29 y/o
For good luck!
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

Sęk w tym, że on naprawdę nie wiedział z jakiej racji zasłużył sobie na tak zaszczytne miano. Zaczął wracać do wspomnień tak jakby otwierał każdy segregator po kolei, podpisany ich inicjałami. I nic, a przynajmniej nic co mogłoby przyczynić się do otrzymania takiej łatki. Przecież to ona sobie kogoś znalazła, nie ja. To ona nagle powiedziała, że będzie lepiej jak dam sobie spokój... zaczął wymieniać w myślach, próbując nie wybuchnąć. O świetnie. Nie dość że skończony kutas, to jeszcze idiota. Wachlarz epitetów się powiększa. Po usłyszeniu tego zwyczajnie nie wytrzymał i jak puścił pedał hamulca, tak puścił też swój wewnętrzny hamulec.
- No właśnie rzecz w tym szanowna Pani, że nie wiem. Jeśli więc któraś z Was chce mnie teraz oświecić to śmiało. Nic powtarzam. N I C złego nie zrobiłem. - wypowiadał te słowa głośno i wyraźnie, akcentując nic oraz uderzając otwartą dłonią w kierownicę. Potwierdzenie Catherine też spowodowało, że spojrzał na nią tak, jakby właśnie powiedziała coś po mongolsku. Słowo jesteś rozbrzmiewało w jego głowie niczym echo.Sam zresztą czuł się tak, jakby właśnie przemierzał las we mgle nie wiedząc, gdzie jest wyjście.
- Podtrzymujesz tak? Wow... nie ma to jak po tylu latach usłyszeć, co naprawdę o mnie myślisz, choć to nie ja sobie kogoś znalazłem do kurwy nędzy! - czuł się jak byk, który właśnie zobaczył przed sobą czerwoną płachtę. Tak, zabolało go to, bo nie sądził, że Catherine miała o nim takie miłe i dobre zdanie.
- Nie ja jestem prawie zaobrączkowany. - rzucił jeszcze, podnosząc dłoń, na której nosiłby obrączkę.
Mary pewnie coś tam jeszcze rzuciła ale szczerze? Miał to naprawdę gdzieś. Tak samo miał gdzieś, gdy kobieta trzasnęła z całej siły drzwiami - no dobra, tego nie miał aż tak gdzieś Oby ich tylko nie uszkodziła. Nie no, nie planował niczego od kobiety żądać, gdyż pamiętał o sprawie z córką a może i był wkurwiony na obie panie, ale jeszcze jakaś tam empatia w nim siedziała.
Nagle wpadł na genialny pomysł - z jednej strony chciał, by Cath również wysiadła po tej sympatycznej salwie miłych słów, lecz z drugiej nie chciał by opuszczała jego auto (dwa wilki w nim siedziały) lecz ostatecznie wygrał ten drugi i dlatego, Harrison sięgnął po kajdanki i szybkim ruchem zapiął jedną wokół nadgarstka Bennett a drugą wokół swojego (także Cath miała na lewej, a on na prawej). Tak, naprawdę to zrobił.
- Gdzie mieszkasz? - to również było ważne pytanie, bo przecież nie znał jej aktualnego miejsca zamieszkania - od kogo miał je znać?

Catherine Bennett
gall anonim
27 y/o
For good luck!
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


David Harrison
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
29 y/o
For good luck!
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

Słysząc oskarżenia, miał miał ochotę pokazać Catherine, by puknęła się w głowę, bo halo?! Że niby to on był winny zerwania kontaktu? Nieco inaczej to pamiętał.
- Bardzo żałuję, że nie ma maszyny, która umożliwiałaby zobaczenie spraw z perspektywy drugiej osoby, bo bardzo chętnie bym Ci pokazał, że to co mówisz jest zwyczajnym kłamstwem. - powiedział, naprawdę żałując, że nie mógł podpiąć wyświetlacza do swojej głowy by wyświetlić swoją prawdę wraz z tym, jak przebiegły wydarzenia jego oczami.
