32 y/o
Welkom in Canada
197 cm
kucharz The Beaches Boardwalk
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wcale nie chciał pić. Nie lubił być pijany tak generalnie, nie znosił tego, jak się czuł następnego dnia, słaby i nijaki. Krew szumiała mu w skroniach, zdawał sobie sprawę z tego, że jego możliwości procesowania bodźców są mocno spowolnione, a rozumowanie poszło spać dwie szklanki temu. Spojrzenie za cholerę nie chciało się skupiać, mięśnie wydawały się znacznie słabsze, a ciało wydawało się mieć własną autonomię w wielu aspektach. Nie powinien pić kolejnej szklanki. Skończyło by się słanianiem na nogach a potem urwaniem filmu. Nie przeszkadzało by mu to... Gdyby nie fakt, że była na wyciągnięcie ręki, rozmawiała z nim, wydawała się o niego martwić na swój sposób. Zalany w trupa nie mógł być pewny, czy jej przypadkiem od siebie nie odstraszy, a tego by nie chciał.
- ...może wodę. - odpowiedział po chwili zawahania, przewracając oczami. Dobry chłopiec.
Nie powiedziała nie; to prawda, ale z drugiej strony sam nie był pewny, czy chciał, żeby powiedziała tak. Lubił ją i to był jego problem w tej zagmatwanej sytuacji. Seks nie miał dla niego nic wspólnego z lubieniem. Lubieżność, cielesność, pożądanie; żadna z tych rzeczy z jego doświadczenia nie wymagała sympatii, wręcz przeciwnie. Odkrył już dawno temu, że im mniej wie o swojej losowej partnerce, tym łatwiej było grać rolę, której od niego oczekiwała. Narzędzie w jej rękach. Nigdy nie przetestował jak to działało, jeśli rzeczywiście kogoś znał, ale wydawało mu się, że sympatia jedynie przeszkadza.. Może się mylił. Często się mylił.
- Norweski. - odpowiedział krótko, nie mogąc sobie nawet przypomnieć w tym momencie, czy wspomniał o swoim pochodzeniu. Wydawało mu się, że nadmienił coś po niemiecku, ale tak naprawdę nie czuł się Niemcem. Był Norwegiem i tak wyszło, że za gówniarza przeprowadził się z rodziną do Kanady; norweski wciąż uważał za swój rodowy język, ten w którym śnił, myślał, w którym zwykle klął i którego używał, kiedy nie mógł znaleźć słów. Jej ciekawość przywołała cień rozbawienia na jego twarz. Rozważał, czy chce jej przetłumaczyć co powiedział, a nawet jeśli chciał, jakich słów użyć, by oddać charakter zdania. Było bezczelne, zbyt dosłowne i za bardzo do przodu; coś czego nigdy nie powiedziałby na trzeźwo, a skąd pochodził pewnie dostałby w mordę. Nie odpowiedział, zamiast tego rozpraszając się jej dłonią, trawiąc sytuację.
Delikatna skóra na jej nadgarstku wydawała się prosić o jego usta. Nie przytrzymywał jej, mogła zabrać rękę, ale wybierała jego dotyk. Małe zwycięstwo, które oddało mu odrobinę pewności siebie. Po raz kolejny nie odpowiedział. Lekki uśmiech nadal błądził po jego ustach, przyglądając się jej twarzy. Ciemne oczy, w które łatwo mu było wpaść, usta posiadające własne magnetyczne pole.. Poczuł suchość w gardle, to pragnienie akurat nie mogło być ugaszone wodą. Uniósł dłoń którą się bawił do swojej twarzy, składając parę drobnych, lekkich jak piórko pocałunków na jej nadgarstku. Zapach jej skóry sprawił, że jego żołądek wykonał małe salto. Muszę ją mieć.
Widział zakłopotanie na jej twarzy, może zawstydzenie? Nie odsunęła się jednak, nie dała mu w żaden sposób znać, że wywołuje w niej dyskomfort. Złapał głębszy oddech, luzując uchwyt na jej dłoni, łapiąc jej spojrzenie pochylił się mocniej nad stolikiem, wolną ręką gestykulując, by zrobiła to samo. Nie będzie się drzeć na cały bar, było głośno, a ich interakcja nie dotyczyła pogody. Poczekał cierpliwie aż zmniejszy między nimi dystans, bardziej i jeszcze odrobinę. Płynnym ruchem założył jej włosy za ucho, do którego przysunął usta.
- Vil du ligge med meg? - powtórzył, znacznie ciszej niż wcześniej, zupełnie innym tonem. Niższym głosem, spokojnie, wolno. Chciał przesunąć dłonie na jej ramiona, odrzucić stolik na bok, zrobić cokolwiek, żeby pozbyć się dystansu między nimi; zamiast tego oparł ramiona mocniej o blat. - Zapytałem, czy chciałabyś się ze mną kochać.. - dodał tym samym tonem, jego własne słowa podnosząc napięcie, które czuł w swoim ciele. Kochać. Zwykle tak tego nie ujmował. Zazwyczaj w ogóle nie używał słów jeśli mógł, ale.. Nie ważne. Odsunął się tylko trochę, by móc na nią spojrzeć. Ewentualnie dać jej szansę, by rzeczywiście dać mu w pysk.

