Słucham jej słów i wzdycham ciężko, bo z każdym kolejnym uświadamiam sobie jak bardzo ją rozumiem. Wstyd się przyznać, ale łączyło nas dużo więcej niż mogliśmy się spodziewać i to chyba wkurwiało jeszcze bardziej. Gdyby nie cała popierdolona dynamika naszej relacji to myślę, że moglibyśmy się rozumieć jak nikt inny, mieliśmy wiele podobnych doświadczeń. Zamyślam się na moment wbijając w Charlotte badawcze spojrzenie, jakbym nie chciał przegapić choćby drobnej zmiany w jej mimice. Otrząsam się dopiero kiedy zwraca się bezpośrednio do mnie i mrugam kilka razy -
No cóż, myślę, że sąd to oceni - rzucam i zerkam w kierunku sędziego. Według mnie tak, to była przemoc, ale dla nas byłoby lepiej gdyby on miał inne zdanie na ten temat. Ciągniemy dalej i w końcu dochodzimy do kwestii tamtego pamiętnego wieczora i widzę, że moje pytania ruszają ją coraz bardziej, co właściwie wcale mnie nie dziwi, to był trochę cios poniżej pasa z mojej strony, może trochę prywatna zemsta za tamten policzek, który według mnie wcale mi się nie należał. Chociaż pewnie o to też moglibyśmy się pokłócić bo bez pytania wiedziałem, że miała zgoła inne zdanie. Myślałem, że odmówi składania zeznań, ale kogo właściwie chciałem oszukać? Przecież wiem doskonale jaka jest kurewsko uparta, niemniej coraz bardziej nerwowy ton głosu daje mi odrobinę satysfakcji, do tej pory wydawała się być bardzo spokojna, a to zaś mnie zaczynało już działać na nerwy. Chcieliśmy igrzysk dostaliśmy teatr -
Zeznaje pani, że jest tak samo mocno związana z ojcem, ale jednocześnie przedstawia go raczej jako dosyć chłodnego w obejściu i bardzo wymagającego, szczególnie w porównaniu do mocno wyidealizowanej wizji matki, czy to nie trochę dziwne? - w tym momencie zależy mi tylko na tym, żeby podważyć wiarygodność jej zeznań, chociaż ja akurat powinienem nie mieć żadnych wątpliwości co do tego, że mówi prawdę bo gdybyśmy zamienili się miejscami, to proces pewnie wyglądałby dokładnie tak samo. Zresztą miałem do czynienia z jej ojcem i musiałem przyznać, że był strasznym złamasem. Nie znałem natomiast matki, ale dobrze jej z oczu patrzyło. Niemniej występuję dzisiaj po ciemnej stronie mocy. Sędzia upomina mnie żebym nie wysnuwał tak daleko idących wniosków -
Przepraszam wysoki sądzie, nie mam więcej pytań, chciałbym jednak móc jeszcze raz przesłuchać Pana Gustava, zanim przejdziemy do kolejnego świadka - sąd przystaje na moją prośbę, jednak najpierw na wokandę wstępuje Franklin ze swoim zestawem skierowanym do Charlotte. Jestem pewien, że przedyskutowali tę wymianę zdań tysiąc razy, zresztą my zrobiliśmy dosłownie to samo. Słucham jej dalszych zeznań, a kiedy kończą, na nowo wzywają Gustava. Widzę jakie rzuca swojej córce spojrzenie, kiedy mijają się w drodze i ten paskudny uśmiech przyklejony do jego polackiej mordy. Znowu wstaję, żeby zadać panu Kovalskiemu kilka pytań o sytuację na bankiecie i z jego strony wygląda to całkiem inaczej, on zeznaje, że owszem, według niego to była kłótnia, w dodatku w głównej mierze sprowokowana przez Charlotte, przecież on chciał tylko zwrócić jej uwagę by
nie upijała się za bardzo w towarzystwie oraz przedstawić jej swoją nową partnerkę, co oczywiście wcale jej się nie spodobało, a na domiar złego oblała go winem i wszyscy to widzieli. Czy czuł się upokorzony? Raczej smutny i niezrozumiany przez własne dziecko.
Przecież to on był ofiarą tamtego incydentu. Czy słyszał by ludzie plotkowali na ten temat? Tak, nie tylko podczas bankietu, jeszcze przez kilka kolejnych dni dostawał pytania na ten temat od osób, których nawet tam nie było. Dziękuję swojemu klientowi za obszerne wyjaśnienia i przechodzimy do kolejnego świadka, którym jest najmłodsza latorośl państwa Kovalskich. Widać, że ta sytuacja jest dla niej bardzo stresująca i że wcale nie chce tu być. Patrzy na mnie wielkimi oczami pełnymi strachu, a ja robię groźną minę poważnego prawnika, który nie cofnie się przed niczym. Po trzecim pytaniu odmawia składania dalszych zeznań, co chyba można uznać za punkt dla nas. Dzieciak posyła mamie przepraszające spojrzenie, na ojca nie patrzy. Mniemam, że nie miał wcześniej doświadczeń z sądem, a taka wizyta, szczególnie dotycząca najbliższej rodziny, mogła być naprawdę stresująca. Potem jeszcze kilka mniej lub bardziej istotnych świadków - przyjaciółka pani Kovalski i przyjaciel pana Kovalskiego - ich zeznania są właściwie skrajnie różne. Ona twierdzi, że tak, była świadkiem jak Gustav poniża swoją małżonkę nawet w towarzystwie, on - że nigdy nie słyszał, by wypowiadał się o niej źle, tym bardziej w towarzystwie. Kilku pracowników firmy jANUS, którzy oczywiście zeznawali na rzecz swojego przełożonego (każdy miał dostać niemałą premię w przyszłym miesiącu). I w końcu pierdolony gwóźdź do naszej trumny - ciotka Elizabeth. Ja jestem bardzo ostrożny prowadząc to przesłuchanie, nie wdaję się w szczegóły i bardzo szybko daję jej spokój, za to mój stary atakuje ją jak pieprzony rekin, z każdej strony. Widzę ból w jego oczach, ale także chęć dania jej nauczki. Nie to, żeby ich relacja była jakaś napięta, powiedziałbym nawet, że świetnie się dogadywali, ale jednego nigdy nie mógł jej wybaczyć - że bierze się za zajętych i teraz mógł wreszcie pokazać jej jak bardzo jest to niemoralne. Czy to wpłynie jakoś negatywnie na ich dalsze kontakty? Nie sądzę, ona była wodą, która płynęła z prądem, zapomni o tym za dwa tygodnie. On za bardzo kochał swoją rodzinę by pamiętać o ich grzechach. Ale Franklin się nie pierdoli i prosi o udostępnienie jej dokumentacji medycznej gdzie czarno na białym widzimy, że tak, mieli wenere w tym samym czasie i tak, to najpewniej ona go zaraziła. Do tego momentu myślę, że sprawa była całkiem wyrównana, ale teraz Franklin dosłownie nas miażdży i jestem pod ogromnym wrażeniem z jaką precyzją to robi, wręcz chirurgiczną.
Nie mam więcej pytań. To ostatnie zdanie rzucone przez niego z totalnym luzem wręcz wrzyna mi się w mózg, już teraz czuję gorzki smak porażki na języku, chociaż staram się robić dobrą minę do złej gry. Gustav zresztą też, wydaje się być wyjątkowo spokojny. Niemniej na werdykt musimy poczekać kilka dni.
Charlotte Kovalski