ODPOWIEDZ
33 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
#6
Piano, piano...


Skłamałaby, gdyby powiedziała, że łatwo ogarnęła sobie wolne na ten wyjazd, ale niewątpliwie pomogło jej branie zmian w pracy z koleżanki i parę zastępstw podczas ich choroby. Kilka zmian grafiku później już siedziała w samolocie do Włoch, nie przejmując się tym, że stąpa po kruchym lodzie, choć w gruncie rzeczy wielu zdarzeń z ostatniego wyjścia z Peterem nie pamiętała, a to znacznie ułatwiało sprawę podjęcia decyzji. Wciąż miała trochę oszczędności na ten wyjazd, jeszcze się zachowały z jej wygranej, więc zamierzała zwiedzać, jeść, jeszcze raz jeść, odwiedzić restaurację by zjeść i zwiedzać tak po prostu, a przy okazji też jeść. Wróci kilka kilogramów cięższa, ale i szczęśliwsza - miejmy nadzieję. Najlepsze było to, że nie miała żadnych zmartwień, dzięki Peterowi miała ogarnięty lot i nocleg, wszystko wydawało się takie bajecznie proste - spakować się, zdążyć na samolot, zameldować się, a potem już tylko dobrze bawić. Pokój miała z jedną jedyną kobietą jaka z nimi leciała i początkowo wydawało się to rozsądne, ale po pierwszej wspólnej nocy w jej głowie zrodziło się wiele obaw, które musiała przedstawić przyjacielowi jak najszybciej, a skoro wybierali się właśnie na spacer przez Mediolan to okazja była ku temu idealna. Ubrała zwiewną sukienkę, na to zarzuciła sweterek, wsunęła wygodne buty, zarzuciła na plecy mały plecaczek, który pomieści co najwyżej portfel i magnesy i jeszcze wsunęła okulary przeciwsłoneczne na nos, bo prognozy mówiły, że miało być słonecznie i nawet ciepło - była gotowa na zwiedzanie.
Mediolan nie miał w sobie zbyt wiele z sielankowej Toskanii - która nawiasem mówiąc też się jej marzyła - czy z renesansowej Florencji albo z Rzymu, które w całości było niczym muzeum pod gołym niebem. Mediolan był szybszy, bardziej biznesowy niż turystyczny, pełny szarości i wieżowców. Wendy jednak potrafiła dostrzec ukryte skarby tego miasta, gdzie najpiękniejsze ogrody i dziedzińce chowały się wewnątrz kamienic. Dzisiaj zamierzała się zachłysnąć klimatem i to w doborowym towarzystwie. Porwała Piotrka z lobby, gdzie się umówili i złapali taksówkę, by podrzuciła ich do Galerii Wiktora Emanuela II, to tu zamierzała rozpocząć przygodę od pozyskania odrobiny szczęścia od byka. Yup.
Zatrzymując się przy słynnej mozaice z bykiem spojrzała na przyjaciela z szerokim uśmiechem.
— To na szczęście! Patrz, bo później twoja kolej — zawołała, jednocześnie próbując wykonać popisowy obrót piętą na genitaliach mozaikowego byka, ale nie zapominajmy, że to była Winnie, w efekcie pięta uciekła jej na śliskim marmurze. Już prawie widziała swoją twarz odbitą w marmurze, bo siła jej zażenowania na pewno zostawiłaby po sobie ślad. Dlaczego więc nie leżała? Czemu czuła się jakby zawisła w powietrzu. Jakiś słodki i nieznany głos wychrypiał — Piano, piano, tesoro… — otwarła oczy czując jak momentalnie wypieki pojawiają się na jej policzkach. — Grazie… — odparła słodko się uśmiechając, kiedy postawił ją do pionu i jeszcze chwilę napawała się widokiem odchodzącego przystojnego lokalsa, by wrócić do siebie i spojrzeć na Petera z podekscytowaniem TEŻ TO WIDZIAŁEŚ?! — Muszę częściej upadać w Mediolanie — a to nie powinno być trudne, znając jej koordynację ruchową i zdolność do przyciągania pechowych zdarzeń. — Teraz twoja kolej!


