bo dał mi ten obrazek i był dojebany - Marseille? Oryginalne imię - pierwszy raz takie słyszę - Dużo ludzi mówi do mnie Billy, ale szczerze? Wszystko mi jedno - mogła mówić nawet ej ty - Wiesz, że ciągle to słyszę? I jeszcze, że do tego, no, takiego starego aktora - przez chwilę główkuje, taki typek popularny w latach 90. Normalnie w co drugim filmie jego morda. Już wiem! - Do DiCaprio - dodaję. Nie widzę zbytniego podobieństwa szczerze powiedziawszy, ale lubię go za rolę w Titanicu więc nie dyskutuję - Niby z tej strony - nawet jej prezentuje swój lewy profil, może dostrzeże coś czego ja nie widzę i umieści to na obrazie? - A twoje zdrobnienia? Marseille? To by było Mars...? - a może Eillie? Głaszczę dłońmi papier, rozkładając go na dużej desce i przesuwam się jeszcze trochę w bok, żebyśmy się jeszcze lepiej widzieli - Co lubisz robić oprócz rysowania? - pytam, bo nawet nie próbuje podejmować się narysowania jej pięknej twarzy realistycznie, to by była katastrofa, więc postanawiam podejść do tego zadania w sposób trochę bardziej odrealniony, a do tego muszę poznać człowieka siedzącego po drugiej stronie sztalugi.

Marseille Newton
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
29 y/o
For good luck!
173 cm
rzuciła pracę w NGO żeby sprzedawać książki i rysować
Awatar użytkownika
I needed to be somewhere different. Maybe I needed to be someone different, too.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwała głową, generalnie się z nim zgadzając. Martwa natura, oprócz tego, że no, martwa, była po prostu do bólu przewidywalna, wszystko było z nią w porządku aż do przesady. Zaplanowana, ustawiona wedle czyjegoś konceptu była może i dobra do tego, żeby poćwiczyć technikę, ale poza tym nie było w niej nic faktycznie interesującego. W pewnym sensie, gdyby się nad tym zastanowiła, to i może stanowiło to pewną metaforę jej dotychczasowego życia – ono też było przewidywalne, uporządkowane i teraz, kiedy już zbliżała się do trzydziestki, widziała, jak mało było w nim spontaniczności i to chyba było coś, co właśnie chciała zmienić. Trochę zaszaleć.
O, a ty, co najfajniejszego udało ci się narysować? – zapytała zaciekawiona. Jego rysowali na molo, a on co rysował? Co do zasady zgadzała się, że rysowanie było sztuką. Chyba nie tak docenianą jak na przykład malarstwo, bo jakimś cudem mnóstwo osób było w stanie wymienić wielu sławnych malarzy, takich jak da Vinci, Dali czy Picasso, ale już kiedy temat schodził na rysowników to zaczynały się schody. Może też dlatego, że w muzeach czy galeriach sztuki raczej wieszało się obrazy, a nie rysunki? Więc te ważne nazwiska z tej konkretnej dziedziny chyba trochę ginęły w popkulturze. Marseille wcale nie była lepsza, bo przecież trudno byłoby jej w tym momencie przywołać jakichś sławnych rysowników. No oprócz jej prababci, która była ilustratorką książek dla dzieci – no i nie była wcale zbyt sławna niestety.
Jak to miasto we Francji, wiem. Ale jest gorzej. Tata faktycznie czasem mówił do mnie Mars, a nazywam się Newton, więc… – Połączenie do bólu fizyczne, no ale nie było w tym nic dziwnego, skoro jej ojciec był fizykiem. Mimo wszystko nie lubiła tego konkretnego zdrobnienia. – Zazwyczaj mówią do mnie pełną formą imienia, ale Marsie też jest w porządku. – W ten sposób mówiła do niej babcia czy przyjaciele, więc zawsze dobrze jej się to kojarzyło.
Przyjrzała mu się, kiedy próbował przypomnieć sobie nazwisko aktora, do którego go porównywali, a kiedy w końcu ono padło, Marseille pokiwała ochoczo głową.
Faktycznie, jak tak patrzę to może nawet trochę podobny – oznajmiła, choć może bardziej z grzeczności, bo jednak Willy Wonka w tym starciu podobieństw wygrywa, zerkając raz na jeden jego profil, raz na drugi. Młody DiCaprio był zresztą też fest przystojny, Marseille jako nastolatka bardzo się w nim kochała i płakała strasznie na Titanicu, kiedy ta perfidna Rose zamiast się posunąć na tych drzwiach, pozwoliła mu zamarznąć i umrzeć. – I on też rysował, pamiętasz? – Znaczy Jack z Titanica, czy DiCaprio to nie wiedziała. – Macie coś wspólnego!
