ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
184 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Last Christmas
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Flavia Rosendale

Wystarczyło by spojrzał w górę, żeby przestał myśleć o czymkolwiek innym. Po wieczorze z Rosendale patrzył w gwiazdy. Może i ona była w nie wpatrzona? Tylko nie do końca o tym myślał. Nie wszystko jest łatwe i przyjemne? Aż prychnął pod nosem, kręcąc głową we własnym pokoju. Idiotyczne stwierdzenie. Seks nie miał być przyjemny? To oksymoron, którego nie był w stanie kwestionować. Na samą myśl miał już ból głowy. Sam nie wiedział, w jaki sposób powinien na to zareagować. Westchnął. Rozwiązanie powinno być proste.
Nie pamiętał, kiedy ostatnio dał mu kosza. Inaczej nie mógł tego nazwać. Trzeba się postarać? A on niby co? Za króliczkiem miał biegnąć? On? Zdecydowanie bardziej wolał skupić się na jedynym, na czym mu zależało. Na niebie.
Postanowiło całkowicie wyciąć z pamięci tamten wieczór. Te piękne, ciemne tęczówki, w które chciał wpatrywać się cały czas. Tylko postanowił podejść do tego poważnie. Nie oznaczało nie. Był dżentelmenem. Mogła wodzić go za nos, ale wolał... łatwiejsze stewardessy. Może dlatego nie odezwał się do niej w drodze powrotnej? Ani na jednym, ani na drugim lotnisku. Spotkali się po paru miesiącach na kolejnym wspólnym wylocie.
Dzień dobry — powiedział krótko, oschłym tonem w stosunku do Flavii. Jego duma została złamana i to w sposób dotkliwy. Żadna kobieta, jak dotąd go nie potraktowała w ten sposób. Miał się starać, ale bardziej? Nie, nie przeżyłby tego. Jedna randka i po niej brak seksu? Totalny dramat. Skosztował jej ust, chciał się dowiedzieć, czy pozostałe części ciała smakowały w tak samo dobry sposób. Chciał bardziej, intensywniej, mocniej. Za to złamała mu jego ego, serce poszarpało się na miliony kawałeczków. Łatwiej było zająć się pracą.
30 y/o
For good luck!
166 cm
stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ta noc mogła mieć kilka scenariuszy i nie ukrywała nawet, że przez chwilę zastanawiała się, co by było gdyby postąpiła inaczej — gdyby jednak wciągnęła go za sobą do pokoju, gdyby nie uciekła przed nim. Czy mieliby do dziś kontakt? Czy raczej skończyłaby jako kolejne trofeum na jego lotniskowej półeczce? Czy może nie odzywaliby się do siebie, ignorując fakt o spędzonej wspólnie nocy? Starała się szybko uciąć swoje myśli, choć wróciły one po wylądowaniu, gdy stał na korytarzyku przed kokpitem, opierał się o ścianę i wyglądał naprawdę szelmowsko. Nie rozkminiaj tego. Nie mogła pozostać z wyrzutem wobec swojej decyzji; uważała, że była ona słuszna i tak zostać powinno.
Odetchnęła głębiej, widząc go na dzisiejszej tablicy z załogą pokładową. Po tym wieczorze, zaczął bardziej przykuwać jej uwagę; tak jak wcześniej nigdzie nie widziała lotniskowego podrywacza, tak teraz miała wrażenie, że potrafiła wypatrzeć go z oddali przynajmniej raz w tygodniu. Może po prostu dopatrywała się jego obecności nawet i w oddaleniu?
Jego ton wybił ją z rozmyślań, przez co od razu przeniosła na niego spojrzenie.
— Dzień dobry — odpowiedziała, zdecydowanie milej niż on. — Widzę, że już od wejścia towarzyszy panu dobry humor — dodała z wyczuwalną ironią. Jej przypuszczenia się potwierdziły — uraziła męską dumę i jeśli chciała pociągnąć tę rozmowę, to to była jej szansa. Kolejnej może nie być, zważając na jego niesamowite nastawienie do spędzenia z nią kilku godzin nad ziemią. — Dzisiaj mamy przyjemny locik, do Atlanty i z powrotem. Wyspany? — zapytała wesoło, ignorując jego postawę wobec niej. Mimo wszystko miała nadzieję, że z nią porozmawia; ona tak gorzko nie przyjmie jego kosza, aczkolwiek nieco namącił jej w głowie tym jednym spotkaniem. Nawet jeśli zakończyło się ono w miejscu, w którym chciała, to i tak zapadł jej w pamięć.

