-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
-
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
If you've got troubles, I've got 'em too
there isn't anything I wouldn't do for you
we stick together and can see it through
cause you've got a friend in me!
♡♡♡

Wendy była niczym błyszcząca kulka nieszczęścia, która ubabrana od brokatu po pracy w przedszkolu mogła z całkowitą powagą pójść w miejsca gdzie takim jej blichtrem gardzą i zupełnie się nie przejmować tym, że prawdopodobnie coś uszkodzi. Taka już była, pełna energii i nieskoordynowanych ruchów. Miała wielkie serce, być może zbyt wielkie jak na takie drobne ciało i stąd wzięły się te wszystkie problemy z jej koordynacją? Brzmi jak dobre wytłumaczenie. Pomimo swoich niezliczonych wpadek parła przed siebie, więc nie można było jej hartu ducha. Od dziecięcych lat wraz z rodzeństwem musieli brnąć naprzód pomimo trudnych okoliczności, rodzice nigdy nie byli wsparciem, a rzec by można nawet, że byli przysłowiową kulą u nogi i fakt, że się od nich odcięli i nie poszli na dno, świadczyło o niezwykłej determinacji. Mieli jednak siebie i właśnie dzięki rodzeństwu stała się taką kobietą, która zawsze próbuje być wsparciem, pomimo pozdzieranych łokci i obitych kolan. Jeśli ktoś bliski jej potrzebuje, nie trzeba powtarzać jej dwa razy.
William.
Jeden sms.
Czy ma ochotę dołączyć?
To nie było zwykłe zaproszenie na towarzyskie gadu gadu, jak chcesz to wpadnij. Znali się na tyle, że nie musieli mieć ustalonych specjalnych haseł i przynależnych do nich znaczeń. Kiedy coś się działo wystarczyło napisać, a ona była w stanie rozszyfrować to bez żadnych wcześniejszych ustaleń. Teraz również, dlatego nie siląc się na jakieś zmiany w swoim wyglądzie zarzuciła kurtkę na dres, w którym celebrowała dzień lenia, owinęła szyję szalikiem i założyła kolorową czapkę na poluzowanego koka, choć właściwie ciężko już nazwać to coś jakąkolwiek formą koka, bo był w stanie zaawansowanego rozkładu. Z lodówki zgarnęła do papierowej torby dodatkowe wsparcie, bo nie była pewna jak wielki jest dołek do którego przyjdzie jej wejść, a przecież trzeba mieć zapas picia, żeby się nie odwodnić. Takie oprocentowane z kolei służy lepiej na chłodzie. W drodze do drzwi wstąpiła jeszcze do sypialni, by z szafki nocnej wyciągnąć zdobycz, którą zwinęła od chłopaka, którego imię już zapomniała. Jego imię albo nie było warte zapamiętania, albo spalony z nim skręt skutecznie jej to utrudnił. Grunt, że jedno takie zawiniątko miała ukryte na czarną godzinę, więc zabrała ze sobą posiłki i podreptała na plac zabaw. Będąc na miejscu przez chwilę rozglądała się nie mogąc go dopatrzeć, ale widząc dyndające nogi na pobliskim zamku uznała, że to jest to!
— No siemka — oznajmiła wspinając się na górę bardzo uważając, by na starcie to jej nie trzeba było pomagać. Wcisnęła się obok niego i spojrzała wymownie, jakby czekała na streszczenie tego, z czym przyjdzie się im zmierzyć.
William N. Patel
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Wendy Gardner
-
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Ja mam jakieś burżujskie wino, które zapierniczyłam bratu z barku. Ma tego tyle, że się nawet nie zorientuje — oznajmiła beztrosko odkładając je obok siebie, kiedy William wziął się za piwa. Stwierdziła, że dobrodusznie pomoże mu wypić tani browar, a jak przebrną przez tą chmielową mękę to uraczą podniebienie czymś lepszym. To czy będzie lepsze, to się dopiero okaże. — I mam też coś na rozluźnienie — dodała wyciągając skręta z kieszeni, ale też szybko chowając go ponownie, bo nie wszystko na raz, co nie?