- Że co?! To TY mi dałaś znać, że będzie lepiej, jeśli damy sobie spokój bo poznałaś kogoś. Po co miałbym Ci ściemniać?! Chętnie bym Ci go pokazał lecz nie wiem, czy nie spłonął w ogniu.... - bo nie mógł sobie przypomnieć, czy właśnie tego nie spalił w akcie żalu i złości - bo przecież kazano mu zapomnieć. Tylko że... on nie mógł ot tak zapomnieć. Niejednokrotnie widział Catherine w swoich snach albo wyobrażał sobie miejscach które kiedyś razem odwiedzali. Nie rozumiał jak mógł zostać tak łatwo zastąpiony. Czuł się jak zabawka, która została rzucona w kąt, ponieważ został zakupiony nowszy model.
Teraz też nie rozumiał, bo to co mówiła Catherine, nie pokrywało się z jego wersją. Dlaczego? Zrobił wielkie oczy gdy usłyszał, że NIE był zdradzany, a w jedynym związku jakim była Bennett to ten z... nim.
- Nic w takim razie nie rozumiem. - powiedział po dłuższej chwili. Czy było możliwe, że źle przeczytał list? Był zbyt zmęczony i literki mu się zlewały? A może ktoś mu zrobił psikusa myśląc, że będzie to dobry żart.
- To o chuj chodzi z tym pierścionkiem na palcu, hm? - spytał, unosząc brew, bo nie dawało mu to spokoju.
- Nie odszedłem radośnie. Nie masz pojęcia co czułem. Nie masz pojęcia, jak trudno było mi się skupić na misjach. Przez myślenie o tym, że należysz do kogoś innego nie spałem dobrych kilka nocy, a w dodatku zostałem postrzelony ale chuj tam. W sumie nie byłoby różnicy, bo i tak byłem martwy. - zaczął wylewać z siebie dokładnie to, jak się czuł, mając świadomość, że aktualnie Catherine mogła mieć to tam, gdzie raczej światło nie docierało. Miał ochotę pokazać jej tę ranę po postrzale - kiedyś jej pokaże. Szczególnie, że sama przed chwilą przyznała, że nie obchodził ją jego stan stan cywilny.
Nie odpowiedział na rozkaz Bennett, a skoro postanowiła nie podawać mu swojego adresu, to uznał, że w takim razie będą sobie jeździć bez celu, dopóki staczy mu paliwa.
- Wypuścić Cię? Żebyś uciekła bez słowa? Dobre sobie. - rzucił wreszcie, choć skoro wiedział gdzie pracowała, to mógł tam przyjeżdżać ale no... nie widzieli się od kilku dobrych lat i że niby miał jej pozwolić tak po prostu wysiąść? Nie było opcji. Choć miał inne plany na ten wieczór, wróci do nich gdy wyjaśni sprawę z Cath lub dokończy poszukiwania następnego dnia. Jeśli będzie trzeba, to zacznie je z samego rana. Wypije kawkę i będzie git. Kluczyk do kajdanek schował do lewej kieszeni w spodniach tak, by Bennett mogła go łatwo zabrać.

Catherine Bennett
gall anonim
27 y/o
For good luck!
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

- Nie kłamię - powiedziała z naciskiem Catherine. Jeśli zaś chodzi o pierwszą część zdania mogła się zgodzić: taka maszyna czasem naprawdę by się przydała. Choćby po to, by pokazać Harrisonowi, że jest skrajnym idiotą i wypacza rzeczywistość. Bo nie wierzyła, że ktoś normalnie mógłby mówić takie głupoty. Chyba, że sobie to wszystko wmówił i naprawdę w to uwierzył - ale to już nie był jej problem.
- Po co miałabym ci pisać, że kogoś poznałam jeśli nikogo nie było? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, czując jak rośnie w niej frustracja. Miał czelność: pojawiać się po takim czasie i jeszcze oskarżać ją o niestworzone rzeczy. - Czyli chcesz mi powiedzieć, że zostawiłam cię dla innego faceta, napisałam ci to, a ty spaliłeś akurat ten list? - spojrzała na niego jak na idiotę. W zasadzie to nawet tak uważała. No bo jaki miałaby cel pisać mu o tym w przypadku, gdyby faktycznie zdecydowała się na innego mężczyznę? Przecież mogła po prostu zerwać kontakt - bez wyjaśnienia, bez czegokolwiek. I żyć dalej. Z każdym wypowiedzianym przez niego słowem coraz bardziej wyczuwała złość na samą siebie z przeszłości, która starała się jakoś z nim skontaktować. Nie było wiele tych prób - miała swoją godność i dumę. W końcu jeśli jej nie chciał to nie zamierzała zgrywać desperatki i zadręczać jego ani jego rodziny. - Bardzo wygodna wymówka, na pewno w nią uwierzę.
