Z czego jak z czego ale aktualnie ostatnie z czego by żartował to nagły brak kontaktu. Owszem, lubił sobie czasem pożartować ale nie wypił jeszcze nic, co mogłoby spowodować, że uznałby za dobry pomysł, by ponaśmiewać się z rozłąki czy powodu przez który panowała między nimi cisza. Czy tęsknił? Cholernie. Choć był wkurwiony, naprawdę ciężko było mu skupić się na innych kobietach - choć niejedna dawała mu jasne sygnały, czego by od niego chciała. Czasami tylko wystarczyło, że palił papierosa, a jakaś randomka potrafiła totalnie z dupy się zatrzymać, zapytać czy może potowarzyszyć (choć niektóre nie pytały a po prostu stawały obok) i albo pytały czy mogą pożyczyć fajka, albo czekały, aż David użyje swojej zapalniczki. Czasami, gdy Harrison nie miał humoru albo chciał jarać sam, mówił, że nie ma zapalniczki i jedne po prostu odchodziły, a drugie jakby niezbyt rozumiały drugie dno ukryte w jego słowach. Czasami też bał się zasypiać, bo niejednokrotnie śnił o Cath, co w sumie się nie zmieniło od... bardzo dawna, bo jeszcze nim zaczęli być parą, odwiedziła go w śnie. Raz występowała w miłych snach, a innym razem, potrafił mieć koszmary. Aczkolwiek żaden koszmar senny nie mógł równać się z tym co przeżył, gdy przeczytał
Poznałam kogoś. Jest nowym uczniem i poproszono mnie, bym oprowadziła go po szkole. A drugim, gorszym koszmarem było przeczytanie
Powinniśmy się rozstać. Tak będzie lepiej. David krzyknął wtedy
Niby dla kogo będzie lepiej! i walnął pięścią w ścianę budynku obok którego akurat wtedy stał. Potem sięgnął po ten list znowu przed snem, jakby chciał mieć pewność, że przez ten czas odkąd po niego nie sięgał, coś się zmieniło lecz niestety... słowa wciąż stały na swoich miejscach. Jak mógłby tak po prostu usunąć wszystkie wspomnienia? Koledzy widzieli, że coś jest nie tak, pytali a on im mówił
Wszystko straciło sens. Bo jego sensem była Cath. Gdy wychodził na przepustce, nie mógł się doczekać, aż się spotkają, aż pewnego razu ona... po prostu nie przyszła. Coś, co było ich mini tradycją, nagle runęło jak most albo domek z kart - swoją drogą, David bardzo lubił karty i czasami dla samego siebie układał domki, które najczęściej spadały przy układaniu trzeciego piętra.
Słysząc, że Catherine również nic nie rozumiała, miał wrażenie, jakby właśnie obydwoje znaleźli się w kropce lub pomieszczeniu z drzwiami lecz bez klamek. David oparł głowę o zagłówek i starał się wymyślić jakieś sensowne rozwiązanie, lecz nic takiego nie przychodziło mu do głowy. Westchnął z tego wszystkiego.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? Wkurwiłem się, że znalazłaś sobie zastępstwo, a nasza obietnica, poszła się jebać. Bo przecież mieliśmy na siebie czekać... no ale teraz to ja już mam wrażenie, jakbym zamiast mózgu miał papkę, bo skoro mówisz, że nikogo nie było.... a ja sobie tego nie wymyśliłem, bo po co bym miał kopać dołek pod samym sobą... ech. - miał przed oczami ten gif, gdzie obok kobiety pokazywały się równania matematyczne, a ona sama była mocno zdezorientowana i to właśnie z tym gifem aktualnie się utożsamiał.
- Dobra, dobra, okej. Już nie pytam. - odpowiedział, unosząc ręce, co spowodowało, że i Cath uniosła jedną.
