-
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Uniósł brwi nieco zaskoczony, ponieważ wydawało mu się, że jakieś ptaszki doniosły jej o jego nowej profesji. Ciekawe.
Gdyby nie było ludzi, pewnie więcej by o sobie opowiedział oraz rzucił ciekawostką o liczbie złapanych zbiegów. Z drugiej strony, nie pytała ani nie wyglądała na zainteresowaną, to czy powinienem był tak się naginać? pytał samego siebie, jeżdżąc palcem wskazującym i kciukiem prawej dłoni od podbródka w górę.
- Na pewno? - spytał, bo naprawdę był gotowy na rozmowę z właścicielami lokalu, byleby tylko otrzymać zgodę na przejrzenie nagrań z monitoringu. Najlepiej gdyby kilka osób te nagrania oglądało, bo oglądając je samemu… cóż, sporo czasu może się zejść. pomyślał, a on akurat nie miał nie wiadomo ile czasu, który mógłby poświęcić na oglądanie nagrań.
- Ja… nie, to nie tak. Podjechałem pod Twój dom ale Cię nie było i powiedziano mi, że nie wiadomo kiedy wrócisz. - powiedział, zostawiając sobie coś co jeszcze usłyszał, dla samego siebie. Będzie lepiej jak już dasz jej spokój. Poznała kogoś i o wiele częściej się uśmiecha. Te słowa go zabolały tak, jakby ktoś wsadził w jego serce nóż. Najpierw zabolał go list, a potem to. Dzisiaj, widząc pierścionek na dłoni Cath, serce zabolało go po raz kolejny.
Słysząc pytanie, David spojrzał Catherine prosto w oczy, a następnie parsknął śmiechem.
- Ty sobie żartujesz ze mnie teraz, prawda? Czyżbyś już zapomniała o tym, co mi napisałaś któregoś razu? - Na pewno specjalnie udawała, że nie wie o czym mówię. pomyślał z uniesioną brwią, będąc przekonanym, że ta reakcja nie była prawdziwa.
Czekał, masując sobie skroń. Miał ochotę pójść na masaż albo na siłownię, gdzie wlazłby na bieżnię i po prostu biegł przed siebie. Starając się nie analizować tego spotkania - choć zapewne koniec końców i tak by je analizował. Wyciągnął telefon, by przejrzeć social media, lecz zbyt długo na nich nie posiedział, ponieważ nagle przyszła Mary z jego zamówieniem.
- Dziękuję bardzo. - powiedział, posyłając kelnerce lekki uśmiech.
- Czy widziała Pani bądź kojarzy tego oto mężczyznę? - spytał, ponownie wyciągając zdjęcie ze swojej torby i kładąc na stoliku tak, by Mary dobrze je widziała.
- Jestem detektywem i szukam go, ponieważ ma na swoim koncie kilka poważnych wykroczeń. - wyjaśnił, w międzyczasie pokazując swoje policyjne ID.
- Każda nawet najmniejsza informacja się przyda. - dodał, mając nadzieję, że czegoś się dowie. Musiał się czegokolwiek dowiedzieć, by móc układać puzzle.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Tak - odpowiedziała nieco zbyt pośpiesznie. Nie zamierzała wplątywać w to swoich dziadków jeśli tylko mogła tego uniknąć. Chociaż jeśli upór mężczyzny został przynajmniej taki sam jak wtedy, gdy był nastolatkiem to czuła, że wcześniej lub później do tego dojdzie.
- Pod mój dom? - zapytała szczerze zaskoczona. Nie wiedziała, że chłopak kiedykolwiek złożył jej wizytę w domu. Rodzice ani rodzeństwo nigdy nie wspomnieli jej o tym ani słowem, a zazwyczaj ktoś był jednak tam obecny. Nie wykluczała także możliwości, że Harrison po prostu zmyślał. Po co? Nie wiedziała. Ale to była bezpieczniejsza opcja - on ją już zranił, gdyby zrobiła to jeszcze jej rodzina, dla której w zasadzie poświęciła wszystko to... To nie wiedziała czy da rade się po tym podnieść. Liczyła na to, że to po prostu nieporozumienie i zwykła zawodność pamięci.
