Pies z całą pewnością nie zamierzał robić mu po powrocie wyrzutów w stosunku do tego, że takie zachowanie nie miało kompletnie nic wspólnego z odpowiedzialnością. A skoro w ciągu niespełna tygodnia stało się dość jasne, że we wspólnym – wciąż wspólnym…? – mieszkaniu nie zamierzał ponownie pojawić się nikt, kto mógłby zwrócić na to uwagę… co niby stało na przeszkodzie, żeby temu najłatwiejszemu rozwiązaniu poświęcić jeszcze trochę czasu?
Tym bardziej, że najwyraźniej nikomu też nie robiło większej różnicy, czy ten kolejny wieczór Dante miałby spędzić w kolejnym lokalu, czy może jednak w nieco bardziej konstruktywny – albo przynajmniej zdrowy – sposób. Skoro tak, to całkiem łatwo było przyjąć założenie, że również jemu nie robiło to absolutnie żadnej różnicy.
Tak samo, jak nie robiło różnicy to, gdzie dokładnie miałby wylądować. Właściwie każde z wielu podobnych miejsc nadawało się idealnie do tego, żeby na dłuższą chwilę oderwać się od rzeczywistości, a w większości przypadków na dobry początek wystarczyło do tego po prostu zajęcie miejsca w pobliżu baru i zamówienie kilku kolejnych drinków. Zwykle nawet nie trzeba było długo czekać na pojawienie się w najbliższym otoczeniu mniej lub bardziej znajomej twarzy, z którą można było wdać się w coraz to bardziej zbaczającą w jakieś absurdalne rejony rozmowę.
Tym razem tylko przez moment omal coś poszło nie tak, kiedy niemal nie dał się wciągnąć w rozmowę niebezpiecznie zbliżającą się do narzekania na szeroko rozumianą niesprawiedliwość życia. Najwyraźniej trafił mu się wyjątkowo kiepski rozmówca, który nie bardzo rozumiał, że w całym tym zapijaniu problemów nie chodziło o to, by przy pierwszej możliwej okazji wywlekać je na wierzch. Nie zamierzając narażać się na podzielenie wkrótce nastroju przypadkowego towarzystwa, bez większego namysłu podniósł się w połowie zdania tamtego i zgarniając swoją częściowo już opróżnioną szklankę, postanowił przenieść się w nieco bardziej bezpieczne rejony. Albo ciekawsze. Bo to chyba właśnie tego najbardziej w tym momencie potrzebował – nie po prostu kolejnego drinka, a czegoś więcej, co przynajmniej mogłoby wzbudzić jakieś większe emocje.
Choć nie wykluczał tego, że na podobne atrakcje być może jednak wybrał złe miejsce.
– Czyli tym razem będzie raczej nudno… – mruknął do siebie, może nawet nie do końca zwracając uwagę na to, że powiedział to na głos. I zdecydowanie nie zwracając się do osoby, obok której akurat się znalazł – bo na tę też póki co nie zwrócił większej uwagi, bardziej widocznie skupiony na podjęciu decyzji, czy wobec tych niezbyt atrakcyjnych wniosków powinien wyjść stąd już teraz, czy może jednak po kolejnym drinku.
April Finch