-
Last Christmas
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Wystarczyło by spojrzał w górę, żeby przestał myśleć o czymkolwiek innym. Po wieczorze z Rosendale patrzył w gwiazdy. Może i ona była w nie wpatrzona? Tylko nie do końca o tym myślał. Nie wszystko jest łatwe i przyjemne? Aż prychnął pod nosem, kręcąc głową we własnym pokoju. Idiotyczne stwierdzenie. Seks nie miał być przyjemny? To oksymoron, którego nie był w stanie kwestionować. Na samą myśl miał już ból głowy. Sam nie wiedział, w jaki sposób powinien na to zareagować. Westchnął. Rozwiązanie powinno być proste.
Nie pamiętał, kiedy ostatnio dał mu kosza. Inaczej nie mógł tego nazwać. Trzeba się postarać? A on niby co? Za króliczkiem miał biegnąć? On? Zdecydowanie bardziej wolał skupić się na jedynym, na czym mu zależało. Na niebie.
Postanowiło całkowicie wyciąć z pamięci tamten wieczór. Te piękne, ciemne tęczówki, w które chciał wpatrywać się cały czas. Tylko postanowił podejść do tego poważnie. Nie oznaczało nie. Był dżentelmenem. Mogła wodzić go za nos, ale wolał... łatwiejsze stewardessy. Może dlatego nie odezwał się do niej w drodze powrotnej? Ani na jednym, ani na drugim lotnisku. Spotkali się po paru miesiącach na kolejnym wspólnym wylocie.
— Dzień dobry — powiedział krótko, oschłym tonem w stosunku do Flavii. Jego duma została złamana i to w sposób dotkliwy. Żadna kobieta, jak dotąd go nie potraktowała w ten sposób. Miał się starać, ale bardziej? Nie, nie przeżyłby tego. Jedna randka i po niej brak seksu? Totalny dramat. Skosztował jej ust, chciał się dowiedzieć, czy pozostałe części ciała smakowały w tak samo dobry sposób. Chciał bardziej, intensywniej, mocniej. Za to złamała mu jego ego, serce poszarpało się na miliony kawałeczków. Łatwiej było zająć się pracą.
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Odetchnęła głębiej, widząc go na dzisiejszej tablicy z załogą pokładową. Po tym wieczorze, zaczął bardziej przykuwać jej uwagę; tak jak wcześniej nigdzie nie widziała lotniskowego podrywacza, tak teraz miała wrażenie, że potrafiła wypatrzeć go z oddali przynajmniej raz w tygodniu. Może po prostu dopatrywała się jego obecności nawet i w oddaleniu?
Jego ton wybił ją z rozmyślań, przez co od razu przeniosła na niego spojrzenie.
— Dzień dobry — odpowiedziała, zdecydowanie milej niż on. — Widzę, że już od wejścia towarzyszy panu dobry humor — dodała z wyczuwalną ironią. Jej przypuszczenia się potwierdziły — uraziła męską dumę i jeśli chciała pociągnąć tę rozmowę, to to była jej szansa. Kolejnej może nie być, zważając na jego niesamowite nastawienie do spędzenia z nią kilku godzin nad ziemią. — Dzisiaj mamy przyjemny locik, do Atlanty i z powrotem. Wyspany? — zapytała wesoło, ignorując jego postawę wobec niej. Mimo wszystko miała nadzieję, że z nią porozmawia; ona tak gorzko nie przyjmie jego kosza, aczkolwiek nieco namącił jej w głowie tym jednym spotkaniem. Nawet jeśli zakończyło się ono w miejscu, w którym chciała, to i tak zapadł jej w pamięć.
Ryan Lee
-
Last Christmas
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Szczerze? Postanowił zapomnieć raz a dobrze o Flavii Rosendale. Ryan należał do osób, które o dziwo, źle znosiły odrzucenie. Nie powiedziała nie, ale przede wszystkim nie powiedziała tak. Dla niego choć wieczór był magiczny, podobnie jak smak jej ust, to liczył na zdecydowanie więcej. Gorącą noc pełną wspólnych uniesień oraz Flavię krzyczącą jego imię. Tyle potrzebował do szczęścia, a ona bezczelnie postanowiła mu to zabrać.