Postanowiła, że w takim razie na swoim rysunku uwydatni bardziej ten jego profil, który upodabniał go do hollywoodzkiej gwiazdy. Wzięła ołówek w dłoń.
Gotować. Piec też. Ciasta, ciasteczka. Ostatnio próbuję swoich sił w tortach – powiedziała, a potem w jej oczach pojawiły się wesołe iskierki. – I lubię zbierać grzyby. No, nie teraz, bo jest zima, ale lubię chodzić po lesie, szukać grzybów. Mam nawet atlas grzybów w domu. Dostałam od dziadka – powiedziała konspiracyjnym tonem, jakby zdradzała mu jakąś wielką tajemnicę o sobie. Jako dziecko uwielbiała te leśne wyprawy o wschodzie słońca. Zwłaszcza po deszczu, wtedy grzybów było na pęczki. – Kim chciałeś zostać w przyszłości, jak byłeś mały? – Teraz ona zapytała, jak gdyby to pytanie miało pomóc jej przenieść jego sylwetkę na papier. Może tak było.

William N. Patel
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
chcę grać z człowiekiem, nie sztuczną inteligencją; poza tym nie znikaj bez słowa i nie narzucaj, co moja postać ma myśleć i robić, a na pewno się dogadamy
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- A jakieś różne... Bohomazy - wykręcam się, chociaż to raczej nie brzmi jak dobra odpowiedź. Trzeba było powiedzieć architekturę albo zwierzęta, przecież i tak teraz tego nie sprawdzi. Postanawiam nie ciągnąć tematu, bo jeszcze zapyta czy może zobaczyć mój szkicownik, prowadziliśmy takie od początku kursu, w moim znajdowało się dużo kresek i kropek, tylko ciężko powiedzieć w co dokładnie się układały. Prowadzenie rysunkowego dziennika było naprawdę ogromnym wyzwaniem, ale też miłą odskocznią od książek i krzyżówek, które wręcz pochłaniałem w wolnym czasie - Mars Newton? O rany, przecież to brzmi jak jakaś postać z bajki, która zamiast zajebiście mówi, że jest planetarnie - śmieję się, zanim zdążę ugryźć się w język. Właściwie nie chciałem być niemiły, ale kto wie jak ona odbierze mój żart? Ludzie o dziwnych imionach niekiedy strasznie się ich wstydzili, oby nie była jedną z nich, zresztą wcale nie miała czego, przecież to brzmiało dosłownie PLANETARNIE. Kiwam głową na znak, że przyjąłem, więc zostanie Marseille, może z czasem Marsie, jeśli ta znajomość nie skończy się na wspólnych portretach. Uśmiecham się, kiedy mi przytakuje, wyczuwam tutaj trochę uprzejme kłamstwo - No tak, faktycznie - i to akty, też bym chętnie kiedyś porysował jakieś gołe baby, chociaż z moimi umiejętnościami to dopiero by było wyzwanie, no i gorzej jakby się jednak trafił chłop, też by trzeba było dokładnie przestudiować anatomię - Serio? To pewnie lubisz też dobrze zjeść? Tu w okolicy jest taka mała knajpka z włoskim żarciem, jak kiedyś będziesz miała chwilę przed lub po zajęciach to polecam wpaść na pizzę na kawałki, wyborna - czyli właściwie mieliśmy trochę więcej wspólnego niż zamiłowanie do sztuki. Ja też lubiłem gotować, piec trochę mniej, bo jakoś nigdy mnie do tego nie ciągnęło, niemniej niejedno brownie wyszło z mojego piekarnika i większość zdecydowanie udanych - Znasz się na grzybach? - podpytuję. Ja nie potrafiłem odróżnić podgrzybka od prawdziwka ale już łysiczkę od kołpaczka albo cubana od meksykana to po pierwszym rzucie okiem, chociaż wyglądały niemal identycznie. Zaczynam coś tam rysować, może ją przedstawię jako taką grzybową panią? W sumie to mogło nawet zadziałać, nawet dziecko umie narysować grzyba - No oczywiście, że gwiazdą rocka, do tej pory wierzę, że kiedyś mi się uda, ktoś mnie wreszcie musi odkryć - trochę to taki śmiech przez łzy, chociaż jakby się tak zastanowić to prowadziłem życie gwiazdy rocka, tylko nikt nie prosił o autografy, a dziewczyny nie rzucały we mnie majtkami (a przynajmniej nie tak często) - Jaka była twoja ulubiona książka jak byłaś mała? Oprócz atlasu grzybów, nie liczy się - pytam, nic nie mówi tyle o człowieku co serie, na których się wychował. Postanawiam ciągnąć ten dwustronny wywiad, na rozmowie czas szybciej leciał, a i można się było dowiedzieć czegoś ciekawego.