- Można powiedzieć, że mam trzy ręce w górze. Dodatkowe +1 do poddania. - rzucił, opuszczając ręce. No ale znał ten ton doskonale, dlatego nie planował - przynajmniej na razie - poruszać tematu związanego z pierścionkiem.
- Pamiętasz jak kiedyś... dałem Ci pierścionek, który w rzeczywistości był tylko zawleczką od napoju pomarańczowego? - parsknął cicho śmiechem, przypominając sobie, jak kiedyś, gdy siedzieli nad wodą, po opróżnieniu zawartości butelki (takiej szklanej a la tymbark), wsunął na palec serdeczny Cath zawleczkę, a potem złączył ich dłonie. Automatycznie spojrzał na dłoń Catherine i już wyciągał swoją dłoń, lecz ostatecznie ją cofnął i przekręcił pokrętło od temperatury, by obniżyć ją o jeden stopień, bo no było całkiem... ciepło - albo jemu się tak tylko wydawało.
- Catherine... mówiłem, że przyjechałem do Ciebie ale Twoja mama mówiła, że Ciebie nie ma i żebym Cię nie szukał, a gdy zapytałem dlaczego, rzuciła coś w stylu bo NIE chce Cię widzieć i im szybciej się z tym pogodzisz tym lepiej. Sąsiad był przy tym, więc jak chcesz, to go możesz zapytać. Oczywiście udawał, że nie słucha ale nie urodziłem się wczoraj. - powiedział, przypominając sobie, jak sąsiad akurat obcinał żywopłot i choć niby był wielce skupiony, by obciąć go równo, to koniec końców i tak na pewno słyszał całą rozmowę.
Gorzej jeśli już nie żył albo się stamtąd wyprowadził. pomyślał, bo przecież wszystko było możliwe.
- Dzwoniłem Cath ale nie odbierałaś! I co znaczy, nie wiedziałaś nic o przepustce, skoro pisałem Ci o niej... - powiedział, drapiąc się po głowie.
- Ja naprawdę robiłem co mogłem ale na koniec zawsze kończyłem tak samo, czyli odbiciem od ściany. Po którymś odbiciu musiałem wstać i pogodzić się z faktem, że możesz być szczęśliwa beze mnie. - wyjaśnił zgodnie z prawdą.
- Czyli podsumowując. Ty nie zrobiłaś nic złego, ja nie zrobiłem nic złego. Czyli co... jak to rozumieć? - sam nie wiedział, czy naprawdę zadal to pytanie, bo chciał poznać odpowiedź, czy może po prostu było to pytanie czysto retoryczne. Musiał się napić wody, choć nie mógł, bo ręka, którą chciał po nią sięgnąć, była zakuta w kajdanek.
Czyli nici z picia, ech.
I nie tylko z picia nic nie wyszło, bo z pocałunku także. Zrezygnowany westchnął (choć skoro wtuliła twarz w jego dłoń, to liczył, że nie odrzuci pocałunku) i oparł głowę na ramieniu Cath, bo skoro nie mógł skosztować smaku jej ust, to chociaż chciał powdychać jej zapach. Pachniała inaczej niż kiedyś. Kiedyś używała bardziej słodkich perfum, a teraz czuł większą nutę... kwiatową. Czuł się przygnieciony i całkowicie zdekoncentrowany.
- Już Ci mówiłem. Powiedz gdzie mieszkasz. Jak mi powiesz, to Cię tam zawiozę i wypuszczę. Masz moje słowo. Słowo żołnierza. - Którym już nie jestem, choć jakaś część mnie... chyba jednak wciąż nim jest. Jasne, mogli też pojechać do niego, tylko mimo wszystko wolał ją zawieźć sam by mieć pewność, że trafiła pod same drzwi, a nie wracała taxą z jakimś natrętem lub wracając samotnie piechotą, nie została napadnięta przez podejrzanego typka lub typków. Nagle podniósł głowę by spojrzeć w oczy Cath.
Catherine Bennett