Cynthia A. Ward
LemonSpice
none
35 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
170 cm
lekarz medycyny sądowej Uniwersytet Toronto
Awatar użytkownika
Depresja przy barszczyku
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Matheo Bachmann

Uniosła wyżej kąciki ust. Cieszyła ją ta odpowiedź. Czuła się podbudowana. Naprawdę bardzo mocno podbudowana. Może ten Theo którego znała, jeszcze tam był? Odpowiedzialny, niezawodny, troszczący się na swój zwariowany sposób. Był przy niej iskierką, za którą chciała podążać. Ten uśmiech i wrodzona umiejętność rozładowywania napięcia. Przy niej trudno było wytrzymać. Szczerze niewiele rzeczy ją uszczęśliwiało, a Bachmann, choć nie był rzeczą, mógłby znaleźć się na tej liście.
To zdecydowanie lepszy wybór — stwierdziła zadowolona Cynthia, a uśmiech był bardziej niż zauważalny — pójść Ci po nią? — sama sobie przyniosłaby drugie piwo. Choć na lekach alkohol dużo szybciej i mocniej ją trzepie. Dwa piwa. Była po jednym i to wystarczyło, by mogła się odpowiednio zrelaksować. Zapomnieć o pracy, traumach, za to zajrzeć w brązowe tęczówki Bachmanna.
Norweski? A nie byłeś Niemcem? — dopytała go, bo o ile ostatnio faktycznie rozmawiali w sprawie jego pochodzenia, ale trwało to krótko. Widocznie zbyt krótko, by wychwyciła inne informacje. Pamiętała, niemieckie imię. To się zgadzało, za to reszta była dla niej jak mgła, przez którą trudno było jej przejść.
Ani razu nie myślała o zabraniu mu dłoni. Jego dotyk był uzależniający. Chciała go więcej i więcej. Tyle wystarczyło, by w ciszy wpatrywała się w jego oczy. Sama nie wiedziała, kiedy przegryzła swoją dolną wargę. Instynktownie wręcz. Ciepło jego dłoni wręcz ją parzyło. Nie był pierwszym przypadkowym przechodniem, a znajomym nieznajomym. Wyprostowała się cała, gdy uniósł jej dłoń. Kilka razu mrugnęła szybko oczami. Nie spodziewała się tak szarmanckiego gestu, wręcz obezwładniającego. Nie wiedziała, co powinna mu powiedzieć w tym momencie. Świat zawirował, a ludzie znajdujący się blisko nich zaczęli znikać. Tylko ona i on. Te mięśnie ukryte teraz pod ubraniem, ten czuły gest, którym chciał przekazać jej ciepło, którego wręcz całą sobą potrzebowała.
Widząc jego niemą prośbę, nachyliła się bardziej nad blatem. Tylko pojawił się w głowie jeden problem. Nie potrafiła w barierę fizyczną. Kiedy ktoś już ją przekraczał, nie potrafiła się skupić. Tak wzrokiem wędrowała od jego ust do jego oczu, nie wiedząc, na co dokładnie powinna patrzeć. Nie mogła się powstrzymać od przegryzienia dolnej wargi, gdy wkładał jej kosmyk włosów za ucho. Wariowała, naprawdę wariowała. Jeszcze tak niedawno rozmawiali o głupotach, a teraz myślała tylko o tym, by móc choć przez krótki moment skosztować jego warg.
Theo... — mówi niemalże od razu, a na jej policzkach pojawiają się rumieńce nie do ukrycia. Seks zawsze wszystko komplikował. Wystarczyło jedno wyjście do łóżka, a ludzie znikali z jej życia. Lawrence, Scott, czy Matheo miał być kolejny? Stracenie kolejnej osoby w jej życiu nie wchodziło w grę, a jednak ten chwilowy dotyk sprawił, że oszalała. Przed sobą zobaczyła migawki wspomnień w siłowni, kiedy jego mięśnie pracowały, a po jego ciele spływał post. To było wręcz uzależniające — chciałabym — powiedziała cicho, przełykając nerwowo ślinę. Czuła woń jego perfum zmieszanych z alkoholem i choćby chciała udawać wielką panią lodu, to nie była w stanie się zatrzymać. Pociągał ją.
32 y/o
Welkom in Canada
197 cm
kucharz The Beaches Boardwalk
