Nie musiała mu przypominać, bo miał po tym wciąż ładną bliznę na boku, po jej wyjmowaniu kuli i szyciu go. Ale jego pierwotny plan zakładał, że wchodzi tam sam. A Jak Madox gdzieś szedł sam, to korzystał z tego co miał... Sofie też by mógł trochę wykorzystać. Była głupia, tym bardziej by ją zagadał. Dopiero na jej kolejne słowa, zerknął na Pilar z ukosa, akurat wjeżdżając w jakąś ulicę, wiec to na tym jednak skupił się bardziej, niż na niej, na tym skupił wzrok, bo cały czas jej słuchał.
-
Nie wie, nie pozwoliłem jej się wypytywać o to Pablo, bo wzbudzi podejrzenia. Może Lopez nie wszystko jej mówił? A może to coś miedzy nimi tylko - wzruszył ramionami, nie miał pojęcia o co chodzi, a od Esme też nie mógł się niczego dowiedzieć, bo ona... po prostu panikowała, co było niepodobne do tego jak wczoraj podchodziła do nich, do wszystkiego, na chłodno. Madox wiedział, że zależy jej na Lopezie. A może jemu też zależało na niej... do tego stopnia, że odjebał coś z Pablo? Noriega by się nie zdziwił, rozumiał to nawet. Bo sam taki był i jak mu zależało, to czasem odpierdalał, po prostu.
Zjechał na jakąś mniej uczęszczaną drogę w kierunku klubu, no i dobrze, bo kiedy Pilar tak po prostu zgodziła się na jego plan, kiedy powiedziała to
okej, to przyhamował jakoś mocniej, aż nimi szarpnęło. A Madox odwrócił się w jej kierunku, uniósł brew.
Będzie jak chcesz. Teraz to będzie jak chcesz...
Znowu wywrócił oczami, przez chwilę patrzył w przednią szybę i lusterka, bo akurat wymijał jakiś samochód, ale zaraz zerknął na Pilar z ukosa. Już nawet miał się odezwać, powiedzieć, że wcześniej nic nie mogło być tak jak on chce, a teraz mogło? Ale nabrał tylko powietrze w płuca i wypuścił je mocno nosem.
Ugryzł się w język.
Kiedy go dotknęła, to nawet się nie ruszył, chociaż drgnął delikatnie, ale nie zabrał ręki, zerknął nawet na nią w dół, ale już po chwili patrzył na drogę bo ustawiał się na miejscu parkingowym równiutko wzdłuż linii. Nabrał w płuca powietrze i dopiero się do niej odwrócił, wyciągając kluczyki ze stacyjki, ale zaraz włożył je z powrotem.
-
Zostawiam je tutaj, gdyby coś się wyjebało i musiałabyś odjechać - rzucił. Zerknął jeszcze na siebie w lusterku i przesunął palcami po gładkiej twarzy, poprawił włosy i oparł na nich lustrzane okulary.
-
Tak, albo... napiszę ci. Jakby się coś odjebało to wtedy puszczę strzałkę i wtedy jedziesz stąd i czekasz, aż się odezwę - odwrócił się do niej na siedzeniu i wbił w nią ciemne tęczówki -
i to też nie podlega dyskusji, to jest... To za ten mój wygrany zakład, za który miałaś zrobić wszystko, co chcę - nie wiedział, czy będzie to reflektowała, ale z drugiej strony. Skoro to miało być
wszystko, to on mógł żądać właśnie tego. Już miał wysiadać, oparł rękę na klamce, ale jeszcze raz na nią spojrzał.
-
Zawsze uważam - uśmiechnął się nawet i mrugnął do niej jednym okiem. Bujda na resorach, bo on nigdy nie uważał. Wysiadł i zaraz ruszył w kierunku magazynu, po drodze poprawiając marynarkę i okulary. Jeszcze dobrze nie podszedł do budynku, a już z daleka widział, że stoi przed nim nie Sofia, tylko... meksykańska Pilar. Czyli już pierwsza rzecz, która się wyjebała, można odhaczyć. Sofia była tępa, a Pilar… nie do końca.
-
Cześć Pilar, umówiłem się tutaj z Sofią - spalił głupa i przejechała palcami po brodzie. Od razu zauważyła różnicę.
-
Nie masz brody... Tak też jest ładnie - uśmiechnęła się, a zaraz nawet zbliżyła do niego -
Sofia chyba się czymś struła i nie mogła przyjść, ale ja jestem - podeszła jeszcze bliżej i przygryzła dolną wargę chcąc mu zajrzeć w oczy. Ale Madox je chował pod ciemnymi okularami. Skinął głową.
-
Dobra, nawet lepiej, ale w środku... - skinął jej głową na magazyn, a Pilar z Meksyku pokiwała swoją wprowadzając w ruch tę burzę ciemnych loków.
-
Lubię w środku - stwierdziła i ruszyła przodem. A Madox za nią. Niewiele się właściwie zmieniło, przy drzwiach wciąż stał jeden z ochroniarzy, w środku dwóch. To już trzech. Na magazynie Madox starał się ich doliczyć, ale widział trzech kolejnych, ich mijali. Pilar prowadziła go na strzelnice, doskonale.
