ODPOWIEDZ
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i Madox powinien zagrać ostrzej, żeby meksykańska Pilar się nie połapała, ale... czuł by się z tym źle. A on mimo wszystko nie robił rzeczy z którymi czuł się źle. Był popierdolony, odwalał różne akcje, nie przejmował się jakimiś pobiciami, przeklinaniem, kradzieżami, ale jednak jakieś swoje zasady miał. I gdzieś tam na samej górze jego zasad, których nie łamał, była zdrada. Nawet kurwa pocałować jej nie chciał, bo by miał to gdzieś z tyłu głowy. Gorzki smak Xanaxu na jej pełnych ustach. Kiedy do pokoju wpadła Pilar, ale że Pilar, to zaraz na nią spojrzał.
- Prochy - rzucił, ale zaraz dodał - Esme miała nam zostawić lepszy towar, ale go kurwa nie zostawiła, więc trzeba było radzić sobie tym co mam, ale William mnie nauczył, że nie miesza się Xanaxu z alkoholem - no tak, nauczył go, a i tak to robili. Ale oni to jednak byli też razem zdrowo pierdolnięci.
Jak się zaraz okazało Pilar też była, a Madox co? Uśmiechnął się tylko patrząc na nią maślanymi oczami. Chociaż zaraz zerknął na Lopeza, jak ten rzucił to co kurwa zrobiłaś, a zaraz znowu na Stewart, kiedy tłumaczyła im dokładniej co. Noriega to jednak był pełen podziwu, bo on przecież lubił takie akcje, rozjebać coś. Wyjebać okno, a później drzwi. Pożar też brzmiał kurwa dobrze, jeszcze samochodu.
- Zajebiście - powiedział równo z Lopezem, tylko, że tamten, że jest pierdolnięta, Madox wbił w niego spojrzenie, a kiedy tamten powtórzy, to strzelił oczami - no jest, ale to akurat dla ciebie dobrze Lopez, bo mój plan był taki, że cię uwolnię i spierdalam, a ty sam miałeś sobie radzić z ochroniarzami - no zajebisty plan. Ale na razie Madox wymyślił tyle. Może jeszcze by na coś wpadł po drodze, ale pożaru samochodu przed magazynem by na pewno nie przebił.
Ciemne tęczówki zatrzymały się na Pilar, kiedy rozmawiała z Lopezem, miała rację, nie mogli go tak po prostu wyprowadzić. Ale okno w łazience brzmiało dobrze, aż się prosiło, żeby z niego skorzystać. Kiedy Lopez powiedział o tych kluczach, to Madox zerknął na niego.
- A nóż masz? - zapytał jakby się go pytał, czy nosi przy sobie chusteczki, jakoś tak normalnie. Lopez skinął głową.
- Też go kurwa nie zabrali - tak jak Madox się spodziewał, miał go na łydce.
- Nie odwinąłeś się kiedy cię kopali, to uznali, że nie masz czym, też tak zawsze... - urwał, bo może nie powinien mówić o tym, jak w Emptiness napierdalają jakiś ludzi? Wystawił rękę po nóż Lopeza, a zaraz rzucił go gdzieś niedbale koło tych lin - no żeby było kurwa na nich, że cię nie przeszukali odpowiednio - wyjaśnił im, a potem przełożył w palcach ten nóż sprężynowy - je ten zabieram, zajebisty, zobacz jak leży w ręce - machnął nim gdzieś obok Lopeza, a ten aż się odsunął.
- Nie zauważą? - zapytał a Madox pokręcił głową.
- Nie, jest tam ich kurwa z pięć - wskazał na stolik z bronią, leżała w nieładzie, więc to, że meksykańska Pilar ją przekładała, nie było ważne.
Ciemne tęczówki znowu zatrzymały się na Stewart, kiedy zapytała, czy ktoś widział jak tu wchodzili.
- Myślę, że nie, bo dobierała się do mnie już przed wejściem i... no nie raczej - mieli iść do pokoju obok, ale to była szybka zmiana planów, więc Madox liczył, że jednak nikt ich nie widział. Spojrzał przelotnie w piękne, czekoladowe oczy Pilar, jego? Pilar. A zaraz skinął głową.
- Dobra... - zaczął i doskoczył do tego barku, żeby go zamknąć, ale wtedy usłyszeli ten huk. Pierdolnięcie. A Madox się wyszczerzył. Bo brzmiało pięknie. - Szybko korzystamy, z największego chaosu - stwierdził. Ale przecież on tak właśnie lubił najbardziej, korzystać z tego rozpierdolu, który tym razem to nawet nie on zrobił. Schylił się, żeby dźwignąć z podłogi meksykańską Pilar, nawet się nie ruszyła, nieźle ją ścięło. Madox nawet przez chwilę myślał, że może coś jej się stało, ale kiedy przytulił ją do klaty, to poczuł na niej jej oddech, no i dobra, żyje. Ale zwała będzie na pewno mocna.
- Dobra, ty pierwsza - spojrzał na Stewart, no bo jednak ani on z tą dziewczyną, ani Lopez nie powinni się wychylać - ach kurwa... Marynarka cariño... - zerknął na Pilar, bo on miał zajęte ręce.
Okazało się, że przed drzwiami było pusto, a karty, w które grali ochroniarze rozsypały się po podłodze, chyba to pierdolnięcie ich jednak ruszyło. I bardzo dobrze. Madox ruszył od razu do tego pokoju obok, do łóżka, ale przez ramię jeszcze widział, jak Lopez słania się na nogach. Może on też za dwadzieścia lat będzie się tak słaniał, bo każdym pobiciu? Przejebane. Na razie to się otrzepał i szedł dalej. Położył delikatnie brunetkę na ciemnej pościeli, zamruczała coś pod nosem. Niby Lopez ruszył w kierunku łazienki, ale Madox wyrwał się jeszcze do Stewart, zanim wyszli z tego pokoju.
- Pilar... - zaczął i bardzo dużo rzeczy chciał jej powiedzieć, że ją kocha, że jest pierdolnięta, ale dlatego kocha ją jeszcze bardziej, może nawet jej podziękować, ale zamiast tego wyszeptał - muszę pomóc Lopezowi, to może być mój stary, albo no wiesz... to jest ojciec mojej siostry, nie chcę go mieć na sumieniu - kolejny odruch kurwa ludzkich uczuć u Madoxa Noriegi. No ładnie - daj mi trzy minuty i stań na czatach - pokiwał głową patrząc jej w oczy, liczył, że teraz to się z nim zgodzi bez gadania. Musiała, bo Madox i tak zaraz zostawił ją w tyle i puścił się biegiem do Lopeza. To była szybka akcja, bo jak go chwycił pod bety, to sprawnie im poszła droga do tej łazienki. A tam go podsadził do okna, tyle. Zajęło mu to dosłownie te trzy minuty, ale kiedy wyszedł z kibla, kiedy spojrzał w kierunku wejścia do magazynu ponad ramieniem Pilar. To zaraz bez ostrzeżenia złapał ją za pośladki, posadził na tym podeście obok bazooki, ręce wsuwając pod błękitne falbany jej sukienki, a później agresywnie wpił się w jej usta. Ale tylko na moment, bo zaraz odezwał się łysy.
- Tu kurwa jesteście, ta loca podpaliła wasz samochód - rzucił a Madox od razu odsunął się od Stewart i stanął przed łysym.
- Co kurwa?! - warknął i zrobił krok do przodu, a łysy się cofnął, a był od Noriegi jednak większy - co zrobiliście z moim samochodem? To był kurwa Bentley - syknął i zerknął na tego drugiego ochroniarza, który przyszedł z łysym - jak Pablo się dowie... - zaczął, ale ten drugi już wszedł miedzy nich.
- Nie, nie, nie, spokojnie, nie musi się o niczym dzisiaj dowiedzieć, on ma te urodziny młodej... Damy wam samochód, a jutro... A jutro się zobaczy nie? - no i Madox takie podejście lubił. Zobaczy się. Jeszcze się trochę pogapił groźnie na łysego, ale w końcu skinął głową.
