30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Cora Marshall, Charlie Marshall, Blair Mayfield

Nadszedł najważniejszy dzień w dniu rodziny Marshalli. Tak zawsze mówiła sama Charity, bo jej urodziny należały do stałego elementu świętowania. Zresztą nie były to tylko jej urodziny, ale też Charliego. Nic dziwnego, że ze wszystkich dat ta wydawała się wybrzmiewać najbardziej. Pan wice prezes i pani prezes urodzeni tego samego dnia. Tylko ona pięć minut przed nim. Restaurację miała wybraną kilka miesięcy wcześniej, jedynie skonsultowała własną decyzję z Charlim. Zawsze organizowała kolację, by później napić się wraz z całym rodzeństwem. Jedynie najmłodszy wydawał się zniknąć gdzieś bez śladu.
Wynajęła całą restaurację specjalnie dla nich. Nie zapraszała wielu osób, ostatnio wolała postawić na czas z najbliższymi. Go ceniła dużo bardziej. Wszyscy ją wspierali, uśmiechali się i choćby góry się waliły, byli ze wszystkim razem. Nieważne, jakie fajerwerki ich spotkają, dadzą sobie radę. Nawet jeśli ojciec leżał w szpitalu, a matka z Cassie siedziały przy nim. Za to oni mogli świętować we własnym kółeczko adoracji i cieszyć się chwilą.
Charlie, dlaczego one zawsze muszą się spóźniać? — pyta Cherry, odwracając głowę w stronę brata bliźniaka. Tak, dla Charity jedna sekunda oznaczała już spóźnienie. Nawet na własnych urodzinach liczył się dla niej każda chwila. Mogliby w tej chwili jeść piekielnie drogie przekąski i zapijać je aperolem. Potrzebowała odrobiny oderwania się od rzeczywistości. Co prawda ostatnio skutkiem zabawy były spalone włosy, ale nie spodziewała się aż tak wybuchowego spotkania.
Jak myślisz, co one wymyśliły? — pyta, spoglądając nerwowo na bliźniaka i finalnie wzdycha ciężko — na pewno są razem i knują coś niecnego. Jak przyjdą ze striptizerem, to przyrzekam, wychodzę — rzuca lekko podirytowana Cherry pod nosem, bo oczami wyobraźni ma różne wizje przygotowań Cory i Blair. One potrafiły być naprawdę szalone.
30 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie przywiązywał dużej wagi do swoich urodzin, dlatego od lat pozwalał Cherry na całkowitą swobodę w ich planowaniu. Byli bliźniętami, co w ich świecie oznaczało nierozerwalny pakt zawarty jeszcze przed narodzinami - pakt, którego częścią było wspólne dzielenie tortu, gości i życzeń co roku, czternastego lutego. Żadne z nich chyba nigdy na poważnie nie pomyślało, by zorganizować osobne imprezy. W tym roku nie mogło być inaczej. Cherry zarezerwowała restaurację kilka miesięcy wcześniej, a Charlie po prostu jej przytaknął. Niech Cherry sobie shine bright like a diamond w urodzinowy Dzień Świętego Walentego i niech wszystko będzie po jej myśli, a Charlie niech dostanie zajebiste prezenty. Lubił prezenty (zarówno dawać, jak i dostawać, jakby ktoś się zastanawiał). Dlatego siedział sobie teraz obok Cherry i sprawdzał kalendarz, który współdzielił z Blair, czy na pewno zapisała sobie dzisiejsze spotkanie w Daldongnae. Restauracja nie wyglądała zbyt elegancko, jednak jedzenie było drogie i pyszne, więc chyba warto było się tutaj pojawić? Zresztą, Charity tak samo jak on miała wyszukane podniebienie i na pewno nie zabrałaby go na kebaba w trzydziestą rocznicę narodzin, prawda? Zmarszczył brwi - Blair miała zapisane dzisiejsze spotkanie w kalendarzu, a i tak się spóźniała. A przecież prawie nigdy się nie spóźniała. To było dziwne i podejrzane. Charles odłożył telefon na stół, ekranem do dołu, jakby chciał uciszyć własną podejrzliwość. Skoro Blair miała to w kalendarzu, to powinna tu być - a fakt, że jej nie było, działał na jego analityczny umysł po prostu ŹLE.