-
A co z Rosą? - zapytała kiedy mijali kolejne regały.
-
Wkurwiła mnie - rzucił, ale właściwie szybko urwał temat, nie kontynuował, nawet kiedy się do niego odwróciła przez ramię, uznała, że chyba nie chce o tym gadać. A może powinien? Zrównał z nią krok, ramię w ramię -
nie przyjęła ode mnie pierścionka - wypalił, a Pilar aż się odwróciła i zatrzymała.
-
Co ty mówisz Matteo? - nabrała powietrze w płuca i spojrzała na niego dużymi oczami. A Madox tylko pokiwał głową, smutno. Ale zaraz wzruszył ramionami.
-
Wyjebane - no tak do końca, to nie miał na to wyjebane, ale Matteo by pewnie miał. Ruszył dalej w kierunku strzelnicy, a Pilar tym razem zawiesiła mu się na ramieniu, a rękę już wsuwała pod błękitną marynarkę.
-
Ja bym przyjęła... - rzuciła, ale już stali przed wejściem do strzelnicy, Madox już sięgał klamki -
nie tam! - pisnęła brunetka i zaraz złapała go za fraki ciągnąc w jakieś drzwi obok -
tutaj jest taki pokój... - zaczęła, ale Madox stanął w miejscu. Spojrzała na niego dziwnie.
-
A mogę wziąć broń? Bo to mnie kurewsko nakręca - rzucił i spojrzał na nią. Ale Pilar znowu uśmiechnęła się wyzywająco i pokiwała głową.
-
Ja wybiorę! - aż klasnęła w dłonie i weszła tam przed nim. Z jednej strony dobrze, że się zgodziła, z drugiej nie była mu wcale potrzebna. Kiedy weszli do środka okazało się, że Lopez wciąż tam był, żywy. Z czarnym workiem na głowie, czekał na egzekucję, ale klatka piersiowa unosiła mu się w nierównym oddechu. Pilar zdawała się go nie zauważyć, bo poszła od razu przekładać pistolety. Dopiero kiedy Madox stanął obok niej i wskazała go głową, to się obejrzała.
-
Kto to? - zapytał, a Pilar wycelowała w Lopeza jakimś pistoletem, jakby to była zabawka.
-
Nie wiem, ale Pablo i tak go zabije, skoro tu siedzi - powiedziała spokojnie, a Madox przesunął się bliżej niej.
-
Jakiś skurwysyn, który zadarł z Pablo... - rzucił a w palcach przełożył swój złoty kastet, tak, żeby oczywiście nie umknęło to uwadze Pilar.
-
Chcesz go uderzyć...? - zapytała jakoś tak powoli przygryzając dolną wargę, ale w jej ciemnych oczach coś błysnęło -
ale ubrudzisz marynarkę - znowu przesunęła palcami po błękitnym materiale.
-
Zdejmę ją - odpowiedział Madox i od razu rozpiął guziki.
-
A koszula? - zapytała Pilar sięgając tym razem do jasnego materiału koszuli.
-
Ją też - już sięgała do jego guzików, odpięła mu koszulę do połowy, ale wtedy w kieszeni zadzwonił mu telefon. I całe kurwa szczęście. Madox po niego sięgnął, to była Maddie.
-
Muszę odebrać, to z roboty, z Kanady - zrobił dwa kroki w kierunku Lopeza i odebrał, mógł mu się lepiej przyjrzeć, biała koszula poznaczona była szkarłatem, zlali go, Madox nie wiedział jego twarzy, ale miał zakrwawione ręce, potarganą i brudną koszulę. Nacisnął na zieloną słuchawkę.
-
Maddie słuchaj mnie uważnie - rzucił po rusku, a Maddie najpierw przeklęła i powiedziała, że go nie rozumie -
nie okłamuj mnie, od tego zależy czyjeś życie, musisz... Napisać do Pilar smsa, że jest tutaj, ona będzie wiedziała kto, jeden przed, przy drzwiach dwóch, kręci się jeszcze trzech, tylu widziałem. Jestem z meksykańską nią tam. Tyle jej napisz dokładnie, za pięć minut - wyjaśnił jej po rosyjsku, a zaraz się rozłączył. Lopez drgnął na krześle, poznał jego głos? Możliwe. Zrozumiał co mówił? Nie wiedział. Na pewno nie zrozumiała Pilar, bo zaraz się zaśmiała.
-
Co to za język, bardzo dziwnie brzmi - stała oparta o stół z bronią. Tym razem Madox do niej podszedł.
-
Ruski, jest śmieszny, ale musiałem się go nauczyć... - wzruszył ramionami opierając rękę na stoliku obok niej.
-
A jakie języki jeszcze umiesz? - zapytała znowu sięgając do guzików jego koszuli.
-
Pokażę ci - puścił do niej oczko.
Pięć minut później Pilar dostała od Maddie wiadomość.
Jest tutaj. Jeden przed, dwóch przy drzwiach, kręci się trzech, więcej nie widział. Jest z meksykańską tobą, tam. M. kazał ci przekazać.
Maddie
Czyli jednak Maddie mówiła po rusku, a udawała, że nie. Ale Madox ją rozgryzł.
codelincuente 