Marseille Newton
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
29 y/o
For good luck!
173 cm
rzuciła pracę w NGO żeby sprzedawać książki i rysować
Awatar użytkownika
I needed to be somewhere different. Maybe I needed to be someone different, too.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bohomazy były czymś, co Marsie lubiła. Tak jak sztukę współczesną. I niewspółczesną. I abstrakcję; w sumie każdą. Właściwie nie uważała, żeby jakaś sztuka była w ogóle mało interesująca, choć kiedy ostatnio w jakimś muzeum przyglądała się obrazowi, który był po prostu całym czarnym tłem z jedną małą, białą kropką, to musiała trochę ruszyć swoje szare komórki, żeby nadać temu jakiś sens. Ale może to dlatego, że większość życia uczyła się patrzeć na wszystko szablonowo, próbując dopasować wszystko co znała to jakiegoś konkretnego klucza. Dopiero teraz odkrywała, jak wiele świat ma do zaoferowania poza jego obrysem, tam gdzie ustalony porządek rzeczy niekoniecznie ma rację bytu.
Planetarnie – powtórzyła po nim, jakby smakując to słowo na języku, sprawdzając czy jego brzmienie jej pasuje. I o dziwo tak było. – Planetarnie – dodała jeszcze raz, tym razem bez tej pytającej nuty, bardziej stanowczo, jakby coś pieczętowała swoją odpowiedzią. I choć dalej nie lubiła tego skrótu od planety to planetarnie brzmiało fajnie.
Ożywiła się nieco na wzmiankę o jedzeniu. Może też dlatego, że na obiad zjadła dziś tylko chleb z dżemem, bo o ile jak wspominała, gotować lubiła, tak zdarzały się dni, kiedy nie miała na to czasu.
A może wybrałbyś się tam kiedyś ze mną? – zaproponowała szybko, zanim obudziłaby się w niej wewnętrzna nieśmiałość. Jednym ze sposobów na wychodzenie ze strefy komfortu było poznawanie nowych ludzi i próbowanie nowych rzeczy. Nie wychodziło jej to póki co idealnie (właściwie na razie nie poznała zbyt wielu osób, zwłaszcza na tym kursie), ale nie zaszkodziło spróbować. – Po zajęciach? Mógłbyś mi polecić swoje ulubione smaki? Jak mam przetestować jakieś nowe miejsce pierwszy raz, strasznie ciężko idzie mi podejmowanie decyzji, jestem w to fatalna – przyznała, co było szczerą prawdą, choć nie odnosiło się wyłącznie do wyborów żywieniowych, a przekładało raczej całościowo na jej życie. – Jasne! Potrafię nawet odróżnić czubajkę kanię od czubajnika – powiedziała z dumą, sunąc ołówkiem po kartce, skąd zaczęły spoglądać na nią pierwsze kształty. A w głowie Marseille, wraz z jego odpowiedzią, rysowała się już pewna wizja. – Czyli umiesz śpiewać? I pewnie grasz na gitarze, co? Na czymś jeszcze? – dopytywała, nie odrywając dłoni od kartki, gdzie powstawały kolejne części, składające się na obraz mężczyzny, który z nią rozmawiał. Uniosła wzrok, gdy zapytał o ulubioną książkę. Nie musiała się długo zastanawiać. – Przygody Mikołajka. Nie wiem, czy rodzice jeszcze czytują to swoim dzieciakom, teraz wszystko co stare jest uznawane za niosące kiepskie wartości, ale ja uwielbiałam te historyjki. – Chociaż sama nigdy nie była typem łobuza za dzieciaka, może też dlatego, mogła sobie trochę wyobrazić, jakby to było mieć taką grupkę przyjaciół i razem z nią łobuzować. – Twoja ulubiona piosenka? Co ci najczęściej leci w słuchawkach? – Pewnie jakiś rock, skoro już wiedziała, że marzył o zostaniu gwiazdą rocka, ale może się myliła.

