ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
188 cm
rezydent psychiatrii Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
Możesz powierzyć mi swój sekret.
Trust me. I'm a doctor.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjityp narracji
czas narracji3-cio osobowy
postać
autor

#2
Erin St. Clair

Poranek był… rześki. Delikatnie rzecz ujmując. Ich nowy dom o tej porze tracił część swojego przytulnego ciepła, ustępując miejsca surowej, kanadyjskiej aurze dobijającej się przez szyby. Joshua, wierny swojej medycznej wiedzy o higienie snu, na noc zawsze zmniejszał ogrzewanie do 19 stopni - badania mówią, że w takiej temperaturze organizm regeneruje się najlepiej. Zegar sterujący był jednak zaprogramowany tak, by do ósmej rano słupek rtęci wskoczył na komfortowe 23 stopnie. Tak czy inaczej - miękki szlafrok i kubek parującej kawy były o tej porze nie tyle luksusem, co koniecznością.

Josh wstał, jak co dzień, o 6:30. Potrzebował tej godziny, by w spokoju odprawić swoje poranne rytuały i bez pośpiechu dotrzeć do kliniki na ósmą. Mało który pacjent zjawiał się przed tą godziną, ale on lubił być gotowy wcześniej. Dzień będzie taki, jakim go rozpoczniesz! - zwykł mawiać z przekonaniem godnym terapeuty. Cicho jak kot, choć z gracją raczej zwierzęcia większych rozmiarów, wyswobodził się z objęć ukochanej i zawijasów wspólnej pościeli, dokładając wszelkich starań by nie obudzić jej skoro świt.

Wstawił ekspres, a gdy kuchnię wypełnił głęboki aromat palonych ziaren, oparł się o kuchenną wyspę. Przeglądał dzisiejszy grafik pacjentów w telefonie, ale jego wzrok co chwilę uciekał w stronę kanapy przed kominkiem. Szczenięcy uśmiech mimowolnie wpełzł mu na twarz na samo wspomnienie ich pierwszej upojnej nocy. Nie chodziło tylko o fizyczne nasycenie, choć to było obłędne. Uśmiechał się, bo czuł, że po miesiącach emocjonalnego zawieszenia, znowu w pełni żyje. Miał cel, miał misję i miał u boku kobietę, którą kochał ponad wszystko. Kobietę, o którą pragnął dbać za wszelką cenę…

I kobietę, która potrafiła zakradać się cicho niczym kot!

- O! Dzień dobry! - uniósł wzrok na Rae, gdy tylko usłyszał znajomy, miękki dźwięk kroków na schodach. Odłożył telefon, całkowicie ignorując przychodzące powiadomienia, by skupić na niej całą swoją uwagę. - Jak się spało? - zagaił z tym swoim zaraźliwym, chłopięcym optymizmem. - Nie sądziłem, że wstaniesz skoro świt, ale... - spojrzał wymownie na zegarek, obliczając pozostałe minuty do wyjścia - ... zdążę przygotować szybkie śniadanie. Już wstawiam wodę na herbatę...
Nie czekając na odpowiedź, posłał jej może nazbyt rutynowy uśmiech i odwrócił się w stronę lodówki by wyciągnąć płatki owsiane, mleko i owoce - szybko i pożywnie.
28 y/o
For good luck!
159 cm
śpiewam i gram na nerwach pewnego doktora
Awatar użytkownika
„Zgubiłam równowagę na scenie — i nagle wszystko zaczęło mieć sens.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