- Pamiętam wszystko co ci napisałam i nie wiem o czym mówisz, nie zamierzam z tobą publicznie roztrząsać tego co nas kiedyś łączyło. Niech to zostanie w przeszłości- odpowiedziała chłodno na jego słowa i śmiech. Czy ona była w ukrytej kamerze? Bo nie wierzyła, że to wszystko działo się naprawdę.
Nagrania były w porządku - sprawdziła dla pewności czy są wyraziste i czy w trakcie ostatniego miesiąca nie było przerw. Nie wypatrzyła nic takiego. Przerzuciła archiwalne pliki na zewnętrzny dysk.
Czekając na przeniesienie pozwoliła się oprzeć mocniej o fotel, zamknąć oczy i po prostu odetchnąć i uspokoić się. Czuła się jeszcze bardziej wyczerpana emocjonalnie, psychicznie i fizycznie niż zazwyczaj. To był ciężki dzień i marzyła tylko o tym, aby ten dzień się skończył. Najlepiej jak najszybciej. Drugim marzeniem było to, aby mężczyzna z jej przeszłości został w tej przeszłości. Chciała spokoju, nie chciała znowu rozgrzebywać starych ran (nawet jeśli nie zdążyły się zagoić). Wiedziała, że ani ona nie była już tą zakochaną bez pamięci małolatą, ani on chłopakiem którego znała. Minęło stanowczo za dużo czasu i stanowczo za dużo się wydarzyło. Kochała wspomnienie, nie rzeczywistość - a ta była szara i przygaszona. Z cichym postanowieniem, by nie dać się wciągnąć w gierki i przetrwać zabrała nośnik. Była gotowa mu go wręczyć, aby dał jej i temu miejscu święty spokój.
David Harrison
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjiczas narracjipostaćautor
- Ach tak. To nowy chłopak mojej córki, chodzą ze sobą dość krótko. To jakaś Pana rodzina? - zapytała uprzejmie, nie chcąc od razu wypalić z czymś czego będzie potem żałować. Mary była nieo sceptycznie nastawiona do ich związku ze względu na różnicę wieku, ale czuła, że jeśli będzie naciskać to Anabelle całkowicie się w sobie zamknie. Mogła powiedzieć wszystko, ale od kiedy jej córka zaczęła się z nim spotykać była zdecydowanie bardziej otwarta, częściej się uśmiechała i wręcz promieniała. Nie miała serca i odwagi zabierać tego swojej słodkiej córce, zwłaszcza po śmierci jej ojca. - Moja Anabelle nie mogła przestać o nim mówić i był u nas kilka razy na obiedzie. Chociaż przychodził też tutaj i zachwalał kuchnię pani Papadakis. Podobno nie ma sobie równych i chyba jestem w stanie zaakceptować jej zwycięstwo - gadała jak najęta. Zdawała sobie z tego sprawę, ale musiała czymś zająć czas, podczas gdy telefon uparcie milczał.
Zbladła, gdy usłyszała o poważnych wykroczeniach. Niewiele myśląc opadła na krzesło naprzeciwko mężczyzny. Jakie to mogły być wykroczenia? Jej córka... Zamierzała ją uziemić do jej sześćdziesiątki jeśli to była prawda. Czy to dziecko nie mogło wytrzymać kilku dni bez pchania się w kłopoty.
- Wykroczenia? Jakie wykroczenia? Przecież to miły człowiek, tylko trochę nierozgarnięty - powiedziała, nerwowo mnąc w dłoniach fartuch. Gdy jednak mężczyzna wyciągnął odznakę krew całkowicie odpłynęła z jej twarzy i musiała złapać się blatu stołu, aby nie runąć jak długa. - Czy on jest niebezpieczny? Czy grozi jej niebezpieczeństwo? Ona mi zawsze wszystko mówiła, nie spóźniała się i dzwoniła... - czuła jak robi jej się słabo, a w klatce piersiowej poczuła uścisk. Powietrza. Potrzebowała powietrza.
- Boże - powiedziała jeszcze cicho zanim świat stał się ciemny, a ona sama zaczęła osuwać się z krzesła.
Catherine Bennett
-
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
David zmrużył oczy bo czy mówił niewyraźnie? A może zbyt cicho?