- Cherry, spójrz na to z innej strony. Skoro się spóźniają, to znaczy, że ich plan jest skomplikowany. A skomplikowane plany Cory zazwyczaj kończą się albo nagłówkami w gazetach, albo naszą zbiorową migreną - stwierdził, wyciągając rękę i lekko stukając palcem jej ramię. - Striptizer? Nah. Obstawiam, że próbują upchnąć w bagażniku coś, co nie powinno się tam zmieścić, albo przekupują obsługę, żeby wjechać tu na słoniu.
Poprawił zegarek na nadgarstku, odliczając w myślach sekundy do momentu, w którym Charity oficjalnie przejdzie z fazy lekkiej irytacji do trybu foch-katastrofa-żenada. Znał te etapy na pamięć, w końcu przeżył z nią już trzydzieści lat, tak? Przez tę jedną minutę świat mógł przecież poczekać, nawet jeśli spóźnienie Blair zapalało mu w głowie coraz więcej czerwonych lampek. Oparł głowę na łokciu i wlepił wzrok w bliźniaczkę. Nagle w głowie pojawiła mu się myśl, którą postanowił się natychmiast podzielić.
- Ej, powiem ci coś. Czytałem rano w gazecie, że statystycznie najwięcej ludzi rodzi się dziewięć miesięcy po Walentynkach. To kiedy nasi starzy musieli zaszaleć, że wyszliśmy w Walentynki? - rzucił w eter tonem pełnym zamyślenia, zawieszając wzrok na jakichś dziwnych ozdobach na ścianie.

Cherry Marshall Blair Mayfield Cora Marshall
isiek
wszystko jest okej
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cora nie spotkała jeszcze człowieka, który nie lubił dostawać prezentów. Przecież to było cudowne uczucie, gdy ktoś nas obdarowywał czymś miłym, fajnym i nie zawsze drogim, ale przemyślanym. A każdy kto znał dwójkę najstarszego rodzeństwa Marshall, wiedział że są oni perfekcyjni. Dlatego prezent również musiał być perfekcyjny. Cora i Blair umówiły się na burzę mózgów , aby sprawić, że bliźniacy posikają się z wrażenia. Na całe szczęście dziewczyny miały niesamowitą wyobraźnię i dosyć szybko wpadły na genialny plan. Potrzebowały jednak trochę się nad nim napracować, ale wiedziały, że są oni tego warci.
Podzieliły się zadaniami, które do najłatwiejszych nie należały. Dobra, ogarnięcie niektórych dodatków było akurat proste, ale to tylko kropla w morzu. Prezent pierwszy dojechał prosto do restauracji i czekał na wręczenie w odpowiednim momencie. Natomiast po prezent numer dwa, dziewczyny musiały się już pofatygować same, bo musiały je jeszcze wcześniej odpowiednio ozdobić.
- Blair, schyl się i sprawdź, która będzie dla Cherry- poprosiła przyjaciółkę, a zarazem przyszłą bratową. Trzymała w ręku dodatki, które musiały użyć, aby wszystko było idealne. Gdy ten etap miały za sobą, to przyszedł problem z transportem prezentu. Wybłagały jednak pana, aby im pomógł i pożyczył specjalne auto. Tego się nie spodziewały, więc trochę też straciły czas na spakowaniu prezentów i przewiezienie je pod restaurację.
-Przykro mi, ale tak nie wejdziecie- nagle dziewczyny usłyszały odmowę z ust managera, który spojrzał na nich z przerażeniem, gdy się spotkali na tyłach budynku. - To coś i tak jest niezgodne ze wszelkimi normami BHP, ale jak chcecie wejść w ten sposób to istnieje ryzyko, że coś się Wam stanie na terenie restauracji- Cora przewróciła tylko oczami i zeskoczyła na ziemię. Kiwnęły sobie głową z Blair i weszły do środka. Blair trzymała w dłoniach prezent dla Charlesa, a blondynka natomiast dla siostry. Cora uśmiechała się szeroko, gdy wszyscy stanęli przed stolikiem z bliźniakami i mogli im teraz wręczyć prezent.