- Dobra, bo kurwa zaraz się spóźnimy na tort - zerknął na zegarek, jak oni się z tym wszystkim wyrobili przed tortem? Jakimś... fartem. Ochroniarz wygrzebał z kieszeni klucz i dał go Madoxowi.
- Stoi z drugiej strony budynku, tylko weź go nie parkuj przed domem - rzucił.
- No wiadomo - odpowiedział Noriega i wyciągnął do Pilar rękę, żeby ją zgarnąć.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prochy. Oczywiście, że dał tej dziewczynie prochy i dzięki temu odcięło ją, zanim trzeba się było nawet zastanawiać, co musieliby z nią zrobić, żeby nie wygadała się Pablo. Pilar aż uśmiechnęła się w stronę Noriegi i pokiwała głową z niedowierzaniem. Jakim cudem ten facet zawsze znajdywał wyjścia z sytuacji? Nie miała pojęcia, ale kurewsko ją to kręciło. I może nawet by mu to zakomunikowała, jak bardzo dumna była z tego jego szycia na bieżąco w przypadku dziewczyny, ale nie było na to czasu, bo wtedy w jej głowie pojawił się kolejny problem: jakim cudem niby Lopez byłby w stanie sam się uwolnić. Tylko znowu, nim zdążyła o to zapytać, Madox jakby czytał jej w myślach, spytał o nóż, a Andres wyciągnął jeden spod łydki.
Increíble — pokręciła głową łapiąc jego czarujące, ciemne spojrzenie. Mogła się na niego wkurwiać, mogli się wyzywać, ale prawda była taka, że byli równie pierdolnięci. Wariaci po jednych pieniądzach — ona podpaliła samochód, on naćpał laskę i jakoś to szło. Nawet mogłoby się wydawać, że aż za dobrze, chociaż biorąc pod uwagę, że wciąż byli w środku i wcale jeszcze nie udało im się wyjść, przypominało, że nie było co się przedwcześnie śpieszyć.
Wyprostowała się jak struna, kiedy za drzwiami rozpoczął się kompletny chaos. To była ich szansa. Złapała za klamkę, żeby jako pierwsza wyjrzeć na korytarz.
Czysto — oznajmiła wciąż przyciszonym głosem, jednak jeszcze zanim wyszła, wróciła się po marynarkę Madoxa. Przerzuciła ją sobie przez ramię i zaraz biegła wyprzedzić Noriegę z meksykańską Pilar na rękach, by otworzyć mu drzwi do pokoju schadzek. Przez moment obserwowała, jak odkłada ją na łóżko i nawet przez głowę przeszła jej myśl, czy nie powinni sprawdzić, czy ona w ogóle żyje, ale kiedy jej plecy spotkały się z chłodną pościelą, wymruczała coś pod nosem. Wystarczający dowód, że jej nie zabili. Świetnie. Tylko tyle potrzebowała, żeby wrócić się na korytarz. Już była gotowa, żeby rzucić się do wyjścia i zrobić jakąś zrozpaczoną scenę nad palącym się samochodem, ale wtedy Madox złapał ją za nadgarstek. Momentalnie podniosła na niego ciemne spojrzenie.
Czy podobało się jej, że pomagając Lopezowi ryzykował swoim życiem i tym, że jak ktoś go zauważy, to dostanie kulkę w łeb? Oczywiście, że nie, ale dobrze wiedziała, że ona zrobiłaby to samo.
Leć — skinęła głową i popchnęła go w stronę Andresa. Nie było czasu na długie rozmówki i kłótnie, tutaj trzeba było działać. Stanęła na czatach, rozglądając się dookoła, czy aby na pewno wszyscy ochroniarze znajdowali się już przed magazynem. Próbowała nawet zajrzeć w stronę drzwi, co tak właściwie się tam działo, nawet podeszła bliżej, ale z tej perspektywy nic nie było widać, a nie miała zamiaru wychodzić bez Madoxa. Odwróciła się na pięcie i dopiero wtedy zauważyła, jak jakiś goryl wychodzi z jednego z pomieszczeń i kieruję się w stronę strzelnicy. Szybko schowała się za półką z bazookami, a kiedy facet złapał za klamkę, Pilar skradła się za nim i nie myśląc za wiele, przyjebała mu w samą skroń pierwszym lepszym pistoletem, który miała pod ręką. Wiedziała gdzie uderzać, żeby od razu go odcięło. Typ padł jak długi, a ona miała wrażenie, że serce zaraz jej wysiądzie.
Wróciła szybko na czaty przy głównym holu i akurat wtedy z łazienki wbiegł Madox. Powiedzieć, że poczuła kurewską ulgę na jego widok i to jeszcze w jednym kawałku, to jak nic nie powiedzieć. I Pilar też nie zdążyła nic powiedzieć, bo on już łapał ją za tyłek i przyciskał do podestu z bazookami. A potem poczuła na sobie jego miękkie, ciepłe usta. Pocałunek może i był na pokaz, ale Stewart wcale nie powstrzymała się przed tym, by przy szarpnąć go do siebie jeszcze bardziej i zaraz opleść nogami wokół bioder. Tyle złego wydarzyło się w ciągu ostatnich godzin, że cholernie dobrze było go poczuć chociaż na moment. Serce waliło jej jak oszalałe, jego zresztą też. Czuła to na klatce piersiowej, która przez moment dosłownie miażdżyła tą jej. W sekundę zalała ją fala gorąca, którą czuła nawet po tym, jak się od niej oderwał i już nawijał o Bentleyu.
Kto podpalił samochód?!?! — ryknęła przerażona, ledwo łapiąc powietrze (z tego strachu wiadomo) i patrząc na nich szeroko otwartymi oczami. A potem jeszcze zaczęła nawijać, że miała tam jakieś drogie perfumy od coco chanel czy inne ustrojstwo i że to przecież niemożliwe, że przepadło, przez co łysy jeszcze bardziej się zmieszał. Uspokoiła się dopiero, kiedy jeden z nich oznajmił, że mogli wziąć ich samochód i spokojnie jechać na imprezę do Pablo. Z początku czekała na jakiś haczyk, cokolwiek, jakiś znak, że to była ustawka z ich strony, ale oni naprawdę to wszystko łyknęli.
Obserwowała uważnie, jak Noriega odbiera kluczyki, a zaraz potem już ciągnął ją do wyjścia. Gdy znaleźli się na zewnątrz, po prawej mogli podziwiać czarnego Bentleya, który wciąż stał w płomieniach. Ciśnienie wyjebało wszystkie szyby, a dookoła niego skakali goryle Pablo, próbując wszystko ugasić kilkoma marnymi gaśnicami. Piękny widok. Gdyby mieli więcej czasu, Stewart zrobiłaby zdjęcie. Zamiast tego po prostu załkała jeszcze nad samochodem i skierowali się na parking.
Ja pierdole — wypuściła powietrze dopiero, kiedy znaleźli się w środku pojazdu, który dostali do ochroniarza. Opuściła dłonie luźno i przez moment próbowała uspokoić walące w piersi serce. Adrenalina w jej żyłach szalała na tak wysokim poziomie, że gdyby teraz przyszło jej bić się z połową tych goryli, istniało wysokie prawdopodobieństwo, że spokojnie by wygrała. — Jedź — ponagliła go, łapiąc za pas. Tak na wszelki wypadek. To pewnie kwestia czasu kiedy zauważą, że Lopeza również nie ma. — Podjedź jeszcze za tamten blok, gdzie wcześniej zaparkowałeś Bentleya — poprosiła. — Zostawiłam tam obrazek dla Aury — oznajmiła zadowolona. Bo tak. Pilar nawet o tym pomyślała. Żeby wyciągnąć ten pieprzony obrazek i schować go za śmietnikiem, niż pojechała bawić się w piromankę. W końcu nie mogli pojawić się na imprezie z pustymi rękami, nie?

mi hombre caliente
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tylko zerknął w kierunku Pilar, na to jej increíble, bo w tym jak oni się dopełniali było coś niesamowitego, do tego stopnia, że on stracił dla niej głowę. Może za bardzo?
