25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jak to dobrze, że przy organizacji prezentów była też Blair. Pilnowała i trzymała pieczę, aby Cora niczego wielkiego nie odpierdoliła, bo pewnie faktycznie wjechałaby na tej lamie. Całe szczęście nic nie dzieje się bez przyczyny.
Za to była nieco zaskoczona ilością pytań Charity i Charlesa o lamy. Zachowywali się jakby żyli od wczoraj i byli nieogarnięci jak żyć.- Przyjąć, dbać i kochać?! Jak o każde zwierzątko!- żachnęła się, bo nie rozumiała ich pytania i takiego przeżywania, że dostali po zwierzątku. Mieli warunki i przestrzeń, żeby zapewnić im wszystko co najlepsze.
Dobrze, że przynajmniej porządne imiona im nadali!- Blair, masz rację! Bardzo ładne imię - przytaknęła głowa wyobrażając już sobie jak będzie się zwracać do synka. - Leokadia również, ale właśnie! Czy imiona nie powinny być na C tak jak nasze?- bo może to była tradycja rodzinna, którą należało utrzymać? Cora akurat w tej kwestii nie chciała odbiegać od reszty, bo było to coś unikatowego u Marshalli.
- Luz Charlie, robiłam ostatnio test i były tylko dwie kreski, więc w takim razie to tylko bliźniaki- machnęła na niego ręką nawet nie spoglądając na niego, a przeglądając menu. - Na jaką farmę?!- teraz podniosła głowę i spojrzała w przerażeniu na brata. Czy on już chciał oddać Machiavellego?!
- Nie, zaraz będzie kolejny prezent. Nie wszystko naraz Cherry- przesłała buziaka w powietrzu siostrze i gdy kelnerka zabrała od nich zamówienie, to blondynka uznała, że to moment na niespodziankę numer trzy.
Włożyła palce do ust i… zagwizdała aż wszyscy kelnerzy się na nią obejrzeli. Po chwili jednak z zaplecza wyjechał jeden z nich z wielką drewnianą skrzynią, z którą się zatrzymał tuż przed bliźniakami. Otworzył wieko, a w środku okazały się butelki z winem i whisky - wszystkie ten sam rocznik, co Cherry i Charlie. Dodatkowo jeszcze wisiał dokument potwierdzający, że kupiły dla nich własną winiarnię we Włoszech. Te to miały rozmach, co nie?! - Może chociaż ten prezent docenicie stare pryki- dodała śmiejąc się trochę z rodzeństwa.


Blair Mayfield
Charlie Marshall
Cherry Marshall
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— To nie są żadne jaja. Lamy, poza waszą walkę o hierarchię, mogą działać uspokajająco i kojąco w stresie. Jak głaszczesz jej futerko, to nie jest ci lepiej? — zwróciła się do Cherry, która najwidoczniej nieco przekonywała się do nowego zwierzaka, skoro była w stanie określić je słodkim i mięciusim. — Nikt nie powiedział, że mają mieszkać w centrum Toronto. Chociaż są tak stylowe, że nowobogackie życie z pewnością by im się spodobało — zerknęła na ich złote obróżki, idealnie przycięte futerko; one wręcz krzyczały, że odnalazłyby się w tym świecie. Blair była przekonana, że gdyby jej przyjaciółka pojawiłaby się na jakimś spotkaniu ze swoim nowym zwierzakiem, to zapoczątkowałaby nową modę. Tylko kreatywność ich blokowała, choć w przypadku Cory i Blair, nic ich nie hamowało.