#3
Early in the morning I still get a little bit nervous
Fighting my anxiety constantly, I try to control it
Even when I know it's been forever I can still feel the spin
Hurts when I remember and I never wanna feel it again
Rzeczywiście Erin nie była przyzwyczajona do chłodnych poranków i to zawsze stanowiło dla niej lekki problem, kiedy odwiedzała go zimą. Na szczęście ciepła kołdra i jeszcze cieplejsze ciało męża, no dobra, przyszłego męża, dawało nie tylko ciepło w środku, ale też otulało ciepłem zewnętrznym.
Budzik był nieprzyjemnym sygnałem, że to ciepło się kończy, a stopa wysunięta spod kołdry na próbę dobitnie powiedziała "nope" całemu jej układowi nerwowemu, nawet jeśli 19 stopni to wcale nie mało. Tylko zimą, kiedy już ściany starego domu się wychłodzą, zupełnie inaczej odbiera się tę temperaturę niż latem, kiedy jest wręcz ubłagana.
Nie była przyzwyczajona do wczesnego wstawania — raz, że pracowała wieczorami, dwa, że nawet kiedy przyjeżdżała tutaj w odwiedziny, Josh zazwyczaj brał choć trochę wolnego albo późniejsze zmiany, żeby te poranki spędzać razem. I chociaż rozumiała, że on przecież pracuje, w takiej normalnej pracy, to jednak w jej wyobraźni ten poranek miał wyglądać inaczej.
Wczorajszy wieczór i pieszczoty, które mu zaserwowała, miały być przedsmakiem, ukojeniem jego pragnienia, ale dzisiaj, wyspana i już odprężona w jego ramionach, chciała się kochać... A potem zrobić im śniadanie, gadać do południa, planować, opowiadać o tym, co wyczytała w magazynie ślubnym, i o tym, że w tym tygodniu chciałaby odwiedzić jakieś kluby, w których mogłaby grać. Tyle że to mogło zaczekać jeszcze chwilkę, przez którą złapała poranną drzemkę.
Przebudziło ją nagle szarpnięcie i bolesna świadomość, że nie ma Josha obok niej. Spojrzała nieprzytomnie na zegarek przy łóżku i aż jęknęła. Już wstał, a ona nie zdążyła...
Poderwała się z łóżka, ale chłód podłogi znów przypomniał jej, że nie jest u siebie... I nie może sobie nago przeskoczyć do łazienki. Jak to nie jest u siebie? Przecież to JEST jej dom! Znalazła szlafrok, który leżał na ławeczce w nogach łóżka, i ubrała go. Po czym, po chwili wahania, w jednej z garderobianych szuflad znalazła grube skarpety, które założyła zamiast kapci, i ruszyła na dół.
Uśmiechnęła się, widząc ten gest skupienia całkowitej uwagi na niej, po czym zbliżyła się do niego, pocierając trochę swoje ramiona dla rozgrzania, bo poranny chłód po nocnym wygrzaniu był nieprzyjemny. Bez skrępowania stanęła tuż przed nim, czołem i całym ciałem opierając się o jego pierś.
- Zimno... - jęknęła, pozwalając sobie na ziewnięcie. - Chyba nigdy się nie przyzwyczaję, ale nie chcę spać w piżamach.
Powiedziała, dając się przytulić przez krótką chwilę. Znów za krótką dla niej, bo Josh oderwał się od niej pierwszy. Myślami był już przy szykowaniu śniadania i herbaty. Miała wrażenie, jakby próbował wcisnąć ją w rytm, który zdążył się bez niej rozpędzić.
- Myślałam, że spędzimy poranek w łóżku... A potem zrobię nam śniadanie. - jej głos był lekko podszyty niezadowoleniem, sama nie wiedziała, skąd takie uczucie.
Rutynowy uśmiech Josha sprawił, że dodatkowo poczuła się, jakby przeszkadzała, więc zamknęła się w swoich własnych ramionach i podeszła do ekspresu do kawy, zupełnie odruchowo. Ciągle to była nowość, żeby jej nie pić.
- Zostaw, pewnie się śpieszysz. - burknęła pod nosem, ale zanim zdążył odpowiedzieć, do jej nosa doleciał zapach ziaren, który uruchomił mdłości.
Szarpnięcie było na tyle silne, że odwróciła się gwałtownie do zlewu, zupełnie jakby była na niego obrażona.

Joshua Rhodes
33 y/o
For good luck!
188 cm
rezydent psychiatrii Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
Możesz powierzyć mi swój sekret.
Trust me. I'm a doctor.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjityp narracji
czas narracji3-cio osobowy
postać
autor

Erin St. Clair

Notatka mentalna - „Erin naprawdę jest tu zimno!” - srogo zrugał się w myślach, gdy tylko stanęła przed nim w kuchni. Chciał dobrze. Najlepiej. Ale to jej komfort był teraz najważniejszy, a nie medyczne przesłanki z badań naukowych.