Pietro <3
Winnie the Pooh
kierowania moją postacią
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kristin była wściekła. Bo niezadowolona to jest za mało powiedziane. Kiedy Peter jej powiedział o wyjeździe, to od razu spytała, czy też może jechać. Niestety było to już około poniedziałku, a we wtorek lecieli, więc miała za mało czasu, zresztą nie dostała wolnego w pracy - ona ma pewnie jakąś pracę w marketingu, więc powinna dać znać dużo wcześniej. Na początku jeszcze mówiła, że oczywiście żałuje, ale dopiero kiedy jej Peter powiedział, że jadą z nim Galen, Charlie i Wendy, to się zaczęło. Dlaczego jej nie powiedział, skoro im ewidentnie dał znać wcześniej? I kto to funduje takiej Wendy? Peter nie mógł się wygadać, że on funduje i przelot i mieszkanie (czy raczej jego firma), więc po prostu powiedział, że Wendy przypadkowo też już miała bilety więc po prostu... jedzie. Takie małe kłamstwo nie mogło zaszkodzić, prawda? Mogło, bo było kolejną kroplą, która drąży, zresztą Kristin miała później bardzo zły humor i nawet tuż przed wyjazdem Peter jeszcze z nią wymieniał smsy, więc mógł się wydawać lekko nieobecny.
Natomiast schował telefon już po odprawie i kiedy wszedł do samolotu jako pierwszy, to mimo że miał miejsce w pierwszej klasie to poszedł na tył do ekonomicznej i osobie, która miała miejsce obok Wendy zaproponował zmianę. Na szczęście takie zamiany są o wiele lepiej przyjmowane niż "czy moze pani wziąć moje miejsce w środku bo my chcemy siedzieć razem". Babeczka, która dostała darmowe miejsce na początku samolotu tak się zajarała pomysłem, że zaraz poleciała do przodu. Peter został z Wendy i siedzieli sobie w tym ekonomicznym i paplali połowę lotu i ciągle domawiali darmowe winko, a drugą połowę Wendy spała i Peter też, więc kiedy wylądował to strasznie go bolały zarówno kolana jak i szyja i pomyślał, że nie ma bata, wracają oboje w pierwszej klasie.
Otwarcie Igrzysk było wspaniałe, Peter siedział na trybunie i wszystko oglądał z ludźmi z firmy, a później poszli jeszcze na aftera, a że mieli jet lag, to wiedział, że musi przeżyć to, żeby móc jakoś funkcjonować. Następny dzień był wolny, więc kiedy się tylko obudził, to dostał już całą agendę od Wendy co chciałaby zobaczyć, więc już wiedział, że wolny dzień wcale nie oznacza leniuchowania.
Obserwował więc jej próbę wykonania zadania, które miało w efekcie zapewnić jej szczęście kiedy... nagle znikąd pojawił się włoski półbóg jakiś Marcello albo Guido, który tak ją szybko złapał, że Peter poczuł się jakby oglądał właśnie film. Zmierzył spojrzeniem odchodzącego włocha i przenosi je na rozentuzjazmowaną Wendy.
