-
Klocek... - mruknął, że tak właśnie mówią damy, bo tak mu powiedziała Cherry. Nie to, że bardzo go to obchodziło, co ona mówi, ale jednak trochę damą była. Trochę teraz taką, temu damy i tamtemu damy, z tymi jej
przygodnymi kutasami, czy jak ona to teraz nazywała.
Ale chyba Wyatt nie powinien tego teraz roztrząsać, bo od razu mu się jakoś humor zepsuł.
Chociaż jak tak zaczął się nad tym zastanawiać, jak wlazł w to
gówno i wtedy ta brunetka by mu powiedziała, że wlazł w kupkę, stolec, albo defekację, to czy to by było bardziej z klasą? Brzmiałaby jak dama? Temat kupy był chyba o wiele bardziej złożony.
Na szczęście oni zmienili go już na jej mieszkanie. Oczywiście, że Galen się skrzywił, kiedy zapytała,
czy on myśli, że ona mieszka na śmietniku.
-
Nie... wybacz... - od razu ją przeprosił, bo przecież Galen był dżentelmenem i nie powinien w ogóle sugerować, że ktoś mieszka na śmietniku, brak klasy, ale ona zaczęła... A Galen bardziej niż kulturalny, to był jak dziecko po prostu. Duże dziecko.
-
Też można, jest taki wielki ekran jak w kinie, trzy konsole, barek pełen alkoholi, można zamówić żarcie do pokoju, na dole jest siłownia i basen - zaczął jej wymieniać, jak takie dziecko właśnie, które się przechwala. Bo taki był Galen, niby wielki prezes z wyższych sfer, a tak często wychodził z niego dzieciak.
Na jej kolejne pytanie wzruszył ramionami. Bo sam nie wiedział czy to raczej w pozytywnym sensie, czy negatywnym, zależy jak kto to odbierze, on uważał dzikość za coś pozytywnego. Ale... po przekroczeniu pewnych granic mogła wchodzić w negatyw. Chociaż oni ich chyba jeszcze nie przekroczyli?
Znowu dwie brwi skoczyły mu ku górze.
-
Ktoś ciekawy? No to opowiedz mi o sobie, czym się zajmujesz? Co ciekawego robisz? Jakie masz ciekawe pasje? - bo może Galen Wyatt ją brał za jakąś małą złodziejkę z zapyziałej dziury, a tak naprawdę miał przed sobą całkiem ciekawą personę, która tylko lubi... mocne wrażenia.
Na te jej słowa, że to
niespodzianka przewrócił oczami.
-
Nie lubię niespodzianek - bo nie lubił, zawsze musiał mieć wszystko zaplanowane. Lubił robić niespodzianki, ale kiedy ktoś robił je jemu to czuł pewnego rodzaju dyskomfort, a co jeśli to mu się nie spodoba? Wiadomo, że będzie kłamał, że jest inaczej, ale czy na tyle przekonywująco, że uda mu się kogoś nabrać? Galen niby kłamał nieźle, ale często się w tym mieszał, gadał jedno, robił drugie, a potem dorzucał coś trzeciego, wychodziła niestworzona historia, w której on udawał Gasparda, który udawał Galena... na przykład.
Potrzymał jej kawę, a kiedy wskoczyła na śmietnik, to obejrzał się przez ramię, czy nikt ich nie obserwuje. A może on w ogóle był w jakiejś ukrytej kamerze? Zaraz mu zrobią zdjęcia przy tym koszu i napiszą, że Galen Wyatt szuka wrażeń udając bezdomnego, w garniaku od Armaniego za kilkanaście baniek.
-
Szybka jesteś, znamy się jakieś piętnaście minut, a ty już zapraszasz mnie na randkę - przeszedł przez bramę uważając, żeby nie ubrudzić swojego jasnego płaszczyka, ale i tak go ubrudził na plecach, bo się o coś otarł, tylko, że wcale nie zauważył. Ale już wiadomo dlaczego Galen Wyatt nie chodzi po takich miejscach, bo jego buty nie nadają się do chodzenia po
gównie, a jego jasny płaszcz brudzi się od wszystkiego w niekontrolowany sposób.
Znowu się obejrzał przez ramię, kiedy powiedziała o tym
że jakby ktoś ich zaczął gonić, Galen wolał jednak, żeby nie, ale z drugiej strony nie wiedział wcale czego się po niej spodziewać. Stanął u podnóża schodów, kiedy zaczęła się po nich wspinać. Czy zerknął na jej tyłek?
Zerknął, bo jakby tego nie zrobił, to przecież nie byłby sobą, ale zaraz się odsunął, bo coś z tych schodów spadło mu na głowę.
-
Nie mów mi tylko, że teraz chcesz się komuś włamać do mieszkania? Dla tych mocnych wrażeń - rzucił za nią i zawahał się zaciskając palce na barierce. Nie za bezpiecznie wyglądał te schody, trochę w ogóle skrzypiały pod jej naporem. Galen nawet zastanowił się czy nie runą, ale przesunął palcami po metalowej konstrukcji, a na metalowych konstrukcjach, to on się jednak znał. Postanowił zaryzykować i ruszył za nią.
-
Jeśli prowadzisz mnie do jakiegoś podejrzanego, domowego szpitala, gdzie wytną mi narządy, to wiedz, że dam ci więcej niż warta jest moja wątroba - musiał jej to powiedzieć, tak w razie czego. Jego wątroba pewnie nie była warta za wiele, bo przecież on znowu wrócił, do codziennej dawki whisky przyjmowanej doustnie, po pracy, na rozluźnienie. Wcale nie zalecił mu tego lekarz. Tylko sam Galen.
Maya Parker