- Teraz możecie oficjalnie pluć i walczyć o pozycję! Wszystkiego najlepszego!- krzyknęła wskazując na owy prezent, a było nim właśnie TO.


Blair Mayfield
Cherry Marshall
Charlie Marshall
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Walentynki były wyjątkowym dniem i to odkąd pamiętała. Nawet jak była dzieckiem i pojęcie miłości oraz związków nie było jej do końca znane, to nie to grało pierwsze skrzypce. Czternasty luty był nie tyle co dniem zakochanym, co dniem urodzin jej przyjaciół. Z biegiem lat jedynie ewoluowało to na tyle, że z jednym z bliźniaków miała tego dnia dwie okazje do świętowania, jednak nie zmienia to faktu, że rocznica ich narodzin była priorytetem. A po tylu latach, nadal trzeba było ich odpowiednio zaskoczyć. Można by pomyśleć, że Cora i Blair wykorzystały wszelką pulę kreatywnych pomysłów, ale ktokolwiek by tak pomyślał, to zdecydowanie nie umiał docenić ich zaangażowania. Burza mózgów była intensywna, ale z wielkim powodzeniem, a sama organizacja zdawała się być największą zagwozdką. W końcu trzeba było przemyśleć to pod kątem logistycznym, bo nawet jeśli plan sam w sobie brzmiał cudownie, to wykonanie już takie nie było.
— Jak mnie kopnie albo napluje na głowę… — zaczęła, już gotowa mówić, że nie ma zapraszać ich na jej potencjalny pogrzeb; najwidoczniej już związała się z tym cudownym prezentem, skoro zaczęła brać je pod uwagę w uroczystościach wszelkiego rodzaju. Oceniła, która to która, choć łatwym zadaniem to nie było, więc istniała szansa, że zaszła pomyłka. Całe szczęście, że zwierzętom najwidoczniej podobał się luksus, skoro bez problemu dały im się ubrać i przy tym nie wyglądały na niezadowolone; ale kto by był w sumie, będąc tak stylowym?
Spojrzała na zegarek i dosłownie sekundy leciały po ustalonej godzinie spotkania, co nie było dobrym znakiem. — Przysięgam panu, że jeśli nie pojawimy się tam w przeciągu dwudziestu sekund, to nie lamy będą problemem dzisiejszego wieczoru, a furia jubilatki — powiedziała, gdy menadżer jeszcze przez chwilę się upierał, a gdy przeszły do pomieszczenia, kiwnęła tylko głową do swojej asystentki, żeby zanim pójdzie, rozliczyła się z chłopem, aby nie robił im później problemów z racji obecności zwierząt. Przeszły do sali i parsknęła na komentarz Cory; opowiadała jej tę historię przy wyborze zwierzęcia, ale nadal ją to bawiło.
— Tak jak powiedziała. I wszystkiego najlepszego, dziubaski — dodała po młodszej Marshall. Miały jeszcze mały drobiazg, ale nie można było aż tak ich przytłoczyć od razu. Uścisnęła jubilatkę, zanim Cora wręczyła jej złotą smycz nowego zwierzaka, po czym podeszła do Charliego, z powitalno-urodzinowym buziakiem i wręczyła mu jego lamę. — Twoja bez różowej kokardki. Mam nadzieję, że to nie problem — rzuciła z rozbawieniem. — I musicie je nazwać, oczywiście. Tylko poważne propozycje, godne dla waszych zawodników w pluciu.

Cherry Marshall Charlie Marshall Cora Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Charlie Marshall, Cora Marshall, Blair Mayfield

Czy to dalej nie oznacza tragedii? — spytała, unosząc jedną brew i patrząc poważnym wzrokiem na swojego, młodszego bliźniaka. Tyle miał jej do powiedzenia? Każda sekunda opóźnienia przybliżała ich do zbliżającej się katastrofy — daj już spokój. Skoro na balu spaliłam włosy, wolałabym, żeby obyło się bez żadnych udziwnień — stwierdza poważnym tonem. Ile można było mieć wpadek wizerunkowych? Cherry nie chciała za nimi gonić i tak plotki rozchodziły się wystarczająco szybko. Musiała na nowo przybrać odrobinę powagi, zanim PR'owa katastrofa faktycznie dosięgnie Nortland Power.