Cofnęła się i szarpnęła, czując za plecami drzwi samochodu w reakcji na jego kolejne słowa. Coś było nie tak, mocno nie tak. Nie rozumiała co.
Spojrzała na niego w niezrozumieniu. Co miał pierścionek jej matki wspólnego z jej byciem zaręczoną? Przecież informowała dawno temu, że dostała ten pierścionek na osiemnaste urodziny jako pamiątkę rodzinną. Nie było to nic niezwykłego: Camila miała dostać podobnie sentymentalne coś na swoją pełnoletność. Chwilę potem wszystkie trybiki jednak się ruszyły i zrozumiała. Och. Już miała otworzyć usta i wyjaśnić, że jest wolna i to tylko pamiątka rodzinna, ale czy to w zasadzie była jego sprawa? Nie zamierzała odświeżać jego pamięci.
- Nigdy nie należałam do nikogo innego, nie jestem zabawką - odpowiedziała zimno na jego żalez chociaż w środku coś się zaciskało. Miała ochotę zadać mu tak wiele pytań, nie rozumiała połowy z tego co mówił. To jednak nie wydawało się najważniejsze - poradziła sobie bez tych odpowiedzi przez taki kawał czasu, mogła radzić sobie także dalej. Nie mogła jednak pozostać obojętna na stwierdzenie, że należała do kogoś innego. Pewnie kiedyś powiedziałaby, że to prawda. Że należała do Harrisona całą sobą - sercem, umysłem i duszą. Tylko że to miało swoje konsekwencje - tylko jej najbliżsi widzieli jak źle zniosła to całe rozstanie-nierozstanie. I tylko ona sama wiedziała ile bólu ją to kosztowało. Nie ufała mężczyznom, nie na poziomie który pozwoliłby jej się w kimkolwiek zauroczyć. Gdzieś z tyłu jej umysłu cały czas była obawa, że to się powtórzy. Że to nie ma szans na przetrwanie i bycie czymś solidnym.
W sumie nie byłoby różnicy, bo i tak byłem martwy.
To zatrzymało na moment cisnące się słowa i pytania. Bo w zasadzie świetnie oddawało jej stan przez kilka miesięcy. Funkcjonowała jak na autopilocie, po prostu robiąc swoje i wpadając w bezpieczną rutynę, czując się po prostu pusta w środku. Jakby Harrison odchodząc zabrał wszystkie pozytywniejsze emocje.
Dlatego tym bardziej była na siebie wściekła, że obchodziło ją co mówił. Że obchodziło ją czy był ranny. Nawet jeśli okłamywała jego i siebie, że jest inaczej.
Przymknęła oczy i zapytała nie patrząc na niego:
- Ty... Byłeś ranny? - spytała powoli, ostrożnie cedząc słowa. Nie chciała okazywać zbytniego zainteresowania jego stanem. Jeśli siedział przed nią znaczyło to, że przeżył i nienawidziła tego, że jakaś część niej się z tego cieszyła. Nie chciała otwierać kolejnych drzwi przez które mężczyzna mógłby z powrotem wejść do jej życia. Było poukładane. Ciężkie, męczące i cholernie niesprawiedliwe, ale poukładane. Nie potrzebowała chaosu i kolejnych problemów.
A potem porzuciła wszystkie swoje myśli o żalu, bólu i całej reszcie na rzecz powstrzymywania się przed wydrapaniem mu oczu. Żałowała tylko paznokci - jej stylistka wykonała kawał dobrej roboty i szkoda było je niszczyć krwią.