- Szczęście moje... Nie dopuszczę do tego, żebyś musiała spać w piżamie! Toż to byłoby obrzydliwe! - schował ją w swoich ramionach, próbując przekazać jej jak najwięcej własnego ciepła. Miała rację, był jej chodzącym i tulącym grzejniczkiem, ale przecież nie zawsze mógł być na wyciągnięcie ręki. Lub innej części ciała. - Jak tylko wrócę, podkręcę termostat, żebyś tak nie marzła o poranku. - cmoknął ją czule w czoło, stawiając kropkę nad i. Problem zauważony. Temat przegadany. Sprawa zamknięta.

Na słowa o wspólnym poranku w łóżku, Josh posłał jej swój chłopięco zadziorny uśmiech. Wcale nie zapomniał o wieczorno-nocnych przyjemnościach, które sobie wzajemnie sprezentowali.
- Wiem... Wybacz. Jestem tak samo rozczarowany. - kręcił się między szafkami, szukając odpowiednich misek i płatków owsianych. No może i był u siebie, ale nie na tyle długo, by zapamiętać układ kuchennej przestrzeni, nawet jeśli sam go komponował. Frustrował się w duchu, gdy drugi raz z rzędu otworzył szufladę z przyprawami zamiast ze sztućcami. To było ewidentnie do poprawki! - Nie mogłem wziąć drugi raz urlopu w tym miesiącu. Pacjenci w terapii nie mogą mieć tak częstych przerw.- wytłumaczył, a podobno tłumaczą się tylko winni. Zatem winny - wysoki sądzie.

Wycofując się w stronę lodówki, wyczuł zawód i rosnące rozczarowanie w jej głosie. Słyszał je, choć nie do końca rozumiał jego skalę. Chciał wyciągnąć do niej rękę, by otulić ją pocieszająco, lecz ona odwróciła się gwałtownie w stronę zlewu. Nie dotknął jej więc, a jedynie stanął z boku, czując, jak atmosfera wokół nich gęstnieje.
-Erin, wszystko w porządku? - spytał, a cisza, która zapadła w odpowiedzi, była aż nazbyt wymowna. - Skarbie... Śpieszę się, bo ta praca jest dla mnie ważna. Dla nas. Idę tam dziś z równą niechęcią, ale obiecuję, że wynagrodzę Ci ten czas w weekend.- a gdy nastało wymowne milczenie... - Rae? - zagaił niepewnie, chcąc za wszelką cenę złapać kontakt. Werbalny, wzrokowy, dotykowy. Jakikolwiek znak, że między nimi wciąż jest w porządku.
28 y/o
For good luck!
159 cm
śpiewam i gram na nerwach pewnego doktora
Awatar użytkownika
„Zgubiłam równowagę na scenie — i nagle wszystko zaczęło mieć sens.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Emocje w niej buzowały, zmieniając się w gorącą i lepką strukturę o nieokreślonych kształtach, która teraz oblepiała jej wnętrzności, głównie skupiając się na splocie słonecznym i przełyku. Robiło jej się gorąco i sama nie wiedziała, czy to od szlafroka, czy tego, jak wygląda ich rozmowa. Zupełnie jakby to głupie śniadanie, na które i tak nie miała teraz ochoty, było ważniejsze niż to, co mówiła. I okej, narzekała dla samego narzekania, ale rozwiązanie problemu wcale nie zamykało tematu. Zupełnie jakby to, co mówiła, nie było ważne, bo można było to od tak rozwiązać.
Wodziła niepewnym spojrzeniem za nim, w rytm wystukiwany otwieranymi i zamykanymi szafkami, nagle dostrzegając w nim swój własny chaos. Czyżby była zaraźliwa?
- Nie o to chodzi... - odpowiedziała już znad zlewu, walcząc z kolejnymi falami, które chciały się z niej wyrwać.
Odwróciła się do niego blada. Jej czoło było lekko zroszone potem. Oddech miała ciężki, a usta wykrzywione w nieładnym grymasie, który zupełnie nie był w jej tonacji.
- Czy w tym domu jest coś, czym ja się mogę zająć? - zapytała, podnosząc zmęczone spojrzenie na Josha.
Zupełnie jakby nie była tu potrzebna. Jakby była tylko ozdobą. Praca ważna dla nas... Bo ja nic nie wnoszę... A najbardziej irytujące w tym wszystkim było to, że doskonale wiedziała, że Josh ma rację, a jego gesty płynęły z emocji.
- To idź... - westchnęła z rezygnacją. - Ja tutaj ogarnę.
Kolejne szarpnięcie zmusiło ją do tego, by prawie biegiem ruszyła do łazienki na dole, przez co nawet nie miała możliwości dać mu chociaż odrobinę czułości. Drzwi od łazienki zamknęły się trochę za głośno, a potem dźwięk przekręcanego zamka uciął rozmowę, a sama Erin przegrała z zapachem kawy.

