Czy to byłoby bardzo próżne, gdyby uznał, że doskonale wiedział, jak na nią działał? Pewnie tak, ale z drugiej strony - odczytanie jej intencji wcale nie było aż tak trudne. Wpatrywała się w niego jak w obrazek, z taką… hm…
fascynacją, której dawno nie widział u żadnej kobiety. Widział to nerwowe przełykanie śliny i wzrok, którym błądziła po jego sylwetce - nieświadomie zwiększała jego i tak niemałą już pewność siebie i mile łechtała jego wybujałe ego. Być może właśnie o to chodziło w tych wszystkich historiach o zajętych facetach, którzy szukali szczęścia w ramionach innych kobiet? O tę nagłą potrzebę bycia podziwianym, której w domu dawno nie uświadczyli? Coś musiało w tym być, bo dzięki Ivy, Charlie czuł się jak najważniejszy mężczyzna w Kanadzie. Albo i na całym świecie. -
Wiesz, Ivy... jesteś niesamowicie irytująca - mruknął i uśmiechnął się pod nosem. Za każdym razem, gdy próbował przenieść rozmowę na
niebezpieczne tereny, ona wyciągała nowe opowieści jak z rękawa. A to puszczone oczko? Tylko dolało oliwy do ognia. Zmarszczył brwi i skrzyżował ramiona na piersi. -
Myślę, że porwanie ciebie wcale nie byłoby takie trudne - skomentował, łapiąc ją za słówka, i przechylił głowę na bok. Porzucił już wszelkie próby rozładowania atmosfery, bo Ivy po prostu odebrała mu rozum.
Tik tak. Tik tak. Bomba tykała i odliczała
minuty sekundy do wybuchu. Nie obchodziło go już, że zgodzili się na przyjaźń. Przyjaźń była dla ludzi, którzy nie mieli ochoty zerwać z siebie ubrań przy pierwszej lepszej okazji. Widział, jak jej wzrok mimowolnie ślizgał się po jego rozpiętej koszuli i podwiniętych rękawach. Oddałby wszystkie swoje pieniądze, żeby poznać jej myśli. Czy w jej myślach tańczyło teraz
Tudududu, Max Verstappen, Najlepszym być już naprawdę chcę czy
Girl, you earned it? Nie wiedział, ale wiedział jedno - Ivy Harrison działała na niego w sposób, którego nie potrafił kontrolować. Drażniło go, jak bardzo mu się podobała w tym swoim płaszczu, z turkusowym szalikiem na szyi, ale jeszcze bardziej irytowało go, że dalej miała wszystko na sobie. Pewnie dlatego teraz sięgał do drugiego guzika jej płaszcza. I trzeciego.
Charlie. Słyszał jej cichy głos, oczywiście, że słyszał, ale czy jakkolwiek planował reagować? Nie. Gdy już skończył rozpinać guziki, pozbył się jej szalika i powiesił go w tym samym miejscu, w którym zostawił swój płaszcz.
To mnie rozbierz, Charlie. Utkwił w niej swój wzrok i uśmiechnął się na widok jej czerwonych policzków.
Tik tak. Tik tak. Czy Ivy właśnie dobrowolnie się poddała? Już miał to skomentować, gdy dodała coś jeszcze.
Znaczy zdejmij mi płaszcz. Zaśmiał się pod nosem. Klasyczna Ivy.
Urocze, że dalej próbowała ratować sytuację. -
Jesteś pewna, że tylko płaszcz? - rzucił, a w jego oczach błysnęła niebezpieczna iskra. Zsunął materiał z jej ramion i odwiesił tuż obok szalika. Gdy znalazł się z powrotem obok niej, zlustrował wzrokiem błękitny golf, którego kolor idealnie podkreślał barwę jej oczu. Dłonią odnalazł jej talię i przysunął ją do siebie bliżej. Była gorąca, jego zdaniem nie potrzebowała żadnego golfu. Znów zerknęła na jego usta.
Tik tak. Sam też zerknął na te jej.
Tik tak. Znów chciał poczuć jej wargi na swoich. Nie byli żadnymi przyjaciółmi.
Tik tak. I już się nachylał, żeby ją pocałować, kiedy… znów zmieniła temat? Westchnął.
Gdzie mogę odłożyć… kubek od ciebie? Naprawdę? W takim momencie? Ta dziewczyna miała niesamowity talent do rzucania mu kłód pod nogi dokładnie wtedy, gdy już planował zapomnieć o całym bożym świecie. -
Jesteś niemożliwa - wychrypiał, ale w jego głosie nie było złości. Nawet zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową z niedowierzaniem. Źle odczytał jej intencje czy aż tak się stresowała? Odebrał jej błękitny kubek z dłoni i odstawił go na bok, na szeroką drewnianą belkę boksu obok, nawet nie sprawdzając, czy stoi prosto. Nie obchodziło go to. -
Tutaj. Tu może stać - mruknął, wracając dłońmi na jej talię i tym razem wsuwając palce pod dolną krawędź jej golfu, by poczuć nagą skórę.
Tik tak. Cholera, tak bardzo mu się podobała. A jej miękka skóra… Odbierała mu rozum. -
Jak brzmi kolejna wymówka, przyjaciółko? - zagaił, po czym popchnął ją delikatnie w stronę belki podtrzymującej strop w taki sposób, aby się o nią oparła plecami.
Tik tak. -
Masz jeszcze jakieś anegdotki w zanadrzu? - dodał, dłonią zjeżdżając na jej biodro.
Tik tak. W sumie… Ta jej walka między rozsądkiem a pożądaniem była dla niego całkiem podniecającym widowiskiem. Czy czuła się osaczona? Czy jego zapach wypełniał jej zmysły? O czym teraz myślała? Kurde. Naprawdę chciał wiedzieć to wszystko. -
Ciastka, kawa, pokemony? - podsunął jej od niechcenia kolejne tematy, jakby tylko one mogły opóźnić wybuch. Była tak blisko, że niemal czuł żar jej policzków. Na pewno zdawała sobie sprawę, w jaką grę właśnie zaczęli grać, a jeśli nie... cóż. Charlie nie miał nic przeciwko temu, żeby zostać jej osobistym nauczycielem zasad tej rozgrywki.
Ivy Harrison