W pierwszych dniach ułatwieniem samemu sobie życia miało być bezsensowne tkwienie w mieszkaniu. Głównie przez to, że niespecjalnie miał pomysł na to, co interesującego mógłby robić poza nim w obecnej sytuacji. Problem jednak w tym, że już właściwie ledwie kilka godzin mogłoby mu wystarczyć, by dojść do wniosku, że wśród czterech ścian również – a może raczej tym bardziej – nie miał zbyt wielu ciekawych zajęć.
Działanie na nerwy sąsiadom pewnie mogłoby stanowić jakąś formę rozrywki, ale… nie przez dłuższy czas. Ostatecznie nawet to musiałoby się wreszcie znudzić. Zwłaszcza, że w ciągu dnia większość z nich i tak pewnie przebywała poza własnym mieszkaniami, więc wszelkie uciążliwe dla nich zajęcia i tak nie mogłyby przynieść żadnego interesującego efektu…
Mimo wszystko, nawet nie mając rzeczywiście na celu naprzykrzania się nikomu konkretnemu, bezmyślnie podkręcił głośność puszczonej właśnie muzyki, zbliżając się przy tym do tej maksymalnej. Spędzenie w ten sposób kolejnych paru godzin na kanapie wprawdzie nie wydawało się ani trochę ciekawe, ale wciąż – wachlarz możliwości miał raczej mocno ograniczony.
W innych okolicznościach pewnie nie przejąłby się zbytnio natarczywym pukaniem do drzwi, jakie przebiło się przez dźwięki muzyki – w dodatku ledwie kilka chwil po jej włączeniu. Tym razem zareagował niemal od razu, ściszając ją do względnie akceptowalnego poziomu i podszedł w stronę drzwi, żeby je otworzyć.
– No chyba sobie żartujesz – zmarszczył brwi, w dość niekonwencjonalny sposób witając stojącą za nimi sąsiadkę. – Nawet nie mogłaś tego słyszeć u siebie…
Bo rzeczywiście – ich mieszkania mimo wszystko dzieliła zbyt duża odległość, żeby jakiekolwiek głośniejsze dźwięki docierały do Lizzie. Szczęśliwie dla niej, bo przynajmniej nie musiała mimowolnie uczestniczyć we wszystkich jego kłótniach z Ivy, inni sąsiedzi niekoniecznie mieli ten komfort…
Mimo wszystko… pewnie na wstępie warto byłoby jej – wciąż jednak nieco po czasie – podziękować za zajęcie się psem, kiedy ten zagubił się po wypadku. Tyle tylko, że ten drobiazg najzwyczajniej w świecie wyleciał mu widocznie z głowy. Winę natomiast można było oczywiście zrzucić na zaskoczenie widokiem akurat jej po drugiej stronie drzwi…
Lizzie Bell
