ODPOWIEDZ
29 y/o
Welkom in Canada
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jak zwykle musiała wszystko zepsuć. Musiała popełnić b ł ą d, za sprawą którego znów rozpadło się coś, na czym tak mocno jej zależało. Coś, co miało stać się jej przyszłością. A popsuła to tylko dlatego, że nie potrafiła trzymać nóg złączonych.
Już po nocy spędzonej z Tracy’m wiedziała, że nie powinna była tego robić. Nie mogła tak po prostu wpadać na niego i za każdym razem dopuszczać go do siebie, bo nie była to jedna z tych relacji, które w jakikolwiek sposób mogłyby się rozwinąć. Łączyły ich wyłącznie kwestie zawodowe, a także to, że naprawdę dobrze się ze sobą dogadywali, ale to tyle. On nie szukał niczego na poważnie, a ona też nie uważała, że cokolwiek mogłaby z nim stworzyć.
Dlaczego więc okazała się aż tak g ł u p i a?
Zastanawiała się nad tym już w momencie, w którym wracała do Toronto do mężczyzny, któremu naprawdę na niej zależało. Do kogoś, kto akceptował całe to jej szaleństwo i najwyraźniej był też skłonny porwać się na to razem z nią, w ten sposób psując jej plany przyznania się do winy. Bo owszem, początkowo Debbie przystąpiła do rachunku sumienia i miała też zdecydować się na spowiedź, ale stchórzyła. Nie powiedziała mu prawdy, zamiast tego udając, że podczas tamtego wyjazdu do niczego złego nie doszło, a ona wcale nie czuła się ź l e.
Zresztą zapomniała o tym, kiedy zasugerował, że powinna się do niego wprowadzić.
Zrobiła to w okamgnieniu, bez cienia zawahania porzucając jedyne pewne mieszkanie, które od niedawna miała. Nie uważała tego jednak za złe posunięcie, bo w końcu miała przy swoim boku kogoś, z kim miała realną szansę na doczekanie swojego szczęśliwego zakończenia. Oczyma wyobraźni widziała ich wspólną przyszłość i przez kilka dni wszystko było i d e a l n e. Tyle tylko, że Debbie i to w końcu zdołała zrujnować.
Nim się obejrzała, usłyszała od swojego chłopaka byłego, że powinna się wynosić. Nie zdołała jeszcze rozpakować wszystkich rzeczy, a on już postawił na niej kreskę, a ona… No, tym razem nawet wcale się temu nie dziwiła. Posłusznie wrzuciła nieco najważniejszych rzeczy do niewielkiej torby, po całą resztę mając zamiar wrócić w nieco dogodniejszych okolicznościach, a później pozwoliła, by zatrzasnął za nią drzwi.
Kiedy te zamknęły się z hukiem, na szybko przekalkulowała, że nie ma gdzie pójść. Doszła więc do wniosku, że rozwiązania powinna poszukać tam, gdzie zaczął się jej problem, dlatego zdecydowała się pokierować taksówkę pod dom Tracy’ego. Nie mając pojęcia czy w ogóle go zastanie, pomaszerowała prosto pod jego drzwi, a tam kilka razy, może trochę natarczywie, nacisnęła dzwonek. — Musisz przez kilka dni mnie przenocować — oznajmiła bez ceregieli, gdy znalazł się naprzeciw niej. To, w jakiej znalazła się sytuacji, było częściowo jego winą.

Tracy Raynott
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
37 y/o
Welkom in Canada
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie tak, że Tracy próbował zrujnować życie Debbie. Nie chciał jej zaszkodzić, ani zagarniać dla siebie, jednocześnie wiedząc, że nie mógł zaoferować jej tego, na czym zależało jej najbardziej. Blondyn doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ich plany na życie różniły się od siebie i starał się nie przeszkadzać jej w realizacji własnych, jednakże… No właśnie, nie szło mu to tak dobrze, jak by tego chciał, ponieważ miał do niej dziwną słabość i zamiast być głosem rozsądku, ulegał chwili tak samo, jak ona.