Nigdy o tym nie myślałeś? — zmierzyła własnego brata wzrokiem. Odkąd dowiedziała się, ile trwa ciąża, musiała przeliczyć odpowiednio dziewięć miesięcy. Dla niej sprawa ich poczęcia wydawała się wręcz dziecinnie prosta — w dzień Wiktorii przecież to oczywiste — kanadyjskie święto w maju pełne wypadów, alkoholu oraz dobrej zabawy. Chociaż teraz po państwie Marshall nie dało się doszukać, ani elementu dobrej zabawy, to buntownicze korzenie Cherry, ale przede wszystkim Cory, musiały mieć swoje pochodzenie. Teraz mogli wydawać się chłodni, dostojni, tylko każdy kiedyś dobrze się bawił. Może dlatego niezbyt komentowali jej wyskok z Madoxem.
Chyba Was pojebało — wymruczała Charity, widząc, co dziewczyny prowadzą ze sobą. Nie, nie spodziewała się tego, co zobaczyła. Kilka razy zamrugała oczami, Charliemu podsunęła rękę, by ją uszczypnął. Nie wierzyła w to, co właśnie miała przed swoimi oczyma — i co ja mam teraz z nim zrobić? Ma się wysrać w moim apartamencie, czy w moim biurze? — spytała z całą powagą, która jeszcze jej została. Przez dłuższy moment stała jak wryta, po czym zaczęła się śmiać. Szczerym, radosnym śmiechem, bo nie wierzyła w to, co miała przed sobą.
30 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Charles nie odpowiedział siostrze od razu. Zamiast tego, po raz kolejny tego wieczoru, dyskretnie uniósł lewy nadgarstek i zerknął na tarczę swojego zegarka. Sekundy uciekały, a Blair i Cory wciąż nie było widać, co w jego poukładanym świecie było równe z ogłoszeniem stanu wyjątkowego. Każda minuta spóźnienia generowała w jego głowie dziesiątki scenariuszy, od wypadku samochodowego po nagłą zmianę planów, o której zapomniano go poinformować. Już otwierał usta, żeby rzucić jakąś kąśliwą uwagę o tym, że punktualność najwyraźniej nie jest cechą dziedziczną w ich rodzinie (albo przynajmniej nie dotyczy ich przyszłych członków), kiedy nagle drzwi sali otworzyły się z impetem. Wszystkie ironiczne uwagi o tragedii wizerunkowej i Dniu Wiktorii zamarły mu na końcu języka. Kiedy zobaczył Corę i Blair prowadzące na smyczach dwie… lamy, przez ułamek sekundy był pewien, że zmęczenie i stres z ostatnich dni w końcu doprowadziły go do halucynacji. Zamrugał kilka razy, ale absurdalny widok nie zniknął. Wręcz przeciwnie - zwierzę bez różowej kokardki zmierzyło go wzrokiem tak oceniającym, że Charles poczuł się, jakby właśnie nie przeszedł audytu w jednej ze swoich spółek. Teraz możecie oficjalnie pluć i walczyć o pozycję! Wszystkiego najlepszego! Oniemiały, poczuł na policzku buziaka od Blair i zapach perfum narzeczonej, który natychmiast go nieco otrzeźwił. Bez słowa przejął od niej złotą smycz, czując, jak cała powaga dzisiejszego wieczoru rozsypuje się w pył pod ciężarem kopyt egzotycznego przeżuwacza. - Lamy. No jasne. Bo przecież krawat od Hermèsa byłby zbyt przewidywalny, prawda? - mruknął pod nosem. Zaśmiał się cicho, wtórując szczeremu śmiechowi Charity - i tak nie pozostało mu nic innego, jak do niej dołączyć. - Spokojnie, Cherry. Jeśli on się załatwi w twoim biurze, po prostu powiemy, że to nowa forma sztuki nowoczesnej albo performance ekologiczny - skomentował. Przeniósł wzrok na Corę, która promieniała z dumy, i na Blair, która mimo całego tego chaosu, wyglądała jak milion dolców. Te dziewczyny były szalone, nieobliczalne i kompletnie nie przejmowały się normami BHP. - Poważne imiona, tak? - uniósł jedną brew, mierząc wzrokiem swojego nowego podopiecznego. - Mój będzie się nazywał Machiavelli. Skoro mamy pluć i walczyć o pozycję, niech przynajmniej robi to z klasą i planem przejęcia władzy nad światem - parsknął śmiechem. Po chwili wzniósł oczy ku niebu i wydał z siebie przeciągły jęk. - Nie mogę uwierzyć, że spóźniłyście się z powodu zwierząt, słowo daję...
