- Brian, przysięgam, że jeśli skończysz tym razem cliffhangerem to cię zabiję - zapowiedziała niemal od razu Jenna, która dopiero co skończyła sortować karty z zaklęciami przygotowanymi dla swojej rangerki.
Lndberg parsknęła śmiechem na widok unoszącego ręce w obronnym geście chłopaka, który lubił trzymać ich w niepewności i często przerywał sesje w takim momencie, że przez dobre kilka dni nosiło ich z powodu braku cierpliwości, bo najlepiej od razu poznaliby dalsze losy swoich postaci.
- Niczego nie mogę obiecać! - uprzedził od razu Brian.
Całe szczęście był weekend, który postanowili spędzić wspólnie, a jednym z kluczowych elementów spotkania miało być granie w D&D do oporu, co mogło oznaczać w zasadzie wszystko. Całkiem możliwe, że ich DM zostanie całkowicie wysprzęglony z pomysłów i przygotowanych materiałów albo też poświęcą tyle czasu na roleplay między sobą oraz głupoty, że faktycznie mogliby spędzić najbliższe czterdzieści osiem godzin przy stole, tworząc wspaniałą historię.
- Dobra. Zaczynajmy już. Wszystkich nas ciekawi, co będzie dalej... - rzucił nieco zniecierpliwiony Kevin, obracając już w palcach dwudziestościenną kość, która należała do zestawu, który zamówił specjalnie dla swojego barda.
- W takim razie w porządku - przytaknął Brian i przeszedł nagle w bardziej profesjonalny tryb narratora, a Erika wstrzymawszy oddech, wlepiła w niego spojrzenie roziskrzonych oczu. - Ostatnim razem opuściliście mury fortecy el-Amenuar, aby udać się na południe...
Nieumarła czarnoksiężniczka Vesper de Graaf trzymała się samego tyłu zmierzającej ku stolicy regionu, al-Quamar. Osadzone w wychudłej twarzy ciemne oczy zdawały się wpatrywać niewidzącym wzrokiem w przestrzeń przed nią. Zupełnie jakby skupiała się na czymś zupełnie innym. Zdawała się też nie przejmować wymykającymi się spod kaptura długiej opończy pasmami czarnych włosów, które były wyraźnie sklejone krwią.
Straciła już dawno poczucie czasu. Nie miała pojęcia kiedy ostatni raz udało im się wziąć kąpiel i obmyć się porządnie z trudów podróży. Na razie mieli na głowie zdecydowanie bardziej naglące sprawy niż to by zażyć odrobiny relaksu i wyspać się w prawdziwym łóżku, które pewnie gdzieś czekało na nich w mieście za odpowiednią opłatą.
Jej myśli nie mogły skupić się na czymkolwiek poza szumiącym w jej głowie zniecierpliwionym głosem, który należał do jej patronki, Morany. Przez cały czas przypominała jej o warunkach zawartego kontraktu, który pozwolił jej na powrót do świata żywych po śmierci. Choć bez duszy. Ta znajdowała się w posiadaniu Morany, gdyż według niej właśnie tak było bezpieczniej. Przynajmniej dzięki temu nie mogła ulec zniszczeniu lub trafić w niepowołane ręce. Szerze to Vesper ten fakt nie bardzo przeszkadzał. Dopóki tylko czuła, że to ciało należy do niej i była w stanie się nim poruszać to wszystko było w jak najlepszym porządku. Choć niekiedy, gdy patrzyła na własne blade i kościste dłonie uświadamiała sobie boleśnie, że jednak jest tylko chodzącym trupem.
Nie mogła jednak pozwolić sobie na to, aby podobne rozmyślania ją pochłonęły. Nie teraz. Musiała się w pełni skupić na celu, który znajdował się przed nimi. To nie był czas na rozmyślanie nad swoim istnieniem. Wiedziała, że zapewne, gdyby tylko to zrobiła to mogłaby się rozpaść na kawałki pod ogromem ciężaru egzystencjalnego, który nad nią wisiał. Musiała to zostawić na później i zwalczyć tę niepewność, która w niej rosła za każdym razem, gdy zastanawiała się nad tym, co będzie później... co stanie się, gdy wypełni już całkiem swoje zadanie. Na razie miała przed sobą długą drogę.
druidka Dazana