Nie miałby jednak nic przeciwko temu, żeby z ich ostatniego, małego wyskoku zrobiła swój wstydliwy sekret. Nie przeszkadzało mu to, bo nie łączyło ich nic, poza koleżeństwem i niezobowiązującym seksem. Także cokolwiek Debbie chciała zrobić z ich ostatnią, wspólną nocą, on się do tego nie mieszał, a zamiast tego ponownie skupił się na własnym życiu, w którym ostatnio, na szczęście, nie doszło do żadnych zawirowań.
Ale to najwyraźniej w końcu miało się zmienić, choć Raynott do ostatniej chwili niczego nie przeczuwał. Nic nie wisiało w powietrzu, nie zrobił też nic, co mogłoby się na nim zemścić, dlatego zrelaksowany spędzał teraz czas w swoim domu, zaczytany w pewien artykuł, od którego oderwał go dzwonek.
Nikogo się nie spodziewał, ale też wcale nie był zaskoczony, ponieważ jego sąsiadka często dobijała się do niego, bo za głośno oddychał… No dobrze, może bez przesady, ale rzeczywiście często miała do niego pretensje o to, że był za głośno, choć wcale nie sądził, żeby zachowywał się w sposób nieznośny wobec sąsiadów. Generował hałas, jak każdy inny, ale najwyraźniej to i tak było zbyt wiele. Dlatego kiedy otwierał drzwi do mieszkania, to nie Debbie spodziewał się tam znaleźć.
Zaskoczony Tracy zamrugał kilkakrotnie, w pierwszej chwili nie wiedząc, jak ma zareagować, dlatego tylko usunął się z drogi, aby Debbie mogła wejść do środka. Choć nie rozumiał, co tu się działo, nie zamierzał rozmawiać z nią w drzwiach, nawet jeśli wpraszała się do niego. – O czym ty mówisz? – nie odmówił, jedynie próbował zrozumieć sytuację, ponieważ musiała podać mu więcej informacji, czemu musiał przenocować ją u siebie przez kilka dni, ponieważ, co powinno być całkiem zrozumiałe, był zbity z pantałyku. Czegoś takiego by się nie spodziewał, więc może dobrze byłoby się zatrzymać i zacząć od początku, czyli od wyjaśnień?

Debbie McDowell
29 y/o
Welkom in Canada
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała świadomość tego, że Tracy nie życzył jej źle i bynajmniej nie zamierzała oskarżać go o coś innego, a jednak nie sposób zaprzeczyć, że w pewnym stopniu to właśnie on odpowiadał za jej trudne położenie. Było tak głównie dlatego, że Debbie z jakiegoś powodu nie umiała odpuścić sobie jego bliskości i lgnęła do niego nawet wtedy, kiedy doskonale wiedziała, że robiła ź l e.
Prawdę powiedziawszy, w jakich momentach jego bliskość smakowała wyjątkowo dobrze.
To jednak po raz kolejny doprowadziło do sytuacji, że zmuszona była zakończyć relację, w której miała o wiele większe perspektywy niż te, na które mogła liczyć przy nim. Do tej pory przez myśl nawet nie przeszło jej to, że czegokolwiek mogłaby od niego oczekiwać, a wszystko to dlatego, że od samego początku biło od niego przekonanie, że z nikim nie chciał się wiązać.
I to było zupełnie w porządku, ponieważ pomimo wielu podobieństw, zdaniem Debbie absolutnie do siebie nie pasowali. Mogli tworzyć zgrany duet, kiedy w grę wchodziło koleżeństwo, a dodatkowo nieziemsko dogadywać się w sferze łóżkowej, ale mimo to o żadnych uczuciach nie było mowy.
Nie rozumiała więc tego, co przytrafiło jej się dzisiaj.
Nieco zdenerwowana dotarła pod jego drzwi, oczekując ratunku. Miała nadzieję, że Raynott jej go nie odmówi, choć kiedy dostrzegła jego zaskoczoną minę, straciła tę pewność, którą miała jeszcze przed chwilą. Nie zwlekała jednak z dostaniem się do jego mieszkania, gdy utorował jej drogę. Weszła do środka jakby w obawie przed tym, że zaraz rozmyśli się i jednak zatrzaśnie jej drzwi przed nosem.