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Musiał jej przyznać rację, powinien iść po tą szklankę wody. Zerknął krótko w kierunku baru, zaraz potem znów na swoją towarzyszkę i jej pustą szklankę. Ruch też mógł dobrze zrobić, więc zamiast odpowiadać, podniósł tyłek z krzesła.
- Nah, pójdę. To samo? - zagadnął luźno, zgarniając ich szklanki, żeby nie robić niepotrzebnego bałaganu. Barmani w lokalu już się przyzwyczaili do tego, że zabierał im ten kawałek roboty; ci, których znał w personalnym życiu nie przepadali za ogarnianiem stolików na sali, więc chociaż tyle mógł dla nich zrobić. Szanował ich czas. Ci w tym miejscu polewali dobrze. Wszystko się zgadzało. Wrócił do niej tak czy siak całkiem szybko, stawiając przed nią kolejną szklankę piwa. - Niemiecko-Norweska mieszanka, ale w Niemczech nigdy nie byłem. - odpowiedział prosto na jej pytanie, marszcząc lekko brwi, stwierdzając w duchu, że powinien to kiedyś zmienić. - Jak mi przypomnisz, to ci pokażę kiedyś norweski paszport. - ułatwiał życie, jeśli chciał kiedyś pojechać do Europy. Mniej biurokracji, nawet jeśli miał podwójne obywatelstwo w tym momencie. Szklanka z wodą, swoją drogą, okazała się naprawdę dobrym pomysłem; nie zdawał sobie wcześniej sprawy z tego, jak spragniony był w ten najprostszy sposób.
Musieli kiedy indziej wrócić do jego obywatelstwa i całej reszty małych szczegółów o sobie nawzajem, bo rozmowa poszła w zupełnie innym kierunku.
Prawdopodobnie nie nazwałby się szarmanckim, może nawet nie do końca rozumiał słowo samo w sobie. Nie uważał się za gentlemana, definitywnie nie w stosunku do losowych przygód jakie miewał, kiedy doskwierała mu samotność zmieszana z beznadziejnym nastrojem. Jedyne czego od nich chciał to być użytym, bez hamulców, bez emocjonalnego bagażu, prosty, fizyczny akt.. Tyle że Cynthia nie była losową przygodą. Znał jej imię, wiedział, gdzie mieszkała, była w jego samochodzie i nawet zgodziła się zaciągnąć na siłownię; nie była mu obca ani mu obojętna.
Nie miałby jej za złe, gdyby mu odmówiła. Nacisk, manipulacja, proszenie się czy w jakikolwiek sposób przymuszanie drugiej osoby do czegokolwiek nie leżały w jego naturze, nie ważne ile wypił, czy w jakim nastroju był, ale.. W jej oczach dostrzegł jedynie odbicie głodu, który sam czuł. Dotyk, pieszczota, pożądanie. Jej słowa posłały zimny dreszcz ekscytacji w dół jego kręgosłupa i po raz kolejny, musiał się powstrzymać przed sięgnięciem po więcej. Nie ufał sobie, nie chciał niczego rozbić, lubił to miejsce, więc musieli poczekać, nawet jeśli była na wyciągnięcie ręki. Wiedział, że mieszkała w tej dzielnicy, nie mieli daleko. Chciał sięgnąć do jej twarzy, dotknąć jej ust przynajmniej palcami, ale przy okazji podnoszenia ręki stuknął łokciem w którąś z ich szklanek. Cholerne przeszkody. Warknął cicho pod nosem, marszcząc brwi w stronę szkła, jakby biedny przedmiot był czemukolwiek winny. Złapał głębszy oddech, posłał jej lekki, zadziorny uśmiech, odsuwając się jeszcze kawałek, mimo że wszystko w jego ciele chciało się znaleźć jedynie bliżej. Cierpliwość.. Była cnotą, której nie posiadał. - Spacer czy Uber. - zapytał tylko, zabierając dłonie. Łatwiej było nad sobą panować, kiedy jej nie dotykał, a przy okazji mógł wyciągnąć telefon, jeśli była taka konieczność. Położył dłonie na własnych kieszeniach spodni, palcami wymacał telefon, kartę, kilka gumek.. Yep, był gotowy, żeby się zabrać z tego lokalu.

Koniec.

Cynthia A. Ward
LemonSpice
none
ODPOWIEDZ

Wróć do „Spirit of York Distillery Co.”