- Tak Catherine. Pod TWÓJ dom. I wiesz co usłyszałem? Nie zawracaj sobie głowy, bo ona już tu NIE mieszka. I dokładnie z naciśnięciem na nie. - całą wypowiedź odwzorował w taki sposób, w jaki on ją usłyszał od Pani Bennett. Żałował, że tego nie nagrał, to przynajmniej miałby dowód a tak? Niestety z pamięci nie mógł tego wyciągnąć i zgrać na jakikolwiek dysk. Trochę mu się jednak zapaliła lampka, bo czy to oznaczało, że nikt z rodziny nie przekazał Catherine tego, że David u niej był? Dlaczego? Zapomnieli? Nie rozumiał tego. Zawsze był miły dla rodziny Cath i może tylko raz... no dobra dwa.... no dobra cztery razy wróciła później niż powinna przez niego, ale nie mógł nic poradzić na to, że tak dobrze spędzało mu się z nią czas. I tak bardzo nie lubił pożegnań. Specjalnie nawet wrócił pamięcią do tamtego wydarzenia, gdy zaraz po opuszczeniu wojska, udał się pod drzwi domu Cath. Nim mu ktoś otworzył minęło kilka minut - nie miał z tym problemu bo domyślał się, że mógł przeszkodzić np. w drzemce, kąpieli albo innych pracach domowych.
- No właśnie chyba problem w tym, że nie pamiętasz. - powiedział, kręcąc głową. Gdyby pamiętała, to doskonale by wiedziała o czym mówię. dokończył w myślach. Zaraz jednak musiał się przestawić i zostawić przeszłość za sobą, ponieważ potrzebował informacji.
Usta ułożył w kreskę gdy usłyszał kim był jegomość ze zdjęcia. Szlag.... podrapał się po głowie. Uważnie słuchał, nie przerywając Mary, lecz nie podobało mu się co słyszał. Kurwa... był w jej domu. Spodziewał się pytań - normalna reakcja, szczególnie jeśli chodziło o kogoś bliskiego. Nim jednak zaczął udzielać odpowiedzi, postanowił zadać pytanie.
- Czy nic u Pani w domu nie zaginęło? W szczególności biżuteria. - zapytał, bo to miało ją naprowadzić do wykroczeń gościa ze zdjęcia. Dopiero po tym pytaniu, postanowił odpowiedzieć na zadane pytania.
- Ogólnie ma na swoim koncie włamania, kradzieże oraz.... gwałt. - tak mówiły akta. Ofiara leżała w szpitalu i walczyła o życie. Z tego co David wiedział, nazywała się Emma i jej stan był ciężki.
- Tak, jest niebezpieczny. Nie znamy jego obecnej lokalizacji. Pani córka może być zagrożona, ale istnieje też szansa, że zdołała się ukryć. Mogę spróbować Pani pomóc. Sprawdziłbym ostatnią aktywną lokalizację jej telefonu i zobaczymy, co da się ustalić. - powiedział, bo niejednokrotnie namierzano telefony albo czekano aż się pojawią w sieci by móc je namierzyć. Mimo wszystko można było spróbować od ostatniej aktywnej lokalizacji by sprawdzić, czy właśnie tam nie leżała komórka, a gdzieś niedaleko nie ukrywała się dziewczyna.
- Czy Pani córka kolegowała się z kimś o imieniu Emma? - zapytał, bo jeżeli odpowiedź brzmiała twierdząco, to oznaczało, że typ wybierał sobie znajome albo jednej albo drugiej dziewczyny albo... jedną faktycznie kochał gdy drugą traktował jak zabawkę. Od tego myślenia głowa go powoli zaczynała boleć. Dobrze, że w aucie miał tabletki przeciwbólowe.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- W moim RODZINNYM domu ostatni raz na stałe byłam jakieś siedem lat temu, o czym Ci zresztą pisałam - odparła chłodno. Nie zamierzała mu wyjaśniać, że w zasadzie od kiedy jej matce pogorszyło się do stopnia w zasadzie beznadziejnego nocowała tam, gdy opiekunka nie mogła być razem z nimi, gdy ojciec znowu był na podróży służbowej i gdy jej rodzeństwa także nie mogło tam być. Czyli w zasadzie bardzo często. Tak samo nie zamierzała mu już nawet wytykać braku kontaktu, bo miała wrażenie że równie dobre skutki odniosłaby mówiąc do ściany.