Wypuściła głośniej powietrze, a później omiotła jego sylwetkę spojrzeniem. Gwałtownie pokręciła głową, odpychając od siebie uporczywe myśli. Dlaczego przy nim nie umiała nad sobą panować? — O tym, że straciłam dach nad głową i to trochę twoja wina — odparła bezceremonialnie, kiedy zrzucała ze stóp buty. Wcześniej odstawiła na bok własną torbę, a chwilę później ściągnęła z głowy czapkę, którą pozostawiła na półce w korytarzu.
Ale nie musisz za bardzo się martwić, zadowolę się kanapą. Przynajmniej na razie — dodała po chwili, wcale nie planując za bardzo naruszać jego przestrzeni. To jednak nie tak, że nie mogłaby się tu zadomowić. Jego mieszkanie było całkiem ładne, a poza tym też całkiem przytulne, więc gdyby tego wymagała od niej sytuacja, dość szybko udałoby jej się do niego przyzwyczaić.

Tracy Raynott
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
37 y/o
Welkom in Canada
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Debbie miała co do niego rację, Tracy nie chciał się z nikim wiązać i był w tej kwestii bardzo otwarty. Nie miał problemu z przyznaniem, że nie planował z kimkolwiek układać sobie życia, zresztą, wierzył, że w dość wyraźny sposób to okazywał. Dlatego nie, to nie był żaden sekret, ani nikogo nie zwodził. I w drugą stronę, McDowell się co do niego nie pomyliła.
Dzięki temu jego życiowa sytuacja była o wiele prostsza niż w przypadku Debbie. Od nikogo nie był zależny i mógł robić, co mu się żywnie podobało, bez konsekwencji. Jeśli miał ochotę się do kogoś zbliżyć, to nic nie stało temu na przeszkodzie. Zapominał jednak o tym, że nie każdy może cieszyć się taką swobodą i nieświadomie przyczynił się do beznadziejnego położenia McDowell.
I znów go zaskoczyła. Raynott miał wrażenie, że za każdym razem, gdy otwierała dziś usta, to rozumiał ją coraz mniej, ponieważ to dla niego nie miało sensu. – Moja wina? W jaki sposób? – to rzecz, której kompletnie nie rozumiał, ponieważ jaki miał związek z jej sytuacją mieszkaniową? Nie potrafił złożyć tego w całość, bo nie potrafił znaleźć choć jednego powodu, czym mógłby się do tego przyczynić. Bo nie pomyślał o tym, że już zamieszkała ze swoim partnerem, a ten poznawszy prawdę wyrzucił ją na bruk. Wydawało mu się, że na ten krok w jej związku byłoby za wcześnie, dlatego w ogóle nie wziął pod uwagę tego, że ich ostatni wybryk doprowadził do tego, że skończyła bez dachu nad głową.
Ale chociaż nie dostrzegał swojej winy, to wcale nie znaczy, że planował zostawić ją na lodzie. Już teraz postanowił, że przygarnie ją, skoro przyszła do niego po pomoc, a jemu prawdę powiedziawszy to nie miało wadzić, w końcu to miało być tylko tymczasowym rozwiązaniem. Mimo to nie spieszył się z podzieleniem dobrą nowiną.
– W to nie wątpię – skomentował, jednocześnie powątpiewając w to, że długo zabawi na tej kanapie. Nie dlatego, że planował ją wygnać lub zakładał, że lada moment opuści jego mieszkanie. Tracy po prostu znał ją i siebie i wiedział, jak sprawy się toczą, gdy mają się w zasięgu rąk. – Czyli wolisz kanapę od łóżka? – upewnił się jeszcze, przy czym uśmiechnął się zadziornie. Jeśli miała upierać się przy kanapie, to kim on jest, żeby jej zabraniać?

