ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
188 cm
rezydent psychiatrii Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
Możesz powierzyć mi swój sekret.
Trust me. I'm a doctor.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjityp narracji
czas narracji3-cio osobowy
postać
autor

#2
Erin St. Clair

Poranek był… rześki. Delikatnie rzecz ujmując. Ich nowy dom o tej porze tracił część swojego przytulnego ciepła, ustępując miejsca surowej, kanadyjskiej aurze dobijającej się przez szyby. Joshua, wierny swojej medycznej wiedzy o higienie snu, na noc zawsze zmniejszał ogrzewanie do 19 stopni - badania mówią, że w takiej temperaturze organizm regeneruje się najlepiej. Zegar sterujący był jednak zaprogramowany tak, by do ósmej rano słupek rtęci wskoczył na komfortowe 23 stopnie. Tak czy inaczej - miękki szlafrok i kubek parującej kawy były o tej porze nie tyle luksusem, co koniecznością.

Josh wstał, jak co dzień, o 6:30. Potrzebował tej godziny, by w spokoju odprawić swoje poranne rytuały i bez pośpiechu dotrzeć do kliniki na ósmą. Mało który pacjent zjawiał się przed tą godziną, ale on lubił być gotowy wcześniej. Dzień będzie taki, jakim go rozpoczniesz! - zwykł mawiać z przekonaniem godnym terapeuty. Cicho jak kot, choć z gracją raczej zwierzęcia większych rozmiarów, wyswobodził się z objęć ukochanej i zawijasów wspólnej pościeli, dokładając wszelkich starań by nie obudzić jej skoro świt.

Wstawił ekspres, a gdy kuchnię wypełnił głęboki aromat palonych ziaren, oparł się o kuchenną wyspę. Przeglądał dzisiejszy grafik pacjentów w telefonie, ale jego wzrok co chwilę uciekał w stronę kanapy przed kominkiem. Szczenięcy uśmiech mimowolnie wpełzł mu na twarz na samo wspomnienie ich pierwszej upojnej nocy. Nie chodziło tylko o fizyczne nasycenie, choć to było obłędne. Uśmiechał się, bo czuł, że po miesiącach emocjonalnego zawieszenia, znowu w pełni żyje. Miał cel, miał misję i miał u boku kobietę, którą kochał ponad wszystko. Kobietę, o którą pragnął dbać za wszelką cenę…

I kobietę, która potrafiła zakradać się cicho niczym kot!

- O! Dzień dobry! - uniósł wzrok na Rae, gdy tylko usłyszał znajomy, miękki dźwięk kroków na schodach. Odłożył telefon, całkowicie ignorując przychodzące powiadomienia, by skupić na niej całą swoją uwagę. - Jak się spało? - zagaił z tym swoim zaraźliwym, chłopięcym optymizmem. - Nie sądziłem, że wstaniesz skoro świt, ale... - spojrzał wymownie na zegarek, obliczając pozostałe minuty do wyjścia - ... zdążę przygotować szybkie śniadanie. Już wstawiam wodę na herbatę...
Nie czekając na odpowiedź, posłał jej może nazbyt rutynowy uśmiech i odwrócił się w stronę lodówki by wyciągnąć płatki owsiane, mleko i owoce - szybko i pożywnie.
MysticsDream
28 y/o
For good luck!
159 cm
śpiewam i gram na nerwach pewnego doktora
Awatar użytkownika
„Zgubiłam równowagę na scenie — i nagle wszystko zaczęło mieć sens.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