- To nie ja jestem specjalistką w uciekaniu bez słowa - odgryzła się. Wiedział gdzie pracowała - to samo z siebie było wystarczająco złe. Miała ochotę po prostu wysiąść i zapomnieć o tym wieczorze, nawet jeśli czekała ją jeszcze przeprawa z Camilą (bo nie zamierzała tego przekładać). Szarpnęła się ostatni raz w desperackiej próbie uwolnienia, szarpiąc też przy okazji mężczyznę. Kajdanki ani drgnęły, a jej nadzieja powoli umierała. Czy naprawdę oczekiwała zbyt wiele od życia chcąc chwili spokoju?
- Nie możesz przypinać do siebie ludzi, jestem pewna że to podpada pod paragraf - powiedziała całkowicie zrezygnowana, po prostu osuwając się na fotelu. To nie był jej dzień. Ani tydzień. Ani miesiąc. W zasadzie to nawet nie rok. Była zmęczona tym wszystkim. I miała dość - zbliżała się niebezpiecznie do swojej granicy odporności psychicznej.

David Harrison
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
29 y/o
For good luck!
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

- No to mamy problem, bo ja też nie kłamię. - powiedział stanowczo niezbyt rozumiejąc, jaki miałby cel ją oszukiwać? To ona dała mu do zrozumienia, że go wymieniła na kogoś innego. Kogoś lepszego. Kogoś, kto miał przewagę, bo był na miejscu, podczas gdy Harrison znajdował się poza granicami Kanady. Gdzieś, gdzie słońce paliło a ludzie mówili w niezrozumiałym dla Davida języku. Miał wrażenie, jakby charczeli na niego a nie mówili. Pewnego razu postanowił powiedzieć coś również charcząc i skończyło się to tak, że połowa wioski zaczęła go gonić.
- Nie wiem i chętnie bym się dowiedział choć teraz... już nic nie rozumiem. - powiedział zrezygnowany, naprawdę już nie pojmując o co chodzi. Przecież pamiętał doskonale list. Nie przyśnił mu się, bo doskonale pamiętał powód swojego rozkojarzenia oraz uniemożliwiający zaśnięcie. Chyba z co najmniej sto razy czytał to samo zdanie, aż wreszcie zapadło mu w pamięć - serio, był w stanie je wyrecytować w nocy o północy.
- Ehm… jest to prawdopodobne. Byłem wkurwiony i nim się obejrzałem, zacząłem kilka wkładać do ognia. - wyjaśnił, przypominając sobie tamtą scenę w środku nocy. Paliło się akurat ognisko więc je wykorzystał. Jakoś tak niespodziewanie postanowił zmienić zdanie i uratować pozostałe listy - coś go tknęło i chyba po prostu mimo wszystko chciał mieć jakąś pamiątkę po tej, którą kochał. Nie miał pojęcia, czy kiedykolwiek do nich wróci albo czy komukolwiek je pokaże, bo należały do niego - uważał, że można to było porównać do czytania czyjejś prywatnej konwersacji, takiej, której nikt z zewnątrz nie powinien czytać, bo to był zamknięty świat jego i Catherine. Tylko i wyłącznie ich.
Zabawne, że wspomniała o byciu zabawką, kiedy to on miał wrażenie, że był zabawką, kiedy został zastąpiony kimś innym, co chyba jednak… nie miało miejsca?
Przeczesał nerwowo włosy dłonią, bo czy ona właśnie oznajmiła, że ten pierścionek… nie oznaczał tego, co myślałem, że oznacza? Miał wrażenie, jakby jego głowa zaczęła strasznie dużo ważyć.
Nigdy…
nie…
należała…
do…
nikogo…
innego
analizował w myślach słowo po słowie.
- Ty… mówisz serio? W sensie po mnie nie było nikogo? - spytał, wciąż patrząc na pierścionek. Zaraz jednak podniósł głowę, ponieważ usłyszał pytanie, którego nie spodziewał się usłyszeć.
- Tak, byłem ranny. - I to nie raz. rozpiął górne dwa guziki i pokazał miejsce po postrzale nad sercem, by Cath mu uwierzyła. Widział tę ranę za każdym razem, gdy patrzył na siebie w lustrze, a nie miał jeszcze założonej górnej części garderoby. Rana bolała. Cholernie bolała. O wiele bardziej niż pozostałe ale z drugiej strony to mu przypominało, że nic nie trwa wiecznie i że w sumie od śmierci dzieliły go centymetry. Teraz zamiast rany była blizna po szyciu, która była wyczuwalna pod opuszkami palców.