- Kto by pomyślał, że te jaja tak szybko zadziałają - skomentował z uśmieszkiem, i chociaż podejrzewał, że obrót na mozaice niewiele zmieni, to jednak za namową Wendy podążył jej śladem, lecz kiedy skończył się obkręcać nic sie nie wydarzyło. Wzrusza ramionami i wraca do Wendy - Liczyłem, że pojawi się Monica Belucci - przyznał i wskazuje na kawiarnię w samym centrum Vittorio Emanuelle, która wyglądała jak oblana lukrem. - Mam ochotę na espresso, wejdziemy? - ale okazało się, że kiedy weszli tam, to nie tylko espresso robiło wrażenie, bo robiły je wszystkie wspaniałe ciastka włoskie. Peter nie może oderwać wzroku od cornetti wypełnionych po brzegi kremami, od wielkich croissantów, od martinozzo i innych pasticciotto jakie tam zobaczył. - O rany, chyba na espresso się nie skończy


Wendy Gardner
33 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wendy była szczęśliwa, więc dla zachowania równowagi w całym Piotrowym systemie musiał być ktoś wściekły — padło na Kristin. Panna Gardner niczego nieświadoma cieszyła się swoim Mediolańskim snem, bajką po części ufundowaną przez Petera, po części opłaconą z wygranej. Wiedząc o niezadowoleniu jego dziewczyny byłaby w stanie zrezygnować w ostatniej chwili z wyjazdu, bo poniekąd Winnie zgodziła się jechać dlatego, że Kristin nie miała — p o d o b n o — parcia na Mediolan. Nie można zapominać o tym, że była królową wyparcia, dlatego skutecznie odsuwała od siebie myśl, że częste wyjazdy z nim mogą być źródłem konfliktów między Peterem, a dziewczyną. Póki nie mówił wprost, że jest taki problem i muszą coś z tym zrobić, ona odpychała od siebie jakiekolwiek niepokojące myśli. Żyła też zupełnie beztrosko i niewiele myśląc wstawiała na instagrama posty ze swoich Włoskich wakacji, ignorując zupełnie fakt, że ktoś może ją śledzić i dopowiadać sobie historię, a wcale by się nie zdziwiła, gdyby za tę pizzę i cytat o znalezieniu miłości, Kristin chciałaby mu ukręcić jaja. Szczególnie, że oznaczyła sobie w poście właśnie Petera tylko dlatego, że był towarzyszem w tej eskapadzie, a miłość wyznawała idealnemu ciastu. Miała jednak wrażenie, że to nie będzie jedyna miłość jakiej doświadczy w tym miejscu; wystarczyło rozejrzeć się wokół: przystojni Włosi ratujący honor upadającej dziewczyny, rurki z kremem, widoki. Love Is All Around, totalnie.
I know! przytaknęła mu wciąż podekscytowana całym zajściem i wygięła usta w podkówkę chwilę później widząc rozczarowanie przyjaciela. — No nic, może spotkamy ją gdzie indziej… na przykład w magazynach dla mężczyzn z lat 90 — dodała z wyraźnym rozbawieniem na twarzy wchodząc do kawiarni, którą Peter wybrał na celownik.
— O matko, ta rurka z kremem wygląda obłędnie! — oznajmiła wpatrując się wystawę słodkości, by przenieść spojrzenie na Petera oczarowanego wypiekami nawet bardziej niż ona sama. — Ślinisz się na widok tych słodkości prawie tak samo jak moja współlokatorka na mój widok w piżamie — wtrąciła wiedząc, że będzie musiała poruszyć ten temat. — Mogłeś mnie uprzedzić, że woli dziewczyny — bo ewidentnie tak było! — albo ulokować z kimś, kto mógłby - oczywiście gdyby chciał - ślinić się na mój widok z wzajemnością… np Galena czy coś, a tak to jednak trochę mi głupio, bo jej chyba zależy i przez to spać nie mogę, bo boję się, że mi wtargnie do łóżka... a ja to jednak chyba wolę mężczyzn — tłumaczyła jednocześnie wskazując pani za ladą kolejne słodkości, które miała jej ułożyć na talerzu, aż miejsca zabrakło. Wtedy powiedziała stop, domówiła espresso i zasiadła z wszystkim przy stoliku czekając na Piotrunia.

Peter Blythe <3
Winnie the Pooh
kierowania moją postacią
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Petero posłał Wendy spojrzenie, które mówiło, żeby z niego nie kpiła. Cos jednak jest w tym, że jego fantazja to Monica Belucci, a jego dziewczyna jest blondynką.
Uśmiecha się pod nosem słysząc rewelacje, które sprzedaje mu Wendy. Chciał jej spytać, czy wyjazd jej się podoba, ale jak widać, jest już jakiś mini problem. Trochę go uderzyło, że Wendy sugeruje, że mogłaby chcieć z Galenem spać, zmarszczył brwi i kręci głową.
- Onie, z Galenem to nie- bardzo kochał swojego przyjaciela, ale on miał obecnie taki okres w życiu, który nazywał się “rucham co popadnie”, a Peter akurat nie chciałby się dowiedzieć, że mu Wendy przeleciał przez przypadek. Oczywiscie nie powinien mieć z tym problemu TEORETYCZNIE, natomiast ewidentnie nie vibuje z tym pomysłem. - To znaczy… chciałabyś z nim być w pokoju? - na chwilę odrywa spojrzenie od ciastek i zerka na nią niepewnie.