Love
33 y/o
For good luck!
188 cm
rezydent psychiatrii Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
Możesz powierzyć mi swój sekret.
Trust me. I'm a doctor.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjityp narracji
czas narracji3-cio osobowy
postać
autor

Erin St. Clair

To była ta chwila, w której lekarski profesjonalizm i pewna wypracowana rutyna Josha legły w gruzach, przygniecione ciężarem jednego, głośnego kliknięcia zamka. Jeśli Rae poczuła się niepotrzebna, to znaczyło, że on - człowiek, który całe życie zawodowe poświęcił na rozumienie ludzkich potrzeb - po prostu dał ciała. Zawiodł. Nie wywiązał się z obowiązków przyszłego męża, a grunt pod jego nogami, jeszcze rano tak stabilny, nagle stał się grząski i niepewny.
- Fuck... - burknął przekleństwo pod nosem, zupełnie nie w swoim stylu.
Zatrzymał się w pół ruchu, wpatrzony w ledwo napełnioną do połowy miskę mleka. Biały płyn wydawał się kipić i kpić z jego porażki. Odstawił karton z głuchym stuknięciem i wyciągnął telefon. Szybkim, niemal nerwowym ruchem napisał wiadomość do kliniki, że wyjątkowo się spóźni. Pacjenci mogli przecież poczekać, bo jego własne życie właśnie rozpadało się za drzwiami łazienki.
Przeklął w myślach swoją miłość do statystyk i badań nad higieną snu. Co mu po optymalnej regeneracji neuronów przy 19 stopniach, skoro jego kobieta czuła się w ich własnym domu jak intruz?
Podszedł do białych skrzydeł drzwi, czując narastający niepokój. Dźwięki dobiegające ze środka - te gwałtowne, bolesne skurcze żołądka, z którymi walczyła Erin - tylko wzmagały jego poczucie winy. Jako lekarz wiedział dokładnie, co się dzieje z jej organizmem, ale jako partner czuł się całkowicie wykastrowany z możliwości działania.
- Skarbie… - odezwał się łagodnie, kładąc dłoń na chłodnym drewnie. Czuł się beznadziejnie, mówiąc do zamkniętych drzwi, ale nie mógł po prostu milczeć. - Przepraszam Cię. Przepraszam, że zawiodłem Twoje oczekiwania. Chciałem dobrze… - niemalże westchnął, brzmiąc na tak skruszonego, jakby sam był winny jej złemu samopoczuciu.
Ja tutaj ogarnę” - jej słowa brzmiały w jego głowie jak oskarżenie. Chciała być częścią tego domu, a on potraktował ją jak pacjentkę, którą trzeba obsłużyć i zadowolić.
- Chciałem tylko pomóc i… nadal chcę. Jeśli mi pozwolisz. Jestem tu i poczekam. Gdybyś mnie potrzebowała - dodał z cichym, ale niezachwianym przekonaniem.
Został tam, stojąc na korytarzu, krok od drzwi, w swoim nienagannym garniturze, który nagle zaczął go pić pod szyją. Czekał na jakikolwiek znak - na dźwięk odsuwanej zasuwy lub choćby jedno słowo, które pozwoliłoby mu wejść do jej świata i naprawić to, co przed chwilą tak niefortunnie zepsuł swoją nadgorliwością.
28 y/o
For good luck!
159 cm
śpiewam i gram na nerwach pewnego doktora
Awatar użytkownika
„Zgubiłam równowagę na scenie — i nagle wszystko zaczęło mieć sens.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Cisza. Trochę długa. Wreszcie dźwięk spuszczanej wody i ciche, ale tchnące nadzieją „klik” zamka w drzwiach. Drzwi uchyliły się kawałek.
- Nie patrz na mnie, wyglądam strasznie... - burknęła pod nosem, po chwili wychodząc z łazienki.
Twarz miała jeszcze mokrą od wody z umywalki, w dłoniach ręcznik, którym wycierała ręce. Podniosła na niego wielkie i strasznie smutne teraz oczy, usta miała ściągnięte, a twarz wyrażała trochę naburmuszenie, a trochę poczucie winy.
- Nie chcę, żebyś się spóźnił do pracy, to rzeczywiście ważne dla nas...
Bo ja nie zarabiam, a moje oszczędności nie są wielkie. A trzeba będzie kupić jeszcze ciuchy ciążowe i ciuszki dla malucha. Może jeszcze samochód. I tak strasznie chciałabym mieć studio w tym domu. Takie małe... I do tego wszystkiego ślub. Jak ja będę wyglądała w białej sukni z brzuchem?
Przeczesała włosy, drapiąc się po głowie, i oparła się o framugę drzwi, świadomie budując dystans między nimi. Nie dlatego, że nie chciała bliskości, po prostu była pewna, że ma nieświeży oddech i naprawdę czuła się teraz jak kupa.
- Porozmawiamy wieczorem... - a po chwili wahania dodała: - Nie martw się.
O mnie czy o sytuację?
- Jestem w ciąży, nie upośledzona. Nie musisz wszystkiego robić za mnie.
Wyjaśniła wreszcie, po chwili walki z samą sobą. To nie był odpowiedni moment na tę rozmowę i była na siebie zła, że pozwoliła na to, by to się wydarzyło teraz. Oboje będą mieli zawalony dzień. O ile dla niej lekkie wycofanie i czas na przemyślenie i ułożenie chaosu grającego na perkusji jej emocji było dobre, to nie była przekonana, czy Josh to zniesie tak, by móc się skupić na pracy.
- Josh... - powiedziała z tym swoim akcentem z Nowego Orleanu, który sprawiał, że ten skrót zawsze brzmiał inaczej, niż powinien. - Idź do pracy, wszystko gra.
Objęła się ramionami, patrząc na niego spod swoich brwi.
- Zdążę jeszcze umyć zęby, żeby dać Ci buzi?