Otwarła swoją puszkę, ale nim upiła cokolwiek wlepiła swoje ślepia w przyjaciela, który pomału przechodził do rzeczy. Kovalskich? Przeszukując zakamarki swojej pamięci próbowała wyciągnąć z niej coś podobnie brzmiącego, ale jedyne co mogła zrobić to pokiwać przecząco głową. — Oh, chyba nie mówiłeś — wtrąciła domyślając się, że pewnie była to jedna z parszywych rozwodowych spraw, a te potrafią zrujnować człowieka. — Oooo — pierwsze O miało wydźwięk pozytywny, wręcz pochwalny, bo sprawa była wygrana, a za tym idą zazwyczaj gratulacje, szybko jednak się poprawiła, gdy tylko dokończył wypowiedź. — Oooo — kolejne O było trochę bezradnym westchnieniem zmieszanym ze współczuciem. — Masz babo placek — wymsknęło się jej w pierwszej chwili, no bo został wciągnięty niespodziewanie w sytuację beznadziejną. — Ej, posłuchaj mnie — zaczęła spoglądając na przyjaciela — wygrałeś sprawę swoimi argumentami, wiedzą i sprytem — była przekonana o tym — a to co zrobił sędzia to zdrada, ale nie daj wmówić sobie, że to twoja zdrada — powiedziała kładąc mu rękę na ramieniu, a drugą zbliżyła puszkę do ust i napiła się nim zdążył ją ostrzec jakie to paskudne. — Ugh, ochyda — prawie się jej wróciło, kiedy spróbowała. — Nie, nie będziemy tego pić — zbuntowała się sięgając po wino — czyń honory — dodała podając mu butelkę.
— A skoro sprawa ta wygląda tak, a nie inaczej nie możesz się jakoś zabezpieczyć? Przygotować dowody pod swoją niewinność? Notatki, przebieg rozmów, cokolwiek. Może się przydać jeśli to wypłynie, wiesz… dowód, że zostałeś tak samo oszukany… — wiedziała, że sprawa nie wypłynęła i może nie wypłynąć nigdy, ale gdyby tak się stało to lepiej, by był przygotowany. — Nie zrobiłeś nic złego i nie jesteś w tym sam — zapewniła. Mogła być pierwszą osobą, która poświadczy o jego uczciwości, nawet jeśli jej głos nie bardzo będzie się liczył.
William N. Patel
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Wendy Gardner
-
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Wiesz, niekiedy mam wrażenie, że od czasów studiów niewiele się zmieniło — zaśmiała się lekko pod nosem — okradam barek brata, żyje z miesiąca na miesiąc bo zamiast odkładania wolę sobie wyjechać na jakiś trip, a tam ciężko mi kontrolować budżet, a zamiast imprezowych studenciaków mam wieczną imprezę w przedszkolu, a niekiedy nawet załapie się na rzyganie jak po dobrym melanżu jak piąty rodzaj jelitówki przemknie przez nasze mury — podsumowała, ale nie sprawiała wrażenia niezadowolonej z tego stanu rzeczy. Akceptowała to jak wygląda jej życie teraz i najwyraźniej była szczęśliwa w tym swoim chaosie i nie zaplanowanej przyszłości.
— Ha, i tu cię mam — rzekła jakby wiedziała, że właśnie to małe skręcone cacko ma szansę na poprawę sytuacji, chociażby chwilową. — Wiedziałam, co ze sobą zabrać — z dumą przytaknęła na jego dłuższą historię, jakby chciała mu zakomunikować, że halo… nigdzie się nam nie spieszy, więc śmiało! Mógł streszczać jej wszystko, a ona z wielkim zaangażowaniem emocjonalnym będzie to chłonęła i próbowała mu pomóc, nawet jeśli w świecie prawników i rozpraw nie odnajdywała się w ogóle i gdyby jej przyszło się tam z kimś zmierzyć to byłaby niczym wiewiórka wrzucona na autostradę w godzinach szczytu. Na pewno skończyłaby jako krwawa plama na rozgrzanym asfalcie. Właśnie dlatego szczerze podziwiała przyjaciela za to, że odnajdywał się w tym zawodzie i robił to bardzo dobrze, a tym samym nie chciała, by czyjeś działanie z premedytacją przekreśliło to wszystko na co sobie zapracował.