Może dlatego uniósł na nią jedną brew. Była radosna, zadowolona z siebie, a jemu w ogóle to nie odpowiadało. Pierwszy raz specjalnie próbował wpływać na loty, by nie mieć do czynienia z jakąś stewardessą. Odrzucona męska duma była najgorszym sortem. Jednocześnie chciał i nie chciał jej widzieć. Za to na komentarz o dobrym humorze, jedynie strzelił oczyma. Ile miała zamiar grać mu na nosie? Nie miała własnych obowiązków... lubiła tak po prostu wodzić za nos? Dać posmakować ust, by później zamknąć przed nim drzwi.
— Panno Rosendale — zaczął, aż nader poważnym tonem jak na niego. Nie brzmiał jak typowy podrywacz, jak palant, a jak typowy pilot, który miał więcej wspólnego ze służbistą. Sam się po sobie tego nie spodziewał, ale uruchomiła w nim jakieś dziwne emocje. Żadna jak dotąd go nie odrzuciła. Flavia mogła poczuć się wyjątkowa, na pewno zostanie przez niego zapamiętana — może powinna Pani zachować odrobinę więcej profesjonalizmu? — spytał finalnie, unosząc do góry jedną brew. Teraz nic ich nie łączyło, a on miał zamiar to postawić w ten sam sposób.
— Sprawdziła już Pani bufet? Lepiej zająć się obowiązkami, a nie zagadywać pilota przygotowującego się do lotu — spytał, licząc na ucięcie jakichkolwiek rozmów. Niezbyt obchodziły go rozmowy o pogodzie oraz udawana miłe słówka. Nie chciała go, a on przyjął to do wiadomości.
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
— Słucham — odpowiedziała, gdy zwrócił się do niej po nazwisku. Mimo wszystko musiała zachowywać się profesjonalnie, byli w pracy, jednak ten poważny ton nieco ją zdziwił, bo nie znała go od tej strony. Nawet przemawiając do pasażerów z kokpitu był milszy niż do niej w tym momencie. Nie uważała, aby zachowywała się niekulturalnie czy nieodpowiednio do sytuacji. Small talk z resztą załogi nie był zabroniony, zwłaszcza skoro lot był praktycznie że przygotowany, a nie tylko ona była odpowiedzialna za przygotowanie wszystkiego, co potrzebne. Każdy znał swoje obowiązki, a dodatkowo była dziś najstarsza stażem wśród stewardess obecnych na locie, więc mimo jego zarzutów, nie dało się jej odebrać odpowiedniego zachowania. — Proszę nie mylić bycia nieprofesjonalnym, z byciem miłym, panie Lee. Może to pana zszokuje, ale jedno nie wyklucza drugiego, a nawet w naszej pracy powinno się łączyć kompetencję z dobrym nastawieniem. — Dostosowała się do jego tonu, posyłając mu przemiły uśmiech i czując, jak ten człowiek gra jej na nerwach. Jednocześnie było w tym wszystkim coś, co sprawiało, że nadal stała w tym samym miejscu, gotowa na zaczepki, ale… nie chciała na tym kończyć czy ograniczać się do tego. — Bufet gotowy, kontrola bezpieczeństwa kabiny już dawno zrobiona, sama kabina już przygotowana. Każdy został zapoznany z dokumentacją lotu i wszystkie karty bezpieczeństwa oraz instrukcje na miejscu. Czekamy na pełne zatankowanie, aby rozpocząć boarding. Jeszcze jakieś wątpliwości? — powiedziała rzeczowo, może dość znudzona, jednak brak rzetelności było najgorszym, co można było jej zarzucić. Kochała tę pracę i nie pozwoliłaby sobie, żeby coś było niedopilnowane. — Pierwsze słyszę, żeby miał pan jakieś opory przed zagadywaniem przez stewardessy — rzuciła uszczypliwie, patrząc na niego spod byka. Czy jego duma była naprawdę aż tak urażona, że nie był w stanie wykrzesać uprzejmości na krótką rozmowę?