poskramiacz velociratporów
33 y/o
For good luck!
188 cm
rezydent psychiatrii Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
Możesz powierzyć mi swój sekret.
Trust me. I'm a doctor.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjityp narracji
czas narracji3-cio osobowy
postać
autor

Erin St. Clair

Cisza. Trochę długa. Kilka niepokojących dźwięków, a potem wreszcie ten zwiastujący chwilę ulgi. Gdy drzwi łazienki w końcu uchyliły się, a Erin stanęła w progu z mokrą twarzą i ręcznikiem zaciśniętym w dłoniach, Josh nie potrafił powstrzymać reakcji. Najpierw głęboka troska i poczucie winy w spojrzeniu, a potem posłał jej swój szczenięco radosny uśmiech. Nie było w nim cienia szyderstwa, wyższości czy pretensji. To był ten rodzaj uśmiechu, który mówił: „Jestem najszczęśliwszy gdy jesteś obok”. Naprawdę był pełen wdzięczności, że może być świadkiem nawet tych najtrudniejszych chwil, jak zmaganie się z porannymi mdłościami. Martwił się, to było jasne, ale głęboko wierzył w to, że mają przestrzeń także na te trudne emocje i niewygodne rozmowy.

Dopiero teraz, patrząc na jej bladą twarz i lekko zroszone potem czoło, połączył wszystkie poprzednie kropki. Nerwowa rozmowa, chłód poranka i ten nieszczęsny zapach świeżo parzonej kawy, który unosił się w kuchni – to była mieszanka wybuchowa dla jej organizmu w tym stanie. Zrozumienie tego faktu przyniosło mu ogromną ulgę; to nie była tylko czysta niechęć do niego czy ich wspólnego życia. To była biologia, surowa i nieubłagana, której jako lekarz nie powinien był zlekceważyć.