- Nie uciekłem bez słowa. Już Ci mówiłem, że chciałem to wyjaśnić. - powiedział, lub raczej powtórzył to, co padło już wcześniej w restauracji.
- To Ty się przestałaś odzywać do mnie. To Ty się nie pojawiłaś, gdy byłem na przepustce. - zaczął wyliczać, po kolei pokazując najpierw jeden palec, a potem drugi palec.
- Może i jest ale szczerze? Mam to gdzieś. Aktualnie… to chce wiedzieć gdzie mieszkasz. I chce… - Ciebie. lecz nie powiedział tego na głos, a jedynie położył dłoń na policzku Cath (tą, która nie była skuta) i nachylił się, by ją pocałować. Wiedział, że zaraz będzie mógł dostać w twarz ale nie jego wina, że pragnienie wygrało.

Catherine Bennett
Ostatnio zmieniony pt mar 06, 2026 11:17 pm przez David Harrison, łącznie zmieniany 1 raz.
gall anonim
27 y/o
For good luck!
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Zmarszczyła brwi. Coraz mniej rozumiała. Nawet gdyby chciała zerwać kontakt to nie wiedziała czy wtedy potrafiłaby to zrobić. Najzwyczajniej w świecie kochała go i nie myślała o tym. Była zakochaną nastolatką, świat wydawał się należeć do nich. Nie potrzebowała nikogo bliżej - David mógł być tysiące kilometrów dalej, ale wierzyła wtedy że pewnego dnia wróci. Że razem przygarną psa i dwa koty, będą mieli mały domek na przedmieściach (koniecznie z werandą i ogródkiem) i kiedyś być może dorobią się dzieci. A z czasem pewnie i wnucząt - gdy już oboje byliby siwi i zmęczeni latami spędzonymi ze sobą. Plan był dobry. Tylko zbyt naiwny i nieprzygotowany na to, że po prostu przestaną być ze sobą. Chociaż czy tak właściwie kiedykolwiek zerwali? Może można to było potraktować jako porzucenie?
Dlatego tym bardziej była winna swojej nastoletniej ja wściekłość za całą tę sytuację. Za ten starannie wyobrażany świat, który legł w gruzach w bardzo krótkim czasie. I za wszystkie konsekwencje, które to za sobą niosło. Nie potrafiła zaufać już żadnemu innemu mężczyźnie po Davidzie do tego stopnia. Tak samo jak nie potrafiła więcej wyobrażać sobie swojej przyszłości w odległej perspektywie. Po prostu nie mogła. Czuła się trochę jak zdrajca, gdy jakiś mężczyzna przykuwał jej uwagę. Owszem, byli mili i kochani. Starali się na początku, ale to nie było to...
Bo żaden nie był przeklętym Davidem Harrisonem.
- Ja też nie - przyznała równie zrezygnowana. Jej skromnym zdaniem coś tu było nie tak. Nie potrafiła jednak powiedzieć czy mężczyzna kłamał, robił sobie żarty czy coś innego było na rzeczy. Nic nie wskazywało na to, że David po prostu odejdzie z dnia na dzień. Czuła się trochę jak niepotrzebna zabawka rzucona w kąt przez znudzone i rozkapryszone dziecko. Echo tego bólu wciąż odzywało się w jej klatce piersiowej. Nie tak silne jak kiedyś, ale wciąż tam było. I podejrzewała, że tak szybko tego uczucia się nie pozbędzie.
- Na co byłeś wkur... A zresztą nieważne - machnęła dłonią. Nie chciała się wgłębiać w temat. Tak było bezpieczniej. Dla niej i jej serca sklejonego na mocny klej. Może niedbale, ale się trzymało. Zachowała ich listy dla siebie. Rzadko kiedy do nich zaglądała - słowa zapisane jego ręką wydawały się drwić z papieru. Tak jak wszystkie wyznania które pisał. Czy miała ochotę je wyrzucić? Tak. Nie mogła jednak tego zrobić, coś w niej kazało jej się powstrzymać, bo będzie tego żałować. I ich korespondencja leżała na dnie pudła, na dnie szafy. Na półce do której Cath nie zaglądała praktycznie nigdy.