Ryan Lee
33 y/o
For good luck!
184 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Last Christmas
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Flavia Rosendale

Szczerze? Postanowił zapomnieć raz a dobrze o Flavii Rosendale. Ryan należał do osób, które o dziwo, źle znosiły odrzucenie. Nie powiedziała nie, ale przede wszystkim nie powiedziała tak. Dla niego choć wieczór był magiczny, podobnie jak smak jej ust, to liczył na zdecydowanie więcej. Gorącą noc pełną wspólnych uniesień oraz Flavię krzyczącą jego imię. Tyle potrzebował do szczęścia, a ona bezczelnie postanowiła mu to zabrać.
Może dlatego uniósł na nią jedną brew. Była radosna, zadowolona z siebie, a jemu w ogóle to nie odpowiadało. Pierwszy raz specjalnie próbował wpływać na loty, by nie mieć do czynienia z jakąś stewardessą. Odrzucona męska duma była najgorszym sortem. Jednocześnie chciał i nie chciał jej widzieć. Za to na komentarz o dobrym humorze, jedynie strzelił oczyma. Ile miała zamiar grać mu na nosie? Nie miała własnych obowiązków... lubiła tak po prostu wodzić za nos? Dać posmakować ust, by później zamknąć przed nim drzwi.
Panno Rosendale — zaczął, aż nader poważnym tonem jak na niego. Nie brzmiał jak typowy podrywacz, jak palant, a jak typowy pilot, który miał więcej wspólnego ze służbistą. Sam się po sobie tego nie spodziewał, ale uruchomiła w nim jakieś dziwne emocje. Żadna jak dotąd go nie odrzuciła. Flavia mogła poczuć się wyjątkowa, na pewno zostanie przez niego zapamiętana — może powinna Pani zachować odrobinę więcej profesjonalizmu? — spytał finalnie, unosząc do góry jedną brew. Teraz nic ich nie łączyło, a on miał zamiar to postawić w ten sam sposób.
Sprawdziła już Pani bufet? Lepiej zająć się obowiązkami, a nie zagadywać pilota przygotowującego się do lotu — spytał, licząc na ucięcie jakichkolwiek rozmów. Niezbyt obchodziły go rozmowy o pogodzie oraz udawana miłe słówka. Nie chciała go, a on przyjął to do wiadomości.
30 y/o
For good luck!
166 cm
stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Mogła spodziewać się, że tak to właśnie będzie wyglądać. Mężczyzna, który nigdy nie dostawał kosza, nagle spotkał się z odrzuceniem — to nie mogło wyglądać inaczej, a mimo wszystko łudziła się, że uda im się zamienić chociaż słowo. A on zdawał się jej unikać, czasami przepadał jak kamień w wodę na kilka tygodni i nie dziwiło jej to, bo w końcu szansa na wspólny lot nie była duża. Jedynie marne procenty, zwłaszcza jeśli postanowił wykorzystać swoje wtyki i specjalnie ją omijać. Tego jednak nie wiedziała i była przekonana, że po prostu tak miało być. Aż w końcu los dał im szansę, a ona miała zamiar to wykorzystać, spróbować zasiać w nim ziarnko nadziei, ale… tym razem tego nie odbierać. Zobaczyć, jak się zachowa, jednak nie była przygotowana na odrzucenie z jego strony.
— Słucham — odpowiedziała, gdy zwrócił się do niej po nazwisku. Mimo wszystko musiała zachowywać się profesjonalnie, byli w pracy, jednak ten poważny ton nieco ją zdziwił, bo nie znała go od tej strony. Nawet przemawiając do pasażerów z kokpitu był milszy niż do niej w tym momencie. Nie uważała, aby zachowywała się niekulturalnie czy nieodpowiednio do sytuacji. Small talk z resztą załogi nie był zabroniony, zwłaszcza skoro lot był praktycznie że przygotowany, a nie tylko ona była odpowiedzialna za przygotowanie wszystkiego, co potrzebne. Każdy znał swoje obowiązki, a dodatkowo była dziś najstarsza stażem wśród stewardess obecnych na locie, więc mimo jego zarzutów, nie dało się jej odebrać odpowiedniego zachowania. — Proszę nie mylić bycia nieprofesjonalnym, z byciem miłym, panie Lee. Może to pana zszokuje, ale jedno nie wyklucza drugiego, a nawet w naszej pracy powinno się łączyć kompetencję z dobrym nastawieniem. — Dostosowała się do jego tonu, posyłając mu przemiły uśmiech i czując, jak ten człowiek gra jej na nerwach. Jednocześnie było w tym wszystkim coś, co sprawiało, że nadal stała w tym samym miejscu, gotowa na zaczepki, ale… nie chciała na tym kończyć czy ograniczać się do tego. — Bufet gotowy, kontrola bezpieczeństwa kabiny już dawno zrobiona, sama kabina już przygotowana. Każdy został zapoznany z dokumentacją lotu i wszystkie karty bezpieczeństwa oraz instrukcje na miejscu. Czekamy na pełne zatankowanie, aby rozpocząć boarding. Jeszcze jakieś wątpliwości? — powiedziała rzeczowo, może dość znudzona, jednak brak rzetelności było najgorszym, co można było jej zarzucić. Kochała tę pracę i nie pozwoliłaby sobie, żeby coś było niedopilnowane. — Pierwsze słyszę, żeby miał pan jakieś opory przed zagadywaniem przez stewardessy — rzuciła uszczypliwie, patrząc na niego spod byka. Czy jego duma była naprawdę aż tak urażona, że nie był w stanie wykrzesać uprzejmości na krótką rozmowę?