Zerknął jeszcze raz na Machiavellego, który z niespotykaną godnością przeżuwał coś, co prawdopodobnie było jedną z dekoracyjnych roślin Daldongnae. No cóż.

Cherry Marshall
Blair Mayfield
Cora Marshall
isiek
wszystko jest okej
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Musiała przyznać, że świetnie się bawiła z Mayfield przy organizacji prezentów. Jak to dobrze, że jej przyszła bratowa była bardzo zorganizowaną osobą, więc Cora miała pewność, że wszystko się uda. Gdyby sama miała to załatwiać, była pewna że zamiast lamy, to sprzedaliby jej kozę (albo nawet i krowę) i to pewnie jeszcze dwie tej samej płci. Całe szczęście co dwie głowy to nie jedna i póki co wszystko szło zgodnie z planem. Lekkie spóźnienie było oczywiście w planach Charlie - po prostu źle zsynchronizowałeś zegarki z narzeczoną.
- Chciałyśmy jeszcze wjechać na nich jak na koniu, ale Blair wybiła mi ten pomysł z głowy- posłała jeszcze rozbawione spojrzenie Blair, bo w sumie faktycznie to nie byłoby zbyt rozważne, a przede wszystkim bezpieczne dla zwierząt. Jednak jak widać to wejście i tak zrobiło wrażenie na bliźniakach. Tego się przecież nie spodziewali.
- W sumie to nie wiem… Chyba tu i tu?- wzruszyła ramionami w odpowiedzi na pytanie Cherry. Po przekazaniu jej lamy, to w sumie Corze już było całkowicie obojętne, gdzie zwierzę się będzie załatwiać. Byleby nie w jej mieszkaniu czy przy jej biurku w biurze. Nie zastanawiały się, gdzie lamy będą robić podstawowe potrzeby fizjologiczne. Jakoś to im umknęło, więc obdarowani już musieli ten problem rozwiązać.
Całe szczęście, że po niemałym szoku, solenizanci się w końcu uśmiechnęli. To była najlepsza oznaka trafienia z prezentem. Zależało jej na uszczęśliwianiu najbliższych. - Tak tak, poważne! Ponieważ mamy jeszcze drugą niespodziankę- ponownie spojrzała na Blair, która możliwe, że w tamtym momencie zażartowała na ten temat, ale blondynka niestety większość rzeczy bierze dosłownie. Dlatego uśmiechając się od ucha do ucha oznajmiła im kolejną nowinę.
- Tak jak nazwiecie lamy, tak będą mieć na imię moje przyszłe dzieci!- wykrzyczała cała w skowronkach nawet podskakując przy tym. Nie przemyślała też doboru słów, bo czy teraz obdarowani nie zrozumieją, że Cora im właśnie ogłasza swoją ciążę?!


Blair Mayfield
Cherry Marshall
Charlie Marshall
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— W innym przypadku, musiałabyś na tej lamie uciekać galopem przed menadżerem — przypomniała jej sytuację sprzed chwili, bo mimo że już wcześniej twierdziła, że wjazd na tym futrzaku nie było dobrą koncepcją, tak zarządzający tym miejscem był gwoździem do trumny tego pomysłu. Chociaż znając Corę, nie zdziwiłaby się, gdyby i tak postanowiła zrobić na przekór, co tym bardziej nie spodobałoby się bliźniakom. Raczej nie chcieli awantury w swoje własne urodziny.