Ale nie było teraz czasu nad tym myśleć, bo teraz trzeba było działać i oni już zaraz znaleźli się na korytarzu, a później, w tym pokoju rozpusty. To też była szybka akcja, bo kiedy meksykańska Pilar wylądowała na łóżku, to przekręciła się na bok, będzie miała dobre spanie. I pewnie sporo dziur w pamięci. Ale to już nie ich problem, jak dobrze pójdzie to Pablo wcale też nie... Bo on może będzie już siedział.
Na tym powinni się skupić, żeby wsadzić Pablo, a jednak oni teraz skupiali się na odbiciu Lopeza, ryzykując własne życie, do tego stopnia, że Madox pomagał mu wspinać się do okna w łazience, a Pilar… obezwładniła jednego z ochroniarzy. Pewnie Noriega też by był pod wrażeniem, ale on nic nie wiedział. Niczego nieświadomy wypadł z łazienki, a tam znowu musieli improwizować, udawać, że ta jego rzekoma zdrada tylko podkręciła między nimi temperaturę. Jakby trzeba było ją podkręcać. Chociaż... no kurwa, Madox czuł, że to było trochę inne, jej pełne, gorące wargi miały jakiś inny smak, nawet spojrzał jej przelotnie w oczy, kiedy szarpnęła go za koszulę, oplotła nogami. Jego serce, które kołatało w piersi w szaleńczym rytmie, wyrwało się do niej, ale głowa podziękowała. Było dziw-nie.
A później dziwnie łatwo poszło im z tymi gorylami, ale kiedy Pilar podkręciła atmosferę tymi perfumami, to Madox też dołożył swoje trzy grosze na temat nieistniejącego towaru, który był warty krocie, i teraz co?
- No dobra, też nie chcę dzisiaj wkurwiać Pablo, jeszcze gotowy któremuś z nas rozwalić łeb - przysunął się do ochroniarzy patrząc to na jednego, to na drugiego. A już zaraz miał w dłoni kluczyki od ich czarnego Jeepa, trochę podobnego do tego który wypożyczyli, tylko tamten był czerwony. Ładniejszy.
Kiedy wyszli przed magazyn, Madox na moment przystanął obserwując płonącego Bentleya.
- O kurwa... - wyrwało mu się i Pilar musiała go pociągnąć, żeby się ruszył, bo pewnie sterczałby tam i podziwiał, jak to ładnie pierdolnęło, a jednak nie było na to czasu. Zaraz już wsiadali do samochodu Pablo, a Madox poprawił jeszcze koszulę, którą zapinał gdzieś po drodze. To ja pierdole Stewart wyjęła mu z ust, bo też chciał to tak podsumować. Od razu włożył kluczyk do stacyjki i odpalił silnik, bo tutaj nie było czasu na myślenie. Do tego tortu mieli może kilka, albo kilkanaście minut. A może jednak dobrze by było, gdyby zdążyli? Tylko co im to da?
Wyjechał z parkingu, jedną ręką wpisując w nawigację ten adres, który wysłał mu Pablo, chociaż może już by tam trafił? Do tej otoczonej murem i różami hacjendy? Skręcił jednak w drugą stronę, kiedy Pilar powiedziała mu, żeby podjechał tam gdzie parkował wcześniej, i nawet miał zapytać po co, ale zaraz sama mu wyjaśniła.
- Dobrze, bo jakby trzeba było iść po nowego konika, to byśmy się nie wyrobili - kontrolnie spojrzał na zegarek, parkując na wskazanym miejscu. Zawiesił spojrzenie na jej sylwetce, kiedy wysiadła i poszła po obraz. Palcami wystukując jakiś rytm w kierownicę. Kiedy wylądowała na siedzeniu z powrotem, to od razu zjechał z krawężnika, od razu docisnął gaz, ale temu czarnemu Jeepowi, na specyficznych blachach, inne samochody zjeżdżały z drogi. Widać dostali pojazd uprzywilejowany.
Dopiero w połowie drogi, Madox znowu obejrzał się na Pilar, spod tych swoich lustrzanych okularów.
- Ja zagadam Pablo, a ty wyprowadzisz z Esme Aurę, nie wiem... wylej coś na nią i niech Esme idzie jej zaprać sukienkę, a ty z nimi, wiesz... do damskiej toalety goryle raczej za nimi nie pójdą - to mu tak wpadło, kiedy pomagał Lopezowi wychodzić przez to okno - a ja postaram się tym razem odwrócić uwagę, no i... zagadam Pablo - powiedział, jakby to były jakieś najprostsze rzeczy na świecie. Nie były proste, ale... - nie chcę, żebyś z nim tańczyła - dodał zaraz i trochę agresywnie wyminął jakiś samochód, który mu podjechał, nawet nacisnął na klakson, a tamten stanął w miejscu, jakby się zastanawiał, co on najlepszego zrobił, Madox widział to w lusterku. Przesunął palcami po kierownicy, kiedy wchodził w kolejny zakręt, a potem znowu spojrzał na Pilar.
- No i... pamiętasz nasz zakład? To dzisiaj jest ten dzień, kiedy spełniasz moje... rozkazy - to już nie były zachcianki. A przede wszystkim to zupełnie inaczej mieli to wykorzystać. Ale... te kilka godzin temu wszystko było zupełnie inne.
Zaparkował w tym samym miejscu, w którym wcześniej stał ich czerwony Jeep, z tyłu, ulicę dalej. Wysiadł z samochodu i zapiął marynarkę, poprawił ją, a kiedy wyszedł przed auto, to zaczekał na Pilar. Sięgnął do niej ręką, muskając palcami jej plecy, żeby oprzeć rękę na jej talii, jakoś tak miękko.
- Po torcie, przez ten czas się rozejrzymy, może uda nam się pogadać z Esme, a potem ja przejmuję Pablo - dał jej jeszcze ostatnie wskazówki zanim ruszyli do bramy. Dzisiaj wyglądała mniej surowo, ozdobiona dodatkowo kolorowymi balonami. Ogród też wyglądał żywo, wszędzie były jakieś ozdoby, i ludzie... dużo różnych ludzi, a wśród nich czarne marynarki - ochroniarze Pablo. To dobrze, że oni ubrali się na kolorowo, wtopią się przynajmniej w tłum gości.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej wcale nie było dziwnie.
Pilar była pewna swoich uczuć. Ani na moment w nie nie zwątpiła, tak jak nigdy nie wątpiła w niego, niezależnie od tego, co siedziało w jego głowie. Kochała go całym dzikim sercem i równie mocno za nim tęskniła, kiedy tylko był daleko, albo kiedy niby znajdował się obok, ale jednak się od niej oddalał. Nie wiedziała tego. Że jemu zrobiło się dziwnie. Ale to może nawet i dobrze, bo jeszcze by się za bardzo przejęła, a przecież dzisiaj nie było miejsca na więcej słabości.
Nie było również czasu. Mieli niecałe dziesięć minut, żeby dojechać na miejsce imprezy, a przecież po drodze musieli jeszcze zgarnąć prezent dla Aury. Całe szczęście chociaż on był na swoim miejscu. Dokładnie między zielonym a niebieskim kontenerem, starannie wsunięty przez Pilar i przykryty ciemnym workiem. Zgarnęła go jednym ruchem i skierowała się do samochodu.
W środku zapięła pas i kiedy on tłumaczył jej plan, Stewart czyściła płótno z kurzu, który zdążył się zebrać. Nie za bardzo mieli w co je zapakować, ale z drugiej strony, biorąc pod uwagę, że mogli nie mieć nic, to i tak było wystarczająco.
