A tutaj co robisz?
Trochę ukuły ją słowa Prince’a, a może nie same słowa i to, że je wypowiedział, lecz świadomość, że miał rację. Zrozumiała to dopiero, gdy wybrzmiało głośno i zmarszczyła brwi w reakcji.
-
Zarabiam… próbuję zarabiać - odpowiedziała, ale szybko się poprawiła, bo przecież z pracy w herbaciarni nie było kokosów. Można by wręcz rzec, że wypłata była taka sobie, mocno studencka. I oczywiście, że jej się to nie podobało, ale co biedna miała zrobić? Nie miała znajomości, pieniędzy, umiejętności ani doświadczenia. Musiała od czegoś zacząć. Zaraz jednak popatrzyła na Williamsa, zastanawiając się przez moment, czy w ogóle mówi serio, czy tylko sobie z niej żartuje. Nie była pewna.
-
Nie musisz się nade mną litować Prince, mam jeszcze za co jeść - odparła, choć uśmiechnęła się kącikiem ust. Propozycja była kusząca i podobała się Nelly, która dobrze radziła sobie z social mediami i miała całkiem niezłe poczucie estetyki, ale nie chciała się na nic nastawiać. -
No i wtedy musiałabym się ciebie czepiać caaaaały czas, nie wiem czy byś to wytrzymał - dodała z rozbawieniem, bo wyobraziła sobie, jak próbuje zabrać pijanemu Prince’owi telefon, żeby nie wrzucał na story jakichś turbo kompromitujących zdjęć. Były też inne tego plusy, oprócz korzyści finansowych of kors, bo widywałaby Williamsa częściej, a jego towarzystwo lubiła samo w sobie. Do przemyślenia.
Zaraz jednak został poruszony temat Marcusa, a Nelly absolutnie nie miała ochoty o tym teraz rozmawiać. Nie protestowała, gdy Prince objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. Położyła mu głowę na ramieniu i również cicho westchnęła. Teraz gdy była bliżej, lepiej czuła zapach jego perfum przedzierający się przez smród dymu, który osiadł na jego ubraniach. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy to nie te same, którymi psikał się, gdy spotykali się jeszcze w Port Hope. Miała pamięć do zapachów, a te pachniały bardzo podobnie.
-
Doceniam - odpowiedziała i ucięła temat, nie zamierzając tutaj teraz zadręczać Williamsa niezbyt wesołymi opowieściami ze swojego życia. Może jeszcze będzie do tego lepsza okazja. A może w międzyczasie zdobędzie się na odwagę i zadzwoni do brata? Pewnie nie, ale przez moment naszła ją krucha refleksja, że może byłoby warto.
Całe szczęście, że Prince był osobą, przy której nie potrafiła długo się smucić. Zaśmiała się pod nosem na jego słowa o kagańcu i szczerze zachodziła w głowę, jak on wytrzymuje w tej wytwórni, będąc powiązany różnymi umowami.
-
A może już nim jestem? - zapytała zaczepnie, zerkając na Prince'a z ukosa. -
Ale jak coś, to wole zostać kaczuszką - zaznaczyła, bo przecież tylko on tak na nią mówił i tylko jemu by na to pozwoliła. Nie chciała stracić swojego przydomku, nawet jeśli kiedyś działał jej na nerwy.
Zaraz padło pytanie o konkurencję, a Nelly z lekko tajemniczą miną wzruszyła ramionami. No przecież mu nie powie, że w rzeczywistości spędza w tej herbaciarni tyle czasu, że nawet nie ma ochoty, by myśleć o umawianiu się na kawę z jakimiś randomami.
-
Piątek brzmi dobrze - stwierdziła z aprobatą, a gdy Prince zapewnił, że zapomni o wszystkich problemach, uśmiechnęła się ciut szerzej -
A to brzmi jeszcze lepiej - dodała i chyba nawet lekko się zarumieniła, gdy jego dłoń wylądowała na jej policzku. Chłodne palce na jej rozgrzanej skórze były wyjątkowo przyjemne. Tak przyjemne, że wpatrywała się w ładną buźkę Prince’a chwilę za długo. Odchrząknęła i zaciągnęła się ostatni raz papierosem, zaraz rzucając go na bruk i gasząc podeszwą buta.
-
Daj mi paczkę fajek - powiedziała, gestem dłoni ponaglając, by to zrobił, nawet jeśli nie wiedział, o co jej chodzi. W międzyczasie grzebała w kieszeniach fartuszka, szukając długopisu. A gdy już otrzymała kartonik, otworzyła wieczko i od środka zapisała swój numer telefonu. No przecież musiał jej jakoś dać znać co z piątkiem.
-
Muszę wracać do pracy… - jęknęła z wyraźnym brakiem entuzjazmu, oddając Williamsowi papierosy. -
Dasz sobie radę? No wiesz, dotrzeć z tego zadupia gdziekolwiek się wybierasz? - zapytała. Znał miasto pewnie lepiej od niej, ale bez telefonu mogło być mu ciężej. Gdy tylko z ust mężczyzny padło zapewnienie, Nelly obdarzyła go uśmiechem i zaczęła się podnosić.
-
Tooo… Do zobaczenia? A i dzięki za szluga - rzuciła na odchodne, przez chwilę jeszcze wpatrując się w Prince’a, po czym wróciła do wnętrza lokalu.
/zt
Prince Williams