Odliczyła w myślach pięć powodów dla których próba uduszenia go była złym pomysłem (i o dziwo główne dotyczyły jedynie obawy o życie w więzieniu za napaść na funkcjonariusza na służbie i ewentualnie reputacji restauracji, sama wizja przemocy była pokrzepiająca).
Catherine wróciła akurat na pytanie o Emmę i zastanawiała się o co chodzi. Może i mężczyzna był poszukiwany, ale nie widziała związku pomiędzy Emmą, Anabellą a chłopakiem. Innego niż związek jednej z nich. Była jednak szczerze zaciekawiona czy Camila coś o tym wiedziała. Jej najmłodsza siostra w końcu trzymała się z nimi dość blisko.
Nie przejmowała się nagraniami (dzięki niebiosom za kopie w chmurze na wypadek zniszczeń), ważniejsza była kobieta osuwająca się z krzesła. Nawet nie miała chwili przemyśleć co robi zanim zachowanie wyuczone w ciągu ostatnich kilku lat dało o sobie znać. Gdy Mary przechyliła się na krześle rzuciła się przed siebie, uderzając biodrem w krzesło (Au) i biorąc ciężar bezwładnego ciała na siebie i swoje ramię. Był tylko jeden problem: jej matka była o wiele lżejsza (drugie AU). Cath poczuła to w ramieniu i mogła przysięgać, że coś się jej przesunęło.
- Jasna cholera - syknęła przez zęby i spojrzała na Davida wściekła.
David Harrison
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjiczas narracjipostaćautor
- Nie przypominam sobie niczego takiego. - fakt faktem, że w ich domu nie było zbyt dużo wartościowych rzeczy. Było im wystarczająco ciężko nawet jeszcze za życia jej męża, nigdy nie stać jej było na luksusową biżuterię. Chyba szczytem ekstrawagancji była para kolczyków ze srebra dana jej córce jeszcze na chrzcie świętym lata temu. Te jednak dziewczyna nosiła niemal codziennie. Anabelle nie wspominała, że czegoś nie ma, więc Mary zakładała że wszystko było w porządku. Inny sprzęt także nie zniknął.
Spojrzała na niego jak na kosmitę. Czy ten człowiek robił sobie żarty? Wiedziała co prawda, że jej córka jest nieco nieodpowiedzialna, ale aby związać się z potencjalnym gwałcicielem... Nie, w to nie zamierzała uwierzyć. Może i nie był wymarzonym materiałem na przyszłego zięcia, ale nie wydawał się być tak zły. Nie zmieniało to jednak tego, że ta wieść zaległa ciężko na jej sercu. Czy tylko jej było tak duszno?
- Jeśli Pan może będę wdzięczna. Skaranie boskie z tą dziewczyną, nie odzywa się cały dzień. Jeśli wróci do domu to zostanie uziemiona do swojej osiemnastki, a jej przyjaciółki dostaną zakaz przekraczania progu mojego domu - mówiła nakręcona, chociaż było słychać jawną panikę w jej głosie. Trajkotała tylko po to, by zająć czymś język i myśli. Po drżeniu jej dłoni można było jasno dostrzec, że zdecydowanie nie byłaby w stanie choćby wyszukać numeru dziewczyny. Zrezygnowana podała go odblokowanego detektywowi, a sama otarła pot z czoła.
Zmarszczyła brwi.
- To najlepsze przyjaciółki. Razem z Camilą Bennett w zasadzie były nierozłączne. Emma, Bella i Cam - zmrużyła oczy, odchylając kołnierzyk, który ją pił w szyję. Tak duszno, potrzebowała powietrza. Następne co pamiętała, to ciemność przed oczami. Jakby właśnie jechała pociągiem i wjechała do tunelu.
Catherine Bennett David Harrison
-
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
David skinął głową, zapamiętując tę informację i zastanawiając się, czy kobieta na pewno dobrze sprawdzała ale już nie zamierzał o to dopytywać. Szczególnie, że nagle zbladła - dosłownie zrobiła się biała jak ściana.