Duma włoskiej kuchni, śniadanie na słodko - podobno pojawiło się w kraju dopiero za czasów napoleońskich, tak kiedyś dowiedział się Peter, kiedy miał jedenaście lat i pierwszy raz był w Europie z rodzicami. Nie do końca wtedy wiedział dlaczego miałby przykładać wagę do tego, skąd wzięły się we włoskich barach rogaliki, natomiast faktycznie wtedy po raz pierwszy zakochał się w idei jedzenia ciastka na śniadanie. Jasna sprawa jego matka, która byla typową almond mom nie podchwyciła tego pomysłu, więc został przy jajecznicy, ale od czasu do czasu kiedy jest na wakacjach, lubi zaczynać od croissanta.
Dlatego, kiedy pochylał sie nad ladą, wiedział że to bardzo ważna decyzja. Od czego zacząć, co stanie się wyznacznikiem poziomu śniadań podczas tego wyjazdu? Wskazał na bułkę z crema i liczył na to, że na tym się skończy, ale Wendy zaczęła dokładać do tego talerza kilka dodatkowych ciastek, co sprawiło, że jego brwi powędrowały bardzo wysoko do góry. Próbował kręcić głową, ale ekspedientka zdecydowała się udawać, że nie rozumie o co mu chodzi. I tak wylądowali z pięcioma wielkimi bułami i dwoma małymi espresso. Poczekał chwilę na ich zamówione kawki, ale pani obiecała, że im przyniesie więc odwrócił się, żeby znaleźć miejsce w którym usiadła Wendy. Wybrała rzecz jasna miejsce pod największym oknem, dzięki czemu mieli świetny widok na miejsce namtorym przed chwilą kręcili się w koło. Peter siada naprzeciwko i kontynuuje temat:
- Zawsze podejrzewałem, że Mira może grać do innej bramki - przyznał, używając jak na sportowca przystało porównania życia miłosnego do sportu. Miał w zanadrzu same takie powiedzonka, na przykład że ktoś gra dla obcej drużyny. No to też mógł w sumie chyba użyć w tym kontekście. - Ale co ona takiego robi na przykład? Jak to się objawia…- zastanawia się i odrywa kawałek rogalika wypełnionego kremem crema - czy aby napewno nie dramatyzujesz za bardzo?


Wendy Gardner
33 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie była kpina, tylko odrobinę się zgrywała, ale tak już miała, że lubiła sobie pożartować. Można uznać to za język miłości Wendy, że jak sobie z kogoś żartuje to po prostu bardzo lubi tę osobę. Pewnie dlatego jemu zawsze dość mocno się obrywało, gdy miała lepszy dzień na takie heheszki. Teraz jednak była śmiertelnie poważna, kiedy opowiadała mu o swoich przypuszczeniach co do współlokatorki, nie zdając sobie sprawy z tego, że ona jest tutaj mniej problematyczna dla Piotra niż potencjalna noc Wendy z jego przyjacielem. - A coś z nim nie tak? Czegoś mi brakuje? - zapytała nie wiedząc, że nie chodzi o jakieś braki czy problemy po stronie Galena, a o zazdrość, ze strony Petera o istnieniu której nie miała pojęcia. Prawda była taka, że ich wspólne wyjazdy (przynajmniej te przed Kalifornią) zawsze miały element wyrywania innych ludzi i nigdy nie było to problemem, teraz Wendy, królowa wyparcia, zamierzała zachowywać się tak jak zawsze, więc i element podrywu musiał znaleźć się w ich wyprawie, by było tak jak kiedyś, prawda? Współlokatorka nie była w jej typie, Piotr był zajęty więc wspólna noc byłaby kiepskim posunięciem, a Galen… cóż, nadawałby się. Przynajmniej sobie wmawiała, że to najlepsza opcja, choć ona dobrze wiedziała już przy kim