Ryan Lee
-
Last Christmas
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— Panno Rosendale to Pani zajmuje się obsługą klienta — stwierdził, wzdychając ciężko. Ryan mógł być bucem. Zresztą całkiem poważnie to nim był. Niezbyt przejmował się emocjami innych. Był profesjonalny, a to że nie liczył tym razem na small talk, to inna sprawa. Jasno się wyraziła ostatnim razem. Nie wszystko co przyjemne przychodzi łatwo? Totalny bullshit. Jego nastawienie było dobre, dopóki nie zamknęła drzwi — moim zadaniem jest bezpieczne zabranie nas do Atlanty i nic więcej — nawet na nią nie patrzył. Za to patrzył, kiedy samolot będzie w końcu zatankowany, by mógł skupić się na najważniejszych kwestiach, jak przelot do innego kraju. Warunki pogodowe w trakcie trasy nie należały do najłatwiejszych.
— Brak. Za to mogłaby Pani przypomnieć instrukcje dotyczące ewakuacji. Podobno mają czekać nas turbulencje — rzucił, wzruszając delikatnie ramionami. Powiedziałby teraz wszystko, byle trzymała się od niego z daleka. Nie potrzebował czuć woni jej perfum. One sprawiały, że na nowo chciał na nią spojrzeć. Przez krótki moment zatracić się w jej ciemnych, brązowych tęczówkach i utonąć, kiedy przyjdzie na to moment. Tylko on to zrobił. Daj kobiecie dłoń, a zostaniesz bez niej.
— Coś Panią zabolało? — spytał, choć coś w nim drgnęło. Tylko nie chciał psuć swojej chłodnej maski. Założył rękę na rękę, czekając na jakąkolwiek jej reakcję. Widocznie... liczyła na to, że będzie milszy? Po takim potraktowaniu? No, przeliczyła się — oh, cześć Daisy, pięknie dziś wyglądasz — zawołał do stewardessy, machając jej niemalże od razu dłonią. Z Daisy miał jeszcze tak niedawno cudowną noc, w której mógł zapomnieć o Flavii. Aż do momentu, w którym postanowiła się z nim skonfrontować. Tylko że na nim nie robiło to wrażenia, to nie on dał jej kosza.
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
— Takich rzeczy nie trzeba sobie przypominać kilka minut przed lotem — westchnęła, bo procedury ewakuacji mogłaby wyrecytować wyrwana ze snu w środku nocy. Dbanie o bezpieczeństwo pasażerów w czasie niebezpieczeństwa to był nadrzędny priorytet i jeśli miała robić sobie powtórkę, to na pewno nie w momencie, kiedy za kilka minut mieli wpuszczać podróżnych. Turbulencje jej nie stresowały, bo wiedziała, że ich linia lotnicza miała najlepszych pilotów. I Ryan też nim był, mimo że był bucem. Dzięki temu warunki pogodowe nie wprawiały jej w niepokój, a Rosendale mogła zagwarantować pasażerom komfort, że nie trzeba się o nic martwić, póki na jej twarzy nie wymalował się strach — a nie zagości on, póki samolot nie zacznie spadać pionowo w dół.
— Najwidoczniej nie tylko mnie — rzuciła, bo czy bolało ją to traktowanie? Zdecydowanie wkurzało, że nagle zrobił się wielce odporny na jej urok. Nawet przez chwilę nie spojrzał jej w oczy, choć jeszcze ostatnio wpatrywał się w niej bez ustanku. Nawet nie spojrzała w kierunku wspomnianej Daisy. Wolała nie wiedzieć, która to była, żeby nie dystansować się do nikogo podczas lotu. Za to przyglądała się uważnie Ryanowi, który właśnie grał jej na nosie, a ona musiała się powstrzymać, aby nie powiedzieć mu kilku niemiłych słów. Nie teraz, nie w samolocie, gdzie mogłaby zedrzeć swoją dobrą reputację. — Zaczynamy boarding — powiedziała kobieta z obsługi lotniska, która przyszła z informacją, obrzucając ich uważnym spojrzeniem. Flavia przyjęła na twarz swój miły uśmiech i kiwnęła głową, odchodząc od niego bez słowa i dając znać reszcie dziewczyn. Ustawiła się przy przednich drzwiach wejściowych do samolotu, żeby powitać wsiadających pasażerów.