-Masz tyle czasu, ile potrzebujesz, Rae - odezwał się kojąco, robiąc powolny krok w tył, by dać jej tak potrzebną teraz przestrzeń. Nie chciał jej osaczać swoją troską, choć każdy mięsień rwał się, by do niej podejść. - Wróć do łóżka, jeśli chcesz, albo po prostu odetchnij. Ja w tym czasie sprzątnę tę nieszczęsną kawę i przewietrzę kuchnię, żeby ten zapach przestał Cię męczyć.

Zatrzymał się na moment, spoglądając na nią z czułością, która zawsze łagodziła jego lekarski dystans. Chciał, żeby czuła, że ma w nim oparcie, a nie kolejnego kontrolera jej czasu.
- Zostawię Ci na wyspie kartkę z namiarami na doktor Miller. Jest doskonałym lekarzem ginekologii i położnictwa. Nie musisz tam dzwonić teraz, po prostu miej ją pod ręką, żebyś czuła się bezpieczniej, wiedząc, że wszystko jest pod kontrolą. - Zrobił jeszcze jeden krok w stronę kuchni, zatrzymując się na progu i posyłając jej ostatnie, ciepłe spojrzenie przed chwilową rozłąką.
- I nie martw się... będę czekał w kuchni. Nie wyjdę bez buziaka, choćbym miał się spóźnić na obchód u wszystkich pacjentów naraz.

Wrócił do kuchni i, tak jak obiecał, sprawnie uprzątnął źródło porannego nieszczęścia. Ekspres został wyłączony, a resztki aromatycznego naparu, który jeszcze kwadrans temu wydawał mu się niezbędny do życia, zniknęły w odpływie zlewu. Otworzył okno, wpuszczając do środka rześkie, kanadyjskie powietrze, by jak najszybciej pozbyć się drażniącego zapachu, który tak dotkliwie potraktował żołądek Rae.

W ciszy, przerywanej jedynie szumem wiatru z zewnątrz, zdążył jeszcze zagrzać mleko do owsianki i starannie pokroić świeże owoce. Układał je na wierzchu miski z niemal chirurgiczną precyzją, choć tym razem w jego spojrzeniu było znacznie mniej szczenięcego optymizmu. Radosna beztroska poranka ustąpiła miejsca pewnej melancholii i nowej, dojrzalszej uważności. Zrozumiał, że York Mills to nie tylko zmiana adresu, ale początek zupełnie nowej nawigacji po emocjach kobiety, która nosiła w sobie ich wspólną przyszłość. Każdy jego gest - od domknięcia okna, gdy tylko powietrze się oczyściło, po ciche odstawienie miski na blat – był teraz podszyty pytaniem, czy tym razem trafi w jej potrzeby, zamiast narzucać własne.
28 y/o
For good luck!
159 cm
śpiewam i gram na nerwach pewnego doktora
Awatar użytkownika
„Zgubiłam równowagę na scenie — i nagle wszystko zaczęło mieć sens.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się ciepło, chociaż w tym uśmiechu dalej widać było jakieś poczucie winy albo cień wcześniejszych przeżyć. Josh znów wszedł w swój schemat ogarniania wszystkiego i panowania nad chaosem. Podziwiała go za tę umiejętność trzeźwego patrzenia na świat i ścierania się z nim. Ale z drugiej strony... Dzisiaj chciała tylko usłyszeć: „A czego Ty potrzebujesz?”
Słuchała kolejnych zaleceń i kolejnych punktów organizacyjnych, czując, jakby się kurczyła w środku, ale kiwała głową, utrzymując na twarzy ten przyćmiony uśmiech.
-Ok... Dziękuję. - odpowiedziała i ruszyła na górę, zanim dokończył ostatnie zdanie.
Nie chciała jeszcze dołożyć sobie poczucia winy, że spóźni się na obchód u pacjentów. Już i tak wystarczająco mocno czuła, że jest dodatkowym obciążeniem. A co, jeśli nie będzie w stanie zająć się ich dzieckiem? Może Josh myśli, że sama jeszcze jest dzieckiem?
Buczenie szczoteczki elektrycznej zagłuszyło na moment myśli, które zaczynały rezonować jak źle zestrojony akord, a czarne oczy z odbicia lustrzanego patrzyły na nią teraz z wyrzutem. Wreszcie, żeby nie przedłużać, odetchnęła głębiej i już ze świeżym oddechem zbiegła na dół, lekko ślizgając się na podłodze, zakręcając zaraz za schodami. Podbiegła do niego, rzucając nerwowe spojrzenie na zegar ścienny, żeby policzyć w przyspieszonym tempie, jak bardzo się przez nią spóźni.
Złapała go za kołnierz obiema dłońmi i przyciągnęła do siebie, zmuszając go tym samym, by spojrzał jej w oczy i skupił całą uwagę na niej.
-Idź już, ja sobie ze wszystkim poradzę. Wrócimy do rozmowy wieczorem. - wspięła się na palce i pocałowała go.
Krótko. Inaczej niż wczoraj, ale dalej czule. To nie było tylko krótkie cmoknięcie, tylko czuły pocałunek. W pośpiechu albo w braku gotowości na więcej, ale w tej chwili nie było to kluczowe. Teraz musiała zadbać o to, by nie czuć się winną.
-Kocham Cię, miłego dnia! - buziak, tym razem odrobinę dłuższy, po czym poprawiła mu szalik na szyi.
Chwilę stała w progu, patrząc, jak samochód Josha odjeżdża, po czym chłód zimy wygnał ją do środka. Cisza... W kuchni odnalazła odtwarzacz, wiedząc, że Josh pomyślał nawet o tym, by miała muzykę, kiedy będzie gotowała. Zastąpiła tę ciszę ulubioną playlistą, ale napływ dobrego humoru znów zatrzymał się na chwilę, kiedy w jej oczy wpadła karteczka z nazwiskiem lekarza. Po chwili wahania sięgnęła po nią i przypięła magnesem do lodówki. Sięgnęła po owsiankę i łyżkę, ale zatrzymała się w połowie ruchu do ust.
Wahanie było dłuższe, niż chciałaby, ale wreszcie podeszła do zlewu i wyrzuciła owsiankę do śmietnika, po czym zabrała się za przygotowanie sobie szakszuki. Miała dzisiaj ochotę na sadzone jajka.