#3
Early in the morning I still get a little bit nervous
Fighting my anxiety constantly, I try to control it
Even when I know it's been forever I can still feel the spin
Hurts when I remember and I never wanna feel it again
Rzeczywiście Erin nie była przyzwyczajona do chłodnych poranków i to zawsze stanowiło dla niej lekki problem, kiedy odwiedzała go zimą. Na szczęście ciepła kołdra i jeszcze cieplejsze ciało męża, no dobra, przyszłego męża, dawało nie tylko ciepło w środku, ale też otulało ciepłem zewnętrznym.
Budzik był nieprzyjemnym sygnałem, że to ciepło się kończy, a stopa wysunięta spod kołdry na próbę dobitnie powiedziała "nope" całemu jej układowi nerwowemu, nawet jeśli 19 stopni to wcale nie mało. Tylko zimą, kiedy już ściany starego domu się wychłodzą, zupełnie inaczej odbiera się tę temperaturę niż latem, kiedy jest wręcz ubłagana.
Nie była przyzwyczajona do wczesnego wstawania — raz, że pracowała wieczorami, dwa, że nawet kiedy przyjeżdżała tutaj w odwiedziny, Josh zazwyczaj brał choć trochę wolnego albo późniejsze zmiany, żeby te poranki spędzać razem. I chociaż rozumiała, że on przecież pracuje, w takiej normalnej pracy, to jednak w jej wyobraźni ten poranek miał wyglądać inaczej.
Wczorajszy wieczór i pieszczoty, które mu zaserwowała, miały być przedsmakiem, ukojeniem jego pragnienia, ale dzisiaj, wyspana i już odprężona w jego ramionach, chciała się kochać... A potem zrobić im śniadanie, gadać do południa, planować, opowiadać o tym, co wyczytała w magazynie ślubnym, i o tym, że w tym tygodniu chciałaby odwiedzić jakieś kluby, w których mogłaby grać. Tyle że to mogło zaczekać jeszcze chwilkę, przez którą złapała poranną drzemkę.
Przebudziło ją nagle szarpnięcie i bolesna świadomość, że nie ma Josha obok niej. Spojrzała nieprzytomnie na zegarek przy łóżku i aż jęknęła. Już wstał, a ona nie zdążyła...
Poderwała się z łóżka, ale chłód podłogi znów przypomniał jej, że nie jest u siebie... I nie może sobie nago przeskoczyć do łazienki. Jak to nie jest u siebie? Przecież to JEST jej dom! Znalazła szlafrok, który leżał na ławeczce w nogach łóżka, i ubrała go. Po czym, po chwili wahania, w jednej z garderobianych szuflad znalazła grube skarpety, które założyła zamiast kapci, i ruszyła na dół.
Uśmiechnęła się, widząc ten gest skupienia całkowitej uwagi na niej, po czym zbliżyła się do niego, pocierając trochę swoje ramiona dla rozgrzania, bo poranny chłód po nocnym wygrzaniu był nieprzyjemny. Bez skrępowania stanęła tuż przed nim, czołem i całym ciałem opierając się o jego pierś.
- Zimno... - jęknęła, pozwalając sobie na ziewnięcie. - Chyba nigdy się nie przyzwyczaję, ale nie chcę spać w piżamach.
Powiedziała, dając się przytulić przez krótką chwilę. Znów za krótką dla niej, bo Josh oderwał się od niej pierwszy. Myślami był już przy szykowaniu śniadania i herbaty. Miała wrażenie, jakby próbował wcisnąć ją w rytm, który zdążył się bez niej rozpędzić.
- Myślałam, że spędzimy poranek w łóżku... A potem zrobię nam śniadanie. - jej głos był lekko podszyty niezadowoleniem, sama nie wiedziała, skąd takie uczucie.
Rutynowy uśmiech Josha sprawił, że dodatkowo poczuła się, jakby przeszkadzała, więc zamknęła się w swoich własnych ramionach i podeszła do ekspresu do kawy, zupełnie odruchowo. Ciągle to była nowość, żeby jej nie pić.
- Zostaw, pewnie się śpieszysz. - burknęła pod nosem, ale zanim zdążył odpowiedzieć, do jej nosa doleciał zapach ziaren, który uruchomił mdłości.
Szarpnięcie było na tyle silne, że odwróciła się gwałtownie do zlewu, zupełnie jakby była na niego obrażona.

Joshua Rhodes
33 y/o
For good luck!
188 cm
rezydent psychiatrii Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
Możesz powierzyć mi swój sekret.
Trust me. I'm a doctor.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjityp narracji
czas narracji3-cio osobowy
postać
autor

Erin St. Clair

Notatka mentalna - „Erin naprawdę jest tu zimno!” - srogo zrugał się w myślach, gdy tylko stanęła przed nim w kuchni. Chciał dobrze. Najlepiej. Ale to jej komfort był teraz najważniejszy, a nie medyczne przesłanki z badań naukowych.

- Szczęście moje... Nie dopuszczę do tego, żebyś musiała spać w piżamie! Toż to byłoby obrzydliwe! - schował ją w swoich ramionach, próbując przekazać jej jak najwięcej własnego ciepła. Miała rację, był jej chodzącym i tulącym grzejniczkiem, ale przecież nie zawsze mógł być na wyciągnięcie ręki. Lub innej części ciała. - Jak tylko wrócę, podkręcę termostat, żebyś tak nie marzła o poranku. - cmoknął ją czule w czoło, stawiając kropkę nad i. Problem zauważony. Temat przegadany. Sprawa zamknięta.

Na słowa o wspólnym poranku w łóżku, Josh posłał jej swój chłopięco zadziorny uśmiech. Wcale nie zapomniał o wieczorno-nocnych przyjemnościach, które sobie wzajemnie sprezentowali.
- Wiem... Wybacz. Jestem tak samo rozczarowany. - kręcił się między szafkami, szukając odpowiednich misek i płatków owsianych. No może i był u siebie, ale nie na tyle długo, by zapamiętać układ kuchennej przestrzeni, nawet jeśli sam go komponował. Frustrował się w duchu, gdy drugi raz z rzędu otworzył szufladę z przyprawami zamiast ze sztućcami. To było ewidentnie do poprawki! - Nie mogłem wziąć drugi raz urlopu w tym miesiącu. Pacjenci w terapii nie mogą mieć tak częstych przerw.- wytłumaczył, a podobno tłumaczą się tylko winni. Zatem winny - wysoki sądzie.

Wycofując się w stronę lodówki, wyczuł zawód i rosnące rozczarowanie w jej głosie. Słyszał je, choć nie do końca rozumiał jego skalę. Chciał wyciągnąć do niej rękę, by otulić ją pocieszająco, lecz ona odwróciła się gwałtownie w stronę zlewu. Nie dotknął jej więc, a jedynie stanął z boku, czując, jak atmosfera wokół nich gęstnieje.
-Erin, wszystko w porządku? - spytał, a cisza, która zapadła w odpowiedzi, była aż nazbyt wymowna. - Skarbie... Śpieszę się, bo ta praca jest dla mnie ważna. Dla nas. Idę tam dziś z równą niechęcią, ale obiecuję, że wynagrodzę Ci ten czas w weekend.- a gdy nastało wymowne milczenie... - Rae? - zagaił niepewnie, chcąc za wszelką cenę złapać kontakt. Werbalny, wzrokowy, dotykowy. Jakikolwiek znak, że między nimi wciąż jest w porządku.
MysticsDream
ODPOWIEDZ

Wróć do „#106”