Nie było co kłamać, lot nie należał do najprostszych, ale takie były uroki latania zimą, zwłaszcza w śniegu. Były sytuacje, gdzie i one musiały zająć miejsce siedzące, a nieco mocniejsze spadki samolotu wywierały większe wrażenie na podróżnych, jednak obyło się bez sytuacji kryzysowych jak ataki paniki. Największą katorgą okazało się wysłuchiwanie opowieści Daisy o Ryanie, w trakcie oczekiwania na nowe zapełnienie kabiny, a także dziecko, które przepłakało pół drogi powrotnej. Efekt finalny był taki, że kończyła pracę poddenerwowana i dodatkowo zirytowana sytuacją z pilotem. Chciała z nim pogadać, ale nie wiedziała, jaką strategię powinna objąć. Wyszła z lotniska i chciała wrócić do domu, wziąć długą kąpiel i być może zapomnieć o Ryanie na kolejne długie tygodnie, jednak zauważyła jak szedł chodnikiem, z pewnością samemu zmierzając do domu. Niewiele myśląc, wyprzedziła go biegiem i stanęła przed nim, rozkładając ręce na boki i zagradzając mu dalszą drogę. Spojrzała na niego, nieoczekiwanie nawiązując z nim kontakt wzrokowy, bo pewnie sam nie spodziewał się, że Flavia nagle wyrośnie mu przed nosem. Ona sama nieco oniemiała, bo nie przemyślała, co miałaby mu powiedzieć podczas konfrontacji. — Serio zamierzasz mnie ot tak ignorować? Bo nie okazałam się pierwszą lepszą łatwiejszą? — To nie był już pan Lee czy pani Rosendale. Byli po pracy, a ona nie zamierzała już silić się na uprzejmości, bo w tym momencie nie górował nad nią rangą. Nie chciała być też wredna… chciała odpowiedzi.
Ryan Lee
-
Last Christmas
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— Panno Rosendale, proszę nie przekręcać moich słów — zaczyna Ryan, przekręcając delikatnie głowę i wbijając w nią dość chłodne spojrzenie. Właśnie teraz zdał sobie sprawę z jednej bardzo ważnej rzeczy, kobiety to same problemy. Z niebem było inaczej. Ono nie pytało, nie miało pretensji, a przede wszystkim nigdy nie odrzucało jego starań. Co on jej zrobił? Zrobił najcudowniejszą randkę wszech czasów, sprawił, że czuła się wyjątkowa, a Flavia co? Zamknęła mu drzwi przed nosem. Wszystko co przyjemne zawsze dostawał od razu — niepotrzebnie wprowadza Pani negatywną atmosferę przed trudnym lotem — stwierdza finalnie, kręcąc głową. Mogli się najzwyczajniej w świecie przywitać, rozejść się i już w żaden sposób ze sobą nie rozmawiać. Czy tak nie byłoby łatwiej? Zdecydowanie. Tylko ona musiała się na niego uprzeć. Czyje ego zostało tak naprawdę złamane?
— A może warto byłoby to zrobić? — dopytał, unosząc do góry jedną ze swoich brwi. Oddałby teraz wszystko, byle nie musieć prowadzić tej niezręcznej rozmowy. Czuł delikatne ciarki żenady, kiedy ona zaczynała go zagadywać. Doszukiwać się jakiejś nieistniejącej prawdy. Co między nimi tak właściwie było? Nic co warte byłoby powiedzenia.
Strzelił oczyma, słysząc jej kolejne słowa. Czy ona go bolała? Nie. Zdążył zapomnieć o tym pięknym odcieniu brązowych tęczówek, o jej miękkiej skórze, o intensywnym smaku jej warg. Wszystko wydawało się nieistotne, skoro zamknęła drzwi. Dała mu pstryczka w nos, a on postanowił iść z tym dalej. Odmowa to odmowa. Ryan wbrew pozorom był dżentelmenem, rozumiał słowa wypowiadane przez kobiety, a wydźwięk słów Flavii był jednoznaczny.