Przepychanki między rodzeństwem odnośnie tego, kto pierwszy wyczołgał się na świat, zdawały się już nie robić na nich wrażenia. Uwagę Mayfield bardziej przykuły słowa Cory i to był ten moment, w którym miała problem w odróżnieniu jej żartu od oznajmienia nowiny. — Ty tak na serio? — rzuciła w kierunku najmłodszej Marshall, oczami wyobraźni widząc, jak niedługo będą otwierać przedszkole, aby zająć się… nowymi nabytkami. — One mają swój domek na farmie pod Toronto, mogą tam mieszkać, ale musicie je też odwiedzać i dbać — potwierdziła, bo w końcu gdzieś były przypisane; nie miały w książeczce wpisanych ich adresów, choć bez wątpienia imiona i nazwiska swoich właścicieli. — I w gruncie rzeczy, mogłabym sobie wyobrazić go na naszym dywanie. Przykro mi by było, gdyby go zadeptał, ale teksturą i kolorem całkiem wtopiłby się w otoczenie — stwierdziła, mierząc spojrzeniem Machiavellego i doszła do wniosku, że był naprawdę w podobnym odcieniu co wspomniany dywan. Może jednak byłby dobrym współlokatorem? Niestety nie brała go pod uwagę jako kolejnego domownika, już wiedziała, że zakłócałby spokój w ich mieszkaniu i poodrywałby frędzle z puchatych poduszek na kanapie.
Przez chwilę nawiązała kontakt wzrokowy z Corą; to był dobry moment, żeby dać prezent, który w jej mniemaniu był pewniakiem. Z pewnością przypadnie im do gustu bardziej niż lama, aczkolwiek Blair była przekonana, że nie doceniają jej potencjału w stu procentach. Drugi prezent przynajmniej da im wymówkę na bliźniaczy wypad, gdzie nieco odetchną od pracy. Choć czy wycieczki na farmę do ich lam też nie były dobrym powodem na wyjazd?

Cherry Marshall Charlie Marshall Cora Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Charlie Marshall, Cora Marshall, Blair Mayfield

To lamy, a nie dzieci Cora — stwierdziła, strzelając oczyma. Lamy co prawda zostaną członkami rodziny Marshall, ale bez przesady. Nawet Koko nie była Coco, a to była wręcz prawdziwa córeczka Cherry. Ukochana z kokardką i czekającą w apartamencie na własną panią. Jej by dała imię na C, a nie tak ogromnym zwierzakom.
Badanie rynkowe posłużyłyby naszej firmie — mruknęła do Charliego, wywracając oczyma. Nienawidziła spóźnień. Uważała to za stratę pieniędzy, to była jedna z lekcji, którą jeszcze bardziej podkreślił jej były — czas to pieniądz — stwierdziła, delikatnie wzruszając przy tym ramionami. Co mogłaby powiedzieć więcej?
Firmy bym Ci nigdy nie oddała braciszku, ale zamówienia robisz najlepsze — zacmokała najstarsza i wpatrywała się z uśmiechem we wszystkie dania wjeżdżające na stół. Uśmiech na twarzy stawał się odrobinę większy wraz z każdą sekundą.
Blair, to zrób mi zdjęcie waszej lamy na dywanie — odparła bez większego zastanowienia do przyjaciółki. Chciałaby móc to zobaczyć, a zwłaszcza minę brata, gdy zwierzak postanowi postawić klocka. Cassie też by pewnie ze śmiechu aż umarła.
Chyba czas zacząć modlitwę do jakiegoś prezentowego boga — westchnęła ciężko Charity, nie wyobrażając sobie kolejnej niespodzianki. Czy tym razem zamiast lam wjadą karaluchy? Bo Cherry i Charlie to prawdziwe pasożyty w życiu Blair oraz Cory? Nie wiedziała, czego się spodziewać, aż złożyła dłonie, a kiedy blondynka klasnęła, to cała się wyprostowała.
A to zdecydowanie doceniam — oczy jej błyszczały, a uśmiech nie chciał schodzić z twarzy. Aż wstała, by przytulić młodszą siostrę — jesteś najlepsza Cora, ty też Blair — dodała, by w końcu wzrok padł na brata — to co Charlie? Kiedy robimy wycieczkę? — tylko ona i on. Jak w łonie matki.