— Och Will — westchnęła słysząc o wydziedziczeniu przez ojca początkowo nie przypuszczając, że ta sprawa jest tak bardzo pogmatwana. Łapówka, walka ojca z synem, przegrana i niechlubna wygrana. Sporo musiała sobie w głowie poukładać, by ubrać jakoś słowa tak, by miały sens. — Słuchaj, może zareagował na gorąco, no wiesz… przegrał sprawę i kto wie, może przypuszczał dlaczego, a na tobie najłatwiej było się mu wyżyć — ktoś musiał być kozłem ofiarnym, a na rodzinie niekiedy paradoksalnie najłatwiej się wyżyć. — Po drugie jeśli przypuszczał, że ktoś wykupił sobie wygraną to pewnie czuł się nieźle upokorzony po przegranej, ale to nie ty jesteś winny tylko twój klient, który cię do tego szamba wrzucił — starała się mi to przypominać tak ciężko, jak to możliwe. Niekiedy wmawiane kłamstwo potem ciężko odróżnić od prawdy, a jak każdy zacznie mu wmawiać, że miał coś do czynienia z tą łapówką to jeszcze mógłby się w tym wszystkim bardziej zagubić. — A poza tym twój stary to nie jakiś amator, a stary wyjadacz. Nie mów mi, że nie wie co się odwala na takich salach. Po tylu latach w zawodzie chyba powinien mieć lepsze wyczucie i ciebie też powinien znać lepiej — dodała naburmuszona lekko - nie na Willa, a na jego ojca. Może i miał swoje za uszami, ale powinien wiedzieć, że jego syn ma też pewne granice.
— To umówmy się, że w inny dzień pomyślisz jak to ugryźć, bo wierzę, że jest na to jakiś sposób…chyba wierzymy w sprawiedliwość, co nie? A dziś sobie trochę odpuścisz, huh? — zaproponowała, jednocześnie wyciągając skręta i podając przyjacielowi, by czynił honory. Widziała, że jest mu ciężko więc nie naciskała tylko przejęła butelkę i napiła się wina.
William N. Patel
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Wendy Gardner
-
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Może i pamiętliwy, ale nie jest sędzią, który wydał na ciebie wyrok bez możliwości apelacji, co nie? Tylko twoim ojcem… może potrzebuje czasu — w końcu przegrał, to też pewnie podsyciło złość, a tym samym spotęgowało złowrogie spojrzenie. — Może faktycznie lepiej, żebyś też to przeczekał i się nie tłumaczył, w końcu winni się tłumaczą, a ty nie jesteś winny — jednocześnie przytakując na wzmiankę o wyjeździe. — Jakaś dzika plaża, albo domek w górach? Ja bym pojechała gdzieś daleko, gdzie nikt mnie nie zna, ale towarzystwo by ci się przydało — i nie miała siebie na myśli, raczej chodziło jej o to, że samotność może mu płatać figle. Jeszcze za wiele będzie myślał o wszystkim co miało miejsce; zdecydowanie potrzebował rozproszenia, choć z drugiej strony mógł sobie je znaleźć na wyjeździe, prawda?
I kiedy już myślała, że wszystko zmierza w dobrym kierunku i nawet mają jakiś wstępny plan na to jak może poprawić sobie humor i wyjść na prostą, padło jedno kluczowe słowo - d z i e w c z y n a. Wendy odruchowo upiła solidnego łyka wina, odstawiła butelkę między nich i sięgnęła po blanta, zaciągając się nim początkowo lekko, a za drugim razem już mocniej. — Kojarzę, nie wiem czy zjebana, ale na pewno śliczna — wyznała dodając szybko — widziałam ją może trzy, albo cztery razy, ale za każdym razem na pierwszym planie były jej pełne usta. Gdybym miała sobie zrobić poprawkę, to chyba bym ją wzięła ze sobą i powiedziała kosmetyczce takie mi rób — oznajmiła z całkowitą powagą, ale hej, taka prawda! Wendy miała pierdyliard kompleksów, ale usta to jedne z większych. — No, ale wracając do sprawy — powiedziała i machnęła ręką na znak, by kontynuował, bo przecież nie o jej justach będą mówić, co nie? Słuchała więc dalej Williama i chyba z każdym kolejnym słowem, była w coraz większym szoku. Zdając sobie sprawę w jakim kierunku zmierza ze swoim wyznaniem nie była pewna, czy aktualnie nie jest w jakiejś ukrytej kamerze i programie testującym skalę jej przyjaźni. Jeszcze się okaże, że zaraz jej wyzna, że zabił człowieka i będą obradować w programie nad tym czy jej przyjaźń to dźwignie, czy może to już będzie za wiele. To chyba wydawało się bardziej prawdopodobne niż fakt, że zauroczył się w sąsiadce, której byłby w stanie podłożyć kupę pod drzwi.