czuje się swobodnie i z kim powinna dzielić pokój. - To nie tak, że jakoś bardzo bym chciała. Nie chcę z nią spać po prostu - wyjaśniła wzruszając bezradnie ramionami. Nie chciała wcale marudzić, bo jakby nie było zawdzięczała Piotrkowi sporą część tego wyjazdu i trochę nie ładnie było narzekać. - Podejdę później do recepcji, zapytam o jakiś inny pokój, nawet im dopłacę za jedynkę jeśli będzie trzeba - nie bardzo zdając sobie sprawę z tego, że nie nocowali po taniości i, że większość miejsc jest już zajęta, a to co zostało zdecydowanie nie było na jej kieszeń. Nie można było tego powiedzieć o słodkościach w kawiarniach wartych każdych pieniędzy. Nie bez powodu nałożyła sobie ich tyle na talerz, jeśli ktoś miał to w sobie zmieścić to właśnie Wendy i niech was nie zmyli jej drobną sylwetka, spust do jedzenia ma taki, że mogłaby startować w zawodach kto więcej i szybciej zje. Postanowiła, że nie będzie zauważać jego zdumienia, żeby wszystkie smakołyki dobrze się jej poukładały w brzuchu. - Chwila, podejrzewałeś, że może grać do innej bramki, a i tak mnie z nią do pokoju ustawiłeś? Dobre mi sobie - biedna, może nawet sobie pomyślała, że on chce ją zeswatać z Wendy i dlatego robiła takie podchody podczas pierwszej wspólnej nocy. - Przepraszam, ale że co? Dramatyzuje?! - Peter nie znał zasad przetrwania w trudnych warunkach najwyraźniej, skoro tak drażnił przyjaciółkę. Nikt go nie uczył na podstawach samoobrony, że nie eskaluje się problemów? A czym, jeśli nie eskalacją jest mówienie kobiecie, że dramatyzuje? Wendy jednak do swoich bliskich miała naprawdę dużo cierpliwości, nabrała więc powietrze w usta i wypuściła je głośno, by spojrzeć na przyjaciela z dystansem. - Poczekaj, jakby ci to zobrazować… Wyobraź sobie, że mam na sobie piżamę, o taką zwyczajną, bawełniną, koszulka na ramiączkach, krótkie spodenki, niby nic, a jednak nie dla niej najwyraźniej - powiedziała wstając i przystając obok niego - no wstań - ponagliła go do działania kontynuując - i ona też w piżamie, ale się odwaliła bo jednak halka, satyna ewidentnie premium. No i ja sobie stoję, co nie? Przed umywalka, myje zęby na legalu, lekko uchylone drzwi… a ona wchodzi do łazienki - opowiadając to bierze Piotrka za ręce, by go trochę w swoją stronę przyciągnąć, tak by stanął tuż za nią, kładzie mu te jego ręce na swoich biodrach i tłumaczy dalej - i robi mi tak, palcem jednym smyra mi niby pod koszulka i mówi, że mam bardzo ładna piżamę, ale lepiej będzie wyglądać obok łóżka - i chwilę tak jeszcze pozwoliła mu postać, by wczuł się w sytuację, zupełnie ignorując ludzi w kawiarni, którzy nie bardzo wiedzieli co się wydarzyło, po czym wróciła jakby nigdy nic na swoje miejsce? - Dramatyzuje? - i pewnie gdyby spędzała noc z przystojnym facetem w pokoju to mogłaby na to polecieć w porywie chwili, ale tutaj ją to jednak trochę odrzucało.

Peter Blythe :hihi:
Winnie the Pooh
kierowania moją postacią
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wendy Gardner
Rzeczywiście Peterowi się mocno obrywało, ale może po prostu zdązył się przyzwyczaić. Obrywał zresztą nie tylko od Wendy ale również od całej jej paczki, chociaż nie mozna być pewnym, że w ich przypadku również chodziło o jakiekolwiek ciepłe uczucia.
