Niby do niego napisał, że ma kaca i ból dupy, ale tak naprawdę, gdyby nie ból głowy, był w naprawdę dobrym nastroju. Wrócił od swojej dobrej znajomej bliżej popołudnia niż rana, niby nadrobił leki, wrzucił do swojej wody dodatkowe elektrolity i upewnił się, żeby zjeść coś pełnego.. Tyle że głowa nadal go bolała. Drugi dzień już. Jak na kaca, to brzmiało trochę zbyt grubo, prawda? Nie brał leków przeciwbólowych, chyba że naprawdę musiał, a ten konkretny ból nie był taki zły. Zostało mu spróbować biegania na świeżym powietrzu. Towarzystwo Charliego miało tylko pomóc; lubił gościa, okay? Nawet jeśli z zasady uważał, że wyższa klasa miała odrobine zbyt czyste i nie skalane pracą rączki, Charlie był w porządku.
Tak jak się umówili, podjechał po niego swoim samochodem, jak to Ward nazwała, w kolorze muchówki, z zapasem proteinowych batoników i przynajmniej dwiema butelkami z wodą na tylnym siedzeniu. Trochę uważał za zabawne, że jechali do parku, żeby pobiegać, ale może z drugiej strony miało to jakiś sens. Słyszał już kilka razy, że najlepiej biegać na świeże nogi, cokolwiek to nie znaczyło. Nie zmęczone? Ale dlaczego... no, tego już nie wiedział, aż taki mądry nie był. Po napisaniu krótkiego sms, dając mu znać, że dojechał, stukał palcami w kierownicę przez moment, rozglądając się po okolicy. Fancy. Mimochodem zaczął się zastanawiać jak daleko by od Charliego miał do Cynthii... i musiał potrząsnąć głową, żeby się skupić. Zwykle przychodziło mu to z trudem, ale najwyraźniej jego życie miało stać się odrobinę trudniejsze. Nie miał nic przeciwko tak naprawdę..
- Hey misiu pysiu. - rzucił pogodnie, szczerząc do niego zęby w szerokim uśmiechu, kiedy władował mu się do samochodu. No co? Love your bros. - Tam gdzie zawsze, nie? - dodał, ale zamiast czekać na odpowiedź, wrzucił wsteczny i ruszył w drogę kiedy tylko Marshall zapiął pas. GPS nawet nie był włączony, drogę do jego chaty i do parku w distillery district znał już na pamięć, nawet w zależności od pory dnia wybierając inne trasy, by ominąć korki. Pełny serwis! Chyba mu też nie musiał mówić, że mógł się częstować batonikami i złapać wodę jakby chciał, nie? Tak czy siak, wiedział, że jeśli czas zabieganego Charliego pozwoli, pewnie i tak skończy się na pójściu coś zjeść.
Charlie Marshall