Musiał zapomnieć. Wrócił bez żadnego słowa do własnych obowiązków, starając się wyrzucić ją z własnej głowy. Może dlatego skupił się na Daisy? Była ładniejsza, sympatyczniejsza i na pewno zaprosiłaby go do własnego pokoju. Przynajmniej lot mimo turbulencji i problemów minął jego zdaniem spokojnie. Coś przynajmniej się działo. Aż unosił delikatnie ku górze kąciki swoich ust, kiedy był już po domu. Ostateczny spokój, chwila wytchnienia oraz przerwa od obserwowania Flavii. Tyle że ona miała zdecydowanie inne plany. Kogo jednak bolało bardziej ta sytuacja? Raczej nie jego.
Spojrzał na nią chłodnym wzrokiem i w ciszy wysłuchał jej słów. Tylko po chwili się zaśmiał. Była absurdalna, zabawna. Na co liczyła? Że po odrzuceniu będzie krążył za nią jak piesek z wywieszonym językiem?
— Serio boli Cię to, że traktuje Cię jak każdą, inną stewardessę? — te brzydkie stewardessy, dodał już we własnej głowie. Pozostałe były dla niego królowymi, nawet jeśli po chwili zapominał ich imienia, uważając je za nic nieznaczący dodatek — Urocza jesteś. Może po prostu humoru nie miałem — stwierdził krótko, wzdychając ciężko. Uniósł delikatnie dłoń, by podrapać się nerwowo po karku. Nie lubił afer, za każdym razem go męczyły i nie dawały spokoju — albo jesteś zazdrosna? — o jego względy, o bycie miłym. Wszystko byłby w stanie wypowiedzieć w tym momencie, ale postanowił zamilknąć. Tak było łatwiej, prawda?
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Nie skomentowała już jego słów, bo naprawdę nie chciała dalej się kłócić. Ona nie robiła najazdu na jego kompetencje, wręcz o nich nie wspominała, wiedząc, że każdy w tym samolocie dobrze znał swoje umiejętności i wiedzę, którą powinien się wykazać w danym momencie. Czy poczuła się urażona? Jak najbardziej. Pal licho z ich relacją, randką i wszystkim innym; dawał jej pstryczka w nos odnośnie latania, o jej pasji, a to bolało najbardziej. Dodatkowo był niesympatyczny, arogancki i… matko święta, dlaczego ona mu się narzucała i starała się o jego uwagę? Najchętniej walnęłaby się teraz prosto w czoło, ale nie mogła wychodzić na wariatkę na oczach wszystkich.
Jego śmiech na jej słowa była mieszanką uczuć, które właśnie przechodziły przez jej ciało. Jednocześnie poczuła złość na tę reakcję, a z drugiej strony poczuła pewien zawód. Czy faceci naprawdę byli tacy sami? Nie, niektórym zależało i próbowali swoich sił, tu ewidentnie Ryan nie miał psychy, aby podjąć rękawicę po raz drugi. To powinno podnieść jej pewność siebie, a jednak nie do końca tak zadziałało.
— No nie wiem, czy jak każdą inną, skoro z Daisy nie miałeś problemu się przywitać i uciąć pogawędki — mruknęła, patrząc z lekkim niezadowoleniem, akcentując imię swojej współpracownicy bardziej niż by chciała. Czuła gorycz. — Nie miałeś? To już rozumiem że masz? — zapytała, zaraz zaplatając ręce na piersi i posyłając mu słodki uśmiech, przy którym puściła jego komentarz mimo uszu. Czy była zazdrosna? Gdzieś w głębi serca, tak, choć nie była w stanie przyznać tego przed samą sobą. — Pójdziemy na drinka? — zapytała, podejrzewając kolejne wyśmianie, ale spojrzała na niego z ładnym uśmiechem, pięknymi oczami — czy temu można było odmówić? — Może po prostu chciałam się zakolegować, a ty od razu posądzasz mnie o zazdrość. Już po pierwszym spotkaniu skreślasz naszą znajomość? — zapytała, uważnie mu się przyglądając i robiąc smutną minkę, jakby to było ważne. Bo było. Jej duma cierpiała.