Debbie McDowell
29 y/o
Welkom in Canada
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Debbie w pewnym stopniu także przyzwyczaiła się do swojej niezależności, przez co wchodząc w związek z drugą osobą zapominała o tym, że nie posiadała jej już tak wiele. To nie tak, że przed tym uciekała. Ona naprawdę chciała mieć przy sobie kogoś, na kogo będzie mogła liczyć, każdego wieczora wracając do tej samej osoby.
Przez krótką chwilę rzeczywiście jej się to udawało. Prawdopodobnie po raz pierwszy znalazła się w tak poważnym, albo przynajmniej p o z o r n i e poważnym związku, aby zdecydować się na to, by u tej osoby zamieszkać. Wtedy zresztą obiecała sobie, że nie pozwoli sobie na kolejny błąd - na pewno nie tak nieodpowiedzialny jak ten, którego dopuściła się z Raynottem przed kilkunastoma dniami.
Szkoda tylko, że nawet po takim czasie ten był w stanie zebrać swoje pokłosie.
Kiedy dostrzegła zaskoczenie na jego twarzy, jedna z jej brwi powędrowała ku górze. Mając na uwadze wspomnienie wspólnie spędzonej nocy, Debbie była z kolei zdziwiona tym, iż udało jej się go zaskoczyć. Czy to, że w pewnym sensie przyczynił się do rozpadu jej związku naprawdę było aż tak zadziwiające?
Nie pamiętasz? — zapytała, uważniej omiatając jego sylwetkę spojrzeniem. Zaraz jednak machnęła na tę kwestię dłonią, dochodząc do wniosku, że szybciej będzie, jeśli sama mu to wyjaśni. — Mówiłam ci, że mam chłopaka. Miałam w sumie. Do dzisiaj — wzruszyła lekko ramionami. Jeszcze całkiem niedawno zastanawiała się nad tym, czy może nie uda jej się tego naprawić, ale obecnie nie wiedziała już, czy to w ogóle miałoby sens.
Pokręciła lekko głową, ruszając w głąb mieszkania. Zatrzymała się dopiero, kiedy usłyszała jego pytanie. Nie odmówiła sobie tego, aby przy okazji lekko go szturchnąć. — Widzisz? Właśnie o tym mówię — zerknęła na blondyna wymownie. Pogrywał sobie z nią. Z a w s z e to robił, a ona była na tyle głupia, że mu ulegała. Jak mogłaby nie, skoro był t a k przystojny? — To totalnie twoja wina. Gdybyś mnie tak nie podpuszczał, to bym cię nie przeleciała, a później nie miałabym wyrzutów sumienia i nie pomyliłyby mi się imiona — kończąc, jęknęła z niezadowoleniem. Gorszego momentu nie mogła wybrać sobie na tę wpadkę.
Wypuściła głośniej powietrze, po czym raz jeszcze uważnie przyjrzała się blondynowi. — Ale skoro o tym wspominasz, chyba rzeczywiście powinieneś mi oddać łóżko — stwierdziła, krzyżując ramiona na piersi. Skoro musiała wynieść się z dotychczasowej sypialni, mogła zacząć okupować tę jego.

Tracy Raynott
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
37 y/o
Welkom in Canada
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Być może zbyt usilnie kogoś szukała, przez co zamiast poczekać na kogoś właściwego, przy kim wierność i zaangażowanie przyszłyby jej naturalnie, brała się za facetów, na których nie zależało jej na tyle, żeby się postarać? Można odnieść wrażenie, że wizja bycia w związku podobała jej się na tyle, że umawiała się z kimkolwiek, byleby tylko z kimś być.
Powoli do takiego wniosku zaczynał dochodzić Tracy, który nie uważał tego za coś złego. Raczej za dość naturalne w jej wieku. Była młoda i miała prawo jeszcze nie do końca wiedzieć, czego chciała albo jak to znaleźć, a próbowanie i sprawdzanie, co zadziała, było najlepszym sposobem na dotarcie we właściwe miejsce. Sam przecież kiedyś to przerabiał, zanim nie zrezygnował z pakowania się w kolejne związki.