Spojrzała na niego jak na kosmitę, zanim zacisnęła wargi. Chyba się za bardzo odsłoniła. Bardziej niż chciała i pragnęła. I była to tylko i wyłącznie jej wina.
- To naprawdę nie twoja sprawa - odpowiedziała spokojnie. Na tyle na ile mogła oczywiście, chociaż mogło zabrzmieć to zbyt ostro. Nie chciała rozdrapywać kolejnych ran i pochylać się nad swoim nieudanym życiem romantycznym. Nikt nie zbliżył się do niej do poziomu przynajmniej tego samego co Harrison. Nienawidziła tego. Potarła pierścionek chcąc się uspokoić. Chłód metalu bywał kojący. Zastanawiała się czy nie zdjąć go i nie wyjaśnić mu całej sytuacji, ale... Ale nie była mu nic winna, nawet wyjaśnień czy z kimś jest, czy też nie.
No i jej uwagę przykuło coś innego. Widziała wcześniej sylwetkę mężczyzny i musiała powiedzieć, że z czasem wyrobił się i ukształtował sylwetkę. Zdecydowanie różnił się od tamtego chłopca. To nie była jednak chwila na podziwianie zmian. Bo pokazał jej bliznę. Nie pamiętała by o niej wspominał. Nie wiedziała czy pochodziła z czasu sprzed czy po ich rozłamie. Ale tam była: jakby kpiąca ze śmierci. Dowód, że miał więcej szczęścia niż rozumu. I chłodne otrzeźwienie dla niej, że David był pod tym względem taki sam. Wojsko, policja... Czy to cokolwiek zmieniało?
Być może nie, ale niemal odruchowo wyciągnęła rękę i cofnęła ją dopiero kilka centymetrów przed jego klatką piersiową. To nie było właściwe. Nie chciała go dotykać, żałować, czuć pod palcami jego ciała. To byłoby dla niej zgubne. Już i tak za bardzo się odsłoniła. Odchrząknęła niezręcznie, z trudem odwracając wzrok i opuściła dłoń.
- Jeśli chciałeś to wyjaśnić to czemu nie odpisałeś? Czemu nie zadzwoniłeś, nie przyjechałeś? - spytała cicho, próbując nie dać się złamać. Z jednej strony chciała wyjaśnień. Chciała to zamknąć. Z drugiej strony bała się. Tak cholernie i mocno. Że znowu się otworzy albo on powie jej coś czego ona nie chce słyszeć.
- Nie zrobiłam nic złego. Nie urwałam kontaktu. I nic nie wiem o żadnej przepustce - pokręciła głową. Część listów wracała, część pozostawała bez odpowiedzi. Gdy zdarzyło się to kilkukrotnie pofatygowała się osobiście do rodziców Davida. Wybłagała od nich zapewnienie że żyje. To jej wystarczyło, nawet jeśli bolało. Nie chciała ich mieszać w ich sprawy. Po tym w zasadzie urwała kontakt z bliskimi Davida.
Już miała odpowiedź na końcu języka gdy zamarła. To było surrealistyczne. Czuć jego dotyk w taki sposób po takim czasie. To było jak kołysanka z dzieciństwa - coś niemal zapomnianego, ale wciąż tkwiącego w zakamarkach umysłu. Gotowe wydobyć się na powierzchnię. Nieświadomie wtuliła twarz w jego dłoń. Tak znajomą, a tak inną. Serca nie mogła oszukać. Nieważne jakby się starała. I kiedy się nachylił wszystko wydawało się wskoczyć na swoje miejsce. Może mieli się spotkać i być razem właśnie w tym miejscu i w tej chwili?
I gdy ich usta prawie się zetknęły oprzytomniała. Otworzyła szeroko oczy i odskoczyła. Na tyle na ile pozwalały jej kajdanki. Zniknął dotyk, ale dzięki temu mogła się skupić. Czuła jak serce niemal wyrywa się z jej klatki i jak na jej policzki wstępuje rumieniec. To nie było dobre dla niej i jej psychiki.