Ryan Lee
-
Last Christmas
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Już nie chciał się z nią wspierać w samolocie. Babskie gadanie go zdecydowanie męczyło, powodowało nieustający ból głowy, o którym najchętniej wolałby o niej zapomnieć. Wiele razy wracał myślami do momentu pod drzwiami. Wtedy zdał sobie sprawę z jednego, po co się starać? Wystarczył czarujący uśmiech i mógł mieć inną, długonogą piękność. Może nierozumiejącą jego miłości do nieba, ale po prostu była. Brał od niej to, co chciał.
Dlatego tym bardziej nie potrafił jej zachowania, które właśnie mu prezentowała. Zagrodzenie drogi, spojrzenie pełne determinacji. Widział je. Nawet delikatnie połechtała mu ego w ten sposób. Był za to jeden problem. W ten sposób zachowywały się wszystkie laseczki chcące czegoś więcej. On już od niej nic nie chciał. Tym bardziej rozbawiła go jej reakcja. Była urocza, wręcz do schrupania, gdy oczy się jej błyszczały. Może mógłby ulec... ale potrzebował czegoś znacznie większego.
— Czyli jednak jesteś zazdrosna — stwierdził, specjalnie akcentując to jedno słowo. Na jego twarzy wymalował się cwany uśmiech. Już nie był w stanie tego ukrywać, podobała mu się taka pełna determinacji — od Daisy różni Cię to, że ona nie dała mi kosza — rozłożył ręce. Tak, kiedy emocje opadały potrafił porozmawiać ze stewardessami, które "przeleciał". Czasami nawet mu dogryzały, ale spływało to po nim jak po kaczce — próbuję zachować gram profesjonalizmu, mimo twoich natarczywych prób — rozmów i rozwiązywania problemów. Lee po prostu je olewał. Wyłączał myślenie i uparcie je ignorował. Po co strzępić niepotrzebnie nerwy? Flavię też ignorował, bo ilość wysiłku, który miałby złożyć, byłaby nieproporcjonalna.
— Jedną z nich mamy na obrazku — pokiwał dłonią, prezentując zachowanie Rosendale. Westchnął ciężko, jakby odrzucanie jej i dawanie kosza było najtrudniejszą sprawą, z jaką się mierzył. Poniekąd tak właśnie było.
— Po co? — iść na drinka. Rozmawiać? To go nudziło — jakbyś nie zauważyła Rosendale, ja się nie kumpluje z kobietami — więc taka znajomość była z góry skreślona na porażkę. Przyjaźń damsko-męska po prostu nie istniała — jezus maria, to ty skreśliłaś naszą znajomość. Przyjąłem kosza, co mam teraz zrobić twoim zdaniem? — spytał, rozkładając ręce. Miał iść z nią na drinka, a potem co? Wrócić spokojnie do apartamentu i zapomnieć na nowo o jej brązowych tęczówkach? Drugi raz nie byłby w stanie.
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
— A może dobrze by ci to zrobiło. — Kumplowanie się z kobietami mogłoby nieco zmienić jego światopogląd albo przynajmniej rozszerzyć te horyzonty. Ciężko było oczekiwać od facetów tak szerokiego poglądu na sprawę, ale w tej sytuacji bardzo by to pomogło. Może oszczędziłoby to im miesięcy w zawieszeniu. — Może jeszcze ducha świętego wezwij — mruknęła, zaraz patrząc na niego spod byka. — Nie skreśliłam naszej znajomości, ani nie dałam ci kosza. To raczej ja powinnam zapytać, co mam zrobić, żebyś to zrozumiał — rzuciła z lekką frustracją, ale dalej uparcie i ze zdeterminowaniem zadzierała podbróek do góry, patrząc mu prosto w oczy. Nie lubiła niewyjaśnionych spraw. Ryan w końcu wydusił z siebie to, o co naprawdę chodziło, a ona potrzebowała odpowiedzi, nawet jeśli zaraz miałby sobie od niej odejść.
Ryan Lee