- Obiecuję dać znać, jak tylko czegoś się dowiem. - odparł, a po chwili wziął telefon kobiety do ręki, by z kontaktów spisać numer Anabelle oraz Catherine (bo przecież nie miał jej AKTUALNEGO numeru). Miał ogromną nadzieję, że uda się namierzyć telefon córki Mary i co ważniejsze, sama córka zostanie odnaleziona. Liczył, że nie podzieli losu swojej przyjaciółki, lecz on sam zamarł, kiedy usłyszał imię siostry Catherine. Kurwa mać.... przeklął w myślach, bo ostatnie czego chciał, to żeby ktokolwiek z rodziny Bennett był w tą sprawę zamieszany. No to teraz tym bardziej miał motywację, by złapać typa i zamknąć go za kratkami mając nadzieję, że nigdy stamtąd nie wyjdzie. Choć zdaniem Davida zasługiwał na wiele surowszą karę. No ale zaraz przestał myśleć o tym, ponieważ Mary zaczęła mu odlatywać.
- O nie! - zdołał krzyknąć i też miał zacząć łapać kobietę, lecz Cath go wyprzedziła, przy okazji samej sobie szkodząc. Pewnie będzie siniak. Gorzej, że chyba usłyszał jakiś dziwny dźwięk Ale obym się przesłyszał.
- Wezmę ją od Ciebie. Przyniesiesz zimną wodę? Najlepiej z czymś, co można wykorzystać i zrobić jako okład. - spytał, przejmując inicjatywę oraz przenosząc ciężar ciała nieprzytomnej kobiety na siebie, nie czekając na zgodę. Nie było łatwo, biorąc pod uwagę masę Mary ale no, nie ona pierwsza i nie ostatnia tak zareagowała gdy poznała prawdę. Współczuł jej, naprawdę. Rozejrzał się po restauracji, by wybrać miejsce, gdzie mógłby położyć kobietę. Widząc jedną większą kanapę, doszedł do niej i powoli zaczął kłaść Mary. Zaczął lekko potrząsać kobietą, trzymając ją za ramiona, lecz to nic nie dało. Dotknął jej szyi z boku dwoma palcami.
- Puls jest. - po tych słowach ostrożnie odchylił jej głowę i obserwował. Sięgnął po telefon, by wstukać numer alarmowy 911. Szczególnie, że ktoś też musiał obejrzeć Cath.
- Nic Ci nie jest? - spytał Catherine przed kliknięciem zielonej słuchawki.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Szybko jednak przestała o tym myśleć. Kolejny siniak nie robił na niej większego wrażenia - dzień jak co dzień. Bardziej niepokoił ją bark, ale póki nie czuła w nim mocniejszego bólu nie zamierzała się tym przejmować. Serce biło jej ciut za szybko i boleśnie czuła ciężar kobiety na sobie. Mogła się tylko cieszyć z tego, że w zasadzie brakowało minut do zamknięcia i w lokalu oprócz obsługi w zasadzie nikogo nie było. Na całe szczęście.
- We dwoje będzie lżej, przynajmniej ją dźwignąć - powiedziała uparcie, chociaż uśmiechnęła się z wdzięcznością. I był to chyba pierwszy szczery uśmiech w stosunku do Davida tego wieczoru. Nawet jeśli wyglądał nie wyglądał na słabeusza to wiedziała, że to był po prostu bezwładny ciężar - z całym szacunkiem do kobiety. I zawsze łatwiej było choćby ją złapać. - Nancy! Przynieś zimną wodę i ścierkę w misce - powiedziała głośniej do barmanki. Wiedziała, że ta ich obserwuje, ale nie wie co zrobić.
Po podniesieniu kobiety zdała się na Davida. Adrenalina lekko opadła i czuła tępy ból, ale nie było tak źle. Ten dyskomfort była w stanie znieść.
Gdy mężczyzna tylko położył kobietę od razu przystąpiła do działania. Podsadziła pod nogi kobiety poduszki.
- Uchyl okno. Wstrzymaj się z tym telefonem, może zaraz do nas wróci - powiedziała krótko zanim rozpięła górny guzik koszuli kobiety. Chcąc nie chcąc nauczyła się, że nie wszystkie omdlenia wymagały karetki. To nie wyglądało aż tak poważnie.
- Jest w porządku - skwitowała krótko, delikatnie poruszając ręką. Bywało gorzej, taki ból była jeszcze w stanie wytrzymać. Widocznie ciężar lekko nadwyrężył jej bark. Biodrem też nie zamierzała się przejmować.