- Tobie?- zaśmiał się krótko i zasłania usta, ocierając je lekko kiedy tak się na nią zapatrzył. Niebiezpieczne to było spojrzenie, ale to chyba od tego włoskiego powietrza i obecności wielkiej ilości cukru przejął nieco więcej zwyczajów od Włochów, na przykład pewność siebie, która kazała mu utrzymywać spojrzenia, które w Kanadzie nieco szybciej uciekałyby w bok. - Nie, z Tobą jest wszystko w najlepszym porządku Wends, po prostu... Galen lubi mieć pokój dla siebie.. wiesz on, często ma w nim przyjaciółki - tak strzela oczami na bok, starając się w jakiś sposób uratować honor przyjaciela, jednocześnie mając nadzieję, że Wendy nie będzie się upierała. Kiedy natomiast usłyszał, że Wendy tak zależy na zmianie pokoju, że nawet rozważa dokupienie kolejnego, to już zaświeciła mu się w głowie lampka, bo wpadł na jeden pomysł. Odrzucał go przecież od samego początku, ale był pewny, że w hotelu w którym się zatrzymali nie było ani jednego wolnego pokoju, bo przecież chciał go bookowac jeszcze zanim zaproponował, że zamieszka z panią psycholog.
Zajada się ciasteczkiem swoim i mruży oczy, jakby w potwierdzeniu, że "dramatyzujesz" było nie tyle niewiedzą, co przemyślanym wyzwaniem, które jej rzucił. No i jak chciał, tak więc dostał. Nim się obejrzał, już nie siedział przy kawce, tylko stał z rękami na biodrach Wendy jako aktor w jej prezentacji co się dzieje za zamkniętymi drzwiami. Tak jak na początku się uśmiechał, traktując tą opowieść jak zabawną ciekawostkę, kolejną przygodę w serialu "Wendy i jej świat", tak kiedy stał za nią i pod nosem miał jej włosy, i czuł zapach owocowego szamponu nie mógł... to znaczy mógł, ale nie wiedział jak.. pozbyć się obrazu w którym to nie Mira, ale Wendy stoi przed nim w satynowej halce. Zamrugał dość szybko, starając się przepędzić tę wizję, która tym bardziej była jak żywa, kiedy Wendy przytaczała te teksty Miry na podryw. Mruga i mruga i uznając, że należy obrócić w żart całą sytuację, bo jeszcze chwila i zrobi coś czego by żałował. Chyba by żałował.
Przychylił się do jej ucha i patrzac gdzieś w stronę innych ludzi mówi:
- Brzmi to tak nieprawdopodobnie jak sen- odsunął się na bezpieczną daleką odległość, wracając do stolika na swoje miejsce, w rękę wziął serwetkę, którą troche nerwowo pod stołem zaczął miętolić wciąż będąc zdumionym, jakie myśli przed momentem się w nim obudziły - Podejrzewam, że masz po prostu fantazje senne o Mirce, Wendy, ale okej rozumiem, że chcesz się przeprowadzić
Skrzywił się teatralnie, jakby robił to z wielką łaską, i mówi w końcu:
- No dobrze, to może zrobimy tak, że przeniesiesz swoje rzeczy do mojego pokoju. Tylko nie narzekaj później, bo ja wstaje o szóstej rano - ostrzega ją, chociaż ona już dobrze zna te Peterowe sztywniackie zasady wedle których poranek przed śniadaniem był po to, żeby przebiec kilka kilometrów po pustym jeszcze mieście. Pewnie na każdym wyjeździe na którym byli w przeciągu ostatnich kilku lat tak ją terroryzował myjąc zeby szczoteczką elektryczną o szóstej. Zadziwiające, że wtedy kiedy mieszkali razem nie miał takich pomysłów, ale wtedy był również większym imprezowiczem więc zdarzało mu się na przykład przespać nawet do dziewiątej.

Wendy Gardner
33 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wendy miała w życiu kiepski start, bo rodziny w jakiej się urodzimy nie da się wybrać. Toksyczne środowisko, bieda i uzależnienia jednak nie przekreśliły jej dorosłego życia, bo udało się jej oddalić od patologii w której dorastała. I tak, bywało naprawde kiepsko, ale jeśli chodzi o przyjaciół to niewątpliwie wygrała na loterii i nie mowa tylko o grupie jakiej tworzą, ale też Peter bardzo dużo dobrego wniósł do jej życia. Pozostała ekipa mogła czasami sprawiać wrażenie jakby się go czepiali, ale Wendy dobrze wiedziała, że jedyne na czym im zależy to na jej dobru, tak samo jak Piotrowi. W ostatecznym rozrachunku nic mu nie groziło, no chyba, że skrzywdzi ją. Wtedy będzie mieć przewalone.