31 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdy usłyszał o dwóch kreskach, niemal zakrztusił się łykiem wody. Odstawił szklankę z głuchym stukotem - Cora, jak to robiłaś test i jak to były tylko dwie kreski? - spytał tonem starszego brata, który zaraz dostanie zawału. Przeniósł wzrok na Blair, szukając w jej oczach jakiegokolwiek potwierdzenia, że to tylko kolejny żart Cory, ale dziś twarz jego narzeczonej nie była ani trochę pomocna. - Covida masz? - dodał po chwili z nadzieją, że to serio tylko takie gadanie. Nie był gotowy na bycie wujkiem, dobra? Poza tym Cora była niepełnoletnia. W jego głowie, oczywiście. Zanim jednak zdążył wycisnąć z siostry zeznania, dyskusja zboczyła na tory, które wydawały mu się jeszcze bardziej surrealistyczne, a mianowicie - LAMY NA DYWANACH. Spojrzał na Blair akurat w momencie, w którym mówiła bardzo dziwne i niezrozumiałe dla Charliego słowa. I w gruncie rzeczy, mogłabym sobie wyobrazić go na naszym dywanie. Przykro mi by było, gdyby go zadeptał, ale teksturą i kolorem całkiem wtopiłby się w otoczenie. Zmarszczył brwi, wyrażając swoją dezaprobatę, jednak nie skomentował tych słów, bo jego mózg zwolnił obroty z powodu szoku. Byłoby jej przykro? SERIO? Dopiero gdy Cherry wypaliła "Blair, to zrób mi zdjęcie waszej lamy na dywanie", styki mu się odblokowały i mógł jawnie zaprotestować. - Nie zgadzam się, nie i koniec, żadnych lam na dywanie - wyraził się jasno, takim tonem niby bez sprzeciwu, ale Blair zawsze potrafiła skłonić go do zmiany zdania (jeśli miała dobre argumenty), dlatego dodałam niby. Na szczęście, akurat wjechał ich drugi prezent, odwracając jego myśli od brudzenia marokańskiego dywanu. Wino, whisky, rocznik ich narodzin... i własna winiarnia we Włoszech. To był język, który rozumiał. Język luksusu i konkretów. Spojrzał na dokumenty z namaszczeniem, jakby czytał najważniejszy kontrakt w życiu. - Winiarnia? No, teraz rozmawiamy - przyznał, odkładając na chwilę szczypce do mięsa. A wracając do prezentu, Cherry wyglądała na autentycznie zachwyconą wizją wycieczki. Wspólny wyjazd, tylko we dwoje, do miejsca, gdzie jedynym problemem będzie wybór szczepu winogron... Przynajmniej w wyobrażeniach Charliego tak właśnie to wyglądało. - Doceniam gest, dziękuję wam. Jestem zachwycony. Pojedźmy, jak zrobi się tam cieplej - zaproponował, przyglądając się z uśmiechem, jak Cherry przytula Corę. W ich życiu zdecydowanie brakowało takich miłych chwil jak ta - dobrze, że mieli siebie nawzajem, żeby wspierać się w zarówno dobrych, jak i złych chwilach. W międzyczasie kelnerka doniosła im wino i kieliszki, dlatego Charlie uniósł swój napełniony już kieliszek w górę i zatoczył nim powolny krąg, obejmując nim wszystkich przy stole, nie pomijając nawet lamy, która akurat postanowiła otrzeć się o jego ramię. - Za nas i za lamy - rzucił, wznosząc toast. Upił łyk wina, które było całkiem niezłe, a po chwili sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki. - Cherry, też mam dla ciebie coś drobnego - zaczął, po czym wręczył bliźniaczce podłużne pudełeczko. Wewnątrz, na czerwonym aksamicie, spoczywało pióro o idealnie gładkim korpusie z wiśniowego drewna. Skuwka była zwieńczona małym, krwistoczerwonym rubinem w kształcie wisienki, który błyszczał w świetle restauracyjnych lamp. - Należało do naszej babci. Kazałem je odrestaurować i dodałem coś od siebie - uśmiechnął się, kiwając głową w stronę rubinu. - Wszystkiego najlepszego, Cherry - dodał na koniec, zabierając się do pałaszowania cudownie pachnącego kawałka wagyu.

Blair Mayfield
Cherry Marshall
Cora Marshall
isiek
wszystko jest okej
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Cherry, ale przecież powiedziałyśmy z Blair, że tak samo jak nazwiecie lamy, tak będą się nazywać moje dzieci- przewróciła oczami, że i ten prezent im się nie spodobał! - Rozumiem, że dopada Cię już demencja starcza?- zaśmiała się zdając sobie z tego sprawę, bo przecież teraz to Cora była bardziej spostrzegawcza i pamiętliwa.