Coś ogarnę — rzuciła przelotnie, chociaż jego propozycja brzmiała dobrze. Sama myślała wcześniej o toalecie. W końcu to jedyne miejsce, gdzie goryle nie miały wstępu z małymi dziewczynkami. Z drugiej strony z chwilą, której ogarnęliby, że dziewczyna Matteo zbiegła z Esme i Aurą, Madox miałby przejebane. Wystarczyłoby jedno polecenie Gonzalesa, a Noriega miałby w głowę dziurę po kuli. Na to również nie mogła pozwolić. Jakby na to nie patrzeć, nieobecność Lopeza dużo komplikowała. — Kurwa, że on akurat musiał mu coś zajebać dzisiaj. Byłoby o wiele prościej, gdyby tam był — westchnęła. Zawsze to był jeden ochroniarz mniej do załatwienia. Nie mówiąc nawet o tym, że były do dodatkowe ręce do pracy po ich stronie. Nie mieli ich przecież wiele. Jedynie te własne plus Esme, chociaż ona dzisiaj była już kompletnie inną kobietą niż dzień wcześniej. Sprawa z Lopezem sprawiła, że straciła kontrolę, chociaż może na imprezie nieco ją odzyska? Potrzebowali jej. Musiała im w tym wszystkim pomóc.
Otworzyła usta, żeby mu to nawet zakomunikować, ale wtedy on zaczął nawijać o zakładzie. Pilar nabrała powietrza w płuca i spojrzała na niego z wyrzutem.
Nie — krótka odpowiedź, która chyba nie dokońca miała mu się spodobać, ale trudno. — Zakład dotyczy jutrzejszego dnia. Nie będziemy zmieniać zasad, bo chcesz sobie mnie podporządkować — starała się zabrzmieć spokojnie, ale jednak jej charakter brał górę nad wypowiadanymi słowami. W ogóle Pilar przez ostatnie godziny naprawdę się starała mu przytakiwać. Robić tak, jak uważał, nie wychylać się z własnymi racjami, ale co z tego, skoro on i tak tego nie doceniał. Skoro jedynie wymagał od niej coraz więcej, a teraz jeszcze wykonywać pierdolone rozkazy. Gdyby wiedziała, że właśnie tak będzie je chciał wykorzystać, w życiu by się w to nie bawiła. Bo gdzie w tym zabawa? Dzisiaj zdecydowanie nie było jej w menu.
Odpięła pasy, jeszcze nim samochód dobrze się nie zatrzymał i wcisnęła obraz pod pachę. Wygramoliła się z auta, nawet nie kłopocząc się, by zaczekać aż Matteo otworzy przed nią drzwi. I dobrze, bo może nawet by tego nie zrobił. W końcu żaden z niego Galen Wyatt.
Nie ujęła jego dłoni. Po prostu ruszyła przed siebie, czując mrowiący dotyk na odkrytych plecach. Dom wyglądał pięknie. Wszędzie rozstawione były balony i liczne ozdoby. Muzyka grała z głośników, jednak na tyle cicho, że stanowiła jedynie dodatek do rozmów, a nie powód do tańca.
Już na wejściu przywitał ich uśmiechnięty od ucha do ucha kelner z szampanem, rozstawionym na złotych tacach. Pilar zgarnęła dwa kieliszki, po czym podała jeden Noriedze, podnosząc na niego ciemne spojrzenie. Przystanęli na moment, a ona nie mogła się powstrzymać, by nie ująć jego ręki. Chociaż na moment. Czuła napięcie, które budowało się w ciele i znajome uczucie niepewności, a najbardziej to chyba ten uwierający strach właśnie o niego, który ostatnio towarzyszył jej coraz częsciej.
Ma… cariño — zaczęła spokojnie, przysuwając się do niego delikatnie. Nie mieli dużo czasu, a ona chciała powiedzieć mu tak wiele. Żeby na siebie uważał, żeby nie robił nic głupiego, że go kocha, kurewsko mocno. Tylko z chwilą, w której otworzyła usta, nagle gdzieś za jej plecami, dobiegł znajomy głos.
Matteo! Rosa! — Pablo schodził po schodach w eleganckim garniaku i szklanką jakiegoś mocniejszego alkoholu w dłoni. Humor ewidentnie miał przedni, co mogło znaczyć tylko jedno — jeszcze nie słyszał o tym, co stało się na strzelnicy. Dobrze. Pilar zacisnęła mocniej palce na dłoni Madoxa i odwróciła się w stronę Gonzalesa.
Dobrze was widzieć… razem — przyjrzał się pierwsze Stewart, a potem puścił Matteo wymowne spojrzenie, jakby ten malutki prezent na strzelnicy był tajemnicą, który dzielili tylko między sobą. Dopiero potem jego spojrzenie zjechało na jego dłoń. — Ah amigo, co ty pijesz. Niech ci naleją porządnego alkoholu! Gdzie ona… Valentina!! Przygotuj drinki dla mojego przyjaciela i jej partnerki — machnął na jakąś brunetkę w krawacie z tacką w dłoni, a potem spojrzał na Pilar. — Bo rozumiem, że teraz już możesz się napić? Ze mną?
Pewnie — skinęła głową. Chociaż na dobrą sprawę, któreś z nich powinno zostać w miare trzeźwe, jakby trzeba było proawdzić. Jeden nie zaszkodzi.
Wyśmienicie! Przypominam również o naszym… zakładzie — rzucił zadowolony, a potem rozejrzał w stronę głównej sali na końcu holu. — Chodźcie, przedstawię wam Aurę i moją żonę — nawet nie poczekał na odpowiedź. Po prostu machnął ręką i ruszył przed siebie, a oni za nim. Salon wyglądał zupełnie inaczej, jak podczas ich wizyty w hacjendzie dzień wcześniej — ze środka zniknęły wszystkie meble i kanapy, zostały zastąpione przestrzenią dla gości i miejscem do tańca. Tuż przy wyjściu na zewnątrz był rozstawiony DJ. Na ogrodzie również była masa gości, cocktail bar i… wielka góra prezentów, przy której stała Esme, a tuż obok niej drobna dziewczynka. Miała ciemne, kręcone włosy, równie czekoladowe oczy co Madox i szeroki uśmiech przyklejony na twarzy. Pilar zacisnęła mocniej dłoń Noriegi.

Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wątpił w to, że ona coś ogarnie, i chociaż z jednej strony to kurewsko go kręciły te jej dzikie pomysły, jak podpalenie samochodu, to z drugiej... nie chciał, żeby za bardzo dała się ponieść. Na spokojnie, nawet miał jej to powiedzieć, miał już na ustach to calma Pilar, ale przypomniał sobie, że wcześniej niewiele to dało.
Podejrzewał, że pomoc Lopeza też mogła dać im niewiele, chociaż... był w końcu ochroniarzem, mógł im się przydać, ale gdyby coś poszło nie tak, byłby kolejną osobą, na którą trzeba by było zwracać uwagę. Która przy okazji mogła zdradzić Esme. Jedno jej spojrzenie na Lopeza, albo jakiś gest. Niby ukrywali się przez tyle lat, ale czy potrafili by zapanować nad sobą dzisiaj. Kiedy te wszystkie emocje sięgały zenitu?
Madox nie umiał, ale on nigdy nie umiał, w zasadzie bez różnicy, dlatego zaraz zasłaniał się zakładem, a kiedy Pilar mu się sprzeciwiła, to obejrzał się w jej kierunku, nabrał mocno powietrze w płuca.
- Loca, jak coś pójdzie nie tak, to nie będzie żadnego jutrzejszego dnia - rzucił i jeszcze raz na nią spojrzał spod tych lustrzanych okularów. Gryzło go to gdzieś pod skóra, znowu, że ją naraża.
Mógł ją odesłać do Toronto.
Mógł?
Wątpił w to. I chociaż starał się nastawiać tak, że wszystko pójdzie dobrze, to gdzieś z tyłu głowy wciąż miał te myśli, że kurwa mogą tutaj dzisiaj zginąć. Tylko, że on wcale nie bał się o siebie, bo nigdy się nie bał, bo nawet jak ktoś mu celował w głowę, to on potrafił pyskować. Bo jak umierać, to chociaż z jakimś kąśliwym tekstem na ustach. Ale bał się o nią. Musnął palcami nagą skórę na jej plecach, a kiedy dała mu kieliszek z szampanem... przechylił go na raz. Trochę bąbelków na rozluźnienie, chociaż zdecydowanie wolałby rum.