- Nie - powiedziała tylko krótko, opierając się o fotel i zamykając oczy. Nie mogła patrzeć na niego, nie miała tyle woli aby oprzeć się drugi raz. - Wypuść mnie. Mam dość twoich gierek i mieszania mi w głowie. - powiedziała, chociaż jej głos brzmiał błagalnie. Nie potrzebowała więcej rzeczy do przejmowania się.

David Harrison
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
29 y/o
For good luck!
190 cm
detektyw ds. poszukiwań i ujęć zbiegów Toronto Police Service
Awatar użytkownika
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

Z czego jak z czego ale aktualnie ostatnie z czego by żartował to nagły brak kontaktu. Owszem, lubił sobie czasem pożartować ale nie wypił jeszcze nic, co mogłoby spowodować, że uznałby za dobry pomysł, by ponaśmiewać się z rozłąki czy powodu przez który panowała między nimi cisza. Czy tęsknił? Cholernie. Choć był wkurwiony, naprawdę ciężko było mu skupić się na innych kobietach - choć niejedna dawała mu jasne sygnały, czego by od niego chciała. Czasami tylko wystarczyło, że palił papierosa, a jakaś randomka potrafiła totalnie z dupy się zatrzymać, zapytać czy może potowarzyszyć (choć niektóre nie pytały a po prostu stawały obok) i albo pytały czy mogą pożyczyć fajka, albo czekały, aż David użyje swojej zapalniczki. Czasami, gdy Harrison nie miał humoru albo chciał jarać sam, mówił, że nie ma zapalniczki i jedne po prostu odchodziły, a drugie jakby niezbyt rozumiały drugie dno ukryte w jego słowach. Czasami też bał się zasypiać, bo niejednokrotnie śnił o Cath, co w sumie się nie zmieniło od... bardzo dawna, bo jeszcze nim zaczęli być parą, odwiedziła go w śnie. Raz występowała w miłych snach, a innym razem, potrafił mieć koszmary. Aczkolwiek żaden koszmar senny nie mógł równać się z tym co przeżył, gdy przeczytał Poznałam kogoś. Jest nowym uczniem i poproszono mnie, bym oprowadziła go po szkole. A drugim, gorszym koszmarem było przeczytanie Powinniśmy się rozstać. Tak będzie lepiej. David krzyknął wtedy Niby dla kogo będzie lepiej! i walnął pięścią w ścianę budynku obok którego akurat wtedy stał. Potem sięgnął po ten list znowu przed snem, jakby chciał mieć pewność, że przez ten czas odkąd po niego nie sięgał, coś się zmieniło lecz niestety... słowa wciąż stały na swoich miejscach. Jak mógłby tak po prostu usunąć wszystkie wspomnienia? Koledzy widzieli, że coś jest nie tak, pytali a on im mówił Wszystko straciło sens. Bo jego sensem była Cath. Gdy wychodził na przepustce, nie mógł się doczekać, aż się spotkają, aż pewnego razu ona... po prostu nie przyszła. Coś, co było ich mini tradycją, nagle runęło jak most albo domek z kart - swoją drogą, David bardzo lubił karty i czasami dla samego siebie układał domki, które najczęściej spadały przy układaniu trzeciego piętra.
Słysząc, że Catherine również nic nie rozumiała, miał wrażenie, jakby właśnie obydwoje znaleźli się w kropce lub pomieszczeniu z drzwiami lecz bez klamek. David oparł głowę o zagłówek i starał się wymyślić jakieś sensowne rozwiązanie, lecz nic takiego nie przychodziło mu do głowy. Westchnął z tego wszystkiego.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? Wkurwiłem się, że znalazłaś sobie zastępstwo, a nasza obietnica, poszła się jebać. Bo przecież mieliśmy na siebie czekać... no ale teraz to ja już mam wrażenie, jakbym zamiast mózgu miał papkę, bo skoro mówisz, że nikogo nie było.... a ja sobie tego nie wymyśliłem, bo po co bym miał kopać dołek pod samym sobą... ech. - miał przed oczami ten gif, gdzie obok kobiety pokazywały się równania matematyczne, a ona sama była mocno zdezorientowana i to właśnie z tym gifem aktualnie się utożsamiał.