— Krawat łatwiej włożyć pod choinkę, lamę już ciężej wytłumaczyć — zauważyła, bo skoro pomysł padł, to jego realizacja musiałaby kiedyś nastąpić. A ciężko byłoby wytłumaczyć państwu Marshall, dlaczego zwierzę, które definitywnie nie powinno znajdować się w ich salonie, właśnie zjada ozdoby choinkowe. Fizjologia zwierząt pozostawała w tym momencie drugorzędną sprawą i faktycznie… nie pomyślały o tym. Choć koniec końców, miały swój dom na farmie lam, może nauczą ich trzymać potrzeby jak na kulturalne futrzaki przystało do momentu, aż nie skończą z nimi spędzać czasu? Albo postawią im kuwety, jako swoje własne interpretacje zwierząt domowych.
— Skoro się spóźniłyśmy to musiało być to coś… niewspółpracującego. — Choć równie dobrze Cora mogła zaskoczyć i to przez nią też mogły się spóźni. W honorze Blair było punktualne stawianie się na czas albo nawet przed, choć minimalne opóźnienie denerwowało ją mniej niż bliźniaki.
Usiadła obok narzeczonego i była wręcz przekonana, że młodsza z sióstr właśnie zapowiada ich drugi prezent. Nie spodziewała się, że żart o nazwaniu dzieci będzie poważną propozycją, więc zmrużyła lekko oczy, choć nie odebrała tego jako oznajmienie jakiś wieści, skoro wcześniej o tym rozmawiały i Cora nie wydawała się, aby trzymała jakikolwiek sekret na później. — Od Machiavelliego masz sporo opcji na zdrobnień — stwierdziła, przyjmując, że to tyczy się przyszłości… ale czy się nie myliła?

Cherry Marshall Charlie Marshall Cora Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Charlie Marshall, Cora Marshall, Blair Mayfield

Perfomance ekologiczny to będzie w twojej głowie — mruczy podirytowana Charity, strzelajac przy tym własnymi oczami. Co mogłaby mu powiedzieć więcej? Albo co powiedzieć siostrą? W głowie widziała miny inwestorów, wchodzących do jej biura za miliony dolarów i patrzącego na... lamę. Może razem ze zwierzętami dostaną dla nich specjalną zagrodę? — żadnego gówna, wiesz, ile jest w nim zarazków? — aż na usta cisnęło się jej pytanie, czy aby na pewno były przebadane. Musiały mieć jakiś paszport dla zwierząt. Przecież mogły ich czymś zarazić, prawda? — o jezu, co my z nimi mamy teraz zrobić? — jedną dłonią chwyta się za głowę, drugą trzyma smycz lamy i patrzy na nią kątem oka. Dziwna sytuacja. Powinna stąd zniknąć i oddać Corze zwierzę. Może zaczęłaby racjonalnie myśleć. Przecież na dworku Marshalli nie byłoby dla nich miejsca, ojciec na pewno by ich wyśmiał. Tylko leżał w szpitalu, ups.
Nie róbcie sobie jaj — mruczy finalnie Cherry i powoli zaczyna głaskać swoją po futrze. Nawet była przyjemna w dotyku. To z takich zwierząt miała robione, niektóre ubrania? Przerażające — jest słodka i mięciusia... ale co mam zrobić z lamą w środku Toronto? — to pytanie pada całkowicie poważnie. Nie weźmie jej do apartamentu, a do firmy tym bardziej. Zwierzęta potrzebowały terenu, a najbliższy znajdował się w rodzinnym domu.
Twoja lama będzie jak twoje wyjście na świat — wyrzuca od razu Charity. Niewiele było jej potrzebne, by pokazał się jej duch rywalizacji, a oczy płonęły czystym ogniem — zdecydowanie zbyt opóźnione — pięć minut w ich życiu sporo zmieniało. Wiedziała to ona, wiedział też to on — niech będzie, moja będzie nazywała się Cindy — zaczyna Cherry, nie wiedząc, skąd pojawił się jej pomysł tego imienia. Totalna pustka, ale gdy Cora mówi o ich dzieciach, to od razu kręci głową.
To jednak nie Cindy — wycedza bez żadnego zastanowienia — pewnie to jakaś pusta laleczka — wyrzuca, wzruszając własnymi ramionami. Na pewno Cindy to jakaś blondynka, głupiutka jak but i nierozróżniająca klonu od dębu.