Kiedy chwyciła go za rękę, to splótł jej palce ze swoimi, było dziwnie? Nie, było ciężko.
- Lo... - zaczął, ale nie dane im było powiedzieć nic i tylko te palce splecione ze sobą, mogły w tej chwili zastąpić jakiekolwiek słowa. A Madox chciał ją po prostu przeprosić... za to że musiała tu być? Albo za to jak się zachowywał? Za to jaki był?
- Pablo amigo, co za bajeczna chata - wypalił od razu Madox rozglądając się dookoła. Wszystko wyglądało zdecydowanie inaczej niż wczoraj. Wczoraj pierwsze skrzypce grały tutaj te karminowe róże, dzisiaj kolory. Balony i ozdoby, sukienki, garnitury, złoto w uszach, na szyjach i na nadgarstkach. Madox na swoim też miał zegarek, a w ręce pusty kieliszek po szampanie, który zaraz zauważył Pablo. A kiedy przywołał do siebie Valentinę, to Madox oddał jej szkło.
- Rum, z limonką i lodem, w porównaniu do Kanady, to jest tutaj kurewsko gorąco - aż przesunął palcami po szyi, i tak miał odpięte te trzy guziki koszuli, ale przede wszystkim to Madox lubił ciepło. A drinków nie pijał z lodem, bo nie lubił ich rozcieńczać, ale może dzisiaj powinni?
Zerknął na Stewart, kiedy stwierdziła, że może napić się z Pablo, a tamten zaraz przypomniał o zakładzie. Wywrócił oczami, co nie umknęło uwadze Gonzalesa, który zaraz poklepał Madoxa po ramieniu, w końcu Matteo przyznał się, że był zazdrosny, to nie musiał się nawet hamować.
- Tyle dobrego o nich opowiadałeś, że jestem ciekawy - rzucił, kiedy Pablo zaproponował, że przedstawi im Aurę i Esme. Madox odruchowo zacisnął mocniej palce na dłoni Pilar, na moment, bo zaraz już schodzili po schodach po drugiej stronie, zaraz stanęli na przeciwko Esme i Aury. Dziewczynka miała na sobie błękitną sukieneczkę z falbanami, a Esme czerwoną, która pasowała idealnie do koszuli Pablo, w takim samym ognistym odcieniu. Dobrze, że oni nie wybrali czerwieni, nie rzucali się tak w oczy. Pablo objął ramieniem Esmeraldę i wypchnął ją do przodu.
- Moja żona, Marisol - czyli jednak Marisol? Pochylił się delikatnie w ich kierunku - w pewnym kręgach Esmeralda, ale wiecie... tutaj mamy trochę mieszane towarzystwo - wyjaśnił im, a Esme przywitała się najpierw z Pilar wyciągając do niej rękę, a później z Madoxem. Noriega miał się odezwać, ale uprzedził go Pablo.
- Matteo, robię z nim interesy w Kanadzie, a to Rosa jego narzeczona - Esme też nie zdążyła nic powiedzieć, bo już wcisnęła się przed nią dziewczynka, Aura zadzierała głowę do góry, żeby na nich spojrzeć - Och, a to mój najcenniejszy kwiatuszek, moja ukochana córeczka, Aura - Pablo sięgnął do niej i wziął ją na ręce. I chociaż na początku mała pisnęła coś, że papa, to w końcu objęła jego szyję drobną rączką. Madox zawiesił na niej spojrzenie, było w niej coś znajomego. W tych ciemnych oczach.
- Cześć... Aura - mruknął i nawet delikatnie się uśmiechnął, ale mała bardziej zaaferowała się Pilar.
- Ale jesteś ładna i masz piękną sukienkę, podobną do mojej - szarpnęła falbanki swojej sukienki, a już zaraz stała na ziemi, żeby obejrzeć Pilar dookoła - a co masz w ręce? To dla mnie? - oczywiście, że zainteresowała się prezentem. Przechyliła na bok główkę i chociaż wszyscy patrzyli teraz na nią, to Esme zerknęła jeszcze na Madoxa. I on też na jeden krótki moment, uchwycił jej spojrzenie. Minimalnie tylko skinął głową, bo jak inaczej miał jej dać znać, że odbili Lopeza?

lo lamento
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miał rację.
Mogło nie być jutra. Tylko gdyby Pilar wiedziała, że jutro miałoby ich już nie być, dzisiejszy dzień rozegrałaby zupełnie inaczej. Od samego rana. Wszystko zrobiłaby inaczej. No może oprócz spalenia jajek — je akurat paliła za każdym razem. Jednak wszystkie chwile, które spędzili na kłótniach i dochodzeniach wykorzystała by do tego, żeby powiedzieć mu, jak ważny dla niej był. Jak pojawił się jednego dnia i wypierdolił cały jej świat do góry normami. Jak niewygodne to było z samego początku, jak tego w sobie nienawidziła, a potem… pozwoliła sobie kochać. Jego kochać i jemu siebie. I to była chyba najlepsza decyzja, jaką podjęła w życiu. Że wróciła się wtedy do tej łazienki, zamiast spakować się i odejść. Że dała sobie szansę na miłość. Że dzięki niemu odkryła całą gamę emocji, o których istnieniu nawet nie miała pojęcia. A przede wszystkim, że była za niego wdzięczna. Tak po prostu i po ludzku.
Tylko ich dzień potoczył się tak, że Madox nic z tego nie usłyszał, zupełnie na opak. Ale może to dobry znak? Może w takim razie mieli większe szanse, żeby jednak dożyć jutra i to wszystko nadrobić? Chciała w to wierzyć. Szczególnie gdy jej palce mocno zaciskały się na ciepłej dłoni; kiedy kroczyli wśród tłumów, kierując się do Emse i Aury na zapoznanie.
A raczej Marisol, bo to właśnie takim imieniem przedstawił im ją Pablo. Dopiero po chwili wyjaśnił, że Esmeralda również używali w pewnych kręgach. Pilar na moment zastanawiała się, jakim cudem nikt tego jeszcze nie odkrył, skoro goście na przyjęciu byli miksem obu światów. Nikt nigdy nic nie podsłuchał? Nie odkrył w tym kłamstwa? A może ludzie wiedzieli, ale bali się odezwać? Istniało wiele wariacji do tego scenariusza, jednak teraz nie był czas na zastanawianie się nad tego typu błahostkami.
Miło cię poznać, R o s a — Esme uścisnęła dłoń Pilar i spojrzała na nią wymownie, z lekkim uśmiechem satysfakcji. Oczywiście, że połechtało ją, że Madox nazwał swoją kobietę imieniem, które ona sama zasugerowała jeszcze wczoraj.
Ciebie również, M a r i s o l — w dokładnie taki sam sposób podkreśliła jej imię, co z boku mogło wyglądać dość… specyficznie. Całe szczęście Pablo nawet nie zwrócił na to uwagi, bo już brał sie za przedstawianie im swojego największego skarba na całym Bożym świecie — prześliczną Aurę.
Była piękna. Drobna, uśmiechnięta dziewczynka o czekoladowych oczach, które z pewnością odziedziczyła po mamie. Co do tego nie było najmniejszych wątpliwości, bo gdyby tak postawić tam jeszcze Madoxa, spojrzenie mieli wszyscy identyczne. Czarujące. Może dlatego Pilar od razu uśmiechnęła się do młodej i poczuła jakieś dziwne ciepło względem jej osoby. Jak się zaraz okazało: ze wzajemnością.
Ty też jesteś prześliczna, Aura — wyciągnęła do niej dłoń, żeby przybić piąteczkę, a dziewczynka od razu skorzystała z okazji. Silna była. Jak na siedmiolatkę. A może to po prostu Pilar miała dobre podejście do dzieci, bo zaraz udała, że to było turbo mocne uderzenie i poruszała ręką w bólu, na co Aura zaniosła głośnym chichotem i zaczęła wiercić w rękach Pablo, żeby ten puścił ją na ziemię. Obiegła ich dookoła, a kiedy zauważyła prezent, Pilar przykucnęła zaraz przy niej.