– Nie mówiłaś, że z nim mieszkasz. Nie byliście ze sobą jakieś pięć minut? – przesadzał, ale czy naprawdę nie byli ze sobą bardzo krótko? Jeszcze niedawno Debbie kręciła z innym facetem, a tu nagle zamieszkała z kolejnym. Trudno było za tym nadążyć, tym bardziej, że Tracy naprawdę nie spodziewał się tak szybkiej decyzji o zamieszkaniu razem. Albo to McDowell była ekspresowa, albo Raynott nie nadążał za nowymi trendami przez to, że od dawna nie spotykał się z nikim na poważnie.
Chciał się jakoś bronić, ale kiedy wspomniała o tym, że pomyliły jej się imiona, skupił się właśnie na tej kwestii. Wywołała u niego rozbawienie, a jednocześnie też ogromną satysfakcję. I właśnie ją najtrudniej było mu w tej chwili ukryć, bo był zadowolony z tego, że Debbie nawet przy swoim facecie nie potrafiła o nim zapomnieć. Może też powinien czuć się z tym źle, skoro nie chciał odbierać jej szansy na szczęście, ale najwyraźniej aż tak szlachetny nie był. – Jakby był coś wart, to nie pomyliłyby ci się imiona – wzruszył ramionami, mówiąc to niby na pocieszenie, choć przy okazji udało mu się podkreslić to, że najwyraźniej był od gościa lepszy.
Tracy odniósł wrażenie, że Debbie bardziej przejęła się utratą dachu nad głową niż zaprzepaszczeniem związku, dlatego doszedł do wniosku, że nie miała czym się przejmować. W końcu trafi na kogoś wartościowego, przy kim nie będzie myliła imion. Jak przy Raynotcie.
– Nie oddam ci go. Mogę się podzielić, ale zapomnij o ścianach z poduszek – to od razu zaznaczył, bo wciąż pamiętał, jak źle spało się z tą konstrukcją. Także jeśli McDowell chciała zająć łóżko, a nie kanapę, musiała przystać na jego warunki. Te i tak nie były takie straszne, w końcu oferował jej więcej, niż na to liczyła, przychodząc dziś do niego.

Debbie McDowell
29 y/o
Welkom in Canada
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bez wątpienia popełniała błędy, jednak za kluczowe bynajmniej nie uważała tego, że w ogóle angażowała się w znajomości z kolejnymi mężczyznami. Robiła to pochopnie, jednak działała tak głównie dlatego, iż naprawdę uważała, że każdy ostatecznie zasługuje na szansę. W każdym z tych mężczyzn znajdowała również coś, co ją interesowało. Nie robiła tego w wymuszony sposób.
Mimo to zawsze dopuszczała się jakiegoś potknięcia, a kiedy taka relacja dobiegała końca, szczególnie nad tym nie ubolewała. Nawet tym razem dość szybko pogodziła się z myślą o tym, że jej dotychczasowa relacja dobiegła końca.
Być może dlatego, że sama częściowo i tak straciła nią już zainteresowanie.
Znajdowała się jednak w dość trudnym położeniu, bo kiedy przed kilkunastoma dniami zdecydowała się do swojego partnera wprowadzić, postawiła wszystko na jedną kartę. Zabrała rzeczy z mieszkania Madoxa, w którym zresztą i tak zrobiło się zbyt tłoczno, zatem nie było mowy, aby znów wróciła tam z podkulonym ogonem. Musiała poradzić sobie inaczej, a jedyną opcją ratunku wydawał się Tracy i to nawet w obliczu tego, że teraz trochę się z niej nabijał. Bo tak, dostrzegła wyraz jego twarzy, kiedy wspomniała o pomylonych imionach, za sprawą czego tylko zerknęła na niego z politowaniem.
Był naprawdę miły, Tracy — upomniała go, bo przecież to ona była tą, która zawiodła na całej linii. Jej dotychczasowy partner nie miał z tym nic wspólnego, a przez cały okres trwania ich związku był dla niej naprawdę dobry. Gdyby nie to, że przy Raynotcie Debbie kompletnie nie umiała się pohamować, być może ta znajomość nie zakończyłaby się fiaskiem.