— Ten problem z twoim ojcem to przy tym żaden problem — powiedziała brutalnie szczerze, gdy dokończył całą historię. — Nie wiem, czy chciałabym znać kogoś, kto tak mi zaszedł za skórę i powiedział mi tak okrutne rzeczy — i wcale nie chciała mu teraz dosrać, bo widziała jak cierpi z tego powodu i jej samej zrobiło się z tego powodu bardzo smutno. Szturchnęła go mocno w ramię, jakby chciała by się opamiętał. — Ja pierdolę, tak się nie robi — zrugała go podając mu blanta i sięgnęła po wino, upijając kolejnego łyka i zastanawiając się nad tym, jak bardzo spaprał sprawę. — Nie wiem co ja bym zrobiła na twoim miejscu, ale jeśli cokolwiek może cię tutaj wyratować z opresji to całkowita szczerość. Powinieneś iść do niej i być całkowicie szczery, powiedzieć co do niej czujesz i, że to co wcześniej powiedziałeś nie było prawdą tylko strach przed własnymi uczuciami cię obleciał — innej drogi nie było. Przynajmniej zdaniem Wendy.
William N. Patel-Noriega
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Wendy Gardner
-
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Teraz jednak nie to było najważniejsze.
Wendy wciąż chyba próbowała przetrawić fakt, że William wpadł w sidła zauroczenia, w dodatku z sąsiadką, na którą niejednokrotnie już słał gromy – absurd! Totalny absurd, ale jak na przyjaciółkę przystało postanowiła pomóc mu przepracować
— Do Ottawy? Srsly, Will? — pokręciła głową z lekkim niedowierzaniem. — Czekaj, bo nie wiem czy dobrze zrozumiałam — zaczęła analizując jego genialny plan ucieczki. — Chciałbyś porzucić całe swoje życie, karierę, przyjaciół i mieszkanie, bo boisz się spotkać dziewczynę przy śmietniku? — powtórzyła wzdychając delikatnie i zerkając w niebo, jakby szukała wsparcia u gościa z góry, co to podobno dla niektórych czynił cuda, więc na moment mogła uwierzyć, prawda? — Brawo, to oficjalnie najbardziej tchórzliwy plan jaki słyszałam! — zaklaskała nawet, bo ktoś musiał mu to powiedzieć. No nie poznawała typa, ktoś jej Williama podmienił. Rekina na sali rozpraw, gdzie nie bał się spraw o kupę hajsu i sędziów z przerośniętym ego, a nagle trzęsie się na myśl o dziewczynie z naprzeciwka?
— Nie będę się powtarzać, więc słuchaj mnie uważnie — Winnie była tak słodka, że gdy wyskakiwała groźnym spojrzeniem człowiek nie wiedział - czy się bać, czy śmiać, ale to teraz nieistotne! — Jak myślisz, że będziesz sobie popijał spokojnie kawkę w stolicy to od razu powiem ci, że to skazane na porażkę jest i na każdym kroku będziesz widział jej twarz Z TYMI PEŁNYMI USTAMI — nie mogła się powstrzymać, musiała to dodać — a towarzyszyć ci będą twoje własne słowa, jak obiecałeś, że zniszczysz jej życie — może i była w tym momencie brutalnie szczera, ale nie po to, by mu dogryźć, czy sprawić, by czuł się okrutnie, ale po to, by uświadomić mu, że to siedzi w jego głowie i zmiana miejsca nic tutaj nie pomoże.
— A tak poza tym to serio boisz się, że cię wyśmieje? Przecież ona cię już nienawidzi, gorzej być nie może prawda? — powinien na to spojrzeć logicznie, dla niej już jest najgorszy. — Takie wyśmianie przez nią mogłoby oznaczać pewien awans towarzyski właściwie — zasugerowała wzruszając bezradnie ramionami. — Wiesz, że jesteś godzien jakiś innych uczuć niż czysta nienawiść — nie powinien się tego bać.
— A tak poza tym to nie szukam współlokatora, Ottawa jest nudna jak flaki z olejem, a ty zostajesz tutaj, idziesz do niej i dajesz jej szanse na to, by ci przywaliła, objechała cię, ewentualnie wyśmiała, bo trochę sobie zasłużyłeś i nie ma sensu tchórzyć — powiedziała to na jednym wdechu i to tak szybko, że teraz z trudem złapała oddech; pokręciła głową, gasząc niedopałek. Upiła łyka wina i podała mu butelkę dodając: — Przynajmniej po wszystkim będziesz mógł spojrzeć w lustro bez wyrzutów sumienia — i choć trochę wątpiła, że tak postąpi to przynajmniej wyraziła swoje zdanie w tym temacie. Twierdziła, że to najlepsze co może w tej chwili zrobić, przy czym i tak obstawiała, że prędzej ucieknie na jakąś dziką plażę,... ALE jeszcze wspomni jej słowa, że na każdym rogu będzie się czaić na niego TA dziewczyna.
William N. Patel-Noriega