Słyszeliśmy, że lubisz konie… — zerknęła przelotnie na Pablo, a ten od razu wypiął pierś do przodu niczym dumny ojciec pomysłodawca, zaraz jednak zawiesiła spojrzenie na dziewczynce i wyciągnęła obraz spod pachy. — Więc mamy dla ciebie mały podarunek. Możesz go sobie powiesić w poko…
ALE SUPER!!!! — nawet nie dała jej dokończyć. Pisnęła głośno i nie czekając, aż Pilar wręczy jej płótno, sama je sobie wyrwała i zaczęła się przyglądać. — Woo, ale cósmico — oczy całe jej się zaświeciły, a drobna rączka przejechała po zamalowanym materiale, zapewne wyczuwając pod wrażliwymi opuszkami kruszynki ze spreju, które potem zostały na jej ręce i które… wytarła w sukienkę. Oczywiście. Coś musiała mieć po bracie. — Mami patrz!!! — odwróciła się na pięcie w stronę Esme. — Powiesimy to w pokoju? Proszę, proszę, proszę, proszę… — zaczęła podskakiwać.
Aura, por favor, zachowu…
Może po torcie? — zaproponowała Stewart, niewiele myśląc i od razu próbując nakręcić sobie jak najwięcej okazji, żeby znaleźć się z Aurą i Esme w jednym pomieszczeniu. — Chętnie ci pomogę. Chciałabyś?
Otak! Mamo, zrobimy tak? Pokażemy Rosie pokój? — szarpnęła czerwoną sukienkę Marisol i zadarła wysoko głowę w górę, na co kobieta skinęła głową z uśmiechem.
Dobrze. A teraz podziękuj ładnie za prezent — Aura nawet nie czekała, aż jej matka dokończy zdanie, bo już otwierała szeroko rączki i bez najmniejszego ostrzeżenia zawiesiła się Pilar na szyi.
Gacias! — zacisnęła się na niej tak mocno, że Stewart aż się zachwiała, jednak finalnie udało jej się wstać i stanąć tuż obok Madoxa, żeby i temu mogła zbić piąteczkę. W końcu on również dorzucał się do prezentu. — Jest najlepszy!!! Nie to co te nudne, o tam — machnęła ręką na wielką stertę pudełek z podarunkami od innych gości. Większość z nich była wciąż zapakowana, jednak z niektórych wystawały opakowania, jak na przykład to od konsoli czy lalek Barbie. Tu jednak mieli idealny przykład prezentu od serca, który zdawał się cieszyć niż nie jeden za stokrotność ceny. Chociaż pewnie nikt inny nie wykosztował się tyle co Pilar. Całe pół jointa na to zeszło.
O jaki fajny ptaszek tu masz!! — zauważyła Aura, wskazując na wierzch dłoni Noriegii i pięknie wytatuowaną jaskółkę. — A konia jakiegoś masz? — spytała zainteresowana i podniosła na niego ciemne spojrzenie, głowę przyciskając do policzka Pilar.

Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox też w różnych kręgach przedstawiał się różnymi imionami, było to do ogarnięcia, chociaż czasami zdarzył się ktoś taki, kto po prostu odezwał się niepotrzebnie, ale tutaj... Wszystko zdawało się podporządkowane Pablo, gdyby dzisiaj kazał nazywać swoją żonę Rosą, to pewnie goście tak by się do niej zwracali.
Ale dzisiaj Rosą była Pilar i kiedy wymieniały z Esme te uprzejmości, to Madox oczywiście na nie spojrzał, na jedną i na drugą. Nie zrobił tego ze względu na matkę, ani nawet ze względu na swoją byłą, z którą przecież prawie się pobrali, tym bardziej. To te wszechobecne róże. Skąd w Meksyku tyle róż?
Śliczna jak róża okazała się też Aura. Madox nie lubił dzieci, były głośne, dużo gadały, i czasem robiły takie bezsensowne rzeczy... Zupełnie jak on. Ale na tą dziewczynkę patrzył przez dłuższy moment. Jego siostra. Może powinien w innych okolicznościach ją poznać? Ale na inne na razie nie mieli co liczyć. Ciemne tęczówki zatrzymały się na profilu Pilar, kiedy zbiła z małą piątkę, zdecydowanie Stewart miała lepsze podejście do dzieci. Zwłaszcza kiedy kucnęła przy małej i już pokazywała jej ten obraz. Madoxowi też się podobał, był cosmico, kiedy dziewczynka go oglądała, to Noriega stanął koło Pablo.
- Rosa ma świetne podejście do dzieci, kiedyś będzie wspaniałą matką - rzucił ciszej, a Gonzales zerknął na niego z ukosa.
- Na pewno, a jak bawiłeś się z Sofią? - Madox uniósł jedną brew. Gonzales to był jednak pierdolnięty, skoro tu przedstawiał mu swoją ukochaną rodzinę, a tu pytał go o takie rzeczy, ale Matteo też był. Pokiwał głową.
- Zajebiście, ma bardzo... jak to się mówi głębokie gardło? - do Esme chyba dotarły jakieś strzępki ich rozmowy, bo spojrzała na nich dziwnie. Ale Pablo zaraz klasnął w dłonie, klepnął Noriegę w ramię, zupełnie bez wyczucia i podszedł do Pilar, żeby oprzeć jej rękę na ramieniu, spojrzeć na ten obraz.
- No piękny, piękny! Rosa na pewno pomoże ci go zawiesić nad łóżkiem - musnął palcami nagą skórę na ramieniu Stewart, a Madox się spiął, ale całe szczęście Esme wtedy powiedziała Aurze, żeby podziękowała, a mała rzuciła się na szyję Pilar, tak, że Pablo musiał się odsunąć. A kiedy dziewczynka podeszła do Noriegi, to przybił z nią piątkę dłonią, na której miał wytatuowanego ptaszka, a kiedyś może tam będzie też kwiatuszek?
- Chcieliśmy, żeby to było coś... zajebistego - oczywiście, że wszyscy na niego spojrzeli - piękny, żeby był piękny - poprawił się, ale co z tego skoro Aura już podłapała.
- Zajebisty! - rzuciła słodkim głosikiem i sięgnęła do jego ręki, żeby przesunąć paluszkami po jego tatuażu. Zawsze zwracały uwagę. A dzieci szczególnie je lubiły, chociaż siostra Cherry uważała, że jest pomazany, ale tak jej mówiła matka, wiec nie było się co dziwić. Ten pomazany chłopak.
Uniósł brew na to pytanie o konia. Bo właściwie miał, dwa, wielkie, dzikie konie na plecach. Ale chyba nie powinien ich pokazywać dziecku? A zresztą.
- Mam, ale są schowane, z tyłu, na plecach - wzruszył ramionami, kiedy Pablo na niego spojrzał.
- Chcę je zobaczyć! - krzyknęła od razy Aura i aż szarpnęła go za rękę.
- Aura zachowuj się... - skarciła ją Esme.
- Ale mami... - mruknęła mała, ale widząc minę Esme, to zaraz zwróciła się do Pablo - papa, możemy je zobaczyć? - Pablo oczywiście nieba by jej przychylił. Podszedł do niej i pogłaskał jej ciemne loczki.
- Później princessa, bo to jest pod koszulą, zobacz Matteo musiałby ją zdjąć - zaczął jej tłumaczyć. A Madox trochę pożałował, że to powiedział, chociaż z drugiej strony...
- No i co z tego? - Aura w ogóle nie rozumiała tego, co jest nie tak z rozbieraniem się na środku bankietu, ale ani mama, ani tata nie popierali jej pomysłu, dlatego zaraz drugą rączką złapała rękę Pilar. Jedną wciąż ściskała dłoń Madoxa.
- Rosa, czy twój mąż może mi pokazać ten tatuaż z koniem? - zapytała poważnie. A Pablo obejrzał się na Esme. W końcu wyszła do przodu i schyliła się do swojej córki.