I wyobrażając sobie lamę na tym milusim marokańskim dywanie u Blair i Charliego, aż się rozmarzyła. - Mi też wyślij ich fotkę! Może powinniście do ich domku sprawić taki dywan?- przecież nawet ich zagroda mogłaby być stylowa jak życie wszystkich Marshalli ! Nieważne jaka płeć I wiek, a także gatunek jak widać. Chociaż Cora miała przez chwilę moment, że myślała, że ich rodzina się zaraz powiększy. Jak widać, że Charlie z tego powodu nie skakał z radości. - Spokojnie, to tylko żarcik- zaśmiała się tak jak z jego testu na covid.- Dwie kreski oznaczają ciążę i niekoniecznie musi być ona bliźniacza. Lekarz powiedział, że prawdopodobnie to będzie tylko jedno dziecko, ale nie wiemy jeszcze jakiej płci- wyjaśniła bratu najspokojniej jak umiała. Jak widać, tylko on i Blair się przejęli nowina, że zostaną ciocią i wujkiem.
Lecz kiedy uśmiechnęli się w końcu na widok kolejnych prezentów, to blondynka odwzajemniła ich podziękowania w formie uścisków. - Ciesze się, że chociaż z tym prezentem trafiliśmy w Wasze gusta- bo jak widać byli dosyć wybredni, więc cieszyła się razem z nimi, a przy tym zaczęła już jeść , bo umierała z głodu.


Blair Mayfield Cherry Marshall Charlie Marshall
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie umiała jakkolwiek pocieszyć Charliego, bo sama rzuciła mu nieco zdezorientowane spojrzenie. Żarty żartami, ale nie spodziewała się, że ich niewinny dowcip o imionach, który ustaliły w drodze na miejsce, przemieni się w prawdziwe… oznajmienie ciąży? Wiedziała, że to możliwe, w końcu jeszcze niedawno, podczas wyboru potencjalnej sukni ślubnej, miały rozmowę o jej dawaniu dupy, dlatego była w stanie uwierzyć, że zostanie ciocią. Z perspektywy Blair, nie było to takie złe, bo byłaby zajebistą ciocią i pewnie nawet by się cieszyła; tylko nie teraz, bo jej narzeczony prawdopodobnie podzieli zaraz los swojego ojca i zejdzie na zawał. — Cora — rzuciła ostrzegawczo, bo jeśli teraz ich wkręcała to robiła to bardzo umiejętnie i z predyspozycjami na dramę roku w dzień urodzin jej rodzeństwa. Czy naprawdę byłaby tak spokojna? Im dłużej jej się przyglądała, tym zaczynała wątpić w słowa blondynki.
— To tylko dywan — rzuciła, będąc w stanie dyskutować w tym temacie i postawić na swoim. Może nie tu, może nie teraz, choć wątpiła, aby wrócili do tego bezsensownego tematu w domu lub kiedykolwiek. — Zdjęcie może dostaniecie, choć nie obiecuję, że na dywanie z maroka. Albo stanie obok niego — stwierdziła, bo humor jej się trzymał, w porównaniu do bliźniaków. Cherry zaczynała luzować, jednak obecność lam nie działała na korzyść Charlesa. Położyła mu dłoń na kolanie, zwracając na siebie jego wzrok, a sama nieco łagodniejszym spojrzeniem sugerowała mu, że żartowała.
Zapowiedź kolejnego prezentu przyszła wręcz idealnie, akurat ten podarunek był bezpieczną opcją — w końcu wszyscy zgromadzeni tutaj lubili wino, a posiadanie własnej winiarni było luksusem, którego nikt by nie odmówił. Dlatego cieszyła się, że choć część ich wspólnego prezentu przypadła im do gustu w stu procentach. Choć nie skreślała lam, była przekonana, że z czasem i do nich się przyzwyczają! — Modlitwy zostały wysłuchane — zaśmiała się na komentarz Cherry. — Oby służyła wam przez długie lata. — Zwłaszcza w chwilach odpoczynku i upamiętniania, że zawsze mieli siebie. Posiadanie bliźniaka wiązało się z o wiele większą więzią niż z całą resztą rodzeństwa. Wzniosła kieliszek, dołączając się do tego toastu — pierwsza część akceptacji nowych zwierzaków. Teraz można było na spokojnie zacząć jeść zamówione pyszności.