— Jemu! W sensie, czy jemu czegoś brakuje chciałam zapytać! Tak się przejęłam, że aż się przejęzyczyłam — no i z czego się tak śmiał?! Ona naprawdę mocno się przejmowała, może nie tyle brakami jakie mogły dotknąć jego przyjaciela, ale swoją współlokatorką już tak. Nie zamierzała się też pogrążać tłumacząc Piotrkowi, że gdyby była z Galenem w pokoju to może wcale nie musiałby sprowadzać żadnych przyjaciółek, bo przecież czy jej czegoś brakuje? Nie chodzi o to, że chciałaby przelecieć jego kumpla, bo w planach tego nie miała, ale kto wie jakby skończyło się współdzielenie pokoju. I guess we'll never know.
— Skoro tak, to będę musiała coś sobie ogarnąć
— przytaknęła jedynie wzruszając bezradnie ramionami. Sprawa była poważna i zamierzała mu to właśnie udowodnić całym przedstawieniem. Bardzo się starała oddać całą sytuację jaka miała miejsce wieczorem w pokoju hotelowym, tuż po powrocie, prysznicu i wskoczeniu w piżamy. Nieświadoma tego, że to on dopuszcza się fantazjowania na jej temat opowiadała co działo się w łazience, a kiedy skończyła i czekała na jego reakcję to chyba po cichu liczyła na jakąś zgodność. Jakie było jej zdziwienie, kiedy z ust przyjaciela wyłapała niedowierzanie. — Nie wiem czy się ze mną droczysz, czy naprawdę uważasz, że to sobie uroiłam, ale dla twojego dobra trzymaj się wersji z droczeniem i spróbuj to szybko odkręcić — pogroziła rzucając mu piorunujące spojrzenie. — Moje fantazje senne nawet obok Mirki nie leżały — prędzej obok niego, ale tylko raz po powrocie z Kalifornii; szybko jednak odpaliła mechanizm wyparcia i wrzuciła w szarą strefę zapomnienia. — Nawet nie zdążyłam się wpakować wtedy do łóżka, a co dopiero fantazjować o kobiecie — dodała na swoją obronę i jeszcze dobrą chwilę by się na niego obrażała za te paskudne insynuacje, ale kiedy wyszedł z gałązką oliwną czyt. propozycją nie do odrzucenia, postanowiła już się nie dąsać. — Nie będę! — oznajmiła radośnie, a oczy wyrażały więcej niż tysiąc słów obiecuję! Oczywiście zgodziła się nim mózg zdążył połączyć wszystkie kropki i uruchomić skomplikowany proces myślowy, który zacząłby wyrzucać jej za i przeciw, co do ich wspólnej nocy. Na szczęście przed sobą miała tonę słodyczy, espresso i wkrótce czekał ją dalszy spacer po cudownym Mediolanie… nic poza tym się nie liczyło.
Martwić się będzie później.
Jak zjemy możemy przejść przez galerię i wyjść na Piazza della Scala — poinformowała jakby miała już zaplanowany cały dzień — jest tam najsłynniejsza opera na świecie. Na spektakl raczej się nie załapiemy, ale możemy zwiedzić muzeum zajrzeć do tych historycznych loż, by zobaczyć te wszystkie czerwone aksamity i złocenia — uwielbiała odwiedzać takie miejsca i wyobrażać sobie historie, jakie mogły mieć w nich miejsce. Zawsze czytała sporo przewodników przed wyjazdem, szukała ciekawostek i starała się zgłębić jak najwięcej informacji, bo wtedy zwiedzanie nabierało innego znaczenia. — A jakieś dziesięć, a może piętnaście minut spacerem jest dzielnica artystów, podobno najbardziej klimatyczna część Mediolanu. Musimy tam pójść! — oznajmiła nie chcąc słyszeć słowa sprzeciwu. — Taras na dachu Duomo zostawiłabym na koniec dnia, chciałabym zobaczyć zachód słońca pośród tych kamiennych rzeźb — wyjaśniła zdając sobie sprawę z tego, że plan może i miała napięty, ale bez paniki - czas na odpoczynek na trawce z gelato w dłoni na pewno się znajdzie.


Peter Blythe :kawka: :ciasteczko:
Winnie the Pooh
kierowania moją postacią
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”