- Cariño, to chodzi o to, że tu jest dużo różnych ludzi... - zaczęła, ale mała już krzyżowała ręce na piersi, już tupała nóżką. Uparta była. Ciekawe po kim...
- Na górze nie ma - no tak to jest dobre wytłumaczenie, a przynajmniej dla Madoxa było.
- To może po torcie? - wtrącił się w końcu. A Aura już chciała się znowu odezwać, ale wtedy Pablo wyciągnął do niej rękę.
- No tak, przecież tort już pewnie na nas czeka - rzeczywiście na środku salonu stał już ustawiony trzypiętrowy tort z księżniczkami. Madox to nawet nie zdawał sobie sprawy, że tyle ich jest. Kiedy Aura go wypatrzyła, to od razu pociągnęła w jego kierunku Pablo. Ruszyli pierwsi po schodach, a Madox, Pilar i Esme zostali z tyłu...
Wreszcie mogli zamienić trzy słowa.
- Lopez uciekł, ale nie pozwoliłem mu tutaj przyjeżdżać, ma czekać... - rzucił po cichu Madox zerkając na matkę, ale zaraz objął ramieniem Pilar zarzucając jej rękę na ramię, kiedy ruszyli też po schodach. Dobrze zrobił, czy źle? Według niego dobrze, Lopez był bardzo poobijany.
- Co z nim? - zapytała Esme gdzieś po drodze, kiedy nikogo wokół nich nie było.
- Okej - tylko tyle odpowiedział jej Madox, bo już stali w salonie, oni gdzieś pod ścianą wśród gości, a Esme musiała dołączyć do swojej rodziny. Pablo podnosił na rękach Aurę, która ze wszystkich stron oglądała ten piękny tort. Normalna, szczęśliwa rodzinka. Kochający ojciec. Szkoda tylko, że ojciec, który za ten tort też, płacił pieniędzmi splamionymi krwią. Cóż.

salvaje
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

...Kiedyś będzie wspaniałą matką.
Chociaż wiedziała, że były to jedynie słowa rzucone na wiatr na potrzeby konwersacji, do tego wypowiedziane przez Matteo, nie Madoxa, to jednak wcale nie obeszły ją bokiem. Zakodowała je w swojej podświadomości aż za bardzo i przytrzymała na moment, kiedy Aura już dyskutowała z Madoxem na temat koni na plecach, które bardzo chciała zobaczyć.
Czy Pilar byłaby dobrą matką? Miała co do tego szczere wątpliwości. Nie miała pojęcia, jak należałoby wychować małego człowieka aby wyszło na ludzi. Jak nauczyć go życia i jak obdarzyć go odpowiednią miłością, by czuło się kochane, nie wspominając nawet o ogromie odpowiedzialności, jaka za tym szła. Nie wiedziała, jak to było żyć w normalnej rodzinie. Nigdy jej nie miała. Nie miała kochającej matki, nikt nie opowiadał jej bajek na dobranoc i nie wspierał w dziecięcych pasjach. Te Pilar były gaszone w zarodku, z powodu braków środków na ich realizację. Zresztą jak wszystko inne przez pierwsze szesnaście lat jej życia.
Aura natomiast kipiała szczęściem. Była przykładem dziecka, które miało dobre dzieciństwo i na pozór kochających rodziców, chociaż gdy miało się w głowie pełny obraz wydawało się to po-je-ba-ne. Pojebane, że w całym tym chaosie, krwi i mafijnych porachunków Pablo i Esme byli w stanie zagwarantować jej pełną beztroskę. Aż przez głowę Stewart przemknęła taka myśl, że Pablo naprawdę ją kochał, że akurat ojcem był dobrym. I może nawet zrobiłoby się jej żal Gonzalesa, widząc, co go czeka, ale całe szczęście na własne oczy widziała ściany splamione krwią. Nie wiedziała, ile żyć odebrał, ile z tego niesłusznie, ale z pewnością jego grzechów nie czyścił fakt, że był dobrym ojcem. I z tą myślą, postanowiła już pozostać. Przyjechali tutaj pomóc matce Madoxa i wymierzyć sprawiedliwość, a nie decydować kto był dobrym rodzicem, a kto nie.
Wróciła na ziemię dopiero, kiedy Aura tym razem to ją szarpała za materiał sukienki. Jej piękne, maleńkie ciemne oczy wpatrywały się z nią z wyczekiwaniem, a Pilar delikatnie się uśmiechnęła.
Jasne, że tak — skinęła głową. — Będzie ci mógł pokazać te piękne konie na plecach, ale tylko jak będziesz grzeczna, okej? — tak to się chyba robiło? Stawiało ultimatum? Czy może jednak dzieci się to wcale nie tyczyło? Nie miała pojęcia, ale kątem oka zobaczyła, jak Esme kiwa głową, a Aura finalnie przystała na takie warunki, więc chyba poszło jej nie najgorzej.
Pablo wesoło oznajmił, że już najwyższy czas na tort, więc bez większych dyskusji zgarnął córkę na ręce i ruszyła na środek salonu, gdzie właśnie wjechał przepiękny, trzypiętrowy tort z ogromną ilość rac i świeczek. Goście zaczęli gromadzić się dookoła, a Pilar wraz z Madoxem znaleźli sobie miejsce gdzieś z tyłu pokoju.
Nie byli rodziną, nie mieli obowiązku a nawet prawa stawać gdziekolwiek bliżej. Szczególnie, że zaraz Pablo postawił Aurę na podłogę, a sam złapał dwa kieliszki, jeden podając Marisol, by już po chwili rozpocząć uroczystą przemowę o tym, jak wzruszony był przybyciem wszystkich na przyjęcie i jak rodzina jest dla niego najważniejsza. Oczywiście nie omieszkał również wspomnieć o tym, że dla córki zrobiłby wszystko, nawet zabił, po czym zaśmiał się głośno wraz ze wszystkimi gośćmi, chociaż pewnie jedynie garstka wiedziała, że on wcale nie żartował. Zabiłaby z zimną krwią każdego, z Pilar i Madoxem włącznie, gdyby tylko dowiedział się, co kombinowali. Całe szczęście nie wiedział, a przynajmniej tak im się wydawało. Chociaż Pilar miała swoje wątpliwości… dlatego korzystając z okazji przemowy, przysunęła się jeszcze bliżej Noriegi, nachylając do jego ucha i oplatając je ciepłym oddechem.
Myślisz, że on naprawdę nic nie wie o tym, co sie stało na strzelnicy? — spytała cicho, tak, że tylko on mógł ją słyszeć. — Nawet nie dali mu znać o pożarze ani że Lopez uciekł? — bo przecież już z pewnością wiedzieli o jego ucieczce. Do tego meksykańska Pilar zapewne wybudziła się z zimowego snu. — Nawet nie wiedział, że zamiast Sofii czekała na ciebie ta druga? — to też było podejrzane. W ogóle dziwne było, że aż tyle rzeczy działo się za jego plecami, a on tak spokojnie tutaj stał i nie miał o niczym pojęcia. Stewart rozejrzała się dookoła, próbując zliczyć ochroniarzy. Doliczyła się dobrych piętnastu. Tych na widoku oczywiście.
Po przemowie Pablo i efektownym pocałunku, który złożył na ustach swojej żony i głośnym fuuu z gardła Aury, kelnerzy podeszli zapalić świeczki i race, sprawiając, że tort zajął się pięknym ogniem, a cała sala zaczęła śpiewać Las Mañanitas.
W tym czasie Piler sięgnęła do dłoni Madoxa, jednak zamiast spleść ich palce ze sobą, przekazała mu jeden z dwóch woreczków, które…
Esme mi dała, jak tu wchodziliśmy — nie miała pojęcia, co to dokładnie było, ale biorąc pod uwagę, że mieli wraz z Lopezem załatwić im jakieś mocniejsze prochy do ewentualnego obezwładnienia ochroniarzy, można się było domyśleć. Swoją porcję wcisnęła do torebki, akurat w momencie, kiedy Aura zdmuchnęła wszystkie świeczki i dostała kawałek tortu.
