-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Napisały tego smska, pooglądały foteczki, pogadały, że śluby to są wspaniałe i każda piękna dziewczyna powinna mieć taki, jak z bajki. Peach na pewno też będzie miała, pewnie z Clydem, już ustaliły, że zaprosi na niego Rosę, może z Dickiem, jak się pogodzą, a jak nie to samą, żeby tam wyrwała jakiegoś hinduskiego księcia.
Potem wyszły na parkiet i tam było całkiem gorąco, bo ci Latynosi tak dobrze się ruszali, Rosce to tam za bardzo to nie przeszkadzało, bo ona lubiła takie gorące rytmy, ale jak jej facet zaczął podwijać sukienkę, to go zdzieliła w łapę i zaczęła się po hiszpańsku do niego pluć, że ona nie jest pierwsza lepsza, jakaś ladacznica! Ale, że to po hiszpańsku brzmiało też hot, to chłop się wcale nie zniechęcił tylko dalej z nią tańczył. A Peach jej gdzieś zniknęła. Ale to zaraz może ją znajdzie?
Już nawet chciała iść jej szukać, a tu nagle wpada Ricardo! Cały czerwony na twarzy, bo mu się po niej krew leje z brwi, jeszcze z jakąś pałą!
- Matko boska, najświętsza panienko błogosławiona! - krzyczy Rosa po hiszpańsku i się łapie za policzki, a Ricardo łapie jej nowego latino boya za koszulę i go ciągnie, a potem mu sprzedał fangę w nos. Trochę się Rosa przeraziła, ale też trochę jej serce wali jak szalone w piersi, jak widzi, że Ricardo za nią się będzie bił.
- Och! Mi corazón! - krzyknęła do niego, że on jest jej serce. Chociaż jak ten Latynos się zerwał i chciał Ricardo walnąć, to ona też się wyrwała do przodu i chciała go kopnąć w piszczel, tylko ją złapała Maddie menadżerka Madoxa. W ogóle przyszedł Siergiej i jeszcze jakaś druga pompa. Taki się tam zaczął młyn, a w tle Maluma śpiewa Coco Loco, a oni wszyscy tam teraz byli loco!
I Roska w końcu ugryzła Maddie w rękę, a jak Richie się zamachnął na tego jednego Latynosa, to mu nogę podłożyła i gościu leży jak długi, aż się wszyscy na niego popatrzyli, a nad nim zwycięsko Ricardo z pałą, a Rosario aż kolana na ten widok zmiękły, bo teraz był taki męski, jak jakiś barbarzyńca. Conan barbarzyńca, czy coś.
- Och Ricardo! Jesteś ranny! - jęknęła, chociaż on chyba nie jest ranny w tej walce, ale może w tej? Nie wiedziała do końca, bo tyle się tam działo, teraz też wciąż jeszcze ten leżący na ziemi gościu się odgrażał, ale też już zwaliło się więcej ochroniarzy Madoxa - oj Maddie Ricardo jest ranny! - zaraz Rosa zaczęła płakać do Maddie, bo w sumie z nią też się zakolegowała już, ale ona się trochę obraziła, że ją ugryzła, ale Rosa zaraz jej tłumaczy - musiałam przepraszam cię śliczna, ale musiałam ratować mojego męża - wyjaśniła jej, a Maddie to też ma takiego męża Earla, więc wie co to miłość prawdziwa.
Peach J. Pepper Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Jak mogłaś mnie tutaj tak publicznie zdradzić Rosie?! Wszyscy widzieli, cały klub widział i już pewnie pół naszego miasta widziało- tak jej mówi i pokazuje ten cały klub, który powolutku i bez problemowo wraca do swojego typowego trbu, czyli imprezka się kręci, światła się zmieniają. Tylko Riczi ze złamanym sercem i obitą twarzą siedzi na kanapie i akurat mu Maddie przyniosła miskę z wodą, więc zanurza w niej ręcznik i ociera czoło swoje. Nie miał może słów, a może po prostu zrozumiał co tak na prawdę on jej robił i jak to musiałoby ją dotknąć, gdyby się dowiedziała, co on z Erza robił. Siergiej podchodzi do ich stolika i mówi, żeby się zawijali, bo ten chłop, którego pobili to jest szycha i zaraz wróci z policją. Riczi tylko na ten zakrwawiony ręcznik patrzy i mówi: - No i dobrze, niech mnie zamkną w pierdlu - dziś skończyło się moje małżeństwo i nie mam już po co do domu wracać
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Co ty gadasz Ricardo! Przecież ja ciebie nigdy w życiu nie zdradziłam! - aż na niego tupnęła nóżką, tą w szpileczce wysokiej i krzyczy. Bo to, że ona sobie tańczy z jakimś latynoskim Don Juanem, to przecież to nie jest żadna zdrada! Ani się z nim nie przelizała, ani nic, a tańczyć to jej przecież zawsze pozwalał, bo Roska to była dobra tancerka i jak Ricardo już nie chciał z nią tango tańczyć, albo salsy, to ona sobie zawsze jakiegoś tancerza znalazła.