Cherry Marshall Charlie Marshall Cora Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Charlie Marshall, Blair Mayfield, Cora Marshall

Nie nazwę tak dzieci — zaprotestowała ostro Cherry, mierząc Corę chłodnym wzrokiem. Dla niej takie kwestie w ogóle nie istniały. Wolałaby się wypruć, umrzeć, niż nazwałaby w ten sposób dziecko. Zresztą... ona czuła w środku, że to będzie chłopiec. Jeżeli spotka odpowiedniego mężczyznę, to musiał być chłopiec.
O jakich dwóch kreskach rozmawiamy? — spytała zaciekawiona, przechylając delikatnie głowę i marszcząc przy tym brwi. To ją wyrwało i patrzyła raz na Corę, raz na Charliego. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw, wyraźnie czekała na wyjaśnienia.
Daj spokój Charlie, przecież są takie słodkie — zacmokała Charity, uśmiechając się szeroko. Mała zemsta na bracie bliźniaku zawsze była wskazana, nieważne co by się działo, uwielbiała wbijać mu szpileczki — koniecznie na dywanie z Maroka, Blair — zaraz puściła jej oczko. Naprawdę na to liczyła. Mała zemsta. Może Blair, patrząc na to, co się stanie, powinna to zrobić? Utrzeć nosa Charliemu.
Jesteście niesamowite — stwierdziła z wielkim uśmiechem Marshall, patrząc to na jedną to na drugą. Winiarnia była jej małym spełnieniem marzeń teraz tylko zostało zatrudnienie odpowiednich ludzi, którzy się nią zajmą pod ich nieobecność — zdecydowanie będzie, oby tylko Charlie zamiast wiceprezesa wielkiej korporacji nie chciał zostać prezesem winiarni — parsknęła Cherry, bo byłaby w stanie w to uwierzyć. Stworzyłby wielką, włoską sieć najlepszych i najdroższych win. Jakoś byłaby w stanie w to uwierzyć.
Uniosła kieliszek ku górze, kiedy wznieśli toast. Upiła delikatnego łyka, a zaraz uśmiechnęła się szerzej.
Dziękuję, to piękne Charlie — rzuciła i zaraz przytuliła się do brata. Czas na jej wielką niespodziankę — Cóż... — chciała z tym poczekać na osobności, ale... chyba nie było na co — mój prezent nie będzie taki drobny — raczej płaski, gruba teczka, którą przekazała bratu — proszę, to akt własności willi na Teneryfie. Niedługo wyślę Cię tam na podróż służbową, więc przyda się — puściła mu oczko. Cherry lubiła praktyczne prezenty, a skoro miała go tam wysłać, by podpisał jeden z ważniejszych kontraktów... to niech mu się powodzi.
31 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zapach grillowanego mięsa i aromatycznych przypraw unosił się nad stołem, a Charlie całkiem sprawnie operował pałeczkami, starając się skupić na jedzeniu, choć rewelacje Cory skutecznie mu to utrudniały. Przełknął kęs wołowiny i uniósł wzrok, mrużąc oczy z niedowierzaniem. - Cora, jak to lekarz powiedział, że prawdopodobnie to będzie jedno dziecko? Jesteś w ciąży? Mam otworzyć nowy fundusz? - spytał Charlie, dalej nie rozumiejąc. Był tylko facetem, okej? Trzeba było przekazywać informacje krótko, prosto i jasno, inaczej trudno było się połapać. Właśnie przeżuwał marynowaną rzodkiewkę, kiedy poczuł na sobie uparty wzrok Blair. Dlaczego akurat dzisiaj chciała postawić na swoim? Nie rozumiał. Tak to było z tymi kobietami, nic nie rozumiał. - Owszem, to tylko dywan, ale niepowtarzalny, nie ma drugiego takiego na świecie, był przecież ręcznie pleciony… - zaczął tłumaczyć z pasją kolekcjonera, ale widząc spojrzenie Blair, odpuścił. Uniósł dłonie w geście kapitulacji. - Dobrze, to tylko dywan - przytaknął, mrużąc oczy w kierunku narzeczonej z obietnicą, że do tej dyskusji jeszcze wrócą w sypialni. Daj