Muzyka na nowo zaczęła płynąć z głośników, goście nieco się rozeszli, kelnerzy zabrali się za przygotowywanie talerzyków z poczęstunkiem, a Pablo zawiesił na nich spojrzenie. Dokładniej na Pilar. A potem podszedł do DJa i mruknął mu coś pod nosem. Czas na salsę?

Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiadomo, że Madox to o dzieciach nie myślał wcale i w ogóle nigdy najprawdopodobniej. Ale z drugiej strony o ślubie też już miał więcej nie myśleć, a jednak dzisiaj o nim pomyślał. Z nim to jest jednak nigdy nie wiadomo, ale tak sobie gadał do Pablo, nawet się przez chwilę nie zastanawiając nad tym, czy Pilar rzeczywiście byłaby dobrą matką. A co to w ogóle znaczy być dobrą matką? Ta Madoxa była mocno średnia, a dla Aury wydawała się dobra. Pablo zresztą też wydawał się dobrym ojcem, ale co Noriega mógł o tym w zasadzie wiedzieć? Akurat wzór ojca u siebie w domu rodzinnym też miał dość chujowy. Bo jego stary przecież siedział w więzieniu, ale na to zasłużył i Pablo zdecydowanie też.
Zerknął na Stewart z ukosa, kiedy stawiała Aurze te warunki, może on też tak powinien robić i czasami mówić Pilar, że jej na coś pozwoli, jak będzie grzeczna? Gorzej, że on lubił, kiedy ona była niegrzeczna. A zresztą czy zadziałały by na nią takie chwyty, no chyba nie, już prędzej na niego, bo Madox to czasem był jak dziecko...
Teraz też jak weszli po schodach, to on sobie rzucił okiem na ten tort, bo czemu nie? Aż mu w brzuchu zaburczało, kiedy o nim pomyślał, ale zaraz przepił to drinkiem, które gdzieś tam po drodze wręczyła im Valentina. Pablo zaczął tą swoją przemowę, a Madox cofnął się jeszcze do tyłu, tak, że jego plecy zderzyły się z piersią Pilar, która unosiła w tym szybkim rytmie, w którym teraz pracowało jej serce, zupełnie takim jak jego. Słuchał jej słów, tych wątpliwości, zamyślił się na moment. Pablo mógł grać, ktoś kto przez tyle lat prowadzi takie życie musi być w tym kurewsko dobry. Madox coś o tym wiedział.
- Nie wiem... - mruknął cicho, ale zaraz odwrócił się w jej kierunku delikatnie, tak, żeby jego ciepły oddech sięgnął jej policzka - widziałaś jak tam się go bali, może kurwa, nie chcą mu dzisiaj mówić, ale o Lopezie... Ja bym się wściekł gdyby mnie nie poinformowali o czymś takim chociaż... - znowu zerknął w kierunku tortu i tego całego pocałunku Esme i Pablo, tego wesołego śmiechu Aury - jakbym był z tobą i powiedział, że mają nie przeszkadzać, to by tego nie zrobili - były różne priorytety. Dla Madoxa najważniejsza była Pilar. A dla Pablo Aura... Mógł zakazać, żeby mu przeszkadzali, tylko jak to sprawdzić? Przesunął palcami po jasnych włosach, a kiedy spuścił rękę, to zaraz Pilar wciskała mu tą samarkę, nawet na nią nie spojrzał, ale czuł co to jest, za dużo takich w życiu przekładał w palcach, żeby nie poznać znajomej, gładkiej tekstury.
- Dobra, może się przydać - chociaż w pierwotnej wersji Madox nie zakładał wcale, że z tego skorzysta, bo może uda się po prostu zagadać Pablo? Odwrócić jego uwagę?
A przede wszystkim to Noriega nastawiał się na to, że najpierw jednak zjedzą tort, miał ochotę na ten tort. Tylko, że z głośników już poleciała jakaś latynoska muzyka, idealna do salsy, zwłaszcza, że Esme z Aurą karmiły się i mazały tortem po buziach częstując gości. A Pablo? Gonzales zawiesił spojrzenie na Pilar. I Madox też się do niej odwrócił, żeby spojrzeć jej w oczy. W te piękne, czekoladowe oczy. Sięgnął ręką do jej nadgarstka i zacisnął na nim palce.
- Kocham cię... - rzucił najpierw cicho, a jego tęczówki od razu zrobiły się ciemniejsze, źrenice się powiększyły - ale uderz mnie teraz w twarz - dodał, a kiedy Stewart spojrzała na niego jak na wariata, to tylko syknął przez zęby - zrób to Pilar! A potem trzymaj się blisko Esme - znowu ją szarpnął, a kiedy dostał w końcu w twarz, to ją puścił, odepchnął od siebie, nie mocno, aczkolwiek klatka piersiowa już unosił mu się w szybkim, nierównym oddechu - uważaj na siebie - warknął, ale z daleka mogło to wyglądać, jakby powiedział jej coś zupełnie innego. Odwrócił się na piecie i ruszył przed siebie, a przy drzwiach wyjściowych na zewnątrz ściągnął z bara jakiegoś ochroniarza, mocno. Ten zaraz złapał go za fraki, a Madox nie był mu dłużny, zacisnął palce na materiale czarnej marynarki. Oczywiście, że musiał wkroczyć Pablo, bo przecież ich obserwował. Zaraz stał przy nich, a później kiwnął głową w kierunku drzwi. Wyszli na zewnątrz, dwóch ochroniarzy, Pablo i Madox. A Noriega, zamierzał zrobić to, co umiał najlepiej. Szarpnął się.
- Zostaw kurwa, bo ci najebię - wycedził przez zęby i zrobił krok w kierunku ochroniarza, który go trzymał.
- Matteo amigo spokojnie - Pablo zaciskał palce na błękitnym materiale jego marynarki. Madox poluzował uścisk, spojrzał na Gonzalesa.
- Głupio mi Pablito, ale... ja jebie - rzucił i znowu się szarpnął, tym razem już zrzucając rękę ochroniarza ze swojej marynarki. Odwrócił się na pięcie, przesunął palcami po jasnych włosach, a zaraz znowu spojrzał na Gonzalesa. Miotał się, a to przecież zawsze wychodziło mu wyjątkowo dobrze, nawet na pokaz.
- O co chodzi Matteo? - zapytał Gonzales marszcząc brwi. Chyba naprawdę nie wiedział, ale Madox też jeszcze nie do końca wiedział.
- Ja pierdolę... no nie tutaj, bo to może prowadzić do tego, że też damy sobie po mordach amigo, a chyba nie chcesz przy córce - rzucił przysuwając się do Pablo, wbijając w jego twarz ciemne spojrzenie. Gonzales się zastanowił, widać po nim było, że go to irytuje, bo miał przecież zatańczyć z Rosą, kiedy jego żonka zajęta była tortem.
- Dobra, Matteo, chodźmy do mnie... - Madox zakładał, że pójdą do jego gabinetu, ale Pablo wyprowadził go na zewnątrz. Na dół po marmurowych schodkach, w kierunku jakiejś szopki na narzędzia w ogrodzie. Weszli do środka, co prawda we dwóch. Ale Noriega liczył, że jednak wydębi drinka i wtedy mu to dosypie, ale chyba byłoby za łatwo. Rozejrzał się po ścianach na których wisiały narzędzie ogrodnicze i co on niby miał tutaj zrobić? Przeszedł się po ciasnym pomieszczeniu, znowu przesuwając rękami po jasnych włosach.
- Kurwa Pablo, Rosa się dowiedziała o tym lodzie, bo tam w ogóle... Tam nie było Sofii - rzucił i zatrzymał się krok od Gonzalesa.
- Jak to nie było Sofii, a kto był? - zapytał Gonzales i ruszył się do przodu. Nie wiedział, czy grał? Madox mógł to sprawdzić, jednym słowem. Takim, które podejrzewał, że tak samo działało na Gonzalesa, jak i na niego...
- Pilar...

Pilar...
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”