Ulokowała się wygodnie na kanapie, może nawet trochę zbyt wygodnie, ponieważ dość prędko wciągnęła na nią nogi, sadowiąc się tam w siadzie skrzyżnym. — Prysznice też będziemy brali razem? — zapytała przekornie, kiedy zasugerował, że łóżkiem może się z nią podzielić. Prawdę powiedziawszy nie zamierzała się na to uskarżać. Nie okłamała go przecież ostatnio - przez sen miała tendencję do przytulania się i naprawdę lubiła to robić. — Jestem najlepszą współlokatorką na świecie — dodała po chwili, a na jej usta wkradł się wesoły uśmiech.
Chyba już całkowicie zdołała zapomnieć o tym, że znalazła się tu głównie dlatego, że stosunkowo niedawno straciła dach nad głową.

Tracy Raynott
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
37 y/o
Welkom in Canada
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tracy nie mógł zostawić jej samej w potrzebie. I wcale nie dlatego, że przyczynił się do utraty dachu nad głową przez nią. Pomógł jej, bo lubił ją i w ostatnim czasie stała się dla niego na tyle ważna, że chciał się o nią zatroszczyć, dlatego zaoferował jej kąt u siebie, choć w ogóle nie był przygotowany na to, że ktoś się u niego zatrzyma. Od lat nie dzielił z nikim dachu nad głową i to pewnie zburzy jego rutynę, ale nie sądził, żeby ona była ważniejsza od McDowell, dlatego był gotowy na pewien dyskomfort, żeby jej pomóc.
Poza tym, wcale nie musiało być strasznie. Przecież lubił Debbie i dobrze spędzało mu się z nią czas. Nie sądził również, że będzie uciążliwa, więc może nie pożałuje tego, że wpuścił ją do siebie na dłużej.
– Na pewno – uśmiechnął się łagodnie, podkreślając w ten sposób, że tym razem nie posłużył się ironią. Nie zamierzał podważać jej słów, ani gustu, dlatego wycofał się z krytyki jej byłego. Uważał jednak, że nie było czego rozpamiętywać i Debbie nie powinna oglądać się za siebie. Skopała sprawę i nie sądził, żeby po tym miała jeszcze szansę powrotu, dlatego najlepiej dla niej będzie zostawić to za sobą, co, jak już zdążył zauważyć, chyba robiła.
Może to jej supermoc, że potrafiła szybko wyleczyć się po rozstaniu?
– Skoro nalegasz… – rozłożył ręce w geście bezradności, jakby nie był zdolny się z nią kłócić i musiał wywiesić białą flagę, zgadzając się na wspólne kąpiele. Zaraz też przywołał na twarz zadziorny uśmiech, mówiący nie tylko to, że się z nią droczył, lecz również to, że nie narzekałby na taki przebieg zdarzeń. – Mhmm, przekonamy się – odparł, spoglądając podejrzliwie na Debbie, jakby nie do końca jej wierzył. – Może od razu daj mi numer do swoich rodziców, żebym wiedział, gdzie cię zareklamować w razie co – rzucił żartobliwie, opadając na siedzisko naprzeciwko niej.
– Mam trochę miejsca w garderobie, więc możesz rozłożyć swoje rzeczy na wolnych półkach, w szufladach i na wieszakach – zaproponował, dochodząc do wniosku, że powinien umożliwić jej zadomowienie się tutaj, skoro na chwilę miała się tu zatrzymać. Bez sensu, żeby cały swój dobytek trzymała w walizkach, co ani trochę nie było wygodne. A u Tracy’ego miejsca nie brakowało, bo mieszkał tu sam i nie był w stanie w pełni go wykorzystać, więc tym bardziej nie było powodu, żeby nie udostępnić jej paru półek czy szuflad.

Debbie McDowell
ODPOWIEDZ

Wróć do „#24”