-
Może też, nie zdziwiłbym się - co prawda tam mu to tylko powiedziała, że ona teraz niezobowiązująco sypia z różnymi typami, ale może jakby jej tam nie zagadał, to by sobie jakiegoś znalazła i mu wskoczyła na kutasa. Galen też nie używa takich słów w ogóle, bo nie są wcale hrabiańskie, ale w kontekście Cherry mu nawet pasują. Bo to jest dla niego wciąż drażliwy temat.
-
Nie... - odpowiedział, no bo nie przyłapał -
to po prostu wszystko doszło do mnie pocztą pantoflową - że mu rogi robiła i z niego jakiegoś okropnego narzeczonego, którym Galen wcale nie był, bo on się mimo wszystko dla Cherry zawsze bardzo starał i poświęcał się dla niej. A jak na tym wyszedł? No tak właśnie, z zerwanymi zaręczynami o których huczały wszystkie gazety.
Słuchał jej kiedy mówiła o tym Madoxie, i to chyba był ten o którym on myślał, skoro prowadził klub z panienkami, tylko, że Galen nigdy by Cherry nie podejrzewał o takich facetów, z tyloma tatuażami... Może on też sobie powinien jakiś mały zrobić? Chociaż jeden mały miał, taki ukryty.
-
Ona chyba się znowu zeszła z tym Madoxem, bo na licytacji charytatywnej jej młodsza siostra o nim mówiła - oczywiście, że on nie wiedział, że Cherry się spotykała z takimi gościami, ale wychodzi na to, że on w ogóle bardzo mało wiedział o Cherry -
no Peter by tego nie zrobił, to mój przyjaciel... najlepszy - wyjaśnił jej, ale tak się zastanawia, no ale nie. Jednak oni zawsze jak gadają to są broes before hoes, nie mógłby. Na ten pierścionek to pokręcił głową, bo jeszcze mu nie oddała, ale no chyba musi, bo to był pierścień rodowy Wyattów, co prawda Galen go kiedyś wyrzucił, jak mu Cherry dała kosza po raz pierwszy i znalazł go żul, ale potem Wyatt całe miasto przeszukał, wszystkie lombardy i go znalazł. Ale był wydłubany w nim jeden diament i zamiast niego Galen kazał wstawić kamień księżycowy, bo oni lubili z Cherry patrzeć w gwiazdy i w nocne niebo. A w środku kazał wygrawerować konstelacje łabędzia, którą jej pokazywał na pierwszej randce... która nawet nie była randką, ale była ich pierwszym romantycznym spotkaniem, na którym Galen nie wykorzystał Cherry, a mógł.
Westchnął ciężko.
-
Nie oddała, a myślisz, że powinienem go od niej odebrać? Bo to był pierścień rodowy Wyattów - powiedział i patrzy w jej ciemne oczy, co ona mu powie.
Ale ona się rozgadała na temat tego średniego pomysłu. Galen jej słucha, no i tak się wyprostował odruchowo, kiedy mu powiedziała, że on ma taką wrodzoną klasę, no bo w zasadzie to ma, on nawet w tej koszuli z Wallmartu to idzie jak milioner, no ale przecież takie biedne dziewczyny, to może tego nie zauważają? Czy zauważają i go okłamują? Zaczął się zastanawiać i te niebieskie oczy utkwił gdzieś w ścianie, na której pewnie były jakieś freski. Powinien być dumny, że jest bogaty? No zazwyczaj był.
Potem te intensywnie niebieskie tęczówki spuszcza na Peach, kiedy ona już mu tłumaczy, co uważa. Aż zmarszczył brwi i jej słucha.
-
Myślisz, że powinienem uderzać do księżniczki Eleonory? - zapytał, bo może rzeczywiście powinien? A on zamiast podnosić poprzeczkę to ją obniża? -
Ale poczekaj, bo to chodzi o to, że te bogate dziewczyny są zepsute, a te biedniejsze nie... chyba - bo w sumie to nie wiedział tak do końca, nie wiedział też czy księżniczka Eleonora jest zepsuta, czy jednak nie. Może ją rodzice dobrze wychowali? Westchnął ciężko, bo on zawsze jednak był ambitny, może rzeczywiście teraz już powinien celować w księżniczki i jakieś arystokratki, jak prezeski wielkich korporacji okazały się nie dla niego.
Teraz to mu Peach dała zagwozdkę i pewnie będzie musiał sobie wykupić jakąś wycieczkę w jakieś święte miejsce w Indiach, żeby nad tym pokontemplować.
Poszedł po to wino i wrócił z kryształowymi kieliszkami i znowu się rozsiada na przeciwko Peach i upił trochę, ale on w sumie nie lubi za bardzo wina, woli whisky, no ale już wypije, z Peach.
-
Może masz rację Peach - powiedział w końcu, ale zaraz się stuknęli i piją za jego nowy związek, tylko Galen nie jest pewny, czy on już to może nazwać w ogóle związkiem. Czy to już się stało. Znowu się skrzywił.
-
A może w ogóle powinienem skupić się na sobie i dać sobie spokój ze związkami? - tak rzucił pomysł, nie to, że Galen Wyatt całe życie się skupiał tylko na sobie. A skupiał -
nie wiem, te związki, to jest bardzo ciężka rzecz, zawsze trafiam na wariatki, Marcie opierała całą relację na seksie, Meena uciekła jak zrobiło się poważniej, Cherry mnie tłamsiła i nie mogłem przy niej być sobą, a teraz... to już w ogóle szukam laski, przy której udaje kogoś innego i też nie jestem sobą - aż pokręcił głową, jakie to było irracjonalne, ale tak było. Spojrzał znowu na Peach.
-
A nikt nie chce mnie lubić za to jaki jestem, no wiesz bogaty, hojny, przebojowy, wygadany, z klasą... - tak by jej pewnie wymieniał jeszcze pół godziny, ale zaraz znowu na nią spojrzał -
Charlie to dupek, zasługujesz na lepszego faceta Peach - powiedział pewny swego, bo Galen zawsze tak mówi, zawsze bierze stronę biednych kobiet, które zostały zranione i potem ten tekst, że zasługują na kogoś lepszego... na przykład takiego jak on.
Peach J. Pepper