Moja to Leokardia — rzuca finalnie Cherry i spogląda jeszcze raz na lamę. Zaraz poprawia jej kokardkę, bo na pewno dostała dziewczynę. Charlie pewnie też, bo trochę pipa z niego wychodziła przy siostrach — możemy się już napić i coś zjeść? — pyta, spoglądając po zgromadzonych — czy macie dla nas jeszcze jakąś NOWĄ niespodziankę? — jak chociażby przenośną zagrodę, lub jakiś słup do przywiązania do niego zwierząt. Brakowałoby im nagłówków: szalone lamy uciekają z imprezy bogaczy, taranują przechodniów. Jedna posrała się w radiowozie.
30 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Charles masował nasadę nosa, czując, jak pulsowanie w skroniach przybiera na sile. Lamy. W centrum Toronto. W dniu, w którym ich ojciec leżał w szpitalu, a akcje Northland Power wymagały stabilizacji. A, no i on wraz z Cherry mieli urodziny, ale to był tylko nic nieznaczący szczegół. Zerknął na Corę, która wyglądała, jakby bawiła się najlepiej z nich wszystkich. Tak jak nazwiecie lamy, tak będą mieć na imię moje przyszłe dzieci! Charlie posłał jej spojrzenie pełne ubolewania. - Oby nie nastąpiło to zbyt prędko, to może zapomnisz o tym pomyśle - mruknął pod nosem. Z drugiej strony... Machiavelli i Leokardia. Machi i Leo. Nie brzmiało aż tak źle, jak myślał. Gdy Blair usiadła na krześle obok, niego, przesunął dłonią po oparciu jej krzesła, szukając w jej obecności choć odrobiny pocieszenia. Fakt, że jego narzeczona brała w tym udział, był dla niego najbardziej zdumiewającym elementem wieczoru. Skoro nawet ona dała się wciągnąć w lamerskie szaleństwo Cory, to był na straconej pozycji. Pierwszy szok i pierwszy śmiech zostały zastąpione przez racjonalizm. Charles nie byłby sobą, gdyby w głowie nie zaczął już układać planu. - To nie było opóźnienie, Cherry, tylko badanie rynkowe. A co do lam i logistyki... - zaczął, przybierając swój najbardziej profesjonalny ton, mimo że tuż obok niego Machiavelli właśnie wykazywał podejrzane zainteresowanie dekoracją stołu. - Zjedzmy, a po kolacji zorganizujemy im transport na farmę. Dziewczyny - najpierw spojrzał na Blair, a potem przeniósł wzrok na Corę. - Czy wy myślałyście, że po wręczeniu nam lam zabierzemy je ze sobą do apartamentów? Blair, wyobrażasz sobie Machiavelliego na naszym wełnianym dywanie z Maroko? - uniósł do góry brwi i pokręcił głową. - Mam nadzieję, że to koniec niespodzianek na dzisiaj, zamówmy już - skwitował i przeniósł wzrok na kelnerkę, która akurat pojawiła się na horyzoncie. Charles poczekał, aż kelnerka podejdzie do stolika, starając się zignorować fakt, że Machiavelli właśnie próbował powąchać jej fartuch. Kobieta wyglądała na równie zdezorientowaną co obsługa całego lokalu, ale profesjonalizm wygrał z chęcią ucieczki na zaplecze. - Wszystkie rodzaje wołowiny, od żeberek po wagyu, i dodatkową porcję boczku - zarządził krótko, nie bawiąc się w wertowanie menu. - Do tego wszystkie możliwe dodatki i dwa rodzaje kimchi - dodał. Złożył zamówienie za nich wszystkich, skoro i tak będą dzielić się jedzeniem. Kiedy na środku stołu rozżarzyły się węgle, a kelnerzy zaczęli znosić dziesiątki małych miseczek z banchan, Charles chwycił za metalowe szczypce i zaczął precyzyjnie układać cienkie plastry wołowiny na ruszcie, pilnując, by stopień wysmażenia był idealny. Po chwili zmarszczył brwi. - I my tak przy nich będziemy jeść? - mruknął w eter, wlepiając wzrok w lamy.

Blair Mayfield
Cherry Marshall
Cora Marshall
isiek
wszystko jest okej
ODPOWIEDZ

Wróć do „Daldongnae”