(zt.)

My hero!
33 y/o
For good luck!
188 cm
rezydent psychiatrii Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
Możesz powierzyć mi swój sekret.
Trust me. I'm a doctor.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjityp narracji
czas narracji3-cio osobowy
postać
autor

Erin St. Clair

Czuł się, jakby poranek toczył się obok niego. Nie z nim. Bo gdyby oglądał go z perspektywy trzeciej osoby, tak jak powinien robić to w gabinecie — wiedziałby, że zawiódł. Chciał być rozsądkiem, aby Erin mogła być sercem. Chciał być głową, aby Erin mogła być marzeniami. Zamiast tego stał się... No właśnie, kim. Przecież kochał ją całym sercem. Czekał na tę chwilę od momentu, gdy zobaczył ją pamiętnego wieczoru na scenie. Marzył o tym, by otulić ją ramionami i stać się częścią świata, do którego przenosi słuchaczy, śpiewając piosenki o miłości.

A teraz... Chłód poranka, jego codziennej rutyny i obowiązków — miał pozostawić po sobie niesmak całkiem twardego lądowania w Toronto.

Nie odzywał się zbyt wiele, przełykając gorzką prawdę, a czułe pocałunki ukochanej miały posmak tęsknoty. Wyczuł ją. Przyjął. Wymieniał w pocałunkach krótkie, nie tak jak zazwyczaj, pożegnanie i niepewną obietnicę poprawy.
- Wiem, Skarbie. Kocham Cię równie mocno. - odpowiedział obejmując ją mocno ramionami na pożegnanie. - Do zobaczenia wieczorem.- dodał jeszcze zanim odwrócił się i poczłapał niezbyt chętnie do samochodu.

Poranek był rześki, a nawet chłodny, a ona stała w drzwiach, patrząc, jak odjeżdża. Mimo że wiedział, że to chwilowa rozłąka, poczuł chłodny ścisk rozczarowania. Zawiódł. Pomachał jeszcze ukochanej ze szczerym, nieco przepraszającym uśmiechem.

Nie chciał jechać. Musiał.

[z tematu]
ODPOWIEDZ

Wróć do „#106”