- Dobra, dobra, okej. Już nie pytam. - odpowiedział, unosząc ręce, co spowodowało, że i Cath uniosła jedną.
- Można powiedzieć, że mam trzy ręce w górze. Dodatkowe +1 do poddania. - rzucił, opuszczając ręce. No ale znał ten ton doskonale, dlatego nie planował - przynajmniej na razie - poruszać tematu związanego z pierścionkiem.
- Pamiętasz jak kiedyś... dałem Ci pierścionek, który w rzeczywistości był tylko zawleczką od napoju pomarańczowego? - parsknął cicho śmiechem, przypominając sobie, jak kiedyś, gdy siedzieli nad wodą, po opróżnieniu zawartości butelki (takiej szklanej a la tymbark), wsunął na palec serdeczny Cath zawleczkę, a potem złączył ich dłonie. Automatycznie spojrzał na dłoń Catherine i już wyciągał swoją dłoń, lecz ostatecznie ją cofnął i przekręcił pokrętło od temperatury, by obniżyć ją o jeden stopień, bo no było całkiem... ciepło - albo jemu się tak tylko wydawało.
- Catherine... mówiłem, że przyjechałem do Ciebie ale Twoja mama mówiła, że Ciebie nie ma i żebym Cię nie szukał, a gdy zapytałem dlaczego, rzuciła coś w stylu bo NIE chce Cię widzieć i im szybciej się z tym pogodzisz tym lepiej. Sąsiad był przy tym, więc jak chcesz, to go możesz zapytać. Oczywiście udawał, że nie słucha ale nie urodziłem się wczoraj. - powiedział, przypominając sobie, jak sąsiad akurat obcinał żywopłot i choć niby był wielce skupiony, by obciąć go równo, to koniec końców i tak na pewno słyszał całą rozmowę. Gorzej jeśli już nie żył albo się stamtąd wyprowadził. pomyślał, bo przecież wszystko było możliwe.
- Dzwoniłem Cath ale nie odbierałaś! I co znaczy, nie wiedziałaś nic o przepustce, skoro pisałem Ci o niej... - powiedział, drapiąc się po głowie.
- Ja naprawdę robiłem co mogłem ale na koniec zawsze kończyłem tak samo, czyli odbiciem od ściany. Po którymś odbiciu musiałem wstać i pogodzić się z faktem, że możesz być szczęśliwa beze mnie. - wyjaśnił zgodnie z prawdą.
- Czyli podsumowując. Ty nie zrobiłaś nic złego, ja nie zrobiłem nic złego. Czyli co... jak to rozumieć? - sam nie wiedział, czy naprawdę zadal to pytanie, bo chciał poznać odpowiedź, czy może po prostu było to pytanie czysto retoryczne. Musiał się napić wody, choć nie mógł, bo ręka, którą chciał po nią sięgnąć, była zakuta w kajdanek. Czyli nici z picia, ech.
I nie tylko z picia nic nie wyszło, bo z pocałunku także. Zrezygnowany westchnął (choć skoro wtuliła twarz w jego dłoń, to liczył, że nie odrzuci pocałunku) i oparł głowę na ramieniu Cath, bo skoro nie mógł skosztować smaku jej ust, to chociaż chciał powdychać jej zapach. Pachniała inaczej niż kiedyś. Kiedyś używała bardziej słodkich perfum, a teraz czuł większą nutę... kwiatową. Czuł się przygnieciony i całkowicie zdekoncentrowany.
- Już Ci mówiłem. Powiedz gdzie mieszkasz. Jak mi powiesz, to Cię tam zawiozę i wypuszczę. Masz moje słowo. Słowo żołnierza. - Którym już nie jestem, choć jakaś część mnie... chyba jednak wciąż nim jest. Jasne, mogli też pojechać do niego, tylko mimo wszystko wolał ją zawieźć sam by mieć pewność, że trafiła pod same drzwi, a nie wracała taxą z jakimś natrętem lub wracając samotnie piechotą, nie została napadnięta przez podejrzanego typka lub typków. Nagle podniósł głowę by spojrzeć w oczy Cath.

Catherine Bennett
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „Messini Authentic Gyros”