David Harrison
-
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Leży w szpitalu w ciężkim stanie. - bardzo współczuł jej bliskim i naprawdę miał nadzieję, że za kilka dni otrzyma dobre wieści. Choć nie znał jej, tak mimo wszystko trzymał za nią kciuki. Bardzo jednak nie podobało mu się, że siostra Cath znała zarówno Emmę jak i Annabelle, bo to oznaczało, że należało doczepić jej zdjęcie do tablicy ze zdjęciem uciekiniera.
- Jeśli możesz, to pilnuj swojej siostry. Nie mówię, że masz ją bez przerwy kontrolować lecz po prostu... rozmawiaj z nią. Niech nosi gaz pieprzowy i zawsze ma włączoną lokalizację. A mówię o tym, ponieważ jeżeli dziewczyny trzymały się razem a teraz jedna leży w szpitalu, natomiast druga zaginęła.... - nie dokończył, ponieważ pozwolił by Bennett sama się domyśliła, co mogło się stać. Oczywiście, nie należało zakładać od razu najgorszego lecz istniało ryzyko podzielenia losu którejś koleżanki.
- Cama Ci nic nie mówiła? - spytał, bo to w sumie było... dziwne? Choć z drugiej strony, jeżeli jej grożono to był w stanie to zrozumieć. Drugą możliwością było, że młodsza Bennett po prostu nie chciała martwić starszej siostry - David też nie raz to przerabiał ze swoim rodzeństwem uważając, że poradzi sobie sam ze swoimi problemami. I fakt, czasami sobie radził, a czasami niekoniecznie.
- Prawda. - zgodził się, bo faktycznie lepiej było, gdy we dwoje ją trzymali i ciężar się nieco rozłożył. Gdy zobaczył uśmiech Cath, on sam również się uśmiechnął i aż przypomniał sobie czasy przed wstąpieniem do wojska, gdy taki widok miał bardzo często. Z tego powodu przez moment zapomniał, że mają tu nieprzytomną kobietę. Wrócił na ziemię gdy usłyszał rozkaz Catherine skierowany do jednej z pracownic tej restauracji.
Cath ponownie go zaskoczyła, kiedy i on otrzymał zadanie bojowe oraz widział, jak wykonuje wszelkie czynności bez zawahania. Tak jakby już kiedyś to przechodziła. No ale koniec końców skinął głową i uchylił ze cztery okna uważając, że jedno okno to byłoby za mało. Zrezygnował też z wykonania telefonu - przynajmniej na razie.
- Na pewno? Możesz ruszać tą ręką? - spytał z troską, bo jeżeli nie mogła bądź odczuwała ból przy poruszaniu to powinien ją zabrać do szpitala. On nie był lekarzem ani nie miał rentgenu w oczach by móc dokonać prześwietlenia.
- Nie zadam jej już więcej pytań dzisiaj gdy się ocknie. Obiecuję. - odpuści, przynajmniej na teraz. W sumie do głowy wpadł mu jeden pomysł, tylko będzie musiał go jeszcze raz przemyśleć, ponieważ ten plan zakładał obserwowanie siostry Cath bo kto wie, może któregoś dnia albo spotkałaby się z poszukiwanym, albo poszukiwany spotkałby się z nią, albo... po prostu byłby nieopodal, by również obserwować młodszą Bennett. Z drugiej strony, Cama miałaby zapewnioną ochronę.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
I o ile te wiadomości sprawiły, że zrobiło jej się zimno tak kolejne słowa mężczyzny zmroziły jej krew w żyłach. Potrzebowała kilkunastu sekund i kilku głębokich oddechów zanim zdecydowała się w ogóle spróbować odpowiedzieć.
- Przypilnuję jej, możesz być spokojny - odpowiedziała obojętnie. Sama jednak czuła jak jej gardło się ściska. Nie zamierzała mówić Davidowi, że młoda w zasadzie od kiedy skończyła szesnaście lat miała trutą głowę, by w razie jakiegokolwiek wyjścia mieć przy sobie gaz na niedźwiedzie i pisać Catherine czy będzie na czas albo z kim wychodzi. Miasto było stosunkowo bezpieczne, ale Cath nie zamierzała ani ograniczać dziewczyny, ani drżeć o jej bezpieczeństwo i powrót do domu. Znalazły więc złoty środek. Nie musiał dokańczać zdania. Rozumiała przekaz jasno i wyraźnie. Miała wiele do zarzucenia Davidowi opierając się na ich przeszłości, ale potraktowała to jako ostrzeżenie funkcjonariusza publicznego na służbie. Miała szczerą nadzieję, że Camila nie będzie robiła problemów i opowie co się działo.