Jak tylko Maddie przyniosła miskę z wodą, to Rosa zaraz podeszła do Ricziego i mu się chciała pomóc wycierać z tej krwi, bo jednak mimo wszystko to jej go szkoda było, ale on jej zaraz szarpie tą szmatkę, że sam.
- Oj nie mów tak misiaczku... Przecież ja tylko ciebie kocham - mówi i zaraz chciała mu patrzeć w oczy tymi wielkimi swoimi ślepiami, co błyszczą w tym świetle jak dwa diamenty, ale on się na nią wciąż boczy, to podeszła i opiera mu rączki na zarośniętych policzkach, żeby tą głowę jego podnieść i żeby mogła mu spojrzeć w oczy. Piękne ma jej mąż oczy, chociaż teraz takie smutne.
- Tylko... ja czasem nie wiem, czy ty mnie też kochasz - i teraz ona się smuci, a Siergiej jej za plecami coś gada, że jak zaraz nie pójdą, to ich policja zgarnie, wiec Rosa się odwróciła i posłała mu mordercze spojrzenie - to zrób tak, żeby nie zgarnęła, to jest brat twojego szefa Siergiej! - ryknęła, bo już ją rusek denerwował, bo ona ma tu takie romantiko sceny z mężem, stoi mu miedzy nogami, ściska go za policzki i mu patrzy w oczy głęboko, a tamten im coś nawija za plecami. Co za typ.
Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Rzeczywiście, jak chciała mu pomóc to się tak żachnął i sam sobie chce wycierać czoło, natomiast strasznie go to boli i krzwi się cały czas. Co prawda przestało go już to tak boleć, kiedy Rosi mu poliki w ręce ujeła, bo od tego jej dotyku to wszystkie jego bolączki odchodzą, Rosi powinna zostać lekarzem ciała a nie duszy, może powinna mieć taki program w TV, że mówi ludziom, żeby dotykali ekranów, to ona ich będzie leczyła. Riczi wciąż zły pyta jej:
- Co ty mówisz Rosi, na głowę upadłaś, że nie wiesz że cie kocham? - emocjonuje się i pokazuje na parkiet - Ja tego chłopa prawie zabiłem, a to ty mnie zdradziłaś nie on! On jest niewinny, ja z nim nie jestem w związku, a patrz co mu zrobiłem - pokręcił głową i unosi spojrzenie na Sergieja - Przepraszam cie amigo ona już tak ma - i zniża spojrzenie na Rosi. - Sergiej teraz przez ciebie będzie miał problemy u Madoxa, widzisz co ty mi robisz, co ty MI ROBISZ - tak się uderza w pierś i odchyla do tyłu, żeby się oprzeć na tej kanapie, bo już mu słabo jest z tych emocji. Ochłonał już i dotarło do niego co się tutaj właściwie wydarzyło. Ale jeszcze oczy mu zapłonęły na chwilę kiedy zerka na nią jak tak kuca przy nim przy kolanach. - A temu budowlańcowi też dałaś?!
Już znów w nim wzbiera jakaś złość, bo czy to możliwe? Nie widział tu budowlańca, ale może po prostu skorzystał z Rosi i sobie poszedł? I dlaczego na nich - na niego i Rosi - tak działa to Toronto, że tak się ranią!? Czy coś tu jest złego z wodą w kranie? Może mają jakieś uczulenie o którym nie wiedzieli, a efektem tej alergii jest utrata mózgu?
Rosario M. Vargas-Martinez