Ryan Lee
33 y/o
For good luck!
184 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Last Christmas
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Flavia Rosendale

Panno Rosendale to Pani zajmuje się obsługą klienta — stwierdził, wzdychając ciężko. Ryan mógł być bucem. Zresztą całkiem poważnie to nim był. Niezbyt przejmował się emocjami innych. Był profesjonalny, a to że nie liczył tym razem na small talk, to inna sprawa. Jasno się wyraziła ostatnim razem. Nie wszystko co przyjemne przychodzi łatwo? Totalny bullshit. Jego nastawienie było dobre, dopóki nie zamknęła drzwi — moim zadaniem jest bezpieczne zabranie nas do Atlanty i nic więcej — nawet na nią nie patrzył. Za to patrzył, kiedy samolot będzie w końcu zatankowany, by mógł skupić się na najważniejszych kwestiach, jak przelot do innego kraju. Warunki pogodowe w trakcie trasy nie należały do najłatwiejszych.
Brak. Za to mogłaby Pani przypomnieć instrukcje dotyczące ewakuacji. Podobno mają czekać nas turbulencje — rzucił, wzruszając delikatnie ramionami. Powiedziałby teraz wszystko, byle trzymała się od niego z daleka. Nie potrzebował czuć woni jej perfum. One sprawiały, że na nowo chciał na nią spojrzeć. Przez krótki moment zatracić się w jej ciemnych, brązowych tęczówkach i utonąć, kiedy przyjdzie na to moment. Tylko on to zrobił. Daj kobiecie dłoń, a zostaniesz bez niej.
Coś Panią zabolało? — spytał, choć coś w nim drgnęło. Tylko nie chciał psuć swojej chłodnej maski. Założył rękę na rękę, czekając na jakąkolwiek jej reakcję. Widocznie... liczyła na to, że będzie milszy? Po takim potraktowaniu? No, przeliczyła się — oh, cześć Daisy, pięknie dziś wyglądasz — zawołał do stewardessy, machając jej niemalże od razu dłonią. Z Daisy miał jeszcze tak niedawno cudowną noc, w której mógł zapomnieć o Flavii. Aż do momentu, w którym postanowiła się z nim skonfrontować. Tylko że na nim nie robiło to wrażenia, to nie on dał jej kosza.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Pearson International Airport”