- Camila jest nastolatką, która przechodzi przez okres buntu i wycofania, więc nie wiem nic poza tym, że jedna zaczęła umawiać się niedawno z jakimś chłopakiem - westchnęła. Tęskniła czasami za momentami, gdy jej najmłodsza siostra zwierzała jej się ze wszystkiego. Była jednak w pełni świadoma tego, że takie chwile będą coraz rzadsze i to częściowo z własnej winy. Jakby nie patrzeć matkowała jej przez ostatnią dekadę, a sama Cam dorastała. Cath mogła być momentami zbyt nadopiekuńcza, ale nic na to nie mogła poradzić. Nie zmieniało to jednak tego, że Catherine była naprawdę ciekawa co działo się w życiu jej rodzeństwa. Kochała je z całego serca (nawet jeśli chęć mordu czasami w niej rosła do poziomu niebezpiecznie bliskiego wybuchowi), ale rozumiała ją. Sama wielu rzeczy nie mówiła bliskim.
Weszła w swój rytm. Co prawda czuła lekkie zimno z zewnątrz, ale było na tyle do przeżycia, że postanowiła nie zwracać na nie większej uwagi. Lekki powiew mrozu jeszcze nie zrobił nikomu krzywdy. Chyba, że padało na kogoś ze słabą odpornością. Nikt nie musiał jej mówić co ma robić i nie była sama. To znacznie ułatwiało - za pierwszym omdleniem matki była zdana wyłącznie na siebie. Od tamtej pory zdążyła się już sporo nauczyć i była spokojniejsza w takich sytuacjach.
Nancy w międzyczasie przyniosła miskę. Cath uśmiechnęła się do niej pocieszająco.
- Zamknij kasę i powiedz dziewczynom, że zamkniemy dzisiaj wcześniej. I tak nie ma już ludzi -powiedziala cicho do blondynki. Widząc jej sugestywne spojrzenie machnęła ręką i skrzywiła się lekko. Czyli żadnych gwałtownych ruchów. - Nim się nie przejmuj - odpowiedziała. Nie zamierzała spowiadać się teraz ze znajomości z mężczyzną, chociaż była pewna że pytania i tak padną.
Wycisnęła ze ścierki nadmiar wody i przysiadła na skraju kanapy, przecierając twarz i dekolt kobiety. Miała nadzieję, że to pomoże - wolała nie odsyłać jej do szpitala ani nie dzwonić po karetkę.
- Tak i nic mi nie będzie - odpowiedziała nie patrząc na niego. Nie chciała widzieć jego twarzy, wystarczyło że czuła troskę w głosie. Jej serce zaciskało się na bolesne wspomnienia, które ten ton wywołał. Nie chciała mu skłamać, że w zasadzie przy mocniejszym ruchu coś ją ciągnęło w barku. Podejrzewała jakieś lekkie naciągnięcie albo nadwyrężenie mięśnia czy stawu. Postanowiła na razie to zostawić w świętym spokoju.
- Myślę, że jej już wystarczy nerwów i pytań na dzisiaj. Dziękuję - postanowiła mu zaufać ten jeden, jedyny i prawdopodobnie ostatni raz. Mogła mieć tylko nadzieję, że tej obietnicy zamierzał dochować. Mary poruszyła się lekko, a Cath głośno odetchnęła z ulgą. Nie było tak źle.
- Ziemia do Mary, odpłynęłaś nam - powiedziała ciepło. Nic na to nie mogła poradzić. Cholernie bała się o tę kobietę, przez lata znajomości stała się dla niej czymś w rodzaju drugiej matki. Odstawiła miskę na podłogę i przechyliła się delikatnie do przodu, kładąc zdrową rękę pod plecy kelnerki i pomagając jej się podnieść do pozycji siedzącej.
- Co... Co się stało? Gdzie telefon? - zapytała Mary patrząc wprost na Catherine. Ta rozejrzała się i dostrzegła sprzęt pod stolikiem. Musiał upaść w całym tym zamieszaniu.
David Harrison