spokój Charlie, przecież są takie słodkie. Spojrzał w kierunku Cherry z politowaniem. Lamy? Słodkie? Totalnie tego nie kupował. Prędzej lamy przejęłyby kontrolę nad światem niż Charles Marshall powiedziałby, że lamy są słodkie. - Słodka to może być herbata u babci, kiedy zapomnisz powiedzieć "stop" przy sypaniu cukru - odparował, po czym poczęstował się krewetką. Oby tylko Charlie zamiast wiceprezesa wielkiej korporacji nie chciał zostać prezesem winiarni. Oho, rozmowa zeszła w końcu na interesujące tematy. Charles Marshall, właściciel winiarni. W wyobraźni już czuł zapach rozgrzanej ziemi i winogron. Pół roku we Włoszech, sieć butikowych winiarni, toskańskie słońce i wieczory w altanie z kieliszkiem własnego rocznika w dłoni... Taka kusząca wizja, a taka nierealna, jeśli chciał zachować posadę wiceprezesa Northland Power. Na szczęście, marzenia były w stu procentach darmowe. - To dobry pomysł na poboczny biznes, Cherry, chcesz zostać moją wspólniczką? - zapytał pół żartem, pół serio. Już widział ich wspólne logo na butelkach - może gdyby tak zatrudnić kolejnego asystenta to udałoby się zrealizować ten plan? Hmmm... Marzenia o winiarni przerwała jednak Cherry, przytulając się do niego w podziękowaniu. Kochana siostrzyczka, jak raz nie biła go butelką po głowie. A chwilę później... Prezent! Kolejny prezent dla Charliego. Ciekawe, co to mogło być? Charlie uniósł brwi, powoli wyciągając z teczki dokumenty. Przez chwilę studiował nagłówek z nazwą posiadłości, a gdy tylko skończył, na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech. - Willa na Teneryfie, Cherry? Naprawdę? Wow. Dziękuję - uśmiechnął się szerzej i przyciągnął ją do krótkiego, braterskiego uścisku, klepiąc ją lekko po plecach. - Chwila moment, czy ty chcesz się mnie pozbyć i mieć święty spokój w biurze? - zażartował, po czym również jeszcze raz objął siostrę i nawet dał jej przelotnego buziaka w policzek. Chwilę później pocałował w policzek również Corę, a na koniec czule pocałował Blair, w końcu była jego drugą połówką. Spojrzał po kolei na każdą z nich. Miał przy sobie wszystkie najważniejsze kobiety w swoim życiu. Miał też zdrowie, pieniądze, pozycję i starannie zaplanowaną przyszłość - czego chcieć więcej? Nie mógł sobie wymarzyć lepszych urodzin. To spotkanie w kameralnym gronie znaczyło dla niego więcej niż jakakolwiek gala zorganizowana przez ojca.

Cherry Marshall
Cora Marshall
Blair Mayfield
isiek
wszystko jest okej
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słysząc starszą siostrę westchnęła głośno, bo ile razy ma powtarzać jedno i to samo? Ewidentnie już nie wszystko odpowiednio stykało na stare lata pod tą piękną, ciemną czuprynką. - Cherry, ale to imiona dla moich dzieci- wyjaśniła zanim wszyscy nagle zwrócili się do niej oczekując wyjaśnień. Utkwiła jednak spojrzenie w bracie i prawie się wzruszyła słysząc jego opanowany ton i pytanie o nowy fundusz. Był kochany, że zawsze o wszystkim myślał i miał łeb na karku. Dobrze, że będąc tak bardzo roztrzepana, miała ogarnięte rodzeństwo na które zawsze mogła liczyć. - Nie musisz, to był fałszywy alarm, ale zdziwiłam się, że dwie kreski nie oznaczają wcale liczby dzieci- doprecyzowała o co chodziło, bo gdy ostatnio były w salonie sukien ślubnych, ich rozmowa natchnęła Core, aby sprawdzić dzień cyklu, a następnie kupić test w aptece, który wyszedł dodatni. Całe szczęście nie czekała ją jeszcze wpadka niczym z nastoletnich ciąż.