William N. Patel
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
chcę grać z człowiekiem, nie sztuczną inteligencją; poza tym nie znikaj bez słowa i nie narzucaj, co moja postać ma myśleć i robić, a na pewno się dogadamy
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Przyglądam się jej z uwagą, kiedy powtarza planetarnie i przez chwilę się zastanawiam czy zaraz nie strzeli focha, ale chyba siadło, więc uśmiecham się szeroko i kiwam głową, a potem unoszę w zdziwieniu obie brwi bo właściwie nie spodziewałem się takiej propozycji - W sumie czemu nie - i tak w planach po zajęciach miałem co najwyżej powrót do domu, skopcenie kilku blantów i jedzenie KFC podczas scrollowania internetu w poszukiwaniu najśmieszniejszych wypadków wszech czasów. Brzmiało kusząco, ale wspólne wyjście na pizzę właściwie jeszcze lepiej - A jesteś wege czy nie? - w tych czasach mnóstwo ludzi nie jadło mięsa, więc się wolałem upewnić wcześniej niż żeby mnie potem w knajpie miała nazwać barbarzyńcą, co więcej uważałem, że to nie dieta jest problemem, a marnowanie jedzenia - Czubajke od czajnika? - powtarzam ze śmiechem, bo dla mnie to brzmi jak jakieś zaklęcie dosłownie. Kiwam głową z niejaką dumą wymalowaną na twarzy - Umiem i to podobno całkiem nieźle - grałem po różnych zadymionych barach w okolicy mojego mieszkania i bardzo to lubiłem. Czasem, jak pogoda dopisywała, wychodziłem nawet na ulicę i rzucałem pokrowiec na chodnik przed sobą, raz udało mi się zarobić 200 dolarów, które zresztą przechlałem tego samego wieczora - No na gitarze i różnych takich strunowych, mam jeszcze ukulele w domu i czasem sobie polatam na basie, a ty grasz na czymś? Lubisz muzykę? - pytam, bo może moglibyśmy się kiedyś ustawić na wspólne granie? Jeżdżę ołówkiem po papierze z takim zaangażowaniem, że możnaby pomyśleć że powstaje tam coś naprawdę wyjątkowego, i być może takie właśnie było, zależy tak naprawdę co rozumieć pod tym mianem - Mikołajka? - powtarzam i nagle bum! Olśnienie, tam był taki charakterystyczny styl rysowania, nie wydawał się wcale trudny, może mógłbym się zainspirować? Wytężam ostro mózgownicę żeby sobie zwizualizować chociaż okładkę do książki i chyba widać to po mojej skupionej twarzy, a potem chwytam za gumkę do ścierania i wymazuję kilka kresek, żeby pójść jednak w trochę inną stronę - Pamiętam tę książkę, też łobuzowałaś jak byłaś dzieckiem? - przyznaję, bo ja akurat kochałem książki od małego, może nie wyglądałem jak jakiś mol książkowy, ale nawet teraz miałem w torbie czytnik, który pewnie bym uruchomił w metrze w drodze powrotnej do domu - A tam pierdolenie takie - macham ręką - Ponadczasowe historie złe, ale turbo bajki przebodźcowujące dzieci od najmłodszych lat - brzmi legitnie - może brzmię teraz jak jakiś boomer, ale wystarczy spojrzeć na dzisiejszą młodzież, no ewidentnie coś było na rzeczy skoro zamiast kryzysu wieku średniego mieliśmy kryzys wśród gówniarzy. Pytanie o ulubioną piosenkę sprawia, że zamyślam się na dłuższą chwilę - Ciężko wybrać jedną, ale niech będzie że Wbite Rabbit, Jeffersonów, znasz? - pytam, bo dla mnie to była klasyka, ale jak ktoś nie siedział w starych hitach psychodelicznego rocka to mógł nie wiedzieć o co chodzi, nawet jeśli sama piosenka pojawiała się niejednokrotnie w różnych dziełach popkultury. Mnie osobiście bardzo wzruszała, dosłownie mam przed oczami scenę z filmu, w którym adwokat siedzi na kwasie w wannie i prosi o to, żeby wrzucić mu do wody magnetofon w momencie, w którym ten utwór osiągnie apogeum. Jeśli miałbym kiedyś umrzeć przedwcześnie, to właśnie w ten sposób - A jaki jest twój znak zodiaku, Marsie? - to akurat było pytanie, które powinienem zadać na samym początku jako naczelna zodiakara w Toronto.

Marseille Newton
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „University of Toronto”