Przyglądam się jej z uwagą, kiedy powtarza
planetarnie i przez chwilę się zastanawiam czy zaraz nie strzeli focha, ale chyba siadło, więc uśmiecham się szeroko i kiwam głową, a potem unoszę w zdziwieniu obie brwi bo właściwie nie spodziewałem się takiej propozycji -
W sumie czemu nie - i tak w planach po zajęciach miałem co najwyżej powrót do domu, skopcenie kilku blantów i jedzenie KFC podczas scrollowania internetu w poszukiwaniu najśmieszniejszych wypadków wszech czasów. Brzmiało kusząco, ale wspólne wyjście na pizzę właściwie jeszcze lepiej -
A jesteś wege czy nie? - w tych czasach mnóstwo ludzi nie jadło mięsa, więc się wolałem upewnić wcześniej niż żeby mnie potem w knajpie miała nazwać barbarzyńcą, co więcej uważałem, że to nie dieta jest problemem, a marnowanie jedzenia -
Czubajke od czajnika? - powtarzam ze śmiechem, bo dla mnie to brzmi jak jakieś zaklęcie dosłownie. Kiwam głową z niejaką dumą wymalowaną na twarzy -
Umiem i to podobno całkiem nieźle - grałem po różnych zadymionych barach w okolicy mojego mieszkania i bardzo to lubiłem. Czasem, jak pogoda dopisywała, wychodziłem nawet na ulicę i rzucałem pokrowiec na chodnik przed sobą, raz udało mi się zarobić 200 dolarów, które zresztą przechlałem tego samego wieczora -
No na gitarze i różnych takich strunowych, mam jeszcze ukulele w domu i czasem sobie polatam na basie, a ty grasz na czymś? Lubisz muzykę? - pytam, bo może moglibyśmy się kiedyś ustawić na wspólne granie? Jeżdżę ołówkiem po papierze z takim zaangażowaniem, że możnaby pomyśleć że powstaje tam coś naprawdę wyjątkowego, i być może takie właśnie było, zależy tak naprawdę co rozumieć pod tym mianem -
Mikołajka? - powtarzam i nagle bum! Olśnienie, tam był taki charakterystyczny styl rysowania, nie wydawał się wcale trudny, może mógłbym się zainspirować? Wytężam ostro mózgownicę żeby sobie zwizualizować chociaż okładkę do książki i chyba widać to po mojej skupionej twarzy, a potem chwytam za gumkę do ścierania i wymazuję kilka kresek, żeby pójść jednak w trochę inną stronę -
Pamiętam tę książkę, też łobuzowałaś jak byłaś dzieckiem? - przyznaję, bo ja akurat kochałem książki od małego, może nie wyglądałem jak jakiś mol książkowy, ale nawet teraz miałem w torbie czytnik, który pewnie bym uruchomił w metrze w drodze powrotnej do domu -
A tam pierdolenie takie - macham ręką -
Ponadczasowe historie złe, ale turbo bajki przebodźcowujące dzieci od najmłodszych lat - brzmi legitnie - może brzmię teraz jak jakiś boomer, ale wystarczy spojrzeć na dzisiejszą młodzież, no ewidentnie coś było na rzeczy skoro zamiast kryzysu wieku średniego mieliśmy kryzys wśród gówniarzy. Pytanie o ulubioną piosenkę sprawia, że zamyślam się na dłuższą chwilę -
Ciężko wybrać jedną, ale niech będzie że Wbite Rabbit, Jeffersonów, znasz? - pytam, bo dla mnie to była klasyka, ale jak ktoś nie siedział w starych hitach psychodelicznego rocka to mógł nie wiedzieć o co chodzi, nawet jeśli sama piosenka pojawiała się niejednokrotnie w różnych dziełach popkultury. Mnie osobiście bardzo wzruszała, dosłownie mam przed oczami scenę z filmu, w którym adwokat siedzi na kwasie w wannie i prosi o to, żeby wrzucić mu do wody magnetofon w momencie, w którym ten utwór osiągnie apogeum. Jeśli miałbym kiedyś umrzeć przedwcześnie, to właśnie w ten sposób -
A jaki jest twój znak zodiaku, Marsie? - to akurat było pytanie, które powinienem zadać na samym początku jako naczelna zodiakara w Toronto.
Marseille Newton