Przysłuchiwała się tej rozmowie o łamach i dywanie z Maroko za bardzo już nie wiedząc o co chodzi. Czy w ogóle ktokolwiek mógł wejść na ten unikalny dywan w ich domu? Czy wszyscy chodzili wokół dywanu, aby nie naruszyć tego ręcznie tkanego włosia?- Lamy są prezentem i macie o nie dbać jakby były Waszym dzieckiem! My z Blair nie będziemy im potem terapii opłacać- wystarczyło, że one wybuliły niezły hajs na te lamy. To przecież niemały prezent! Nie mówiąc już o winach i winiarni. Cora naprawdę sporo nadszarpnęła swój budżet. Najwyżej przez kolejny miesiąc będzie żyć o chlebie i wodzie. Albo zacznie wyżerać jedzenie z lodówki Cherry. Może jednak z lodówki Charliego, bo Cherry ją pogoni, a u brata to chociaż Blair się za nią wstawi. Na razie jednak korzystała, że była w restauracji i pewnie solenizanci płacili, więc zajadała się krewetkami, gdy Charity i Charles wręczali sobie prezenty. Pióro ją niezbyt obeszło, sama miała znacznie lepszy ołówek z dzwoneczkiem, ale dom?! - Ale czad! Też chcę dom na urodziny!- aż pisnęła klaszcząc w dłonie z radości. Tak, też chciała taki prezent! I miała nadzieję, że kiedyś się takiego doczeka.


Blair Mayfield Cherry Marshall Charlie Marshall
30 y/o
For good luck!
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Cora zdecydowanie umiała podnieść ciśnienie, jednak Cherry zdawała się być najbardziej wyluzowana kocopołami, które mówiła najmłodsza. Może to i dobrze? Może Blair z Charliem powinni wziąć z niej przykład, bo w tym tempie, to dołączą do starego Marshalla w szpitalu z zawałem. Co prawda, Mayfield była przekonana, że fantastycznie odnalazłaby się w roli cioteczki, więc gdyby którejkolwiek kiedyś coś się przytrafiło, to przynajmniej będzie można nieco porozpieszczać małego człowieczka. Dyskusja o ciąży zakończyła się, ale temat marokańskiego dywanu nadal nad nimi wisiał — dokończą, o ile finalnie nie machną na to ręką, bo w codziennym biegu lama zejdzie na drugi plan. Pokiwała z rozbawieniem na ponaglenia Cherry. Kto wie, może z perspektywy czasu okaże się, że postawienie lamy w ich mieszkaniu będzie dobry motywem na wbicie szpileczki.
— Cieszy mnie ten uśmiech, trzeba było tak od razu — rzuciła rozbawiona, na uciechę bliźniaczki jej narzeczonego. Z pewnością i po chwili czasu, i lama ją tak właśnie cieszyła! Czy nie był to piękny zestaw? Włoska winiarnia i milutkie zwierzątko; idealny zestaw antystresowy dla głów międzynarodowej firmy. Nie dziwiły jej już potencjalnie wspólne plany biznesowe, niektóre zachowania dziedziczyło się we krwi. Może obydwoje wyssali to z mlekiem matki?
Cherry swoim prezentem zrobiła furorę, był to dobrze trafiony prezent, choć przypadku tu nie było. Wieczór był miły i zdecydowanie mijał zbyt szybko, w akompaniamencie dobrego jedzenia, drinków i śmiechów najbliższych. Czasami żałowała, że nie można było zatrzymać czasu na jedną, dłuższą chwilę. Doceniała takie spotkania, choć nie zawsze udawało im się zebrać i beztrosko posiedzieć, skoro każde z nich miało zaplanowane dni w kalendarzu. Tym bardziej czuła wdzięczność, za wszystko co miała, zwłaszcza za bliskie relacje, które były najważniejsze. W końcu z taką ekipą można wydostać się z niejednego bajora. Jedno było pewne, Blair miała nadzieję, że każde ich urodziny będą w tak cudownym towarzystwie jak dziś — oczywiście, łącznie z lamami, jako nowymi członkami rodziny!

/zt x4

Cherry Marshall Charlie Marshall Cora Marshall
ODPOWIEDZ

Wróć do „Daldongnae”